* * * * * * O tu-czytam
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.

Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.

NIE KORZYSTAM Z AI.

Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com

wtorek, 5 grudnia 2023

Ivana Šojat: Unterstadt

Biblioteka Słów, Warszawa 2023.

Czasy

Nie ma dobrych czasów na rodzenie dzieci, nie ma dobrych czasów na umieranie. Zwłaszcza kiedy żyje się w świecie targanym wojnami i konfliktami, które w każdej chwili mogą pozbawić dachu nad głową albo wsparcia rodziny. Wie o tym doskonale Katarina, która w pewnym momencie pakuje się i jedzie do Osijeku. Nie ma żadnych przeczuć, chwila, w której umiera jej matka, nie staje się dla niej momentem konkretnym: ale na rozpamiętywanie smutków jest już za późno. Katarina przegląda stare zdjęcia i próbuje dowiedzieć się czegoś o poszczególnych członkach rodziny – odtworzyć historię, w której ocaleją życiorysy i przypisani do nich ludzie. Sięga po cudze zmartwienia i smutki, żeby sprawdzić, jak inni ludzie radzili sobie z potężnymi wyzwaniami. W efekcie przechodzi długą sagową drogę, w której liczą się ciągłe zderzenia rzeczywistości historycznej i doświadczeń jednostek – bez znaczenia, że te jednostki mają swoje nadzieje i plany – muszą stale dopasowywać się do ponurej codzienności.

I w całym tym otoczeniu, które nie napawa otuchą, schronienie daje rodzina. Mała społeczność z „Unterstadt” zawsze będzie zapewniać wsparcie i szansę na godną przyszłość. Każdego dnia rozgrywają się jakieś dramaty, które można zignorować – ale które zazębiają się tak, żeby w końcu trafić w tych najbardziej nieczułych domowników lub bliskich z ich kręgów. Ivana Šojat radzi sobie bezbłędnie z naświetlaniem zależności. Portretuje ludzi i środowisko, w jakim funkcjonują, skupiając się czasami na temacie inności czy odmienności (niemiecka rodzina stopniowo zaczyna być oceniana przez pryzmat wojen). Uzyskuje dzięki temu obraz wielowymiarowy i pozbawiony wyrazistego kierunku, za to w swojej niejednoznaczności zachwycający i, co dziwne, uniwersalny. Chociaż mocno zakorzenia egzystencję bohaterów w konkretnym miejscu i czasie, udaje jej się uchwycić sytuacje czy zdarzenia, które przypominają o scenkach z wielu domów. Nawet jeśli inny jest kontekst historyczny (tu powracający co pewien czas i niepokojący z racji niebezpieczeństw, jakie przynosi, to przecież mechanizmy rodzinne i domowe obrazki powtarzają się w podobnych konfiguracjach w wielu różnych miejscach. Ivana Šojat nie tworzy: sprawia wrażenie, jakby tylko rejestrowała fakty i obserwacje, jakby zestawiała je w łamigłówkę, której struktury zna tylko ona sama. Zabiera odbiorców do swoich korzeni, przemyca wizje normalności w nienormalności, pokazuje, jakie ukojenie może dać zapamiętanie się w uczuciach. Ale w zależności od czytelnika, jego przeżyć, doświadczeń i wrażliwości, „Unterstadt” będzie odsłaniać różne aspekty swojej rzeczywistości – ta książka nie nadaje się do jednoznacznego i ostatecznego odczytywania, to gra podejmowana z odbiorcami, migotliwa i wypełniona niespodziankami. Ocalająca fabuła łączy się tu z melodyjną narracją, Ivana Šojat korzysta z fraz nie tylko po to, żeby przekazywać treści i zachować w pamięci obrazki z rodzinnego domu, raczej interesuje ją uzyskanie mocnego emocjonalnego efektu – jest w stanie wciągnąć w opowieść, zaprosić do śledzenia kolejnych relacji, ale też zająć się językową stroną opowieści. Nie zaniedbuje żadnej warstwy historii, panuje nad światem przedstawionym i to wszystko sprawia, że proponuje odbiorcom wyjątkową lekturę.

poniedziałek, 4 grudnia 2023

Edyta Folwarska: Romans nad jeziorem Como

Luna, Warszawa 2023.

Po ślubie

Edyta Folwarska nie sili się na udawanie, że opowie czytelniczkom coś zaskakującego - już w tytule nakreśla przebieg akcji, więc łatwiej będzie jej trafić wyłącznie do zainteresowanych prostym czytadłem pań. Jednak "Romans nad jeziorem Como" trochę zaskakuje finałem - nie mieści się za bardzo w konwencji czytadła pokrzepiającego i pocieszającego. Do pewnego momentu jednak wszystko toczy się zgodnie z oczekiwaniami. Anka na własnym ślubie dowiedziała się, że mąż zdradzał ją z jej najlepszą przyjaciółką. Dowiedzieli się o tym również wszyscy weselni goście - bohaterka już wie, że zażąda rozwodu. Na razie jednak potrzebuje przestrzeni dla siebie i doświadczona ciotka wysyła ją do Włoch, do miejsca, w którym urokliwym pensjonatem zarządza jej dobry znajomy. Anka musi zmienić otoczenie, a nie ma lepszego pomysłu na siebie - cierpi za bardzo, żeby przejmować się planami na przyszłość. Postanawia skorzystać z okazji i odpocząć z daleka od środowiska, które bardzo ją skrzywdziło. Nad jeziorem Como niemal od razu poznaje przystojnego Włocha. Alessandro jest uwodzicielem - jak każdy męski przedstawiciel w tym narodzie (przynajmniej według autorek romansów). Podrywa odruchowo i z wyczuciem. Wie, co spotkało Ankę i nie ukrywa swojej fascynacji nią. Wbrew wszelkim przekonaniom o nonsensowności włoskiego romansu Anka postanawia poddać się biegowi wydarzeń. Nie przejmuje się, że skrzywdzi męża - i nie próbuje się na nim odegrać. Wie, że wszystko już stracone i musi tylko wyleczyć się z żalu. A w tym obecność przystojnego Alessandro bardzo pomaga. "Romans nad jeziorem Como" to zatem jednowątkowa historia, która rozgrywa się w przewidzianym przez czytelniczki kierunku i prawie nie przyniesie zaskoczeń. Anka coraz lepiej się we Włoszech bawi, ma szansę na wymazanie z pamięci wiarołomnego małżonka, ale też wreszcie rozwija się jako kobieta. Jeszcze do niedawna rzadko uprawiała seks i nie czuła się zbyt atrakcyjna - Alessandro pozwala jej na nowo uwierzyć w siebie. Okoliczności sprzyjają rozwojowi romansu - bo przecież jeśli pojawią się goście chętni do wynajęcia pokoju, trzeba będzie zwolnić miejsce: Anka sporo czasu spędzi w apartamencie swojego nowego znajomego. Ale Edyta Folwarska stawia na romans, a nie na erotyk: niezbyt często przygląda się temu, co bohaterowie chcieliby ze sobą zrobić. Woli pozostawić niedopowiedzenia i skupić się na rodzącej się wzajemnej fascynacji.

Pisze bardzo prosto i w sposób niepozbawiony błędów: zdarza się, że brakuje korekty i poprawiania literówek, ale czasem też błędy logiczne czy składniowe męczą. Trzeba jednak wziąć pod uwagę, że to książka dla mas, publikacja, po którą sięgną panie spragnione rozrywki i świadome, że nie będzie to powieść z górnej półki, a czytadło na chwilę. "Romans nad jeziorem Como"to historia pokazująca, że warto żyć chwilą - że w każdym momencie może zdarzyć się coś, co radykalnie zmieni życie i wyzwoli przewartościowania. Edyta Folwarska nie ma do opowiedzenia oryginalnej historii - ale stara się dodać otuchy czytelniczkom i czasami trochę ich pouczyć za sprawą aforystycznych sformułowań w różnych miejscach narracji.

niedziela, 3 grudnia 2023

Tomasz Samojlik, Adam Wajrak: Detektyw Wróbel i struty dziób

Agora, Warszawa 2023.

Fast food

Jeszcze kilka dekad temu dokarmianie ptaków chlebem nie wydawało się niczym niezwykłym - i niestety to do dzisiaj pokutuje. Obecnie pieczywo pełne jest ulepszaczy i powoduje u ptaków poważne choroby. Problem w tym, że wielu przyzwyczajonych do wysypywania ptakom okruszków seniorów nie chce przyjąć do wiadomości faktu, że w ten sposób zaszkodzą. Tomasz Samojlik i Adam Wajrak nie kierują się do seniorów - komiksem o Detektywie Wróblu trafią raczej do młodych czytelników - ale próbują przypominać i edukować kolejne pokolenie. Ptakom szkodzi nie tylko chleb, ale też rozmaite fast foody - jedzenie wyrzucane do śmietników sprawia, że skrzydlaci przyjaciele źle się czują i chorują. Nie potrafią jednak oprzeć się pokusie - zwłaszcza gdy jedzenie ze śmietników jest łatwo dostępne, a lepszego pożywienia wokół brakuje. "Detektyw Wróbel i struty dziób" to kolejny komiks kryminalny i edukacyjny - przerywany ciekawostkami ze świata ptaków. Detektyw Wróbel musi wyruszyć tropem kolejnej zagadki, zagadki, której jedną z ofiar jest kaczka Ananana. Kaczka ma problemy ze skrzydłem - i jeszcze nie wie, że winowajcami rzeczywiście są ludzie, którzy dokarmiają dzikie ptactwo chlebem. Zanim jednak Detektyw Wróbel wpadnie na rozwiązanie tajemnicy męczącej okoliczne ptaki, będzie musiał stawić czoła prawdziwej wojnie gangów. Oto śmietnik w pobliżu fast foodu: miejsce wymarzone dla tych, którzy lubią jeść, ale nie chcą zbytnio się natrudzić w poszukiwaniu jedzenia. Mało tego: jeśli jakiś ptak nie rozsmakował się jeszcze w fastfoodowych przekąskach ze świata ludzi, teraz ma okazję zmienić ten stan rzeczy: gangi, które opanowują śmietniki, trudnią się też dilerką: rozprowadzają "towar" wśród skrzydlatych towarzyszy. Wiedzą doskonale, że ptaki wrócą po więcej bezwartościowego jedzenia i zapłacą za nie naprawdę dużo. Analogie do ludzkiej rzeczywistości są tu jasne, jednak nadrzędnym celem staje się ostrzeżenie czytelników i przypomnienie im, że nie należy dokarmiać ptaków chlebem (i że trzeba uważać, co wyrzuca się do śmietników). "Detektyw Wróel i struty dziób" to historia rozbudowana, dzieje się w niej dużo, ale autorzy podporządkowują cel opowieści morałom kierowanym do czytelników.

Jest tu - jak zawsze w przygodach Detektywa Wróbla - sporo humoru. Nie można napominać i przestrzegać bez dowcipu - bo nikt nie chciałby sięgać po książkę. A i Tomasz Samojlik, i Adam Wajrak potrafią rozbawiać. Robią użytek z tej umiejętności - co widać po komiksie. Nie dłuży się tu ani czytanie, ani oglądanie kolejnych kadrów, wręcz przeciwnie: warto odkrywać żarty poboczne, te, które nie mają większego znaczenia dla głównego nurtu opowieści, ale które nadają jej wyjątkową barwę. Samojlik i Wajrak chcą, żeby odbiorcy nie tylko nauczyli się czegoś z lektury, ale też żeby dawali sobie radę z chronieniem przyrody. Tak wychowuje się pokolenie świadome proekologicznych postaw - którego nie trzeba będzie już później napominać. A wszystko dla dobra ptaków.

sobota, 2 grudnia 2023

Sabine Lemire, Rasmus Bregnhoi: Mira

Dwie Siostry, Warszawa 2023.

Zwyczajność

Mira to bohaterka, która nie wykazuje się czymś szczególnym. Przeciętna dziewczynka wchodząca właśnie w etap dojrzewania. Ma przyciągnąć młodych odbiorców do komiksu właśnie swoją naturalnością i jeszcze dziecięcymi odruchami, kompletnym niezrozumieniem spraw dorosłego świata. Mama Miry bez przerwy zmienia facetów, zbyt mocno się maluje, ubiera kuse sukienki i ostro imprezuje. Przyjaciółka Miry zakłada klub dla zakochanych. Tymczasem Mira nie rozumie, o co chodzi z tą całą miłością i po co tyle zamieszania - wydaje jej się, że jeśli będzie przez pół godziny dziennie myślała o swoim najlepszym przyjacielu, to się w nim zakocha i będzie mogła dołączyć do klubu. Mira nie zawsze rozumie swoje koleżanki, nie wie, co może być fajnego w imprezach albo w ciągłym wzdychaniu do chłopaków, czasami wydaje jej się, że jest najbardziej samotną osobą na świecie, innym razem ratuje się drobnymi oszustwami, żeby nie pokazać swoich lęków i braku popularności. Mira radzi sobie jak umie, żeby dopasować się do otoczenia. Jest sympatyczna i niekonfliktowa - ale tak naprawdę wyróżniać się może tylko własną zwyczajnością. Nie ma tu superbohaterskich postaw ani fabularnych fajerwerków, Sabine Lemire i Rasmus Bregnhoi chcą stworzyć kolejną serię na wzór komiksowych stripów czy serii Sisters. Stawiają na krótkie historie - akcja zamyka się w kilku stronach i kończona jest puentą, żeby czytelnicy wiedzieli, że po ten cykl sięga się dla rozrywki. Mira nie uczy, jak żyć, pokazuje za to, że nie zawsze w codzienności jest różowo i nie wszystko układa się po jej myśli - ale potrafi smutki przekuwać w zabawę, nie przygnębia i nie narzeka. Dużo w tym ironii i wyczulenia na poczucie obcości, Mira trochę pozwala zrozumieć, na czym polega piekło wchodzenia w wiek nastoletni. To właśnie w Mirze odnaleźć się mogą kolejne czytelniczki - bo to postać, która nie została udziwniona ani przerysowana w stronę cukierkowości. Mira rysowana jest trochę naiwnie, na pewno nie upiększana - wszystko ma podkreślać zwyczajność. Może poza humorem - bo ten istnieje. Komiks odnosi się także do kwestii modelu rodziny - tutaj bohaterka jest w domu tylko z mamą (jej kolejni kochankowie to sytuacja przejściowa), taty Mira nie poznała, bo podobno jest zbyt zapracowany, żeby odwiedzić córkę. To także ukłon w stronę czasów, przejście do świata, który jeszcze dwie dekady temu był tabuizowany w twórczości dla dzieci.

"Mira" to obiecujący początek nowej serii, szansa na ciekawe opowieści - pokazywanie zwyczajności w niecodzienny sposób. Po ten komiks sięgać się będzie dla rozrywki i dla puent wprowadzanych przez autorów do kolejnych krótkich historyjek. Łatwo pozostać z Mirą w jej przestrzeni - wydaje się ona gościnna i bezproblemowa dla przybysza z zewnątrz. Ta bohaterka nie zmęczy odbiorców, za to uświadomi im, że nie są sami ze swoimi drobnymi zmartwieniami.

piątek, 1 grudnia 2023

Boguś Janiszewski i Nikola Kucharska: Kurzol. Strach się bać

Agora, Warszawa 2023.

W ciele

Powieści komiksowe w Polsce rozwijają się trochę inaczej niż na zachodzie: rodzimi autorzy rezygnują z zabawy i absurdu dla samej zabawy - liczy się dla nich bardziej możliwość edukowania czytelników przy okazji. Jednak z takiego podejścia, płynącego po trosze z oczekiwań wydawców, wynika nowa jakość w gatunku - książki okazują się bardziej wartościowe, a jednocześnie i tak pełne humoru i ciekawe. "Kurzol. Strach się bać" to druga część cyklu trochę w tle nawiązującego do "Było sobie życie". Antek i jego przyjaciel - kłębek kurzu, Kurzol, za pomocą piątej klepki dostają się do wnętrza organizmu, żeby odbyć tam nietypową podróż - tym razem w celu odkrycia źródeł strachu i lęku (dla wygody i zrozumiałości strach i lęk zostały tutaj połączone w jedną emocję, na rozróżnienia przyjdzie czas po przekazaniu odbiorcom najważniejszych wiadomości).

Dla tych, którzy czytali poprzedni tom - pojawią się u Bogusia Janiszewskiego i Nikoli Kucharskiej starzy znajomi, Alina Adrenalina czy generał Korti, czyli hormon Kortyzol - bohaterowie wyraziści i komiczni w swoich przesadzonych zachowaniach. Kurzol twierdzi, że strachu nie zna (chociaż kolejne jego doświadczenia i zachowania mocno temu przeczą - stworek boi się wszystkiego, od odkurzacza mamy - swojego naturalnego wroga - po istoty napotkane w organizmie). Autorzy będą zatem ciągle go doświadczali, żeby ujawnić sprzeczności między deklarowanymi wartościami a rzeczywistością. Tyle że bohaterowie mają tym razem spore powody do niepokoju: w organizmie to oni są intruzami, a ciało ma specjalnie wyszkolone jednostki do walki z tego typu przybyszami. Reaguje bezbłędnie i chce pozbyć się najeźdźców, nie ma tu miejsca na wyjaśnienia i negocjacje - trzeba wykazać się sprytem, żeby wyjść cało z opresji. Im więcej powodów do strachu, tym lepiej z perspektywy czytelników - będzie po prostu wesoło. Wiadomości na temat biologii to jedynie dodatek, będą się wchłaniać i przyswajać z rytmem lektury i niemal bez wysiłku - pomoże przy tym na pewno wartka akcja i zestaw zabawnych pomysłów. Janiszewski i Kucharska stawiają na tempo - tu bez przerwy coś się dzieje, więc młodzi czytelnicy nie będą się nudzić. Autorzy uczą, ale też dostarczają sporą porcję rozrywki. Zwracają uwagę zwłaszcza fantazyjne stwory - Nikola Kucharska gorzej czuje się w przedstawianiu komiksowych ludzi, ale jeśli chodzi o wymyślanie kształtów i antropomorfizowanie poszczególnych "mieszkańców" organizmu - nie ma sobie równych. Każdego ucieszy taką galerią postaci - to pożywka dla wyobraźni i jednocześnie wsparcie w procesie przyswajania wiedzy. Niespodzianka dla czytelników, którzy powieści komiksowe do tej pory kojarzyli z niestarannymi bazgrołami - trzeba przyznać, że ta seria bez trudu wytrzymuje konkurencję. To historia wciągająca i barwna, wypełniona ciekawostkami na temat człowieka i ze zgrabną rozrywkową fabułą - wykorzystującą najlepsze cechy komiksów. Warto śledzić serię z Kurzolem - to bohater, który wiele razy przyda się młodym czytelnikom jako przewodnik po biologii. A ponieważ Kurzol zabawnie przekręca powiedzenia - można też poćwiczyć swoją sprawność językową. Komizm pojawia się w tej książce na każdej stronie, ale nie jest jedynym jej atutem.

czwartek, 30 listopada 2023

Marta Strzelecka: Ziemianki. Co panie z dworów łączyło z chłopkami

Marginesy, Warszawa 2023.

Codzienność

Naturalną konsekwencją wydania tomu o chłopkach stało się wypuszczenie na rynek książki „Ziemianki. Co panie z dworów łączyło z chłopkami” Marty Strzeleckiej. I chociaż „Chłopki” zostały bardzo dobrze przyjęte na rynku, to „Ziemianki” mają wszelkie szanse zdeklasowania poprzedniej części cyklu. Marta Strzelecka przedstawia bowiem życie codzienne pań z dworów – i przygląda się możliwościom, jakie wypracowywały sobie kobiety dążące do emancypacji, a przynajmniej – uzyskania pewnej niezależności. Ziemianki to panie, które mają szansę na życie inne niż to, jakie było udziałem ich matek i babek. Mogą zajmować się edukacją, poszerzać swoje kwalifikacje, a obowiązki domowe poznawać od fachowej strony: zdobywać wiedzę w specjalnie zakładanych szkołach. Zresztą Marta Strzelecka dociera do szkoły w Nałęczowie i to z niej czerpie wiedzę na temat działalności pań. Robi to znakomicie, z wyczuciem i talentem do wyłuskiwania najważniejszych spraw. Ziemianki spędzają czas nie tylko na dbaniu o domostwo: organizują rozmaite przyjęcia, często wielodniowe, zajmują się działalnością kulturalną i dobroczynnością. A nade wszystko interesuje je budowanie relacji z chłopkami, a dokładniej: kształcenie ich i poprawianie ich warunków bytowych przez kreowanie świadomości. Ziemianki nie boją się ciężkiej pracy, mają sporo pomysłów i nie boją się wcielać ich w życie. Marta Strzelecka zdaje sobie sprawę z tego, że obraz ziemianek zachowany w ich pisanych na rozmaite konkursy pamiętnikach jest dość schematyczny i może powielać stereotypy – jednak nie przeszkadza jej to w zdobywaniu informacji u potomnych. Zbiera zachowane rodzinne wspomnienia i układa z nich przekonujący wizerunek. Ziemianki nie tylko prowadzą domy. Potrzebują wychodzenia do ludzi, przygotowują do prowadzenia własnego gospodarstwa i odpowiadają na potrzeby społeczeństwa: jeśli na przykład problemem jest brak umiejętności w hodowaniu drobiu, organizują zajęcia, dzięki którym zainteresowane panie będą mogły zdobyć potrzebne doświadczenie oraz wiedzę. „Ziemianki. Co panie z dworów łączyło z chłopkami” to przekaz wartościowy i ciekawy – zwłaszcza za sprawą umiejętnie prezentowanej obyczajowości. Marta Strzelecka narrację prowadzi zajmująco: pozwala czytelniczkom zaangażować się w sprawy ziemianek i zanurzyć się w egzystencji, która bez śladu zniknęła. Nawiązuje do osobistych wspomnień i notatek kobiet, które były uczennicami szkół dla gospodyń, czyta ich komentarze z listów i odtwarza warunki egzystowania. Skupia się na jasnych stronach codzienności ziemianek, wszystko wydaje się trochę sielankowe i przyjemne – dzięki temu też lektura upływa sympatycznie. Marta Strzelecka wie, jak utrzymać uwagę czytelniczek, prezentuje kolejne tematy z wyczuciem. Radzi sobie też z narracją, która angażuje odbiorczynie za sprawą samego tylko klimatu. Jest to publikacja zaspokajająca ciekawość, zawierająca mnóstwo wiadomości, które z dzisiejszej perspektywy wydają się niezwykłe, dziwne albo niemożliwe do wcielania w czyn. To książka krótka i wydaje się zbyt krótka – do takiego świata chętnie wstąpiłoby się na dłużej. Marta Strzelecka nie próbuje zawrzeć w tomie wszystkiego, co udało się znaleźć, dokonuje wyborów i podsuwa esencję odkryć. Odbiorcy nie muszą się już przedzierać przez rozłożyste wyjaśnienia – otrzymują potrzebne informacje szybko i w bardzo przystępnej dla szerokiego grona formie. Po tę książkę warto sięgnąć – nie jest to pozycja tylko dla fanów „Chłopek”.

środa, 29 listopada 2023

Monika Utnik: Pod ziemią, czyli co się kryje wewnątrz naszej planety

Nasza Księgarnia, Warszawa 2023.

Czego nie widać

Monika Utnik wpadła na trop edukacyjnych picture booków, które bardzo podobają się najmłodszym i jednocześnie nie są banalnymi czy naiwnymi lekturami. Czerpać z nich wiedzę mogą dzieci i ich rodzice - wspólne czytanie z pewnością dostarczy wielu wrażeń. Autorka potrafi zaskakiwać przez ciągłe poszukiwania tematyczne i nieoczekiwane zmiany. "Pod ziemią, czyli co się kryje wewnątrz naszej planety" to książka wypełniona niezwykłościami w wersji tekstowej i rysunkowej (Małgosia Piątkowska dba o stronę graficzną i zachęca dzieci do przeglądania wielkoformatowego tomiku).

Co ważne, nie będzie tu tylko i wyłącznie przyglądania się geologicznym strukturom, przekrój Ziemi jako takiej nie należy do najważniejszych zagadnień poruszanych przez autorkę - tu opowieść zmienia się z każdą rozkładówką, bo też i motywów do poszukiwań będzie mnóstwo. Pod ziemią swoje nory wykopują różne zwierzęta, mrówki tworzą całe szeregi komnat. Pod ziemią znajduje się metro (w zależności od kraju - na różnych głębokościach). Pod ziemią spotkać można cały system tuneli, rurociągów, kabli itp. - autorka zabiera odbiorców w podróż po miastach i po terenach niezamieszkanych, sprawdza, co spod ziemi wydostają archeolodzy, zagląda do kanałów i rynsztoków. Istnieją tu też wiadomości, które są dla dzieci nowe: Monika Utnik opowiada na przykład o podziemnych rzekach, o jaskiniach i grotach. Zabiera odbiorców w podziemia Pałacu Kultury i Nauki oraz do dawnych legend i ludowych bajań. Schrony, podziemne cmentarzyska i drogi - mnóstwo tu motywów, które zupełnie poza motywem budowy skorupy ziemskiej mogą zafascynować najmłodszych. To, co ukryte przed wzrokiem ludzi, bywa najciekawsze - ziemia skrywa wiele różnych tajemnic i Monika Utnik część z nich decyduje się odbiorcom ujawnić. Uświadamianie czytelnikom, co interesującego skrywa się pod stopami, zamienia się w wielką przygodową lekturę do czytania i do oglądania.

Monika Utnik stawia na krótkie komentarze - akapitowe podpisy pod obrazkami. To zresztą wielka zaleta edukacyjnych picture booków: nie ma tu obaw, że dzieci zmęczą się czytaniem i zniechęcą do książki - autorka pozwala im podążać do odpowiednich miejsc na rysunkach i śledzić podpisy - w ten sposób gromadzić informacje. Fakt, że każda rozkładówka to zupełnie inny temat, sprawia, że odbiorcy stale będą uważnie śledzić opowieść. Wiele tu wiadomości odkrywczych dla kilkulatków - więc ich poznawanie będzie przyjemnością. Ilustracje są przyjemne, szczegółowe i wesołe - niezależnie od zagadnienia, którego dotyczą. Można tu znaleźć całkiem dużo po prostu ładnych, estetycznych obrazków, które pełnią rolę reklamy tomiku - przyczynią się do zwiększenia zainteresowania publikacją. "Pod ziemią, czyli co się kryje wewnątrz naszej planety" to publikacja kierowana do dzieci ciekawych świata, do tych, które lubią poznawać nowe fakty i gromadzić dane. Monika Utnik nie zamierza infantylizować treści ani podporządkowywać się oczekiwaniom szerokiego grona odbiorców - wie dobrze, że dzieciom można wysoko postawić poprzeczkę, żeby rozwijały się podczas rozrywkowego czytania. Realizuje to założenie bez zarzutu, proponuje kolejny tomik, który przekona najmłodszych i ich rodziców.