Harperkids, Warszawa 2025.
Majsterkowanie
Niezwykły jest to tomik w serii Czytam sobie (na drugim poziomie). Przede wszystkim dlatego, że to nie polska propozycja – przygotowana na polskie warunki przez Zofię Stanecką (tekst oryginalny oraz ilustracje: Riina i Sami Kaarla) na bazie opowieści Tove Jansson. Oczywiście Muminków nigdy za wiele, więc ucieszy maluchy fakt, że mogą ćwiczyć czytanie na przygodach ulubionych bohaterów. Druga niespodzianka dotyczy faktu, że w jednej książeczce odbiorcy otrzymają aż dwie samodzielne historie. „Muminki. Oto Mała Mi” to dwie przygody, które łączą aspiracje warsztatowe Muminka. Ten bohater, chociaż średnio radzi sobie z narzędziami, próbuje stworzyć coś od zera – bo aktualnie jest mu to potrzebne, żeby zrobić prezent innym.
W części „Całkiem własny domek Muminka” bohater – cierpliwy przeważnie – ma dosyć wybryków Małej Mi. Nie może spać, bo przyjaciółka ciągle hałasuje i bryka. Rodzice nie zwracają uwagi na skargi – przecież zapewniają Małej Mi dach nad głową, żeby odciążyć trochę mamę Mimblę. Poza tym Mała Mi jest wszędzie tam, gdzie coś się dzieje i na pewno nie zrezygnowałaby z okazji do hecy. Muminek postanawia więc wziąć sprawy w swoje ręce i zbudować własny dom. Ale to nie jest takie proste, jak mogłoby się wydawać – wszystko po kolei stanowi wyzwanie, a efekty niekoniecznie odpowiadają wyobrażeniom. Muminek mierzy się najpierw z koniecznością zbudowania fundamentów, później z wycięciem okien. Krzywe podłogi mogą dla niektórych okazać się zaletą. Z kolei w części „Awantura z piratami” Muminki na plaży znajdują wrak okrętu i – rozbitków. Mogą sprawdzić, jakie skarby kryją się na pokładzie, ale to Muminek wpada na pomysł, jak pomóc przybyszom w powrocie do domu. Zanim to nastąpi, będzie można przeżyć prawdziwą przygodę. Z Muminkami nie można się nudzić – i tu będzie się to potwierdzać. Dzieci, które ćwiczą umiejętność czytania, będą zapominać o wysiłku wkładanym w lekturę – śledzenie doświadczeń małych trolli ucieszy każdego i zredukuje poczucie znużenia umysłowymi wyzwaniami. Zofia Stanecka wie, jak pisać dla najmłodszych – omija pułapki związane z wymogami serii (jedynie zdrobnienie „słonko”, które musi się pojawić, żeby nie wykorzystywać „ń” trochę razi – przydałoby się zmodyfikować zasady serii tak, żeby stawiać jednak na prostotę i unikanie zbędnych zdrobnień), zajmuje się przedstawianiem akcji. Dzieciom może się spodobać ten tomik – jest przyjemnie kolorowy i zawiera ilustracje, które kojarzą się ze światem doskonale znanym nie tylko najmłodszym. Muminki zyskują kolejne rzesze fanów – nie może być inaczej, skoro po takiej lekturze wszystkie dzieci je pokochają. Seria Czytam sobie otwiera się na nowe możliwości – i jest to bardzo udana próba, która ucieszy dzieci i ich rodziców. Z takimi pomocami łatwiej będzie wdrożyć naukę czytania – a do tomiku maluchy zechcą często wracać.
Recenzje, wywiady, omówienia krytyczne, komentarze.
Codziennie aktualizowana strona Izabeli Mikrut
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tove Jansson. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tove Jansson. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 2 września 2025
czwartek, 14 sierpnia 2025
Tove Jansson: Muminki i duża powódź. Wydanie jubileuszowe
Nasza Księgarnia, Warszawa 2025.
Wyprawa
Największe wyprawy wcale nie muszą odbywać się bez udziału rodziców. W tomie „Muminki i duża powódź” (wcześniej „Małe trolle i duża powódź”) na eskapadę wyrusza Muminek – ale razem z Mamą. Będą szukać domu i… Tatusia, który gdzieś przepadł. Już na starcie ta para trafia na dziwne zwierzątko, które wszystkiego się boi – Ryjek dołącza do wyprawy i tak samo jak Muminek czerpie z krzepiącej obecności Mamy. Tatuś Muminka odszedł kiedyś z Hatifnatami, a kiedy pojawiła się wielka woda – zniknęły wszelkie ślady po nim. Wejście do wielkiego i ciemnego lasu to początek przygody – i zarazem pierwszy krok do stworzenia domu. Dawniej Muminki mieszkały za piecami kaflowymi, ale kiedy w domach zaczęła się moda na centralne ogrzewanie, trolle musiały szukać innego miejsca dla siebie. Dom Muminków powinien zresztą kojarzyć się z ciepłem pieca kaflowego. Na razie nie ma o nim mowy: Muminek, Mama Muminka i Ryjek przemierzają świat w wymiarze mikro – żeby gdzieś osiąść, ponownie zjednoczyć rodzinę i stworzyć schronienie dla wszystkich potrzebujących. Woda jest żywiołem, ale nie zagraża życiu. Kiedy trzeba, bohaterowie będą mogli popływać, innym razem wyłowią z wody butelkę z listem – jak w starych powieściach. To rozbudza wyobraźnię i otwiera na niezwykłości dostępne na wyciągnięcie ręki. Zresztą czasami Mama Muminka i Muminek korzystają z gościnności rozmaitych stworzeń spotykanych na trasie – nie poradziliby sobie sami, nawet mimo zawartości torebki Mamy Muminka. Bohater, otoczony opieką i serdecznością, nie musi bać się nieznanego – z Mamą dużo łatwiej jest podróżować bez jasno określonego celu.
To już osiemdziesiąt lat istnienia Muminków – z tej okazji Nasza Księgarnia przygotowuje wydanie jubileuszowe. Tomik „Muminki i duża powódź” to nie tylko przygoda z opracowaniem (obok tekstu czytelnicy dostaną tu znakomite przedmowy), ale także – notatki na temat charakterów poszczególnych postaci. Tove Jansson spisała sobie założenia dotyczące bohaterów – dzięki temu łatwiej jej było nie pogubić się w bogatej galerii osobowości i dziwadeł z Doliny Muminków – i to właśnie czytelnicy otrzymują w tomiku.
Jest to urokliwa i niewielka książeczka, która pomoże najmłodszym wejść w świat stworzony przez Tove Jansson i do dzisiaj funkcjonujący w wyobraźni całych pokoleń. Bez względu na obecność Muminków w kreskówkach i bajkach, właśnie te kanoniczne opowiadania zasługują na uwagę i najwyższe uznanie – to dzięki nim Muminki są wciąż w popkulturze obecne i chciane. Jakość przygotowania tej publikacji zachwyca – Muminki można poznawać przez fragmenty, pojedyncze historyjki oddziałujące na fantazję – z kolei starsi koneserzy mogą sięgnąć po wydanie zbiorowe przygód małych trolli. Nie jest to literatura wyłącznie dla dzieci – i warto o tym pamiętać. Wielu odbiorców na widok tej książki nie przejdzie obojętnie. Absolutna klasyka w najlepszym możliwym wydaniu – powraca na rynek.
Wyprawa
Największe wyprawy wcale nie muszą odbywać się bez udziału rodziców. W tomie „Muminki i duża powódź” (wcześniej „Małe trolle i duża powódź”) na eskapadę wyrusza Muminek – ale razem z Mamą. Będą szukać domu i… Tatusia, który gdzieś przepadł. Już na starcie ta para trafia na dziwne zwierzątko, które wszystkiego się boi – Ryjek dołącza do wyprawy i tak samo jak Muminek czerpie z krzepiącej obecności Mamy. Tatuś Muminka odszedł kiedyś z Hatifnatami, a kiedy pojawiła się wielka woda – zniknęły wszelkie ślady po nim. Wejście do wielkiego i ciemnego lasu to początek przygody – i zarazem pierwszy krok do stworzenia domu. Dawniej Muminki mieszkały za piecami kaflowymi, ale kiedy w domach zaczęła się moda na centralne ogrzewanie, trolle musiały szukać innego miejsca dla siebie. Dom Muminków powinien zresztą kojarzyć się z ciepłem pieca kaflowego. Na razie nie ma o nim mowy: Muminek, Mama Muminka i Ryjek przemierzają świat w wymiarze mikro – żeby gdzieś osiąść, ponownie zjednoczyć rodzinę i stworzyć schronienie dla wszystkich potrzebujących. Woda jest żywiołem, ale nie zagraża życiu. Kiedy trzeba, bohaterowie będą mogli popływać, innym razem wyłowią z wody butelkę z listem – jak w starych powieściach. To rozbudza wyobraźnię i otwiera na niezwykłości dostępne na wyciągnięcie ręki. Zresztą czasami Mama Muminka i Muminek korzystają z gościnności rozmaitych stworzeń spotykanych na trasie – nie poradziliby sobie sami, nawet mimo zawartości torebki Mamy Muminka. Bohater, otoczony opieką i serdecznością, nie musi bać się nieznanego – z Mamą dużo łatwiej jest podróżować bez jasno określonego celu.
To już osiemdziesiąt lat istnienia Muminków – z tej okazji Nasza Księgarnia przygotowuje wydanie jubileuszowe. Tomik „Muminki i duża powódź” to nie tylko przygoda z opracowaniem (obok tekstu czytelnicy dostaną tu znakomite przedmowy), ale także – notatki na temat charakterów poszczególnych postaci. Tove Jansson spisała sobie założenia dotyczące bohaterów – dzięki temu łatwiej jej było nie pogubić się w bogatej galerii osobowości i dziwadeł z Doliny Muminków – i to właśnie czytelnicy otrzymują w tomiku.
Jest to urokliwa i niewielka książeczka, która pomoże najmłodszym wejść w świat stworzony przez Tove Jansson i do dzisiaj funkcjonujący w wyobraźni całych pokoleń. Bez względu na obecność Muminków w kreskówkach i bajkach, właśnie te kanoniczne opowiadania zasługują na uwagę i najwyższe uznanie – to dzięki nim Muminki są wciąż w popkulturze obecne i chciane. Jakość przygotowania tej publikacji zachwyca – Muminki można poznawać przez fragmenty, pojedyncze historyjki oddziałujące na fantazję – z kolei starsi koneserzy mogą sięgnąć po wydanie zbiorowe przygód małych trolli. Nie jest to literatura wyłącznie dla dzieci – i warto o tym pamiętać. Wielu odbiorców na widok tej książki nie przejdzie obojętnie. Absolutna klasyka w najlepszym możliwym wydaniu – powraca na rynek.
wtorek, 12 sierpnia 2025
Tove Jansson, Per Olov Jansson: Łobuz w Domu Muminków
Nasza Księgarnia, Warszawa 2025.
Tajemnicza noc
Dom Muminków zawsze stoi otworem i zaprasza wszystkich gości, wędrowców potrzebujących dachu nad głową, przyjaciół i znajomych, ale też rozmaite zagubione i wystraszone istoty, które nie poradzą sobie same w strasznym świecie. Dom Muminków to azyl dla wszystkich – i miejsce wyjątkowych spotkań. Bohaterów tomu „Łobuz w Domu Muminków” wręcz trudno zliczyć: w każdym pomieszczeniu znajduje się ich co najmniej kilku, zajętych własnymi sprawami i czujących się tu swojsko i dobrze. Bo goście nie są problemem. Przynajmniej dopóki niczego świadomie nie niszczą.
Podczas pełni Mała Mi budzi się z przekonaniem, że w domu dzieje się coś dziwnego. Świadomość czyjejś obecności nie kłóci się z nadkompletem domowników – ci są przyzwyczajeni do reguł panujących w Domu Muminków, na pewno nie śmierdzą i nie obgryzają mebli, a jeśli hałasują – to przypadkiem. Mała Mi postanawia rozwiązać zagadkę tajemniczego gościa i przemierza kolejne pokoje i zakamarki, żeby dowiedzieć się, kto przebywa pod dachem. Spotyka wiele postaci – ale żadna z nich nie pasuje do charakterystyki domniemanego łobuza. W śledztwo włączają się kolejni bohaterowie, w końcu woleliby czuć się bezpiecznie, a do tego – ugościć przybysza, który najwyraźniej nie czuje potrzeby, żeby się przedstawiać. Trzeba go jednak znaleźć, a to nie takie proste. Nawet wścibstwo Małej Mi nie wystarcza, żeby poznać sekret gościa.
„Łobuz w Domu Muminków” to publikacja klasyczna, oparta na tekście Tove Jansson – w odróżnieniu od wielu propozycji „na motywach” i wykorzystujących Muminki do różnych celów niekoniecznie zgodnych z założeniami autorki. Ale dla odbiorców – zarówno dzieci, które odkrywać będą Muminki po raz pierwszy, jak i dla dorosłych, którzy zechcą powrócić do klasyki i uruchomić własne wspomnienia – najważniejsze stanie się coś innego: warstwa graficzna. W tomie pojawiają się ilustracje stworzone ze zdjęć. Per Olov Jansson, brat autorki, wykorzystał makietę Domu Muminków znajdującą się w Muzeum Muminków – a stworzoną przez Tove Jansson i jej bliskich – żeby odtworzyć scenki z opowiadania. Po korytarzach domu przechadzają się zatem najbardziej prawdziwe istoty – bohaterowie znani odbiorcom doskonale i ci, których obecność umyka po latach. Urokliwie stworzone pomieszczenia sprawiają, że dzieciom łatwiej będzie uwierzyć w świat małych trolli. Takie rozwiązanie pasuje też do mody na obrazki 3d: tutaj to nie komputerowe grafiki pozwalają ożywić bohaterów, a fotografie.
I to rozwiązanie sprawi, że chociaż tekst bywa miejscami trudny (Tove Jansson pisała dla dzieci tak, jak dla dorosłych, bez taryfy ulgowej, czym mogła prowadzić do rozwijania kompetencji językowych), dzieci nie będą mogły się od niego oderwać. Świat Muminków jest magiczny i urzekający, nie traci na wartości nawet po latach. Odbiorcy poczują się zaproszeni do bajkowej rzeczywistości – i będą razem z Małą Mi i innymi lokatorami poszukiwać przyczyny dziwnych zjawisk w gościnnym Domu Muminków. Taka propozycja jest doskonałym wprowadzeniem do lektur klasycznych i do pomysłów podbijających serca kolejnych pokoleń.
Tajemnicza noc
Dom Muminków zawsze stoi otworem i zaprasza wszystkich gości, wędrowców potrzebujących dachu nad głową, przyjaciół i znajomych, ale też rozmaite zagubione i wystraszone istoty, które nie poradzą sobie same w strasznym świecie. Dom Muminków to azyl dla wszystkich – i miejsce wyjątkowych spotkań. Bohaterów tomu „Łobuz w Domu Muminków” wręcz trudno zliczyć: w każdym pomieszczeniu znajduje się ich co najmniej kilku, zajętych własnymi sprawami i czujących się tu swojsko i dobrze. Bo goście nie są problemem. Przynajmniej dopóki niczego świadomie nie niszczą.
Podczas pełni Mała Mi budzi się z przekonaniem, że w domu dzieje się coś dziwnego. Świadomość czyjejś obecności nie kłóci się z nadkompletem domowników – ci są przyzwyczajeni do reguł panujących w Domu Muminków, na pewno nie śmierdzą i nie obgryzają mebli, a jeśli hałasują – to przypadkiem. Mała Mi postanawia rozwiązać zagadkę tajemniczego gościa i przemierza kolejne pokoje i zakamarki, żeby dowiedzieć się, kto przebywa pod dachem. Spotyka wiele postaci – ale żadna z nich nie pasuje do charakterystyki domniemanego łobuza. W śledztwo włączają się kolejni bohaterowie, w końcu woleliby czuć się bezpiecznie, a do tego – ugościć przybysza, który najwyraźniej nie czuje potrzeby, żeby się przedstawiać. Trzeba go jednak znaleźć, a to nie takie proste. Nawet wścibstwo Małej Mi nie wystarcza, żeby poznać sekret gościa.
„Łobuz w Domu Muminków” to publikacja klasyczna, oparta na tekście Tove Jansson – w odróżnieniu od wielu propozycji „na motywach” i wykorzystujących Muminki do różnych celów niekoniecznie zgodnych z założeniami autorki. Ale dla odbiorców – zarówno dzieci, które odkrywać będą Muminki po raz pierwszy, jak i dla dorosłych, którzy zechcą powrócić do klasyki i uruchomić własne wspomnienia – najważniejsze stanie się coś innego: warstwa graficzna. W tomie pojawiają się ilustracje stworzone ze zdjęć. Per Olov Jansson, brat autorki, wykorzystał makietę Domu Muminków znajdującą się w Muzeum Muminków – a stworzoną przez Tove Jansson i jej bliskich – żeby odtworzyć scenki z opowiadania. Po korytarzach domu przechadzają się zatem najbardziej prawdziwe istoty – bohaterowie znani odbiorcom doskonale i ci, których obecność umyka po latach. Urokliwie stworzone pomieszczenia sprawiają, że dzieciom łatwiej będzie uwierzyć w świat małych trolli. Takie rozwiązanie pasuje też do mody na obrazki 3d: tutaj to nie komputerowe grafiki pozwalają ożywić bohaterów, a fotografie.
I to rozwiązanie sprawi, że chociaż tekst bywa miejscami trudny (Tove Jansson pisała dla dzieci tak, jak dla dorosłych, bez taryfy ulgowej, czym mogła prowadzić do rozwijania kompetencji językowych), dzieci nie będą mogły się od niego oderwać. Świat Muminków jest magiczny i urzekający, nie traci na wartości nawet po latach. Odbiorcy poczują się zaproszeni do bajkowej rzeczywistości – i będą razem z Małą Mi i innymi lokatorami poszukiwać przyczyny dziwnych zjawisk w gościnnym Domu Muminków. Taka propozycja jest doskonałym wprowadzeniem do lektur klasycznych i do pomysłów podbijających serca kolejnych pokoleń.
czwartek, 30 maja 2024
Tove Jansson: W Dolinie Muminków
Nasza Księgarnia, Warszawa 2024.
Przytulność
To miejsce, do którego odbiorcy chcą wracać - niezależnie od tego, ile mają lat i co już przeżyli. W Dolinie Muminków zawsze jest dobrze, nawet jeśli nie zawsze bezpiecznie. Tove Jansson stworzyła historie uniwersalne i wyjątkowe, takie, które tworzą azyl dla czytelników i które wyzwalają radość za sprawą zachowań bohaterów. "W Dolinie Muminków" to książka, która jako pierwsza trafiła na polski rynek (chociaż jest trzecim tomem w cyklu). Zapewnia jednak błyskawiczną fascynację bohaterami i całym światem stworzonym przez Tove Jansson. Odbiorcy towarzyszyć będą mieszkańcom i przybyszom z Doliny Muminków od nadejścia wiosny po jesień - dowiedzą się, co charakteryzuje Włóczykija, czym interesuje się Panna Migotka, jakie hobby wprowadza w swoją egzystencję Paszczak, a także, jaki skarb mają w swoim kuferku Topik i Topcia. Mama Muminka zapewni poczucie bezpieczeństwa i prowiant na każdą okazję - chociaż bywa, że ma ochotę pozbyć się wszystkich gości - i wtedy realizuje swoje pragnienia bardzo pomysłowo. Wszyscy wychodzą z domu po drabinkach sznurowych, bo tak jest szybciej i wygodniej niż korzystać ze schodów. Dolina Muminków to miejsce, w którym każdy znajdzie schronienie - nawet jeśli czasem gdzieś pojawi się Buka. Trzonem tomu "W Dolinie Muminków" staje się obecność Czarnoksiężnika - a właściwie jego magicznego kapelusza. Cokolwiek dostanie się do cylindra, zmienia swoje właściwości, a często i wygląd - za sprawą magii Muminek i jego towarzysze będą mogli świetnie się bawić, chociaż czasami nie będzie im do śmiechu. Kapelusz przeważnie używany jako kosz na papiery to przedmiot odrobinę zaburzający rutynę Doliny Muminków, ale potrzebny - żeby zaakcentować odrębność letnich miesięcy przedstawianych w tej historii. Lato to czas przygód, można zatem pływać łodzią albo nocować w jaskini - zwłaszcza dzisiejszym dzieciom atrakcje opisywane przez Tove Jansson mogą być obce.
"W Dolinie Muminków" to zestaw opowieści, które nie tylko zaintrygują, ale i rozbawią. Co więcej, Tove Jansson stawia na humor wielopoziomowy - taki do odkrywania przez najmłodszych, ale też do docenienia przez dorosłych czytelników, można śmiało przystępować do odświeżenia sobie lektury z dzieciństwa i nikogo nie spotka przy tym zawód. Autorka buduje dowcipne dialogi albo humor sytuacyjny, wspomaga to jeszcze komizmem charakterów - każdy z bohaterów z Doliny Muminków jest indywidualnością, stworzeniem niepowtarzalnym i idealnie wpasowującym się w relacje z innymi. Dla każdego - nawet najdziwniejszego - przybysza znajdzie się tutaj miejsce, a to jeden z powodów, dla których Dolina Muminków tak bardzo przyciąga. Tove Jansson nie infantylizuje: powołuje do istnienia świat przemyślany w najdrobniejszych szczegółach. Nie trzeba tu niczego więcej - atrakcyjna fabuła, bogata galeria postaci, humor i dobre pomysły - to wszystko składa się w najlepszą możliwą całość. Teraz tom "W Dolinie Muminków" powraca na rynek - a to okazja, żeby uzupełnić swoje biblioteczki lub przekonać kogoś, żeby zagościł w Dolinie (na pewno tam zostanie na długo). Pora przypomnieć sobie najlepsze lekturowe wrażenia z dzieciństwa i przedstawiać je dzieciom. To publikacja, która połączy pokolenia która zasługuje na ciągłe przypominanie. Znakomita rozrywka dla wszystkich.
Przytulność
To miejsce, do którego odbiorcy chcą wracać - niezależnie od tego, ile mają lat i co już przeżyli. W Dolinie Muminków zawsze jest dobrze, nawet jeśli nie zawsze bezpiecznie. Tove Jansson stworzyła historie uniwersalne i wyjątkowe, takie, które tworzą azyl dla czytelników i które wyzwalają radość za sprawą zachowań bohaterów. "W Dolinie Muminków" to książka, która jako pierwsza trafiła na polski rynek (chociaż jest trzecim tomem w cyklu). Zapewnia jednak błyskawiczną fascynację bohaterami i całym światem stworzonym przez Tove Jansson. Odbiorcy towarzyszyć będą mieszkańcom i przybyszom z Doliny Muminków od nadejścia wiosny po jesień - dowiedzą się, co charakteryzuje Włóczykija, czym interesuje się Panna Migotka, jakie hobby wprowadza w swoją egzystencję Paszczak, a także, jaki skarb mają w swoim kuferku Topik i Topcia. Mama Muminka zapewni poczucie bezpieczeństwa i prowiant na każdą okazję - chociaż bywa, że ma ochotę pozbyć się wszystkich gości - i wtedy realizuje swoje pragnienia bardzo pomysłowo. Wszyscy wychodzą z domu po drabinkach sznurowych, bo tak jest szybciej i wygodniej niż korzystać ze schodów. Dolina Muminków to miejsce, w którym każdy znajdzie schronienie - nawet jeśli czasem gdzieś pojawi się Buka. Trzonem tomu "W Dolinie Muminków" staje się obecność Czarnoksiężnika - a właściwie jego magicznego kapelusza. Cokolwiek dostanie się do cylindra, zmienia swoje właściwości, a często i wygląd - za sprawą magii Muminek i jego towarzysze będą mogli świetnie się bawić, chociaż czasami nie będzie im do śmiechu. Kapelusz przeważnie używany jako kosz na papiery to przedmiot odrobinę zaburzający rutynę Doliny Muminków, ale potrzebny - żeby zaakcentować odrębność letnich miesięcy przedstawianych w tej historii. Lato to czas przygód, można zatem pływać łodzią albo nocować w jaskini - zwłaszcza dzisiejszym dzieciom atrakcje opisywane przez Tove Jansson mogą być obce.
"W Dolinie Muminków" to zestaw opowieści, które nie tylko zaintrygują, ale i rozbawią. Co więcej, Tove Jansson stawia na humor wielopoziomowy - taki do odkrywania przez najmłodszych, ale też do docenienia przez dorosłych czytelników, można śmiało przystępować do odświeżenia sobie lektury z dzieciństwa i nikogo nie spotka przy tym zawód. Autorka buduje dowcipne dialogi albo humor sytuacyjny, wspomaga to jeszcze komizmem charakterów - każdy z bohaterów z Doliny Muminków jest indywidualnością, stworzeniem niepowtarzalnym i idealnie wpasowującym się w relacje z innymi. Dla każdego - nawet najdziwniejszego - przybysza znajdzie się tutaj miejsce, a to jeden z powodów, dla których Dolina Muminków tak bardzo przyciąga. Tove Jansson nie infantylizuje: powołuje do istnienia świat przemyślany w najdrobniejszych szczegółach. Nie trzeba tu niczego więcej - atrakcyjna fabuła, bogata galeria postaci, humor i dobre pomysły - to wszystko składa się w najlepszą możliwą całość. Teraz tom "W Dolinie Muminków" powraca na rynek - a to okazja, żeby uzupełnić swoje biblioteczki lub przekonać kogoś, żeby zagościł w Dolinie (na pewno tam zostanie na długo). Pora przypomnieć sobie najlepsze lekturowe wrażenia z dzieciństwa i przedstawiać je dzieciom. To publikacja, która połączy pokolenia która zasługuje na ciągłe przypominanie. Znakomita rozrywka dla wszystkich.
niedziela, 7 stycznia 2024
Nowe opowieści z Doliny Muminków na podstawie opowiadań Tove Jansson
Harperkids, Warszawa 2023.
Odkrywanie siebie
Cztery opowiadania w książce "Nowe opowieści z Doliny Muminków" to sposób na zaprezentowanie najmłodszym historii wymyślanych przez Tove Jansson, ale na nowo przedstawianych - tak, żeby trafiły do kilkulatków. Nie tracą jednak swojej magii, tajemniczości i charakterystycznego klimatu z odrobiną grozy, dreszczem emocji nieznanym dzisiejszym twórcom. To tutaj można sprawdzić znaczenie fabuł, które pozwalają odrobinę się bać, odrobinę żałować lub odczuwać drobne przykrości - wiadomo, że w świecie Muminków wszystko skończy się dobrze - ale niepewność pozwala rozbudzać zainteresowanie lekturą. W pierwszej historii Muminek razem z całą rodziną i przyjaciółmi pływają "Symfonią Mórz" wśród groźnych stworów i podczas sztormu - jednak jeśli wszyscy są razem, nic nie jest straszne. Można sporo znieść, a przy okazji najeść się strachu, ale zebrać też materiały do pięknych wspomnień. Muminki poradzą sobie w każdej sytuacji - nawet jeśli czasami się boją, warto. Także czytelnikom spodoba się jakość opowiadań - wypełnianie ich różnorodnymi emocjami i pomysłami bardzo odważnymi. W opowiadaniu "Muminek i pierwszy śnieg" tytułowy bohater budzi się podczas nocy polarnej i wychodzi z domu na świat, którego nie miał do tej pory szans poznać. Odkrywa, co dzieje się w środku zimy, kiedy Muminki powinny spać snem zimowym - spotyka różnych mieszkańców Doliny i nawet jest w stanie pomagać im w ich dążeniach - dowiaduje się, co to strach, ale nie musi się tym przejmować, nie tak do końca, kiedy może liczyć na różne istoty. Przy okazji przekonuje się sam, na czym polega gościnność Muminków - będzie musiał poczęstować wszystkich zgromadzonych w domu zapasami. Z kolei w historii "Muminek i ostatni smok" Muminek dowiaduje się, czym jest zazdrość - trafia do niego mały i piękny smok. Tyle tylko, że smok nie zamierza zostawać przy tym, kto go bardzo polubił. Uznaje, że znacznie lepszym opiekunem będzie dla niego Włóczykij. I chociaż Muminek Włóczykija uwielbia i szanuje, trudno mu pogodzić się z tym, że smok okazał się nielojalny. Jest jeszcze sekret Topika i Topci - informacja o tym, jaki jest największy skarb strzeżony przez te stworki. Tu także pojawi się Buka, bo to istota, bez której nie da się wypełnić przestrzeni Doliny Muminków - i uzupełnić wachlarza uczuć wywoływanych u odbiorców.
"Nowe opowieści z Doliny Muminków. Na podstawie opowiadań Tove Jansson" to sposób na przekonanie najmłodszych do świata Tove Jansson. Muminki funkcjonują w specyficznej rzeczywistości, świat wyobraźni, który urzeka nawet dorosłych czytelników, przypadnie do gustu także ich pociechom. Oczywiście wzrok dzieci przyciągać będą ilustracje - Muminki przedstawiane graficznie to wabik na najmłodszych. Opowiadania na podstawie pomysłów Tove Jansson są barwne i ciekawe, pokazują możliwości wyobraźni i jednocześnie pozwalają przeżywać pełnię uczuć podczas śledzenia nietypowych przygód.
Odkrywanie siebie
Cztery opowiadania w książce "Nowe opowieści z Doliny Muminków" to sposób na zaprezentowanie najmłodszym historii wymyślanych przez Tove Jansson, ale na nowo przedstawianych - tak, żeby trafiły do kilkulatków. Nie tracą jednak swojej magii, tajemniczości i charakterystycznego klimatu z odrobiną grozy, dreszczem emocji nieznanym dzisiejszym twórcom. To tutaj można sprawdzić znaczenie fabuł, które pozwalają odrobinę się bać, odrobinę żałować lub odczuwać drobne przykrości - wiadomo, że w świecie Muminków wszystko skończy się dobrze - ale niepewność pozwala rozbudzać zainteresowanie lekturą. W pierwszej historii Muminek razem z całą rodziną i przyjaciółmi pływają "Symfonią Mórz" wśród groźnych stworów i podczas sztormu - jednak jeśli wszyscy są razem, nic nie jest straszne. Można sporo znieść, a przy okazji najeść się strachu, ale zebrać też materiały do pięknych wspomnień. Muminki poradzą sobie w każdej sytuacji - nawet jeśli czasami się boją, warto. Także czytelnikom spodoba się jakość opowiadań - wypełnianie ich różnorodnymi emocjami i pomysłami bardzo odważnymi. W opowiadaniu "Muminek i pierwszy śnieg" tytułowy bohater budzi się podczas nocy polarnej i wychodzi z domu na świat, którego nie miał do tej pory szans poznać. Odkrywa, co dzieje się w środku zimy, kiedy Muminki powinny spać snem zimowym - spotyka różnych mieszkańców Doliny i nawet jest w stanie pomagać im w ich dążeniach - dowiaduje się, co to strach, ale nie musi się tym przejmować, nie tak do końca, kiedy może liczyć na różne istoty. Przy okazji przekonuje się sam, na czym polega gościnność Muminków - będzie musiał poczęstować wszystkich zgromadzonych w domu zapasami. Z kolei w historii "Muminek i ostatni smok" Muminek dowiaduje się, czym jest zazdrość - trafia do niego mały i piękny smok. Tyle tylko, że smok nie zamierza zostawać przy tym, kto go bardzo polubił. Uznaje, że znacznie lepszym opiekunem będzie dla niego Włóczykij. I chociaż Muminek Włóczykija uwielbia i szanuje, trudno mu pogodzić się z tym, że smok okazał się nielojalny. Jest jeszcze sekret Topika i Topci - informacja o tym, jaki jest największy skarb strzeżony przez te stworki. Tu także pojawi się Buka, bo to istota, bez której nie da się wypełnić przestrzeni Doliny Muminków - i uzupełnić wachlarza uczuć wywoływanych u odbiorców.
"Nowe opowieści z Doliny Muminków. Na podstawie opowiadań Tove Jansson" to sposób na przekonanie najmłodszych do świata Tove Jansson. Muminki funkcjonują w specyficznej rzeczywistości, świat wyobraźni, który urzeka nawet dorosłych czytelników, przypadnie do gustu także ich pociechom. Oczywiście wzrok dzieci przyciągać będą ilustracje - Muminki przedstawiane graficznie to wabik na najmłodszych. Opowiadania na podstawie pomysłów Tove Jansson są barwne i ciekawe, pokazują możliwości wyobraźni i jednocześnie pozwalają przeżywać pełnię uczuć podczas śledzenia nietypowych przygód.
poniedziałek, 11 września 2023
Tove Jansson: Muminkowy słownik obrazkowy. Liczby
Nasza Księgarnia, Warszawa 2023.
Matematyka na bajkowo
Bardzo przyjemna jest to książka, kiedy ktoś musi poćwiczyć matematykę albo poznać wejście w świat nauk ścisłych. Dla kilkulatków nauka liczenia na bohaterach z Muminków to prawdziwa gratka, zabawa i przyjemność, która całkowicie zniweluje konieczność podejmowania wysiłku umysłowego. "Muminkowy słownik obrazkowy. Liczby" to tomik, który przyciąga wzrok ze względu na ilustracje przedstawiające małe trolle i ich towarzystwo (w wersji Tove Jansson). Kolejne rozkładówki są tu poukładane tematycznie i wykorzystują rozmaite zadania czy łamigłówki sprawdzone już w wielu tomikach dla najmłodszych. Najpierw jednak trzeba przekonać się, czy mali odbiorcy są w stanie liczyć w zakresie do dziesięciu: pojawi się tu kilka obrazków z elementami do policzenia i podpisami do przeczytania (jest dziewięć butelek soku, albo dziesięć Hatifnatów) - następna zagadka to już zadanie do policzenia dla odbiorców. Będzie tu łączenie w paru albo poszukiwanie par (to lekcja należąca do bardziej zaawansowanych), obrazki z zadaniami do wykonania. Można sprawdzać, co do czego pasuje (i przy okazji rysować drogi między przedmiotami, ćwicząc zdolności manualne). Nie zabraknie porównań - to element, który znajduje się zawsze w zadaniach z matematyki dla początkujących: trzeba nauczyć się, co jest wyższe, co niższe, co szybkie a co wolne, co duże, a co małe - przy okazji będzie tu też stopniowanie przymiotników jako dodatek. Porównywanie wielkości czy poszukiwanie przeciwieństw to zadania często niekojarzące się z matematyką, ale już dodawanie - zwłaszcza w wersji humorystycznej - jak najbardziej (kto wie, co powstanie z dodania tortu do smakosza?). Dzieci poznają jednostki miar i dostaną szereg zadań na inteligencję - takich, w których trzeba dostrzec powtarzający się wzór i wskazać kolejny jego element. Wiele różnorodnych jest tu zadań i ćwiczeń, a wszystko po to, żeby przekonać dzieci, że matematyka jest ciekawa - i na pewno nie straszna. Od takich książek warto rozpocząć wprowadzanie dzieci w świat szkolnych obowiązków - na razie jeszcze zdobywanie wiedzy będzie się kojarzyło z rozrywką. To dobry sposób, żeby zaintrygować dzieci i pokazać im, że matematyka to wielka przygoda, a nie postrach. Muminki są odpowiednimi bohaterami do wprowadzania w podobne zagadnienia - przy okazji kierują uwagę maluchów na lubiane bajki i przywiązują do świata wykreowanego przez Tove Jansson - a to przecież rzeczywistość, do której będzie się wracać przez całe życie.
Ilustracje - chociaż nie są przesłodzone i przesadnie kolorowe - przyciągają wzrok i zapraszają do rozwiązywania zadań. Można się z tą książką świetnie bawić, "Muminkowy słownik obrazkowy. Liczby" to ciekawostka, książka wypełniona łamigłówkami i zadaniami dla najmłodszych. Publikacja wartościowa i kierowana do najmłodszych dzieci, doskonały sposób na zabicie nudy i metoda na wprowadzenie do liczenia. To publikacja stworzona z humorem i z pomysłem, ładnie zrealizowana - będzie przyciągać wzrok nie tylko fanów Muminków, bo chociaż rynek nasycony jest tego typu książeczkami dla najmłodszych, wysoka jakość sprawia, że "Muminkowy słownik obrazkowy. Liczby" przypadnie do gustu wszystkim.
Matematyka na bajkowo
Bardzo przyjemna jest to książka, kiedy ktoś musi poćwiczyć matematykę albo poznać wejście w świat nauk ścisłych. Dla kilkulatków nauka liczenia na bohaterach z Muminków to prawdziwa gratka, zabawa i przyjemność, która całkowicie zniweluje konieczność podejmowania wysiłku umysłowego. "Muminkowy słownik obrazkowy. Liczby" to tomik, który przyciąga wzrok ze względu na ilustracje przedstawiające małe trolle i ich towarzystwo (w wersji Tove Jansson). Kolejne rozkładówki są tu poukładane tematycznie i wykorzystują rozmaite zadania czy łamigłówki sprawdzone już w wielu tomikach dla najmłodszych. Najpierw jednak trzeba przekonać się, czy mali odbiorcy są w stanie liczyć w zakresie do dziesięciu: pojawi się tu kilka obrazków z elementami do policzenia i podpisami do przeczytania (jest dziewięć butelek soku, albo dziesięć Hatifnatów) - następna zagadka to już zadanie do policzenia dla odbiorców. Będzie tu łączenie w paru albo poszukiwanie par (to lekcja należąca do bardziej zaawansowanych), obrazki z zadaniami do wykonania. Można sprawdzać, co do czego pasuje (i przy okazji rysować drogi między przedmiotami, ćwicząc zdolności manualne). Nie zabraknie porównań - to element, który znajduje się zawsze w zadaniach z matematyki dla początkujących: trzeba nauczyć się, co jest wyższe, co niższe, co szybkie a co wolne, co duże, a co małe - przy okazji będzie tu też stopniowanie przymiotników jako dodatek. Porównywanie wielkości czy poszukiwanie przeciwieństw to zadania często niekojarzące się z matematyką, ale już dodawanie - zwłaszcza w wersji humorystycznej - jak najbardziej (kto wie, co powstanie z dodania tortu do smakosza?). Dzieci poznają jednostki miar i dostaną szereg zadań na inteligencję - takich, w których trzeba dostrzec powtarzający się wzór i wskazać kolejny jego element. Wiele różnorodnych jest tu zadań i ćwiczeń, a wszystko po to, żeby przekonać dzieci, że matematyka jest ciekawa - i na pewno nie straszna. Od takich książek warto rozpocząć wprowadzanie dzieci w świat szkolnych obowiązków - na razie jeszcze zdobywanie wiedzy będzie się kojarzyło z rozrywką. To dobry sposób, żeby zaintrygować dzieci i pokazać im, że matematyka to wielka przygoda, a nie postrach. Muminki są odpowiednimi bohaterami do wprowadzania w podobne zagadnienia - przy okazji kierują uwagę maluchów na lubiane bajki i przywiązują do świata wykreowanego przez Tove Jansson - a to przecież rzeczywistość, do której będzie się wracać przez całe życie.
Ilustracje - chociaż nie są przesłodzone i przesadnie kolorowe - przyciągają wzrok i zapraszają do rozwiązywania zadań. Można się z tą książką świetnie bawić, "Muminkowy słownik obrazkowy. Liczby" to ciekawostka, książka wypełniona łamigłówkami i zadaniami dla najmłodszych. Publikacja wartościowa i kierowana do najmłodszych dzieci, doskonały sposób na zabicie nudy i metoda na wprowadzenie do liczenia. To publikacja stworzona z humorem i z pomysłem, ładnie zrealizowana - będzie przyciągać wzrok nie tylko fanów Muminków, bo chociaż rynek nasycony jest tego typu książeczkami dla najmłodszych, wysoka jakość sprawia, że "Muminkowy słownik obrazkowy. Liczby" przypadnie do gustu wszystkim.
środa, 1 marca 2023
Tove Jansson: Muminek i mały duch
Harperkids, Warszawa 2023.
Odwaga
Muminek tym razem jest tylko dzieckiem. Dzieckiem, które - w dodatku - przeżywa lęki znane kilkulatkom. Tove Jansson nie bała się wprowadzania do swoich utworów elementów grozy czy adrenaliny: to sprawia, że dzisiaj na rynku tomik "Muminek i mały duch" będzie się mocno wyróżniać. Obecnie autorzy unikają - pod naciskiem wydawców - zapładniania wyobraźni najmłodszych istotami z innego świata, albo, jeśli już takie stworzenie wprowadzą, to wiążą z nim edukacyjną pogadankę o tym, dlaczego ich nie ma. "Muminek i mały duch" to książeczka, w której nie istnieją tego typu obawy. Oto Muminek - alter ego każdego odbiorcy. Muminek pewnej nocy nie może zasnąć i wie, że w jego pokoju pojawia się mały duch. Chociaż nikt nie wierzy bohaterowi w jego opowieści, duch jest faktem: nawet odbiorcy nie będą mieli żadnych wątpliwości, zwłaszcza że mały duch pojawia się również na ilustracjach: łatwiej w niego uwierzyć. Nie wiadomo natomiast, dlaczego Muminek się go boi, prawdopodobnie ma tu znaczenie po prostu jakiś pierwotny lęk przed duchami. Mały duch nie robi nic złego ani strasznego, po prostu przygląda się Muminkowi, ale już sama jego obecność wzbudza niepokój, który udzielić się może maluchom.
Wszyscy pracują nad tym, żeby Muminek przestał się bać. Mamusia Muminka zapala mu lampkę nocną i odprowadza do łóżka, Mała Mi planuje ugryzienie ducha w nogę. Trzeba jednak bardziej skomplikowanego rozwiązania, żeby zlikwidować strach. I to Panna Migotka wpada na najlepszy pomysł. Muminek musi zrozumieć, że nie ma się czego bać. Żadne słowa nie pomogą, trzeba przejść do czynu. A w czynie liczy się najbardziej możliwość ocalenia bliskich: wtedy nikt nie zastanawia się nad lękami, które biorą się z nadmiaru wyobraźni. Jest zatem w opowiadaniu też element sensacyjny, coś, co przyciągnie dzieci do Muminków - jak przyciągało już całe pokolenia. Mały duch sam w sobie może być traktowany jako wstawka humorystyczna: jego nikt się nie przestraszy, więc obawy Muminka będą dzieci rozśmieszać. To sposób na oswojenie się z tematami, które w dziecięcej fantazji zwykle gdzieś w pewnym momencie się przewijają. Raczej nie powinni się rodzice bać, że ta książka podpowie odbiorcom - kilkulatkom - nowy powód do lęku i traum. Co ciekawe, nie ma w tomiku wyjaśnień, że duchy nie istnieją. Ten, który odwiedza Muminka w jego pokoju, jest jak najbardziej prawdziwy, przewija się nie tylko przez jedno pomieszczenie, może nawet wyruszyć za nim, żeby w odpowiednim momencie wyskoczyć z tradycyjnym, wręcz stereotypowym straszeniem. Wtedy jednak Muminek będzie zaabsorbowany czymś zupełnie innym i nie w głowie mu banie się ducha.
Jest ten tomik ciekawym fabularnie picture bookiem, warstwa graficzna też ma znaczenie zwłaszcza dla tych dzieci, które Muminki poznają przede wszystkim z kreskówki. Jest spora szansa, że po takiej lekturze - po tomiku na motywach pomysłów Tove Jansson - odbiorcy sięgną po powieści o przygodach Muminków i pokochają oryginalne historie o małych trollach.
Odwaga
Muminek tym razem jest tylko dzieckiem. Dzieckiem, które - w dodatku - przeżywa lęki znane kilkulatkom. Tove Jansson nie bała się wprowadzania do swoich utworów elementów grozy czy adrenaliny: to sprawia, że dzisiaj na rynku tomik "Muminek i mały duch" będzie się mocno wyróżniać. Obecnie autorzy unikają - pod naciskiem wydawców - zapładniania wyobraźni najmłodszych istotami z innego świata, albo, jeśli już takie stworzenie wprowadzą, to wiążą z nim edukacyjną pogadankę o tym, dlaczego ich nie ma. "Muminek i mały duch" to książeczka, w której nie istnieją tego typu obawy. Oto Muminek - alter ego każdego odbiorcy. Muminek pewnej nocy nie może zasnąć i wie, że w jego pokoju pojawia się mały duch. Chociaż nikt nie wierzy bohaterowi w jego opowieści, duch jest faktem: nawet odbiorcy nie będą mieli żadnych wątpliwości, zwłaszcza że mały duch pojawia się również na ilustracjach: łatwiej w niego uwierzyć. Nie wiadomo natomiast, dlaczego Muminek się go boi, prawdopodobnie ma tu znaczenie po prostu jakiś pierwotny lęk przed duchami. Mały duch nie robi nic złego ani strasznego, po prostu przygląda się Muminkowi, ale już sama jego obecność wzbudza niepokój, który udzielić się może maluchom.
Wszyscy pracują nad tym, żeby Muminek przestał się bać. Mamusia Muminka zapala mu lampkę nocną i odprowadza do łóżka, Mała Mi planuje ugryzienie ducha w nogę. Trzeba jednak bardziej skomplikowanego rozwiązania, żeby zlikwidować strach. I to Panna Migotka wpada na najlepszy pomysł. Muminek musi zrozumieć, że nie ma się czego bać. Żadne słowa nie pomogą, trzeba przejść do czynu. A w czynie liczy się najbardziej możliwość ocalenia bliskich: wtedy nikt nie zastanawia się nad lękami, które biorą się z nadmiaru wyobraźni. Jest zatem w opowiadaniu też element sensacyjny, coś, co przyciągnie dzieci do Muminków - jak przyciągało już całe pokolenia. Mały duch sam w sobie może być traktowany jako wstawka humorystyczna: jego nikt się nie przestraszy, więc obawy Muminka będą dzieci rozśmieszać. To sposób na oswojenie się z tematami, które w dziecięcej fantazji zwykle gdzieś w pewnym momencie się przewijają. Raczej nie powinni się rodzice bać, że ta książka podpowie odbiorcom - kilkulatkom - nowy powód do lęku i traum. Co ciekawe, nie ma w tomiku wyjaśnień, że duchy nie istnieją. Ten, który odwiedza Muminka w jego pokoju, jest jak najbardziej prawdziwy, przewija się nie tylko przez jedno pomieszczenie, może nawet wyruszyć za nim, żeby w odpowiednim momencie wyskoczyć z tradycyjnym, wręcz stereotypowym straszeniem. Wtedy jednak Muminek będzie zaabsorbowany czymś zupełnie innym i nie w głowie mu banie się ducha.
Jest ten tomik ciekawym fabularnie picture bookiem, warstwa graficzna też ma znaczenie zwłaszcza dla tych dzieci, które Muminki poznają przede wszystkim z kreskówki. Jest spora szansa, że po takiej lekturze - po tomiku na motywach pomysłów Tove Jansson - odbiorcy sięgną po powieści o przygodach Muminków i pokochają oryginalne historie o małych trollach.
sobota, 25 lutego 2023
Tove Jansson: Muminek i zaginiona luneta
Harperkids, Warszawa 2023.
Zguba
Muminek nie może doczekać się Włóczykija: wypatruje go i ma nadzieję, że w końcu przyjaciel pojawi się na horyzoncie. Żeby lepiej zniósł czas oczekiwania, Too-Tiki pożycza mu swoją lunetę. Sama wyrusza akurat na wyspę, na której taki sprzęt nie będzie jej potrzebny. Wie, że Muminek nie zniszczy jej skarbu, zwłaszcza że mu zaufała. Luneta to cenny przedmiot, nikt w Dolinie Muminków takiej nie ma. Pewnego dnia luneta znika i nikt nie może jej znaleźć. Ślady prowadzą do małych przybyszy, Topika i Topci. Ci wprawdzie nie przyznają się otwarcie do faktu pożyczenia sobie cudzej własności bez zgody Muminka, ale zadają Mamusi Muminka pytania, które jednoznacznie pozwalają rozwiązać zagadkę.
W świecie tworzonym przez Tove Jansson króluje prostota i wyrozumiałość dla słabości. Dolina Muminków pełna jest postaci o charakterach wyrazistych i zaczerpniętych ze zwykłego życia - tyle tylko, że wyostrzonych tak, by nawet najmłodsi mogli się w nich przeglądać. Dzieci dzięki temu opowiadaniu zyskają cenną wiedzę na temat naprawiania błędów. Bohaterowie nie potępiają przecież tych, którzy postanowili zwrócić skradziony przedmiot: udają, że im wierzą i wiedzą, że wyrzuty sumienia nie pozwolą na powtórzenie uczynku. Dla Muminka takie rozwiązanie jest wygodne: nie musi mierzyć się z pytaniem, jak wytłumaczyć znajomym, że nie powinni byli ruszać lunety. Mamusia Muminka problem rozwiązuje z właściwym sobie taktem. Too-Tiki nie wie nawet, że jej szlachetny czyn mógł przerodzić się w katastrofę. Włóczykij i tak zawsze przychodzi, kiedy chce i odchodzi, kiedy uzna, że powinien to zrobić.
Topik i Topcia przeżywają lekcję, której należy udzielić najmłodszym. Dzięki opowiadaniu na motywach historii Tove Jansson kilkulatki dowiedzą się, czego w społeczeństwach nie wolno robić - i że z każdej sytuacji jest jakieś wyjście. To ciekawe opowiadanie, w którym jest i ważna intryga, i wiadomości pedagogiczne zatopione w relacji. Nikt nie będzie się nudził przy tej lekturze - zawsze w świecie Muminków jest barwnie i ciekawie, nie inaczej dzieje się tym razem. "Muminek i zaginiona luneta" to książeczka drobna - jedna z wielu w serii. Pozwala zwrócić uwagę na klasyczną autorkę - bohaterowie z Doliny Muminków popularyzowani są na wiele różnych sposobów i spora część odbiorców w przyszłości do powieści Tove Jansson wróci. To atrakcyjna publikacja dla tych wszystkich dzieci, które Muminki poznają z kreskówki. Przypadek przedstawiony w "Muminku i zaginionej lunecie" dostarcza także rozrywki: dzieci mogą pobawić się w detektywów i samodzielnie próbować wskazać winnych. Lunetę przecież trzeba odnaleźć i zwrócić właścicielce, gdy powróci po wakacyjnych wojażach. Muminek nie może się martwić tym, co się stało: w niczym nie zawinił, nie podejrzewał, że w jego otoczeniu znajdzie się złodziej. Pokazuje też odbiorcom, jak się zachować, gdy zdarzy im się podobna sytuacja - to znaczy kiedy stracą ważny dla siebie przedmiot. Muminek nie cierpi w samotności, dzieli się swoim zmartwieniem z innymi - i to właśnie ci inni są w stanie przyjść z pomocą.
Zguba
Muminek nie może doczekać się Włóczykija: wypatruje go i ma nadzieję, że w końcu przyjaciel pojawi się na horyzoncie. Żeby lepiej zniósł czas oczekiwania, Too-Tiki pożycza mu swoją lunetę. Sama wyrusza akurat na wyspę, na której taki sprzęt nie będzie jej potrzebny. Wie, że Muminek nie zniszczy jej skarbu, zwłaszcza że mu zaufała. Luneta to cenny przedmiot, nikt w Dolinie Muminków takiej nie ma. Pewnego dnia luneta znika i nikt nie może jej znaleźć. Ślady prowadzą do małych przybyszy, Topika i Topci. Ci wprawdzie nie przyznają się otwarcie do faktu pożyczenia sobie cudzej własności bez zgody Muminka, ale zadają Mamusi Muminka pytania, które jednoznacznie pozwalają rozwiązać zagadkę.
W świecie tworzonym przez Tove Jansson króluje prostota i wyrozumiałość dla słabości. Dolina Muminków pełna jest postaci o charakterach wyrazistych i zaczerpniętych ze zwykłego życia - tyle tylko, że wyostrzonych tak, by nawet najmłodsi mogli się w nich przeglądać. Dzieci dzięki temu opowiadaniu zyskają cenną wiedzę na temat naprawiania błędów. Bohaterowie nie potępiają przecież tych, którzy postanowili zwrócić skradziony przedmiot: udają, że im wierzą i wiedzą, że wyrzuty sumienia nie pozwolą na powtórzenie uczynku. Dla Muminka takie rozwiązanie jest wygodne: nie musi mierzyć się z pytaniem, jak wytłumaczyć znajomym, że nie powinni byli ruszać lunety. Mamusia Muminka problem rozwiązuje z właściwym sobie taktem. Too-Tiki nie wie nawet, że jej szlachetny czyn mógł przerodzić się w katastrofę. Włóczykij i tak zawsze przychodzi, kiedy chce i odchodzi, kiedy uzna, że powinien to zrobić.
Topik i Topcia przeżywają lekcję, której należy udzielić najmłodszym. Dzięki opowiadaniu na motywach historii Tove Jansson kilkulatki dowiedzą się, czego w społeczeństwach nie wolno robić - i że z każdej sytuacji jest jakieś wyjście. To ciekawe opowiadanie, w którym jest i ważna intryga, i wiadomości pedagogiczne zatopione w relacji. Nikt nie będzie się nudził przy tej lekturze - zawsze w świecie Muminków jest barwnie i ciekawie, nie inaczej dzieje się tym razem. "Muminek i zaginiona luneta" to książeczka drobna - jedna z wielu w serii. Pozwala zwrócić uwagę na klasyczną autorkę - bohaterowie z Doliny Muminków popularyzowani są na wiele różnych sposobów i spora część odbiorców w przyszłości do powieści Tove Jansson wróci. To atrakcyjna publikacja dla tych wszystkich dzieci, które Muminki poznają z kreskówki. Przypadek przedstawiony w "Muminku i zaginionej lunecie" dostarcza także rozrywki: dzieci mogą pobawić się w detektywów i samodzielnie próbować wskazać winnych. Lunetę przecież trzeba odnaleźć i zwrócić właścicielce, gdy powróci po wakacyjnych wojażach. Muminek nie może się martwić tym, co się stało: w niczym nie zawinił, nie podejrzewał, że w jego otoczeniu znajdzie się złodziej. Pokazuje też odbiorcom, jak się zachować, gdy zdarzy im się podobna sytuacja - to znaczy kiedy stracą ważny dla siebie przedmiot. Muminek nie cierpi w samotności, dzieli się swoim zmartwieniem z innymi - i to właśnie ci inni są w stanie przyjść z pomocą.
piątek, 10 grudnia 2021
Tove Jansson: Co było potem? Książka o Mimbli, Muminku i małej Mi
Nasza Księgarnia, Warszawa 2021.
Podejrzewanie
Jest to tomik nietypowy - zaprasza do lektury najmłodszych za sprawą Muminków, czyli bohaterów doskonale znanych i uwielbianych nie tylko przez dzieci. Kierowany jest do maluchów, ale Tove Jansson jak zwykle wprowadza do opowieści elementy baśniowe i niepokojące. Nietypowe w tej książce jest wycinanie otworów o nieregularnych kształtach w kolejnych kartkach - tak, żeby przez ilustracje prześwitywały zapowiedzi następnych obrazków. Nie zawsze są one oczywiste i zrozumiałe dla dzieci - ale zapewniają "dziwność" i pozwalają zagłębiać się w historię.
Zwykła droga - ze sklepiku do domu - zamienia się w wielką przygodę. Muminek trafia na zapłakaną Mimblę, dowiaduje się, że zginęła Mała Mi, ale przejście przez puszkę, w której rzekomo miała się schować, staje się bramą do innego świata. Tu bywa groźnie albo zabawnie, czasami przydałaby się mama - do pomocy i żeby przepędzić strachy. Mama nie może przybyć, więc wszyscy przyjaciele z Doliny Muminków muszą radzić sobie samodzielnie. Zmienne nastroje, wprowadzani kolejni bohaterowie - dzieje się tu dużo i to, co się przydarza Muminkowi, nie zawsze będzie dla małych odbiorców naturalne - ale świat Muminków rządzi się swoimi prawami, a chodzi tu między innymi o rozbudzanie wyobraźni dzieci. Stąd między innymi pytanie "Co było potem", które kończy każdą krótką relację na rozkładówce - tak, żeby dzieci mogły zweryfikować swoje pomysły po przewróceniu strony. Co było potem - mogą sobie odbiorcy wymyślać na podstawie fragmentów ilustracji z dalszych stron - ale są one na tyle enigmatyczne i na tyle mroczne, że nie zawsze będzie to możliwe, raczej dzieci wyćwiczą sobie umiejętność prowadzenia narracji bajkowych w oparciu o własne skojarzenia. Tove Jansson zapewnia im wiele wrażeń, umożliwia wkroczenie w świat Muminków i poszukiwanie nietypowych rozwiązań. "Co było potem" to publikacja rozbudzająca ciekawość. Każde spotkanie z kolejnymi postaciami znanymi z powieści Tove Jansson staje się owocne w wielkie emocje - na tym polega pomysł na książkę. Ważne stają się tutaj podkreślane także graficznie wykrzyknienia bohaterów - na pewno nie jest to tomik, który uspokaja i wycisza. Nakłania do kreatywności i do zabawy, ale też w sposób daleki od infantylnych kreskówek. Świat Muminków jest bardziej ambitny, przyzwyczaja dzieci do myślenia - i z tego choćby powodu warto sięgnąć po "Książkę o Mimbli, Muminku i małej Mi". "Co było potem" to tomik, który wyzwala twórcze podejście i daje szansę pobawienia się historią. I tak dzieci nie wpadną na rozwiązania, które proponuje autorka - otrzymają zatem opowieść wielowymiarową i zaskakującą. "Co było potem" to popis, rozwiązania w zakresie grafiki i tekstu - ten zaskakuje także formą, jest rymowany, niezbyt dokładnie, nierytmizowany, krótki - ale wyjątkowo gęsty. To spotkanie z Muminkami inne niż przesłodzone i upraszczane bajki z rynku pop.
Podejrzewanie
Jest to tomik nietypowy - zaprasza do lektury najmłodszych za sprawą Muminków, czyli bohaterów doskonale znanych i uwielbianych nie tylko przez dzieci. Kierowany jest do maluchów, ale Tove Jansson jak zwykle wprowadza do opowieści elementy baśniowe i niepokojące. Nietypowe w tej książce jest wycinanie otworów o nieregularnych kształtach w kolejnych kartkach - tak, żeby przez ilustracje prześwitywały zapowiedzi następnych obrazków. Nie zawsze są one oczywiste i zrozumiałe dla dzieci - ale zapewniają "dziwność" i pozwalają zagłębiać się w historię.
Zwykła droga - ze sklepiku do domu - zamienia się w wielką przygodę. Muminek trafia na zapłakaną Mimblę, dowiaduje się, że zginęła Mała Mi, ale przejście przez puszkę, w której rzekomo miała się schować, staje się bramą do innego świata. Tu bywa groźnie albo zabawnie, czasami przydałaby się mama - do pomocy i żeby przepędzić strachy. Mama nie może przybyć, więc wszyscy przyjaciele z Doliny Muminków muszą radzić sobie samodzielnie. Zmienne nastroje, wprowadzani kolejni bohaterowie - dzieje się tu dużo i to, co się przydarza Muminkowi, nie zawsze będzie dla małych odbiorców naturalne - ale świat Muminków rządzi się swoimi prawami, a chodzi tu między innymi o rozbudzanie wyobraźni dzieci. Stąd między innymi pytanie "Co było potem", które kończy każdą krótką relację na rozkładówce - tak, żeby dzieci mogły zweryfikować swoje pomysły po przewróceniu strony. Co było potem - mogą sobie odbiorcy wymyślać na podstawie fragmentów ilustracji z dalszych stron - ale są one na tyle enigmatyczne i na tyle mroczne, że nie zawsze będzie to możliwe, raczej dzieci wyćwiczą sobie umiejętność prowadzenia narracji bajkowych w oparciu o własne skojarzenia. Tove Jansson zapewnia im wiele wrażeń, umożliwia wkroczenie w świat Muminków i poszukiwanie nietypowych rozwiązań. "Co było potem" to publikacja rozbudzająca ciekawość. Każde spotkanie z kolejnymi postaciami znanymi z powieści Tove Jansson staje się owocne w wielkie emocje - na tym polega pomysł na książkę. Ważne stają się tutaj podkreślane także graficznie wykrzyknienia bohaterów - na pewno nie jest to tomik, który uspokaja i wycisza. Nakłania do kreatywności i do zabawy, ale też w sposób daleki od infantylnych kreskówek. Świat Muminków jest bardziej ambitny, przyzwyczaja dzieci do myślenia - i z tego choćby powodu warto sięgnąć po "Książkę o Mimbli, Muminku i małej Mi". "Co było potem" to tomik, który wyzwala twórcze podejście i daje szansę pobawienia się historią. I tak dzieci nie wpadną na rozwiązania, które proponuje autorka - otrzymają zatem opowieść wielowymiarową i zaskakującą. "Co było potem" to popis, rozwiązania w zakresie grafiki i tekstu - ten zaskakuje także formą, jest rymowany, niezbyt dokładnie, nierytmizowany, krótki - ale wyjątkowo gęsty. To spotkanie z Muminkami inne niż przesłodzone i upraszczane bajki z rynku pop.
środa, 17 lutego 2021
Tove Jansson: Muminki zebrane. Tom II
Nasza Księgarnia, Warszawa 2021.
Galeria
Homek, Filifionka, Too-tiki czy Paszczak to postacie, które coraz częściej przewijają się przez opowieści z Doliny Muminków - na jesieni czy zimą mogą nawet przejmować uwagę czytelników, zwłaszcza że gdy dni robią się coraz krótsze, Włóczykij znienacka znika, a rodzina Muminków pogrąża się w długim śnie. Zresztą w takich okolicznościach budzi się nieoczekiwanie Muminek - bohater, który zaprosi odbiorców do doliny zimą. Muminkom zostawia autorka mnóstwo miejsca w opowiadaniach. Drugi tom "Muminków zebranych" to zestaw bardziej mrocznych historii. Pojawiają się tutaj rozmaite lęki i rozczarowania. Nie zawsze jest się na kim oprzeć - bo bliscy nie zapewniają pomocy w określonych momentach. Publikacja zawiera powieści "Zima Muminków", "Tatuś Muminka i morze" oraz "Dolina Muminków w listopadzie", a do tego zestaw opowiadań o Muminkach i ich przyjaciołach, którzy coraz liczniej przybywają do doliny. Warto zresztą sięgnąć po tę książkę z kluczem biograficznym, żeby dowiedzieć się (albo przypomnieć sobie), kto jest kim i kogo Tove Jansson portretowała, żeby wzbogacić wyobraźniowy świat.
Tym razem jest w książce całkiem sporo smutków, zagrożeń i niepokojów. Nawet ci, którzy normalnie zapewniają wsparcie, przeżywają swoje dylematy. Tove Jansson zresztą zasłynęła tym, że nie bała się wprowadzania do swoich historii pierwiastka strachu. Ta autorka rozbudza wyobraźnię dzieci, pokazuje im, jak może funkcjonować świat fantastyczny - dzięki rezygnowaniu z tendencji do upiększania czy przesłodzenia. Tove Jansson nikogo nie znudzi, za to niejeden raz zaskoczy. Dzisiaj ten tom wybrzmiewa jeszcze silniej, bo autorzy i wydawcy starają się całkowicie wyeliminować minorowe tony z publikacji. Jednak to Tove Jansson bawi "Muminkami" kolejne pokolenia odbiorców i trafia do przekonania młodszym oraz starszym czytelnikom.
Ta autorka może zaimponować swoimi pomysłami, ale też ironicznym poczuciem humoru. Ujawnia się ono zwłaszcza w detalach - komentarzach, jakimi przerzucają się oryginalni bohaterowie, w przesadzonych czasem reakcjach i w sposobie prowadzenia narracji. W przygodach Muminków można się zaczytywać dla niebanalnych wydarzeń - ale to nie wyczerpuje źródeł lekturowej przyjemności. Tove Jansson urzeka precyzją w konstruowaniu rzeczywistości Muminków, operuje umiejętnie gestami postaci oraz charakterystykami. Każdy przybysz cechuje się czymś innym - i każdy uzupełnia zestaw oryginałów. Nawet w małych formach Tove Jansson przyciąga - i przekonuje. Jawi się jako znakomita obserwatorka, a następnie - pisarka, która potrafi zaczarować czytelników. Nie potrzebuje niemal żadnych odniesień do pozaliterackiej rzeczywistości, jednak jest szczera w kwestii emocji oraz odruchów. Sprawia, że w Muminki łatwo uwierzyć. Hipnotyzuje, uwodzi atmosferą i pokazuje, jak powinno się tworzyć historie fantastyczne.
"Muminki zebrane" to pomysł, który zafascynuje odbiorców - zarówno tych, którzy znają już tomy o Muminkach, jak i tych, których dopiero czeka przyjemność odkrywania tych fabuł. Lekturę oczywiście umila też fakt, że pozostawiono tu ilustracje autorki. Tove Jansson może dzięki temu w pełni wpływać na odbiorców - przedstawiać im kolejnych bohaterów i bawić się wybranymi scenkami. "Muminki zebrane" to znakomite rozwiązanie - opowieści, które nigdy nie wyjdą z mody i które warto mieć pod ręką, kiedy zechce się przejść do innej rzeczywistości.
Galeria
Homek, Filifionka, Too-tiki czy Paszczak to postacie, które coraz częściej przewijają się przez opowieści z Doliny Muminków - na jesieni czy zimą mogą nawet przejmować uwagę czytelników, zwłaszcza że gdy dni robią się coraz krótsze, Włóczykij znienacka znika, a rodzina Muminków pogrąża się w długim śnie. Zresztą w takich okolicznościach budzi się nieoczekiwanie Muminek - bohater, który zaprosi odbiorców do doliny zimą. Muminkom zostawia autorka mnóstwo miejsca w opowiadaniach. Drugi tom "Muminków zebranych" to zestaw bardziej mrocznych historii. Pojawiają się tutaj rozmaite lęki i rozczarowania. Nie zawsze jest się na kim oprzeć - bo bliscy nie zapewniają pomocy w określonych momentach. Publikacja zawiera powieści "Zima Muminków", "Tatuś Muminka i morze" oraz "Dolina Muminków w listopadzie", a do tego zestaw opowiadań o Muminkach i ich przyjaciołach, którzy coraz liczniej przybywają do doliny. Warto zresztą sięgnąć po tę książkę z kluczem biograficznym, żeby dowiedzieć się (albo przypomnieć sobie), kto jest kim i kogo Tove Jansson portretowała, żeby wzbogacić wyobraźniowy świat.
Tym razem jest w książce całkiem sporo smutków, zagrożeń i niepokojów. Nawet ci, którzy normalnie zapewniają wsparcie, przeżywają swoje dylematy. Tove Jansson zresztą zasłynęła tym, że nie bała się wprowadzania do swoich historii pierwiastka strachu. Ta autorka rozbudza wyobraźnię dzieci, pokazuje im, jak może funkcjonować świat fantastyczny - dzięki rezygnowaniu z tendencji do upiększania czy przesłodzenia. Tove Jansson nikogo nie znudzi, za to niejeden raz zaskoczy. Dzisiaj ten tom wybrzmiewa jeszcze silniej, bo autorzy i wydawcy starają się całkowicie wyeliminować minorowe tony z publikacji. Jednak to Tove Jansson bawi "Muminkami" kolejne pokolenia odbiorców i trafia do przekonania młodszym oraz starszym czytelnikom.
Ta autorka może zaimponować swoimi pomysłami, ale też ironicznym poczuciem humoru. Ujawnia się ono zwłaszcza w detalach - komentarzach, jakimi przerzucają się oryginalni bohaterowie, w przesadzonych czasem reakcjach i w sposobie prowadzenia narracji. W przygodach Muminków można się zaczytywać dla niebanalnych wydarzeń - ale to nie wyczerpuje źródeł lekturowej przyjemności. Tove Jansson urzeka precyzją w konstruowaniu rzeczywistości Muminków, operuje umiejętnie gestami postaci oraz charakterystykami. Każdy przybysz cechuje się czymś innym - i każdy uzupełnia zestaw oryginałów. Nawet w małych formach Tove Jansson przyciąga - i przekonuje. Jawi się jako znakomita obserwatorka, a następnie - pisarka, która potrafi zaczarować czytelników. Nie potrzebuje niemal żadnych odniesień do pozaliterackiej rzeczywistości, jednak jest szczera w kwestii emocji oraz odruchów. Sprawia, że w Muminki łatwo uwierzyć. Hipnotyzuje, uwodzi atmosferą i pokazuje, jak powinno się tworzyć historie fantastyczne.
"Muminki zebrane" to pomysł, który zafascynuje odbiorców - zarówno tych, którzy znają już tomy o Muminkach, jak i tych, których dopiero czeka przyjemność odkrywania tych fabuł. Lekturę oczywiście umila też fakt, że pozostawiono tu ilustracje autorki. Tove Jansson może dzięki temu w pełni wpływać na odbiorców - przedstawiać im kolejnych bohaterów i bawić się wybranymi scenkami. "Muminki zebrane" to znakomite rozwiązanie - opowieści, które nigdy nie wyjdą z mody i które warto mieć pod ręką, kiedy zechce się przejść do innej rzeczywistości.
sobota, 13 lutego 2021
Tove Jansson: Muminki zebrane. Tom I
Nasza Księgarnia, Warszawa 2021.
Przygody w Dolinie
"Muminki zebrane" tom I - to edycja wyjątkowa i książka, która powinna znaleźć się w każdym domu, bez względu na to, czy są w nim dzieci. Bo przecież małymi trollami fascynują się nie tylko najmłodsi, ale i zupełnie dorośli. Tove Jansson funduje podróż do świata wyobraźni - wypełnioną fantastycznymi przygodami, optymistycznymi - a jednak zawsze z domieszką grozy. Ta autorka nie uznawała przecież kompromisów w pisaniu dla dzieci, a "Muminki", jej flagowe dzieło, są najlepszym przeglądem pomysłów i stosowanych środków przekazu, chwytów czy rozwiązań. W pierwszej części "Muminków zebranych" Tove Jansson stopniowo prezentuje kolejnych bohaterów, wprowadza ich do historii powoli. Jest to zatem poza zbiorem przygód postaci proces oswajania z nimi nowych odbiorców. Otwiera książkę rozbudowane opowiadanie, w którym Mama Muminka i Muminek poznają - jeszcze bezimiennego - zwierzaczka Ryjka i udają się na poszukiwanie Tatusia Muminka. To także okazja do przedstawienia Hatifnatów. Bohaterowie z tych opowieści nigdy nie mogą na długo zaznać spokoju - oto do Doliny Muminków zbliża się kometa. Odbiorcy razem z Muminkiem w roli dodatkowego słuchacza przekonają się, co skrywają pamiętniki Tatusia Muminka - a także dowiedzą się, jak stworzyć teatr. Stopniowo autorka będzie dodawać kolejnych bohaterów, wprowadzi Włóczykija, Pannę Migotkę i jej uczonego brata, Topika i Topcię, a później też Mimblę oraz Małą Mi. Funkcjonuje w tej opowieści również Paszczak, zresztą baśniowych istot ciągle przybywa - niektóre zadomowią się w Dolinie Muminków na dobre, inne będą ją sporadycznie odwiedzać. Co ciekawe, Tove Jansson nie unika bohaterów, którzy mają wyraźne wady. Włóczykij nie przywiązuje się ani do rzeczy, ani do stworzeń - nie waha się, kiedy tylko może rzucić wszystko i ruszyć przed siebie. Ryjek wszystkiego się boi i ciągle wymiotuje. Migotek jest zarozumiały, a jego siostra - bardzo próżna (zresztą parę razy z tego względu autorka decyduje się dać jej nauczkę). Topik i Topcia ukradły coś Buce, przez co narażają się na jej gniew i zemstę. Emma - była żona inspicjenta w teatrze - pomiata wszystkimi. Tu nie ma ideałów, liczy się raczej, kto jest najmniej irytujący w swoich wadach. "Muminki zebrane" to bogata galeria osobowości, wyjątkowa i niepowtarzalna. Kolejne tomy zebrane w tej książce cechują się wielkim humorem, nie tylko w dobrym operowaniu ogonkami bohaterów. Tove Jansson szuka wydarzeń będących jednocześnie zestawem przygód, ale i sposobem prezentacji charakterów. Tworzy od podstaw cały świat Muminków i nawet jeśli czasami wprowadza do niego elementy kojarzone z ludzkiej rzeczywistości - to modyfikuje je w bajkowy sposób (kolekcja znaczków Paszczaka liczy przecież wszystkie okazy z całego świata). Cechują się te powieści nie tylko idealną konstrukcją, ale też ciekawymi i komicznymi dialogami. Autorka bez trudu panuje nad wykreowanymi postaciami, a w ich wzajemnych relacjach zamyka jeszcze komentarze na temat pozaliterackich odkryć. Czasami puszcza oko do odbiorców, proponuje im lekturę zapadającą w pamięć na długo. Opowieści o małych trollach i ich przygodach są ponadczasowe i wartościowe. Z kolei edycja zebranych dzieł o Muminkach sprawia, że łatwiej będzie przekonać kolejne pokolenie odbiorców do tych pomysłów. Tove Jansson doskonale wiedziała, jak tworzyć literaturę dla dzieci i ich rodziców i nie dziwi popularność jej książek. Jakby tego było małe, zostały tu zachowane oryginalne ilustracje autorki. "Muminki zebrane. Tom I" to książka, którą koniecznie trzeba mieć w swojej kolekcji. Arcydzieło literatury czwartej, w którym każdy znajdzie coś dla siebie.
Przygody w Dolinie
"Muminki zebrane" tom I - to edycja wyjątkowa i książka, która powinna znaleźć się w każdym domu, bez względu na to, czy są w nim dzieci. Bo przecież małymi trollami fascynują się nie tylko najmłodsi, ale i zupełnie dorośli. Tove Jansson funduje podróż do świata wyobraźni - wypełnioną fantastycznymi przygodami, optymistycznymi - a jednak zawsze z domieszką grozy. Ta autorka nie uznawała przecież kompromisów w pisaniu dla dzieci, a "Muminki", jej flagowe dzieło, są najlepszym przeglądem pomysłów i stosowanych środków przekazu, chwytów czy rozwiązań. W pierwszej części "Muminków zebranych" Tove Jansson stopniowo prezentuje kolejnych bohaterów, wprowadza ich do historii powoli. Jest to zatem poza zbiorem przygód postaci proces oswajania z nimi nowych odbiorców. Otwiera książkę rozbudowane opowiadanie, w którym Mama Muminka i Muminek poznają - jeszcze bezimiennego - zwierzaczka Ryjka i udają się na poszukiwanie Tatusia Muminka. To także okazja do przedstawienia Hatifnatów. Bohaterowie z tych opowieści nigdy nie mogą na długo zaznać spokoju - oto do Doliny Muminków zbliża się kometa. Odbiorcy razem z Muminkiem w roli dodatkowego słuchacza przekonają się, co skrywają pamiętniki Tatusia Muminka - a także dowiedzą się, jak stworzyć teatr. Stopniowo autorka będzie dodawać kolejnych bohaterów, wprowadzi Włóczykija, Pannę Migotkę i jej uczonego brata, Topika i Topcię, a później też Mimblę oraz Małą Mi. Funkcjonuje w tej opowieści również Paszczak, zresztą baśniowych istot ciągle przybywa - niektóre zadomowią się w Dolinie Muminków na dobre, inne będą ją sporadycznie odwiedzać. Co ciekawe, Tove Jansson nie unika bohaterów, którzy mają wyraźne wady. Włóczykij nie przywiązuje się ani do rzeczy, ani do stworzeń - nie waha się, kiedy tylko może rzucić wszystko i ruszyć przed siebie. Ryjek wszystkiego się boi i ciągle wymiotuje. Migotek jest zarozumiały, a jego siostra - bardzo próżna (zresztą parę razy z tego względu autorka decyduje się dać jej nauczkę). Topik i Topcia ukradły coś Buce, przez co narażają się na jej gniew i zemstę. Emma - była żona inspicjenta w teatrze - pomiata wszystkimi. Tu nie ma ideałów, liczy się raczej, kto jest najmniej irytujący w swoich wadach. "Muminki zebrane" to bogata galeria osobowości, wyjątkowa i niepowtarzalna. Kolejne tomy zebrane w tej książce cechują się wielkim humorem, nie tylko w dobrym operowaniu ogonkami bohaterów. Tove Jansson szuka wydarzeń będących jednocześnie zestawem przygód, ale i sposobem prezentacji charakterów. Tworzy od podstaw cały świat Muminków i nawet jeśli czasami wprowadza do niego elementy kojarzone z ludzkiej rzeczywistości - to modyfikuje je w bajkowy sposób (kolekcja znaczków Paszczaka liczy przecież wszystkie okazy z całego świata). Cechują się te powieści nie tylko idealną konstrukcją, ale też ciekawymi i komicznymi dialogami. Autorka bez trudu panuje nad wykreowanymi postaciami, a w ich wzajemnych relacjach zamyka jeszcze komentarze na temat pozaliterackich odkryć. Czasami puszcza oko do odbiorców, proponuje im lekturę zapadającą w pamięć na długo. Opowieści o małych trollach i ich przygodach są ponadczasowe i wartościowe. Z kolei edycja zebranych dzieł o Muminkach sprawia, że łatwiej będzie przekonać kolejne pokolenie odbiorców do tych pomysłów. Tove Jansson doskonale wiedziała, jak tworzyć literaturę dla dzieci i ich rodziców i nie dziwi popularność jej książek. Jakby tego było małe, zostały tu zachowane oryginalne ilustracje autorki. "Muminki zebrane. Tom I" to książka, którą koniecznie trzeba mieć w swojej kolekcji. Arcydzieło literatury czwartej, w którym każdy znajdzie coś dla siebie.
niedziela, 15 listopada 2020
Tove Jansson: Niebezpieczna podróż
Nasza Księgarnia, Warszawa 2020.
Tajemnica
Wyprawy, w których sen łączy się z jawą i w których do końca nie ma pewności, co zdarzyło się naprawdę, a co było wytworem wyobraźni, stanowią charakterystyczny motyw w historiach dla najmłodszych. Na tym schemacie bazuje też Tove Jansson, która portretuje rozczarowaną i znudzoną dziewczynkę. Zuzanna ma kota (leniwego, który lubi tylko jeść) i nie ma ochoty na siedzenie w trawie. Rzuca okulary, a ta czynność sprawia, że wszystko nagle się zmienia: kot urasta do rozmiarów wielkiego dzikiego stwora, las zaczyna być złowrogą przestrzenią, okropną i przerażającą, ale nie nudną – a to już bardzo dużo dla Zuzanny. Bohaterka przekonuje się, że wszędzie czają się dzikie stworzenia, nieodgadnione zwierzęta lub istoty wydają dziwne dźwięki, jest się czego przestraszyć. A to z kolei prosta droga do odrzucenia nudy – zatem Zuzanna może z radością nieprzystającą do obcego krajobrazu ruszyć przed siebie i sprawdzić, co do zaoferowania ma kraina, która właśnie się przed nią otwiera. Zuza niby chciałaby jak najszybciej znaleźć się w domu, z drugiej jednak strony wie, że tu właśnie czeka na nią przygoda i zestaw wydarzeń, o jakich marzyła wcześniej, siedząc bez pomysłu w trawie. Dziewczynka w pewnym momencie przekonuje się, że wszystko, co roztacza się przed jej oczami, zależy od niej, z niej pochodzi i ma związek z tym, co bohaterka sobie wymyśli. Tak na drodze przed nią pojawiają się dwa maleństwa – Topik i Topcia oraz Paszczak z psem. Uciekają przed niedookreślonym niebezpieczeństwem, ale już Ryjek, który biegnie ku nim, może wyjaśnić, że to wybuch wulkanu – i że pali mu się ogon. Takie stwierdzenia wymuszają już zdecydowane działania, nawet jeśli owe działania miałyby się sprowadzać do uspokojenia przerażonych i roztoczenia opieki nad najsłabszymi. Dolina Muminków, do której Zuza przychodzi, to jedyna oaza spokoju w złym świecie. Tyle że Zuzanna wcale nie czuje się źle tam, gdzie coś się dzieje: wreszcie ma w nadmiarze mocnych wrażeń, na to czekała i o tym marzyła, kiedy siedziała w trawie. Ze spokojem zatem przyjmuje kolejne niebezpieczeństwa i zagrożenia – dzięki nim może przecież spotkać bajkowych bohaterów (między innymi Włóczykija, który także nie daje się owładnąć panice).
Tove Jansson pisze tę książkę w formie białego wiersza, tworzy niemalże epos o przygodach wielkich postaci – pozwala bohaterom przeżywać sporo ponad ich możliwości, zapewnia dzieciom dawkę grozy. Zresztą ta autorka doskonale wiedziała, jak dużą rolę w lekturach dla najmłodszych odgrywa strach – nie ucieka zatem od prawdziwych i potężnych zagrożeń, wypełnia nimi kolejne przystanki w opowieści – po to, by dzieci poznały funkcję wyobraźni. Zuzanna ma wreszcie to, na co czekała – ta bohaterka nie potrzebuje nudnej i pouczającej historyjki, ona chce się zagłębić w ponurej baśni – i to właśnie otrzymuje. Książka jest picture bookiem (ale z tekstem na bardzo wysokim poziomie literackim) z ilustracjami Tove Jansson – fani Muminków mogą zatem odkrywać tu znanych sobie bohaterów także w wersji graficznej. Tove Jansson zabiera dzieci w przedziwną podróż, pełną silnych uczuć i niezwykłości. Uniemożliwia obojętność – tak przedstawiona historyjka musi uwodzić, została zresztą przygotowana tak, że nie zestarzeje się łatwo i będzie służyć najmłodszym jak brama do innego świata.
Tajemnica
Wyprawy, w których sen łączy się z jawą i w których do końca nie ma pewności, co zdarzyło się naprawdę, a co było wytworem wyobraźni, stanowią charakterystyczny motyw w historiach dla najmłodszych. Na tym schemacie bazuje też Tove Jansson, która portretuje rozczarowaną i znudzoną dziewczynkę. Zuzanna ma kota (leniwego, który lubi tylko jeść) i nie ma ochoty na siedzenie w trawie. Rzuca okulary, a ta czynność sprawia, że wszystko nagle się zmienia: kot urasta do rozmiarów wielkiego dzikiego stwora, las zaczyna być złowrogą przestrzenią, okropną i przerażającą, ale nie nudną – a to już bardzo dużo dla Zuzanny. Bohaterka przekonuje się, że wszędzie czają się dzikie stworzenia, nieodgadnione zwierzęta lub istoty wydają dziwne dźwięki, jest się czego przestraszyć. A to z kolei prosta droga do odrzucenia nudy – zatem Zuzanna może z radością nieprzystającą do obcego krajobrazu ruszyć przed siebie i sprawdzić, co do zaoferowania ma kraina, która właśnie się przed nią otwiera. Zuza niby chciałaby jak najszybciej znaleźć się w domu, z drugiej jednak strony wie, że tu właśnie czeka na nią przygoda i zestaw wydarzeń, o jakich marzyła wcześniej, siedząc bez pomysłu w trawie. Dziewczynka w pewnym momencie przekonuje się, że wszystko, co roztacza się przed jej oczami, zależy od niej, z niej pochodzi i ma związek z tym, co bohaterka sobie wymyśli. Tak na drodze przed nią pojawiają się dwa maleństwa – Topik i Topcia oraz Paszczak z psem. Uciekają przed niedookreślonym niebezpieczeństwem, ale już Ryjek, który biegnie ku nim, może wyjaśnić, że to wybuch wulkanu – i że pali mu się ogon. Takie stwierdzenia wymuszają już zdecydowane działania, nawet jeśli owe działania miałyby się sprowadzać do uspokojenia przerażonych i roztoczenia opieki nad najsłabszymi. Dolina Muminków, do której Zuza przychodzi, to jedyna oaza spokoju w złym świecie. Tyle że Zuzanna wcale nie czuje się źle tam, gdzie coś się dzieje: wreszcie ma w nadmiarze mocnych wrażeń, na to czekała i o tym marzyła, kiedy siedziała w trawie. Ze spokojem zatem przyjmuje kolejne niebezpieczeństwa i zagrożenia – dzięki nim może przecież spotkać bajkowych bohaterów (między innymi Włóczykija, który także nie daje się owładnąć panice).
Tove Jansson pisze tę książkę w formie białego wiersza, tworzy niemalże epos o przygodach wielkich postaci – pozwala bohaterom przeżywać sporo ponad ich możliwości, zapewnia dzieciom dawkę grozy. Zresztą ta autorka doskonale wiedziała, jak dużą rolę w lekturach dla najmłodszych odgrywa strach – nie ucieka zatem od prawdziwych i potężnych zagrożeń, wypełnia nimi kolejne przystanki w opowieści – po to, by dzieci poznały funkcję wyobraźni. Zuzanna ma wreszcie to, na co czekała – ta bohaterka nie potrzebuje nudnej i pouczającej historyjki, ona chce się zagłębić w ponurej baśni – i to właśnie otrzymuje. Książka jest picture bookiem (ale z tekstem na bardzo wysokim poziomie literackim) z ilustracjami Tove Jansson – fani Muminków mogą zatem odkrywać tu znanych sobie bohaterów także w wersji graficznej. Tove Jansson zabiera dzieci w przedziwną podróż, pełną silnych uczuć i niezwykłości. Uniemożliwia obojętność – tak przedstawiona historyjka musi uwodzić, została zresztą przygotowana tak, że nie zestarzeje się łatwo i będzie służyć najmłodszym jak brama do innego świata.
czwartek, 9 sierpnia 2018
Tove Jansson: Uczciwa oszustka
Nasza Księgarnia, Warszawa 2018.
Cena bliskości
Historii dwóch kobiet przygląda się Tove Jansson w mrocznej – mocno w swoim stylu - powieści oddalającej bohaterki od społeczeństwa i od całego świata. “Uczciwa oszustka” powraca na rynek wydawniczy po raz kolejny i nic dziwnego, bo to książka, o której łatwo się nie zapomina. Jansson zawęża optykę do maleńkiej miejscowości odciętej od rzeczywistości za sprawą wciąż padającego śniegu: taki klimat wspaniale nadaje się do odtwarzania ludzkich słabości i podłości. Znikąd nie przyjdzie ratunek, chociaż mogłoby się wydawać, że ratunkiem jest to właśnie, co zmienia losy bohaterek.
Anna żyje na uboczu. Jest znaną i cenioną ilustratorką książek dla dzieci: prowadzi spokojną egzystencję, stara się dla wszystkich być miła i dobra. Cierpliwie znosi to, że inni nie biorą pod uwagę jej potrzeb, starannie ukrywa małe dziwactwa i fobie. Rzadko rozmawia z mieszkańcami miasteczka i nigdy nie prosi ich o pomoc. W wolnych chwilach odpisuje na listy od dzieci: wprawdzie ona tylko rysuje króliki w książkach, ale maluchy, które dzielą się z nią własnymi nieszczęściami potrzebują powiernika i kogoś, kto doradzi im, co zrobić. Anna nie ma na co narzekać, choć jej życie przypomina raczej wegetację. Do momentu, w którym pojawia się Katri.
Katri to kobieta, której wszyscy się boją. Silna, zdecydowana i zdeterminowana. Opiekuje się bratem Matsem i chce zdobyć pieniądze na spełnienie jego marzenia. Annę uznaje za całkiem łatwy cel. Wystarczy zasiać w niej podejrzliwość do ludzi w miasteczku, pokazać, jak kolejni sprzedawcy próbują ją oszukać i na co dzień obśmiewają. Anna uwierzy we wszystko, bo to cecha jej charakteru. Katri wie natomiast, jak pokierować kobietą, by ta uzależniła się od niej i wykonywała wszystkie jej zalecenia. Ta relacja staje się najbardziej toksyczna, ale Anna tego nie wie, a Katri nie zamierza być z nią do końca szczera. Stopniowo coraz bardziej Katri wkracza w życie Anny i próbuje je zmieniać na swoją modłę. Owszem, ilustratorka potrzebuje pomocy, choćby w uporządkowaniu zaległej korespondencji i wywalczeniu od wydawnictw należących się jej honorariów. Potrzebuje wsparcia w odpisywaniu na listy dzieci, dla których stała się już korespondencyjną przyjaciółką. Ale Katri w swoich zapędach porządkowania codzienności staje się coraz bardziej nachalna. Utrzymuje, że ma na celu dobro nowej przyjaciółki, ale jej zachowanie wskazuje na coś przeciwnego. Katri mówi Annie otwarcie, co należy zmienić i do czego nie wolno doprowadzić: to jej zaleta i przyczyna, dla której można wybaczyć despotyczny charakter. Ale Anna nie wie, że Katri prowadzi własną grę i jako taka jest jeszcze bardziej niebezpieczna. To odkryją tylko czytelnicy “Uczciwej oszustki”, śledzący krok po kroku wprowadzane zmiany i słabe protesty Anny.
Jest ta książka wstrząsająca ze względu na klimat i na chłód w międzyludzkich relacjach, na niedopowiedzenie związane z organizowaniem wspólnego życia. W takim układzie, w jakim żyją Anna i Katri nie ma miejsca naprawdę, więc lęk staje się podskórnym i nieodłącznym elementem codzienności - Tove Jansson znakomicie to opisuje. Stawia jako autorka na ascetyczną narrację, unika przerysowanych opisów i przegadania. Nie ma tu miejsca na wywnętrzanie się, na analizy uczuć, a nawet na oceny zachowań. Można tylko obserwować dzianie się - i powolny proces prowadzący do ostatecznej katastrofy. To u Tove Jansson zawsze uwodzi.
Cena bliskości
Historii dwóch kobiet przygląda się Tove Jansson w mrocznej – mocno w swoim stylu - powieści oddalającej bohaterki od społeczeństwa i od całego świata. “Uczciwa oszustka” powraca na rynek wydawniczy po raz kolejny i nic dziwnego, bo to książka, o której łatwo się nie zapomina. Jansson zawęża optykę do maleńkiej miejscowości odciętej od rzeczywistości za sprawą wciąż padającego śniegu: taki klimat wspaniale nadaje się do odtwarzania ludzkich słabości i podłości. Znikąd nie przyjdzie ratunek, chociaż mogłoby się wydawać, że ratunkiem jest to właśnie, co zmienia losy bohaterek.
Anna żyje na uboczu. Jest znaną i cenioną ilustratorką książek dla dzieci: prowadzi spokojną egzystencję, stara się dla wszystkich być miła i dobra. Cierpliwie znosi to, że inni nie biorą pod uwagę jej potrzeb, starannie ukrywa małe dziwactwa i fobie. Rzadko rozmawia z mieszkańcami miasteczka i nigdy nie prosi ich o pomoc. W wolnych chwilach odpisuje na listy od dzieci: wprawdzie ona tylko rysuje króliki w książkach, ale maluchy, które dzielą się z nią własnymi nieszczęściami potrzebują powiernika i kogoś, kto doradzi im, co zrobić. Anna nie ma na co narzekać, choć jej życie przypomina raczej wegetację. Do momentu, w którym pojawia się Katri.
Katri to kobieta, której wszyscy się boją. Silna, zdecydowana i zdeterminowana. Opiekuje się bratem Matsem i chce zdobyć pieniądze na spełnienie jego marzenia. Annę uznaje za całkiem łatwy cel. Wystarczy zasiać w niej podejrzliwość do ludzi w miasteczku, pokazać, jak kolejni sprzedawcy próbują ją oszukać i na co dzień obśmiewają. Anna uwierzy we wszystko, bo to cecha jej charakteru. Katri wie natomiast, jak pokierować kobietą, by ta uzależniła się od niej i wykonywała wszystkie jej zalecenia. Ta relacja staje się najbardziej toksyczna, ale Anna tego nie wie, a Katri nie zamierza być z nią do końca szczera. Stopniowo coraz bardziej Katri wkracza w życie Anny i próbuje je zmieniać na swoją modłę. Owszem, ilustratorka potrzebuje pomocy, choćby w uporządkowaniu zaległej korespondencji i wywalczeniu od wydawnictw należących się jej honorariów. Potrzebuje wsparcia w odpisywaniu na listy dzieci, dla których stała się już korespondencyjną przyjaciółką. Ale Katri w swoich zapędach porządkowania codzienności staje się coraz bardziej nachalna. Utrzymuje, że ma na celu dobro nowej przyjaciółki, ale jej zachowanie wskazuje na coś przeciwnego. Katri mówi Annie otwarcie, co należy zmienić i do czego nie wolno doprowadzić: to jej zaleta i przyczyna, dla której można wybaczyć despotyczny charakter. Ale Anna nie wie, że Katri prowadzi własną grę i jako taka jest jeszcze bardziej niebezpieczna. To odkryją tylko czytelnicy “Uczciwej oszustki”, śledzący krok po kroku wprowadzane zmiany i słabe protesty Anny.
Jest ta książka wstrząsająca ze względu na klimat i na chłód w międzyludzkich relacjach, na niedopowiedzenie związane z organizowaniem wspólnego życia. W takim układzie, w jakim żyją Anna i Katri nie ma miejsca naprawdę, więc lęk staje się podskórnym i nieodłącznym elementem codzienności - Tove Jansson znakomicie to opisuje. Stawia jako autorka na ascetyczną narrację, unika przerysowanych opisów i przegadania. Nie ma tu miejsca na wywnętrzanie się, na analizy uczuć, a nawet na oceny zachowań. Można tylko obserwować dzianie się - i powolny proces prowadzący do ostatecznej katastrofy. To u Tove Jansson zawsze uwodzi.
niedziela, 20 maja 2018
Muminek i urodzinowy guzik
Egmont, Warszawa 2018.
Oczekiwanie
Muminek ma urodziny. To temat, który stanie się wabikiem dla każdego dziecka, maluchy od razu rzucą się do tej książeczki. Nie tylko dlatego, że skojarzą postać sympatycznego trolla z kreskówkowym bohaterem, ale przez motyw, który sugeruje niespodzianki, prezenty i rozmaite przyjemności, na które czeka się przez cały rok. Tove Jansson przecież doskonale obserwowała codzienność i udawało jej się sygnalizować sprawy ważne dla najmłodszych (i nie tylko). Zachowywała u siebie i atmosferę bajkowości, i dramaturgię, klimat niepokoju, którego nie ma w szablonowych opowiastkach. "Muminek i urodzinowy guzik" to jednak książka na podstawie opowiadania Tove Jansson - sprowadzona do jednego krótkiego motywu o przewidywalnym przebiegu. Nikomu to nie przeszkadza, skoro można pobawić się z ulubionymi bohaterami. U muminków zawsze coś się dzieje.
Muminek budzi się rano i doskonale wie, że to jego święto. Mama wita go prezentem - przepięknym złotym guzikiem do kolekcji. Muminek radością chciałby się podzielić z całym światem - zamierza pokazać prezent przyjaciołom i wprowadzić ich w podobny sobie nastrój. W końcu inaczej całe zadowolenie nie miałoby sensu. Muminek biegnie do bliskich, ale ani Włóczykij, ani Ryjek, ani Mała Mi nie zwracają na niego uwagi. Zbywają przyjaciela i zajmują się innymi, rzekomo ważniejszymi sprawami - w ogóle bez związku z urodzinami. Tak przynajmniej sądzi Muminek i ma do tego pełne prawo. Każde dziecko przynajmniej raz w życiu przeżywało gorycz rozczarowania w identycznej sytuacji, przeżycia Muminka będą więc zrozumiałe dla wszystkich. Pojawia się zatem w historii jedna zagadka, tajemnica do rozwiązania. Mali odbiorcy wiedzą dobrze, że postacie z Doliny Muminków zwykle są życzliwe i pomocne, nie pasuje więc do nich takie ignorowanie przyjaciela: to wystarczająca motywacja dla śledzenia tekstu.
Przez dziwne zachowania przyjaciół Muminek przeżywa całą paletę silnych emocji. Raz jest podekscytowany, raz - załamany i smutny. Maluchy mogą zastanawiać się, jak ich zachowanie wpłynie na rówieśników lub członków rodziny - na przykładzie relacji z Doliny. Mogą analizować postawy czy przeżycia bohatera. Mogą bez trudu wczuć się w jego pozycję i czekać na rozwiązanie tajemnicy. Tu wszystko musi skończyć się dobrze, tym, co dzieci lubią najbardziej, czyli niespodzianką dla bohatera.
Tomik – jak zresztą wszystkie w serii – jest bajecznie kolorowy, to nawiązanie do kreskówki, którą dzieci znają - a i do disneyowskich produkcji (w doborze barw). Duże ilustracje i bohaterowie niezarzucani niepotrzebnymi detalami sprawiają, że przyjemnie się całość ogląda. Może to być również zachęta dla najmłodszych, żeby zacząć samodzielne czytanie – tekstu nie jest zbyt dużo, a spora czcionka ułatwia lekcje. Resztę zagwarantuje już ciekawość malucha co do przebiegu opowieści. Ta historyjka jest naiwna i prosta, ale dostosowana do percepcji maluchów. Nikomu nie sprawi zawodu, spodoba się za to kilkulatkom. Muminek świętujący ze swoimi przyjaciółmi to powód do radości i magnes do czytania.
Oczekiwanie
Muminek ma urodziny. To temat, który stanie się wabikiem dla każdego dziecka, maluchy od razu rzucą się do tej książeczki. Nie tylko dlatego, że skojarzą postać sympatycznego trolla z kreskówkowym bohaterem, ale przez motyw, który sugeruje niespodzianki, prezenty i rozmaite przyjemności, na które czeka się przez cały rok. Tove Jansson przecież doskonale obserwowała codzienność i udawało jej się sygnalizować sprawy ważne dla najmłodszych (i nie tylko). Zachowywała u siebie i atmosferę bajkowości, i dramaturgię, klimat niepokoju, którego nie ma w szablonowych opowiastkach. "Muminek i urodzinowy guzik" to jednak książka na podstawie opowiadania Tove Jansson - sprowadzona do jednego krótkiego motywu o przewidywalnym przebiegu. Nikomu to nie przeszkadza, skoro można pobawić się z ulubionymi bohaterami. U muminków zawsze coś się dzieje.
Muminek budzi się rano i doskonale wie, że to jego święto. Mama wita go prezentem - przepięknym złotym guzikiem do kolekcji. Muminek radością chciałby się podzielić z całym światem - zamierza pokazać prezent przyjaciołom i wprowadzić ich w podobny sobie nastrój. W końcu inaczej całe zadowolenie nie miałoby sensu. Muminek biegnie do bliskich, ale ani Włóczykij, ani Ryjek, ani Mała Mi nie zwracają na niego uwagi. Zbywają przyjaciela i zajmują się innymi, rzekomo ważniejszymi sprawami - w ogóle bez związku z urodzinami. Tak przynajmniej sądzi Muminek i ma do tego pełne prawo. Każde dziecko przynajmniej raz w życiu przeżywało gorycz rozczarowania w identycznej sytuacji, przeżycia Muminka będą więc zrozumiałe dla wszystkich. Pojawia się zatem w historii jedna zagadka, tajemnica do rozwiązania. Mali odbiorcy wiedzą dobrze, że postacie z Doliny Muminków zwykle są życzliwe i pomocne, nie pasuje więc do nich takie ignorowanie przyjaciela: to wystarczająca motywacja dla śledzenia tekstu.
Przez dziwne zachowania przyjaciół Muminek przeżywa całą paletę silnych emocji. Raz jest podekscytowany, raz - załamany i smutny. Maluchy mogą zastanawiać się, jak ich zachowanie wpłynie na rówieśników lub członków rodziny - na przykładzie relacji z Doliny. Mogą analizować postawy czy przeżycia bohatera. Mogą bez trudu wczuć się w jego pozycję i czekać na rozwiązanie tajemnicy. Tu wszystko musi skończyć się dobrze, tym, co dzieci lubią najbardziej, czyli niespodzianką dla bohatera.
Tomik – jak zresztą wszystkie w serii – jest bajecznie kolorowy, to nawiązanie do kreskówki, którą dzieci znają - a i do disneyowskich produkcji (w doborze barw). Duże ilustracje i bohaterowie niezarzucani niepotrzebnymi detalami sprawiają, że przyjemnie się całość ogląda. Może to być również zachęta dla najmłodszych, żeby zacząć samodzielne czytanie – tekstu nie jest zbyt dużo, a spora czcionka ułatwia lekcje. Resztę zagwarantuje już ciekawość malucha co do przebiegu opowieści. Ta historyjka jest naiwna i prosta, ale dostosowana do percepcji maluchów. Nikomu nie sprawi zawodu, spodoba się za to kilkulatkom. Muminek świętujący ze swoimi przyjaciółmi to powód do radości i magnes do czytania.
środa, 2 maja 2018
Muminek i Pieśń Oceanu. Na podstawie opowiadań Tove Jansson
Egmont, Warszawa 2018.
Szukanie skarbów
Każde dziecko ma swoje skarby, przedmioty, które innym wydawać się mogą śmieciami, ale właścicielowi przypominają o najpiękniejszych chwilach, budzą dobre wspomnienia albo przynajmniej cieszą ze względów estetycznych. Kolekcjonować ważne znaleziska można zacząć w dowolnym momencie, dla części odbiorców impulsem do takiego działania będzie przygoda Muminka opisana w tomiku „Muminek i Pieśń Oceanu”, na podstawie opowiadań Tove Jansson (trochę szkoda, że tylko „na podstawie”, a nie przedstawia się dzieciom oryginalnych dzieł Tove Jansson, ale kultura pop nie dopuszcza do siebie tak komplikowanych utworów, zwłaszcza w ramach literatury czwartej upraszczanej do granic możliwości). Muminek jest tu chodzącą reklamą publikacji (i całego cyklu): postać znana maluchom z telewizyjnego cyklu dobranocek ma wielką siłę przekonywania. Zanim więc kilkulatki trafią na oryginalne powieści Tove Jansson i historie o trollach, mogą przekonać się do tej autorki przez szereg prostych historyjek o jednowymiarowych fabułkach.
Wszystko zaczyna się od wizyty Tatusia Muminka na strychu. Bohater podczas poszukiwania potrzebnych mu akcesoriów, trafia na Kuferek Odkrywcy – pudło ze skarbami z dawnych czasów. Nie może oprzeć się pokusie zajrzenia do środka, tam znajduje swoje cenne pamiątki, zwłaszcza pewną muszlę – muszlę, która śpiewa Pieśń Oceanu. Taki skarb wykracza daleko poza znaleziska dzieci, nic dziwnego, że Muminek czuje zazdrość i postanawia iść w ślady Tatusia Muminka: znaleźć na plaży swoją muszlę i zapoczątkować własną kolekcję (która zaimponowałaby Pannie Migotce). Wybiera się w tym celu nad morze, długo szuka wśród przedmiotów wyrzuconych na brzeg tej najcenniejszej muszli. Problem w tym, że żadna nie chce śpiewać tak pięknie, jak ta Tatusia Muminka.
Na podstawie książki „Muminek i Pieśń Oceanu” można pokazać dzieciom działanie zazdrości i bezsensowność współzawodnictwa w pewnych dziedzinach. Muminek wcale nie musi konkurować z Tatusiem Muminka i szukać podobnego skarbu do tego, jaki znalazł się w Kuferku Odkrywcy. Ważne jest to, by odkrył coś ważnego dla siebie, a nie naśladował ślepo rodzica – tylko samodzielne i oryginalne znalezisko będzie warte wspominania po latach i da bohaterowi satysfakcję. To lekcja, którą dzieci mogą sobie przyswoić: dla każdego ważne i wartościowe może być coś innego, nie ma sensu gonić za cudzymi marzeniami.
Jest „Muminek i Pieśń Oceanu” książeczką drobną, ale starannie przygotowaną. Ładne jest opracowanie graficzne (wiadomo, że znani z kreskówki bohaterowie, których wizerunki opracowała Tove Jansson, przyciągną czytelników, ale nasycone kolory też dużo zrobią w tej kwestii), duży druk sprawia, że dzieci mogą ćwiczyć samodzielne czytanie – na tomiku, który je bezpośrednio zaangażuje. Muminek prowadzi najmłodszych przez przygody emocjonujące – przeżywa nawet burzę na morzu. Wszystko dostosowane jest do percepcji maluchów i zapewni im atrakcyjną lekturę.
Szukanie skarbów
Każde dziecko ma swoje skarby, przedmioty, które innym wydawać się mogą śmieciami, ale właścicielowi przypominają o najpiękniejszych chwilach, budzą dobre wspomnienia albo przynajmniej cieszą ze względów estetycznych. Kolekcjonować ważne znaleziska można zacząć w dowolnym momencie, dla części odbiorców impulsem do takiego działania będzie przygoda Muminka opisana w tomiku „Muminek i Pieśń Oceanu”, na podstawie opowiadań Tove Jansson (trochę szkoda, że tylko „na podstawie”, a nie przedstawia się dzieciom oryginalnych dzieł Tove Jansson, ale kultura pop nie dopuszcza do siebie tak komplikowanych utworów, zwłaszcza w ramach literatury czwartej upraszczanej do granic możliwości). Muminek jest tu chodzącą reklamą publikacji (i całego cyklu): postać znana maluchom z telewizyjnego cyklu dobranocek ma wielką siłę przekonywania. Zanim więc kilkulatki trafią na oryginalne powieści Tove Jansson i historie o trollach, mogą przekonać się do tej autorki przez szereg prostych historyjek o jednowymiarowych fabułkach.
Wszystko zaczyna się od wizyty Tatusia Muminka na strychu. Bohater podczas poszukiwania potrzebnych mu akcesoriów, trafia na Kuferek Odkrywcy – pudło ze skarbami z dawnych czasów. Nie może oprzeć się pokusie zajrzenia do środka, tam znajduje swoje cenne pamiątki, zwłaszcza pewną muszlę – muszlę, która śpiewa Pieśń Oceanu. Taki skarb wykracza daleko poza znaleziska dzieci, nic dziwnego, że Muminek czuje zazdrość i postanawia iść w ślady Tatusia Muminka: znaleźć na plaży swoją muszlę i zapoczątkować własną kolekcję (która zaimponowałaby Pannie Migotce). Wybiera się w tym celu nad morze, długo szuka wśród przedmiotów wyrzuconych na brzeg tej najcenniejszej muszli. Problem w tym, że żadna nie chce śpiewać tak pięknie, jak ta Tatusia Muminka.
Na podstawie książki „Muminek i Pieśń Oceanu” można pokazać dzieciom działanie zazdrości i bezsensowność współzawodnictwa w pewnych dziedzinach. Muminek wcale nie musi konkurować z Tatusiem Muminka i szukać podobnego skarbu do tego, jaki znalazł się w Kuferku Odkrywcy. Ważne jest to, by odkrył coś ważnego dla siebie, a nie naśladował ślepo rodzica – tylko samodzielne i oryginalne znalezisko będzie warte wspominania po latach i da bohaterowi satysfakcję. To lekcja, którą dzieci mogą sobie przyswoić: dla każdego ważne i wartościowe może być coś innego, nie ma sensu gonić za cudzymi marzeniami.
Jest „Muminek i Pieśń Oceanu” książeczką drobną, ale starannie przygotowaną. Ładne jest opracowanie graficzne (wiadomo, że znani z kreskówki bohaterowie, których wizerunki opracowała Tove Jansson, przyciągną czytelników, ale nasycone kolory też dużo zrobią w tej kwestii), duży druk sprawia, że dzieci mogą ćwiczyć samodzielne czytanie – na tomiku, który je bezpośrednio zaangażuje. Muminek prowadzi najmłodszych przez przygody emocjonujące – przeżywa nawet burzę na morzu. Wszystko dostosowane jest do percepcji maluchów i zapewni im atrakcyjną lekturę.
niedziela, 8 października 2017
Tove Jansson: Lato
Nasza Księgarnia, Warszawa 2017.
Samotność
Piękne porozumienie ponad pokoleniami, porozumienie, które na zdrowy rozsądek nie miało prawa zaistnieć, przedstawia Tove Jansson w przypominanym co pewien czas tomie „Lato”, jednej z bardziej genialnych powieści tej autorki dla dzieci i dorosłych. Jej historia jest niezwykła za sprawą dwóch bohaterek – starej i młodziutkiej. Ale wpływ na atmosferę opowieści ma również przełamywanie sielanki niepokojem. Rys podskórnej grozy, tak charakterystyczny dla pisarstwa Tove Jansson, objawia się i tutaj, na różne sposoby. Relacja zawężona jest do Sophii i jej babki, od czasu do czasu na wyspę przybywają ludzie, którzy na moment zmieniają układ sił, każą zweryfikować poglądy czy reakcje. Nikt jednak nie próbuje od wewnątrz poznać rzeczywistości Sophii i babki: tylko czytelnicy zyskają taką szansę, a to za sprawą śledzenia najskrytszych rozmów bohaterek, tematów, do których dostępu nie ma ojciec – jedyny żyjący rodzic dziewczynki. Sophia i babka spotykają się na filozoficznej drodze, trochę absurdalnej, trochę komicznej, ale też pełnej refleksyjnych pereł i zaskakujących twierdzeń o ludziach czy ich uczuciach.
Codzienność Sophii byłaby dość smutna, a na pewno dziewczynce dokuczałaby silna samotność, gdyby nie mikroświat, który buduje się w jej wyobraźni, również za sprawą babki. Babka nie przypomina innych dorosłych. Nie przejmuje się konwenansami, nie boi się ocen. Sama też kieruje się ekstrawagancją i wolnością, jakiej można jej tylko pozazdrościć. Babka bardzo chętnie i bardzo często podejmuje grę, której reguły non stop wymyśla Sophia. Staje się towarzyszką zabaw, które traktuje śmiertelnie poważnie. Dzięki temu może uzupełnić kreatywne działania dziewczynki, nie hamuje jej pomysłowości, a umożliwia rozwój (na przykład gdy Sophia tworzy swój własny naukowy traktat o dżdżownicach). Książka składa się z rozdziałów-całostek. Każda historia stanowi odrębny, zamknięty i doskonale puentowany motyw. Tove Jansson imponuje tutaj zmysłem obserwacji, ale też jakością kolejnych scen. W „Lecie” mówi otwarcie, chociaż przez cały czas poetycko, o uczuciach i doznaniach, definiowanych bezbłędnie.
Może się wydawać, że babka łamie zasady i uczy Sophię niegrzeczności. W rzeczywistości jednak bohaterka dyskretnie czuwa nad wnuczką. Jest z pozoru bezwzględna, szczera i zachowuje się czasami jak dziecko, albo tylko naśladuje Sophię w jej wybrykach. Traktuje ją szorstko (zresztą i u Sophii trudno doszukiwać się sentymentów, mała jest okrutna okrucieństwem kilkulatki, a przy tym bardzo wrażliwa). Babka to literacki fenomen, postać, którą trudno zaliczyć do grona dorosłych (odpowiedzialnych i poważnych). Sophia to dziecko niezwykłe lub zupełnie zwyczajne – Tove Jansson dostrzega w niej cechy, które przeważnie umykają dorosłym – uwypukla je przez oryginalne rozrywki. „Lato” umożliwia dokładne przyjrzenie się sposobom konstruowania świata przez najmłodszych. Jest to historia, w której każde zdanie znaczy – każde wprowadza czytelników w głęboko filozoficzną rzeczywistość. Tove Jansson czaruje słowem i uwielbia dostarczać czytelnikom różnorodnych emocji, przy okazji je pięknie definiując (scena, w której dziewczynka rysuje swój strach!). Babka i ojciec Sophii popełniają rozmaite błędy wychowawcze, za to dają dziewczynce bezwarunkowe wsparcie. W takim zestawieniu każda przygoda, nawet ta najbardziej zwyczajna, okazuje się ciekawa i dziwna. Dziwność tę autorka podkreśla na różne sposoby, często kaprysami pogody lub odizolowaniem ludzi: tu dzieją się rzeczy, o których nie da się zapomnieć. „Lato”Tove Jansson to mistrzowska proza. Teraz pojawia się w oprawie graficznej, która sugeruje nakierowanie na starszych odbiorców.
Samotność
Piękne porozumienie ponad pokoleniami, porozumienie, które na zdrowy rozsądek nie miało prawa zaistnieć, przedstawia Tove Jansson w przypominanym co pewien czas tomie „Lato”, jednej z bardziej genialnych powieści tej autorki dla dzieci i dorosłych. Jej historia jest niezwykła za sprawą dwóch bohaterek – starej i młodziutkiej. Ale wpływ na atmosferę opowieści ma również przełamywanie sielanki niepokojem. Rys podskórnej grozy, tak charakterystyczny dla pisarstwa Tove Jansson, objawia się i tutaj, na różne sposoby. Relacja zawężona jest do Sophii i jej babki, od czasu do czasu na wyspę przybywają ludzie, którzy na moment zmieniają układ sił, każą zweryfikować poglądy czy reakcje. Nikt jednak nie próbuje od wewnątrz poznać rzeczywistości Sophii i babki: tylko czytelnicy zyskają taką szansę, a to za sprawą śledzenia najskrytszych rozmów bohaterek, tematów, do których dostępu nie ma ojciec – jedyny żyjący rodzic dziewczynki. Sophia i babka spotykają się na filozoficznej drodze, trochę absurdalnej, trochę komicznej, ale też pełnej refleksyjnych pereł i zaskakujących twierdzeń o ludziach czy ich uczuciach.
Codzienność Sophii byłaby dość smutna, a na pewno dziewczynce dokuczałaby silna samotność, gdyby nie mikroświat, który buduje się w jej wyobraźni, również za sprawą babki. Babka nie przypomina innych dorosłych. Nie przejmuje się konwenansami, nie boi się ocen. Sama też kieruje się ekstrawagancją i wolnością, jakiej można jej tylko pozazdrościć. Babka bardzo chętnie i bardzo często podejmuje grę, której reguły non stop wymyśla Sophia. Staje się towarzyszką zabaw, które traktuje śmiertelnie poważnie. Dzięki temu może uzupełnić kreatywne działania dziewczynki, nie hamuje jej pomysłowości, a umożliwia rozwój (na przykład gdy Sophia tworzy swój własny naukowy traktat o dżdżownicach). Książka składa się z rozdziałów-całostek. Każda historia stanowi odrębny, zamknięty i doskonale puentowany motyw. Tove Jansson imponuje tutaj zmysłem obserwacji, ale też jakością kolejnych scen. W „Lecie” mówi otwarcie, chociaż przez cały czas poetycko, o uczuciach i doznaniach, definiowanych bezbłędnie.
Może się wydawać, że babka łamie zasady i uczy Sophię niegrzeczności. W rzeczywistości jednak bohaterka dyskretnie czuwa nad wnuczką. Jest z pozoru bezwzględna, szczera i zachowuje się czasami jak dziecko, albo tylko naśladuje Sophię w jej wybrykach. Traktuje ją szorstko (zresztą i u Sophii trudno doszukiwać się sentymentów, mała jest okrutna okrucieństwem kilkulatki, a przy tym bardzo wrażliwa). Babka to literacki fenomen, postać, którą trudno zaliczyć do grona dorosłych (odpowiedzialnych i poważnych). Sophia to dziecko niezwykłe lub zupełnie zwyczajne – Tove Jansson dostrzega w niej cechy, które przeważnie umykają dorosłym – uwypukla je przez oryginalne rozrywki. „Lato” umożliwia dokładne przyjrzenie się sposobom konstruowania świata przez najmłodszych. Jest to historia, w której każde zdanie znaczy – każde wprowadza czytelników w głęboko filozoficzną rzeczywistość. Tove Jansson czaruje słowem i uwielbia dostarczać czytelnikom różnorodnych emocji, przy okazji je pięknie definiując (scena, w której dziewczynka rysuje swój strach!). Babka i ojciec Sophii popełniają rozmaite błędy wychowawcze, za to dają dziewczynce bezwarunkowe wsparcie. W takim zestawieniu każda przygoda, nawet ta najbardziej zwyczajna, okazuje się ciekawa i dziwna. Dziwność tę autorka podkreśla na różne sposoby, często kaprysami pogody lub odizolowaniem ludzi: tu dzieją się rzeczy, o których nie da się zapomnieć. „Lato”Tove Jansson to mistrzowska proza. Teraz pojawia się w oprawie graficznej, która sugeruje nakierowanie na starszych odbiorców.
piątek, 18 sierpnia 2017
Tove Jansson: Kto pocieszy Maciupka?
Nasza Księgarnia, Warszawa 2017.
Małe wielkie strachy
Mimo że wokół jest pełno baśniowych stworzeń ze świata Muminków, Maciupek, maleńki troll, czuje się bardzo samotny. Samotny jest w swoim domu, kiedy słyszy w oddali pohukiwanie Buki i kiedy widzi rozbawionych przechodniów. Samotność Maciupka jest totalna i nieco rozpaczliwa – bo towarzyszy jej lęk i smutek. W „Kto pocieszy Maciupka” Tove Jansson stawia na uczucia przejmujące i zrozumiałe także dla najmłodszych. Kiedy lękliwy bohater wpuszcza do swojego domu ciemność, postanawia uciec. Nie wie, co najlepiej sprawdzi się w długiej drodze, ale może się przynajmniej przekonać, co uszczęśliwia innych. Stopniowo Maciupek nabiera odwagi, zwłaszcza gdy dowie się, że istnieje ktoś bardziej lękliwy niż on sam. A kiedy maleńki bohater spotka Drobinkę, znajdzie towarzyszkę życia i ostatecznie rozprawi się z samotnością. Dowie się, czego do tej pory mu brakowało.
Tove Jansson wierzy w swoich bohaterów. Każdy indywidualista jest tu równocześnie przedstawicielem jednego gatunku, a to oznacza, że bajkową rzeczywistość zaludniają Maciupki, Drobinki, Filifionki i wiele innych stworów. Jednak przy tym każdy jest na swój sposób wyjątkowy i warty uwagi, jak Maciupek. Tove Jansson w tym bohaterze kumuluje dziecięce, często irracjonalne lęki. Przyznaje do nich prawo – w końcu ten, kto jest najmniejszy (lub nie pamięta, że są mniejsi od niego), może czuć się stłamszony czy niezrozumiany. Maciupek to kwintesencja strachu, ale tego dobrego, z którego może się zrodzić krzepiąca postawa albo samoświadomość. Strach definiuje Maciupka, dopóki bohater będzie na to pozwalał – później znajdą się inne cechy warte uwagi, a sam Maciupek może zostać czyimś idolem, mimo początkowych wad. To opowieść krzepiąca, niosąca nadzieję wszystkim małym odbiorcom.
W „Kto pocieszy Maciupka” bardzo ważna jest atmosfera. Tove Jansson dba o to, by otoczenie podsycało wrażenie wyobcowania. Jest to świat znany choćby fanom Muminków, zrozumiały i przejrzysty w swoich zasadach, a jednak w podskórnym nurcie niesie grozę. Autorka nie straszy (jedynie dalekie pohukiwania Buki mogą dzieciom przypominać o lęku – ale to składnik niezbędny w dobrej opowieści, próba przeniesienia do bajki realnych problemów ukształtowanych jako emocje). Maciupek sam jest odpowiedzialny za swoje uczucia – więc tylko on może je zmienić, jeśli coś mu nie odpowiada. Wyruszenie w podróż to taki impuls do zmian, zapowiedź przygody – wielkiej, mimo że na miarę Maciupka. Jansson nie przejmuje się, że aby dojść do konkretnych wydarzeń, musi nakreślać sytuację, długo pracować nad atmosferą. Chociaż to książeczka obrazkowa, w tekście autorka nie skupia się na samej akcji. Prowadzi pełnowartościową opowieść i nadaje jej walory poetyckości. Dostrzega potencjał realiów Maciupka i wykorzystuje jako tło historii całą sferę przemyśleń i wrażeń, tego, co na pierwszy rzut oka ukryte. Tu Maciupek pojmuje własne postawy, a to prosty krok nawet do dziecięcych autoanaliz. „Kto pocieszy Maciupka” to książka z ilustracjami autorki, a owe ilustracje zajmują więcej niż ¾ każdej rozkładówki. Tove Jansson stawia na prostotę i wyrazistość. Stosuje tylko kilka podstawowych barw, chętnie posługuje się symbolami. Podsuwa dzieciom wyraziste obrazy znakomicie pasujące do nastrojów. Nie musi mówić wszystkiego wprost, sięga po motywy zrozumiałe dla oglądających w każdym wieku (las wyda się dużo bardziej straszny z czarnymi zarysami drzew, nietoperzami i jeżami – oraz z czerwoną ściółką). Jansson doskonale wie, jaki efekt chce uzyskać – i do tego dąży. W efekcie „Kto pocieszy Maciupka” to klasyka, która ani trochę się nie zestarzała, a dostarcza całego wachlarza wrażeń. Uczy dzieci empatii i pokazuje, jak radzić sobie z kompleksami czy słabościami. Udowadnia, że każdy może stać się bohaterem dla innych – i że każdy jest wartościowy, choćby wydawało mu się, że jest tylko niewiele znaczącym Maciupkiem. Tove Jansson tworzy opowieść wielopoziomową.
Małe wielkie strachy
Mimo że wokół jest pełno baśniowych stworzeń ze świata Muminków, Maciupek, maleńki troll, czuje się bardzo samotny. Samotny jest w swoim domu, kiedy słyszy w oddali pohukiwanie Buki i kiedy widzi rozbawionych przechodniów. Samotność Maciupka jest totalna i nieco rozpaczliwa – bo towarzyszy jej lęk i smutek. W „Kto pocieszy Maciupka” Tove Jansson stawia na uczucia przejmujące i zrozumiałe także dla najmłodszych. Kiedy lękliwy bohater wpuszcza do swojego domu ciemność, postanawia uciec. Nie wie, co najlepiej sprawdzi się w długiej drodze, ale może się przynajmniej przekonać, co uszczęśliwia innych. Stopniowo Maciupek nabiera odwagi, zwłaszcza gdy dowie się, że istnieje ktoś bardziej lękliwy niż on sam. A kiedy maleńki bohater spotka Drobinkę, znajdzie towarzyszkę życia i ostatecznie rozprawi się z samotnością. Dowie się, czego do tej pory mu brakowało.
Tove Jansson wierzy w swoich bohaterów. Każdy indywidualista jest tu równocześnie przedstawicielem jednego gatunku, a to oznacza, że bajkową rzeczywistość zaludniają Maciupki, Drobinki, Filifionki i wiele innych stworów. Jednak przy tym każdy jest na swój sposób wyjątkowy i warty uwagi, jak Maciupek. Tove Jansson w tym bohaterze kumuluje dziecięce, często irracjonalne lęki. Przyznaje do nich prawo – w końcu ten, kto jest najmniejszy (lub nie pamięta, że są mniejsi od niego), może czuć się stłamszony czy niezrozumiany. Maciupek to kwintesencja strachu, ale tego dobrego, z którego może się zrodzić krzepiąca postawa albo samoświadomość. Strach definiuje Maciupka, dopóki bohater będzie na to pozwalał – później znajdą się inne cechy warte uwagi, a sam Maciupek może zostać czyimś idolem, mimo początkowych wad. To opowieść krzepiąca, niosąca nadzieję wszystkim małym odbiorcom.
W „Kto pocieszy Maciupka” bardzo ważna jest atmosfera. Tove Jansson dba o to, by otoczenie podsycało wrażenie wyobcowania. Jest to świat znany choćby fanom Muminków, zrozumiały i przejrzysty w swoich zasadach, a jednak w podskórnym nurcie niesie grozę. Autorka nie straszy (jedynie dalekie pohukiwania Buki mogą dzieciom przypominać o lęku – ale to składnik niezbędny w dobrej opowieści, próba przeniesienia do bajki realnych problemów ukształtowanych jako emocje). Maciupek sam jest odpowiedzialny za swoje uczucia – więc tylko on może je zmienić, jeśli coś mu nie odpowiada. Wyruszenie w podróż to taki impuls do zmian, zapowiedź przygody – wielkiej, mimo że na miarę Maciupka. Jansson nie przejmuje się, że aby dojść do konkretnych wydarzeń, musi nakreślać sytuację, długo pracować nad atmosferą. Chociaż to książeczka obrazkowa, w tekście autorka nie skupia się na samej akcji. Prowadzi pełnowartościową opowieść i nadaje jej walory poetyckości. Dostrzega potencjał realiów Maciupka i wykorzystuje jako tło historii całą sferę przemyśleń i wrażeń, tego, co na pierwszy rzut oka ukryte. Tu Maciupek pojmuje własne postawy, a to prosty krok nawet do dziecięcych autoanaliz. „Kto pocieszy Maciupka” to książka z ilustracjami autorki, a owe ilustracje zajmują więcej niż ¾ każdej rozkładówki. Tove Jansson stawia na prostotę i wyrazistość. Stosuje tylko kilka podstawowych barw, chętnie posługuje się symbolami. Podsuwa dzieciom wyraziste obrazy znakomicie pasujące do nastrojów. Nie musi mówić wszystkiego wprost, sięga po motywy zrozumiałe dla oglądających w każdym wieku (las wyda się dużo bardziej straszny z czarnymi zarysami drzew, nietoperzami i jeżami – oraz z czerwoną ściółką). Jansson doskonale wie, jaki efekt chce uzyskać – i do tego dąży. W efekcie „Kto pocieszy Maciupka” to klasyka, która ani trochę się nie zestarzała, a dostarcza całego wachlarza wrażeń. Uczy dzieci empatii i pokazuje, jak radzić sobie z kompleksami czy słabościami. Udowadnia, że każdy może stać się bohaterem dla innych – i że każdy jest wartościowy, choćby wydawało mu się, że jest tylko niewiele znaczącym Maciupkiem. Tove Jansson tworzy opowieść wielopoziomową.
sobota, 4 marca 2017
Tove Jansson: Słoneczne miasto. Dwie powieści
Marginesy, Warszawa 2017.
Starzy ludzie
Tove Jansson kojarzona jest przez odbiorców przede wszystkim z Muminkami i chociaż wcale nie zawęża to targetu, bo małe trolle mają swoich fanów i wśród dzieci, i wśród dorosłych, to jednak cieszy, że przypominana jest także z twórczości poważnej. „Słoneczne miasto” to publikacja dla koneserów. Zawiera dwie małe powieści Tove Jansson o wspólnym temacie – starości i przemijaniu. To miniaturki niezwykle sugestywne, a przy tym przepełnione celnymi przemyśleniami na tematy egzystencjalne. Tove Jansson przypomina się tu jako autorka o niezwykle plastycznej wyobraźni – od początku atakuje wręcz czytelników synestezyjnymi skojarzeniami, feerią przymiotników i opisów – drobnych, a ważnych w całościowym odbiorze. Jest Tove Jansson przewodniczką po świecie, do którego tylnymi drzwiami wpuszcza odbiorców. Nie może sobie pozwolić na niedopowiedzenia, jeśli chce zostać odpowiednio zrozumiana. Delikatna materia, jaką odkrywa przed odbiorcami, wymaga wielkiej precyzji. Tak powstaje „Słoneczne miasto”, tom, który tytuł bierze od pierwszej, bardziej rozbudowanej historii.
W „Słonecznym mieście” akcja przenosi się na Florydę. To niemal raj dla emerytek, miejsce podporządkowane oczekiwaniom starszych pań. Jest tu zawsze ciepło, a fryzjerzy specjalizują się w uczesaniach pasujących do siwych włosów i statecznych głów. Na Florydzie znajduje się pensjonat, dom spokojnej starości, którego mieszkańcy codziennie cieszą się słońcem i próbują wciąż żyć swoimi marzeniami. Wiedzą, jak sprawiać przyjemność innym i nie boją się miłości. Tyle że w ich wieku nie sprawdzą się już młodzieżowe randki czy podrywy, trzeba znaleźć inny sposób na zwrócenie uwagi obiektu uczuć. Starsi ludzie z pensjonatu są wyczuleni na każdy, nawet najmniejszy gest. Z okruchów spojrzeń zbudują całą opowieść tak, jak potem robi to Tove Jansson. I w tym rytmie posuwa się autorka – aż do balu w starym stylu, balu, który nie pozostawi już żadnych wątpliwości. W „Słonecznym mieście” miłość jest zjawiskiem efemerycznym, bardzo trudnym do nazwania i uchwycenia, ale na swój sposób pięknym. Na starość inaczej objawia się tęsknota i nadzieja, na innym rodzaju bliskości będzie ludziom zależeć. Jansson tworzy subtelną relację, której nie sposób się oprzeć – pełną prawd i zjawisk zadziwiających.
W „Kamiennym polu” miłość ma inne oblicze. Jonasz to dziennikarz, który dla pasji i pogoni za własnym marzeniem poświęcił rodzinę. Zamierza napisać biografię Igreka, zwłaszcza że na emeryturze ma na to sporo czasu. Sytuacja wydaje się sprzyjająca, ale Jonasz utyka na warstwie obyczajowej – nie potrafi ożywić Igreka, a słowa tracą swoją wartość. Bohater stopniowo zanurza się we własne życie i przekonuje się, że zaniedbał ważny element egzystencji – nie ma pojęcia o swoich najbliższych. A skoro tutaj się nie sprawdził, nie uda mu się też stworzyć dzieła na miarę pragnień. Jonasz staje się więźniem słów.
W obu historiach Tove Jansson kieruje się ku ludziom, którzy przestają być ważni i potrzebni – przynajmniej według „cywilizowanych” społeczności. Już nic od tych bohaterów nie zależy, już nikt nie ułatwi im realizowania założonych celów. Starzy ludzie stopniowo stają się niewidzialni i nierozumiani. Nie muszą brać udziału w wielkich czynach. Tove Jansson zapewnia im zwyczajne życie, które jednak nie znajduje już uznania w młodszych pokoleniach. Autorka przywraca ich światu – uznanych za dziwaków czy outsiderów, lekceważonych lub zapomnianych, a jedynie pozbawionych witalności i możliwości działania na szeroką skalę. „Słoneczne miasto” to kolejny dowód precyzyjnego obserwowania rzeczywistości – i talentu pisarskiego Tove Jansson. To literackie piękno.
Starzy ludzie
Tove Jansson kojarzona jest przez odbiorców przede wszystkim z Muminkami i chociaż wcale nie zawęża to targetu, bo małe trolle mają swoich fanów i wśród dzieci, i wśród dorosłych, to jednak cieszy, że przypominana jest także z twórczości poważnej. „Słoneczne miasto” to publikacja dla koneserów. Zawiera dwie małe powieści Tove Jansson o wspólnym temacie – starości i przemijaniu. To miniaturki niezwykle sugestywne, a przy tym przepełnione celnymi przemyśleniami na tematy egzystencjalne. Tove Jansson przypomina się tu jako autorka o niezwykle plastycznej wyobraźni – od początku atakuje wręcz czytelników synestezyjnymi skojarzeniami, feerią przymiotników i opisów – drobnych, a ważnych w całościowym odbiorze. Jest Tove Jansson przewodniczką po świecie, do którego tylnymi drzwiami wpuszcza odbiorców. Nie może sobie pozwolić na niedopowiedzenia, jeśli chce zostać odpowiednio zrozumiana. Delikatna materia, jaką odkrywa przed odbiorcami, wymaga wielkiej precyzji. Tak powstaje „Słoneczne miasto”, tom, który tytuł bierze od pierwszej, bardziej rozbudowanej historii.
W „Słonecznym mieście” akcja przenosi się na Florydę. To niemal raj dla emerytek, miejsce podporządkowane oczekiwaniom starszych pań. Jest tu zawsze ciepło, a fryzjerzy specjalizują się w uczesaniach pasujących do siwych włosów i statecznych głów. Na Florydzie znajduje się pensjonat, dom spokojnej starości, którego mieszkańcy codziennie cieszą się słońcem i próbują wciąż żyć swoimi marzeniami. Wiedzą, jak sprawiać przyjemność innym i nie boją się miłości. Tyle że w ich wieku nie sprawdzą się już młodzieżowe randki czy podrywy, trzeba znaleźć inny sposób na zwrócenie uwagi obiektu uczuć. Starsi ludzie z pensjonatu są wyczuleni na każdy, nawet najmniejszy gest. Z okruchów spojrzeń zbudują całą opowieść tak, jak potem robi to Tove Jansson. I w tym rytmie posuwa się autorka – aż do balu w starym stylu, balu, który nie pozostawi już żadnych wątpliwości. W „Słonecznym mieście” miłość jest zjawiskiem efemerycznym, bardzo trudnym do nazwania i uchwycenia, ale na swój sposób pięknym. Na starość inaczej objawia się tęsknota i nadzieja, na innym rodzaju bliskości będzie ludziom zależeć. Jansson tworzy subtelną relację, której nie sposób się oprzeć – pełną prawd i zjawisk zadziwiających.
W „Kamiennym polu” miłość ma inne oblicze. Jonasz to dziennikarz, który dla pasji i pogoni za własnym marzeniem poświęcił rodzinę. Zamierza napisać biografię Igreka, zwłaszcza że na emeryturze ma na to sporo czasu. Sytuacja wydaje się sprzyjająca, ale Jonasz utyka na warstwie obyczajowej – nie potrafi ożywić Igreka, a słowa tracą swoją wartość. Bohater stopniowo zanurza się we własne życie i przekonuje się, że zaniedbał ważny element egzystencji – nie ma pojęcia o swoich najbliższych. A skoro tutaj się nie sprawdził, nie uda mu się też stworzyć dzieła na miarę pragnień. Jonasz staje się więźniem słów.
W obu historiach Tove Jansson kieruje się ku ludziom, którzy przestają być ważni i potrzebni – przynajmniej według „cywilizowanych” społeczności. Już nic od tych bohaterów nie zależy, już nikt nie ułatwi im realizowania założonych celów. Starzy ludzie stopniowo stają się niewidzialni i nierozumiani. Nie muszą brać udziału w wielkich czynach. Tove Jansson zapewnia im zwyczajne życie, które jednak nie znajduje już uznania w młodszych pokoleniach. Autorka przywraca ich światu – uznanych za dziwaków czy outsiderów, lekceważonych lub zapomnianych, a jedynie pozbawionych witalności i możliwości działania na szeroką skalę. „Słoneczne miasto” to kolejny dowód precyzyjnego obserwowania rzeczywistości – i talentu pisarskiego Tove Jansson. To literackie piękno.
czwartek, 21 kwietnia 2016
Tove Jansson: Listy. Wybór i komentarze: Boel Westin i Helen Svensson
Marginesy, Warszawa 2016.
Życie w korespondencji
Dobrym dopowiedzeniem do „Mamy Muminków”, biografii Tove Jansson, będzie obszerny wybór listów tej autorki do przyjaciół, krewnych czy wydawcy. „Listy”, tom liczący ponad czterysta stron, pokazuje Tove Jansson z prywatnej i zupełnie nie twórczej perspektywy. Materiał musiał zostać poddany ostrej selekcji, Boel Westin i Helen Svensson starały się pokazać artystkę w różnych relacjach i wobec rozmaitych wyzwań twórczych ale i życiowych. Przyjęły podział ze względu na adresatów – listy układają się w bloki tekstowe opatrzone rzeczowymi komentarzami wprowadzającymi i drobnymi wyjaśnieniami już w trakcie przywoływania korespondencji. Dzięki temu czytelnicy nie pogubią się w gąszczu spraw (po tę pozycję sięgnąć mogą przecież nie tylko fani Tove Jansson doskonale zorientowani w jej realiach), a od razu wstrzelą się we właściwy temat i poznają pinię autorki. Taki podział skutkuje też nieco mniej wygodnym w lekturze systemem odsyłaczy: kto zechce zagłębić się w dane wydarzenie, może sięgnąć do innego rozdziału i sprawdzić, jak zostało przedstawione kolejnej osobie.
Tove Jansson prowadzi listy trochę na wzór dziennika, chociaż kolejne zapiski są bardziej obszerne i dopracowane literacko niż często w diariuszach pisarzy. Autorka prezentuje w nich swoją codzienność – charakteryzuje siebie i wrażenia z podróży, przywołuje listy zakupów, analizuje samopoczucie, krajobrazy i drobne przeżycia. Sporo uwagi poświęca sprawom błahym i ulotnym, jakby listami zapewniała sobie towarzystwo i stałą obecność bliskich. Osobnym tematem staje się twórczość. Tove Jansson często wprowadza do listów opowieści o planowanych książkach i bohaterach (w przypadku Muminków to również perypetie związane z gadżetami, machiną promocyjną i popularnością), wzmianki o decyzjach wydawców czy o pracy korektorskiej. Chętnie pisze również o malowaniu i rysowaniu, a czasem po prostu spogląda na świat oczami artystki – ocenia rzeczywistość pod kątem sztuki. Do listów wkracza też wojna, wywołując w rodzinie poważne spory ideologiczne, a u autorki – życiowe deklaracje.
Tove Jansson potrzebuje korespondencyjnej wymiany zdań także ze swoimi kochankami i partnerkami. Otwarcie pisze o biseksualności, a listy do ukochanych kobiet pełne są momentami żaru i gorących wyznań. Autorka lubi na papierze rozliczać się z tęsknot i pragnień, potrafi zapewniać o silnych uczuciach i w ten sposób definiuje siebie. Można dzięki „Listom” porównywać zmiany tonów w zależności od momentu związku, ale i od relacji z adresatem – sercowe perypetie Tove Jansson odzwierciedlają się w międzysłownych, ale silnych żywiołowością zwierzeniach. To literatura intymna w największym stopniu – a przecież wolna od pornografii, piękna w niedopowiedzeniach. Adresatami tych utworów są między innymi (i najczęściej) przyjaciółki, rodzice, kochanki – pojawia się też wydawca – oraz kilku mężczyzn ważnych w życiu Jansson. Za każdym razem Tove Jansson zmienia styl pisania, ale zawsze zapewnia o przywiązaniu i potrzebie kontaktu – niebezpośrednio, przez rytm tekstów. Stopniowo coraz bardziej traktuje listy jak pisarskie wprawki, szuka momentów filozoficznych wzruszeń czy materiału na aforyzmy.
Same listy można czytać jako ilustrację konkretnych punktów życiorysu Tove Jansson, czytelnicy wraz z korespondencją otrzymują też wiedzę na temat wybranych wydarzeń. Ten tom został starannie opracowany pod kątem krytycznym i przygotowany tak, by zapewnić odbiorcom jak największą różnorodność lektury. Jednocześnie ci, którzy znają opowiadania i powieści Tove Jansson, w „Listach” zobaczą zupełnie inne oblicze autorki, poznają jej inspiracje i wahania. „Listy” jako dopełnienie twórczości to przygoda dla zainteresowanych tą niezwykłą postacią.
Życie w korespondencji
Dobrym dopowiedzeniem do „Mamy Muminków”, biografii Tove Jansson, będzie obszerny wybór listów tej autorki do przyjaciół, krewnych czy wydawcy. „Listy”, tom liczący ponad czterysta stron, pokazuje Tove Jansson z prywatnej i zupełnie nie twórczej perspektywy. Materiał musiał zostać poddany ostrej selekcji, Boel Westin i Helen Svensson starały się pokazać artystkę w różnych relacjach i wobec rozmaitych wyzwań twórczych ale i życiowych. Przyjęły podział ze względu na adresatów – listy układają się w bloki tekstowe opatrzone rzeczowymi komentarzami wprowadzającymi i drobnymi wyjaśnieniami już w trakcie przywoływania korespondencji. Dzięki temu czytelnicy nie pogubią się w gąszczu spraw (po tę pozycję sięgnąć mogą przecież nie tylko fani Tove Jansson doskonale zorientowani w jej realiach), a od razu wstrzelą się we właściwy temat i poznają pinię autorki. Taki podział skutkuje też nieco mniej wygodnym w lekturze systemem odsyłaczy: kto zechce zagłębić się w dane wydarzenie, może sięgnąć do innego rozdziału i sprawdzić, jak zostało przedstawione kolejnej osobie.
Tove Jansson prowadzi listy trochę na wzór dziennika, chociaż kolejne zapiski są bardziej obszerne i dopracowane literacko niż często w diariuszach pisarzy. Autorka prezentuje w nich swoją codzienność – charakteryzuje siebie i wrażenia z podróży, przywołuje listy zakupów, analizuje samopoczucie, krajobrazy i drobne przeżycia. Sporo uwagi poświęca sprawom błahym i ulotnym, jakby listami zapewniała sobie towarzystwo i stałą obecność bliskich. Osobnym tematem staje się twórczość. Tove Jansson często wprowadza do listów opowieści o planowanych książkach i bohaterach (w przypadku Muminków to również perypetie związane z gadżetami, machiną promocyjną i popularnością), wzmianki o decyzjach wydawców czy o pracy korektorskiej. Chętnie pisze również o malowaniu i rysowaniu, a czasem po prostu spogląda na świat oczami artystki – ocenia rzeczywistość pod kątem sztuki. Do listów wkracza też wojna, wywołując w rodzinie poważne spory ideologiczne, a u autorki – życiowe deklaracje.
Tove Jansson potrzebuje korespondencyjnej wymiany zdań także ze swoimi kochankami i partnerkami. Otwarcie pisze o biseksualności, a listy do ukochanych kobiet pełne są momentami żaru i gorących wyznań. Autorka lubi na papierze rozliczać się z tęsknot i pragnień, potrafi zapewniać o silnych uczuciach i w ten sposób definiuje siebie. Można dzięki „Listom” porównywać zmiany tonów w zależności od momentu związku, ale i od relacji z adresatem – sercowe perypetie Tove Jansson odzwierciedlają się w międzysłownych, ale silnych żywiołowością zwierzeniach. To literatura intymna w największym stopniu – a przecież wolna od pornografii, piękna w niedopowiedzeniach. Adresatami tych utworów są między innymi (i najczęściej) przyjaciółki, rodzice, kochanki – pojawia się też wydawca – oraz kilku mężczyzn ważnych w życiu Jansson. Za każdym razem Tove Jansson zmienia styl pisania, ale zawsze zapewnia o przywiązaniu i potrzebie kontaktu – niebezpośrednio, przez rytm tekstów. Stopniowo coraz bardziej traktuje listy jak pisarskie wprawki, szuka momentów filozoficznych wzruszeń czy materiału na aforyzmy.
Same listy można czytać jako ilustrację konkretnych punktów życiorysu Tove Jansson, czytelnicy wraz z korespondencją otrzymują też wiedzę na temat wybranych wydarzeń. Ten tom został starannie opracowany pod kątem krytycznym i przygotowany tak, by zapewnić odbiorcom jak największą różnorodność lektury. Jednocześnie ci, którzy znają opowiadania i powieści Tove Jansson, w „Listach” zobaczą zupełnie inne oblicze autorki, poznają jej inspiracje i wahania. „Listy” jako dopełnienie twórczości to przygoda dla zainteresowanych tą niezwykłą postacią.
środa, 20 stycznia 2016
Tove Jansson: Córka rzeźbiarza
Marginesy, Warszawa 2016.
Indywidualna
Tove Jansson w „Córce rzeźbiarza” buduje pomost łączący dzieciństwo i dorosłość w stylu baśniowo-onirycznym – nierzeczywistym, a już na pewno pozbawionym dorosłej logiki. Na najbliższe otoczenie spogląda oczami małej dziewczynki o bujnej wyobraźni, wrażliwość dziecka zresztą starannie pielęgnuje, bez względu na sytuację. Bohaterka i narratorka tych opowiadań nie chce dorastać – nie może zresztą, bo straciłaby szansę na uczestniczenie w magicznych wydarzeniach. Tylko dziecięca naiwność gwarantuje bezpieczeństwo i szczęście. A przecież w prozie Tove Jansson zawsze czai się mrok, rodzaj niemożliwego do okiełznania (i do opisania) zagrożenia. To dlatego do tej autorki się wraca. Jansson imponuje oryginalnym widzeniem codzienności, zarówno w twórczości dla dzieci, jak i w opowiadaniach dla dorosłych. Dlatego też nie ma większego znaczenia, czy teksty z „Córki rzeźbiarza” zostały oparte na faktach, czy stanowią popis fantazji – czyta się je nie dla poznania prawdy lub choćby interpretacji dzieciństwa, a dla niepowtarzalnej atmosfery, zestawienia świętości i prozy życia. Tove Jansson nawet najzwyklejsze zjawiska opisuje tak, jakby kryły w sobie potężną tajemnicę. A skoro kolejne utwory z „Córki rzeźbiarza” łączy narratorka, małe alter ego autorki, czyta się tę publikację zdecydowanie inaczej niż zbiory opowiadań, mimo że mają równie wielką siłę rażenia.
Zabawy dziecka i obserwacje dorosłych (pracownia ojca, rysunki matki, przyjęcia i połowy ryb), dziwni nieznajomi pojawiający się na pewien czas i wpasowujący się w oczekiwania oraz przyjaciele, którym wybacza się najbardziej odrażające uczynki – Tove Jansson zaludnia opowiadania postaciami, jednak nie chroni to jej (ani jej bohaterki) przed ogromną samotnością. Tego, co dzieje się w umyśle dziewczynki, nikt nie pojmie – świat składa się zatem z fałszywych znaków, nietrafionych odpowiedzi na przemilczane pytania. Kłamstwa obcych, w odróżnieniu od własnych fantazji, nie zbudują azylu, a ten jest przecież niezbędny, żeby przetrwać. W „Córce rzeźbiarza” króluje subiektywizm, dzięki temu przygody stają się odrealnione. To przez wyobraźnię tiulowa spódnica rozpadnie się na stado zwierząt, złoty cielec zbudowany w ogrodzie ma sprowokować Boga do znaku istnienia, a sztorm stanie się piękny. Tylko wyobraźnia dziecka pozwoli na tworzenie grobów dla much. Tove Jansson pozwala na chwilę zajrzeć do swojego świata, nie: uczestniczyć w nim, ale przynajmniej zrozumieć.
Autorka traktuje słowa jak farby. Rzeczywistość przedstawia malowniczo, zgodnie zresztą z zasadami zmysłowej pamięci dzieciństwa. Zapewnia odbiorcom eksplozję smaków, zapachów i kolorów, każda przestrzeń zyskuje dzięki temu pełny wymiar. Sugestywne opisy wtapiają się w zbiory wrażeń oraz przeżyć – nawet statyczne scenki może Jansson dynamizować przez wyczulenie zmysłów. Obserwacje bezpośrednio przekładają się na tekst, a nigdy nie są rutynowe czy jednostajne. W „Córce rzeźbiarza” Tove Jansson pokazuje również, jak chłonąć świat – co ważne, to wstęp do odczytywania uczuć bohaterki. Tu każde zdanie jest znaczące i każde przyczynia się do lepszego poznania postaci, która sama siebie poznawać nie chce i nie musi.
„Córka rzeźbiarza” to zestaw dziecięcych skojarzeń, wspomnień i historii ocalonych przez pisarkę. Każdy w dzieciństwie przeżywa kolejne fascynacje i zadziwienia niespodziewanymi wydarzeniami – Tove Jansson te dziecięce odkrycia potrafi ocalić i przekuć na atrakcyjne dla dorosłych historie. Jest pełna zrozumienia dla siebie sprzed lat i przekonuje do wrażliwości postaci. „Córka rzeźbiarza” przedstawia dzieciństwo w sposób inny niż typowe autobiografie – zachęca do artystycznego spojrzenia i podbudowywania indywidualizmem nawet naturalnych elementów procesu dojrzewania. W takim wykonaniu Tove Jansson staje się przekonująca.
Indywidualna
Tove Jansson w „Córce rzeźbiarza” buduje pomost łączący dzieciństwo i dorosłość w stylu baśniowo-onirycznym – nierzeczywistym, a już na pewno pozbawionym dorosłej logiki. Na najbliższe otoczenie spogląda oczami małej dziewczynki o bujnej wyobraźni, wrażliwość dziecka zresztą starannie pielęgnuje, bez względu na sytuację. Bohaterka i narratorka tych opowiadań nie chce dorastać – nie może zresztą, bo straciłaby szansę na uczestniczenie w magicznych wydarzeniach. Tylko dziecięca naiwność gwarantuje bezpieczeństwo i szczęście. A przecież w prozie Tove Jansson zawsze czai się mrok, rodzaj niemożliwego do okiełznania (i do opisania) zagrożenia. To dlatego do tej autorki się wraca. Jansson imponuje oryginalnym widzeniem codzienności, zarówno w twórczości dla dzieci, jak i w opowiadaniach dla dorosłych. Dlatego też nie ma większego znaczenia, czy teksty z „Córki rzeźbiarza” zostały oparte na faktach, czy stanowią popis fantazji – czyta się je nie dla poznania prawdy lub choćby interpretacji dzieciństwa, a dla niepowtarzalnej atmosfery, zestawienia świętości i prozy życia. Tove Jansson nawet najzwyklejsze zjawiska opisuje tak, jakby kryły w sobie potężną tajemnicę. A skoro kolejne utwory z „Córki rzeźbiarza” łączy narratorka, małe alter ego autorki, czyta się tę publikację zdecydowanie inaczej niż zbiory opowiadań, mimo że mają równie wielką siłę rażenia.
Zabawy dziecka i obserwacje dorosłych (pracownia ojca, rysunki matki, przyjęcia i połowy ryb), dziwni nieznajomi pojawiający się na pewien czas i wpasowujący się w oczekiwania oraz przyjaciele, którym wybacza się najbardziej odrażające uczynki – Tove Jansson zaludnia opowiadania postaciami, jednak nie chroni to jej (ani jej bohaterki) przed ogromną samotnością. Tego, co dzieje się w umyśle dziewczynki, nikt nie pojmie – świat składa się zatem z fałszywych znaków, nietrafionych odpowiedzi na przemilczane pytania. Kłamstwa obcych, w odróżnieniu od własnych fantazji, nie zbudują azylu, a ten jest przecież niezbędny, żeby przetrwać. W „Córce rzeźbiarza” króluje subiektywizm, dzięki temu przygody stają się odrealnione. To przez wyobraźnię tiulowa spódnica rozpadnie się na stado zwierząt, złoty cielec zbudowany w ogrodzie ma sprowokować Boga do znaku istnienia, a sztorm stanie się piękny. Tylko wyobraźnia dziecka pozwoli na tworzenie grobów dla much. Tove Jansson pozwala na chwilę zajrzeć do swojego świata, nie: uczestniczyć w nim, ale przynajmniej zrozumieć.
Autorka traktuje słowa jak farby. Rzeczywistość przedstawia malowniczo, zgodnie zresztą z zasadami zmysłowej pamięci dzieciństwa. Zapewnia odbiorcom eksplozję smaków, zapachów i kolorów, każda przestrzeń zyskuje dzięki temu pełny wymiar. Sugestywne opisy wtapiają się w zbiory wrażeń oraz przeżyć – nawet statyczne scenki może Jansson dynamizować przez wyczulenie zmysłów. Obserwacje bezpośrednio przekładają się na tekst, a nigdy nie są rutynowe czy jednostajne. W „Córce rzeźbiarza” Tove Jansson pokazuje również, jak chłonąć świat – co ważne, to wstęp do odczytywania uczuć bohaterki. Tu każde zdanie jest znaczące i każde przyczynia się do lepszego poznania postaci, która sama siebie poznawać nie chce i nie musi.
„Córka rzeźbiarza” to zestaw dziecięcych skojarzeń, wspomnień i historii ocalonych przez pisarkę. Każdy w dzieciństwie przeżywa kolejne fascynacje i zadziwienia niespodziewanymi wydarzeniami – Tove Jansson te dziecięce odkrycia potrafi ocalić i przekuć na atrakcyjne dla dorosłych historie. Jest pełna zrozumienia dla siebie sprzed lat i przekonuje do wrażliwości postaci. „Córka rzeźbiarza” przedstawia dzieciństwo w sposób inny niż typowe autobiografie – zachęca do artystycznego spojrzenia i podbudowywania indywidualizmem nawet naturalnych elementów procesu dojrzewania. W takim wykonaniu Tove Jansson staje się przekonująca.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






