* * * * * * O tu-czytam
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.

Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.

NIE KORZYSTAM Z AI.

Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com

poniedziałek, 7 lutego 2022

Francoise Laurent, Nicolas Gouny: Wiem, co jem! Chlebek

Harperkids, Warszawa 2022.

Pieczywo

Akademia Mądrego Dziecka pozwala najmłodszym zaspokoić ciekawość i przy okazji dostarcza lektur atrakcyjnych - edukacyjnych i rozrywkowych jednocześnie. "Wiem, co jem! Chlebek" to propozycja nie tylko dla małych niejadków. Francoise Laurent i Nicolas Gouny stworzyli opowieść kilkupłaszczyznową i pełną ciekawostek z różnych dziedzin. Maluchy dowiedzą się między innymi, jak dawniej wyglądała uprawa zboża (w jaki sposób rolnicy oddzielali ziarno od łodyg i jak ten proces upraszczają maszyny obecnie). Znajdzie się miejsce na przypomnienie o konieczności dbania o środowisko (zbyt duża ilość nawozów sztucznych nie sprzyja zwierzętom i roślinom, na szczęście istnieją ekologiczne alternatywy. Autorzy zabierają dzieci do fabryk: nowoczesnych młynów, w których przygotowuje się zboże tak, by uzyskać różne typy mąki. Następnym przystankiem na drodze jest piekarnia - i tutaj autorzy opowiadają o sposobie przyrządzania bochenków chleba. Co ciekawe, odnotowują także istnienie "punktów wypieku", w których przygotowuje się pieczywo z zamrożonego ciasta (to znowu miejsce na wskazanie mankamentów takiego rozwiązania, żeby dzieci dobrze wiedziały, z czym mają do czynienia). Pod koniec opowieści pojawiają się rodzaje pieczywa znane w różnych kręgach kulturowych, a także - drobne ciekawostki dotyczące wypieków. Porównywanie tego, co działo się z procesem przygotowywania pieczywa dawniej i dzisiaj stanowi dodatkowy smak lektury i sprawia, że autorzy zaskoczą odbiorców częścią wiadomości. Tomik ma przyciągać dzieci i zachęcać do odkrywania świata - a także do przyglądania się mniej popularnym w literaturze czwartej zawodom.

Ta publikacja została stworzona tak, by zaspokoić ciekawość najmłodszych i podsunąć im w miarę szczegółowe informacje na temat kolejnych poziomów przygotowywania pieczywa. Nie tylko krok po kroku wyjaśniają autorzy, jak dochodzi do powstania chleba - tłumaczą, co jest potrzebne do takiego procesu i ile pracy wymaga uprawa zboża i późniejsze jego przygotowanie. Jest tu naprawdę dużo detali, które przykują uwagę dzieci - bo w "Chlebku" nie tylko tekst odgrywa wielką rolę. Podzielony na niewielkie akapity daje się znacznie łatwiej przyswoić: ilustracje wręcz przenoszą najmłodszych do kolejnych miejsc pozwalających na przygotowanie wypieku. Przed dziećmi roztacza się tutaj wizję ciężkiej i bardzo satysfakcjonującej pracy: maluchy poznają to, co na co dzień ukryte, dowiadują się też rzeczy, które mogą potem zaobserwować przy posiłkach (na przykład - dlaczego pieczywo ma nacięcia na skórce). Niejadków taka książka może przekonać do spróbowania nowych smaków, dzieci zafascynowane opowieściami spod szyldu "jak to działa" znajdą również sporo dla siebie. Mało tego - tak przygotowana publikacja nie znudzi nawet rodziców, którzy będą towarzyszyć pociechom w lekturze. "Wiem, co jem! Chlebek" to kolorowy i zabawny tomik wypełniony wartościowymi treściami - może przydać się jako lektura do czytania przed snem albo jako pomoc w udzielaniu wyjaśnień dla ciekawych świata kilkulatków.

niedziela, 6 lutego 2022

Marian Pilot: Dzikie mieso

Korporacja ha!art, Kraków 2021.

Słowa

Marian Pilot pisze książkę, która ma wykorzystywać "wszystkie dostępne gwary, dialekty i odmiany języka polskiego". Proponuje tom, który przyciągnie filologów - a jednak nie uruchamia całego potencjału pomysłu. "Dzikie mieso" to zbiór rozdziałów podsłuchanych - notatek z codzienności ludzi posługujących się nieliterackimi odmianami polszczyzny. Czytelnicy nie dostaną żadnych dodatkowych informacji: kto rozmawia (czy rozmawia, czy po prostu monologuje), z jakiej okazji przedstawia się konkretny tekst. Nie wiadomo też, jaka jest przyczyna powstania wypowiedzi i inspiracja: a to może mieć znaczenie przy odbiorze. Autor jednak najwyraźniej chce, żeby czytelnicy skupiali się na samej warstwie brzmieniowej, żeby odkrywali treści niejako wtórnie, po przejściu przez nieprzezroczystą płaszczyznę formy. "Dzikie mieso" jest zatem wyzwaniem dla czytelników - i okazją do zaprezentowania bogactwa lokalnych kultur. Oczywiście bardziej by cieszyło, gdyby autor nie bawił się w zagadki i przynajmniej opatrzył rozdziały minimalnymi "metryczkami" - tu jednak najwyraźniej liczy się także indywidualizm samych mówiących. Wszelkiego rodzaju oboczności, ślady indywidualnego języka mogłyby w takim wypadku stać się punktem zapalnym i przyczyną niepotrzebnych dyskusji ze strony purystów.

Pytanie, czy "Dzikie mieso" jest pokazaniem mentalności ludzi prostych, czy czystą kreacją - są w rozdziałach wyjaśnienia kierowane do zwykłych odbiorców, ale też wielkie dramaty zakodowane w "dziwnych" sformułowaniach. Jest przeszłość i zestaw informacji o normalnych dla autorów wypowiedzi zajęciach. Jest specyficzna melodia - a raczej mnóstwo melodii, które korespondują ze sobą przez nawiązania do polszczyzny, ale oddalają się od języka literackiego tak bardzo, jak to tylko możliwe. Marian Pilot nie zamierza przemycać w tej książce wiadomości czy fabuł uniwersalnych: przez zatrzymanie uwagi odbiorców na języku nie może sobie pozwalać na budowanie wielu planów znaczeniowych. Pokazuje za to, jak funkcjonuje język - który z narzędzia zamienia się w tworzywo. To literacki eksperyment i jako taki nie wszystkich musi przekonywać - na pewno jednak pozwoli docenić wszelkiego rodzaju odmiany polszczyzny, przypomnieć o ich kulturotwórczym i nieoczekiwanie poetyckim wydźwięku. Nie ma w tomie "Dzikie mieso" przypisów ani objaśnień, wszystko musi zostać zderzone z wrażliwością odbiorców i ich umiejętnościami czy kompetencjami językowymi: co ciekawe, najlepiej sprawdziłoby się takie zestawienie w audiobooku, wieża Babel, którą przedstawia Marian Pilot, funkcjonuje w uproszczonym zapisie. Lektura będzie tu polegała nie tylko na deszyfrowaniu treści, na odkrywaniu zawartości ukrytej w niecodziennych sformułowaniach - ale i na budowaniu sobie portretu narratorów. Jest to literackie wyzwanie i publikacja niszowa - która spełni swoją rolę, ale też sporą część czytelników rozczaruje za sprawą upajania się brzmieniem bez wchodzenia w samą strukturę gwar i odmian języka.

sobota, 5 lutego 2022

Marianna Enriquez: Nasza część nocy

Echa, Warszawa 2021.

Mrok

Marianna Enriquez dba o to, żeby przy lekturze tomu „Nasza część nocy” nikt nie poczuł się zbyt pewnie czy dobrze. Historia rozpięta między erotycznymi doświadczeniami i połączeniem ze światem duchów czy demonów ma wyzwalać niepokój. Autorka atakuje najbardziej podstawowe więzi: ukazuje rodzinę, która nie zapewnia azylu, mało tego – może przyczynić się do katastrofy. Wszystko przez wyjątkowe umiejętności nawiązywania kontaktu z zaświatami – po ojcu dziedziczy je syn. Niechciane talenty można wzmacniać za sprawą strachu i bólu, w dodatku Bractwo potrzebuje nowego medium do kontaktowania się z Ciemnością. Bractwo jest tajnym stowarzyszeniem, które działa na prawach sekty – bardzo chętnie poświęci ludzkie życie, jeśli będzie to oznaczało przybliżenie się do mrocznego celu. Na razie mały Gaspar uczy się, jak nie dać się opanować duchom: widzi dziwnych ludzi wokół siebie, ojciec na szczęście może mu przedstawić kilka wyjątkowo przydatnych w takich okolicznościach sztuczek. Odpieranie ataków zjaw w połączeniu z ciągłą ucieczką – już samo to wystarczyłoby do budzenia lęku. Jednak Marianna Enriquez na tym nie poprzestaje. Ojciec Gaspara jest człowiekiem, na którym nie można polegać: jego słabości uzewnętrzniają się i w aktach autoagresji, i w sferze seksualnej. Niby próbuje chronić dziecko, ale nie zachowuje się jak dorosły – być może to właśnie jemu bardziej przyda się pomoc. Gaspar na razie nie zdaje sobie do końca sprawy z zagrożenia, jakie na niego czyha: Bractwo nie dotarło do niego. Chłopiec jeszcze ma szansę na ratunek.

Autorka rozbudowuje tę historię, wplatając wciąż nowe wątki – jednak pozostaje w klimatach mrocznych i operuje często zjawiskami niemożliwymi do wytłumaczenia na drodze rozumowej. Zagrożenie, które płynie ze strony przybyszów z zaświatów łączy się na pewnym etapie z tym, co mogą zafundować agresorzy z Bractwa. Tu nie ma miejsca na sentymenty. A jednak Marianna Enriquez dość mocno rozbudowuje kwestię relacji międzyludzkich – łóżkowe dokonania Juana są rodzajem eskapizmu, ale też jedyną szansą na normalność w nienormalnych okolicznościach. Do tego dokłada Enriquez motywy nawiązujące do pozaliterackiej otoczki: wplata tę historię w dzieje Argentyny, żeby jeszcze bardziej czytelników do siebie przywiązać. Z czasem zmienia perspektywy i szuka nowych ujęć tematu: tak, żeby rozwiązać zagadki, z którymi nie poradziliby sobie bohaterowie przy ich stanie wiedzy. Autorka rozkoszuje się mrokiem i strachem, to, co niszczy Juana, daje jej pisarski napęd – destrukcyjna siła uczuć przejawia się tutaj w kolejnych próbach samookaleczania – i nie tylko. A przecież mocną stroną tomu staje się zmysłowość, nastawienie na odczuwanie – przejście w sferę cielesności, która może stać się wyzwoleniem. To propozycja dla czytelników, którzy lubią prozę wypełnioną niepokojem i prowadzącą do uruchomienia najskrytszych lęków, wykorzystującą nawiązania do świata realnego, ale też mocno tkwiącą w onirycznych tonacjach.

piątek, 4 lutego 2022

Thich Nhat Hanh: Cisza

Czarna Owca, Warszawa 2022.

Uważność do potęgi

Po raz kolejny na rynku pojawia się pochwała uważności, tom (niewielki objętościowo, w odróżnieniu od pierwszych propozycji w tym temacie) polegający na nakłanianiu odbiorców do medytacji i trenowania uważności. "Cisza" to przygotowana przez buddyjskiego mnicha przemowa motywująca do wprowadzenia w życie potrzebnych zmian. Nie ma tu porządkowania medytacji od strony technicznej, raczej podpowiedzi, jak oczyścić umysł, żeby móc wprowadzić w życie efekt uważności. To właściwie miniwykłady dotyczące wyciszania się: autor pokazuje, jak nie bać się ciszy, jak wyłączyć "radio Myślotok" i jak doprowadzić do ładu wrażenia zmysłowe. Przypomina o tym, co ogólnie znane: jak negatywne myśli mogą wpływać na zdrowie i po co otaczać się dobrem, a zrezygnować z tego, co minorowe. "Cisza" to próba nauczenia odbiorców stanu prowadzącego do medytacji. Już same uwagi zamieszczone w książce mogą zostać potraktowane jak wprowadzenie do treningu uważności, Thich Nhat Hanh pisze tak, by zainspirować czytelników. Nie zarzuca ich szczegółami ani konkretami, chociaż co pewien czas wprowadza tezy, które dadzą się przełożyć na lepsze rozumienie uważności jako takiej - przybliża świat za pomocą dźwięków i bezdźwięków, prowadzi do tego, żeby tytułowa cisza nabrała charakteru i była rozumiana przez wszystkich. Przygotowuje także na to, co nastąpi po wyłączeniu hałasów i zakłóceń z otoczenia: wie, że nie wszyscy odbiorcy potrafią przyjąć stan ciszy i wsłuchiwać się w samych siebie, zwłaszcza dzisiaj, gdy dominuje konsumpcyjny styl życia i zabieganie. Tu cisza ma wyjątkowe znaczenie - i autor do uwypuklenia go dąży. Przez cały tom prowadzi narrację łagodnie i bez prawienia morałów, odbiorcy mają potraktować go jak przewodnika po świecie uważności. Zrozumieją, dlaczego uważność jest tak istotna w codziennym życiu - i co da im praktykowanie takiej sztuki. Nie wprowadza wrażenia wyjątkowości czy zagłębiania się w różne aspekty duchowości, stara się, żeby książka mogła przekonać jak najszerszą grupę odbiorców - i w związku z tym rezygnuje z tematów pobocznych. "Cisza" koncentruje się na wyciszeniu, na osobistym doznaniu każdego z odbiorców. Analizuje indywidualne przeżycia i odnosi się do tego, co może być dla czytelników niezrozumiałe, zaskakujące czy po prostu nowe - szuka wyjaśnień i komentarzy nastawiających na konkretne reakcje. "Cisza" to tom, który wydaje się - w dobie zalewu poradników kioskowych i tych dotyczących samorozwoju - relacją rozmytą i przegadaną, pozbawioną rzeczowości i niezbyt esencjonalną. A przecież na tym polega jej istota, książka ma pokazać, czym zająć myśli i na czym się skupić, kiedy będzie się próbowało wprowadzić w życie niełatwy obecnie trening uważności.

czwartek, 3 lutego 2022

Stuart Gibbs: Szkoła szpiegów. W obozie wroga

Agora, Warszawa 2022.

Problemy

W Szkole Szpiegów bez przerwy są jakieś wyzwania, egzaminy i misje. Benjamin Ripley nawet nie domyślał się, jak często będzie się sprawdzać jego umiejętności. Od razu rzucony na głęboką wodę, musi radzić sobie z wieloma wyzwaniami, na jakie zwyczajne życie go nie przygotowało. Ale jeśli chce zostać szpiegiem, nie ma innego wyjścia: musi się podporządkować regułom. I działać. Ale Akademia Szpiegostwa nie jest miejscem idealnym, często zdarzają się tu wpadki i pomyłki, nawet te dużego kalibru. Tym razem ktoś załadowuje ostrą amunicję do potężnej broni. Erica, która jest zdecydowanie wybitną uczennicą szkoły szpiegów, w ostatniej chwili odkrywa prawdę. Nie można już cofnąć wystrzału, można jeszcze zmienić cel, tak, żeby pociski nie trafiły w grupę uczniów, a w budynek szkoły, który podczas egzaminów powinien być pusty. Powinien być, ale nie jest - dyrektor spędza akurat czas w toalecie i po wybuchu ukazuje się uczniom z deską sedesową na szyi. To już wystarczający powód do zemsty - znalezienie winnego nie trwa długo, przecież to Benjamin przekierował lufę prosto na budynek szkoły (inna rzecz, że nie celował specjalnie, starał się po prostu ocalić jak największą grupę ludzi). I tak - zaraz na początku trzeciego tomu cyklu Szkoła Szpiegów - Benjamin Ripley wylatuje z hukiem z placówki, do której niedawno został przyjęty. Rodzice dowiadują się, że zostało mu cofnięte stypendium (w końcu jego edukacja w supertajnej szkole musiała być połączona z budowaniem alternatywnej tożsamości dla bliskich) i Ben wraca do swojej starej szkoły, a tam spotyka starych wrogów. Taki stan rzeczy nie może trwać długo, więc już przy pierwszym konflikcie Benjamin Ripley zostaje przejęty przez sieć Pająka - największego wroga Akademii. Chociaż bohater jest na początku swojej drogi do kariery szpiega, na koncie ma już kilkakrotne pokrzyżowanie planów Pająkowi i jego ekipie - może zatem dziwić się, że dostaje miejsce w konkurencyjnej szkole. To da się łatwo wytłumaczyć: Pająk też chce rekrutować najlepszych, ponadto liczy na to, że Benjamin będzie się kierował chęcią zemsty na tych, którzy pozbawili go szans na karierę szpiega. Jednak wszystko tu ma swoje drugie dno...

Stuart Gibbs po raz kolejny zaczyna historię. Wie, że początki cykli zawsze przyciągają największą liczbę fanów, funduje zatem odbiorcom następny początek: Benjamin musi nauczyć się zasad panujących w nowej szkole, poznaje nowych kolegów i odkrywa przerażające fakty. Niby inni uczniowie potrafią wyjaśnić każde niepokojące zjawisko, jednak odcięcie od świata i niemożność skontaktowania się z dawnymi znajomymi budzi podejrzenia. Wkrótce Benjamin odkryje, że jest zwyczajnie więziony w nowej placówce. Ale o to chodzi: o stałą obecność przygody, zagrożenia, które prowokują do kreatywnego myślenia i do działania wbrew wszystkiemu. Benjamin Ripley nie może się poddawać, nawet jeśli sytuacja wydaje się przegrana. Do tego Stuart Gibbs stale sięga po humor, który spodoba się najmłodszym: jest tu mnóstwo niespodzianek i zaskoczeń, jest trochę scenek obliczonych na wywoływanie śmiechu - to się sprawdza i dla czytelników będzie przede wszystkim sygnałem, że warto zaufać autorowi i sięgnąć po tę serię.

środa, 2 lutego 2022

Krzysztof Umiński: Trzy tłumaczki

Marginesy, Warszawa 2022.

Z cienia

Krzysztof Umiński chce poprowadzić opowieść, która odsłoni przed czytelnikami kulisy pracy nad przekładami wybitnych dzieł literackich. Sięga do biografii oraz wspomnień trzech pań - Joanny Guze, Anny Przedpełskiej-Trzeciakowskiej i Marii Skibniewskiej, żeby zaprezentować możliwości literatury zapewniającej azyl w trudnych czasach. Tłumaczenia, które pozwalały na obcowanie ze słowem i - w pewnym stopniu tworzenie - dawały też większą wolność niż sam proces pisania. Z tego założenia wychodziły bohaterki tomu, kiedy szukały dla siebie zajęcia. Sam Krzysztof Umiński liczy na to, że trafił na temat-samograj, że książka powstanie niemal sama i zaskoczy również autora - dlatego też wybiera konwencję patchworku i trochę ucieka od porządkowania wiadomości na temat kolejnych pań. Informacji szuka nie tylko w rozmowach, ale i w materiałach źródłowych, sprawdza życiorysy i odkrywa perypetie wydawnicze. Ma w tym cel: zamierza przekonać czytelników o wyjątkowości zawodu tłumacza i o tym, że niesie on ze sobą przeróżne intelektualne wyzwania. Czasaim zestawia fragmenty, które przeszły do historii właśnie dzięki wyczuleniu na słowa autorów przekładów, innym razem przypomina, jakie łamigłówki przynoszą cytaty w dziełach. Zdarza mu się kilka razy porównać charakterystyczne frazy - i pokazać, jak wyglądała droga do nich, gdzie tłumacze decydowali się na poważniejsze odstępstwa od oryginału na rzecz brzmienia i gdzie pomysły tłumaczy przetrwały. Daje odbiorcom przegląd zjawisk, o których ci nie mieli pojęcia - i przypomina, jak wiele komplikacji łączy się z przybliżaniem dzieł z innego kraju. A jednak dla bohaterek tej publikacji tłumaczenia to nie tylko ciężka praca, ale i sztuka.

Nie ma tu koncentrowania się na samych biografiach: chociaż wielu czytelników na nazwiska tłumaczy nie zwraca uwagi i chociaż czasami przydałoby się trochę faktów przytoczyć, Umiński rezygnuje z tworzenia biograficznych szkiców. Bardziej zależy mu na podkreślaniu specyfiki pracy, na akcentowaniu ciekawostek (które często sam odkrywa w procesie gromadzenia materiałów do książki). Pisze trochę fragmentami: stawia na anegdoty, ale nie układa ich na osi czasu, woli raczej przechodzić od tematu do tematu niż budować chronologiczny zestaw doświadczeń tłumaczek. Ma na to wpływ także wybiórczość: nie wszystkie fakty czy wydarzenia zasługują na uwagę, więc dzięki takiemu podejściu autor nie musi tłumaczyć się z dokonywanych wyborów. I tak może spopularyzować pracę bohaterek książki, a dodatkowo przekonać czytelników, że warto doceniać translatorskie dokonania. Rejestruje niejako przy okazji decyzje wydawnicze oraz możliwości i ograniczenia związane z działalnością w PRL-u PIW-u czy Czytelnika. Zwykle nie zajmuje się zbyt długo analizą pojedynczych dzieł w przekładach - wyjątek robi dla twórczości Tolkiena, z jego powieści tworzy rozbudowany przykład pracy tłumaczy. Z rzadka nawiązuje za to do życia prywatnego bohaterek książki, o wiele bardziej intryguje go sam motyw potyczek ze słowną materią. I na tym w tomie bazuje. I nawet jeśli czasami sprawia wrażenie, jakby nie był do końca pewny, do czego dąży i co chce osiągnąć swoją książką, jest w stanie przyciągnąć czytelników tym, co rzadko spotykane w opracowaniach. Pochyla się nad pracą, której efekty rzadko się docenia i rzadko się dostrzega - przywraca tłumaczom miejsce w dyskursie publicznym.

wtorek, 1 lutego 2022

Angels Navarro: Zgadnij w minutę. 1051 łamigłówek

Nasza Księgarnia, Warszawa 2022.

Kolorowe zagadki

To łamigłówki w starym stylu, ale każdy maluch może zainteresować się książką ze względu na wyzwanie, jakie rzuca ANgels Navarro. "Zgadnij w minutę. 1051 łamigłówek" to publikacja przeznaczona dla dzieci niecierpliwych, zwłaszcza tych, które nie chcą zbyt długo siedzieć nad książkami. Obietnica rozwiązań w minutę to z jednej strony zaproszenie do nietypowego konkursu, z drugiej natomiast - obietnica rozrywki błyskawicznej. Angels Navarro znajduje sposób na odświeżenie schematów. Nie proponuje niczego nowego - ale w nowej odsłonie, przez co automatycznie zyskuje zainteresowanie użytkowników książki. Ponadto jego propozycja rzuca się w oczy: jest kolorowa i atrakcyjna pod kątem wizualnym, humorystyczne ilustracje przykuwają wzrok i zapewniają dobrą zabawę. Na każdym obrazku jest mnóstwo szczegółów, co sprawia, że kilkulatki chętniej zaangażują się w pracę.

Tom jest podzielony na dwie części i oczywiście na niespełna 130 stronach nie zmieści się 1051 różnych łamigłówek - ale też nie można zarzucić wydawcy kłamstwa, bo jeśli jako osobne zagadki potraktować kolejne tematy do wyszukiwania - jest tu znacznie więcej zadań (a ich liczbę można zwiększać samodzielnie - bo przecież na rozkładówkach skrywa się mnóstwo detali). Dwie części książki to po pierwsze - zestaw klasycznych zabaw i propozycji znanych już dzieciom z rozmaitych zeszytów ćwiczeń i zbiorów łamigłówek. Są labirynty, łączenie w pary, elementy, które trzeba dopasować do obrazka, zagadki na inteligencję, wyszukiwanie wszystkich przedmiotów w określonym kolorze, wszystkich podobnych detali, dopasowywanie cieni itp. W drugiej części za to pojawiają się już typowe wyszukiwanki bez tekstowych poleceń: tutaj na marginesie widnieją ilustracje z przedmiotami, które trzeba wskazać (i liczbą ewentualnych powtórzeń), nawet zatem dzieci, które jeszcze samodzielnie nie czytają, będą mogły same rozwiązywać zadania. Tym, co łączy wszystkie ćwiczenia, staje się konieczność rozwiązywania ich w minutę: oczywiście nie trzeba wykonywać poleceń ze stoperem w ręku, chyba że ktoś ma ochotę sprawdzać się w tego typu wyzwaniach. Można traktować tomik jako zestaw zwyczajnych łamigłówek do rozwiązywania w wolnym czasie i dla uniknięcia nudy. "Zgadnij w minutę. 1051 łamigłówek" to zatem standardowy zestaw rozrywek dla najmłodszych - wzmocniony o dodatkowe wyzwanie. Tym, co rzuca się w oczy, jest ogrom kolorów. Nasycone barwy na kolejnych rozkładówkach zapewniają zainteresowanie dzieci. Ale atrakcyjność mieści się już na poziomie tematów do zadań. Trzeba na przykład poszukać składników do pizzy albo doprowadzić pandę do bambusa, wskazać rzeczy przydające się zimą, latem albo podczas majsterkowania. Navarro zmusza odbiorców do myślenia: czasami proponuje abstrakcyjne i niezgodne z rzeczywistością elementy lub detale obrazków, innym razem wybiera dość enigmatyczne polecenia: dziecko ma wskazać rzeczy, które przydadzą się w szkole - to wyzwanie, które może rozbudzić kreatywność przy wyszukiwaniu uzasadnień. Pojedyncze obrazki także budzą radość, bohaterowie na nich bywają przerysowani i karykaturalni, innym razem ilustracja urzeka powtarzającym się wzorem. Na wyszukiwankach Navarro bardzo mocno komplikuje niektóre zadania: tworzy obrazki z dominującym jednym kolorem albo z odwracającym uwagę systemem labiryntów - wszystko po to, żeby urozmaicać zadania i cieszyć maluchy. Ta książka spełni swoją funkcję idealnie.