Strona główna || O autorce || O tu-czytam || Bajki || Bajkowe portfolio                       

sobota, 11 lipca 2015

Anita Głowińska: Kicia Kocia na traktorze

Media Rodzina, Poznań 2015.

W pracy

Ponieważ Kicia Kocia chętnie testuje wszystkie nowinki i możliwości, jakie się pojawiają, nikogo nie zdziwi, że pewnego dnia… wsiada na traktor. Mała bohaterka odwiedza wujka na wsi – tam po raz pierwszy ma okazję z bliska obejrzeć nietypowy pojazd. Dowiaduje się, po co wujkowi traktor i dlaczego nazywany jest też ciągnikiem. Potem bierze udział w zbieraniu jabłek – może być z siebie dumna, bo z tym zadaniem dobrze sobie radzi. Dostaje nawet piękny owoc, który z przyjemnością chrupie – mali odbiorcy mogą w tym zakresie pójść w jej ślady.

A po powrocie do domu nie kończą się atrakcje. Kicia Kocia chce wykorzystać zdobytą wiedzę i przedłużyć atrakcyjną zabawę. Razem z Packiem budują sobie ciągnik z kartonów i rurek – kto ma czas, sam może wypróbować tę metodę, bo autorka dość dokładnie rozrysowuje kolejne elementy tekturowej zabawki. Bez wielkiego wysiłku przyjaciele produkują przedmiot znacznie przewyższający poziomem „rozrywkowości” sklepową ofertę. Przecież zabawa trwa również podczas przygotowań, o czym Kicia Kocia się przekona. „Kicia Kocia na traktorze” to książeczka z dwóch powodów ważna. Po pierwsze, przybliża maluchom oryginalny pojazd – pełni funkcję edukacyjną i zarazem zachęca najmłodszych do lektury. Po drugie – podpowiada pomysł na zabawę niewymagającą kosztów. To najbardziej ucieszy rodziców: Głowińska podsuwa sposób na nudę, a do tego potrafi rozbawić odbiorców rozwojem akcji. To, co przeżywa Kicia Kocia, nie jest czymś niezwykłym czy nietypowym – ale dla maluchów dopiero poznających świat to okazja do poszerzania horyzontów i testowania możliwości. Mała bohaterka doskonale się bawi, sprawdzając kolejne elementy rzeczywistości. Tym razem doświadcza czegoś, na co nie wszyscy odbiorcy mają szansę – dlatego też natychmiast podpowiada dostępną każdemu rekompensatę. Wprawdzie traktor z kartonu nie wydaje się aż tak wspaniały jak prawdziwy pojazd, ale wzbogaci zabawy najmłodszych, a to też pomysł nie do przecenienia.

Jak zawsze u Anity Głowińskiej opowiastka o Kici Koci zachwyca stroną graficzną. Autorka proponuje roześmianych bohaterów i żywe kolory, decyduje się na nasycone barwy, żeby przyciągnąć do małej książeczki jak najwięcej kilkulatków. Kusi dzieci nie tylko kolorami, ale również stylem – prostym i z pozoru infantylnym, imitującym naiwność odbiorców. Głowińska oczywiście proponuje tu starannie przemyślane grafiki, chociaż zawsze widać ślady pędzla, nie ma mowy o przypadkowości lub niedopracowaniu. Sporo jest na tych obrazkach elementów, które maluchom wydadzą się naturalne i zwyczajne, a ich rodzicom – piękne ze względu na pozorną surowość. W Kici Koci pomysł na ilustracje staje się ogromnym atutem i wyróżnikiem serii. Kiedy wszyscy zachłystują się możliwościami komputerowych grafik i cyfrowego wygładzania błędów, trójwymiarem i kreskówkowością, Anita Głowińska pozostaje cudownie malarska. Jej Kicię Kocię można polubić także ze względu na dopracowanie wizerunku. A że w cyklu pojawiają się zawsze przyjaciele bohaterki i jej rodzice, można łatwo poczuć się niemal zaprzyjaźnionym z tą postacią. U Kici Koci zawsze jest ciekawie.

Mała bohaterka wychodzi już poza zwykłe codzienne doznania. Każdy tomik przedstawia tylko jedną przygodę, ale Głowińska dba o jej kształt. Nie chce zanudzać czytających dzieciom bajki dorosłych, zamierza też zatrzymać kilkulatki przy cyklu na dłużej. Kicia Kocia to bohaterka, którą będzie się kiedyś wspominać z sentymentem, jako ważny fragment dzieciństwa. To postać wyrazista i potrzebna, wytrzymująca konkurencję na rynku literatury czwartej. Kicia Kocia przydaje się maluchom – z nią łatwiej poznawać rzeczywistość i dowiadywać się nowych rzeczy. Kicia Kocia zapewnia, poza niezbędną wiedzą, również rozrywkę i ciepło – to bohaterka, której rodzice mogą zaufać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com