* * * * * * O tu-czytam

wtorek, 25 września 2018

Piotr Mazik, Kuba Szpilka: Krupówki

Czarne, Wołowiec 2018.

Tu być

Piotr Mazik i Kuba Szpilka piszą o Zakopanem tak, by przypomnieć zwłaszcza młodszym pokoleniom fenomen miejsca. Interesuje ich i perspektywa historyczna, i bywalcy - sławni ludzie, których dawniej można tu było spotkać. W tomie “Krupówki” przyglądają się tylko jednej ulicy, chociaż nie tworzą jej monografii ani pełnego obrazu na osi czasu. Unikają też informacji przewodnikowych, kusi ich za to perspektywa kulturoznawcza. Jest to publikacja przedziwna, nie wiadomo do końca, jak ją odczytywać. Zabrakło wyraźnego szkieletu konstrukcyjnego: autorzy wprawdzie dzielą się tematami, przeplatają się w narracji (a każdy rozdział sygnują inicjałami, żeby czytelnicy wiedzieli, kto zabrał ich w kolejną krótką podróż po Krupówkach), ale wydaje się, że piszą tylko o tym, co udało im się znaleźć od razu w materiałach źródłowych, a niespecjalnie zagłębiają się w tematy. Sprawiają wrażenie, jakby przy pisaniu konkretnych relacji korzystali z pojedynczych źródeł i rezygnowali z ich sprawdzania czy potwierdzania. Nie znaczy to, że brakuje im ścisłości, ale w samym stylu nie ma wyznaczania sobie celów. Pisanie dla pisania, zachłystywanie się lokalnością i to wszystko: w efekcie książka staje się miłą pamiątką z Krupówek, rodzajem efektownej wizytówki i tyle.

Unikają autorzy kwestii topograficznych, przynajmniej w sporej części: nie będą na pewno analizować planów, jeśli jakiś dom jest ważniejszy niż inne (choćby z powodu tego, że stoi na początku ulicy), to się w tomie znajdzie, ale wybór motywów do poruszenia w tej dziedzinie jest bardzo zsubiektywizowany i nie do końca jasny dla odbiorców. Mazik i Szpilka posługują się kategoriami kulturoznawczymi, żeby odczytywać miejsce – jest to strategia dla nich logiczna, ale nieprzekonująca z perspektywy czytelników lub turystów: zbyt dużo tu bowiem zastanawiania się nad nazewnictwem, toposami czy kluczami interpretacyjnymi, a za mało samego fenomenu Krupówek. W zasadzie nie udaje się autorom odpowiedzieć na pytanie, dlaczego to miejsce zyskało tak ogromną sławę - a może po prostu nie chcą takiego rozwiązania szukać. Nie zastanawiają się w takim razie, dlaczego do książki zajrzeć mają odbiorcy spoza Zakopanego, zafascynowani Tatrami lub fani literackich podróży: w całej relacji brakuje uzasadnienia jej powstania.

Temat Krupówek dzisiaj schodzi na bardzo daleki plan. Autorzy rezygnują z odwoływania się do powszechnej komercjalizacji i do oskarżeń, jakie padają pod adresem miejsca. Nie chcą przyjmować do wiadomości, że dawna legenda upada, nie chcą zachowywać tego w książce. Wolą cieszyć się Krupówkami z czasów Witkacego. Bardzo chętnie przechodzą do przeszłości, omawiają ważne dla ulicy momenty z dawnych czasów, eksponują egzotykę ulicy, pokazują, kogo przyciągała i kusiła. W tym wszystkim nie ma porównywania z Krupówkami obecnie, bo też i w takim wypadku wyszłaby antyreklama, a nie o to twórcom książki chodzi. Zresztą dla czytelników lepsze będzie zanurzenie się w oparach legendy, cieszenie się obcowaniem ze sławami i sprawdzanie zakopiańskiej “zwyczajności” obok słynnego demonizmu niż przejście do doskonale znanych nie tylko zakopiańczykom bolączek. Tyle że przeszłość obrazowana jest tutaj bez różnicowania ciężaru gatunkowego wiadomości, drobiazgi urastają w opowieści do takiej samej rangi jak sprawy ważne, jakby autorzy rzeczywiście nie wiedzieli, jakie kryterium doboru informacji przyjmować. Są “Krupówki” tomem ciekawym, dostarczają danych, do których większość turystów mogłaby nie dotrzeć (chociaż męczy czasem budowanie rozdziałów z pełnych, długich cytatów), ale problemem jest brak wyraźnego przesłania.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com