* * * * * * O tu-czytam

wtorek, 27 października 2020

Martyna Skura: Podróże na własnej skurze

Wielka Litera, Warszawa 2020.

Jak najdalej

Martyna Skura wyzwania uwielbia, decyduje się na życie, jakiego wielu czytelników by nie wybrało, nawet jeśli deklaruje chęć podróżowania po świecie. Na dziewięć lat opuszcza Polskę, żeby podejmować się pracy w różnych krajach i przemierzać glob. Trafia między innymi do Meksyku, Kenii czy Chin, mieszka przez pewien czas w Gruzji. Jest autorką bloga, która napisała swoją książkę – jednak książkę w treści różniącą się od wielu kolorowych publikacji. „Podróże na własnej skurze” to opowieść nietypowa, bo pokazująca zaplecze raju i nie tylko jasne strony życia nomady. To, co pozostało tu z blogów, to krótkie teksty. Martyna Skura po pierwsze – nigdy nie zamierza w pełni zaspokajać ciekawości czytelników, ucieka czasem od pikantnych konkretów, bywa, że tylko sygnalizuje coś, co mogłoby naprawdę zaintrygować albo wymagało większych objaśnień. Nie fabularyzuje i nie przedstawia szczegółów w relacjach międzyludzkich. Od czasu do czasu odwołuje się do doświadczeń koleżanek, które tak jak ona przemieszczają się swobodnie po świecie i zbierają różne przemyślenia na temat takiego życia. Ten tom nie jest na pewno przesłodzoną relacją z folderów reklamowych biur podróży. Jeśli ktoś waha się, czy dla niego jest koczownicze funkcjonowanie – choćby na krótszy odcinek czasu – po lekturze może upewnić się, że lepiej mu będzie we własnym domu. Blogowe – a raczej typowe dla książek tworzonych przez blogerów – jest też wypełnianie tomu zdjęciami. Mnóstwo tu fotografii, które przynajmniej trochę pokazują, co może oglądać autorka, która podjęła ryzyko i funkcjonuje w obcej sobie kulturze. Wszystko ma swoją cenę: obrazki, które budzą zazdrość, towarzyszą znacznie mniej optymistycznym opisom. Martyna Skura może nie narzeka na los, który sobie wybrała, ale przez całą książkę karmi czytelników rozmaitymi przestrogami. Daleka jest od zachęcania do pójścia w swoje ślady – raczej przygotowuje idealistów na to wszystko, co może ich spotkać za granicą.

Rozpoczyna się ta książka od problemów mieszkaniowych: wszelkiego rodzaju awarie, usterki i niedobory prądu lub wody (o internecie nie wspominając) w Polsce bywają uciążliwe, ale proste do wyeliminowania. Za granicą mogą urosnąć do rangi poważnego problemu: wiele miesięcy w zimnie czy brodzenie w wodzie z wciąż pękających rur to może być trudna do zniesienia codzienność na sporą część roku. Martyna Skura opowiada o rozmaitych niewygodach i uciążliwościach, do których po prostu nie da się przyzwyczaić. Kończy książkę przeglądem chorób i problemów zdrowotnych – również bardziej przerażających, gdy w pobliżu nie ma nikogo, kto pomógłby lub chociaż pocieszył. Po drodze zajmie się między innymi kwestią bezpieczeństwa, znajomości, możliwości awaryjnego powrotu do rodziny, dostosowywania się do miejscowych zasad, posiłków. Pyta o poczucie kobiecości. W każdym miejscu istnieje osobny niepisany zestaw zasad postępowania – lepiej się do niego stosować, żeby uniknąć licznych przykrości. Jeśli zatem autorka na zdjęciach prezentuje promienny uśmiech – nie zawsze warto jej wierzyć, znacznie bardziej przekonują wstrząsające często wyznania z kart tej książki. I dzięki temu „Podróże na własnej skurze” to tom, który ma szansę przebić się do świadomości odbiorców spoza blogowego grona.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com