Strona główna || O autorce || O tu-czytam || Bajki || Bajkowe portfolio                       

sobota, 4 marca 2017

Tove Jansson: Słoneczne miasto. Dwie powieści

Marginesy, Warszawa 2017.

Starzy ludzie

Tove Jansson kojarzona jest przez odbiorców przede wszystkim z Muminkami i chociaż wcale nie zawęża to targetu, bo małe trolle mają swoich fanów i wśród dzieci, i wśród dorosłych, to jednak cieszy, że przypominana jest także z twórczości poważnej. „Słoneczne miasto” to publikacja dla koneserów. Zawiera dwie małe powieści Tove Jansson o wspólnym temacie – starości i przemijaniu. To miniaturki niezwykle sugestywne, a przy tym przepełnione celnymi przemyśleniami na tematy egzystencjalne. Tove Jansson przypomina się tu jako autorka o niezwykle plastycznej wyobraźni – od początku atakuje wręcz czytelników synestezyjnymi skojarzeniami, feerią przymiotników i opisów – drobnych, a ważnych w całościowym odbiorze. Jest Tove Jansson przewodniczką po świecie, do którego tylnymi drzwiami wpuszcza odbiorców. Nie może sobie pozwolić na niedopowiedzenia, jeśli chce zostać odpowiednio zrozumiana. Delikatna materia, jaką odkrywa przed odbiorcami, wymaga wielkiej precyzji. Tak powstaje „Słoneczne miasto”, tom, który tytuł bierze od pierwszej, bardziej rozbudowanej historii.

W „Słonecznym mieście” akcja przenosi się na Florydę. To niemal raj dla emerytek, miejsce podporządkowane oczekiwaniom starszych pań. Jest tu zawsze ciepło, a fryzjerzy specjalizują się w uczesaniach pasujących do siwych włosów i statecznych głów. Na Florydzie znajduje się pensjonat, dom spokojnej starości, którego mieszkańcy codziennie cieszą się słońcem i próbują wciąż żyć swoimi marzeniami. Wiedzą, jak sprawiać przyjemność innym i nie boją się miłości. Tyle że w ich wieku nie sprawdzą się już młodzieżowe randki czy podrywy, trzeba znaleźć inny sposób na zwrócenie uwagi obiektu uczuć. Starsi ludzie z pensjonatu są wyczuleni na każdy, nawet najmniejszy gest. Z okruchów spojrzeń zbudują całą opowieść tak, jak potem robi to Tove Jansson. I w tym rytmie posuwa się autorka – aż do balu w starym stylu, balu, który nie pozostawi już żadnych wątpliwości. W „Słonecznym mieście” miłość jest zjawiskiem efemerycznym, bardzo trudnym do nazwania i uchwycenia, ale na swój sposób pięknym. Na starość inaczej objawia się tęsknota i nadzieja, na innym rodzaju bliskości będzie ludziom zależeć. Jansson tworzy subtelną relację, której nie sposób się oprzeć – pełną prawd i zjawisk zadziwiających.

W „Kamiennym polu” miłość ma inne oblicze. Jonasz to dziennikarz, który dla pasji i pogoni za własnym marzeniem poświęcił rodzinę. Zamierza napisać biografię Igreka, zwłaszcza że na emeryturze ma na to sporo czasu. Sytuacja wydaje się sprzyjająca, ale Jonasz utyka na warstwie obyczajowej – nie potrafi ożywić Igreka, a słowa tracą swoją wartość. Bohater stopniowo zanurza się we własne życie i przekonuje się, że zaniedbał ważny element egzystencji – nie ma pojęcia o swoich najbliższych. A skoro tutaj się nie sprawdził, nie uda mu się też stworzyć dzieła na miarę pragnień. Jonasz staje się więźniem słów.

W obu historiach Tove Jansson kieruje się ku ludziom, którzy przestają być ważni i potrzebni – przynajmniej według „cywilizowanych” społeczności. Już nic od tych bohaterów nie zależy, już nikt nie ułatwi im realizowania założonych celów. Starzy ludzie stopniowo stają się niewidzialni i nierozumiani. Nie muszą brać udziału w wielkich czynach. Tove Jansson zapewnia im zwyczajne życie, które jednak nie znajduje już uznania w młodszych pokoleniach. Autorka przywraca ich światu – uznanych za dziwaków czy outsiderów, lekceważonych lub zapomnianych, a jedynie pozbawionych witalności i możliwości działania na szeroką skalę. „Słoneczne miasto” to kolejny dowód precyzyjnego obserwowania rzeczywistości – i talentu pisarskiego Tove Jansson. To literackie piękno.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com