Strona główna || O autorce || O tu-czytam || Bajki || Bajkowe portfolio                       

piątek, 2 czerwca 2017

Brandon Mull: Pięć Królestw. Tkacze śmierci

Egmont, Warszawa 2017.

Cienie

Brandonowi Mullowi wyobraźni nie brakuje. Pracę w cyklu Pięć Królestw ułatwia sobie tym, że każdy kolejny odwiedzany świat z Obrzeży jest zupełnie inny niż to, co bohaterowie zdążyli już poznać. Cole razem z przyjaciółmi wciąż podąża śladem królewien. Musi pomóc Mirze, inaczej nie wróci do domu. Pojawiają się też pytania o sensowność takich poświęceń – bo w końcu ile zagubionych dzieci trzeba odnaleźć, żeby mieć spokojne sumienie? I co z tymi, które zostaną na Obrzeżach, nie doczekawszy się wsparcia ze strony silnych postaci? Cole na Obrzeżach wyrasta na superbohatera – nie dość, że potrafi władać magicznymi artefaktami, to jeszcze bardzo szybko uczy się nowych zasad. Trudno mu zaakceptować tylko tę, że jego rodzina na Ziemi już o nim nie pamięta. Reguła jest tu bezlitosna: kto trafi na Obrzeża, zostaje wymazany ze wspomnień bliskich. To również ma osłabiać morale. Chęć powrotu do domu jest u dzieci silna, ale kiedy bohaterowie dowiedzą się, że nikt na nich nie czeka i nikt za nimi nie tęskni, muszą zweryfikować swoje plany i oczekiwania. Na Obrzeżach przynajmniej mają siebie nawzajem. Tu zresztą Cole odnajduje zapomnianego brata – zyskuje w ten sposób nowego wiernego kompana, możliwość ukojenia tęsknoty za domem i… potwierdzenie obaw.

W czwartym, przedostatnim tomie cyklu, Brandon Mull zabiera dzieci do Necronum, krainy cieni. Nie jest to tak do końca świat umarłych, autor nieco modyfikuje kwestię życia i śmierci. Ciała to jedynie nośniki żywotnej iskry, ale tę samą iskrę – zwaną czasami duszą lub duchem – mogą przenosić też cienie, które wtedy wyjątkowo jasno świecą. Cienie są niematerialne, a w pewnych okolicznościach także pozbawione pamięci krótkotrwałej (świetna scena z odciskami w jaskini). Cole sam na pewien czasu musi stać się cieniem, stawką jest, jak zawsze, uratowanie przyjaciół, którzy zapadli w długosen przypominający letarg. Zresztą do problemów przyczynił się też sam Cole, który zaufał niewłaściwemu cieniowi i związał się z nim pewną obietnicą. Niestety, na Obrzeżach nawet drobne przysługi mają swoją cenę, a za wiadomości zawsze trzeba płacić. Bez nich z kolei nie ruszy się z miejsca.

Cole już dawno przestał być dzieciakiem, który w Halloween zgubił się rodzicom i przeszedł przez granicę światów. Na Obrzeżach ma sprawdzonych (i to w bojowych warunkach) przyjaciół, tu wystawiany jest na kolejne ciężkie próby. Musi opanować magiczne sztuki, oswoić nietypowe przedmioty i nie dać się przechytrzyć mieszkańcom, zwłaszcza że części z nich stara się pokrzyżować niecne plany – a oni nie mają już nic do stracenia. „Tkacze śmierci” podsuwają przemawiające do wyobraźni sceny. Cole nie jest idealny, też popełnia błędy, ale na jego miejscu większość odbiorców zrobiłaby tak samo. Mull zmusza czytelników do zastanowienia się nad własnym kodeksem wartości, zapewniając przy tym dobrą rozrywkę.

Jak na obszerną powieść i część wielkiej narracji, bardzo dużo rozgrywa się tutaj w warstwie dialogów. Wszystko bierze się z nieznajomości Necronum – w tej części Obrzeży Cole jeszcze nie był i musi nauczyć się obowiązujących tutaj reguł. Cykl Pięć Królestw to szereg zróżnicowanych opowieści – opartych zawsze na schemacie, według którego bohater przemierza pewną drogę i walczy z wrogami, prawie w wersji sam przeciwko światu – wspierany wyłącznie przez wąskie grono innych poszkodowanych. Ale w tych potyczkach spryt i pomysłowość liczą się bardziej niż siła, więc dzieci mogą działać i nie poddawać się żadnym przeciwnościom losu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com