Strona główna || O autorce || O tu-czytam || Bajki || Bajkowe portfolio                       

niedziela, 12 stycznia 2014

Janusz Głowacki: Przyszłem, czyli jak pisałem scenariusz o Lechu Wałęsie dla Andrzeja Wajdy

Świat Książki, Warszawa 2013.

Sekrety pracy

Nieczęsto scenarzyści pozwalają odbiorcom zajrzeć za kulisy ich pracy, nieczęsto chcą dzielić się informacjami, jak wyglądały odrzucone pomysły filmowe. Janusz Głowacki z niewykorzystanych scen stworzył książkę „Przyszłem, czyli jak pisałem scenariusz o Lechu Wałęsie dla Andrzeja Wajdy. Ta publikacja ma nie tylko wymiar autotematyczny – to również zestaw anegdot i opowieści „towarzyskich”, a dla adeptów zawodu także cenna lekcja: oto bowiem autor mimochodem przedstawia losy kolejnych pomysłów i drogi, które otwierają się przed reżyserem. Pokazuje trudną sztukę rezygnowania z własnych wizji, choćby wydawały się najbardziej oryginalne i atrakcyjne dla publiczności. Przemyca też informację, jak twórczo podchodzić do materiałów źródłowych – kilka razy przecież odwołuje się do dokumentów i zapisków swoich bohaterów, wplatając je w wymyślone scenki. Głowacki przekonuje też, że już w fazie tworzenia scenariusza trzeba wybrać najważniejsze cechy charakteru postaci, by konsekwentnie prowadzić ją przez filmową opowieść.

W „Przyszłem” autor podrzuca coraz to nowe sceny i pomysły. Zastanawia się nad możliwymi początkami, odrzuca chronologię wydarzeń i nadmierne upolitycznienie, szuka równowagi między wielką historią, a wydarzeniami z rodzinnego życia Lecha Wałęsy. Sprawdza, jak można wpływać na odbiór bohatera, testuje ocieplanie sylwetki, ale czasem sięga też po scenki absurdalne, satyryczne czy prześmiewcze, przypomina o realiach PRL-u, a do tego poszukuje uniwersalnych tonów, które zjednoczą widzów. Zdarza się, że przywołuje pomysły, które nie mogły wejść do filmu i zostały wymyślone dla przyjemności i rozrywki.

Głowacki jako scenarzysta bazuje na emocjach, i to na emocjach odbiorców. Doskonale wie o tym, że nie rozbudzi masowej wyobraźni produkcyjniakami czy „edukacyjnymi” wstawkami, a jedynie siłą międzyludzkich relacji. W postaciach, które pomagają budować opowieść o Lechu Wałęsie, za każdym razem szuka skazy, uczłowieczającego rozedrgania, słabości, eksponuje to, o czym bohaterowie nie chcieliby głośno mówić – a wszystkie te psychologiczne zabawy zamyka w wyrazistych scenkach. Liczy się bowiem nie opowiadanie słowami, a zachowaniem. Stąd też ogromna oszczędność w opisach, krótkie rozdziały i trafiane w punkt przeżycia.

W całym tomie Głowacki zdradza poczucie humoru, potrafi wykorzystywać stereotypowe obrazki do tworzenia karykatur, które ubarwiają opowieść. Zdaje sobie sprawę z niemedialności procesu pisania i robi wszystko, by nie znudzić czytelników – nie tworzy książki o pisaniu i mękach twórczych, za to bawi się motywami i tematami, rozbieżnościami między fabułą i rzeczywistością. Tłumaczy impulsy w budowaniu postaci i drobne zmiany, które wpływają potem na kształt wydarzeń.

„Przyszłem” pokazuje także, jak mierzyć się z wyzwaniem łączenia filmowego rozkładu akcentów z prawdą historyczną. Do scenek filmowych Głowacki dodaje jeszcze minireportaże z gromadzenia materiałów, ciekawostki, szczegóły dotyczące pracy z Andrzejem Wajdą – wszystko to, o czym nie dowiedzą się widzowie oglądający gotowy film. „Przyszłem” daje szansę zobaczenia roli wyobraźni oraz sposobów sterowania uczuciami odbiorców. Oczywiście Janusz Głowacki nie zamienia się w nauczyciela, nie jest nawet komentatorem pracy scenarzystów – po prostu pozwala przez chwilę uczestniczyć w procesie pisania scen do filmu – i czerpać przyjemność ze śledzenia dowcipnych opowieści. „Przyszłem” nie musi zatem być publikacją okołofilmową, równie dobrze może funkcjonować w oderwaniu od produkcji.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com