Harper Collins, Warszawa 2022.
Ratowanie zwierząt
Jest to książka, która bardzo różni się od typowych młodzieżowych powieści, a może zachwycić każdego, kto po nią sięgnie. Ewa Nowak koncentruje się bowiem na celu ważnym i oddalonym od pierwszych zauroczeń: uwrażliwia na krzywdę zwierząt. Sprawia, że młodzi ludzie zastanowią się nad swoimi wyborami: i nad przyzwyczajeniami żywieniowymi, i nad ubraniami, i nad krzywdą różnych stworzeń w cyrkach. Autorka nie zamierza stosować taryfy ulgowej: zabiera odbiorców na zaplecze cyrku i na fermę lisów, pochyla się nad kurczakiem na talerzu - i każdy z tych tematów wplata zgrabnie w opowieść. Żeby uzupełnić kwestię troski o zwierzęta, zwraca też uwagę na krzywdy wyrządzane domowym pupilom: niektórzy podają ulubionym czworonogom swoje leki, inni nie przestrzegają zasad żywienia, jeszcze inni... żądają, żeby uśpić zdrowe zwierzę. Przypadków jest mnóstwo, każdy może zirytować i przekonać czytelników, że w sferze uświadamiania w opiece nad zwierzętami jest jeszcze mnóstwo do zrobienia.
A wszystko zaczyna się w momencie, gdy w cyrku małpa gryzie w rękę Majkę. Nastolatka nie może liczyć na pomoc swojego ukochanego, trafia do mnóstwa filmików, które uwidaczniają jej kompromitację (podczas wydarzenia w wyniku stresu dziewczynie puściły zwieracze, przez co dla rówieśników stała się "mokrą małpeczką"). Majka to nastolatka chowana pod kloszem: nigdy nie wykonywała cięższych prac, we wszystkim wyręcza ją tata. Dziewczyna wszystkiego się boi i pielęgnuje w sobie negatywne emocje. Nie widzi, że sama sobie robi krzywdę, nie dostrzega też konieczności zmian. Z kokonu może wyjść dopiero pod wpływem Zuri. W "Dniu wszystkiego" Majka - która najchętniej domagałaby się sprawiedliwości i zlikwidowania małpy, przez którą rozpadło się jej życie - spotyka przedziwną dziewczynę. Zuri niczego się nie boi, na wszystko ma gotowe rozwiązania. Jest wolna i niezależna, zawsze wie, jak postąpić. A do tego potrafi zadawać bardzo niewygodne pytania, które uświadamiają rozmówcom, jak bardzo błądzili. Mama Zuri jest lekarzem weterynarii i wprowadza w życie kilka prostych zasad. Jeśli córka będzie ich przestrzegać - może robić, co chce. A Zuri wybiera walkę o dobro zwierząt. Jej pierwszym zadaniem w "Dniu wszystkiego" jest odnalezienie Lucjana, cyrkowej małpy, i uratowanie jej życia. Lucjan pozostawiony przez pracowników zoo na pewną śmierć, nie wie jeszcze, ile wydarzy się w najbliższych dniach. A Majka zaczyna coraz więcej czasu spędzać w klinice weterynaryjnej i stopniowo uczy się, jak pomagać zwierzętom. Przekonuje się też, że nie jest tak słaba, jak przypuszczała: od Zuri uczy się kilku sztuczek przydatnych w razie problemów w szkole, dowiaduje się też, jak reagować, gdy widzi się czyjąś niegodziwość. To coś w sam raz dla młodych idealistów. W przerwach między ratowaniem kolejnych zwierząt o różnych porach dnia i nocy (Majka przeżywa bardzo dużo) dziewczyna przekonuje się, czym są sercowe dylematy. Bohaterka nie tęskni za byłym chłopakiem, bo widzi z całą wyrazistością jego wady - ale kiedy Filip zaczyna interesować się Zuri, Majka wie, że może stracić bardzo dużo. Zuri uczy życia - nie tylko swoją nową przyjaciółkę. To bohaterka, od której trudno się oderwać. "Dzień wszystkiego" wypełniony jest emocjami o różnych odcieniach, wiele tu niespodzianek dla czytelników - nie tylko młodych. Rezygnowanie z klasycznych schematów powieści obyczajowych bardzo dobrze się tu sprawdziło. I tylko w momentach akcji ratowania zwierząt widać, jak Ewa Nowak prawi odbiorcom morały - a jednak nikomu to nie będzie przeszkadzać, bo dynamiczna fabuła wynagradza wszystko.
Recenzje, wywiady, omówienia krytyczne, komentarze.
Codziennie aktualizowana strona Izabeli Mikrut
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
wtorek, 31 maja 2022
poniedziałek, 30 maja 2022
Aneta Pawłowska-Krać: Głośnik w głowie. O leczeniu psychiatrycznym w Polsce
Czarne, Wołowiec 2022.
Obce dzieci
Aneta Pawłowska-Krać pochyla się nad sytuacją chorych psychicznie, przede wszystkim - dziećmi i młodzieżą, chociaż nie tylko. I zastanawia się nad kondycją służby zdrowia w Polsce: sprawdza, czy na oddziałach psychiatrycznych możliwe jest otrzymanie najlepszej opieki, czy też sięga się po środki niekoniecznie skuteczne, za to niezbędne w przypadku przepełnionych sal i gabinetów. "Głośnik w głowie. O leczeniu psychiatrycznym w Polsce" to lektura, która nie napawa optymizmem. Nie może zresztą - skoro bohaterami kolejnych reportaży są albo pacjenci po trudnych z perspektywy zwykłego odbiorcy przejściach, albo - rodziny źle diagnozowanych. Każdy rozdział poświęcony został innemu zagadnieniu, są tu i psychozy, i zaburzenia odżywiania, i samookaleczenia, myśli samobójcze i schizofrenia, autyzm dziecięcy i nerwice. Poważne zaburzenia, które prowadzą do zagrożenia życia i zdrowia, takie, których nie da się pokonać samym tylko pozytywnym nastawieniem czy wsparciem ze strony bliskich. Chociaż - co warto podkreślić - od chorych rodziny się nie odsuwają. Raczej szukają pomocy, uczą się, jak wyłapywać niepokojące sygnały już na samym początku ataków. To dzięki ich samozaparciu i zdecydowaniu można zapobiec katastrofie - nawet jeśli sami chorzy nie dostrzegają problemu i uznają reakcje domowników za przesadę. W "Głośniku w głowie" nie wszyscy będą zatem samotnie zmagać się z codziennymi wyzwaniami - chociaż nie każdy chce pozwolić sobie pomóc i nie każdy otwiera się przed innymi. Aneta Pawłowska-Krać pokazuje różne rodzaje schorzeń, stara się dotrzeć do umysłu chorego człowieka i przedstawiać jego motywacje czy teorie. Oddaje głos chorym - tak, by sami wyjawiali, co sprawiało im najwięcej trudności i jak wyglądały zmagania z chorobą jeszcze przed pobytem w placówce medycznej (albo już w trakcie leczenia). Nie oznacza to, że zdiagnozowanie choroby to prosta droga do sukcesu: większość bohaterów nie zyskuje upragnionego spokoju nawet wtedy, gdy zna już specyfikę swojej choroby. To dopiero początek wielkiej walki o zwyczajność. Najpierw ludzkie historie - te najbardziej przyciągają, dla odbiorców są szansą na oswojenie się z trudnymi tematami. Zapewniają możliwość podglądania życia innych - ale nie jest to podstawowy cel Pawłowskiej-Krać. Bardziej chodzi w książce o zwrócenie uwagi na świadomość dotyczącą chorób psychicznych. Korzystanie z pomocy psychiatry i psychologa to nie wstyd - a leczenie często znacząco poprawia jakość życia. Nie sprzyja temu jednak sytuacja w wielu ośrodkach - i tu znajdzie się miejsce na pokazywanie, co dzieje się za zamkniętymi drzwiami, na szpitalnych salach. Czasami to sceny przerażające - bo wszędzie tam, gdzie ma się do czynienia z chorymi psychicznie, nie może być mowy o redukcjach etatów czy niedoszkolonym personelu - jednak nawet negatywne obrazy nie powinny rzutować na oceny psychiatrii. Aneta Pawłowska-Krać przypomina, dlaczego nie wolno zaniedbywać psychiatrii i zachęca czytelników do przyjrzenia się tematom do niedawna tabuizowanym. Przekonuje, że ludzie chorzy nie powinni wywoływać niechęci czy negatywnych komentarzy, choroba psychiczna może dotknąć każdego, bez względu na życiowe doświadczenia, wiek czy stanowisko.
Obce dzieci
Aneta Pawłowska-Krać pochyla się nad sytuacją chorych psychicznie, przede wszystkim - dziećmi i młodzieżą, chociaż nie tylko. I zastanawia się nad kondycją służby zdrowia w Polsce: sprawdza, czy na oddziałach psychiatrycznych możliwe jest otrzymanie najlepszej opieki, czy też sięga się po środki niekoniecznie skuteczne, za to niezbędne w przypadku przepełnionych sal i gabinetów. "Głośnik w głowie. O leczeniu psychiatrycznym w Polsce" to lektura, która nie napawa optymizmem. Nie może zresztą - skoro bohaterami kolejnych reportaży są albo pacjenci po trudnych z perspektywy zwykłego odbiorcy przejściach, albo - rodziny źle diagnozowanych. Każdy rozdział poświęcony został innemu zagadnieniu, są tu i psychozy, i zaburzenia odżywiania, i samookaleczenia, myśli samobójcze i schizofrenia, autyzm dziecięcy i nerwice. Poważne zaburzenia, które prowadzą do zagrożenia życia i zdrowia, takie, których nie da się pokonać samym tylko pozytywnym nastawieniem czy wsparciem ze strony bliskich. Chociaż - co warto podkreślić - od chorych rodziny się nie odsuwają. Raczej szukają pomocy, uczą się, jak wyłapywać niepokojące sygnały już na samym początku ataków. To dzięki ich samozaparciu i zdecydowaniu można zapobiec katastrofie - nawet jeśli sami chorzy nie dostrzegają problemu i uznają reakcje domowników za przesadę. W "Głośniku w głowie" nie wszyscy będą zatem samotnie zmagać się z codziennymi wyzwaniami - chociaż nie każdy chce pozwolić sobie pomóc i nie każdy otwiera się przed innymi. Aneta Pawłowska-Krać pokazuje różne rodzaje schorzeń, stara się dotrzeć do umysłu chorego człowieka i przedstawiać jego motywacje czy teorie. Oddaje głos chorym - tak, by sami wyjawiali, co sprawiało im najwięcej trudności i jak wyglądały zmagania z chorobą jeszcze przed pobytem w placówce medycznej (albo już w trakcie leczenia). Nie oznacza to, że zdiagnozowanie choroby to prosta droga do sukcesu: większość bohaterów nie zyskuje upragnionego spokoju nawet wtedy, gdy zna już specyfikę swojej choroby. To dopiero początek wielkiej walki o zwyczajność. Najpierw ludzkie historie - te najbardziej przyciągają, dla odbiorców są szansą na oswojenie się z trudnymi tematami. Zapewniają możliwość podglądania życia innych - ale nie jest to podstawowy cel Pawłowskiej-Krać. Bardziej chodzi w książce o zwrócenie uwagi na świadomość dotyczącą chorób psychicznych. Korzystanie z pomocy psychiatry i psychologa to nie wstyd - a leczenie często znacząco poprawia jakość życia. Nie sprzyja temu jednak sytuacja w wielu ośrodkach - i tu znajdzie się miejsce na pokazywanie, co dzieje się za zamkniętymi drzwiami, na szpitalnych salach. Czasami to sceny przerażające - bo wszędzie tam, gdzie ma się do czynienia z chorymi psychicznie, nie może być mowy o redukcjach etatów czy niedoszkolonym personelu - jednak nawet negatywne obrazy nie powinny rzutować na oceny psychiatrii. Aneta Pawłowska-Krać przypomina, dlaczego nie wolno zaniedbywać psychiatrii i zachęca czytelników do przyjrzenia się tematom do niedawna tabuizowanym. Przekonuje, że ludzie chorzy nie powinni wywoływać niechęci czy negatywnych komentarzy, choroba psychiczna może dotknąć każdego, bez względu na życiowe doświadczenia, wiek czy stanowisko.
niedziela, 29 maja 2022
Rachel Ignotofsky: Co się kryje w kwiatku?
Nasza Księgarnia, Warszawa 2022.
Rośliny
Rachel Ignotofsky nie szuka wymyślnych tematów na bajkę. Popis ilustratorski zapewnia dzięki pochyleniu się nad cudami przyrody: skupia się na tym, jak funkcjonują rośliny i czego potrzebują do życia. "Co się kryje w kwiatku? Fascynujące ciekawostki przyrodnicze" to lektura idealna dla dzieci, które dopiero zaczynają przygodę z czytaniem, są jednak ciekawe świata i szukają odpowiedzi na różne pytania. Autorka tłumaczy, gdzie można znaleźć kwiatki (podając przy tym kilka egzotycznych nazw), wskazuje rekordzistów w rozmiarach i rośliny, które mają różne kształty. Przedstawia budowę kwiatka, by następnie przeprowadzić odbiorców przez proces powstawania rośliny. Opowiada o tym, co dzieje się pod ziemią: rejestruje nie tylko istnienie nasiona w glebie, ale i zachowanie rozmaitych owadów, bakterii i rozmaitych stworzeń. Omawia rolę deszczu i korzeni, a także żyznej gleby. Razem z łodygą przedostaje się nad ziemię, tłumaczy, czym jest fotosynteza. Euforia, gdy autorka dotrze do powstania kwiatu, udzieli się również małym odbiorcom-odkrywcom. To pretekst do opowiedzenia o zapylaczach i o sposobach ich wabienia. Podróżuje razem z nasionami i wprowadza skrótowy przegląd treści, żeby lepiej utrwaliły się dzieciom zdobywane informacje. Z każdą rozkładówką przynosi zatem nowe rewelacje dla odbiorców - traktuje ich poważnie, chociaż nie stroni od humoru: w tomiku powracają niespodzianki, komiksowe wypowiedzi robaków, detale, które sprawiają, że chce się uważnie śledzić kolejne strony.
"Co się kryje w kwiatku?" to opowieść o przyrodzie - dość podstawowa. Zawiera wiadomości, które przydadzą się maluchom nie tylko w szkole, ale też podczas spacerów: dzieci zrozumieją procesy, których efekty mogą obserwować. Nauczą się też szacunku do roślin: niewiele potrzeba, żeby rozbudzić miłość do przyrody, a to zaprocentuje w przyszłości. Rachel Ignotofsky umożliwi najmłodszym edukację w formie zabawy - bo przecież śledzenie kolejnych obrazków z kwiatkami jest przyjemną rozrywką, a fakt, że tekst został wkomponowany w strony i nie ma charakteru linearnego ucieszy dzieci spragnione zróżnicowanych bodźców. Tu czyta się tylko przy okazji oglądania tomiku, co nikogo nie zmęczy. Charakterystyczne jest nastawienie na niebajkowe rysunki. Ilustracje sprawiają wrażenie inspirowanych ludowymi motywami i "poważnych" - jeśli pominąć bajkowe miny owadów. Autorka zaburza proporcje, stawia kwiatki w centrum uwagi, przenosi się z miejsca na miejsce, żeby lepiej uchwycić temat. Omija naiwne sposoby przedstawiania roślin, zamiast dziecięcej kreski proponuje bardzo ambitne obrazki, w szczegółach pokazujące piękno kwiatów czy płatków i liści. To się sprawdza: przypomina bowiem dzieciom, jak ważne jest obserwowanie rzeczywistości. Połączenie idealnie odwzorowywanych kwiatów z bajkowymi wizerunkami owadów to kolejny powód do radości podczas oglądania książeczki - coś w sam raz dla maluchów. Prosty tekst i bardziej skomplikowane, niekreskówkowe ilustracje - to przepis na picture booka, który odniesie sukces na rynku.
Rośliny
Rachel Ignotofsky nie szuka wymyślnych tematów na bajkę. Popis ilustratorski zapewnia dzięki pochyleniu się nad cudami przyrody: skupia się na tym, jak funkcjonują rośliny i czego potrzebują do życia. "Co się kryje w kwiatku? Fascynujące ciekawostki przyrodnicze" to lektura idealna dla dzieci, które dopiero zaczynają przygodę z czytaniem, są jednak ciekawe świata i szukają odpowiedzi na różne pytania. Autorka tłumaczy, gdzie można znaleźć kwiatki (podając przy tym kilka egzotycznych nazw), wskazuje rekordzistów w rozmiarach i rośliny, które mają różne kształty. Przedstawia budowę kwiatka, by następnie przeprowadzić odbiorców przez proces powstawania rośliny. Opowiada o tym, co dzieje się pod ziemią: rejestruje nie tylko istnienie nasiona w glebie, ale i zachowanie rozmaitych owadów, bakterii i rozmaitych stworzeń. Omawia rolę deszczu i korzeni, a także żyznej gleby. Razem z łodygą przedostaje się nad ziemię, tłumaczy, czym jest fotosynteza. Euforia, gdy autorka dotrze do powstania kwiatu, udzieli się również małym odbiorcom-odkrywcom. To pretekst do opowiedzenia o zapylaczach i o sposobach ich wabienia. Podróżuje razem z nasionami i wprowadza skrótowy przegląd treści, żeby lepiej utrwaliły się dzieciom zdobywane informacje. Z każdą rozkładówką przynosi zatem nowe rewelacje dla odbiorców - traktuje ich poważnie, chociaż nie stroni od humoru: w tomiku powracają niespodzianki, komiksowe wypowiedzi robaków, detale, które sprawiają, że chce się uważnie śledzić kolejne strony.
"Co się kryje w kwiatku?" to opowieść o przyrodzie - dość podstawowa. Zawiera wiadomości, które przydadzą się maluchom nie tylko w szkole, ale też podczas spacerów: dzieci zrozumieją procesy, których efekty mogą obserwować. Nauczą się też szacunku do roślin: niewiele potrzeba, żeby rozbudzić miłość do przyrody, a to zaprocentuje w przyszłości. Rachel Ignotofsky umożliwi najmłodszym edukację w formie zabawy - bo przecież śledzenie kolejnych obrazków z kwiatkami jest przyjemną rozrywką, a fakt, że tekst został wkomponowany w strony i nie ma charakteru linearnego ucieszy dzieci spragnione zróżnicowanych bodźców. Tu czyta się tylko przy okazji oglądania tomiku, co nikogo nie zmęczy. Charakterystyczne jest nastawienie na niebajkowe rysunki. Ilustracje sprawiają wrażenie inspirowanych ludowymi motywami i "poważnych" - jeśli pominąć bajkowe miny owadów. Autorka zaburza proporcje, stawia kwiatki w centrum uwagi, przenosi się z miejsca na miejsce, żeby lepiej uchwycić temat. Omija naiwne sposoby przedstawiania roślin, zamiast dziecięcej kreski proponuje bardzo ambitne obrazki, w szczegółach pokazujące piękno kwiatów czy płatków i liści. To się sprawdza: przypomina bowiem dzieciom, jak ważne jest obserwowanie rzeczywistości. Połączenie idealnie odwzorowywanych kwiatów z bajkowymi wizerunkami owadów to kolejny powód do radości podczas oglądania książeczki - coś w sam raz dla maluchów. Prosty tekst i bardziej skomplikowane, niekreskówkowe ilustracje - to przepis na picture booka, który odniesie sukces na rynku.
sobota, 28 maja 2022
Larysa Denysenko, Masha Foya: Maja i przyjaciele
Kropka, Warszawa 2022.
Rodziny
Książka, z której sprzedaży zysk przeznaczony jest na pomoc dzieciom z Ukrainy, powstała w 2017 roku, jednak rzeczywistość jeszcze ją zaktualizowała, o czym Larysa Denysenko pisze we wstępie. "Maja i przyjaciele" to krótka opowieść-prezentacja, zestaw portretów przedstawiających kolegów z klasy. Od jednej strony odbiorcy mają do czynienia z wersją polską, od drugiej - ukraińską, tomik może zatem stać się lekturą w miejscach, w których zawiązują się nowe przyjaźnie. Maja jest uczennicą czwartej klasy i wie już, że dzieci zachowują się różnie: bywa, że są grzeczne, ale czasami psocą tak, że wychowawczyni nie daje sobie z nimi rady. Wie też, że każdy ma inne doświadczenia i inną sytuację w domu - co może wpływać na zachowania i postawy wobec kolegów. Im lepiej pozna się członków danej grupy, tym więcej można wywnioskować na ich temat. I tak Maja sięga po wiedzę sekretną, rejestruje to, czego dowiedziała się od rówieśników i zdradza, jak wygląda ich codzienność. Czasami posiłkuje się jeszcze komentarzami dorosłych - ale swoją relacją trafi do małych odbiorców. Zdarza się, że niektóre tematy dzieci przyswoją, ale będą chciały dodatkowych wyjaśnień - wtedy przyda się rozmowa po wspólnej lekturze. Bo Maja nie ucieka od zagadnień skomplikowanych i rzadko w literaturze czwartej występujących. Już pierwsze opisywane dziewczynki przynoszą niespodziankę: są nazywane dziećmi z probówki - a przecież to prawdziwi ludzie i da się z nimi przyjaźnić, czego Maja jest najlepszym dowodem. Inna dziewczynka mieszka z tatą i drugą mamą (bo pierwsza wyemigrowała do Australii). Jeszcze inna bohaterka nie wie, co stało się z jej tatą, który zniknął podczas wojny. W ogóle mnóstwo dzieci ma mniejsze lub większe problemy z rodzicami: jeden chłopiec nie zna swojego taty, bo ten uciekł przed jego narodzeniem, komuś umarła mama, a ktoś jest eurosierotą i wychowywany jest przez babcię. Czasami można mieć dwie mamy albo dwóch ojców i nikogo nie powinno to dziwić. Są dzieci z domu dziecka, dzieci adoptowane i dzieci z mniejszości narodowych - naprawdę trudno byłoby znaleźć punkty wspólne dla bohaterów z klasy Mai: i o to właśnie chodzi, o pokazanie, jak wiele różnych scenariuszy może napisać życie. Prezentacje dzieci są krótkie i chodzi w nich o to, żeby oswoić czytelników z mniej znanymi czy mniej kojarzonymi sytuacjami - każdy jest wartościowym człowiekiem, niezależnie od tego, czym się akurat wyróżnia. Każdy może stać się obiektem czyichś uczuć lub udowodnić, że jest świetnym przyjacielem i można na nim polegać. Maja wie doskonale, że dzieci nie odpowiadają za wybory swoich rodziców i że czasami to sytuacja zewnętrzna wymusza dostosowanie się do nowych warunków i dokonywanie przewartościowań: widzi, że nie ma sensu ocenianie kolegów przez pryzmat tego, w jakich rodzinach się wychowują.
Jest to lektura do błyskawicznego przeczytania - jednak rodzi refleksje, które na długo pozostaną z dziećmi. To wspaniała lekcja akceptacji i otwartości na drugiego człowieka, próba uzmysłowienia odbiorcom (i ich rodzicom), że istnieje mnóstwo sposobów na osiągnięcie szczęścia i stabilizacji - i że należy dążyć do realizowania swoich marzeń. Nie jest to temat często spotykany w literaturze czwartej, a bardzo potrzebny i świetnie zrealizowany.
Rodziny
Książka, z której sprzedaży zysk przeznaczony jest na pomoc dzieciom z Ukrainy, powstała w 2017 roku, jednak rzeczywistość jeszcze ją zaktualizowała, o czym Larysa Denysenko pisze we wstępie. "Maja i przyjaciele" to krótka opowieść-prezentacja, zestaw portretów przedstawiających kolegów z klasy. Od jednej strony odbiorcy mają do czynienia z wersją polską, od drugiej - ukraińską, tomik może zatem stać się lekturą w miejscach, w których zawiązują się nowe przyjaźnie. Maja jest uczennicą czwartej klasy i wie już, że dzieci zachowują się różnie: bywa, że są grzeczne, ale czasami psocą tak, że wychowawczyni nie daje sobie z nimi rady. Wie też, że każdy ma inne doświadczenia i inną sytuację w domu - co może wpływać na zachowania i postawy wobec kolegów. Im lepiej pozna się członków danej grupy, tym więcej można wywnioskować na ich temat. I tak Maja sięga po wiedzę sekretną, rejestruje to, czego dowiedziała się od rówieśników i zdradza, jak wygląda ich codzienność. Czasami posiłkuje się jeszcze komentarzami dorosłych - ale swoją relacją trafi do małych odbiorców. Zdarza się, że niektóre tematy dzieci przyswoją, ale będą chciały dodatkowych wyjaśnień - wtedy przyda się rozmowa po wspólnej lekturze. Bo Maja nie ucieka od zagadnień skomplikowanych i rzadko w literaturze czwartej występujących. Już pierwsze opisywane dziewczynki przynoszą niespodziankę: są nazywane dziećmi z probówki - a przecież to prawdziwi ludzie i da się z nimi przyjaźnić, czego Maja jest najlepszym dowodem. Inna dziewczynka mieszka z tatą i drugą mamą (bo pierwsza wyemigrowała do Australii). Jeszcze inna bohaterka nie wie, co stało się z jej tatą, który zniknął podczas wojny. W ogóle mnóstwo dzieci ma mniejsze lub większe problemy z rodzicami: jeden chłopiec nie zna swojego taty, bo ten uciekł przed jego narodzeniem, komuś umarła mama, a ktoś jest eurosierotą i wychowywany jest przez babcię. Czasami można mieć dwie mamy albo dwóch ojców i nikogo nie powinno to dziwić. Są dzieci z domu dziecka, dzieci adoptowane i dzieci z mniejszości narodowych - naprawdę trudno byłoby znaleźć punkty wspólne dla bohaterów z klasy Mai: i o to właśnie chodzi, o pokazanie, jak wiele różnych scenariuszy może napisać życie. Prezentacje dzieci są krótkie i chodzi w nich o to, żeby oswoić czytelników z mniej znanymi czy mniej kojarzonymi sytuacjami - każdy jest wartościowym człowiekiem, niezależnie od tego, czym się akurat wyróżnia. Każdy może stać się obiektem czyichś uczuć lub udowodnić, że jest świetnym przyjacielem i można na nim polegać. Maja wie doskonale, że dzieci nie odpowiadają za wybory swoich rodziców i że czasami to sytuacja zewnętrzna wymusza dostosowanie się do nowych warunków i dokonywanie przewartościowań: widzi, że nie ma sensu ocenianie kolegów przez pryzmat tego, w jakich rodzinach się wychowują.
Jest to lektura do błyskawicznego przeczytania - jednak rodzi refleksje, które na długo pozostaną z dziećmi. To wspaniała lekcja akceptacji i otwartości na drugiego człowieka, próba uzmysłowienia odbiorcom (i ich rodzicom), że istnieje mnóstwo sposobów na osiągnięcie szczęścia i stabilizacji - i że należy dążyć do realizowania swoich marzeń. Nie jest to temat często spotykany w literaturze czwartej, a bardzo potrzebny i świetnie zrealizowany.
piątek, 27 maja 2022
Antoni Kroh: To jest zjawisko, i na to nie ma rady
Iskry, Warszawa 2022.
Wspomnienia bez łez
Takie historie nadają się na anegdoty do przedstawiania podczas spotkań autorskich i znikają razem z ludźmi, którzy je opowiadali. Ale Antoni Kroh może przynajmniej część ocalić, zamieszczając je w sporym memuarowym tomie "To jest zjawisko, i na to nie ma rady". Autor przedstawia tu w drobiazgach i ulotnych chwilach swoją współpracę i przyjaźń z Barbarą Magierową. Nieżyjąca już artystka - zwana po prostu Basią - zasługuje na tego typu upamiętnienie. Jako towarzyszka prac badawczych zapewnia inteligentne poczucie humoru i szansę na wartościowe, głębokie i erudycyjne rozmowy. Reaguje błyskawicznie, wychwytuje aluzje literackie i puenty, potrafi zjednać sobie urzędników i pracowników muzeów z czasu PRL-u. Kiedy trzeba - sięga po plotki i zabawia miejscowych. Innym razem udowadnia, że ma wyczucie sztuki i że potrafi dokonywać rzeczy niemożliwych. Tworzy grafiki olśniewające i pracochłonne, zawsze dopasowując je do konkretnego tematu i okoliczności. Basia to zjawisko, które Antoni Kroh podziwia - i które bardzo ceni. Opowiada autor w tej książce o tworzeniu wystaw w PRL-u i o gromadzeniu materiałów do kolejnych książek. Podkreśla przy tym rolę Basi i jej wkład w efekty prac. Jednak nie zamierza porządkować przeszłości i analizować kolejno osiągnięć. Tworzy raczej dowcipny i autorski przypis do własnych działań: uzupełnienie życiorysu, a nie jego fragment. Stałym elementem książki okazują się zatem wyjazdy do małych miejscowości i spotkania z ludźmi, których mentalność zaskakuje. Często trzeba sprytu albo sposobu, żeby przekonać nieprzekonanych, osiągnąć swój cel i nie zamknąć sobie drogi do potrzebnych eksponatów. Basia potrafi wychwytywać ironię i wyczulona jest na rozmaite przejawy głupoty, wie, jak je skomentować, żeby nie wpadać w tony niskiego humoru. Z klasą i talentem puentuje kolejne zjawiska i odkrycia, bezustannie zaskakując swojego kompana. Antoni Kroh unika wprawdzie stawiania Basi na piedestale - jednak z rzucanych przez niego uwag wyłania się obraz kobiety niezwykłej. Z Basią nie można się nudzić: to ona wpada na rozwiązania, które innym nie przyszłyby do głowy, to ona zapewnia wyzwania intelektualne. Kiedy poświęca się pracy - nie ma dla niej nic ważniejszego. I tak od anegdoty do anegdoty, od spotkania do spotkania Antoni Kroh buduje charakterystykę lekką i ciekawą. Odbiorcy szybko przekonają się, z jak wyjątkową postacią mają do czynienia, poznają kulisy tworzenia kilku zaledwie publikacji i większej liczby wystaw (o których niewielu dzisiaj raczej pamięta). Najczęściej jednak będą się uśmiechać nad pomysłami Basi i nad jej podejściem do życia. Antoni Kroh nie wnika w sprawy osobiste, nie interesują go żadne szczegóły z biografii wykraczające poza temat wspólnej pracy - tworzy wizerunek Basi z wyczuciem i tak, by trafić do wymagających czytelników. Nie potrzebuje utrwalać wszystkich wydarzeń, skupia się na tych, które najłatwiej pominąć w naukowych opracowaniach. Funduje odbiorcom opowieść osobistą i wypełnioną uśmiechami, cenną także przez swoją efemeryczność. Basię wplata do relacji w najładniejszy możliwy sposób. Do tego dodaje szereg ilustracji - bez nich ta relacja nie mogłaby istnieć. Jest to pożegnanie - ale bez łez i żalu, idealnie dopasowane do bohaterki książki.
Wspomnienia bez łez
Takie historie nadają się na anegdoty do przedstawiania podczas spotkań autorskich i znikają razem z ludźmi, którzy je opowiadali. Ale Antoni Kroh może przynajmniej część ocalić, zamieszczając je w sporym memuarowym tomie "To jest zjawisko, i na to nie ma rady". Autor przedstawia tu w drobiazgach i ulotnych chwilach swoją współpracę i przyjaźń z Barbarą Magierową. Nieżyjąca już artystka - zwana po prostu Basią - zasługuje na tego typu upamiętnienie. Jako towarzyszka prac badawczych zapewnia inteligentne poczucie humoru i szansę na wartościowe, głębokie i erudycyjne rozmowy. Reaguje błyskawicznie, wychwytuje aluzje literackie i puenty, potrafi zjednać sobie urzędników i pracowników muzeów z czasu PRL-u. Kiedy trzeba - sięga po plotki i zabawia miejscowych. Innym razem udowadnia, że ma wyczucie sztuki i że potrafi dokonywać rzeczy niemożliwych. Tworzy grafiki olśniewające i pracochłonne, zawsze dopasowując je do konkretnego tematu i okoliczności. Basia to zjawisko, które Antoni Kroh podziwia - i które bardzo ceni. Opowiada autor w tej książce o tworzeniu wystaw w PRL-u i o gromadzeniu materiałów do kolejnych książek. Podkreśla przy tym rolę Basi i jej wkład w efekty prac. Jednak nie zamierza porządkować przeszłości i analizować kolejno osiągnięć. Tworzy raczej dowcipny i autorski przypis do własnych działań: uzupełnienie życiorysu, a nie jego fragment. Stałym elementem książki okazują się zatem wyjazdy do małych miejscowości i spotkania z ludźmi, których mentalność zaskakuje. Często trzeba sprytu albo sposobu, żeby przekonać nieprzekonanych, osiągnąć swój cel i nie zamknąć sobie drogi do potrzebnych eksponatów. Basia potrafi wychwytywać ironię i wyczulona jest na rozmaite przejawy głupoty, wie, jak je skomentować, żeby nie wpadać w tony niskiego humoru. Z klasą i talentem puentuje kolejne zjawiska i odkrycia, bezustannie zaskakując swojego kompana. Antoni Kroh unika wprawdzie stawiania Basi na piedestale - jednak z rzucanych przez niego uwag wyłania się obraz kobiety niezwykłej. Z Basią nie można się nudzić: to ona wpada na rozwiązania, które innym nie przyszłyby do głowy, to ona zapewnia wyzwania intelektualne. Kiedy poświęca się pracy - nie ma dla niej nic ważniejszego. I tak od anegdoty do anegdoty, od spotkania do spotkania Antoni Kroh buduje charakterystykę lekką i ciekawą. Odbiorcy szybko przekonają się, z jak wyjątkową postacią mają do czynienia, poznają kulisy tworzenia kilku zaledwie publikacji i większej liczby wystaw (o których niewielu dzisiaj raczej pamięta). Najczęściej jednak będą się uśmiechać nad pomysłami Basi i nad jej podejściem do życia. Antoni Kroh nie wnika w sprawy osobiste, nie interesują go żadne szczegóły z biografii wykraczające poza temat wspólnej pracy - tworzy wizerunek Basi z wyczuciem i tak, by trafić do wymagających czytelników. Nie potrzebuje utrwalać wszystkich wydarzeń, skupia się na tych, które najłatwiej pominąć w naukowych opracowaniach. Funduje odbiorcom opowieść osobistą i wypełnioną uśmiechami, cenną także przez swoją efemeryczność. Basię wplata do relacji w najładniejszy możliwy sposób. Do tego dodaje szereg ilustracji - bez nich ta relacja nie mogłaby istnieć. Jest to pożegnanie - ale bez łez i żalu, idealnie dopasowane do bohaterki książki.
czwartek, 26 maja 2022
Jarosław Iwaszkiewicz: Książka moich wspomnień
Marginesy, Warszawa 2022 (wznowienie)
Wspomnienia literata
Jarosław Iwaszkiewicz snuje opowieści o miejscach zapamiętanych z lat dziecinnych aż po czasy Skamandra - prezentuje czytelnikom miejsca i ludzi w doskonale skonstruowanych obrazkach rodzajowych. "Książka moich wspomnień" to lektura wyjątkowa, nie tylko ze względu na możliwość poznawania twórczości wielkiego pisarza, ale dzięki atmosferze konfesyjności przy jednoczesnym plastycznym odwzorowywaniu otoczenia. Iwaszkiewicz niemal każdy temat traktuje jak możliwość rozwijania pisarskiego warsztatu, imponuje trafnością spostrzeżeń i humorem przenikającym teksty. Jarosław Iwaszkiewicz sięga po wspomnienia jednostkowe, które składają się na obraz obyczajowości - nie pomija żadnego elementu, który go ukształtował i który zapisał się w pamięci. Stosuje przy tym synestezyjną narrację, wypełnia kolejne strony kolorami i dźwiękami. Stara się również przedstawić w pamiętniku wiadomości na temat prezentowanych postaci, tak, żeby stało się jasne, jaką rolę odegrały w jego życiorysie. W efekcie "Książka moich wspomnień" to tom, który się nie starzeje, a może być uznawany za kopalnię plotek i ciekawostek uzupełniających podręcznikowe dane. Widać tu talent Iwaszkiewicza do odzwierciedlania w tekstach rzeczywistości, widać też szacunek do słowa. Autor zabiera czytelników w podróż w przeszłość, do świata, który już nie istnieje - i przynosi im mnóstwo silnych wrażeń, nawet wtedy, gdy sięga po statyczne obrazki. Wprowadza na scenę kolejnych bohaterów - członków rodziny, pracowników czy napotkanych na drodze ludzi - i natychmiast sprawia, że ożywają na kartach tej historii i pozwalają zaangażować się w lekturę. Jarosław Iwaszkiewicz charakteryzuje także swoich przyjaciół po piórze, tworząc niezwykle celne i jednocześnie krytyczne portrety - przelewa na papier komentarze i uwagi, które nie mieszczą się w notkach biograficznych, a pomagają w uchwyceniu charakteru postaci. Do tego jest bardzo wyczulony na urok miejsc - rejestruje przemierzane trasy i definiuje miasta. Tu także można zaobserwować przemiany obyczajowe, ale Jarosław Iwaszkiewicz przede wszystkim jawi się jako artysta, autor, który jest w stanie uchwycić ideę miejsca. "Książka moich wspomnień" składa się z szeregu niespiesznych opowieści, wypełnionych jednostkowymi doświadczeniami, ale bazujących też na bardziej uniwersalnych obserwacjach. Dodaje do tego autor sporo publicystyki - nie pozostaje obojętny na to, co dzieje się wokół niego. Funkcjonuje jako komentator rzeczywistości. Esencję stylistyki i tematów poruszanych w "Książce moich wspomnień" widać najlepiej w aneksie - zestawie drobniejszych tekstów poświęconych rodzinie i miejskim refleksjom. Jarosław Iwaszkiewicz oferuje pisarstwo autobiograficzne najwyższej próby - przedstawia czytelnikom swoje otoczenie w sposób, który zamienia wspomnienia w wielką literaturę. Dobrze, że "Książka moich wspomnień" powraca na rynek - to lektura wybitna i nie może się znudzić odbiorcom, nawet mimo upływu czasu i zmian w zainteresowaniach literackich. Ponadczasowe zapiski wspomnieniowe pokazują, jak wiele może ocalić pamięć.
Wspomnienia literata
Jarosław Iwaszkiewicz snuje opowieści o miejscach zapamiętanych z lat dziecinnych aż po czasy Skamandra - prezentuje czytelnikom miejsca i ludzi w doskonale skonstruowanych obrazkach rodzajowych. "Książka moich wspomnień" to lektura wyjątkowa, nie tylko ze względu na możliwość poznawania twórczości wielkiego pisarza, ale dzięki atmosferze konfesyjności przy jednoczesnym plastycznym odwzorowywaniu otoczenia. Iwaszkiewicz niemal każdy temat traktuje jak możliwość rozwijania pisarskiego warsztatu, imponuje trafnością spostrzeżeń i humorem przenikającym teksty. Jarosław Iwaszkiewicz sięga po wspomnienia jednostkowe, które składają się na obraz obyczajowości - nie pomija żadnego elementu, który go ukształtował i który zapisał się w pamięci. Stosuje przy tym synestezyjną narrację, wypełnia kolejne strony kolorami i dźwiękami. Stara się również przedstawić w pamiętniku wiadomości na temat prezentowanych postaci, tak, żeby stało się jasne, jaką rolę odegrały w jego życiorysie. W efekcie "Książka moich wspomnień" to tom, który się nie starzeje, a może być uznawany za kopalnię plotek i ciekawostek uzupełniających podręcznikowe dane. Widać tu talent Iwaszkiewicza do odzwierciedlania w tekstach rzeczywistości, widać też szacunek do słowa. Autor zabiera czytelników w podróż w przeszłość, do świata, który już nie istnieje - i przynosi im mnóstwo silnych wrażeń, nawet wtedy, gdy sięga po statyczne obrazki. Wprowadza na scenę kolejnych bohaterów - członków rodziny, pracowników czy napotkanych na drodze ludzi - i natychmiast sprawia, że ożywają na kartach tej historii i pozwalają zaangażować się w lekturę. Jarosław Iwaszkiewicz charakteryzuje także swoich przyjaciół po piórze, tworząc niezwykle celne i jednocześnie krytyczne portrety - przelewa na papier komentarze i uwagi, które nie mieszczą się w notkach biograficznych, a pomagają w uchwyceniu charakteru postaci. Do tego jest bardzo wyczulony na urok miejsc - rejestruje przemierzane trasy i definiuje miasta. Tu także można zaobserwować przemiany obyczajowe, ale Jarosław Iwaszkiewicz przede wszystkim jawi się jako artysta, autor, który jest w stanie uchwycić ideę miejsca. "Książka moich wspomnień" składa się z szeregu niespiesznych opowieści, wypełnionych jednostkowymi doświadczeniami, ale bazujących też na bardziej uniwersalnych obserwacjach. Dodaje do tego autor sporo publicystyki - nie pozostaje obojętny na to, co dzieje się wokół niego. Funkcjonuje jako komentator rzeczywistości. Esencję stylistyki i tematów poruszanych w "Książce moich wspomnień" widać najlepiej w aneksie - zestawie drobniejszych tekstów poświęconych rodzinie i miejskim refleksjom. Jarosław Iwaszkiewicz oferuje pisarstwo autobiograficzne najwyższej próby - przedstawia czytelnikom swoje otoczenie w sposób, który zamienia wspomnienia w wielką literaturę. Dobrze, że "Książka moich wspomnień" powraca na rynek - to lektura wybitna i nie może się znudzić odbiorcom, nawet mimo upływu czasu i zmian w zainteresowaniach literackich. Ponadczasowe zapiski wspomnieniowe pokazują, jak wiele może ocalić pamięć.
środa, 25 maja 2022
Sałatki. Zdrowe i kolorowe
Buchmann, Warszawa 2022.
W misce
Sałatki nie wymagają przesadnych umiejętności kulinarnych. Sprawdzają się na wszelkiego rodzaju świętach i imprezach, ich przygotowanie nie jest czasochłonne i nie wymaga wielkich nakładów finansowych. Pozwalają na urozmaicenie codziennego jadłospisu - i tak naprawdę dopiero wracają do łask. Tom "Sałatki. Zdrowe i kolorowe" to podpowiedź dla wszystkich, którzy chcieliby odkrywać uroki łączenia smaków - i cieszyć się zdrowymi, pełnowartościowymi posiłkami. Podczas gdy autorzy książek kucharskich i kulinarnych dostępnych na rynku prześcigają się w podawaniu przepisów na potrawy jak najbardziej egzotyczne lub związane z modami żywieniowymi, w "Sałatkach" znajdą się niemal wyłącznie proste przepisy. Twórcy książki we wstępie przypominają, że można do woli modyfikować ilość składników, a także operować przyprawami w oparciu o własny gust - zachęcają zatem do eksperymentowania i do testowania kolejnych rozwiązań. Nie ulega wątpliwości, że tom "Sałatki. Zdrowe i kolorowe" jest dopiero punktem wyjścia do bardziej twórczych działań w kuchni. Służy do tego, żeby przypomnieć, że arbuz dobrze łączy się z fetą, że część składników można najpierw usmażyć lub ugotować, że dodatkami do sałatek równie dobrze mogą być mięsa, jak i makarony czy kasze - i za każdym razem zyskuje się posiłek, który zaspokoi apetyt i do tego przyniesie moc wrażeń dla podniebienia. Każdy znajdzie w tej książce coś dla siebie, będą sałatki wegetariańskie i sałatki mięsne, sałatki z owocami morza i sałatki na słodko - jedne banalne, inne wyszukane i wykwintne, tak, żeby nadawały się na różne okazje i pozwalały poszerzać doświadczenia kulinarne. Nie chodzi tu o podkreślanie kolejnych etapów przygotowań: zwykle tylko część składników trzeba w jakiś sposób przyrządzić, cała praca polega na wymieszaniu wszystkiego i doprawieniu - jednak liczą się inspiracje dla tych, którzy samodzielnie nie wymyślają nowych dań. Twórcy tomu postawili na zróżnicowane smaki, wiedząc, że każda z sałatek może stać się punktem wyjścia do dalszych prac nad potrawami. Każde danie doczekało się własnego zdjęcia z propozycją podania - co jest dość twórcze w wypadku tematycznych książek z przepisami - w przypadku sałatek to również wskazówka dla tych wszystkich odbiorców, którzy potrzebują pochwalić się przyrządzonym własnoręcznie daniem.
Niby nic - bo każdy potrafiłby zrobić jakąś sałatkę - ale eksperymenty kulinarne zaczyna się przeważnie od podpatrywania pomysłów innych. I tom "Sałatki. Zdrowe i kolorowe" to zestaw takich właśnie wskazówek, do wykorzystania i modyfikowania według własnych potrzeb. Pomaga urozmaicić codzienną dietę i zachęca do poszukiwania ulubionych składników. To zestaw podpowiedzi dla tych, którzy nie mają zbyt wiele umiejętności, a chcieliby zabłysnąć w kuchni.
W misce
Sałatki nie wymagają przesadnych umiejętności kulinarnych. Sprawdzają się na wszelkiego rodzaju świętach i imprezach, ich przygotowanie nie jest czasochłonne i nie wymaga wielkich nakładów finansowych. Pozwalają na urozmaicenie codziennego jadłospisu - i tak naprawdę dopiero wracają do łask. Tom "Sałatki. Zdrowe i kolorowe" to podpowiedź dla wszystkich, którzy chcieliby odkrywać uroki łączenia smaków - i cieszyć się zdrowymi, pełnowartościowymi posiłkami. Podczas gdy autorzy książek kucharskich i kulinarnych dostępnych na rynku prześcigają się w podawaniu przepisów na potrawy jak najbardziej egzotyczne lub związane z modami żywieniowymi, w "Sałatkach" znajdą się niemal wyłącznie proste przepisy. Twórcy książki we wstępie przypominają, że można do woli modyfikować ilość składników, a także operować przyprawami w oparciu o własny gust - zachęcają zatem do eksperymentowania i do testowania kolejnych rozwiązań. Nie ulega wątpliwości, że tom "Sałatki. Zdrowe i kolorowe" jest dopiero punktem wyjścia do bardziej twórczych działań w kuchni. Służy do tego, żeby przypomnieć, że arbuz dobrze łączy się z fetą, że część składników można najpierw usmażyć lub ugotować, że dodatkami do sałatek równie dobrze mogą być mięsa, jak i makarony czy kasze - i za każdym razem zyskuje się posiłek, który zaspokoi apetyt i do tego przyniesie moc wrażeń dla podniebienia. Każdy znajdzie w tej książce coś dla siebie, będą sałatki wegetariańskie i sałatki mięsne, sałatki z owocami morza i sałatki na słodko - jedne banalne, inne wyszukane i wykwintne, tak, żeby nadawały się na różne okazje i pozwalały poszerzać doświadczenia kulinarne. Nie chodzi tu o podkreślanie kolejnych etapów przygotowań: zwykle tylko część składników trzeba w jakiś sposób przyrządzić, cała praca polega na wymieszaniu wszystkiego i doprawieniu - jednak liczą się inspiracje dla tych, którzy samodzielnie nie wymyślają nowych dań. Twórcy tomu postawili na zróżnicowane smaki, wiedząc, że każda z sałatek może stać się punktem wyjścia do dalszych prac nad potrawami. Każde danie doczekało się własnego zdjęcia z propozycją podania - co jest dość twórcze w wypadku tematycznych książek z przepisami - w przypadku sałatek to również wskazówka dla tych wszystkich odbiorców, którzy potrzebują pochwalić się przyrządzonym własnoręcznie daniem.
Niby nic - bo każdy potrafiłby zrobić jakąś sałatkę - ale eksperymenty kulinarne zaczyna się przeważnie od podpatrywania pomysłów innych. I tom "Sałatki. Zdrowe i kolorowe" to zestaw takich właśnie wskazówek, do wykorzystania i modyfikowania według własnych potrzeb. Pomaga urozmaicić codzienną dietę i zachęca do poszukiwania ulubionych składników. To zestaw podpowiedzi dla tych, którzy nie mają zbyt wiele umiejętności, a chcieliby zabłysnąć w kuchni.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






