Strona główna || O autorce || O tu-czytam || Bajki || Bajkowe portfolio                       

środa, 23 kwietnia 2014

Roberto Innocenti, Aaron Frisch: Czerwony Kapturek w wielkim mieście

Media Rodzina, Poznań 2014.

Groza rzeczywistości

Jeżeli ktoś jeszcze twierdzi, że baśnie bywają straszne, po lekturze i obejrzeniu tomu „Czerwony Kapturek w wielkim mieście” dowie się, że naprawdę straszne stają się baśnie przełożone na rzeczywistość i dostosowane do dzisiejszych realiów. Ta publikacja nie jest dla dzieci – to ilustracyjno-intertekstualny popis dla dorosłych oraz młodzieży, w formie mrocznego picture booka. „Czerwony Kapturek w wielkim mieście” zachowuje fabułę pierwowzoru – przynajmniej do czasu. Tyle że zamiast lasu jest tu pełne ludzi zatłoczone miasto, a liczba niebezpieczeństw zostaje zwielokrotniona. Czerwony Kapturek to Sophia, cicha dziewczynka mieszkająca z mamą i siostrą w bloku. Jej babia z kolei mieszka w starym kontenerze z przyczepy campingowej i dobudówki na przedmieściach.

Już od pierwszych stron i pierwszych obrazów historia budzi grozę. Bajkę opowiada zgromadzonym przy stole dzieciom w ponury dzień elektroniczny gadżet w kształcie babci robiącej na drutach. Sceneria przypomina horror – wśród pozornie niewinnych zabawek dają się dostrzec elementy, których w pokoju dziecinnym być nie powinno, bardziej pasujące do sennego koszmaru. I same dzieci nie sprawiają wrażenia sympatycznych – obgryzają paznokcie, siedzą w czapkach i opychają się popcornem, a ubrane są według najnowszej mody. Innocenti wprowadza odbiorców do miasta jak ze złego snu, a przecież jak najbardziej prawdziwego. To nic, że w bloku część sąsiadów wgapia się w telewizor, pali papierosy lub grilluje – nawet oprychy w jednym z pustostanów jeszcze wyglądają w miarę sympatycznie. Ale kiedy Sophia wyrusza w drogę do babci, robi się coraz straszniej. Na ulicach walają się śmieci, ściany są pobazgrane. Pod ścianami koczują bezdomni, a w zaułkach grasują gangi. Policjanci sprawdzają ślady na miejscu zbrodni lub wypadku i bardzo łatwo wpaść pod samochód. Nawet w galerii handlowej nie da się znaleźć spokoju – tu przytłaczają agresywne reklamy i tłumy ludzi. Nie ma w tej opowieści ani jednego punktu, który dawałby ukojenie i pozwalał się schronić przed narastającym strachem – bo nawet rodzinną sielankę w domu bohaterki zakłóca fakt, że mała siostrzyczka bawi się laptopem, a w telewizji leci idiotyczna kreskówka. Nie pomaga i pogoda: cały czas zbiera się na burzę, co dobrze potęguje lęk. W tym świecie trudno przetrwać. Zwłaszcza gdy jest się dzieckiem. Sophia w swojej wyprawie popełnia kilka błędów, które mogą skończyć się dla niej tragicznie, ale się nie kończą, bo autor szykuje dziewczynce jeszcze inny los.

Nie ulega wątpliwości, że nie o grę z klasyką literatury czwartej chodzi autorowi, a o ilustracyjny popis. Mimo minorowego nastroju jego obrazy zachwycają – ma się wrażenie rzeczywistego wejścia do groźnego i mrocznego świata dostępnego na wyciągnięcie ręki. Z każdym napisem na murze i każdym śmieciem Innocenti przekonuje odbiorców do swojego wyjątkowego talentu. Już sam fakt, jak silnie działa na wyobraźnię dorosłym czytelnikom świadczy, że zasługuje Innocenti na uznanie. Udało mu się idealnie oddać chaos wielkiego miasta, jego szpetotę i odpychający wygląd różnych miejsc: od najważniejszych ulic przez centra handlowe po koczowiska bezdomnych czy bloki. Wielkie miasto nie jest przyjazne, nie zachęca do egzystowania. W samej opowieści staje się wrogiem, atakuje czytelników i karmi się ich lękiem. W wielkim mieście dramaty Czerwonych Kapturków rozgrywają się co chwilę, ukrywane, mimo że wśród tłumów obojętnych ludzi. Las z baśni wydaje się przy centrum miasta oazą spokoju i prawdziwym azylem, a przygoda Czerwonego Kapturka zupełnie niewinną zabawą. Dopiero reinterpretacja baśni wyzwoli silny lęk. A najbardziej przerażające jest to, że Roberto Innocenti wcale nie koloryzuje przesadnie swojej opowieści…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com