* * * * * * O tu-czytam
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.

Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.

NIE KORZYSTAM Z AI.

Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Buchmann. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Buchmann. Pokaż wszystkie posty

piątek, 5 maja 2023

Jordanna Levin: Moc manifestowania. Przejmij kontrolę nad swoją przyszłością

Buchmann, Warszawa 2023.

Przekonanie

Jordanna Levin dołącza do grona autorek poradników dotyczących samorozwoju. Ścieżkę duchową postanawia rozwijać w oparciu o pomysł na manifestowanie - czyli budowanie wewnętrznego przekonania o słuszności własnych działań. Trzeba przyznać, że jest w stanie całkiem długo prowadzić wywody na temat, który dałoby się zamknąć w kilku zdaniach - a chociaż we wstępie tłumaczy się z upodobania do skracania słów i wprowadzania hashtagów w różnych miejscach, rażące dosyć maniery stylistyczne zostają w trakcie wywodu zarzucone. Levin szuka sposobu na to, żeby dotrzeć do odbiorczyń poszukujących przewodnika - w tym celu bardzo starannie porządkuje wywody i wprowadza do nich mnóstwo wyjaśnień. Chce sprawiać wrażenie, że zbudowała od podstaw teorię Równania Manifestacji - i że nie ma to nic wspólnego z typowymi i forsowanymi w różnych poradnikach wskazówkami. Utrzymuje czytelniczki w przekonaniu, że jeśli czegoś bardzo pragną i potrafią to określić, to wszechświat umożliwi im realizację marzenia - a na dowód przytacza własne doświadczenia. Jest to podejście mocno naiwne, jednak autorka przedstawia je w taki sposób, że jeśli odbiorczyniom nie powiedzie się uskutecznienie własnych zamiarów, zawsze będą mogły pomyśleć, że widocznie nie starały się aż tak bardzo. Jordanna Levin rozpisuje zadania dla odbiorczyń, wprowadza nawet elementy ćwiczeń, żeby czytelniczki wiedziały, jak pracować nad sobą i jak stosować się do uwag zawartych w książce. Trzeba odrzucić uprzedzenia i przyzwyczajenia, a następnie wprowadzić w czyn kilka prostych zaleceń, żeby diametralnie odmienić swoje losy - autorka sugeruje poprawę i w przypadku związków (także - relacji seksualnych, nie waha się przed opowiedzeniem o własnych łóżkowych spotkaniach, żeby wydać się czytelniczkom jeszcze bardziej przekonująca), i w przypadku pracy - tak, żeby każda z odbiorczyń mogła poczuć, że to książka dla niej ważna i jej potrzebna.

Pomijając wiarę w pomoc niedookreślonych czynników nadprzyrodzonych - Jordanna Levin swoimi wskazówkami raczej zaszkodzić nie może. Uczy czytelniczki, jak dotrzeć do sedna własnych pragnień, jak je zwerbalizować i jak dążyć do ich spełniania, stara się przekonać, że nie warto biernie czekać (kto potrzebuje zmiany pracy, ten powinien rozsyłać aktualne CV lub uzupełniać profil na LinkedIn, a nie liczyć na cud), a jednocześnie podkreśla, że w jej przypadku interwencje losu pomagały w uświadomieniu sobie konieczności zmian. Raczej trudno liczyć na to, że wszechświat będzie na każdego, kto nie postępuje zgodnie z własnymi potrzebami, zsyłał kary w postaci wyrwanego barku - jednak czytelniczki raczej nie do końca zaufają w takie akurat sygnały i znaki. "Moc manifestowania" to próba nadawania nieuchwytnym zjawiskom i uduchowieniu mocy sprawczej - i to odstraszy co bardziej sceptyczne odbiorczynie (inna rzecz, że takie po książkę astrolożki nie sięgną, chyba że kierowane ciekawością). Ale można z tej książki wyczytać również kilka uwag, których zastosowanie w codziennym życiu może tylko pomóc w budowaniu pewności siebie albo w odkrywaniu własnych pragnień - w tym celu trzeba się będzie przedrzeć przez piętrowe uzasadnienia i zwierzenia. Jednak na rynku poradników do samorozwoju "Moc manifestowania" swoje miejsce znajdzie.

środa, 4 stycznia 2023

Kassia St Clair: Sekrety kolorów

Buchmann, Warszawa 2022.

Tęcza

Po takiej lekturze nie będzie można się już wykpiwać niedostatkami leksykalnymi w kwestii nazywania kolorów. Kassia St Clair w tomie "Sekrety kolorów" pozwala bowiem uzupełnić wiedzę w tej dziedzinie i przeprowadza odbiorców przez kulturoznawcze dokonania oraz zdobycze z zakresu historii sztuki. Proponuje cykl esejów poświęconych różnym kolorom, ich roli w przeszłości, w pracy wybranych artystów, znaczeniu dla środowiska i obecności w modzie czy w zwyczajnym życiu człowieka. "Sekrety kolorów" to książka dla zainteresowanych - lektura wyjątkowa i wciągająca, chociaż mogłoby się wydawać, że zbędne wiadomości nie będą cieszyć się wielkim powodzeniem. Tymczasem Kassia St Clair potrafi tak poprowadzić opowieść, żeby zaangażować każdego odbiorcę - i wnieść w jego życie odrobinę barw.

Potrzebne dane autorka zamieszcza w rozbudowanym wprowadzeniu, to tu pokaże, dlaczego w ogóle można zainteresować się tematem kolorów - i jak się je odkrywa. Przeprowadza czytelników przez ciekawostki z dawnych źródeł: przy okazji rejestruje, jak nazwami kolorów posługiwano się dawniej - pokazuje, jak bardzo zubożał język, skoro dzisiaj już spora część określeń nic zwykłym ludziom nie powie. Dlatego też przyda się ten tom, do uzupełnienia wiedzy i do przywrócenia kolorom odcieni. Autorka dokonuje selekcji barw, wybiera albo najpopularniejsze, albo najciekawsze (także pod kątem historycznym), albo najdziwniejsze. Rozdziały konstruuje jak paletę: wprowadza określony kolor i w części tomu przygląda się różnym jego odcieniom. Obok takich, które znają zwłaszcza zajmujący się sztuką, pojawiają się nazwy dziwne i intrygujące - znajdzie się zatem fuksja, sepia czy magenta, ale obok nich także róż szokujący, gumiguta, alizaryna i urzet - wprawdzie nadrzędny temat konkretnej partii książki może odrobinę nakierować na właściwe skojarzenia, jednak bez opowieści rozszyfrować właściwie odcienia by się nie udało. Kassia St Clair do każdego koloru tworzy treściwy esej, tekst, dzięki któremu można będzie dowiedzieć się czegoś o pochodzeniu barwnika, o zmianach w wytwarzaniu, o znaczeniu w twórczości poszczególnych artystów, a nawet o wartości psychologicznej - jeśli pojawia się kolor w jakiejkolwiek dziedzinie życia człowieka, z pewnością autorka wpadnie na jego trop i wprowadzi odpowiednie wyjaśnienia. Dzięki temu "Sekrety kolorów" jawią się jako ambitna lektura dla wszystkich, zwłaszcza poszukujących ciekawostek dotyczących sztuki. Ale nie tylko. Czyta się te teksty znakomicie, bo autorka wie, jak budować opowieść - odnosi się jednocześnie do "elitarnej" dzisiaj wiedzy i do zwyczajności. Edukuje odbiorców w zakresie kolorów - ale funduje im też podróż w przeszłość, pomaga w odczytywaniu klasycznych tekstów i oddziałuje na zmysły. Jest to książka, którą można sobie dawkować, czytać po fragmencie i wracać do wybranych miejsc - ale równie dobrze sprawdza się, gdy czytać ją od deski do deski. Pomysł na całość nie sprawia, że poszczególne eseje męczą: każdy to osobna całostka, każdy może czymś zaskoczyć i zadziwić czytelników. Imponuje Kassia St Clair zgromadzonymi materiałami, ale też opracowaniem ich.

środa, 25 maja 2022

Sałatki. Zdrowe i kolorowe

Buchmann, Warszawa 2022.

W misce

Sałatki nie wymagają przesadnych umiejętności kulinarnych. Sprawdzają się na wszelkiego rodzaju świętach i imprezach, ich przygotowanie nie jest czasochłonne i nie wymaga wielkich nakładów finansowych. Pozwalają na urozmaicenie codziennego jadłospisu - i tak naprawdę dopiero wracają do łask. Tom "Sałatki. Zdrowe i kolorowe" to podpowiedź dla wszystkich, którzy chcieliby odkrywać uroki łączenia smaków - i cieszyć się zdrowymi, pełnowartościowymi posiłkami. Podczas gdy autorzy książek kucharskich i kulinarnych dostępnych na rynku prześcigają się w podawaniu przepisów na potrawy jak najbardziej egzotyczne lub związane z modami żywieniowymi, w "Sałatkach" znajdą się niemal wyłącznie proste przepisy. Twórcy książki we wstępie przypominają, że można do woli modyfikować ilość składników, a także operować przyprawami w oparciu o własny gust - zachęcają zatem do eksperymentowania i do testowania kolejnych rozwiązań. Nie ulega wątpliwości, że tom "Sałatki. Zdrowe i kolorowe" jest dopiero punktem wyjścia do bardziej twórczych działań w kuchni. Służy do tego, żeby przypomnieć, że arbuz dobrze łączy się z fetą, że część składników można najpierw usmażyć lub ugotować, że dodatkami do sałatek równie dobrze mogą być mięsa, jak i makarony czy kasze - i za każdym razem zyskuje się posiłek, który zaspokoi apetyt i do tego przyniesie moc wrażeń dla podniebienia. Każdy znajdzie w tej książce coś dla siebie, będą sałatki wegetariańskie i sałatki mięsne, sałatki z owocami morza i sałatki na słodko - jedne banalne, inne wyszukane i wykwintne, tak, żeby nadawały się na różne okazje i pozwalały poszerzać doświadczenia kulinarne. Nie chodzi tu o podkreślanie kolejnych etapów przygotowań: zwykle tylko część składników trzeba w jakiś sposób przyrządzić, cała praca polega na wymieszaniu wszystkiego i doprawieniu - jednak liczą się inspiracje dla tych, którzy samodzielnie nie wymyślają nowych dań. Twórcy tomu postawili na zróżnicowane smaki, wiedząc, że każda z sałatek może stać się punktem wyjścia do dalszych prac nad potrawami. Każde danie doczekało się własnego zdjęcia z propozycją podania - co jest dość twórcze w wypadku tematycznych książek z przepisami - w przypadku sałatek to również wskazówka dla tych wszystkich odbiorców, którzy potrzebują pochwalić się przyrządzonym własnoręcznie daniem.

Niby nic - bo każdy potrafiłby zrobić jakąś sałatkę - ale eksperymenty kulinarne zaczyna się przeważnie od podpatrywania pomysłów innych. I tom "Sałatki. Zdrowe i kolorowe" to zestaw takich właśnie wskazówek, do wykorzystania i modyfikowania według własnych potrzeb. Pomaga urozmaicić codzienną dietę i zachęca do poszukiwania ulubionych składników. To zestaw podpowiedzi dla tych, którzy nie mają zbyt wiele umiejętności, a chcieliby zabłysnąć w kuchni.

środa, 18 maja 2022

Areta Szpura, współpraca: Emilia Padoł: Instrukcja obsługi przyszłości

Buchmann, Warszawa 2022.

Ratunek

Jest to publikacja stworzona z głębokich rozmów - z ludźmi, którzy przejmują się losami planety i którzy zachęcają do zmiany przyzwyczajeń. Wszystko ma prowadzić do stworzenia nowej wersji codzienności: metoda małych kroków nie pomoże, tu trzeba radykalnie odciąć się od tego, co niszczy Ziemię. Areta Szpura we współpracy z Emilią Padoł znajduje ekspertów w różnych dziedzinach: zajmujących się środowiskiem, biznesem, psychologią, umiejętnością współdziałania ludzi, edukacją czy sferą żywności - i zadaje im pytania, jak postępować, żeby uratować świat i zapewnić dobrą przyszłość kolejnym pokoleniom. Każdy prezentuje optymistyczne i niekoniecznie krzepiące obrazki z własnego obszaru zainteresowań, a ponieważ rozmówcy autorki są jednocześnie mocno zaangażowani w to, czym się zajmują, potrafią opowiadać z pasją i przyciągać czytelników. Dostrzegają błędy systemowe i problemy płynące z różnych mód, podpowiadają, co jest dobre, a jakie rozwiązania stają się w kontekście przyszłości kompletnie nieprzydatne, a tylko uspokajają sumienia. Mnóstwo tu recept, które jednak trudno wprowadzać w życie na poziomie jednostki, równie dużo nawoływań do podjęcia konkretnych kroków. Nie ma w tomie hermetyczności: każdy stara się dotrzeć do wyobraźni odbiorców, posługuje się czytelnymi przykładami i komentarzami zanurzonymi w emocjach. Rozmowy należą do długich - nie da się oczywiście wyczerpać w nich poruszanych tematów, jednak Areta Szpura dąży do tego, żeby czytelnicy nie mieli poczucia niedosytu czy powierzchowności wywiadów. Dociera do informacji, które nie mieszczą się w powszechnej świadomości - między innymi przedstawia kwestię zanieczyszczania środowiska przez korzystanie z poczty elektronicznej czy zdobyczy technologii. Chociaż zagadnienia poruszane w tomie wiążą się z dbałością o planetę, sporo uwagi przeznacza się tutaj na odnotowywanie wydarzeń w mikroskali: lokalne społeczności mogą się zorganizować inaczej niż do tej pory, żeby skuteczniej walczyć z zagrożeniami i dbać o przyrodę. Jednak rozwiązania, jakie podsuwają rozmówcy Arety Szpury nie należą do łatwych: trzeba niejednokrotnie zmiany mentalności, żeby w ogóle zacząć myśleć o podobnych zadaniach dla sąsiadów. Eksperci kierują się do ludzi, którzy mają sporo czasu i mogą na przykład zająć się uprawami permakulturowymi albo tworzyć autorskie programy nauczania dla dzieci. Wskazówek i podpowiedzi jest sporo - i czytelnicy, którzy potrzebują czegoś nowego i inspirującego znajdą tu coś dla siebie. Każdy wywiad kończy się zestawem książek, po które warto sięgnąć, adresów internetowych czy filmów. Dzięki temu zainteresowani tematem dość szybko zostaną odesłani do odpowiednich źródeł i będą mogli pogłębiać wiedzę z wybranej dziedziny.

"Instrukcja obsługi przyszłości" to książka, której początkiem stała się bezsilność - i chęć działania, żeby wydobyć się z marazmu. To lektura dla ludzi potrzebujących zmian i poczucia, że coś od nich zależy. Siłą tej publikacji staje się różnorodność tematyczna - dość rozległe spojrzenie na problemy i możliwości działania. Nie jest to może zbyt rozbudowana tekstowo książka (objętość zostaje sztucznie rozdmuchana przez skład), ale da się w niej znaleźć wiele zagadnień ważnych i wartościowych, a przy tym odpowiednio opracowanych.

sobota, 7 maja 2022

Paweł Gaik, Monika Stolarska: Odetchnij od miasta. Góry

Buchmann, Warszawa 2022.

Trasa

Ta seria bardzo dobrze się sprawdza, bez względu na to, czy odbiorcy chcą się wybrać na krótką wycieczkę, czy też potrzebują bardziej szczegółowych podpowiedzi w kwestii wyboru miejsca na urlop. "Odetchnij od miasta. Góry" to kolejna propozycja, w której znalazło się miejsce na odnotowanie ciekawych domów gościnnych i schronisk, restauracji i gospodarstw agroturystycznych na górskich szlakach. Autorzy szukają tu oryginalności i klimatu, komfortu i pomysłów, spotykają się z ciekawymi ludźmi i wypytują o ich sposoby na życie. Nie zamykają się na żadne doświadczenia: zdarza się, że znajdą się tu restauracje proponujące kuchnię orientalną, która niekoniecznie kojarzy się z górami. Podpowiedzi mogą tu szukać ci, którzy chcą się wybrać w Beskidy, Bieszczady lub Sudety, w Góry Świętokrzyskie, Tatry i Pieniny. Za każdym razem twórcy tomu proponują krótkie i wyraziste rozdziały: opowiadają kolejno, gdzie spać, gdzie jeść i gdzie wędrować. Dodatkowo niemal każdą część zamykają rozmową z ciekawą postacią: żeby pokazać, że góry mogą być nie tylko sposobem na relaks, ale też - planem na życie. Nie jest tak, że Paweł Gaik i Monika Stolarska polecają mnóstwo miejsc: wybierają zaledwie kilka, opisują je skrótowo i wzbogacają o komentarze założycieli. Miejsca noclegowe opatrują też kilkoma propozycjami tego, co można zobaczyć w pobliżu: tak, żeby jak najbardziej ułatwić decyzję odbiorcom cierpiącym na brak czasu. Dbają o to, żeby oddać charakter domu, w którym się znaleźli: uwzględniają różne potrzeby, sygnalizują, gdzie mile widziani są goście z dziećmi lub zwierzętami - drobne podpowiedzi, które sporo mogą ułatwić w planowaniu wakacji lub weekendowego wypadu.

Paweł Gaik i Monika Stolarska nie szukają atrakcyjnych literacko narracji: proponują przewodnik, jak najbardziej rzeczowy i wypełniony danymi. Jedyne odstępstwa od tej zasady to dłuższe prezentacje miejsc noclegowych - tu można dopatrzyć się dążenia do reportażowości, zupełnie jakby beznamiętny styl przekreślał automatycznie wyjątkowość domu - oraz w wywiadach, bo przecież trudno wymagać od zaproszonych gości prezentowania wyłącznie konkretów. Z kolei w krótkich, akapitowych wyjaśnieniach przy restauracjach i knajpach albo przy tym, co warto zobaczyć w pobliżu bez przerwy autorzy zwracają się do odbiorców, przypominają, ile czasu należy zarezerwować, dlaczego i jak przygotować się do wizyty. Od czasu do czasu mogą też wspomnieć o właścicielu miejsca, co również może świadczyć o ekskluzywności lub wyjątkowości. Nie wiadomo, jak dokonują wyborów: na pewno samodzielnie przetestowali oferty i łączą relacje marketingowe, opowieści właścicieli i własne odczucia - jednak brakuje przejrzystych kryteriów odrzucania innych propozycji. "Odetchnij od miasta. Góry" to prosty i klimatyczny przewodnik, z którego warto korzystać, jeśli nie ma się jeszcze sprawdzonych miejsc do odwiedzania. Uatrakcyjniają go zdjęcia z tras, więc jeśli ktoś nie byłby przekonany do wycieczki, nabierze na nią ochoty. Jeśli komuś będzie mało podanych wiadomości, może skorzystać ze "stopek": znajdują się tu adresy i telefony oraz adresy www miejsc prezentowanych. Warto mieć tę pozycję pod ręką.

czwartek, 24 marca 2022

Małgorzata Caprari: Zupy. 270 najlepszych przepisów

Buchmann, Warszawa 2022.

Głęboki talerz

Dla tych, którzy nie lubią kulinarnych udziwnień, Małgorzata Caprari przygotowuje książkę obowiązkową - tom, który warto mieć na półce w kuchni i korzystać z niego zawsze, kiedy chce się wykorzystać tradycyjne, domowe przepisy. "Zupy. 270 najlepszych przepisów" to podpowiedź dla tych, którzy nie chcą zastanawiać się, co zrobić na obiad - i dla tych, którzy poszukują dawnych receptur, żeby odtwarzać smaki z dzieciństwa. Nie ma tu "blogowego" stylu, czyli komentarzy dodawanych na siłę do każdego przepisu - Małgorzata Caprari zajmuje się po prostu podawaniem tego, co najważniejsze. Kryterium wyboru rodzaju zupy może być zawartość lodówki albo ciekawość - nie ma w książce określonych ani stopnia trudności, ani czasu przygotowania. To książka kucharska w starym stylu - tematyzowana i pozbawiona "udziwnień": odbiorców przyciągnie do niej właśnie klasyczny charakter.

Rozdziały zawierają po kilka przepisów, nie zarzuca Małgorzata Caprari gotujących mnogością wyboru, raczej podpowiada, co może się przydać w jakich okolicznościach. Wprowadza rozdział z zupkami pospiesznymi - dla zabieganych - dalej podąża kryterium składników: wprowadza dział z bieda zupami i chlebiankami, później kartoflanki, zupy mięsne, krupniki, zupy rybne, żurki, barszcze, zupy grzybowe (zadziwiająco duży rozdział), pomidorowe, ogórkowe, kapuśniaki, zupy z roślin strączkowych, cebulowe, jarzynowe (kolejny spory rozdział), chłodniki, eintopfy i zupy owocowe. Są też zupy, które nie zmieściły się w pozostałych działach albo dodatki do zup (przydałoby się przypomnienie o ich istnieniu w książce, bo kiedy w przepisie trzeba użyć "diablotek", część odbiorców będzie się mogła zastanawiać, co to znaczy). Łatwo zauważyć, że inspiracje do zup znajdują się albo w najbliższym otoczeniu - autorka gromadzi przepisy charakterystyczne dla różnych regionów Polski - albo w podróżach, bo wpływy pochodzą z różnych stron świata. Można sprawdzać, jakie modyfikacje do standardowych zup proponuje Małgorzata Caprari w poszczególnych przepisach, można też przekonać się, jak łatwo wprowadzić do swojego jadłospisu coś nowego. Przyda się ta książka przy "czyszczeniu" lodówki z zalegających w niej produktów - chociaż niekoniecznie zachęcają do takich działań okołośmietnikowe nazwy potraw. Jeśli ktoś nie potrafi samodzielnie eksperymentować, a marzy o przełamaniu tradycyjnego przepisu, może skorzystać z tych podpowiedzi: to doskonała propozycja dla odbiorców niezbyt wprawionych w gotowaniu.

Nie ma tu artystycznych fotografii gotowych potraw - być może dlatego, że zupy same w sobie niekoniecznie są bardzo efektowne, ponadto - trudno wymyślać urozmaicone sposoby podania przy różnych wariacjach jednego tematu. Dlatego też ozdobą graficzną stają się ilustracje Martyny Cybuch, która przede wszystkim koncentruje się na składnikach, proponuje artystyczne ujęcia cebuli, imbiru czy kapusty - i to bardzo dobrze wpływa na obraz całości. Jest to książka przygotowana ze smakiem, pokazująca, że na rynek wrzuca się dzisiaj albo publikacje celebrytów, albo propozycje jak najbardziej egzotyczne - tymczasem jest również miejsce na klasykę w najlepszym możliwym wydaniu.

czwartek, 3 marca 2022

dr Wanda Baltaza: Poczuj się lepiej. Jak dobrze jeść, by dobrze żyć

Buchmann, Warszawa 2022.

Jak jeść

Rynek publikacji kulinarnych prężnie się rozwija, podobnie zresztą jak cały trend związany z rozmaitymi dietami. Coraz trudniej znaleźć dla siebie coś odpowiedniego, albo przynajmniej ocenić modne diety i wskazówki pod kątem przydatności i wpływu na zdrowie. I tu z pomocą przychodzi Wanda Baltaza, autorka tomu "Poczuj się lepiej. Jak dobrze jeść, by dobrze żyć". Książka, która jest poradnikiem dotyczącym zdrowego odżywiania, zawiera skondensowane informacje i wskazówki na temat jedzenia - autorka dba o to, żeby nieprzesadnie rozbudowywać narrację. Dzięki temu łatwiej będzie odbiorcom dotrzeć do potrzebnych wiadomości. Sięga Wanda Baltaza do własnej praktyki - doświadczeń dietetyka, które odzwierciedlają najczęściej pojawiające się w społeczeństwie problemy. Autorka ma zamiar rozwiać wątpliwości i nauczyć czytelników zdrowego rozsądku w odżywianiu się. Chce szerzyć wiedzę na temat diet i ich przydatności - i wyczulić na to, co niebezpieczne dla zdrowia. Wyczula na popełniane błędy i fałszywe przekonania, które nie pozwalają wytrwać w wyjściowych założeniach. Nie ulega wątpliwości, że właściwe nawyki żywieniowe sprzyjają zachowaniu dobrego zdrowia - i o to między innymi w tomie chodzi.

Autorka tłumaczy, dlaczego nie każda dieta przyniesie efekty - przypomina, że sporo zależy od zmiennych czynników, więc to, co sprawdziło się u znajomych, nie musi identycznie zadziałać w przypadku kolejnych osób. Omawia kolejne składniki, które powinny znaleźć się w jadłospisie (i zaznacza, które w jakich ilościach powinno się spożywać, rozwiewając kolejne mity). Odnosi się do kwestii ruchu fizycznego i do suplementacji. Tworzy dla odbiorców listę uwag i wskazówek, które zadziałają na pewno i u każdego - nie wiążą się z żadną konkretną dietą, ale płyną ze zdroworozsądkowego podejścia do zaleceń lekarskich i dietetycznych uwag. To metoda dla ludzi, którzy nie chcą radykalnie zmieniać swojego życia i kulinarnych upodobań: mogą wprowadzić do codzienności ponad dwadzieścia zachowań prozdrowotnych. Przychodzi też moment, w którym Wanda Baltaza zajmuje się powodami niepowodzeń w stosowaniu diet: wyznacza kilka standardowych przeszkód na drodze do schudnięcia - i po kolei omawia, jak można ograniczyć ich negatywny wpływ na zdrowie. Czytelnicy dowiedzą się z tej książki także, jak się nie odchudzać: krótkie komentarze powiązane z modnymi dietami przydadzą się zwłaszcza tym, którzy samodzielnie nie potrafią ocenić sensowności zaleceń). Autorka między innymi przypomina, jaką dietę wprowadzać w przypadku konkretnych problemów z układem pokarmowym. To może również przydać się odbiorcom, którzy chcą zareagować na określone dolegliwości. Przygotowuje Wanda Baltaza na wizytę u dietetyka i wprowadza Q&A - zestaw często padających w gabinecie pytań i skrótowych wyjaśnień.

Jest to książka przygotowana tak, by szybko i bez przegadania dostarczyć odbiorcom potrzebne im wiadomości. Autorka udowadnia, że można przez dietę poprawić swój stan zdrowia i samopoczucie, przekonuje też, że decyzja o zmianach nawyków żywieniowych nie musi wiązać się z drakońskimi wyrzeczeniami i z radykalnymi postawami. Pisze tak, by każdy łatwo znalazł odpowiedzi na swoje pytania - liczą się tu czytelne bloki krótkich wyjaśnień, odpowiednio pogrupowane i łatwe do znalezienia. Nie trzeba czytać książki od deski do deski (chociaż warto), "Poczuj się lepiej" to kompendium wiedzy na temat diet - można sięgać do książki po konkretne dane.

czwartek, 18 listopada 2021

Bartek Kieżun: Hiszpania do zjedzenia

Buchmann, Warszawa 2021.

Wyprawa

W zestawie książek okołokulinarnych, jaki dzisiaj pojawia się na rynku, każdy znajdzie coś dla siebie - można przebierać między publikacjami tematycznymi i "kulturoznawczymi", tymi, które pozwalają poznać różne miejsca z perspektywy potraw i smaków oraz tymi, które koncentrują się na wykorzystaniu konkretnego składnika. "Hiszpania do zjedzenia" Bartka Kieżuna to olbrzymia księga, w której przepisy jednak schodzą na drugi plan, ważniejszy jest kraj i doświadczenia autora związane z odkrywaniem kolejnych miejsc. Każdy przepis w tej książce - a czasami połączenie dwóch przepisów - zostaje poprzedzony długim wprowadzeniem. Tu autor dzieli się swoimi przeżyciami. Raczej ucieka od zapraszania czytelników do swojej prywatności, jest ostrożny i zdystansowany, bardzo stara się nie mówić wszystkiego i nie zdradzać każdego swojego kroku w Hiszpanii, ale chce, żeby czytelnicy zrozumieli, co zainspirowało go do skosztowania niektórych potraw, albo - z jakiego powodu sięga po konkretne przepisy. Bartek Kieżun próbuje stać się przewodnikiem po Hiszpanii od strony historycznej i geograficznej czy turystycznej. Przytacza całe rozbudowane opowieści o tym, co wydarzyło się kiedyś, tłumaczy, co warto zobaczyć i gdzie się wybrać, żeby najpełniej doświadczać Hiszpanii. W tych popisach tylko trochę miejsca zostawia na opowieść o własnych poczynaniach - pozwala czytelnikom podążać za sobą, przynajmniej odrobinę, po to, żeby nie zapomnieli o indywidualnym charakterze opowieści. Znacznie więcej energii zabiera mu jednak przedstawianie wiadomości. To coś dla odbiorców, którzy nie przepadają za prywatnymi wynurzeniami podróżników i są zmęczeni blogerskimi prostymi notatkami: Bartek Kieżun zachowuje się tak, jakby chciał wyedukować odbiorców. Niekoniecznie z tematu hiszpańskiej kuchni - potrawy to częściej finał opowieści niż ich treść. Tworzy przy okazji własny rejestr podróży i wyborów z trasy: sam najlepiej będzie się orientować w tej eskapadzie, czytelnikom bardziej zasugeruje, dokąd można się udać. Dzieli się wrażeniami i rozczarowaniami, ale także przypadkowymi odkryciami - stawia na impulsy i na rozwiązania nieoczywiste, żeby przyciągnąć odbiorców także brakiem przewidywalności. Hiszpania w tym ujęciu może być na nowo odkrywana także przez ludzi, którzy do tego kraju zwykle podróżują. Bartek Kieżun chce się wyróżniać, zarówno na rynku literatury podróżniczej, jak i wśród kulinariów.

W samych przepisach nie wprowadza rewolucji: podaje składniki i dość szczegółowe zasady przyrządzania, zdarza mu się odchodzenie od składników, które trudno dostać - proponuje modyfikacje przepisów i rozwiązania dla tych, którzy nie chcą szukać tego, co potrzebne. Atrakcyjne wielkoformatowe zdjęcia potraw rozbudzają apetyty - to coś dla wzrokowców, którym wygląd dania ułatwi podjęcie decyzji o jego przyrządzeniu. Co ciekawe, w tej książce ukrywa się porządek wprowadzanych przepisów: istnieje, ale za sprawą prowadzonej kulturowo-turystycznej narracji czytelnicy zostaną odsunięci od kuchennych wyborów. Tu przepisy stają się tylko dodatkiem do lektury pełnej wartościowych treści. I nawet jeśli Bartek Kieżun nie do końca potrafi pociągnąć za sobą masową publiczność - nie ma daru błyskotliwego opowiadania i przekuwania na anegdoty swoich doświadczeń - to przecież ma do zaoferowania bardzo dużo. "Hiszpania do zjedzenia" to książka potężna, która przykuwa wzrok.

niedziela, 17 października 2021

Mateo Zielonka: Pastaman. Sztuka robienia makaronu krok po kroku

Buchmann, Warszawa 2021.

Makarony

Jest to książka, która zachwyci nie tylko łasuchów. Mateo Zielonka znany jako Pastaman dzieli się z czytelnikami swoim doświadczeniem w zakresie przyrządzania makaronu – oraz niebanalnych przepisów pozwalających wydobyć pełnię smaku z makaronowych dań. „Pastaman. Sztuka robienia makaronu krok po kroku” to książka albumowa, wypełniona atrakcyjnymi artystycznymi zdjęciami i pozwalająca na prześledzenie kolejnych etapów przygotowywania makaronu (nawet jeśli jakieś zajęcie nie wydaje się specjalnie atrakcyjne wizualnie, tutaj funkcjonuje jako ozdobnik). Fotografie zresztą często przykuwają wzrok i budzą ciekawość, jak zrobić konkretny rodzaj makaronu, który będzie też ozdobą na talerzu. Pastaman wie o makaronach wszystko i jeśli ktoś zamierza rzeczywiście dobrze nauczyć się przyrządzać takie dania – powinien książkę „Pastaman” mieć zawsze pod ręką.

Autor podpowiada, jak dobrze ugotować makaron i jak go przygotować, żeby nie być skazanym na dostępne w sklepach produkty. Zdradza rozmaite sztuczki (w jaki sposób nadać makaronowi piękny złoty kolor i jakiej mąki użyć, żeby wszystko się udało), wyznacza nawet odpowiednią długość makaronowych wstążek (przy czym pozostawia oczywiście czytelnikom margines swobody, jednak dzieli się własnymi odkryciami, żeby mniej wprawni w temacie mogli skorzystać). Są tu makarony kolorowe, wykorzystujące naturalne barwniki – szpinak, sok z buraków czy atrament kałamarnicy. Są makarony efektowne: w kropki czy w paski. Są makarony o przeróżnych kształtach: nie tylko wstążki, zresztą – poszczególne rodzaje makaronów stanowią kolejne działy tej publikacji. Autor podpowiada, jak sklejać lub wycinać maleńkie kształty, które na pewno zrobią wrażenie na gościach, a do tego pozwolą w pełni wydobyć smaki sosów.

Nie tylko o makaronach jest ta książka, chociaż Mateo Zielonka faktycznie pokazuje, jak sobie z nimi poradzić – i nawet najmniej wprawni w sztuce gotowania będą mogli skorzystać ze wskazówek. Pojawiają się tu liczne przepisy, które pozwalają docenić bogactwo makaronowych smaków: autor gromadzi mnóstwo interesujących potraw i sosów, tak, żeby jeszcze bardziej zachęcić czytelników do poszukiwania ulubionego makaronu. Proponuje kulinarną tematyzowaną książkę (w której tylko parę razy makarony zamienią się niemal w pierożki) pozwalającą pokochać wszelkiego rodzaju pasty. W przepisach zwraca uwagę na dokładność opisów, dba o to, żeby nie pozostawiać wątpliwości co do kolejnych etapów działań: wie, że w szczegółach kryje się recepta na sukces. Po takiej lekturze odbiorcy nabiorą chęci, żeby próbować swoich sił w samodzielnym przyrządzaniu makaronu, nawet jeśli wcześniej wydawało im się to zadaniem wykraczającym poza możliwości. Mateo Zielonka nie chce proponować bezdusznego zestawu przepisów: każdy opatruje drobnym komentarzem, dodatkowo jeszcze we wstępach do kolejnych części dzieli się informacjami na temat konkretnych rodzajów makaronu. Przypomina, co decyduje o smaku i o wyglądzie, jaki rodzaj makaronu nadaje się do jakich sosów lub dodatków. Jeśli zatem testować nowe smaki i odkrywać uroki gotowania makaronu - to z najlepszym możliwym przewodnikiem.

czwartek, 14 października 2021

Sebastian Kulis: Ogród na cztery pory roku

Buchmann, Warszawa 2021.

Na zielono

Sebastian Kulis należy do tych autorów, którzy podchodzą z prawdziwą pasją do wszystkiego, czym się zajmują. Zasłynął jako twórca Roślinnych porad, teraz może zaistnieć także na tradycyjnym książkowym rynku dzięki publikacji „Ogród na cztery pory roku”. Piękny albumowy tom w twardych okładkach to poradnik, który będzie jednocześnie ozdobą każdej biblioteczki – i kompendium wiedzy dla wszystkich ogrodników-amatorów oraz ludzi pragnących upiększyć najbliższe otoczenie roślinami. Sebastian Kulis kocha rośliny i rozumie je, tego podejścia chce nauczyć czytelników. Nieprzypadkowo podpowiada, jak podchodzić do kolejnych zadań przy pomocy intuicji czy... prostych do wykonania testów. Unika kategoryzowania, przekonuje odbiorców, że należy być przygotowanym jedynie na zmiany i nieprzewidywalność. Wie, że klimat zapewnić może pogodowe ekstrema, które zniszczą uprawy, wie też, że nie da się wytyczyć rytmu prac na kolejne miesiące – chociaż to właśnie próbuje w swojej książce zrobić. Ale po jego podpowiedziach znacznie łatwiej będzie odbiorcom podejść do ogrodnictwa w amatorskiej wersji. Przede wszystkim Sebastian Kulis sugeruje, jak i dlaczego wybierać odpowiednie rośliny do warunków panujących w ogrodzie czy na balkonie – zwraca uwagę na kwestię nasłonecznienia i na upodobania wybranych gatunków roślin, tłumaczy cierpliwie, dlaczego nie uda się zrealizować marzeń o modnych roślinach bez zapewnienia im odpowiednich warunków. Jednak nie odstrasza przy tym, raczej zachęca do eksperymentowania, przyznając się również do popełnianych błędów i do porażek. Dzieli książkę na kolejne miesiące – przy czym z osobistej niechęci do zimy sprowadza ją do zaledwie sześćdziesięciu dni, tak, żeby dłużej móc cieszyć się przygotowaniami ogrodu. W każdym miesiącu znajdzie się coś ważnego do zrobienia, niezależnie od rodzaju wybranych roślin (i ich przeznaczenia). Autor przy niemal każdej wskazówce podaje też zestawy gatunków, które się sprawdzą, wylicza rośliny, po które warto sięgnąć, dzięki czemu poszerza wiedzę publiczności masowej, sprawiając, że nie tylko monstery zagoszczą w wyobraźni odbiorców. Korzysta z własnych doświadczeń, żeby doradzić, jak zadbać o ogród, tłumaczy, dlaczego zrezygnować z idealnie skoszonego trawnika i co zrobić, żeby nie zachwiać ekosystemu w najbliższym otoczeniu (to szczególnie ważne w walce ze szkodnikami). Dzieli autor wiedzę na maleńkie porcje, przypomina o podstawach ekologii, ale nade wszystko przekazuje wielką miłość do ziemi i do roślin. Świetnie zdaje sobie sprawę z tego, że wystarczy niewiele, żeby odbiorcy połknęli bakcyla i zaangażowali się w tworzenie własnych oaz zieleni, choćby w wersji mini. Do tego dąży – i zachęca do eksperymentowania (oczywiście pod kontrolą, zapewniając odpowiednie narzędzia). Jeśli ktoś zastanawiać się będzie, po co cały wysiłek, Sebastian Kulis uzupełnia książkę jeszcze drobnymi przepisami na wegańskie potrawy. Podaje receptury, które mogą zachęcić czytelników do spróbowania swoich sił w ogrodnictwie. „Ogród na cztery pory roku” to publikacja, która wpisuje się w ideę slow-life i pozwala rozwijać swoje pasje. Napisana prostym językiem, pełna ciekawostek i podpowiedzi, które można natychmiast wcielić w życie.

niedziela, 3 października 2021

Kasia i Zosia Pilitowskie: Ziemniak

Buchmann, Warszawa 2021.

Potrawy

Na rynku książek kulinarnych znajdzie się miejsce na każdą propozycję, a od dłuższego czasu w tym nurcie znajdują się albo pozycje celebrytów i znanych kucharzy, albo - tomy tematyczne, poświęcone wybranemu zagadnieniu. Nie inaczej jest w przypadku książki "Ziemniak" przygotowanej przez Kasię i Zosię Pilitowskie, czyli matkę i córkę prowadzące bar śniadaniowy w Krakowie. Wprawdzie ziemniaki ze śniadaniem kojarzą się raczej niespecjalnie, ale autorki z zadaniem radzą sobie bez zarzutu: gromadzą przepisy, przeprowadzają wirtualne podróże po świecie, a nawet wypytują różnych znajomych i kolegów po fachu o ulubione dania z ziemniaków. Dzielą się fascynacją, która po lekturze wyda się odbiorcom zrozumiała. Każdy znajdzie tu coś do przetestowania niemal obowiązkowego - nie tylko po to, żeby urozmaicić codzienne posiłki, ale też dla sprawdzenia podpowiedzi i przepisów. Autorki drwią sobie z obowiązkowego niemal polecenia dla niejadków "zjedz mięsko, ziemniaczki zostaw" - dla nich ziemniaki to najlepsza część dania i są w stanie przekonać do tego czytelników.

Zaczyna się od podstaw absolutnych, czyli ziemniaków jako dodatku do potraw, przyrządzanego na różne sposoby: nie tylko puree i frytki są do wyboru. Dalej przychodzi czas na rozmaite rodzaje klusek, knedli i kopytek. Kolejnym krokiem stają się różne wersje placków ziemniaczanych - na słono i na słodko - oraz kotlecików. Tu znalazło się też miejsce na rozmaite kanapki z ziemniakami. Nie zabraknie przepisów na zapiekanki, na eintopfy, ziemniaki w zupach i w pierogach, ziemniaki w chlebie i z kapustą. Nawet desery z ziemniaków się tu pojawią. Co ciekawe, autorki, które przygotowywały część książki w pandemii, musiały zadowolić się wirtualnymi podróżami, chociaż w planach miały zdobywanie informacji podczas wypraw do różnych krajów. Ślady międzykulturowych fascynacji ziemniakami wprowadzają do jednego rozdziału - a przecież w całej książce rozsiane są przepisy czy to z różnych regionów Polski, czy z różnych stron świata.

Każda rozkładówka zawiera zestaw składników, artystyczną fotografię oraz sposób przyrządzania potrawy podany tak, by odbiorcy nie mieli żadnych wątpliwości co do kolejności zadań. Ale co pewien czas autorki sięgają albo do własnych wspomnień i spostrzeżeń, albo do uwag, które pozwolą zainteresować się potrawą. Uruchamiają emocje, korzystają z okazji do opowiedzenia czegoś bardziej osobistego, przypominają, że jedzenie może działać na nastrój i budować wspomnienia. Dzięki tym wskazówkom jest to książka, która może się spodobać szerokiemu gronu odbiorców.

Ziemniak jest tu najważniejszy, Kasia i Zosia Pilitowskie nie mają co do tego wątpliwości. Nie muszą zatem dodatkowo udziwniać potraw, nie szukają egzotyki albo nawiązywania do modnych diet - nie interesuje ich wpisywanie się w popularne nurty. Chcą wypracować własną modę, modę na ziemniaki - i przekonują czytelników, że w tej kwestii mają coś wartościowego do powiedzenia.

piątek, 1 października 2021

Magda Omilianowicz, lek. Katarzyna Świątkowska: Jedz mądrze. Fakty i mity o zdrowym odżywianiu

Buchmann, Warszawa 2021.

Cud chudnięcia

Wiele jest publikacji, które poświęcone zostały różnym rodzajom diet czy sposobom na odchudzanie - równie wiele poradników wskazujących na ciałopozytywność i samoakceptację. "Jedz mądrze. Fakty i mity o zdrowym odżywianiu" to kolejna książka, która wpisuje się w nurt popularnonaukowych pozycji i odpowiada na mody czy przekonania panujące w społeczeństwie. Publikacja została przygotowana przez Magdę Omilianowicz i Katarzynę Świątkowską, ta pierwsza to dziennikarka, która próbuje dowiedzieć się czegoś na temat zdrowego odżywiania, ta druga - to lekarka i blogerka popularyzująca wiadomości na temat diet. Książka jest niewielka objętościowo, dzięki czemu trafić może do szerszego grona odbiorców, co ma spore znaczenie, jako że właśnie do nieświadomych powinna dotrzeć.

Przede wszystkim autorki przypominają, że otyłość jest chorobą i jest groźna dla organizmu. Nie pomogą żadne psychologiczne sztuczki ani autosugestie, kiedy zacznie zawodzić zdrowie - a zapewne zacznie, jeśli ludzie otyli nie zrobią czegoś ze sobą. Zestaw schorzeń i komplikacji zdrowotnych jest dość rozłożysty: na pewno to dobre wprowadzenie do lektury. Ratunku można szukać w aktywności fizycznej (chociaż nie wolno przesadzić). W rozmowach pojawia się dobroczynny wpływ ruchu na różne problemy z ciałem, motyw spalania kalorii czy seksu jako antidotum na otyłość. Autorki przyglądają się diecie bezglutenowej i przypominają, czym ona jest i dla kogo się nadaje. Sprawdzają, co pić i w jakich ilościach, ale też analizują kwestię głodówek i diet sokowych. Dojdzie i do przeglądu popularnych diet - autorki komentują rozmaite możliwości i wybory, oczywiście istnieje dieta polecana przez nie i wtedy widać kontrast między dobieraniem argumentów przeciwko modnym rozwiązaniom i za tym, co stosuje lekarka.

Forma rozmowy bardzo pomoże odbiorcom w przyswajaniu treści - funkcjonuje jak uproszczenie niezbędne, żeby czytelnicy mogli podążać za wywodem i sprawdzać, co do zaoferowania mają obie autorki. Liczy się umiejętność wprowadzania prostych podsumowań, a także sama retoryka: w ogóle ten poradnik został dopasowany do wymogów rynkowych, wielką wagę przywiązuje się tutaj do wpływania na odbiorców. Rozmowy są podzielone na tematy i bardzo krótkie, konkretne i esencjonalne - chociaż części czytelników może nieco przeszkadzać dążenie do przekonywania ich. Autorki najwyraźniej nie wierzą, że podawanie faktów wystarczy, wolą podsunąć gotowe wnioski czytelnikom - i właściwie nie można się temu dziwić, skoro muszą rozbijać obiegowe mity i pokazywać błędy w myśleniu społeczeństwa. "Jedz mądrze. Fakty i mity o zdrowym odżywianiu" w warstwie narracji przypomina kioskowe poradniki: pojawiają się tutaj ramki i tabelki z podsumowaniami czy wyliczeniami, wnioski dodatkowo zostają podkreślone w podsumowaniach rozdziałów (naprawdę krótkich): na wiele sposobów próbuje się tutaj chwytów mnemotechnicznych. Jest to książka, która przynosi odpowiedzi na wiele pytań związanych z wyborem diet - to coś dla ludzi, którzy nie chcą samodzielnie testować oferowanych przez rynek możliwości, potrzebują za to przewodnika i pomocy w odchudzaniu.

poniedziałek, 12 lipca 2021

Krzysztof Wiśniewski, Błażej Staryszak: Tata nie ma siły

Buchmann, Warszawa 2021.

O dzieciach

Lektury parentingowe cieszą się wielkim powodzeniem, zwłaszcza kiedy tworzone są z przymrużeniem oka przez dzisiejszych blogerów czy autorów parających się satyrą. Krzysztof Wiśniewski i Błażej Staryszak postanowili pójść w ślady wszystkich tych, którzy śmiali się z własnych pociech i z nieudolności w opiece nad nimi (z Wawrzyńcem Pruskym i Leszkiem K. Talko na czele) i stworzyli książkę "Tata nie ma siły", połączenie poradnika, tomu kreatywnego, dziennika rodziców i literatury rozrywkowej w jednym. Ten tom pozwala zabić czas i uświadamia odbiorcom, że wszyscy popełniają błędy i zderzają się z faktami, na które nic by ich nie przygotowało. Najmniej w tym wszystkim chodzi o dzieci, chociaż stają się one źródłem inspiracji i często dowcipów: nie można tutaj szukać wskazówek co do opieki nad pociechami, przynajmniej - nie takich poważnych wskazówek z poradników pedagogicznych. Jeśli jednak ktoś potrzebuje przekonać się, że inni również popełniają błędy i wpadają w tarapaty, których nie przewidzieli, nie radzą sobie ze zmiennymi humorami maluchów albo z ich nieubłaganą logiką - znajdzie tutaj potrzebne wsparcie oraz zdrową dawkę śmiechu.

Chociaż ten tom jest dość spory, znajdują się w nim nie tylko felietony (a szkoda, bo teksty na wysokim satyrycznym poziomie to coś, co zawsze jest w cenie i co powinno zachęcić do czytania tej publikacji). Sporo jest tu quizów i testów lub psychotestów - a raczej ich parodii, wersji na wesoło, tak, żeby szybko wstrzelić odbiorców w odpowiedni klimat i przekonać ich, że mimo popularności kioskowych dzieł, można jeszcze pobawić się absurdem kolejnych skojarzeń. Dzięki systemom złożonych odpowiedzi odbiorcy przekonają się, że opieka nad dziećmi zawsze wiąże się z wielkim wysiłkiem intelektualnym i oznacza szereg błędnych decyzji zanim uda się osiągnąć chociaż namiastkę sukcesu. Osobny temat to miejsce na własne zapiski (związane zwykle z kolejnymi zabawami dla rodziców). Autorzy zachęcają do uzupełniania tomu i wprowadzania do niego własnych dowcipnych historyjek, utrwalania codziennych wydarzeń, które mogą w przyszłości przynieść miłe wspomnienia. Czasami zresztą owe uzupełnianki wiążą się z możliwością rozładowania stresu, zapewniają proste rozrywki, w sam raz dla udręczonych rodziców. Można tu też znaleźć całkiem sporo rysunków satyrycznych na tematy parentingowe - i to się dobrze sprawdza. Do tego wszystkiego dochodzą bardziej rozbudowane teksty pełne celnych obserwacji i puent uświadamiających czytelnikom, jak wiele porażek ponosi się na polu rodzicielstwa. Tutaj nie ma mowy o wskazówkach (chyba że tych prześmiewczych, które jednak - zadziwiająco trafnie - można wcielić w życie). Liczą się ciągłe zmagania dzieci i ich ojców, wyzwania, z którymi na początku trudno sobie poradzić. I chociaż rodzice powinni umieć rozwiązać każdy problem (a większości z nich zaradzić już na starcie), autorzy tomu przypominają, że rzeczywistość wcale nie wygląda tak pięknie. Zestaw przypadków i komplikacji, żartów i rejestrowania zwyczajnych chwil z inteligentnymi dzieciakami - to wszystko owocuje świetną lekturą, która przydaje się do zabicia czasu albo do sprawdzenia, czy inni faktycznie mają lepiej w relacjach z pociechami.

niedziela, 4 lipca 2021

Weronika Muszkieta, Ola Sieńko: Projekt Rośliny

Buchmann, Warszawa 2021.

Na zielono

Jest to bez wątpienia książka stworzona z pasji i kierowana do absolutnie początkujących, tych, którzy chcą zacząć zazieleniać swoje mieszkanie, ale nie wiedzą, jak się do tego zabrać. Panuje moda na rośliny – i każdy, kto będzie szukał podpowiedzi, żeby móc od czegoś zacząć, na tym tomie skorzysta. Autorki – Weronika Muszkieta i Ola Sieńko przekonują, że nie ma czegoś takiego jak „ręka do roślin”, każdy może hodować w domu piękne doniczkowe skarby – wystarczy tylko odrobinę wiadomości. I tę odrobinę w albumowej publikacji przekazują. „Projekt Rośliny” to książka wydana na kredowym papierze, bardzo pasująca do wszelkich łowców mód i trendów: doskonale sprawdzi się nie tylko jako poradnik w pierwszej fazie dbania o rośliny, ale także jako element dekoracyjny. Tom na rynek powraca, co tylko pokazuje zainteresowanie tematem – i potrzeby odbiorców.

Autorki nie skupiają się na detalach. Jeśli ktoś będzie potrzebował konkretów dotyczących poszczególnych elementów opieki nad roślinami, z pewnością poszuka informacji w innych źródłach. Ta publikacja kierowana jest do absolutnych laików, tych, którzy nie decydują się na posiadanie roślin ze strachu, że nie podołają – Muszkieta i Sieńko pomagają się im zorientować w temacie. Nakreślają dość ogólnie kwestię podłoża, różnych materiałów, z których wykonane są donice, opowiadają o miejscach nasłonecznionych i zacienionych, o podlewaniu i o chorobach. Doradzają też, co zrobić, gdy w domu są zwierzęta i małe dzieci – uznają, że nie jest to powód do rezygnowania z roślin doniczkowych, ale zwracają uwagę na to, jak uniknąć rozmaitych kłopotów.

W kolejnej części książki podpowiadają gatunki, które można uprawiać w różnych warunkach. Przypominają, które z popularnych roślin lubią cień, które sprawdzą się w ostrym słońcu, które muszą znaleźć się w doniczce wiszącej, a które powinny stać nieco dalej od okna. Przy każdym z omawianych gatunków znajduje się artystyczne zdjęcie (tak, żeby odbiorcy wiedzieli, o jakiej roślinie mowa, zwłaszcza jeśli kierują się obrazkami z magazynów wnętrzarskich albo inspirują stanem posiadania znajomych), krótki komentarz ogólny oraz podzielone na części wyjaśnienie dotyczące najlepszego dla danej rośliny miejsca, dbania o kwiat i zapewniania mu jak najlepszych warunków do rozwoju, kwestii podlewania oraz ziemi. W dalszej części tomu pojawiają się wywiady z ludźmi, którzy zajmują się roślinami, z pasjonatami roślin doniczkowych i z tymi, którzy mogą coś doradzić początkującym. Znalazło się tu też miejsce na dodatkowe wyjaśnienia pozwalające na wybranie odpowiednich roślin do różnych pomieszczeń.

„Projekt Rośliny” to książka, która pomaga w rozwoju zainteresowań. Przynosi podpowiedzi dotyczące roślin doniczkowych – i uświadamia czytelnikom, że każdy może zacząć przygodę z kwiatkami. U części odbiorców to rozwinie się w pasję – wtedy trzeba będzie poszukać znacznie bardziej rozbudowanych propozycji, ale to też nie problem. Dla nieprzekonanych co do roślin w domu – to propozycja idealna.

czwartek, 3 czerwca 2021

Małgorzata Biegańska-Hendryk: Rozmowa z kotem

Buchmann, Warszawa 2021.

Futrzana troska

Małgorzata Biegańska-Hendryk decyduje się na edukowanie odbiorców w zakresie opieki nad kotami. Sama prowadzi dom tymczasowy dla kociaków i opiekuje się kilkoma czworonożnymi przyjaciółmi, a wieloletnie obserwacje wspiera odpowiednimi lekturami. Sprawdza się jako kocia behawiorystka i postanawia zapewnić jak największej liczbie kotów dobre życie. W tym celu pisze książkę "Rozmowa z kotem" - tom, który zamienia się momentami w piękny album za sprawą uroczych zdjęć (nawet koty okaleczone, które konkursów piękności raczej by nie wygrały, urzekają).

Tylko we wstępie odwołuje się autorka do teorii - musi cofnąć się do początków kocio-ludzkich znajomości i do udomowienia kotów. To będzie jej potrzebne w dalszych wywodach, ale może też zaspokoić ciekawość kociarzy. Stanowi dobre wprowadzenie do lektury - jest rozbiegówką, ale nieodstraszającą od całości. Wyłącznie na początku Biegańska-Hendryk pozwala sobie na odrobinę teorii, później interesują ją wyłącznie praktycznie aspekty życia z kotem pod jednym dachem. Idea tej książki to zapewnienie kotom najlepszych warunków życia. Będzie zatem autorka zajmować się kwestią żywienia kotów, przypomni o konieczności zabezpieczania okien i balkonów. Zaprezentuje zasady, jakimi powinno się kierować przy wyborze kuwet (przedstawi też przelicznik, według którego dobiera się liczbę kuwet do liczby kotów). Wytłumaczy odbiorcom, jakie zabawki zainteresują kota, a jakie go rozczarują. Uczy, jak przyzwyczaić zwierzę do transportera (oraz - jaki wybrać). Zajmuje się leczeniem kotów, wybieraniem diet, ale też komentowaniem, kiedy kot może zaakceptować inne zwierzęta w domu, a kiedy i dlaczego tego nie toleruje. Rozwiewa wątpliwości na temat kolejnych potrzeb kotów i znajdujących się w domu rzeczy. W pewnym momencie przechodzi do krótkiej analizy przypadków, opowiada o sytuacjach, w których pomogła lub interweniowała dla dobra kota. Pojawia się tu nawet wyjątkowo trudne zagadnienie, czyli kwestia nieuleczalnej choroby: autorka tłumaczy, kiedy ratować, a kiedy zrezygnować z męczenia zwierzęcia i przyjąć do świadomości konieczność rozstania. Nie jest to proste, ale Małgorzata Biegańska-Hendryk wie, jak trafić do odbiorców. "Rozmowa z kotem" to książka emocjonująca - a przecież oparta na poradach i wartościowych komentarzach.

Jeśli ktoś dopiero chciałby zaopiekować się kotem, będzie tu mógł znaleźć odpowiedzi na podstawowe pytania i wątpliwości. Jeśli ktoś boryka się z jakimś kłopotem, także powinien sprawdzić, czy Małgorzata Biegańska-Hendryk nie zamieściła tu wyjaśnienia. "Rozmowa z kotem" to raczej nie lektura do czytania dla relaksu: poradnik nie zamieni się w wartką opowieść dla kociarzy. Jednak pokaże odbiorcom, dlaczego ludzie kochają koty i jak powinni o nie zadbać. Autorce nie zależy na dobrym samopoczuciu właścicieli kotów, a na dobrym samopoczuciu i zdrowiu samych kotów - dzięki temu może odpowiednio naświetlać każdy temat związany z opieką nad czworonogiem. W prosty sposób przekonuje, tłumaczy i przypomina - to można docenić.

środa, 8 kwietnia 2020

Kaveh Rashidi, Jonas Kinge Bergland: W zachwycie o odbycie

Buchmann, Warszawa 2020.

Od drugiej strony

Ci, którzy cenią sobie ugrzecznione treści i przynajmniej imitujący naukowy styl, książką „W zachwycie o odbycie” zachwycać się raczej nie będą – za to ci, którzy nie boją się kloacznego poczucia humoru i uważają, że każdy sposób jest dobry, byle tylko dotrzeć do zainteresowanych kwestiami zdrowia, mogą ochoczo polecać tom napisany przez dwójkę lekarzy. Kaveh Rashidi i Jonas Kinge Bergland do tematu podchodzą z olbrzymią dozą niepowagi, ale kwestie, które poruszają, często do śmiesznych nie należą. Autorzy rozprawiają się z rozmaitymi mitami dotyczącymi odbytu, wyjaśniają, skąd w ogóle wziął się taki „otwór” w ludzkim ciele i co by było, gdyby to samo miejsce służyło do przyjmowania posiłków i wydalania resztek pokarmów. Uczą szacunku do odbytu, jednocześnie pokazując, jak funkcjonuje rubaszny humor ulicy. Jest tu mowa o tym, czym najlepiej się podcierać (w końcu książka o takim tytule i standupowych zapędach autorów nie może pominąć żadnego aspektu dotyczącego anusa), o tym, w którą stronę aplikować czopki, znajdzie się nawet rozdział o tym, co oznaczają… konkretne konsystencje kup niemowląt (w przypadku dorosłych takich klasyfikacji nie ma). Sporo miejsca przeznaczają autorzy na opowieści z dziedziny medycyny oraz seksu – w tym drugim przypadku są w stanie przeanalizować (oczywiście znajdując tu kolejne płaszczyzny do żartów) zachowania i obawy związane z seksem analnym, doradzają, co można wkładać sobie do odbytu i kiedy – a czego lepiej unikać. Więcej uwagi zajmują w książce rozważania na temat urazów odbytu, chorób i sposobów radzenia sobie z problemami czy uciążliwościami. Tutaj Rashidi oraz Bergland wybierają dość prosty sposób komunikowania się z odbiorcami: wrzucają zagadnienie, które budzi wątpliwości lub pytania – przedstawiają skrótowo zestaw objawów przy danej chorobie, by następnie zadać kilka prostych pytań. Między innymi: jak radzić sobie z przypadłością, czy zgłosić się do lekarza, co stanie się, jeśli zaniedba się leczenie, na czym owo leczenie polega… Nie zabraknie tu ironii, ale trzeba przyznać, że jeśli ktoś wstydzi się wizyty u lekarza i chciałby najpierw samodzielnie sprawdzić, co mu dolega, tom „W zachwycie o odbycie” będzie lepszym sposobem samodiagnozowania niż internet.

Przejrzyście, skrótowo i z wygłupami przebiega ta narracja, przetykana w dodatku satyrycznymi w zamyśle ilustracjami. Dla czytelników zmęczonych popularnonaukowym przezroczystym stylem ta książka będzie odskocznią. Kto woli wiedzę uporządkowaną, najlepiej w formie skryptu, szybko zmęczy się przedzieraniem się przez dowcipy autorów – zwłaszcza że humor niski nie jest zbyt lubiany przez czytelników pozycji popularnonaukowych. Jednak ma szansę trafić do odbiorcy masowego, a zdaje się że na tym autorom bardzo zależy. Ta książka właściwie reklamuje się sama: oryginalnym podejściem do tematu zwykle spychanego na margines i bagatelizowanego – niesłusznie.

sobota, 13 kwietnia 2019

Celine Steen, Joni Marie Newman: Kuchnia wegańska. Przewodnik po produktach zastępczych

Buchmann, Warszawa 2019.

Zdrowiej

Celine Steen i Joni Marie Newman wcale nie kierują się modą ani tym, że coraz więcej odbiorców poszukuje nowych smaków oraz możliwości poszerzania kulinarnych doświadczeń. One wolą wybierać tradycyjny i trochę już przebrzmiały sposób przekonywania do przejścia na dietę wegańską – radykalny i infantylny jednocześnie. Podkreślają mianowicie krzywdę zwierząt. Nie tylko zabijanych w przemysłowych hodowlach – ale też tych, którym odbiera się jajka czy mleko metodą przemocy. Cierpienie niewinnych istot to motyw przywoływany w niemal każdym z rozdziałów, zaraz na początku, kiedy jeszcze trzeba pokazać czytelnikom, dlaczego w ogóle szukać zamienników w kuchni wege. Drugi, nieco mniej eksponowany temat, to zdrowie ludzi: każdy składnik mięsny czy pochodzenia zwierzęcego to czynnik zagrażający zdrowiu: jedne zatykają żyły, inne prowadzą do udarów, w jeszcze innych istnieje ryzyko zatrucia salmonellą… W tym ujęciu nie ma produktów bezpiecznych i co bardziej naiwni czytelnicy rzeczywiście mogliby dać się ponieść temu sposobowi argumentacji, jednak zbyt dużo tu emocji i nastawienia na przekonywanie, żeby tom był skuteczny. O wiele lepiej działałby, gdyby pozostawiał możliwość wyboru (w sferze narracji), a nie stanowił radykalnej zmiany trybu odżywiania się.

„Kuchnia wegańska” to tom nietypowy. Owszem, zawiera przepisy na rozmaite potrawy (obiadowe czy przekąski, desery lub dodatki) – ale są to potrawy doskonale czytelnikom znane, tyle że „przełożone” na wersję wege. I tak można się zająć przygotowaniem hamburgerów bez mięsa, ciast bez jajek i cukru, pizzy, krówek itp. Najdziwniejsze będą przepisy na skwarki bez skwarek czy… bezmięsne żeberka (tu obgryzanie kości ma być zastąpione przez obgryzanie specjalnie przygotowanych patyczków – i pojawia się pytanie o granice przywiązania do „klasycznych” dań). Mnóstwo tu zdrowych słodkości, lodów, ciasteczek i ciast, ale też wiele wariacji na temat modnych dań. Wszystko w zdrowej wersji i niby w miarę proste do przyrządzenia, ale czasami trzeba się będzie nabiegać za składnikami (na przykład kiedy potrzebny jest aromat wędzonek). Każdy może się zastanowić, czy woli przejść na kuchnię wegańską i testować całkowicie nowe potrawy, czy oszukiwać organizm, poszukując dawnych smaków w zupełnie innych składnikach. Autorki podpowiadają, czym zastąpić mleko, sery, tłuszcze, ale i mięso, miód czy żelatynę – nie zawsze do swoich eksperymentów przekonają, jednak niektóre przepisy brzmią ciekawie. Nie trzeba przecież radykalnych zmian, można potraktować „Kuchnię wegańską” jako punkt wyjścia do ciekawych eksperymentów kulinarnych. To publikacja dla tych czytelników, którzy nie wierzą, że da się coś zmienić i urozmaicić, że da się wytrzymać bez produktów pochodzenia zwierzęcego w jadłospisie. Na początku każdego rozdziału – eliminującego kolejny składnik – autorki pokazują, na czym polega modyfikowanie przepisów, tak, żeby nie pozostały w nich „niechciane” składniki, ale wprowadzają też tabelki zastępników. Uczą, na co uważać przy wybieraniu zamienników – na przykład w przypadku jajek lub tłuszczu trzeba wiedzieć, do czego służą w oryginalnym przepisie, a to nie zawsze jest oczywiste dla słabo orientujących się w kuchni. Podają też zestawy przepisów, które zadowolą podniebienie każdego smakosza, a czasami będą budzić ciekawość. Jest „Kuchnia wegańska” starannie przygotowanym, chociaż zideologizowanym poradnikiem kulinarnym.

wtorek, 26 lutego 2019

Jessica Bennett: Feminist Fight Club

Buchmann, Warszawa 2019.

Krzyk niezgody

Jessica Bennett krzyczy i wydaje jej się, że śmiechem (pozornym, bo mocno agresywnym) ten krzyk zamaskuje. Krzyczy i tym krzykiem potwierdza najgorsze stereotypy na temat wojujących feministek. Co jeszcze trudniejsze do zniesienia – sama zastawia na siebie pułapki, wpada w nie non stop i udaje, że tego nie widzi (albo faktycznie nie widzi, ale wtedy oznaczać to będzie poważny problem). „Feminist Fight Club” to w założeniu żartobliwy i antymaskulinistyczny poradnik dla tych pań, które czują się dyskryminowane w miejscu pracy lub dowolnej grupie społecznej – i dla tych, które czują się urażone rozmaitymi zachowaniami. Pewnie w wielu wypadkach wystarczyłoby po prostu poinformować otoczenie o własnych preferencjach i zażyczyć sobie zaprzestania irytujących praktyk – ale zwykłe zwrócenie uwagi czy przedstawienie argumentów nie jest przecież czymś, co przystoi radykalnej feministce. Taka musi walczyć, spełnia się wyłącznie w agonie, zwłaszcza wtedy, gdy za wszystkie zawinione lub niezawinione krzywdy może odpłacić pierwszemu lepszemu mężczyźnie. Nawet jeśli jest to ten sympatyczny kolega z pracy – niech cierpi za całą płeć. Absurdy się mnożą, a specjaliści od kreowania wizerunku albo od kursów asertywności załamują ręce. Bo chociaż kobiety z tej narracji nie chcą być postrzegane jako agresywne, histeryczne lub rozchwiane emocjonalnie, jeśli zastosują się do wskazówek z tomu, na takie właśnie wyjdą. Chyba że akurat posłuchają rad, jak udawać miłą – ale to raczej doprowadzi je do frustracji i rozłamu osobowości niż do celu.

Jessica Bennett chce, żeby kobiety walczyły o swoje prawa w detalach. Nawet jeśli to konieczność zwracania uwagi na żeńskie końcówki w języku. Albo odmowa matkowania innym. Co ciekawe, w wizji równouprawnienia pokazywanej przez tę autorkę nie ma mowy o dzieleniu się pobocznymi zadaniami – parzeniem kawy czy przygotowywaniem dokumentów. Według Bennett wyznaczane do tego są wyłącznie kobiety, więc mogą one wskazać mężczyznę, który je w tym zastąpi. Dziwaczne przy tym wydają się strategie postępowania: trzeba udawać niedorajdę, która zawsze psuje ekspres (jak wizja słodkiej idiotki ma wpłynąć na poprawę wizerunku kobiety wśród panów – tego autorka nie określa). Straszne są również zawoalowane złośliwości, które należy stosować wyłącznie wobec panów. I nie pomaga nawet lekcja unikania modulacji głosu czy nadmiaru emotek w wiadomościach. Panie są idealne. Panowie to ch… (czasami nawet takie wykropkowane określenia się pojawiają, jakby autorka musiała dać upust własnej frustracji i odegrać się za rzesze poszkodowanych kobiet, nawet jeśli owe kobiety nie zdają sobie sprawy ze swojej tragicznej rzekomo pozycji). Jessica Bennett przypomina, że dla siebie wzajemnie panie (bez wad) mają być zawsze wsparciem. Jej idea „sióstr” zniszczy się bardzo szybko – w końcu chyba żadna z odbiorczyń nie wierzy w stałą i bezinteresowną pomoc przedstawicielek swojej płci w absolutnie każdych okolicznościach, a już zwłaszcza w rywalizacji w miejscu pracy. A ponieważ wątpliwości budzi i jadowity styl, i dobór pseudoargumentów – sam śmiech nie wystarczy, żeby przyciągnąć czytelniczki i przekonać je do prezentowanych treści. Nawet komiczne naświetlenie problemu i dróg jego rozwiązania nie przyniesie efektów w postaci zadowolonych odbiorczyń – jednokierunkowość wysiłków bowiem zaślepia autorkę i psuje jej wywody.

czwartek, 6 września 2018

dr Renee Engeln: Obsesja piękna

Buchmann, Warszawa 2018.

Krzywda

Wychodzi dr Renee Engeln od słusznego założenia, ale w samej narracji nie udaje jej się zachować spokoju na tyle, żeby uporządkować tom. “Obsesja piękna” w wersji konstrukcyjnie przemyślanej byłaby o wiele bardziej skuteczna, tak zatrzymuje się na poziomie krzyku i niechęci do wzorców proponowanych przez media i na niekończących się ankietach oraz rozmowach z kobietami, które zgodziły się na wywiad i podzielenie się własną niewesołą historią. Sama autorka przyznaje, że nie starała się o miarodajną próbę, zależało jej bardziej na wyłapaniu uczuć niż na szukaniu kobiet z różnych warstw społecznych, o różnym wykształceniu czy z różnych kultur – nie może zatem uogólniać spostrzeżeń (chociaż i tak w tym kierunku podąża). Założenie określone w podtytule, czyli “Jak kultura popularna krzywdzi dziewczynki i kobiety” musi przecież zostać poparte przykładami. Te najlepiej, kiedy są ekstremalne: trafią do masowej publiczności i o to chodzi. Bez wątpienia Renee Engeln bierze się za ważne zagadnienie i jej głos w przestrzeni publicznej staje się potrzebny - ale wystarczyło odrzeć opowieść z otoczki feministycznej, przyjrzeć się trochę bardziej zróżnicowanym przyczynom zachowań i podążania za modą (a nie opierać się wyłącznie na proponowanych w mediach wizerunkach kobiet), żeby przekonać większą liczbę odbiorczyń. Jak zwykle, jednostronność wysiłków psuje efekt. “Obsesja piękna” kilku ważnych kwestii dostarczy, ale też momentami wzbudzi nieufność przez nacisk na argumentowanie przez emocje.

Autorka dzieli książkę na pięć części: najpierw chce zdefiniować obsesję piękna, później pokazać jej wpływ na kobiety, zająć się mechanizmami w mediach, zaprezentować nieskuteczną walkę ze zjawiskiem, by wreszcie podpowiedzieć, jak wobec narzucanych kanonów piękna się zachowywać. Tyle w teorii. W praktyce bowiem woli rozmawiać z kolejnymi kobietami, dziewczynami i dziewczynkami, w samych pytaniach już sugerując im, czego chciałaby się dowiedzieć. Szuka sensacyjności i potwierdzenia własnych założeń, wyciąga na światło dzienne najbardziej to, co mogłoby zaszokować czytelniczki, każde wyłamanie się ze schematu, zgodnie z którym dziewczyna powinna być szczęśliwa z własnym ciałem i własnym wyglądem. Nie zastanawia się nad tym, czy kobiety chcą być zadbane, modnie ubrane i umalowane – uznaje, że są do tego zmuszane przez mechanizmy w społeczeństwie. To swoista walka z wiatrakami, a nawet gorzej: nie da się obarczyć winą za absolutnie wszystko mediów i lansowanego w nich wzorca piękna, a to Engeln zrobić uparcie próbuje, bez zastanowienia się nad losami swoich rozmówczyń. Tymczasem w co najmniej kilku wypadkach problem leży nie tyle w ogólnie przyjętych zasadach wyglądania czy ubierania się, a w samej psychice matek, które mają zaniżone poczucie własnej wartości i nieodpowiednie postawy wpajają swoim córkom. Engeln nie chce dostrzegać odejścia od mechanizmów, które piętnuje - ale wcale na nich się powinno kończyć. Za każdym razem autorka wybiera sobie jedną postać, której zmienia imię i przytacza jej relację - wzbogacaną czasami własnymi uwagami i komentarzami. Tak pokazuje, w jaki sposób media kształtują obraz kobiety idealnej i jak wpędzają we frustrację te kobiety, które idealne nie są i nie będą. Obsesyjnie powraca do tematu urody, który ma definiować kobietę: nie liczy się ani inteligencja, ani charakter, tylko wygląd. Jednak w pewnym momencie to uogólnienie przestaje czytelnikom wystarczać.

piątek, 15 czerwca 2018

Lauren Sandler: Jedno i już

Buchmann, Warszawa 2018.

Decyzja

Kwestia, czy poprzestać na jednym dziecku, czy decydować się na rozbudowywanie rodziny teoretycznie powinna być sprawą do rozważenia przez każdą matkę, tymczasem zamienia się niemal w decyzję o wymiarze politycznym, a na kobietę wpływ chcą mieć nie tylko przedstawiciele gospodarki, ale również zaangażowanie w religię, ekolodzy i członkowie lokalnych społeczności. Ginie w tym wszystkim możliwość samostanowienia, zwłaszcza że ta sama osoba w różnych warunkach podejmie skrajnie różne decyzje. Lauren Sandler przygląda się, co daje posiadanie jednego dziecka – i co owo dziecko oraz jego rodzice przy takiej decyzji tracą. Feministka i jedynaczka oraz matka jedynaczki (tak się w tomie przedstawia) próbuje połączyć osobiste doświadczenia, przemyślenia płynące z rozmów z ludźmi w podobnej sytuacji oraz badania w jeden tom. Nie udaje jej się uciekać od piętnowanych stereotypów, ale różne punkty widzenia zapewnia sobie przez urozmaicone motywy opisywane wielogłosowo (za sprawą wywiadów) i subiektywnie mimo odwołań do prac uczonych.

Przede wszystkim Sandler broni stanowiska, że ograniczenie się do tylko jednego potomka to słuszna decyzja. Broni przed niewidzialnym wrogiem – społeczeństwem, które lubi oceniać po pozorach i bezwzględnie charakteryzuje jedynaków jako osobniki samolubne, pozbawione chęci budowania trwałych społecznych więzi, zubożone emocjonalnie, wywyższające się nad innych itp. Pokazuje, jak o rząd dusz matek walczą różne organizacje: dla hierarchów kościoła ważna jest wielodzietność, z kolei w krajach przeludnionych polityka próbuje wprowadzać kontrolę narodzin. Tam, gdzie państwo rozwija system opieki nad dziećmi i umożliwia matkom kontynuowanie kariery zawodowej, gdzie polityka prorodzinna stawiana jest na pierwszym planie, łatwiej o wychowywanie gromadki dzieci. Jeśli jednak posiadanie dziecka wiąże się z wyrzeczeniami materialnymi, często towarzyszy mu kwestia rozważań nad etycznym wymiarem aborcji. I tak w kółko, Lauren Sandler nie porządkuje wiedzy na temat wychowywania jedynaków, ale bez przerwy przedstawia argumenty którejś ze stron. Materiały czerpie z badań – przegląda literaturę przedmiotu, bo tylko tak może podsumować dotychczasowe odkrycia i ciekawostki. Ale równie chętnie spotyka się z jedynakami bądź rodzicami jedynaków, sprawdzając, ile prawdy jest w stereotypach społecznych. Wypytuje swoich rozmówców o tworzenie więzi i budowanie wspomnień, o kwestię relacji z rodzicami, gdy nie ma się rywala. Zajmuje się jednak również przemianami społecznymi, tym, że dawniej dzieci mogły znajdować sobie przyjaciół nie tylko wśród rodzeństwa, ale i wśród kolegów na podwórku, a dzisiaj zawęża się przestrzeń, w którą wolno maluchom wchodzić bez nadzoru rodziców. „Jedno i już” pod kątem obserwacji jest publikacją dość atrakcyjną dla odbiorców, ale przydałoby się tu jeszcze trochę więcej uporządkowania wywodów, tematyzacji rozdziałów czy po prostu pełnego omówienia jednego wątku, zanim przejdzie się do kolejnego. Lauren Sandler do publikacji popularnonaukowej wprowadza również osobiste doświadczenia, czym automatycznie ociepla książkę. Jest to podpowiedź dla matek, które zastanawiają się, czy decydując się na jedno dziecko nie skrzywdzą pociechy, a i zestaw obserwacji społecznych – atrakcyjnych przez swoje zróżnicowanie. To lektura pozwalająca zmierzyć się ze stereotypami i łatwo wydawanymi osądami.