* * * * * * O tu-czytam

środa, 21 października 2020

Anna Kańtoch: Wiosna zaginionych

Marginesy, Warszawa 2020.

Uczucia starszej pani

Anna Kańtoch pisze kryminał w starym stylu. Pobrzmiewa u niej trochę fascynacja Joanną Chmielewską, jednak nie ma zamiaru ta autorka rozśmieszać, wybiera sobie jedynie motyw starszej pani, która prowadzi amatorskie śledztwo. W odróżnieniu od licznych staruszek-nieudaczniczek na tropie przestępców, bohaterka „Wiosny zaginionych” błędów nie popełnia. Jest byłą funkcjonariuszką, wciąż ma znajomości wśród śledczych. Wie, na ile może sobie pozwolić i o co nikt jej nie będzie podejrzewał. Działa w pełni świadomie, chociaż nie do końca rozważnie, o czym przekonuje się, gdy wchodzi (z nożem w plecaku) do domu dawnego znajomego. Wchodzi, ale nie spodziewa się widoku, który tam zastanie. Tak zaczynają się największe problemy.

Anna Kańtoch zamierza stworzyć cykl. Cykl osadzony na Górnym Śląsku, czego sygnałem będą wrzucane od czasu do czasu wypowiedzi po śląsku (bez tłumaczenia, wszystko wyniknie z kontekstu). Nie to liczy się najbardziej, a doświadczenia rodzinne bohaterki. Kobieta, która prowadzi narrację, ma swoje tajemnice w przeszłości (i autorka wcale nie musi wszystkich rozwiązywać, chce, żeby odbiorcy wrócili do serii po odpowiedzi na swoje pytania). Stopniowo ujawnia część rodzinnych i przyjacielskich zawirowań. Krystyna dawno temu pogodziła się – jakby się mogło wydawać – z utratą brata. Tragedia w górach nie budziłaby wątpliwości, gdyby nie fakt, że ktoś mógł wykorzystać warunki, żeby rozwiązać radykalnie własne problemy. Po latach z przeszłości wynurza się szansa na poznanie nowych tropów. Na razie jednak trzeba zająć się czymś innym: dziwnym znikaniem psów z okolicy. Miejscowi już wiedzą, że do lasu z psem wychodzić nie wolno – a jeśli się wyjdzie, nie można spuszczać pupila z oka nawet na moment. Inaczej nie uda się go już znaleźć. Krążą coraz bardziej radykalne plotki na ten temat – napędza się strach.

Anna Kańtoch mniej niż na konstrukcji śledztwa skupia się na psychice bohaterki. Krystyna ma tendencje do analizowania każdego swojego ruchu, więc powieść może się bardzo rozrastać, a odbiorcy zyskają możliwość wniknięcia w umysł postaci – więc i trochę podgląd samego przebiegu amatorskiego śledztwa. Krystyna nie potrzebuje wskazówek, raczej nie popełnia błędów (przynajmniej – nie spektakularnych), radzi sobie bez pomocy, nic zatem dziwnego, że prowadzi rozbudowane monologi wewnętrzne. Jest postacią, która samotnie musi mierzyć się z wyzwaniami. Nawet na rodzinę nie może liczyć: córka stanowi jej przeciwieństwo, próbuje stworzyć dom, ale też nie chce podtrzymywać toksycznych relacji z zawsze zapracowaną matką, wnuczka ma swoje sprawy i niespecjalnie przejmuje się pomysłami babci. Kańtoch stawia na tradycyjne i sprawdzone rozwiązania, ale dokłada do nich staranną i mocno rozbudowaną narrację. „Wiosna zaginionych” może się spodobać zwłaszcza tym, którzy tęsknią za dawnymi pomysłami z kryminałów i mają dość papki w stylu pop, którą zalewany jest rynek w ramach tego gatunku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com