Strona główna || O autorce || O tu-czytam || Bajki || Bajkowe portfolio                       

piątek, 17 lipca 2015

Mark Greenside: Nie będę Francuzem (choćbym nie wiem jak się starał)

Świat Książki, Warszawa 2015.

Przeprowadzka

Mark Greenside idzie w ślady Stephena Clarke’a i próbuje odmienność kulturowo-obyczajową Francuzów uczynić podstawowym źródłem śmiechu w książce – zbiorze refleksji na temat egzystencji w obcym kraju. Jednak o ile Clarke kreuje się na donżuana i stawia na humor rubaszny, związany z seksem, wciąż naruszaną intymnością i przekleństwami, tyle Greenside wybiera inną strategię. Na początku zdecydowanie odcina się od wszystkiego, co francuskie, żeby podjąć dość zuchwałą próbę zamieszkania w Bretanii i doszukiwania się absurdów lub ich przeciwieństw. Dla Clarke’a Francja obfituje w nonsensy, a zwykły człowiek co krok wpada w „merde” po uszy. Greenside we Francji się zakochuje i natychmiast zaczyna zachowywać się mało rozsądnie. Tom „Nie będę Francuzem (choćbym nie wiem jak się starał)” to zapis interesujących doświadczeń międzykulturowych.

Amerykanin do Francji przybywa za namową swojej dziewczyny. Związek nie przetrwa długo, o czym Greenside lojalnie uprzedza, nie chcąc wikłać się w niepotrzebny romansowy schemat. Już wkrótce autor, okrutnie kalecząc język, będzie poznawał region samotnie. Jednak nie dla niego turystyczne atrakcje czy zachwyty rodem z przewodnika literackiego. Pod wpływem impulsu Greenside kupuje we Francji dom. Może liczyć na nowych znajomych, którzy życzą mu jak najlepiej – ale nie chce nadużywać ich dobroci. W efekcie większość dokumentów podpisuje bez czytania i rozumienia treści, załatwia sobie nawet ubezpieczenie (które wkrótce parę razy się przyda). Wszystkie formalności polegają bardziej na zgadywaniu intencji niż na analizowaniu korzyści. Greenside zestawia różnice między podobnymi scenami w tanach. Wyolbrzymia, ale też pozwala odbiorcom poznać mankamenty Kalifornii czy Nowego Jorku. Francja jawi się tu jako raj, kraj bez skazy.

„Nie będę Francuzem” to książka obliczona na wyzwalanie śmiechu. Greenside akcentuje postać siebie – bezradnego wobec chaosu – i cudownych, gotowych zawsze nieść pomoc Francuzów. Bohater tomu działa pod wpływem chwili, nie mają do niego dostępu ani problemy finansowe, ani przedłużające się operacje bankowe, ani konieczne do przeprowadzenia remonty czy naprawy. Zakochany we Francji, nie widzi żadnych jej wad. Tu jedzenie jest zdrowe, dzieci dobrze wychowane, a urzędnicy przyjaźni i pomocni. Nie ma bezsensownych przepisów utrudniających życie, a jedyną ceną za brak opanowania języka stają się drobne upokorzenia w relacjach ze sprzedawcą. Tyle że tym Greenside w ogóle się nie przejmuje: niepowodzenia kwituje śmiechem, zyskuje jeszcze jedną anegdotę do opowiedzenia w dowcipnej publikacji.

Ta książka od początku pisana jest dla rozśmieszania odbiorców. Autor wybiera rodzaj satyrycznej autobiografii z ironicznym podejściem do bohatera-siebie. Mnoży zabawne scenki i wychwala nowo odkryte możliwości egzystowania poza Ameryką – zachłystuje się szansami. Pisze atrakcyjnie dla czytelników: felietonistyczny ton wielu przekona do lektury. Nastawienie na osobiste przeżycia – więc i niechęć do uogólniania – to wielki atut tej pozycji. Greenside zdaje sobie sprawę z wzajemnych oskarżających stereotypów, ale jest raczej zainteresowany przekonywaniem innych do Francji. Pisze z perspektywy szczęścia, a takie historie zwykle dobrze się czyta, nie inaczej jest i tym razem. „Nie będę Francuzem” to lekka indywidualna opowieść, w której losy bohatera wzbogacone są o poczucie humoru i dystans do codziennych problemów. Mark Greenside we Francji robi sobie wakacje od amerykańskiego życia – i z tej możliwości korzysta z ogromną radością. W efekcie proponuje czytelnikom publikację pozbawioną narzekania.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com