Znak, Kraków 2023.
Powrót
Liane Moriarty bardzo dobrze radzi sobie z budowaniem skomplikowanych psychologicznych problemów, które stanowią bazę fabuł rozłożystych powieści. "Kilka dni z życia Alice" to odsłanianie sekretów z codzienności bohaterki - bez kryminalnych komplikacji. Liczy się po prostu zestaw międzyludzkich relacji i sposoby na niszczenie sobie życia i zapominanie o dawnych ideałach. Wszystko zaczyna się w momencie, gdy Alice Love przewraca się na siłowni i uderza się w głowę. W następstwie wypadku traci czasowo pamięć: nie rozpoznaje bliskich i nie wie, co wydarzyło się przez ostatnie dziesięć lat. Jest przekonana, że dobiega trzydziestki, za chwilę urodzi pierwsze dziecko i ma kochającego męża, który świata poza nią nie widzi. Wkrótce przekona się, że ma bliznę po cesarskim cięciu, jej najstarsze dziecko jest już pyskatą nastolatką, która męczy otoczenie skokami nastroju, a Nick nie może się doczekać końca sprawy rozwodowej. Siostra przeżywa dramaty kolejnych poronień, mimo starań nie może zajść w ciążę i czas spędza na terapii (pisze zresztą - zgodnie z zaleceniem swojego terapeuty - listy wypełnione emocjami związanymi z codziennością, do której wkracza także nowa sytuacja Alice).
Alice bardzo chce, żeby otoczenie uwierzyło, że jej stan się poprawia. Nie zamierza spędzać w szpitalu więcej czasu niż to konieczne, dlatego musi zacząć grać i informacje na temat swojego życia z ostatniej dekady poznawać od kolejnych napotkanych znajomych (których przecież jeszcze nie zna, a przynajmniej tak jej się wydaje). Czekają ją też rozmaite obowiązki - Alice będzie musiała poradzić sobie sama. Może przy wsparciu nowego partnera, który bardzo się stara zasłużyć na uznanie. Nie ma jeszcze pojęcia, że "nowa" Alice tęskni za Nickiem i uważa go za faceta idealnego - dziwi się decyzji o rozwodzie i ma nadzieję na to, że uda się jeszcze wszystko odwrócić i wskrzesić uczucie, które dawniej łączyło tę parę. "Kilka dni z życia Alice" to zatem powieść psychologiczno-obyczajowa. Wątek kryminalny w mocno zredukowanym stopniu pojawia się za sprawą Giny - najlepszej przyjaciółki, obecnie nieżyjącej. Alice czuje, że kiedy zrozumie, co łączyło ją z Giną i co stało się z kobietą - wróci jej pamięć. Na razie walczy o normalność każdego dnia.
Liane Moriarty z powodzeniem przedstawia rzeczywistość bohaterki, której świat wywrócił się do góry nogami. Nie rozbudowuje przesadnie teraźniejszości, pozwala na przyjrzenie się sprawom, które zadecydowały o aktualnym losie Alice: analizuje relacje towarzyskie i przedstawia przemyślenia bohaterek - mniej niż bieg wydarzeń liczy się tutaj sposób prowadzonej nad nimi refleksji, możliwość pogodzenia się z codziennością. "Kilka dni z życia Alice" to powieść niespieszna, kierowana do tych czytelniczek, które lubią zadawać sobie pytania i zastanawiać się nad słusznością podjętych wyborów. Wypadek brzemienny w skutki okazuje się punktem wyjścia do przewartościowań: przypomnienia sobie o dawnych ideałach i o nadziejach na przyszłość. Liane Moriarty znajduje wskazówkę, która pozwala naprawić popełnione błędy, a w oprawie z amnezji wypada przekonująco.
Recenzje, wywiady, omówienia krytyczne, komentarze.
Codziennie aktualizowana strona Izabeli Mikrut
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Liane Moriarty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Liane Moriarty. Pokaż wszystkie posty
piątek, 26 maja 2023
czwartek, 30 czerwca 2022
Liane Moriarty: Niedaleko pada jabłko
Znak, Kraków 2022.
Zniknięcie
Robi się coraz groźniej, i to z każdą chwilą. Wszystko w momencie, w którym znika Joy. Znika - dzieci otrzymują od niej tajemniczego smsa, ale telefon matki znajduje się w domu. Joy przepada bez śladu i nawet jeśli na początku może to wyglądać na zwykłą ucieczkę od codzienności i próbę znalezienia odpoczynku czy dystansu, im dłużej trwa, tym bardziej martwi rodzinę. Czworo dorosłych dzieci Joy i Stana ma swoje sprawy i własne zmartwienia - jednak wszystkie one schodzą w kąt, dopóki niewyjaśnione są losy matki. Czas działa na niekorzyść: wszyscy zdają sobie sprawę, że jeśli Joy nie odnajdzie się jak najszybciej, niekoniecznie bliscy odzyskają ją żywą. Mnożą się domysły i podejrzenia, trwa śledztwo policyjne. Dzieci rozmawiają ze sobą, przy okazji zwierzając się ze spraw, które inaczej nie ujrzałyby światła dziennego. Joy nie daje znaku życia. Dwie córki i dwóch synów zastanawiają się nad przebiegiem wydarzeń i starają się chronić ojca - chociaż małżeństwo wydawało się całkiem udane, każdy wie o czymś, co mogłoby rzucić nowe światło na najbliższą przeszłość. To dane, które niekoniecznie działają na korzyść Stana, trzeba się zatem zastanowić nad tym, co przekazać śledczym. Nikt nie mówi na głos, że ojciec mógł pozbyć się matki - ale zawieszone w powietrzu podejrzenia skutecznie psują atmosferę i utrudniają porozumienie w chwili, w której jest ono najbardziej potrzebne. Jest jeszcze Savannah. Dziewczyna, która rok temu trafiła do domu Delaneyów, przedstawiła się niekoniecznie prawdziwym nazwiskiem i zagnieździła u Joy i Stana, błyskawicznie ich sobie zjednując. Savannah zachowuje się jak ta idealna córka: zawsze wie, co powiedzieć, jej posiłki są przepyszne i przyrządzane z miłością, a do tego - potrzebuje opieki. Joy obdarza ją macierzyńskimi uczuciami. Znajduje w Savannah to, czego nie dają jej już córki - i tylko dzieciom nie do końca podoba się nowa towarzyszka rodziców. W tej kobiecie jest coś niepokojącego, oczywiście jeśli ktoś zachowuje nieufność. Dzieci Delaneyów tej mają pod dostatkiem.
Stopniowo Liane Moriarty naświetla sytuację w domu rodzinnym Delaneyów. Opowiada o tenisowych cudownych dzieciach i o karierach zawieszonych zanim w ogóle mogły rozkwitnąć. Przedstawia potencjalnych wrogów i tych, którzy mogliby chcieć zaszkodzić Joy - jednak w tej powieści psychologicznej wszystkie tropy po prostu muszą prowadzić do męża Joy. Nawet jeśli Savannah jest podejrzana przez młodsze pokolenie, liczą się jeszcze bezduszne fakty - a te wskazują na winę Stana. Liane Moriarty bardzo ładnie prowadzi obyczajową część historii, umiejętnie wydobywa na światło dzienne kolejne sekrety. Nawet jeśli z zewnątrz rodzina wydaje się idealna, stopniowo ujawniane tajemnice zmieniają jej postrzeganie. Autorka chce wprowadzać w błąd czytelników, proponuje grę psychologiczną, w której czas działa na niekorzyść bohaterki. Skupia się na poszukiwaniu ciekawych charakterystyk, przyciąga czytelników właśnie za sprawą psychologicznych prawd na temat postaci - każdą obdarza innymi cechami i innymi problemami do rozwiązania, dzięki czemu łatwiej ich może definiować. Po raz kolejny ta autorka podsuwa czytelnikom ciekawą i wielowymiarową powieść, w której dzieje się wiele - i która pokazuje, jak łatwo jest sterować wyobraźnią odbiorców. "Niedaleko pada jabłko" to publikacja, która sporo mówi o bliskich - i o tym, jak łatwo czasem stracić zaufanie przez pozorne drobiazgi.
Zniknięcie
Robi się coraz groźniej, i to z każdą chwilą. Wszystko w momencie, w którym znika Joy. Znika - dzieci otrzymują od niej tajemniczego smsa, ale telefon matki znajduje się w domu. Joy przepada bez śladu i nawet jeśli na początku może to wyglądać na zwykłą ucieczkę od codzienności i próbę znalezienia odpoczynku czy dystansu, im dłużej trwa, tym bardziej martwi rodzinę. Czworo dorosłych dzieci Joy i Stana ma swoje sprawy i własne zmartwienia - jednak wszystkie one schodzą w kąt, dopóki niewyjaśnione są losy matki. Czas działa na niekorzyść: wszyscy zdają sobie sprawę, że jeśli Joy nie odnajdzie się jak najszybciej, niekoniecznie bliscy odzyskają ją żywą. Mnożą się domysły i podejrzenia, trwa śledztwo policyjne. Dzieci rozmawiają ze sobą, przy okazji zwierzając się ze spraw, które inaczej nie ujrzałyby światła dziennego. Joy nie daje znaku życia. Dwie córki i dwóch synów zastanawiają się nad przebiegiem wydarzeń i starają się chronić ojca - chociaż małżeństwo wydawało się całkiem udane, każdy wie o czymś, co mogłoby rzucić nowe światło na najbliższą przeszłość. To dane, które niekoniecznie działają na korzyść Stana, trzeba się zatem zastanowić nad tym, co przekazać śledczym. Nikt nie mówi na głos, że ojciec mógł pozbyć się matki - ale zawieszone w powietrzu podejrzenia skutecznie psują atmosferę i utrudniają porozumienie w chwili, w której jest ono najbardziej potrzebne. Jest jeszcze Savannah. Dziewczyna, która rok temu trafiła do domu Delaneyów, przedstawiła się niekoniecznie prawdziwym nazwiskiem i zagnieździła u Joy i Stana, błyskawicznie ich sobie zjednując. Savannah zachowuje się jak ta idealna córka: zawsze wie, co powiedzieć, jej posiłki są przepyszne i przyrządzane z miłością, a do tego - potrzebuje opieki. Joy obdarza ją macierzyńskimi uczuciami. Znajduje w Savannah to, czego nie dają jej już córki - i tylko dzieciom nie do końca podoba się nowa towarzyszka rodziców. W tej kobiecie jest coś niepokojącego, oczywiście jeśli ktoś zachowuje nieufność. Dzieci Delaneyów tej mają pod dostatkiem.
Stopniowo Liane Moriarty naświetla sytuację w domu rodzinnym Delaneyów. Opowiada o tenisowych cudownych dzieciach i o karierach zawieszonych zanim w ogóle mogły rozkwitnąć. Przedstawia potencjalnych wrogów i tych, którzy mogliby chcieć zaszkodzić Joy - jednak w tej powieści psychologicznej wszystkie tropy po prostu muszą prowadzić do męża Joy. Nawet jeśli Savannah jest podejrzana przez młodsze pokolenie, liczą się jeszcze bezduszne fakty - a te wskazują na winę Stana. Liane Moriarty bardzo ładnie prowadzi obyczajową część historii, umiejętnie wydobywa na światło dzienne kolejne sekrety. Nawet jeśli z zewnątrz rodzina wydaje się idealna, stopniowo ujawniane tajemnice zmieniają jej postrzeganie. Autorka chce wprowadzać w błąd czytelników, proponuje grę psychologiczną, w której czas działa na niekorzyść bohaterki. Skupia się na poszukiwaniu ciekawych charakterystyk, przyciąga czytelników właśnie za sprawą psychologicznych prawd na temat postaci - każdą obdarza innymi cechami i innymi problemami do rozwiązania, dzięki czemu łatwiej ich może definiować. Po raz kolejny ta autorka podsuwa czytelnikom ciekawą i wielowymiarową powieść, w której dzieje się wiele - i która pokazuje, jak łatwo jest sterować wyobraźnią odbiorców. "Niedaleko pada jabłko" to publikacja, która sporo mówi o bliskich - i o tym, jak łatwo czasem stracić zaufanie przez pozorne drobiazgi.
środa, 20 stycznia 2021
Liane Moriarty: Sekret mojego męża
Znak, Kraków 2021.
Zaskoczenie
Wraca na rynek ta powieść - i, jak wszystkie propozycje Liane Moriarty, przyciągnie czytelników natychmiast. Bohater "Sekretu mojego męża", John-Paul, napisał kiedyś list - wyjaśniający pewne sprawy na wypadek jego śmierci. List zaadresował do Cecilii i zgubił. Miał wprawdzie nadzieję, że uda mu się go w porę odnaleźć i zniszczyć, żeby straszna prawda nie wyszła na jaw - jednak ten zamiar się nie powiódł. Po wielu latach list przypadkiem wpadł w ręce Cecilii. Teraz kobieta zastanawia się nad tym, czy powinna go przeczytać. Mąż prosi, by tego nie robiła i bardzo przejmuje się, że jego sekret zostanie ujawniony. Ale zachowuje się na tyle nietypowo, że Cecilia snuje coraz bardziej przerażające scenariusze. W końcu decyduje się na zakazaną lekturę - w najśmielszych snach nie przypuszczałaby, czego będzie dotyczyć wiadomość od męża. Gdy Cecilia przeżywa dylematy moralne, Tess boryka się z nieuchronnymi nadciągającymi właśnie życiowymi zmianami. Jej mąż i najlepsza przyjaciółka, traktowana do tej pory jak siostra, wyznają, że łączy ich wielkie uczucie. Jeszcze go nie skonsumowali, chcą być w porządku wobec Tess - ale krzywdzą ją w najgorszy z możliwych sposobów. Kobieta nie ma pojęcia, co zrobić i jak potraktować wiarołomców. Przewartościowuje swój świat. Z kolei Rachel w ogóle nie radzi sobie z rzeczywistością. Dawno temu straciła nastoletnią córkę i do tej pory nie pogodziła się z jej śmiercią. Liczy na to, że w śledztwie nastąpi jakiś przełom, sama próbuje odkrywać nowe fakty i podsuwać je policjantom. Pielęgnuje w sobie chęć dokonania zemsty i porównuje zmarłą córkę z koleżankami, które miały znacznie więcej szczęścia. Zazdrości wszystkim, którzy nie muszą trwać w uporczywej żałobie. Rachel zachowuje się bardzo dziwnie i z pewnością potrzebowałaby fachowej pomocy. Na to się nie decyduje. To zresztą wyznacznik powieści Liane Moriarty: bohaterowie nie są w stanie udać się po potrzebne wsparcie - i nie potrafią się ze sobą komunikować. Z tego bierze się najwięcej problemów, które wpływają na kształt fabuły. "Sekret mojego męża" to propozycja ciekawa za sprawą potrójnej opowieści bardzo dobrze przez Liane Moriarty prowadzonej. Autorka skupia się nie tylko na przełomowych dylematach w egzystencji trzech kobiet - pozwala również obserwować ich zwyczajne życie, a przez to może też zasygnalizować ich relacje i tematy wpływające na ich codzienne wybory. Każda z bohaterek jest inna i każda daje odbiorcom sporo do myślenia w kwestii etyki czy podejmowania odpowiednich decyzji. Tu nie ma dobrych rozwiązań, ale też brak znajomości wszystkich składników uniemożliwia wybór odpowiedniej drogi. Liane Moriarty bawi się motywem nieświadomości postaci, tylko czytelnikom pokazuje, że dramatów można było uniknąć.
Charakterystyczne dla tej powieści jest umiejętne łączenie wątków thrillerowych i obyczajowych czy psychologicznych. Mocno podkreśla autorka konsekwencje konkretnych decyzji i rozwiązań wprowadzanych w życie. Stawia bohaterów przed dylematami nie do rozwikłania, zmusza ich do zastanawiania się nad sobą i nad życiem. Niektórzy wypracowują sobie niekonwencjonalne metody działania w kryzysowych sytuacjach, inni kompletnie sobie z tym nie radzą - a wszystko składa się na atrakcyjną opowieść. Dobra narracja sprawia, że "Sekret mojego męża" przyciąga. To historia, która jest dopracowana w szczegółach i w psychologicznej warstwie - a to sprawia, że zyska sporo fanów.
Zaskoczenie
Wraca na rynek ta powieść - i, jak wszystkie propozycje Liane Moriarty, przyciągnie czytelników natychmiast. Bohater "Sekretu mojego męża", John-Paul, napisał kiedyś list - wyjaśniający pewne sprawy na wypadek jego śmierci. List zaadresował do Cecilii i zgubił. Miał wprawdzie nadzieję, że uda mu się go w porę odnaleźć i zniszczyć, żeby straszna prawda nie wyszła na jaw - jednak ten zamiar się nie powiódł. Po wielu latach list przypadkiem wpadł w ręce Cecilii. Teraz kobieta zastanawia się nad tym, czy powinna go przeczytać. Mąż prosi, by tego nie robiła i bardzo przejmuje się, że jego sekret zostanie ujawniony. Ale zachowuje się na tyle nietypowo, że Cecilia snuje coraz bardziej przerażające scenariusze. W końcu decyduje się na zakazaną lekturę - w najśmielszych snach nie przypuszczałaby, czego będzie dotyczyć wiadomość od męża. Gdy Cecilia przeżywa dylematy moralne, Tess boryka się z nieuchronnymi nadciągającymi właśnie życiowymi zmianami. Jej mąż i najlepsza przyjaciółka, traktowana do tej pory jak siostra, wyznają, że łączy ich wielkie uczucie. Jeszcze go nie skonsumowali, chcą być w porządku wobec Tess - ale krzywdzą ją w najgorszy z możliwych sposobów. Kobieta nie ma pojęcia, co zrobić i jak potraktować wiarołomców. Przewartościowuje swój świat. Z kolei Rachel w ogóle nie radzi sobie z rzeczywistością. Dawno temu straciła nastoletnią córkę i do tej pory nie pogodziła się z jej śmiercią. Liczy na to, że w śledztwie nastąpi jakiś przełom, sama próbuje odkrywać nowe fakty i podsuwać je policjantom. Pielęgnuje w sobie chęć dokonania zemsty i porównuje zmarłą córkę z koleżankami, które miały znacznie więcej szczęścia. Zazdrości wszystkim, którzy nie muszą trwać w uporczywej żałobie. Rachel zachowuje się bardzo dziwnie i z pewnością potrzebowałaby fachowej pomocy. Na to się nie decyduje. To zresztą wyznacznik powieści Liane Moriarty: bohaterowie nie są w stanie udać się po potrzebne wsparcie - i nie potrafią się ze sobą komunikować. Z tego bierze się najwięcej problemów, które wpływają na kształt fabuły. "Sekret mojego męża" to propozycja ciekawa za sprawą potrójnej opowieści bardzo dobrze przez Liane Moriarty prowadzonej. Autorka skupia się nie tylko na przełomowych dylematach w egzystencji trzech kobiet - pozwala również obserwować ich zwyczajne życie, a przez to może też zasygnalizować ich relacje i tematy wpływające na ich codzienne wybory. Każda z bohaterek jest inna i każda daje odbiorcom sporo do myślenia w kwestii etyki czy podejmowania odpowiednich decyzji. Tu nie ma dobrych rozwiązań, ale też brak znajomości wszystkich składników uniemożliwia wybór odpowiedniej drogi. Liane Moriarty bawi się motywem nieświadomości postaci, tylko czytelnikom pokazuje, że dramatów można było uniknąć.
Charakterystyczne dla tej powieści jest umiejętne łączenie wątków thrillerowych i obyczajowych czy psychologicznych. Mocno podkreśla autorka konsekwencje konkretnych decyzji i rozwiązań wprowadzanych w życie. Stawia bohaterów przed dylematami nie do rozwikłania, zmusza ich do zastanawiania się nad sobą i nad życiem. Niektórzy wypracowują sobie niekonwencjonalne metody działania w kryzysowych sytuacjach, inni kompletnie sobie z tym nie radzą - a wszystko składa się na atrakcyjną opowieść. Dobra narracja sprawia, że "Sekret mojego męża" przyciąga. To historia, która jest dopracowana w szczegółach i w psychologicznej warstwie - a to sprawia, że zyska sporo fanów.
czwartek, 24 września 2015
Liane Moriarty: Wielkie kłamstewka
Prószyński i S-ka, Warszawa 2015.
Konsekwencje
Liane Moriarty bardzo dobrze czuje się w powieściach obyczajowych z rozbudowaną warstwą psychologiczną – oraz w historiach z rodzinnymi złymi tajemnicami. Do tych motywów wraca w tomie „Wielkie kłamstewka”, chociaż tym razem próbuje sprowokować czytelniczki do działania. Pewne jest, że dobrze wyłapuje realizm zachowań postaci i nie gubi się w niuansach międzyludzkich relacji – to czynnik, który nieodmiennie do jej książek przyciąga i stanowi o ich atrakcyjności. Cały tom, blisko pięćsetstronicowy, osnuty jest na jednym wydarzeniu, mrokach wieczorku integracyjnego. Wszystko, co wydarzyło się wcześniej, prowadzi do jednej, konkretnej i przykrej sytuacji. Wszystko późniejsze stanowi próbę odzyskania normalności, na którą kiedyś nie było szans. Do tego autorka uderza w tony macierzyńskie, analizuje najdokładniej uczucia do dzieci, bez względu na to, co owe dzieci sobą prezentują. Niby, w przekonaniu wyrozumiałych rodziców, pięciolatków nie można za nic winić. A jednak to dziecięcy konflikt uruchamia cały szereg traum i na końcu prowadzi do tragedii. Nie jest przyczyną, jest jednym ze skutków, ale Moriarty zręcznie kamufluje rzeczywiste odczucia.
W szkole podstawowej nad oceanem bardzo przestrzega się zasady, że nie wolno dręczyć innych. I nauczyciele, i rodzice są bardzo wyczuleni na tego typu problemy, więc kiedy odkrywają siniaki na szyi Amabelli, a dziewczynka jako swojego oprawcę wskazuje Ziggy’ego, nikt nie chce wierzyć w niewinność chłopca. Ziggy traci kolegów, a jego mama – wsparcie innych rodziców. Formy ostracyzmu bywają łagodne, mimo to bolesne, zwłaszcza że Jane ufa swojemu dziecku. Jest w niej jednak ziarno niepokoju: Ziggy to owoc jednonocnej przygody, a jego ojciec okazał się skłonnym do przemocy fizycznej i psychicznej despotą. Jane wciąż pamięta koszmar nocy, podczas której stała się ofiarą. Jedna z mam, Celeste, zna te doświadczenia bardzo dobrze: spory w jej domu kończą się bójkami, a takie starcia dają kobiecie na pewien czas paradoksalne poczucie władzy. Celeste ukrywa fakt, że żyje z damskim bokserem, a jednocześnie wie, że ten związek ją zniszczy. Z kolei mała Chloe, córka Madeleine, usiłuje rozwikłać komplikacje rodzinnych relacji: jest dzieckiem Madeleine i jej drugiego partnera. Ojciec jej starszej siostry ma córkę w wieku Chloe, ale Chloe nie rozumie, że ta dziewczynka nie jest jej przyrodnią siostrą. Szkoła nie przygotowuje na takie dylematy: tu wciąż jeszcze najbardziej znane są tradycyjne modele rodziny. Liane Moriarty bardzo umiejętnie buduje skomplikowane i piętrowe układy, w których szczęście jest niezwykle kruche, a dawne urazy mogą odezwać się w każdym momencie. Zło, choćby i najlepiej ukrywane, w końcu wyjdzie na jaw, a wtedy nie da się już kłamać, by chronić własną codzienność i najbliższych.
„Wielkie kłamstewka” to powieść złożona z krótkich, ale nasyconych emocjami rozdziałów. Bohaterki z jednej strony zachowują się tu z poszanowaniem praw drugiego człowieka, bardzo dbają o polityczną poprawność i nie chcą się nikomu narzucać, z drugiej – część z nich chętnie sięga po fałszywe uśmiechy i gesty udawanego współczucia, które nic nie znaczą; czerpią też ze źle skrywanej dyplomacją pogardy. Tu nie ma czasu na chłód i obojętność, wszystko mocno się przeżywa. A kiedy w grę wchodzi dobro całych rodzin – kobiety potrafią być bezwzględne. Autorka mnoży tu ciekawe charaktery i kontrowersyjne pomysły, nie zamyka się w jednym temacie. Każdy rozdział kończy „głosami”, zeznaniami świadków tragedii – w drobnych wypowiedziach również przemyca charakterystyki nieistniejących prawie w tomie postaci, zdradza stylistyczny słuch i znajomość ludzkich postaw. To nie tylko wzbogaca fabułę i dodaje jej napięcia, ale też pokazuje celność obserwacji: mimo wyostrzenia, książka nie traci na prawdzie. „Wielkie kłamstewka” są oczywiście tomem przygotowanym do rozmów w klubach dyskusyjnych: ale akurat ta książka i tak wywoła szereg pytań i przemyśleń już w trakcie lektury, bez względu na wskazówki zamieszczone na końcu. „Wielkie kłamstewka” to powieść psychologiczna mocna w swojej wymowie – a mająca wyczulić odbiorczynie na problem przemocy domowej.
Konsekwencje
Liane Moriarty bardzo dobrze czuje się w powieściach obyczajowych z rozbudowaną warstwą psychologiczną – oraz w historiach z rodzinnymi złymi tajemnicami. Do tych motywów wraca w tomie „Wielkie kłamstewka”, chociaż tym razem próbuje sprowokować czytelniczki do działania. Pewne jest, że dobrze wyłapuje realizm zachowań postaci i nie gubi się w niuansach międzyludzkich relacji – to czynnik, który nieodmiennie do jej książek przyciąga i stanowi o ich atrakcyjności. Cały tom, blisko pięćsetstronicowy, osnuty jest na jednym wydarzeniu, mrokach wieczorku integracyjnego. Wszystko, co wydarzyło się wcześniej, prowadzi do jednej, konkretnej i przykrej sytuacji. Wszystko późniejsze stanowi próbę odzyskania normalności, na którą kiedyś nie było szans. Do tego autorka uderza w tony macierzyńskie, analizuje najdokładniej uczucia do dzieci, bez względu na to, co owe dzieci sobą prezentują. Niby, w przekonaniu wyrozumiałych rodziców, pięciolatków nie można za nic winić. A jednak to dziecięcy konflikt uruchamia cały szereg traum i na końcu prowadzi do tragedii. Nie jest przyczyną, jest jednym ze skutków, ale Moriarty zręcznie kamufluje rzeczywiste odczucia.
W szkole podstawowej nad oceanem bardzo przestrzega się zasady, że nie wolno dręczyć innych. I nauczyciele, i rodzice są bardzo wyczuleni na tego typu problemy, więc kiedy odkrywają siniaki na szyi Amabelli, a dziewczynka jako swojego oprawcę wskazuje Ziggy’ego, nikt nie chce wierzyć w niewinność chłopca. Ziggy traci kolegów, a jego mama – wsparcie innych rodziców. Formy ostracyzmu bywają łagodne, mimo to bolesne, zwłaszcza że Jane ufa swojemu dziecku. Jest w niej jednak ziarno niepokoju: Ziggy to owoc jednonocnej przygody, a jego ojciec okazał się skłonnym do przemocy fizycznej i psychicznej despotą. Jane wciąż pamięta koszmar nocy, podczas której stała się ofiarą. Jedna z mam, Celeste, zna te doświadczenia bardzo dobrze: spory w jej domu kończą się bójkami, a takie starcia dają kobiecie na pewien czas paradoksalne poczucie władzy. Celeste ukrywa fakt, że żyje z damskim bokserem, a jednocześnie wie, że ten związek ją zniszczy. Z kolei mała Chloe, córka Madeleine, usiłuje rozwikłać komplikacje rodzinnych relacji: jest dzieckiem Madeleine i jej drugiego partnera. Ojciec jej starszej siostry ma córkę w wieku Chloe, ale Chloe nie rozumie, że ta dziewczynka nie jest jej przyrodnią siostrą. Szkoła nie przygotowuje na takie dylematy: tu wciąż jeszcze najbardziej znane są tradycyjne modele rodziny. Liane Moriarty bardzo umiejętnie buduje skomplikowane i piętrowe układy, w których szczęście jest niezwykle kruche, a dawne urazy mogą odezwać się w każdym momencie. Zło, choćby i najlepiej ukrywane, w końcu wyjdzie na jaw, a wtedy nie da się już kłamać, by chronić własną codzienność i najbliższych.
„Wielkie kłamstewka” to powieść złożona z krótkich, ale nasyconych emocjami rozdziałów. Bohaterki z jednej strony zachowują się tu z poszanowaniem praw drugiego człowieka, bardzo dbają o polityczną poprawność i nie chcą się nikomu narzucać, z drugiej – część z nich chętnie sięga po fałszywe uśmiechy i gesty udawanego współczucia, które nic nie znaczą; czerpią też ze źle skrywanej dyplomacją pogardy. Tu nie ma czasu na chłód i obojętność, wszystko mocno się przeżywa. A kiedy w grę wchodzi dobro całych rodzin – kobiety potrafią być bezwzględne. Autorka mnoży tu ciekawe charaktery i kontrowersyjne pomysły, nie zamyka się w jednym temacie. Każdy rozdział kończy „głosami”, zeznaniami świadków tragedii – w drobnych wypowiedziach również przemyca charakterystyki nieistniejących prawie w tomie postaci, zdradza stylistyczny słuch i znajomość ludzkich postaw. To nie tylko wzbogaca fabułę i dodaje jej napięcia, ale też pokazuje celność obserwacji: mimo wyostrzenia, książka nie traci na prawdzie. „Wielkie kłamstewka” są oczywiście tomem przygotowanym do rozmów w klubach dyskusyjnych: ale akurat ta książka i tak wywoła szereg pytań i przemyśleń już w trakcie lektury, bez względu na wskazówki zamieszczone na końcu. „Wielkie kłamstewka” to powieść psychologiczna mocna w swojej wymowie – a mająca wyczulić odbiorczynie na problem przemocy domowej.
środa, 16 lipca 2014
Liane Moriarty: Sekret mojego męża
Prószyński i S-ka, Warszawa 2014.
Wybory
Jak wygląda szczęście budowane na zakłamaniu – zastanawia się Liane Moriarty – i złych wyborów życiowych nie pozostawia bez kary. Trąciłoby to może dydaktyzmem niepożądanym w obyczajówkach, gdyby nie fakt, że „Sekret mojego męża” potrafi trzymać w napięciu i zaangażować do lektury aktywnej. Autorka wręcz zmusza odbiorczynie, by zastanowiły się nad losami postaci i podjęły się oceny ich decyzji. A te nie są łatwe. Sprawy wielkiego kalibru wpisane w codzienność rzadko kiedy mogą uskrzydlać. Z reguły oznaczają wielkie zmiany i nieustannie poprzedzający je strach.
W trzech pierwszych rozdziałach tomu „Sekret mojego męża” autorka przedstawia trzy różne rodziny w momentach niemalże przełomowych. Cecilia znajduje list od męża, który ma otworzyć dopiero po jego śmierci. Rachel, która nigdy nie pogodziła się ze śmiercią córki (a także z niewykryciem sprawcy morderstwa), dowiaduje się, że jej syn z rodziną chce zamieszkać za oceanem. Tess słyszy od męża i kuzynki przyjaciółki, że zaiskrzyło między nimi (ale jeszcze ze sobą nie spali). Z pozoru nie ma żadnych punktów stycznych. Ale Liane Moriarty prowadzi opowieść tak, by losy tych rodzin w którymś momencie się zazębiły i zaczęły na siebie wpływać. A wtedy nie da się już wydostać z trybików fabuły aż do zakończenia.
Autorka posługuje się schematami, które zawsze próbuje ożywić – modyfikuje drobne elementy, wprowadza silne charakterystyki postaci, nie zapomina o detalach, z których składa się codzienność. Stawia na silne uczucia, bo to zawsze się w obyczajówkach sprawdza, ale unika gry na sentymentach – jeśli nawet odnosi się do motywów bliskich szerokiej grupie czytelniczek, nie szuka pocieszenia ani usprawiedliwień – twardo pozostawia bohaterki w punkcie, w którym muszą znaleźć siły na samodzielne i zdecydowane działanie. List, który ma być tajemniczy, w pewnym momencie staje się niemal przeszkodą w fabule – zbyt długo żona waha się, czy może go przeczytać i co też w nim znajdzie. Rozterki moralne zabierają sporo miejsca i puentują kilka rozdziałów. Autorka próbuje w ten sposób zmusić czytelniczki do przeanalizowania sytuacji – i dokonania własnych wyborów, funduje im refleksje natury etycznej, co urozmaica lekturę, ale w samym tonie mogłoby zostać pominięte.
Pyta Moriarty o granice poświęcenia w imię szczęścia bliskich – oraz o możliwość zaspokajania własnych pragnień w obliczu potrzeb rodziny. Przedstawia swoich bohaterów w bardzo różnych rodzinnych konfiguracjach i włącza ich w częste dzisiaj dylematy – szczęście może rozproszyć zdrada (to banał, ale ładnie oprawiony), emigracja czy wielka tajemnica z przeszłości. I cały szereg innych spraw, właściwie niemożliwych do przewidzenia a zmuszających do przewartościowania egzystencji. „Sekret mojego męża” angażuje odbiorczynie do kibicowania bohaterom i do oceniania ich wyborów – ale wywołuje także szereg refleksji nad własną codziennością i każe się zastanowić nad priorytetami ekstremalnych, podsuwanych przez autorkę sytuacjach. To obyczajówka wypełniona celnymi spostrzeżeniami – ale nie byłoby tego narracyjnego sukcesu, gdyby nie udało się autorce stworzenie charakterów postaci. Decyzje są w tej powieści dobrze umotywowane – chociaż zawsze zależą od okoliczności. A ponieważ w sytuacjach z tej książki w zasadzie nie ma dobrych wyborów i jedynych akceptowalnych dróg, Liane Moriarty może od siebie uzależnić.
Wybory
Jak wygląda szczęście budowane na zakłamaniu – zastanawia się Liane Moriarty – i złych wyborów życiowych nie pozostawia bez kary. Trąciłoby to może dydaktyzmem niepożądanym w obyczajówkach, gdyby nie fakt, że „Sekret mojego męża” potrafi trzymać w napięciu i zaangażować do lektury aktywnej. Autorka wręcz zmusza odbiorczynie, by zastanowiły się nad losami postaci i podjęły się oceny ich decyzji. A te nie są łatwe. Sprawy wielkiego kalibru wpisane w codzienność rzadko kiedy mogą uskrzydlać. Z reguły oznaczają wielkie zmiany i nieustannie poprzedzający je strach.
W trzech pierwszych rozdziałach tomu „Sekret mojego męża” autorka przedstawia trzy różne rodziny w momentach niemalże przełomowych. Cecilia znajduje list od męża, który ma otworzyć dopiero po jego śmierci. Rachel, która nigdy nie pogodziła się ze śmiercią córki (a także z niewykryciem sprawcy morderstwa), dowiaduje się, że jej syn z rodziną chce zamieszkać za oceanem. Tess słyszy od męża i kuzynki przyjaciółki, że zaiskrzyło między nimi (ale jeszcze ze sobą nie spali). Z pozoru nie ma żadnych punktów stycznych. Ale Liane Moriarty prowadzi opowieść tak, by losy tych rodzin w którymś momencie się zazębiły i zaczęły na siebie wpływać. A wtedy nie da się już wydostać z trybików fabuły aż do zakończenia.
Autorka posługuje się schematami, które zawsze próbuje ożywić – modyfikuje drobne elementy, wprowadza silne charakterystyki postaci, nie zapomina o detalach, z których składa się codzienność. Stawia na silne uczucia, bo to zawsze się w obyczajówkach sprawdza, ale unika gry na sentymentach – jeśli nawet odnosi się do motywów bliskich szerokiej grupie czytelniczek, nie szuka pocieszenia ani usprawiedliwień – twardo pozostawia bohaterki w punkcie, w którym muszą znaleźć siły na samodzielne i zdecydowane działanie. List, który ma być tajemniczy, w pewnym momencie staje się niemal przeszkodą w fabule – zbyt długo żona waha się, czy może go przeczytać i co też w nim znajdzie. Rozterki moralne zabierają sporo miejsca i puentują kilka rozdziałów. Autorka próbuje w ten sposób zmusić czytelniczki do przeanalizowania sytuacji – i dokonania własnych wyborów, funduje im refleksje natury etycznej, co urozmaica lekturę, ale w samym tonie mogłoby zostać pominięte.
Pyta Moriarty o granice poświęcenia w imię szczęścia bliskich – oraz o możliwość zaspokajania własnych pragnień w obliczu potrzeb rodziny. Przedstawia swoich bohaterów w bardzo różnych rodzinnych konfiguracjach i włącza ich w częste dzisiaj dylematy – szczęście może rozproszyć zdrada (to banał, ale ładnie oprawiony), emigracja czy wielka tajemnica z przeszłości. I cały szereg innych spraw, właściwie niemożliwych do przewidzenia a zmuszających do przewartościowania egzystencji. „Sekret mojego męża” angażuje odbiorczynie do kibicowania bohaterom i do oceniania ich wyborów – ale wywołuje także szereg refleksji nad własną codziennością i każe się zastanowić nad priorytetami ekstremalnych, podsuwanych przez autorkę sytuacjach. To obyczajówka wypełniona celnymi spostrzeżeniami – ale nie byłoby tego narracyjnego sukcesu, gdyby nie udało się autorce stworzenie charakterów postaci. Decyzje są w tej powieści dobrze umotywowane – chociaż zawsze zależą od okoliczności. A ponieważ w sytuacjach z tej książki w zasadzie nie ma dobrych wyborów i jedynych akceptowalnych dróg, Liane Moriarty może od siebie uzależnić.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






