Strona główna || O autorce || O tu-czytam || Bajki || Bajkowe portfolio                       

poniedziałek, 27 stycznia 2014

Agnieszka Pietrzyk: Urlop nad morzem

Prószyński i S-ka, Warszawa 2014.

Bez odpoczynku

„Urlop nad morzem” tylko tytuł ma spokojny. Agnieszka Pietrzyk zaczyna bowiem od formy standardowej obyczajówki, przechodzi przez prosty kryminał, by skończyć na thrillerze – a wszystko rozgrywa się podczas zwyczajnego urlopu – tyle że listopadowego, bo Beata i Marcin nie mają nic przeciwko złej pogodzie. Zwłaszcza Beata jest zachwycona, bo w starym domu przyjaciółki może odnaleźć prawdziwe skarby. Podczas przeszukiwania strychu wpada jej w ręce list małego dziecka, które twierdzi, że zabita przez męża mama została zakopana w piwnicy – i że chłopca czeka taki sam los. Leniwe wakacje natychmiast zamieniają się w śledztwo, a w egzystencji bohaterów zmieni się bardzo dużo.

Agnieszka Pietrzyk tworzy ciekawe osobowości i takie też relacje między postaciami. Beata poznała swojego drugiego męża, gdy ten był jeszcze chłopakiem jej najlepszej przyjaciółki, teraz z lekkim niepokojem obserwuje zażyłość między nimi. Przyjaciółka, Kaśka, zamierza korzystać z życia bez wyrzutów sumienia. Beata ma jeszcze dorosłą córkę – mądrą, odpowiedzialną i dowcipną. I przeszłość, do której nie każdemu może się przyznać. Teraz, przejęta losem nieznanego dziecka, nie bacząc na fakt, że od napisania listu upłynęło kilka dekad, angażuje się w poszukiwania. W małej i nadmorskiej miejscowości wszyscy wszystko o sobie wiedzą – a to, czego nie wiedzą, uzupełniają plotkami. Beata będzie musiała wyłuskać prawdę z kolejnych odkryć, aby poznać tożsamość zwłok ukrytych naprawdę w piwnicy starego domu. A to dopiero początek problemów.

„Urlop nad morzem” otwarty został wstrząsającym listem – informacją o potwornej zbrodni. Nieprzypadkowo postać Raskolnikowa przewija się przez całą książkę: w samej zbrodni nie będzie finezji ani pomysłowości. Także śledztwo nie przypomina skomplikowanych kryminalnych intryg – tyle że bohaterka musi spotykać się z kolejnymi osobami, które mogą rzucić nowe światło na to, co zdarzyło się w przeszłości. Na pozorny spokój akcji wpływ ma między innymi czasowe oddalenie – ofiara zginęła prawie w połowie ubiegłego wieku, jej morderca już nie zagraża tym, którzy chcieliby się dowiedzieć czegoś o historii rozgrywającej się w domu nad morzem. Beata nie boi się, że ktoś skutecznie zamknie usta jej informatorom, a do tego przekonuje się, jak trudno dojść do prawdy dzięki amatorskim poszukiwaniom. Wiadomości gromadzi, ale nie ma potrzeby ich analizowania – dzięki rozsądnie myślącemu mężowi zyskuje możliwość odrzucenia fałszywych przesłanek. Dość długo tworzy w konwencji obyczajówki podpartej kryminałem.

Jest w tej książce również odrobina humoru wprowadzana za sprawą obecności córki Beaty. Samej autorce zależy jednak bardziej na uzyskaniu lekko tajemniczej atmosfery, która ukryje sposób zdobywania danych. Celowe jest tu między innymi rezygnowanie z wakacyjnego klimatu i beztroski. Pietrzyk mogła w różnych kierunkach rozwinąć swoją historię, wybrała ten najmniej przewidywalny – więc lektura usatysfakcjonuje tych odbiorców, którzy nie lubią powtarzalności w powieściach. W „Urlopie nad morzem” zagadkowość stopniowo powinna zamienić się w grozę, a cukierkowe scenariusze nie mają tu racji bytu. Agnieszka Pietrzyk do bohaterów zagląda tylko na chwilę, wyposażając ich w barwne życiorysy i w pogmatwaną przyszłość – tyle że o tym w momencie wyjazdu na urlop postacie jeszcze nie wiedzą. To powieść z dreszczykiem – a finał na przekór rozrywkowym czytadłom obudzi sporo wątpliwości.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com