* * * * * * O tu-czytam

niedziela, 9 września 2018

Jacek Inglot: Eri i smok

Nasza Księgarnia, Warszawa 2018.

Opieka

Jacek Inglot tworzy opowieść bardzo klasyczną, a jednak uda mu się najmłodszych zaangażować w historię o przywiązaniu i oddaniu. Wykorzystuje do tego ponadgatunkową więź, dla dzieci zawsze najbardziej atrakcyjną. Eri jest dzieckiem, ale wrażliwością i mądrością mogłaby dorównywać dorosłym. Najważniejszy jednak staje się jej dar. Eri zbliża się dzięki niemu do czarownic i szeptuch, a to oznacza, że przekracza granicę bajkowości już na starcie. Eri to wprost wymarzona bohaterka do tego, by posłać ją na niebezpieczną misję. Jacek Inglot wymyśla tutaj rozwiązania zbliżone do tych z gier komputerowych, budując pomost między tradycją i dzisiejszą fantastyką. Żeby jednak Eri mogła przeżywać swoje przygody, najpierw musi rozstać się z mamą (i nie wie, czy uda jej się wrócić do domu). Opuszcza rodzinne strony, chociaż nie wie jeszcze, co ją czeka – o jej misji rozprawiają w tajemnicy szeptucha i mama Eri. Nie ma zatem dylematu ani rozbieżności między charakterem Eri i jej działaniami: bliscy dziewczynki są wtajemniczeni w to, czego ona dopiero się dowie, zresztą – razem z czytelnikami. Misja jest zapłatą za pewną – ogromną – przysługę, nie da się jej zignorować ani przenieść na kogoś innego. W powieści „Eri i smok” początek jest bardzo klimatyczny, nawiązuje trochę do ludowych bajań i nastraja do lektury. Autor odmalowuje tu mnóstwo zróżnicowanych uczuć, jest lęk i niepewność, smutek i tęsknota – ale przy tym wszystkim i ciekawość dalszego ciągu, niecierpliwość. Na Eri spada ogromna odpowiedzialność, dostaje ona pod opiekę jajo smoka i powinna towarzyszyć maleństwu również po wykluciu. Smok to wyjątkowo groźna broń, jeśli dostanie się w niepowołane ręce, nic go nie pokona. Może wyrosnąć na dobrą albo złą istotę, wszystko zależy od opiekuna. Eri nie zamierza wychowywać smoka na groźnego stwora, ale boi się, że nie podoła obowiązkom. Zanim jednak stworzenie się wykluje, ma trochę czasu na rozważania.

Stopniowo akcja się rozkręca, przynajmniej z perspektywy młodych czytelników, bo gdyby do tomu sięgnął ktoś starszy, dostrzeże już wchodzenie w konwencję powieści drogi i bardzo stereotypowej fantastyki. Eri i smok (oraz paczka przyjaciół poznanych w trasie) będą podróżować, przemierzać daleką trasę i mierzyć się z licznymi niebezpieczeństwami. Nie ma tu już miejsca na bawienie się emocjami, autor przechodzi do rozwijania fabuły, skupia się już na wydarzeniach. „Eri i smok” staje się mniej ciekawą pod względem uczuć powieścią – ale dzieci rzeczywiście bardziej może skusić wizja nietypowych i magicznych spotkań ze zwierzętami, z którymi da się porozumieć albo z baśniowymi istotami. I tutaj znowu widać zamiłowanie autora do wykorzystywania tradycyjnych motywów. Wszystkie skrzaty czy krasnale ubarwiają opowieść, każdy z bohaterów czegoś Eri uczy i to zjawisko równie cenne co oczywiste.

Jacek Inglot w tomie „Eri i smok” zachęca najmłodszych do zainteresowania się historiami czerpiącymi z tradycji. Tu przydaje się wyobraźnia, ale i empatia, tego autor uczy odbiorców. Mała Eri ze swoją drogą dojrzewa, nie może liczyć na dorosłych, to ona staje się mózgiem całej operacji. Skoro dorasta na oczach czytelników, psychicznie i emocjonalnie, powinna przyciągać uwagę. Nie jest kreowana na ideał, na szczęście, bo książka stałaby się nieznośnie moralizatorska. Inglot pilnuje prawdziwości uczuć, dobrze mu to wychodzi. Proponuje odbiorcom powieść, w której więcej niż zwyczajnie miejsca przeznacza na to, co poza akcją (ale co może tę akcję pośrednio katalizować), nie będzie jednak czytelników w ten sposób męczyć. „Eri i smok” to powieść, w której liczy się dobra realizacja, bardziej nawet niż sam układ wydarzeń.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com