Agora, Warszawa 2023.
Sport
Agora konsekwentnie uzupełnia swoją biblioteczkę z biografiami wspinaczy, a kolejne tomy coraz mniej zahaczają o górskie szczyty, bardziej dotyczą życia w związku z górami. "Kurczab. Szpej, szpada i tajemnice" należy do właśnie takiej kategorii książek - Wojciech Fusek i Jerzy Porębski przywołują sylwetkę człowieka ważnego dla polskiej wspinaczki, ale często kojarzonego spoza taternictwa. Janusz Kurczab jest tu bohaterem właściwym - w odróżnieniu od wielu "górskich" opowieści o podbojach wspinaczy. Liczy się jego życie, a dopiero w drugiej kolejności wydarzenia ze zdobywania szczytów. W związku z tym po książkę sięgnąć mogą nie tylko fani gatunku i ci, którzy potrzebują dopowiedzenia do kolejnych sylwetek himalaistów, ale też zwykli odbiorcy - i autorom uda się zaintrygować obie grupy. "Kurczab" to tom dość obszerny, ale też Fusek i Porębski mają do przeanalizowania nie tylko sprawy związane z górami - bo chociaż Jano zasłynął jako kierownik wypraw, w jego życiu równie istotne były inne dyscypliny sportowe i na ich polu osiągał duże sukcesy.
W góry z bohaterem książki autorzy "wychodzą" rzadko: nie interesuje ich odtwarzanie etapów wspinaczki, chyba że podczas niej zdarzy się jakiś wypadek albo inny istotny dla historii fakt warty odnotowania (i zapewniający trochę adrenaliny). Kurczab funkcjonuje w tej wersji trochę na uboczu, zupełnie jakby nie chciał wysuwać się na pierwszy plan - ustępuje innym, kolegom lub uczniom. A przecież wielką wartość mają informacje o tym, jak kierował ekipami czy jaką filozofię wobec wyznaczania kolejnych rekordów wyznawał. Jano nie daje się ponieść magii gór, nie uzależnia się od wspinania, chociaż do zdobywania szczytów często wraca - ale góry nie są dla niego wszystkim, w związku z tym zupełnie inaczej prowadzona jest tu narracja. Znane z literatury górskiej obrazki tu przewijają się raczej dość rzadko, autorzy bardziej skupiają się na organizowaniu sobie zycia w trudnych czasach PRL-u. I tak przyglądają się temu, co przy biciu rekordów wspinaczkowych nie ma większego znaczenia - na przykład handlowi przy okazji wypraw. Do tego dochodzi też temat prywatności Jano - w odróżnieniu od "domowych" scenek z innych biografii, tutaj liczy się jedynie kwestia jego orientacji seksualnej (chociaż bez sensacyjności), ale nie przedstawia się jego partnerów: ci pozostają poza obszarem zainteresowania autorów - dzięki takiemu podejściu można uniknąć plotkarskich tonów i wybijania mniej istotnych zagadnień. Opowieść o Januszu Kurczabie to bardzo szeroka historia, obejmująca w dużym stopniu kontekst pozabiograficzny, rzeczywistość, w której Jano funkcjonował. I dzięki temu można poszerzyć grono odbiorców tomu. "Kurczab" to książka wydana w serii biografii wspinaczy - i pod tym względem nie zawiedzie, natomiast nie jest przeznaczona wyłącznie do czytania informacyjnego, sprawdza się jako lektura rozrywkowa. Warto po nią sięgnąć, także dlatego, żeby oderwać się od schematów realizowanych w tego typu publikacjach. W przypadku "Kurczaba" nie ma mowy o rutynie, co sprawia, że książka na długo może zagościć w świadomości czytelników.
Recenzje, wywiady, omówienia krytyczne, komentarze.
Codziennie aktualizowana strona Izabeli Mikrut
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jerzy Porębski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jerzy Porębski. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 20 listopada 2023
poniedziałek, 19 września 2022
Wojciech Fusek, Jerzy Porębski: GOPR. Na każde wezwanie
Agora, Warszawa 2022.
Ratunek
Beata Sabała-Zielińska podbiła rynek, tworząc wypełnioną emocjami historię TOPR-u. Odpowiedzią staje się książka "GOPR. Na każde wezwanie" stworzona przez Wojciecha Fuska i Jerzego Porębskiego. Nie jest to ani monografia GOPR-u, ani zestaw anegdot i schroniskowych opowieści - raczej próba przypomnienia społeczeństwu o pracy ratowników i o zagrożeniach w górach. Autorzy wiedzą doskonale, że tematy, którymi się zajmują, nie są obce fanom literatury górskiej i na przykład jeśli ktoś poszukuje opowieści o wypadkach, sięgnie do "Wołania w górach" Michała Jagiełły, a jeśli komuś zależy na opisach poszczególnych wypraw, spróbuje odgrzebać informacje w wyznaniach samych wspinaczy. Jednak "GOPR. Na każde wezwanie" to książka uzupełniająca stan na rynku, pojawia się tu między innymi - dość ostrożnie szkicowana - kwestia różnic między GOPR-em i TOPR-em. Fusek i Porębski raczej nie koncentrują się na rywalizacji tych grup, nie podkreślają żadnych konfliktów, liczy się kult ciężkiej pracy. Podkreślane jest tu społeczne zaufanie do ratowników (chociaż kilka przykrych spraw ze strony turystów twórcy tomu przypominają). Ratownicy to bohaterowie - chociaż nie lubią, kiedy tak się o nich mówi. To jednak nie ulega wątpliwości, książka "GOPR" ciągle o tym przypomina.
Jest tu odrobina historii, nie tylko GOPR-u, ale ogólnie - ratownictwa górskiego w Polsce. Jest informacja o tym, jak wygląda proces rekrutacji do GOPR-u, żeby wszyscy chętni mogli dowiedzieć się, z czym będą się mierzyć (przy okazji zgrabnie rozwiewają autorzy wątpliwości na temat miejsca zamieszkania: nawet praca i mieszkanie na drugim końcu Polski nie przeszkadza chętnym w przyjmowaniu dyżurów). Jest mowa o wyposażeniu ratowników, zwłaszcza - w temacie zachowania łączności, coś, co dzisiaj wydaje się oczywiste i proste, dawniej było wielkim wyzwaniem i wiązało się nie tylko z eksperymentami, ale i z samodzielnymi konstrukcjami sprawdzanymi w najsurowszych warunkach. Następnie przychodzi czas na przedstawienie - skrótowe i esencjonalne, ale przygotowane dla masowych odbiorców - działalności poszczególnych grup w ramach GOPR-u. Tutaj Wojciech Fusek i Jerzy Porębski sięgają już po sprawdzone w literaturze górskiej chwyty: wybierają po prostu wypadki i dramatyczne wydarzenia, żeby przyciągnąć uwagę czytelników. Odnoszą się do konkretnych akcji, które nie tylko uzmysłowią niefrasobliwość turystów lub pech wspinaczy, ale też - działalność ratowników. To sposób na pokazanie, że nie tylko w najwyższych partiach gór można wpaść w potężne tarapaty - zawsze należy zachować ostrożność i kierować się zdrowym rozsądkiem, a nie modami czy ambicjami. "GOPR" to trochę opowieść o bezmyślności tych, którzy w góry wychodzą z różnych powodów, a trochę - gloryfikacja tych, którzy w góry wychodzą, kiedy wszyscy inni stamtąd uciekają. Prezentacja GOPR-u wypada mniej barwnie niż książki o TOPR-ze, nie jest to jednak zarzut: Wojciech Fusek i Jerzy Porębski wolą sygnalizować różne zagadnienia niż je pogłębiać, zajmują się prezentowaniem działań GOPR-u na wybranych przykładach. Nie chcą nudzić czytelników, ale nie mają też zamiaru tworzyć fabularyzowanej opowieści z zestawem przygód. Wiadomo, że fani gatunku nie przejdą obok tej książki obojętnie. Pozostali czytelnicy dowiedzą się czegoś o życiu ratowników.
Ratunek
Beata Sabała-Zielińska podbiła rynek, tworząc wypełnioną emocjami historię TOPR-u. Odpowiedzią staje się książka "GOPR. Na każde wezwanie" stworzona przez Wojciecha Fuska i Jerzego Porębskiego. Nie jest to ani monografia GOPR-u, ani zestaw anegdot i schroniskowych opowieści - raczej próba przypomnienia społeczeństwu o pracy ratowników i o zagrożeniach w górach. Autorzy wiedzą doskonale, że tematy, którymi się zajmują, nie są obce fanom literatury górskiej i na przykład jeśli ktoś poszukuje opowieści o wypadkach, sięgnie do "Wołania w górach" Michała Jagiełły, a jeśli komuś zależy na opisach poszczególnych wypraw, spróbuje odgrzebać informacje w wyznaniach samych wspinaczy. Jednak "GOPR. Na każde wezwanie" to książka uzupełniająca stan na rynku, pojawia się tu między innymi - dość ostrożnie szkicowana - kwestia różnic między GOPR-em i TOPR-em. Fusek i Porębski raczej nie koncentrują się na rywalizacji tych grup, nie podkreślają żadnych konfliktów, liczy się kult ciężkiej pracy. Podkreślane jest tu społeczne zaufanie do ratowników (chociaż kilka przykrych spraw ze strony turystów twórcy tomu przypominają). Ratownicy to bohaterowie - chociaż nie lubią, kiedy tak się o nich mówi. To jednak nie ulega wątpliwości, książka "GOPR" ciągle o tym przypomina.
Jest tu odrobina historii, nie tylko GOPR-u, ale ogólnie - ratownictwa górskiego w Polsce. Jest informacja o tym, jak wygląda proces rekrutacji do GOPR-u, żeby wszyscy chętni mogli dowiedzieć się, z czym będą się mierzyć (przy okazji zgrabnie rozwiewają autorzy wątpliwości na temat miejsca zamieszkania: nawet praca i mieszkanie na drugim końcu Polski nie przeszkadza chętnym w przyjmowaniu dyżurów). Jest mowa o wyposażeniu ratowników, zwłaszcza - w temacie zachowania łączności, coś, co dzisiaj wydaje się oczywiste i proste, dawniej było wielkim wyzwaniem i wiązało się nie tylko z eksperymentami, ale i z samodzielnymi konstrukcjami sprawdzanymi w najsurowszych warunkach. Następnie przychodzi czas na przedstawienie - skrótowe i esencjonalne, ale przygotowane dla masowych odbiorców - działalności poszczególnych grup w ramach GOPR-u. Tutaj Wojciech Fusek i Jerzy Porębski sięgają już po sprawdzone w literaturze górskiej chwyty: wybierają po prostu wypadki i dramatyczne wydarzenia, żeby przyciągnąć uwagę czytelników. Odnoszą się do konkretnych akcji, które nie tylko uzmysłowią niefrasobliwość turystów lub pech wspinaczy, ale też - działalność ratowników. To sposób na pokazanie, że nie tylko w najwyższych partiach gór można wpaść w potężne tarapaty - zawsze należy zachować ostrożność i kierować się zdrowym rozsądkiem, a nie modami czy ambicjami. "GOPR" to trochę opowieść o bezmyślności tych, którzy w góry wychodzą z różnych powodów, a trochę - gloryfikacja tych, którzy w góry wychodzą, kiedy wszyscy inni stamtąd uciekają. Prezentacja GOPR-u wypada mniej barwnie niż książki o TOPR-ze, nie jest to jednak zarzut: Wojciech Fusek i Jerzy Porębski wolą sygnalizować różne zagadnienia niż je pogłębiać, zajmują się prezentowaniem działań GOPR-u na wybranych przykładach. Nie chcą nudzić czytelników, ale nie mają też zamiaru tworzyć fabularyzowanej opowieści z zestawem przygód. Wiadomo, że fani gatunku nie przejdą obok tej książki obojętnie. Pozostali czytelnicy dowiedzą się czegoś o życiu ratowników.
wtorek, 15 grudnia 2020
Dariusz Kortko, Jerzy Porębski: Berbeka. Życie w cieniu Broad Peaku
Agora, Warszawa 2020.
Tęsknota
Maciej Berbeka po prostu musiał pokochać góry. Przejął pasję ojca i zapisał się w historii polskiego himalaizmu. W wysokie góry prowadził klientów, zdobywał szczyty i realizował marzenia. Teraz jego biografia uzupełnia biblioteczkę Agory. Dariusz Kortko i Jerzy Porębski bez sentymentów stworzyli portret człowieka, który da się lubić – nie idealnego czy idealizowanego, ale zwyczajnego, z rozmaitymi słabościami i talentami nie do końca wykorzystywanymi. „Berbeka. Życie w cieniu Broad Peaku” to książka pisana wielkimi emocjami i jako taka sprawdzi się dla szerokiego grona odbiorców. Nie trzeba być fanem literatury górskiej ani tego specyficznego odłamu biografii sportowych – historii wspinaczy – żeby zachwycić się tym, co z materiałem wyjściowym robi Dariusz Kortko. To reportaż pełen emocji, zaskakujący, a miejscami też wstrząsający. Nigdy nie naiwny – autorzy rezygnują z powtarzanego do tej pory często pytania o sens wypraw w góry i o podejście do tego tematu członków rodziny. Ewa Dyakowska-Berbeka swoimi uczuciami już się w książkach podzieliła, tutaj wracają pewne komentarze, niezbędne do zrozumienia całych sytuacji – Berbeka nie zawsze będzie w centrum wydarzeń. A jednak to właśnie do niego czytelnicy będą chcieli wracać, żeby dowiedzieć się, jak wyglądały jego kolejne wyprawy.
Broad Peak jest tu na początku – żeby przedstawić odbiorcom najbardziej dramatyczny moment dotyczący porażki i zwycięstwa w jednym. Porażki, bo bohaterowi tomu nie udało się zdobyć szczytu, chociaż był o tym przekonany – i zwycięstwa, bo mimo skrajnego wycieńczenia i zagrożenia życia udało mu się zejść z góry. Dariusz Kortko nie pokazuje jednak wyłącznie Maćka Berbeki w Himalajach. Interesuje się również jego życiem prywatnym: sporo tu miejsca dla Teatru Witkacego – przede wszystkim ze względu na Ewę. Autorzy przedstawiają historię wielkiej miłości (niby to stały punkt w biografiach wspinaczy, a jednak nie zawsze mogą zaprezentować szczęśliwy związek). Przedstawiają Berbekę podejmującego się różnych prac. Ale też – Berbekę, który w bazie „wypija truciznę” (to komiczny motyw, a do tego oddalający pomnikowość postaci). Kortko nie zapomina o przedstawianiu tła społeczno-obyczajowego: wyprawy z PRL-u to zestaw trudności i wyzwań, które trzeba pokonywać pomysłowością. Tej Berbece i jego kolegom nie brakuje.
Jest tu narracja, która może się spodobać odbiorcom – z racji jej reportażowego charakteru, emocjonalności i podejścia jak najbliżej do bohatera tomu. Jest mnóstwo fotografii, ale nie rozrzedzają one tekstu. Dariusz Kortko i Jerzy Porębski nie wpadają w manierę pisania o zdobywcach szczytów, szukają nowej drogi na scharakteryzowanie postaci. Maciej Berbeka jest tutaj prezentowany ciekawie. „Życie w cieniu Broad Peaku” to tom niepozbawiony humoru, znalazło się w nim miejsce na anegdoty, sympatyczne wspomnienia i indywidualnie szkicowane portrety. Nie zabrakło jednak i zgrzytów: w tle pojawiają się rozłamy w środowisku wspinaczy, pytania o granice poświęcenia dla drugiego człowieka i o to, ile można zrobić, żeby osiągnąć własne cele. Kortko i Porębski nie rozwijają tych wątków, jednak przypominają o nich odbiorcom, żeby uświadomić im, że zdobywanie szczytów wiąże się z wieloma wyrzeczeniami i ryzykiem – także w sferze międzyludzkiej.
Tęsknota
Maciej Berbeka po prostu musiał pokochać góry. Przejął pasję ojca i zapisał się w historii polskiego himalaizmu. W wysokie góry prowadził klientów, zdobywał szczyty i realizował marzenia. Teraz jego biografia uzupełnia biblioteczkę Agory. Dariusz Kortko i Jerzy Porębski bez sentymentów stworzyli portret człowieka, który da się lubić – nie idealnego czy idealizowanego, ale zwyczajnego, z rozmaitymi słabościami i talentami nie do końca wykorzystywanymi. „Berbeka. Życie w cieniu Broad Peaku” to książka pisana wielkimi emocjami i jako taka sprawdzi się dla szerokiego grona odbiorców. Nie trzeba być fanem literatury górskiej ani tego specyficznego odłamu biografii sportowych – historii wspinaczy – żeby zachwycić się tym, co z materiałem wyjściowym robi Dariusz Kortko. To reportaż pełen emocji, zaskakujący, a miejscami też wstrząsający. Nigdy nie naiwny – autorzy rezygnują z powtarzanego do tej pory często pytania o sens wypraw w góry i o podejście do tego tematu członków rodziny. Ewa Dyakowska-Berbeka swoimi uczuciami już się w książkach podzieliła, tutaj wracają pewne komentarze, niezbędne do zrozumienia całych sytuacji – Berbeka nie zawsze będzie w centrum wydarzeń. A jednak to właśnie do niego czytelnicy będą chcieli wracać, żeby dowiedzieć się, jak wyglądały jego kolejne wyprawy.
Broad Peak jest tu na początku – żeby przedstawić odbiorcom najbardziej dramatyczny moment dotyczący porażki i zwycięstwa w jednym. Porażki, bo bohaterowi tomu nie udało się zdobyć szczytu, chociaż był o tym przekonany – i zwycięstwa, bo mimo skrajnego wycieńczenia i zagrożenia życia udało mu się zejść z góry. Dariusz Kortko nie pokazuje jednak wyłącznie Maćka Berbeki w Himalajach. Interesuje się również jego życiem prywatnym: sporo tu miejsca dla Teatru Witkacego – przede wszystkim ze względu na Ewę. Autorzy przedstawiają historię wielkiej miłości (niby to stały punkt w biografiach wspinaczy, a jednak nie zawsze mogą zaprezentować szczęśliwy związek). Przedstawiają Berbekę podejmującego się różnych prac. Ale też – Berbekę, który w bazie „wypija truciznę” (to komiczny motyw, a do tego oddalający pomnikowość postaci). Kortko nie zapomina o przedstawianiu tła społeczno-obyczajowego: wyprawy z PRL-u to zestaw trudności i wyzwań, które trzeba pokonywać pomysłowością. Tej Berbece i jego kolegom nie brakuje.
Jest tu narracja, która może się spodobać odbiorcom – z racji jej reportażowego charakteru, emocjonalności i podejścia jak najbliżej do bohatera tomu. Jest mnóstwo fotografii, ale nie rozrzedzają one tekstu. Dariusz Kortko i Jerzy Porębski nie wpadają w manierę pisania o zdobywcach szczytów, szukają nowej drogi na scharakteryzowanie postaci. Maciej Berbeka jest tutaj prezentowany ciekawie. „Życie w cieniu Broad Peaku” to tom niepozbawiony humoru, znalazło się w nim miejsce na anegdoty, sympatyczne wspomnienia i indywidualnie szkicowane portrety. Nie zabrakło jednak i zgrzytów: w tle pojawiają się rozłamy w środowisku wspinaczy, pytania o granice poświęcenia dla drugiego człowieka i o to, ile można zrobić, żeby osiągnąć własne cele. Kortko i Porębski nie rozwijają tych wątków, jednak przypominają o nich odbiorcom, żeby uświadomić im, że zdobywanie szczytów wiąże się z wieloma wyrzeczeniami i ryzykiem – także w sferze międzyludzkiej.
czwartek, 2 kwietnia 2020
Wojciech Fusek, Jerzy Porębski: Lekarze w górach. Bohaterowie drugiego planu
Agora, Warszawa 2020.
Ciekawość w namiocie
Pytanie, po co himalaiści wychodzą w góry, zostało już na wiele sposobów rozpracowane w kolejnych autobiografiach i wywiadach. Mało kto zastanawia się nad tym, że z ekipami wspinaczkowymi w góry wychodzą również lekarze. Ci nie zawsze docierają do szczytu, muszą porzucić górskie aspiracje dla dobra sportowców. I właśnie na nich skupiają się Wojciech Fusek i Jerzy Porębski w tomie „Lekarze w górach”, świetnym reportażu uzupełniającym półkę z literaturą górską. Cenne jest zwłaszcza to, że informacje autorzy zbierają nie z wydrukowanych tekstów, a z bezpośrednich rozmów z samymi zainteresowanymi, zyskując dzięki temu sporo zakulisowych wiadomości. Nie pomijają prawie żadnego tematu, który mógłby zatrzymać odbiorców, dzielą książkę na motywy. Na początku jednak zajmują się opowieścią o początkach medycyny w górach: dzisiejszy stan wiedzy to efekt uważnych obserwacji i analiz przeprowadzanych bezpośrednio w ekstremalnych warunkach. Lekarze, którzy byli dociekliwi i spostrzegawczy, mogli potem dzielić się doświadczeniem z innymi – to dzięki nim rozwijała się świadomość choroby wysokościowej czy leczenia kontuzji w bazach.
Fusek i Porębski opowiadają między innymi o operacjach przeprowadzanych na odległość: nie zawsze lekarz jest w stanie dotrzeć do poszkodowanego, bywa, że musi udzielać wskazówek jego kolegom przez radio. Zdarza się i tak, że dokonuje zabiegów na sobie samym (bądź instruuje nieszczęśnika pozostającego przy nim, co ma zrobić, by zapobiec zbliżającej się śmierci). Medycyna w górach to zastanawianie się, jakie leki powinny znaleźć się w apteczce i jak rozłożyć ciężar, by każdy był nim sprawiedliwie obarczony. To pytania o działanie leków oraz… stosowanie środków dopingujących. To zastanawianie się nad odmrożeniami i amputacjami w konsekwencji wyjątkowo ciężkich przypadków. To umiejętność kojarzenia faktów, odkrywania schorzeń, które na wysokościach zaczynają się ujawniać. Lekarze w górach muszą podejmować trudne decyzje, a walczyć nie tylko z ludzkimi słabościami, ale i z chęcią zdobycia szczytu za wszelką cenę – należy wypracować sobie w zespole taki autorytet, by później nie mieć problemu z przekonaniem wspinacza, że musi przerwać swoją przygodę. Opowiadają bohaterowie tego tomu o wpływie wysokości na mózg i o ekstremalnych przypadkach – ale mają w zanadrzu też wiele anegdot, dzięki którym książka nabiera lekkości. „Lekarze w górach” to publikacja znakomicie napisana, przygotowana tak, że trafi i do fanów literatury górskiej, i do odbiorców, którzy do tej pory z tematem się nie zetknęli – w tej publikacji jest również wiele zdjęć z wypraw. Nie ma tu mowy o romantyzmie wspinaczki, za to rejestr możliwych wypadków i problemów – oraz sposobów na radzenie sobie z nimi – to coś, co rozbudzi ciekawość czytelników. Fusek i Porębski radzą sobie z zagadnieniem bez zarzutu, wiedzą, jak budować napięcie i jak prowadzić relację, by zyskać w niej wewnętrzne uporządkowanie mimo ogromu motywów, które poruszyć należy. „Lekarze w górach” to książka dla interesujących się górami i… nietypowymi przypadkami medycznymi. Nie da się od tej lektury oderwać, to reportaż na najwyższym – himalajskim – poziomie.
Ciekawość w namiocie
Pytanie, po co himalaiści wychodzą w góry, zostało już na wiele sposobów rozpracowane w kolejnych autobiografiach i wywiadach. Mało kto zastanawia się nad tym, że z ekipami wspinaczkowymi w góry wychodzą również lekarze. Ci nie zawsze docierają do szczytu, muszą porzucić górskie aspiracje dla dobra sportowców. I właśnie na nich skupiają się Wojciech Fusek i Jerzy Porębski w tomie „Lekarze w górach”, świetnym reportażu uzupełniającym półkę z literaturą górską. Cenne jest zwłaszcza to, że informacje autorzy zbierają nie z wydrukowanych tekstów, a z bezpośrednich rozmów z samymi zainteresowanymi, zyskując dzięki temu sporo zakulisowych wiadomości. Nie pomijają prawie żadnego tematu, który mógłby zatrzymać odbiorców, dzielą książkę na motywy. Na początku jednak zajmują się opowieścią o początkach medycyny w górach: dzisiejszy stan wiedzy to efekt uważnych obserwacji i analiz przeprowadzanych bezpośrednio w ekstremalnych warunkach. Lekarze, którzy byli dociekliwi i spostrzegawczy, mogli potem dzielić się doświadczeniem z innymi – to dzięki nim rozwijała się świadomość choroby wysokościowej czy leczenia kontuzji w bazach.
Fusek i Porębski opowiadają między innymi o operacjach przeprowadzanych na odległość: nie zawsze lekarz jest w stanie dotrzeć do poszkodowanego, bywa, że musi udzielać wskazówek jego kolegom przez radio. Zdarza się i tak, że dokonuje zabiegów na sobie samym (bądź instruuje nieszczęśnika pozostającego przy nim, co ma zrobić, by zapobiec zbliżającej się śmierci). Medycyna w górach to zastanawianie się, jakie leki powinny znaleźć się w apteczce i jak rozłożyć ciężar, by każdy był nim sprawiedliwie obarczony. To pytania o działanie leków oraz… stosowanie środków dopingujących. To zastanawianie się nad odmrożeniami i amputacjami w konsekwencji wyjątkowo ciężkich przypadków. To umiejętność kojarzenia faktów, odkrywania schorzeń, które na wysokościach zaczynają się ujawniać. Lekarze w górach muszą podejmować trudne decyzje, a walczyć nie tylko z ludzkimi słabościami, ale i z chęcią zdobycia szczytu za wszelką cenę – należy wypracować sobie w zespole taki autorytet, by później nie mieć problemu z przekonaniem wspinacza, że musi przerwać swoją przygodę. Opowiadają bohaterowie tego tomu o wpływie wysokości na mózg i o ekstremalnych przypadkach – ale mają w zanadrzu też wiele anegdot, dzięki którym książka nabiera lekkości. „Lekarze w górach” to publikacja znakomicie napisana, przygotowana tak, że trafi i do fanów literatury górskiej, i do odbiorców, którzy do tej pory z tematem się nie zetknęli – w tej publikacji jest również wiele zdjęć z wypraw. Nie ma tu mowy o romantyzmie wspinaczki, za to rejestr możliwych wypadków i problemów – oraz sposobów na radzenie sobie z nimi – to coś, co rozbudzi ciekawość czytelników. Fusek i Porębski radzą sobie z zagadnieniem bez zarzutu, wiedzą, jak budować napięcie i jak prowadzić relację, by zyskać w niej wewnętrzne uporządkowanie mimo ogromu motywów, które poruszyć należy. „Lekarze w górach” to książka dla interesujących się górami i… nietypowymi przypadkami medycznymi. Nie da się od tej lektury oderwać, to reportaż na najwyższym – himalajskim – poziomie.
poniedziałek, 14 stycznia 2019
Janusz Kurczab, Wojciech Fusek, Jerzy Porębski: Polskie Himalaje
Agora, Warszawa 2018.
Polacy wysoko
Skrótowa opowieść o tym, jak Polacy zdobywali wysokie góry, ograniczona do jednego tomu, za to uzupełniona o wydarzenia z 2018 roku. „Polskie Himalaje” to coś dla tych odbiorców, którzy lubią wiedzieć, co dzieje się w górach – ale nie chcą analizować każdego kroku i każdego wyzwania. Bo tu nie ma na to miejsca – pojawi się natomiast rejestr kolejnych sukcesów, porażek oraz tragedii. Autorzy dbają o gromadzenie informacji, czasem tylko podpierając się zapiskami samych wspinaczy. „Polskie Himalaje” to zatem książka, która porządkuje wiadomości, ale i rejestruje dokonania. Wspomina tych, których wspomnieć należy, a przy okazji dostarcza też sporej dawki wrażeń – bo fani literatury górskiej doskonale wiedzą, że nie da się obojętnie podchodzić do ryzyka, ekstremalnych warunków i do stałego mierzenia się z naturą.
„Polskie Himalaje” trafiają na rynek w momencie, gdy pojawiło się większe niż zwykle zainteresowanie tematyką alpinizmu. To próba uszeregowania chronologicznego polskich wypraw (lub tych górskich eskapad, w których Polacy brali udział). Na początku to założenie trochę się rozmywa, ale później materiału autorom już nie zabraknie. Przygotowują oni rodzaj streszczenia, rozdziały w jednotomowej edycji „Polskich Himalajów” są bardzo krótkie. Za każdym razem wymieniany jest w nich skład osobowy wyprawy – i zaledwie kilka uwag na temat trasy, stopnia trudności, problemów w zespołach czy odejścia od „normy”. Zdarza się sięganie do zapisków wspinaczy – żeby nieco podbić temperaturę opowieści. Po szczegóły dotyczące konkretnych wejść trzeba zaglądać do innych źródeł, tutaj otrzymuje się jedynie szybki przegląd górskich akcji. Niby chronologiczny, a jednak w pewnym momencie chronologia ustępuje tematyzacji i tak wspinacze, o których tragicznym losie czytelnicy już się z książki dowiedzieli, w kolejnych rozdziałach powrócą jako członkowie wypraw – żeby ostatecznie dokonać żywota za jakiś czas. Nie pomaga w opanowaniu tego nawet system specjalnych odsyłaczy, informacji, że szersze wyjaśnienia to kwestia innego rozdziału. Faktem jest jednak, że czytelnicy „Polskich Himalajów” do przypadkowych odbiorców nie należą i doskonale zdają sobie sprawę, kto i w jakich okolicznościach zginął. Niekoniecznie za to pamiętają całe ekipy wyruszające w góry – albo okoliczności związane ze zdobywaniem szczytów, a te wiadomości tom przynosi. „Polskie Himalaje” to książka pod względem narracyjnym bardzo prosta, autorzy nie silą się tutaj na specjalistyczne opisy, bardziej rejestrują dane niż szukają tonów sensacyjnych czy literackości. Nawet najprostsze terminy – znane czytelnikom – zostaną objaśnione w słowniku na końcu książki. Widać dzięki tej publikacji, jak wyglądały złote lata polskiego alpinizmu – i jak polskie ekspedycje szukały możliwości zapisania się w historii wspinaczki. „Głośne” nazwiska otrzymują tu tyle samo miejsca co wspinacze mniej znani – to dobre rozwiązanie, pomaga zaspokoić ciekawość odbiorców. Tom „Polskie Himalaje” szubko prezentuje zestaw ważnych dokonań Polaków w wysokich górach. Uwagę przykuwa również bogatym materiałem zdjęciowym – pojawiają się tu nie tylko zdjęcia dokumentacyjne, pokazujące sytuację w bazie, ekwipunek, przygotowania albo widoki ze szczytów – ale i fotografie niemal artystyczne, wykorzystujące zwłaszcza oryginalne gry świateł czy nietypowe kadry z drogi na szczyt. „Polskie Himalaje” to książka ważna dla wszystkich, którzy interesują się wspinaczką wysokogórską.
Polacy wysoko
Skrótowa opowieść o tym, jak Polacy zdobywali wysokie góry, ograniczona do jednego tomu, za to uzupełniona o wydarzenia z 2018 roku. „Polskie Himalaje” to coś dla tych odbiorców, którzy lubią wiedzieć, co dzieje się w górach – ale nie chcą analizować każdego kroku i każdego wyzwania. Bo tu nie ma na to miejsca – pojawi się natomiast rejestr kolejnych sukcesów, porażek oraz tragedii. Autorzy dbają o gromadzenie informacji, czasem tylko podpierając się zapiskami samych wspinaczy. „Polskie Himalaje” to zatem książka, która porządkuje wiadomości, ale i rejestruje dokonania. Wspomina tych, których wspomnieć należy, a przy okazji dostarcza też sporej dawki wrażeń – bo fani literatury górskiej doskonale wiedzą, że nie da się obojętnie podchodzić do ryzyka, ekstremalnych warunków i do stałego mierzenia się z naturą.
„Polskie Himalaje” trafiają na rynek w momencie, gdy pojawiło się większe niż zwykle zainteresowanie tematyką alpinizmu. To próba uszeregowania chronologicznego polskich wypraw (lub tych górskich eskapad, w których Polacy brali udział). Na początku to założenie trochę się rozmywa, ale później materiału autorom już nie zabraknie. Przygotowują oni rodzaj streszczenia, rozdziały w jednotomowej edycji „Polskich Himalajów” są bardzo krótkie. Za każdym razem wymieniany jest w nich skład osobowy wyprawy – i zaledwie kilka uwag na temat trasy, stopnia trudności, problemów w zespołach czy odejścia od „normy”. Zdarza się sięganie do zapisków wspinaczy – żeby nieco podbić temperaturę opowieści. Po szczegóły dotyczące konkretnych wejść trzeba zaglądać do innych źródeł, tutaj otrzymuje się jedynie szybki przegląd górskich akcji. Niby chronologiczny, a jednak w pewnym momencie chronologia ustępuje tematyzacji i tak wspinacze, o których tragicznym losie czytelnicy już się z książki dowiedzieli, w kolejnych rozdziałach powrócą jako członkowie wypraw – żeby ostatecznie dokonać żywota za jakiś czas. Nie pomaga w opanowaniu tego nawet system specjalnych odsyłaczy, informacji, że szersze wyjaśnienia to kwestia innego rozdziału. Faktem jest jednak, że czytelnicy „Polskich Himalajów” do przypadkowych odbiorców nie należą i doskonale zdają sobie sprawę, kto i w jakich okolicznościach zginął. Niekoniecznie za to pamiętają całe ekipy wyruszające w góry – albo okoliczności związane ze zdobywaniem szczytów, a te wiadomości tom przynosi. „Polskie Himalaje” to książka pod względem narracyjnym bardzo prosta, autorzy nie silą się tutaj na specjalistyczne opisy, bardziej rejestrują dane niż szukają tonów sensacyjnych czy literackości. Nawet najprostsze terminy – znane czytelnikom – zostaną objaśnione w słowniku na końcu książki. Widać dzięki tej publikacji, jak wyglądały złote lata polskiego alpinizmu – i jak polskie ekspedycje szukały możliwości zapisania się w historii wspinaczki. „Głośne” nazwiska otrzymują tu tyle samo miejsca co wspinacze mniej znani – to dobre rozwiązanie, pomaga zaspokoić ciekawość odbiorców. Tom „Polskie Himalaje” szubko prezentuje zestaw ważnych dokonań Polaków w wysokich górach. Uwagę przykuwa również bogatym materiałem zdjęciowym – pojawiają się tu nie tylko zdjęcia dokumentacyjne, pokazujące sytuację w bazie, ekwipunek, przygotowania albo widoki ze szczytów – ale i fotografie niemal artystyczne, wykorzystujące zwłaszcza oryginalne gry świateł czy nietypowe kadry z drogi na szczyt. „Polskie Himalaje” to książka ważna dla wszystkich, którzy interesują się wspinaczką wysokogórską.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






