* * * * * * O tu-czytam

czwartek, 6 września 2018

dr Renee Engeln: Obsesja piękna

Buchmann, Warszawa 2018.

Krzywda

Wychodzi dr Renee Engeln od słusznego założenia, ale w samej narracji nie udaje jej się zachować spokoju na tyle, żeby uporządkować tom. “Obsesja piękna” w wersji konstrukcyjnie przemyślanej byłaby o wiele bardziej skuteczna, tak zatrzymuje się na poziomie krzyku i niechęci do wzorców proponowanych przez media i na niekończących się ankietach oraz rozmowach z kobietami, które zgodziły się na wywiad i podzielenie się własną niewesołą historią. Sama autorka przyznaje, że nie starała się o miarodajną próbę, zależało jej bardziej na wyłapaniu uczuć niż na szukaniu kobiet z różnych warstw społecznych, o różnym wykształceniu czy z różnych kultur – nie może zatem uogólniać spostrzeżeń (chociaż i tak w tym kierunku podąża). Założenie określone w podtytule, czyli “Jak kultura popularna krzywdzi dziewczynki i kobiety” musi przecież zostać poparte przykładami. Te najlepiej, kiedy są ekstremalne: trafią do masowej publiczności i o to chodzi. Bez wątpienia Renee Engeln bierze się za ważne zagadnienie i jej głos w przestrzeni publicznej staje się potrzebny - ale wystarczyło odrzeć opowieść z otoczki feministycznej, przyjrzeć się trochę bardziej zróżnicowanym przyczynom zachowań i podążania za modą (a nie opierać się wyłącznie na proponowanych w mediach wizerunkach kobiet), żeby przekonać większą liczbę odbiorczyń. Jak zwykle, jednostronność wysiłków psuje efekt. “Obsesja piękna” kilku ważnych kwestii dostarczy, ale też momentami wzbudzi nieufność przez nacisk na argumentowanie przez emocje.

Autorka dzieli książkę na pięć części: najpierw chce zdefiniować obsesję piękna, później pokazać jej wpływ na kobiety, zająć się mechanizmami w mediach, zaprezentować nieskuteczną walkę ze zjawiskiem, by wreszcie podpowiedzieć, jak wobec narzucanych kanonów piękna się zachowywać. Tyle w teorii. W praktyce bowiem woli rozmawiać z kolejnymi kobietami, dziewczynami i dziewczynkami, w samych pytaniach już sugerując im, czego chciałaby się dowiedzieć. Szuka sensacyjności i potwierdzenia własnych założeń, wyciąga na światło dzienne najbardziej to, co mogłoby zaszokować czytelniczki, każde wyłamanie się ze schematu, zgodnie z którym dziewczyna powinna być szczęśliwa z własnym ciałem i własnym wyglądem. Nie zastanawia się nad tym, czy kobiety chcą być zadbane, modnie ubrane i umalowane – uznaje, że są do tego zmuszane przez mechanizmy w społeczeństwie. To swoista walka z wiatrakami, a nawet gorzej: nie da się obarczyć winą za absolutnie wszystko mediów i lansowanego w nich wzorca piękna, a to Engeln zrobić uparcie próbuje, bez zastanowienia się nad losami swoich rozmówczyń. Tymczasem w co najmniej kilku wypadkach problem leży nie tyle w ogólnie przyjętych zasadach wyglądania czy ubierania się, a w samej psychice matek, które mają zaniżone poczucie własnej wartości i nieodpowiednie postawy wpajają swoim córkom. Engeln nie chce dostrzegać odejścia od mechanizmów, które piętnuje - ale wcale na nich się powinno kończyć. Za każdym razem autorka wybiera sobie jedną postać, której zmienia imię i przytacza jej relację - wzbogacaną czasami własnymi uwagami i komentarzami. Tak pokazuje, w jaki sposób media kształtują obraz kobiety idealnej i jak wpędzają we frustrację te kobiety, które idealne nie są i nie będą. Obsesyjnie powraca do tematu urody, który ma definiować kobietę: nie liczy się ani inteligencja, ani charakter, tylko wygląd. Jednak w pewnym momencie to uogólnienie przestaje czytelnikom wystarczać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com