* * * * * * O tu-czytam
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.

Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.

NIE KORZYSTAM Z AI.

Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com

czwartek, 17 lipca 2014

Monika Sznajderman: Błazen. Maski i metafory

Iskry, Warszawa 2014.

Tropy literackie

Figura błazna jest dla Moniki Sznajderman bazą, punktem wyjścia do interpretacji modnych w dzisiejszej humanistyce i pretekstem do snucia intertekstualnych rozważań o charakterze literacko-filozoficznym. Autorka wykazuje się głęboką znajomością motywów zapożyczanych między różnymi dyscyplinami narracyjnymi i z pasją owe zapożyczenia śledzi, by przedstawić czytelnikom przemiany w prezentowaniu (i traktowaniu) figury błazna. Tom „Błazen. Maski i metafory” to interpretacyjna podróż po wielu miejscach, eseistyczna opowieść o wykorzystywaniu konkretnego zagadnienia. Błazen staje się tutaj pewną konstrukcją myślową, strukturą, której fragmenty odsyłają do – wydawałoby się bardzo oddalonych – tropów. I chociaż na początku błazen nadaje kształt poszukiwaniom, z czasem coraz bardziej się zatraca wśród kolejnych przeróbek.

Monika Sznajderman próbuje znaleźć istotę błazna – nie wie do końca, czy powiązać ją z karnawałowym odwróceniem, z antytezą boskości czy ze śmiechem. Obok tych motywów przywołuje między innymi śmierć i szaleństwo – a każde z tych haseł oznacza dalsze wielotomowe błądzenie po literackich pomysłach i inspiracjach. Sznajderman wybiera najważniejsze jej zdaniem przykłady ilustrujące obecność motywu błazna w kulturze i nie rozgranicza rozrywek ze względu na stopień ich umasowienia lub elitarności. Tylko tak może przezwyciężyć brak granic dla interpretacyjnego śledztwa.

W figurze błazna zadziwiająco mało dostrzega autorka komizmu, owszem, odwołuje się do wielkich teorii śmiechu, ale wyraźnie bardziej ufa językowi metafor i symboli – komizm w postaci błazna nigdy nie wiąże się u niej z czystym śmiechem, zawsze służy innemu celowi. I z czytelniczego punktu widzenia trudno odmówić autorce racji – o wiele ważniejsze wydaje się zestawienie wizerunku błazna w roli boga czy błazna przezwyciężającego eschatologiczne zmartwienia. Z czasem błazen – wymykający się definicjom przechodzi płynnie w bardziej konkretne sylwetki, zastępuje go na przykład don Kichot – i to jego recepcję śledzi Sznajderman na przestrzeni wieków.

Autorka mnoży znaczenia i przywoływane literackie konkretyzacje, bez trudu dokonuje międzyepokowych (i interdyscyplinarnych) przeskoków, by wykazywać powiązania w temacie błazna. Dla odbiorców będzie to zatem zręczna makatka, obraz upleciony z wielu drobnych elementów. Sama opowieść utrzymana jest w dobrym rytmie – tak, że nie czuje się przejść między źródłami. Monika Sznajderman nie tylko jednak imponuje znajomością tematu i łatwością poruszania się po cudzych opowieściach – jej książka jest też umiejętnością odrzucania pewnych ścieżek. Nie da się w tomie, mimo precyzji myślowej i narracyjnej, ogarnąć całego zagadnienia, wiele razy też kuszą odkrywane po drodze nowe kierunki interpretacji. W takich momentach Monika Sznajderman nie zapomina o swoich zadaniach jako przewodniczki po motywie błazna – sygnalizuje tematy, do których zainteresowani i tak trafią (jeśli dotąd im się to nie udało), sugeruje, że mogłaby rozwinąć myśl, gdyby miała na to więcej miejsca i zaznacza, co jest warte uwagi. Figurę błazna – nie tylko jako postać, ale i postawę autora – wpisuje w szerszy kulturowy kontekst, podkreślając dla czytelników zjawisko, które często pozostaje na marginesie badań literackich.

środa, 16 lipca 2014

CHORZOWSKI TEATR OGRODOWY sezon ósmy 2014 rok

czyli sto lat zabawy*

18 lipca o 21:00 preludium
Piotr Bukartyk (i Krzysztof Kawałko) 12 godzin po Mannie

1 sierpnia o 21:00
Teatr Montownia (Warszawa)
Wszystko, co chcielibyście wiedzieć o teatrze, a boicie się zapytać Roman Radomski

8 sierpnia o 21:00
Kancelaria Artystyczna Faro (Kraków)
Lataj z Krystyną – na scenie Aldona Jankowska

9 sierpnia o 15:00
Chorzowski Teatrzyk Ogródkowy Władysław Aniszewski, Felek
od 21:00 II Chorzowska Noc Filmowa – 2 x Zelenka
(Guzikowcy, Rok diabła)

15 sierpnia o 15:00 – Divadlo PIKI rozpocznie DZIECINADĘ!
o 21:00
Teatr Korez (Katowice)
Poczekalnia – na scenie Grażyna Bułka

22 sierpnia o 21:00
Teatr Nowy(Zabrze)
Związek otwarty Dario Fo i Franca Rame

23 sierpnia o 15:00
Chorzowski Teatrzyk Ogródkowy Teatr Gry i Ludzie, Takie sobie bajeczki

29 sierpnia o 20:00
Teatr Ludowy (Kraków)
Sarenki Tomáš Svoboda
około 22:00 – zabawa taneczna w cieniu wieży szybu „Prezydent”

*)...tanecznej przed kantyną kopalni Koenig (Król) w Koenigshutte (fot. 1914 r.)

Liane Moriarty: Sekret mojego męża

Prószyński i S-ka, Warszawa 2014.

Wybory

Jak wygląda szczęście budowane na zakłamaniu – zastanawia się Liane Moriarty – i złych wyborów życiowych nie pozostawia bez kary. Trąciłoby to może dydaktyzmem niepożądanym w obyczajówkach, gdyby nie fakt, że „Sekret mojego męża” potrafi trzymać w napięciu i zaangażować do lektury aktywnej. Autorka wręcz zmusza odbiorczynie, by zastanowiły się nad losami postaci i podjęły się oceny ich decyzji. A te nie są łatwe. Sprawy wielkiego kalibru wpisane w codzienność rzadko kiedy mogą uskrzydlać. Z reguły oznaczają wielkie zmiany i nieustannie poprzedzający je strach.

W trzech pierwszych rozdziałach tomu „Sekret mojego męża” autorka przedstawia trzy różne rodziny w momentach niemalże przełomowych. Cecilia znajduje list od męża, który ma otworzyć dopiero po jego śmierci. Rachel, która nigdy nie pogodziła się ze śmiercią córki (a także z niewykryciem sprawcy morderstwa), dowiaduje się, że jej syn z rodziną chce zamieszkać za oceanem. Tess słyszy od męża i kuzynki przyjaciółki, że zaiskrzyło między nimi (ale jeszcze ze sobą nie spali). Z pozoru nie ma żadnych punktów stycznych. Ale Liane Moriarty prowadzi opowieść tak, by losy tych rodzin w którymś momencie się zazębiły i zaczęły na siebie wpływać. A wtedy nie da się już wydostać z trybików fabuły aż do zakończenia.

Autorka posługuje się schematami, które zawsze próbuje ożywić – modyfikuje drobne elementy, wprowadza silne charakterystyki postaci, nie zapomina o detalach, z których składa się codzienność. Stawia na silne uczucia, bo to zawsze się w obyczajówkach sprawdza, ale unika gry na sentymentach – jeśli nawet odnosi się do motywów bliskich szerokiej grupie czytelniczek, nie szuka pocieszenia ani usprawiedliwień – twardo pozostawia bohaterki w punkcie, w którym muszą znaleźć siły na samodzielne i zdecydowane działanie. List, który ma być tajemniczy, w pewnym momencie staje się niemal przeszkodą w fabule – zbyt długo żona waha się, czy może go przeczytać i co też w nim znajdzie. Rozterki moralne zabierają sporo miejsca i puentują kilka rozdziałów. Autorka próbuje w ten sposób zmusić czytelniczki do przeanalizowania sytuacji – i dokonania własnych wyborów, funduje im refleksje natury etycznej, co urozmaica lekturę, ale w samym tonie mogłoby zostać pominięte.

Pyta Moriarty o granice poświęcenia w imię szczęścia bliskich – oraz o możliwość zaspokajania własnych pragnień w obliczu potrzeb rodziny. Przedstawia swoich bohaterów w bardzo różnych rodzinnych konfiguracjach i włącza ich w częste dzisiaj dylematy – szczęście może rozproszyć zdrada (to banał, ale ładnie oprawiony), emigracja czy wielka tajemnica z przeszłości. I cały szereg innych spraw, właściwie niemożliwych do przewidzenia a zmuszających do przewartościowania egzystencji. „Sekret mojego męża” angażuje odbiorczynie do kibicowania bohaterom i do oceniania ich wyborów – ale wywołuje także szereg refleksji nad własną codziennością i każe się zastanowić nad priorytetami ekstremalnych, podsuwanych przez autorkę sytuacjach. To obyczajówka wypełniona celnymi spostrzeżeniami – ale nie byłoby tego narracyjnego sukcesu, gdyby nie udało się autorce stworzenie charakterów postaci. Decyzje są w tej powieści dobrze umotywowane – chociaż zawsze zależą od okoliczności. A ponieważ w sytuacjach z tej książki w zasadzie nie ma dobrych wyborów i jedynych akceptowalnych dróg, Liane Moriarty może od siebie uzależnić.

wtorek, 15 lipca 2014

Kiera Cass: Elita

Jaguar, Warszawa 2014.

Po koronę

Zostało tylko kilka pięknych dziewczyn, gotowych walczyć o uznanie księcia Maxona – i o królewski tytuł. America nie znosi jednej z nich, intrygantki Celeste, dwie lubi i obdarza nawet swoistą przyjaźnią, a pozostałe dalej tworzą tło do wydarzeń w pałacu. Aspen, dawny narzeczony Ami, przebywa w pobliżu jako gwardzista – tyle że panie biorące udział w Eliminacjach nie mogą kochać nikogo poza Maxonem – taki czyn odbierany jest jako zdrada i surowo karany, o czym bohaterka musi się dowiedzieć. W drugiej części „Rywalek”, „Elicie”, Kiera Cass stale podgrzewa atmosferę, ale poza wątkiem obyczajowym mocno koncentruje się i na polityce kraju.

Po czwartej wojnie światowej wprowadzony został system klasowy. America dzięki pobytowi na królewskim dworze dociera do tajnych dokumentów i odkrywa, jakie były prawdziwe przyczyny tej politycznej decyzji. To pozwala jej zweryfikować poglądy i podjąć zdecydowane działania. America zresztą często reaguje bez zastanowienia, co przysparza jej nie tylko kłopotów, ale i… uznania oraz sympatii czytelników. W „Elicie” nie jest inaczej, chociaż rodzaje kłopotów zmieniają się częściej.

Bohaterka przekonała się już do księcia Maxona. Tym razem jednak książę więcej uwagi poświęca jej rywalkom. Chociaż tron nie jest dla Ami celem egzystencji, dziewczyna boleśnie odczuwa zainteresowanie Maxona innymi pięknościami. Poznaje cały wachlarz uczuć związanych z damsko-męskimi komplikacjami – więc także „Elita” nie jest powieścią czarno-białą. Kiera Cass wie, jak podtrzymywać napięcie i jak pokierować losami bohaterki, żeby czytelniczki śledziły jej przygody z zapałem. „Elita” to obyczajówka, w której akcja jest dużo ważniejsza niż sama konstrukcja świata – owszem, autorka szczegółowo przedstawia zasady panujące w tej rzeczywistości, ale już na przykład reguły samego reality show dowolnie nagina do potrzeb opowieści.

Przygody Ami nie sprowadzają się tutaj do banalnego dylematu, czy wybrać dawnego ukochanego, czy bogatego i sympatycznego księcia, który przestał jej być obojętny. Liczy się o wiele więcej, łącznie z troską o losy dziwnego państwa. Kiera Cass odwołuje się do modnego jeszcze pomysłu na program rozrywkowy, ale pokazuje go od kulis, traktuje jako fabularny wabik, a nie zabawę, której reguł bezwzględnie należy przestrzegać. Sprawdza też, co dzisiaj jest silniejsze – uczucia czy obietnica bogactwa – sięga zatem do odwiecznych dylematów.

„Elita” to opowieść dobrze poprowadzona. Autorka upraszcza charaktery drugoplanowych postaci, ale sama akcja nie ulega przez to spłyceniu. W narracji daje się wyczuć upodobanie zarówno do dawnych romansowych powieści bez wyuzdanego seksu (i to wcale nie ze względu na grupę docelową!), jak i do akcji rodem z powieści sensacyjnych. Taka mieszanka sprawia, że czytelniczki mocniej angażują się w historię i zaczynają kibicować bohaterce. America jest impulsywna i chce szczęśliwego życia – ale musi pokonać sporo trudności, żeby realizować własne marzenia. Naiwny i baśniowy motyw przekształcony tu został w akcję bogatą w wydarzenia różnego kalibru. Nic dziwnego, że seria Rywalki cieszy się uznaniem młodszych i starszych odbiorczyń – to lektury ciekawe i oryginalne, z jednej strony bardzo nawiązujące do pomysłów z realnego świata rozrywki, z drugiej – odwołujące się do skrywanych tęsknot. Kiera Cass daje czytelniczkom opowieść burzliwą. Wie, że czasem decyzje Ami będą drażnić i budzić sprzeciw, ale też o takie reakcje jej chodzi. „Elita” nie sprowadza się w końcu do płytkiego konkursiku – bohaterka bierze udział w czymś, co z pewnością poważnie zmieni jej życie.

poniedziałek, 14 lipca 2014

Ewa Kozyra-Pawlak: Ja, Bobik, czyli prawdziwa historia o kocie, który myślał, że jest królem

Nasza Księgarnia, Warszawa 2014.

Wycinanki

Nie wiem, dlaczego podtytuł tomiku „Ja, Bobik” głosi „prawdziwa historia o kocie, który myślał, że jest królem”, skoro Bobik naprawdę jest królem. Bez trudu podbije serca wszystkich kociarzy – nie tylko dzieci z definicji uwielbiających zwierzęta. To kot jakich wiele – za to sportretowany z ogromną miłością, humorem oraz zmysłem obserwacji. I dużym talentem, bo Ewa Kozyra-Pawlak tworzy tu obrazki z kawałeczków materiału.

Bobik przedstawia swoich rodziców i dom, do którego trafia. A potem wymienia miejsca, które objął swoim kocim panowaniem. Wie, że bez niego jego służący, ludzie, Eja i Ajeł, zupełnie by się pogubili. Humor przejawia się tu w czułym akceptowaniu pomysłów Bobika – w postawie, którą zna chyba każdy posiadacz zwierzęcia. Nie ulega wątpliwości, że Bobik świetnie czuje się w swoim pałacu.

Ewa Kozyra-Pawlak nie wymyśla skomplikowanej opowiastki. „Ja, Bobik” to po pierwsze dowcipny hołd dla zwierzęcia, a po drugie – popis obserwacyjno-plastyczny. Autorka bez trudu radzi sobie z przedstawieniem Bobika w rozmaitych pozach i pozycjach (właściciele kotów ubawią się podwójnie, kiedy w zachowaniach Bobika odkryją znajome motywy). Ale przede wszystkim zaimponuje odbiorcom talent autorki w prezentowaniu pupila. Łaty i łapki są tu konsekwentnie wycinane z materiału i składane w całość na fastrygowanych czasem tkaninowych tłach. Autorka zawsze zachowuje dobre proporcje i widać, że pozycje kota nigdy nie są tworzone przypadkowo czy bez obmyślenia poszczególnych elementów. Bobik zasługuje na tak dużo uwagi – odbiorcy otrzymają kilkadziesiąt materiałowych obrazków i portrecików, dzięki którym pokochają bohatera tej prostej historyjki. Oprócz Bobika Kozyra-Pawlak przedstawia jeszcze kilka różnych zabawnych zwierząt z ich dowcipnymi charakterystykami. I tu dobrze wypada zmysł obserwacji autorki – czytelnicy bez wysiłku wyobrażą sobie pierwowzory bohaterów. Bo Bobika wyobrażać sobie nie muszą, ten kot pojawia się na zdjęciu w żartobliwym zakończeniu.
„Ja, Bobik” to picture book, tomik do oglądania. Zajmie odbiorców na długo, bo chociaż przeczytanie samej historyjki nie wymaga dużo czasu, to przyglądanie się misternym wycinankom zapewni sporo rozrywki. Kozyra-Pawlak dba o detale – w kuchni znajduje się garnek z pokrywką i rękawica kuchenna (wycięte z materiału…), a chodnik w przedpokoju ma frędzelki. W dodatku Bobik zawsze jest uśmiechnięty, co jeszcze bardziej pozytywnie nastroi do niego odbiorców. Cała ta książeczka powstała dla precyzyjnego malowania igłą i ścinkami materiałów – i stanowi niezwykły sposób na uhonorowanie domowego ulubieńca. Bobik zasługuje na tak artystyczne potraktowanie, choćby tylko swoim istnieniem.

Tomik Ewy Kozyry-Pawlak urzeka. Nie tylko serdecznym podejściem do małego czworonoga, ale i pomysłem na stronę graficzną. Autorce udało się wyróżnić spośród całego grona ilustratorów. Najmłodszym odbiorcom uświadamia tym samym, że rysowanie nie musi być jedyną metodą na upamiętnienie bohatera książki – a także że tematy można znaleźć wszędzie, wystarczy obserwować otoczenie. Bobik podbije serca odbiorców, co do tego nie ma żadnych wątpliwości. Ale autorka tej publikacji również na rynku literatury czwartej wyrobi sobie silną pozycję. Szata graficzna książki „Ja, Bobik” budzi niekłamany zachwyt. Cieszy również humor, którym przepełniona jest opowiastka. Bobik trafia do literatury czwartej brawurowo i pokazuje, jak to jest być rozpieszczanym i kochanym kotem. Nie trzeba bajkowych fabuł ani typowych rysunkowych wyobrażeń kota, żeby ucieszyć dzieci i dorosłych kocią historią. Bobik po tej książce zyska sobie grono wiernych fanów – jak na kociego króla przystało. A Ewa Kozyra-Pawlak może być z siebie dumna.


niedziela, 13 lipca 2014

Christa Holtei: Dawniej i dziś. Jak żyły dzieci przed stu laty, a jak żyją dzisiaj

Media Rodzina, Poznań 2014.

Porównania

Czy sto lat to dużo czasu, jeśli chodzi o przemiany w zwyczajnym życiu? Dzisiejsze dzieci nie wyobrażają sobie choćby istnienia bez komputera – a przecież to nie było niczym dziwnym dla pokolenia ich rodziców. Mało tego, dziadkowie pamiętają jeszcze czarno-białą telewizję lub wieczory spędzane na wspólnej lekturze czy opowiadaniu bajek najmłodszym. A co z innymi dziedzinami życia. Jak kiedyś przygotowywało się posiłki, prało, uczyło czy przemieszczało? Teraz maluchy mogą się tego dość szybko i w skrócie dowiedzieć dzięki małej książeczce z serii Mądra Mysz. Tomik „Dawniej i dziś. Jak żyły dzieci przed stu laty, a jak żyją dzisiaj” przynosi interesujące dla kilkulatków porównania w dość atrakcyjnej – bo wydawniczo oryginalnej formie.

To książeczka obrazkowa, jak wszystkie w mocno już rozbudowanej niemieckiej serii edukacyjnej. Astrid Vohwinkel zadbała o to, by ilustracje realistycznie przedstawiały różnice między życiem przed wiekiem a znanym odbiorcom światem – chociaż nie ma tu miejsca na bajkowość, obrazki są bardzo przyjemne i przyciągają dzieci do książeczki. Pozwalają też łatwo dostrzec zmiany – i zapadają w pamięć. Jednocześnie bardzo dobrze wpisują się w samą serię, zachowując jej charakter i klimat, co oznacza, że wierni czytelnicy nie będą rozczarowani kolejną publikacją.

Christa Hltei zajmuje się stroną tekstową. Przywołuje dwie pary dzieci – Jadwigę i Franka z przeszłości oraz Tomka i Anię z teraźniejszości. Prowadzi dwie równoległe narracje – obie utrzymane w czasie teraźniejszym i składające się z niezbyt rozbudowanych zdań. Nie ma tu specjalnych fabuł, powracają za to opisy codziennych czynności – co pozwala zaakcentować różnice w stylach życia i możliwościach tkwiących przed bohaterami. Żeby jeszcze podkreślić zmieniające się zwyczaje, autorka posiłkuje się drobnymi scenkami z życia wziętymi.

Ale największą niespodzianką dla małych odbiorców i elementem zachęcającym do czytania i oglądania książeczki stają się w tym przypadku skrzydełka na każdej ze stron. Po odgięciu fragmentu kartki pojawiają się wyliczenia, które jeszcze bardziej uświadomią czytelnikom, jak zmienia się świat. W ikonkowych rysunkach i podpisach maluchy otrzymają zestawienia pomieszczeń w domu, przygotowania ubrań, wyliczenia pojazdów, zabawek czy sposobów spędzania wolnego czasu. To miły dodatek do lektury – rozbudza ciekawość i uwypukla zmiany, ale przede wszystkim zapewnia dzieciom inną niż klasyczna lektura rozrywkę – to dobry sposób na zachęcenie dzieci do śledzenia tomiku.

W serii Mądra Mysz ukazało się już bardzo dużo zeszytów, składa się na nią zresztą kilka odrębnych cykli. „Dawniej i dziś” różni się od opowieści o zawodach, przygodach Zuzi czy Maksa – to historia podwojona, przez co inaczej wypada więź z bohaterami. W tej małej książeczce mieści się wiele ciekawostek, bo z jednej strony dzieci otrzymają zestaw informacji, które łatwo mogą zweryfikować – oglądając własną rzeczywistość – a z drugiej mogą własne doświadczenia skonfrontować z przeszłością, co zawsze zapewnia dobrą zabawę. Maluchy nie odczuwają zatem przy tej lekturze jej edukacyjnych aspektów, chłoną wiedzę, nie męcząc się nią. „Dawniej i dziś” wpisuje się również w akcję „Cała Polska czyta dzieciom” – tyle że nie chodzi w niej o sam aspekt czytania, a o spędzanie z dzieckiem czasu. Poza śledzeniem tekstu można również bawić się we wspólne opowiadanie sytuacji na rysunkach lub zagłębiać się w rodzinne wspomnienia i porównywać rzeczywistość dzisiejszą z tą sprzed lat. Dla dzieci zawsze będzie to atrakcja.

Beate Walther: Kompozycje kwiatowe. Inspiracje na każdą okazję

Świat Książki, Warszawa 2014.

Bukiety

Wbrew tytułowi tomu poradnik „Kompozycje kwiatowe. Inspiracje na każdą okazję” nie jest zestawem wskazówek, jak układać piękne bukiety. To książka poświęcona warsztatowi florystów i koncentrująca się na fachowych podstawach. Upraszczając: jeśli ktoś ma smykałkę do układania ciekawych bukietów, pozna liczne sztuczki ułatwiające pracę. Jeśli ktoś nie umie dopasowywać do siebie (i do okazji) kwiatów, z tej publikacji się tego nie nauczy. Beate Walther daje bowiem szansę amatorom, którzy chcieliby lepiej wykorzystywać swój potencjał.

Żeby skorzystać z jej książki należy wykazywać się dobrym gustem przy wybieraniu kwiatów – nie ma znaczenia, czy to polne rośliny, kwiaty ścięte w ogródku, czy starannie dobierane w kwiaciarniach lub na targach kwiatowych. Walther interesuje to, czego w bukiecie nie widać. Narzędzia dla florystów (zdawkową i typową prezentację zamienia na rzetelny i praktyczny przegląd narzędzi), drutowanie i taśmowanie roślin, przygotowanie podstaw o różnych kształtach pod określone typy bukietów, zasady stosowania gąbki – wprowadza autorka wiele tematów, które laikom zupełnie nie kojarzą się z efektownymi bukietami – rezultatami fachowych działań. Następnie przychodzi kolej na opracowanie „materiału roślinnego” (tak właśnie, od strony technicznej, podchodzi Walther do tematu) – tu zajmuje się regułami kompozycji, to jest pożądanymi kształtami bukietów czy cechami poszczególnych gatunków roślin. Zwraca uwagę na to, które kwiaty wymagają skromnej ozdoby, a które dobrze komponują się z innymi. Przedstawia zasady dobierania kolorów, tłumaczy, jakie są kształty kompozycji pożądane przez zamawiających kwiaty. Uczy także własnoręcznego sporządzania bukietów – temu służą techniki wiązania czy zasady dobierania wazonów do kompozycji. W tej przemyślanej i dokładnej charakterystyce co pewien czas znajdują się również specjalne dodatki – na przykład kokardy do wieńców czy upominki kwiatowe idealne dla bliskich. Kilka słów autorka poświęca oczywiście bukietom ślubnym oraz wiązankom pogrzebowym, żeby dać odbiorcom szansę na praktyczne wykorzystanie nabytych umiejętności na najbardziej uroczystych okazjach. „Kompozycje kwiatowe” mogą być wsparciem dla każdego początkującego florysty, a amatorom pozwolą przejść na wyższy stopień kwiatowego wtajemniczenia – i dostarczyć przydatnych uwag.

Beate Walther nie zajmuje się natomiast kwestiami, które wymykają się naukowemu spojrzeniu. Nie zajmuje się ani artystycznym smakiem, ani intuicją, ani językiem kwiatów – odrzuca zatem wszystkie elementy zawsze obecne w rozmaitych pseudoporadnikach i uzależnione od zbyt wielu czynników, by dawały się łatwo uogólniać. W „Kompozycjach kwiatowych” precyzja przekazu jest niezwykle ważna – to niemal podręcznik układania bukietów, coś, czym nie będą zawiedzeni ludzie związani z florystyką.

Chociaż tom nie ma tak do końca charakteru albumowego (co także jest wyznacznikiem popporadników), dzięki eleganckiemu wydaniu i dużej liczbie zdjęć cieszy oko. Fotografie najczęściej stanowią tutaj materiał ilustracyjny, z rzadka jednak mogą funkcjonować także jako źródło inspiracji dla układających kwiaty. Pomagają samoukom w doskonaleniu umiejętności i znakomicie obrazują wywody – tak, by autorka mogła precyzyjnie przedstawiać reguły rządzące kompozycjami. Na pierwszy rzut oka „Kompozycje kwiatowe” to publikacja jedna z wielu – w rzeczywistości jednak to książka pełna fachowych wskazówek.