* * * * * * O tu-czytam
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.

Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.

NIE KORZYSTAM Z AI.

Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Anita Głowińska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Anita Głowińska. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 11 czerwca 2026

Anita Głowińska: Kicia Kocia. Kto zepsuł samochód?

Media Rodzina, Poznań 2026.

Odpowiedzialność

W przedszkolu trwa zabawa, którą najmłodsi mogą powtarzać we własnych warunkach – niekoniecznie w placówkach, bo nawet i w domach znajdzie się trochę klocków i tekturek do zbudowania toru dla pojazdów. Kicia Kocia, Pacek, Julianek i Adelka są niezwykle zajęci: najpierw przygotowują tor z przeszkodami dla nakręcanych zabawek, później puszczają koparkę i radiowóz, sprawdzając, które z nich szybciej pokona tekturowe wzniesienie. Muszą też przy tym dzieci wykazać się spostrzegawczością i umiejętnością wyciągania wniosków. Nikt nie będzie tu odbiorców zamęczał fizyką, nie czas na to – ale maluchy zastanawiają się, dlaczego radiowóz bez przeszkód pokonuje stromy zjazd z toru przeszkód, a koparka bez przerwy się przewraca. Żeby potwierdzić słuszność swoich spostrzeżeń, dzieci wykonują kolejny test: puszczają koparkę po mniej stromym podjeździe. To zachęta także dla odbiorców, by testowali przygotowane miejsca i obserwowali, co trzeba zmienić, jeśli zabawka nie porusza się tak, jak powinna według przypuszczeń. Dzieci bawią się tak dobrze, że także mali czytelnicy zapomną na chwilę o kontekście przedszkola – liczyć się będzie sam wyścig i to, które autko nadaje się do najszybszego pokonania ładnie zbudowanego toru. A ponieważ autorka koncentruje się na zagadnieniu zasygnalizowanym już w tytule, nie komplikuje prostej fabuły nadmiernie – dzieci tym razem się nie kłócą, świetnie się ze sobą dogadują i kibicują sobie w działaniach. Nie ma ani sprzeczek o kształt toru, ani odrzucania propozycji innych – kto ma pomysł, jak udoskonalić tor, może to zrobić przy aprobacie reszty. I wszystko wyglądałoby rzeczywiście sielankowo, gdyby nie pewien techniczny problem: radiowóz wjeżdża pod górę i nie chce ruszyć dalej. Pojawia się pytanie, kto zepsuł samochód – dzieci postanawiają opowiedzieć o swoim zmartwieniu pani.

I tu Anita Głowińska pokazuje bardzo ważną kwestię: chociaż bohaterowie zastanawiają się nad tym, czy nie odłożyć zabawki na półkę i nie udawać, że nic się nie stało, wygrywa uczciwość i lęk przed wyrzutami sumienia – dzieci nie wiedzą, czy nie spotka ich kara za zepsucie radiowozu – jednak wolą się przyznać. A pani zna sposób, żeby wszystko działało jak przedtem. Warto więc odsunąć na bok strachy i przekonać się, że nie zawsze konsekwencje należą do nieprzyjemnych.

Książeczki z serii o Kici Koci zapraszają do samodzielnego czytania. Anita Głowińska proponuje dzieciom rodzimą serię z pięknymi ręcznymi ilustracjami (widać tu nierówne kontury i plamy koloru), naiwnymi w duchu – tak, żeby odbiorcy mogli sobie samodzielnie poćwiczyć rysowanie postaci – i z niewielką ilością tekstu. Chodzi o to, żeby najmłodsi nie zniechęcali się do lektury, a dawali wciągnąć w opowieść o małej rezolutnej bohaterce i jej rówieśnikach. „Kto zepsuł samochód” to przyjemna historyjka z wartościowym przesłaniem – jeśli mali odbiorcy lubią ten cykl, z pewnością zainteresuje ich przedszkolna przygoda przyjaciół Kici Koci. Anita Głowińska wie, jak tworzyć dla dzieci.

piątek, 16 stycznia 2026

Anita Głowińska: Kicia Kocia. Wielka kłótnia

Media Rodzina, Poznań 2025.

Najważniejsze na świecie

Kicia Kocia i Pacek bawią się w piaskownicy w restaurację, ale swoją zabawę traktują niezwykle poważnie – jak wszystkie maluchy, które przenoszą się do świata wyobraźni. Do zadania podchodzą wyjątkowo kreatywnie, dyskutują nie tylko o podziale ról w wyimaginowanej firmie, ale też – o samym piaskowym menu. I tu pojawia się punkt zapalny: jedno z dzieci chce wprowadzić do jadłospisu jajecznicę, drugie jajecznicy nie cierpi i wolałoby elegancki i czysty omlet. Na to nie może się zgodzić pierwszy bohater – przecież to omlety nie mają racji bytu na świecie, a w ogóle jak można przyjaźnić się z kimś, kto nie lubi jajecznicy? I tak rozwija się spór, który może doprowadzić do katastrofy. Fabułę zapowiada autorka już w tytule – „Wielka kłótnia” oznacza, że Kicia Kocia na moment wychodzi z sielankowego świata, żeby zasmakować innych emocji i sprawdzić, co stanie się, kiedy upiera się przy swoim zdaniu.

Anita Głowińska wie, jak prowadzić krótkie narracje w picture bookach. Przyciąga uwagę czytelników idealnie nieidealnymi konturami i sylwetkami wypełnianymi nierównymi plamami farby, urzeka pozorną naiwnością obrazków – ale tym razem decyduje się na odzwierciedlenie mniej lukrowanych sytuacji. Oczywiście wszyscy mogą się zgodzić co do tego, że powód kłótni jest błahy i nie zasługuje na uwagę, ale to wiadomo – każdy, kto był świadkiem narodzin dziecięcych sporów, może to potwierdzić. Jednak odbiorcy dostrzegą w uporze Kici Koci i Packa coś więcej, chociaż nawet nie będą umieli tego nazwać. Walkę o władzę i dominację w grupie. W tym wypadku Anita Głowińska upraszcza historię, stara się, żeby czytelnicy nie musieli rozpraszać uwagi na wiele postaci, zresztą najważniejszym bohaterem w książce okazują się emocje. Autorka idealnie pokazuje, jak przebiega proces myślowy dziecka po kłótni – i jak wygląda nadzieja na zgodę czy próba doprowadzenia do kompromisu. To wszystko przedstawia odbiorcom, żeby nauczyć ich, jak zachować się w normalnym świecie, w chwili, kiedy emocje wzięły górę i kiedy trzeba naprawić wyrządzone krzywdy, żeby nie stracić przyjaciela. „Kicia Kocia. Wielka kłótnia” to jednocześnie odejście (na moment) od sytuacji, w których wszystko jest bezpieczne, sprawdzone i przyjemne – w życiu zdarzają się też momenty, które budzą strach albo grozę, które wyzwalają złość albo które wymagają samoświadomości, żeby łatwiej było się z nimi uporać. I ta autorka zapewnia dzieciom zestaw mechanizmów czy reakcji, które warto wykorzystać – najpierw poobserwować w bezpiecznej przestrzeni świata Kici Koci, a później przenosić na swoją codzienność. Kicia Kocia to bohaterka, która objaśnia dzieciom świat i robi to w sposób, który zasługuje na uwagę – a nie na drwiny. Maluchy potrzebują tego typu ożywianych przytulanek, żeby odnaleźć się w skomplikowanej rzeczywistości reakcji czy emocji. Kolorowy tomik świetnie sprawdza się jako przewodnik w interakcjach.

środa, 4 grudnia 2024

Anita Głowińska: Kicia Kocia. Pada śnieg!

Media Rodzina, Poznań 2024.

Nadzieja na zimę

Kicia Kocia to bohaterka, która nie tylko przedstawia odbiorcom swój świat i otoczenie, ale pozwala też bawić się i uruchamiać pokłady kreatywności. „Kicia Kocia. Pada śnieg!” to publikacja w cyklu Rysuj z Kicią Kocią – czyli gadżetowa książka do uzupełniania przez najmłodszych odbiorców. A ponieważ Anita Głowińska w każdym takim zeszycie dzieli się między innymi przepisami na to, jak coś narysować, warto po niepozorną publikację sięgnąć. „Kicia Kocia. Pada śnieg” jest jak blok rysunkowy. Na kolorowych stronach pojawiają się drobne – jednoakapitowe – opowiastki o tym, co dzieje się u Kici Koci i jej przyjaciół. Tutaj można znaleźć kolejne zachwyty dotyczące różnych aspektów zimowych zabaw. Kicia Kocia razem z przyjaciółmi zjeżdża z górki na sankach, ślizga się na ślizgawce obok lodowiska (gdyby miała łyżwy, mogłaby robić to, co Adelka), lepi bałwana, rzuca się śnieżkami, do karmnika dla ptaków dosypuje ziarna słonecznika. Wie, że zimą należy się ciepło ubierać, żeby dłużej móc się bawić na zewnątrz. Kicia Kocia lubi też spacerować z przyjaciółmi albo robić z nimi orły na śniegu. Zima to również zapowiedź balu karnawałowego, na który trzeba przyszykować przebranie. Nie można się nudzić.

Anita Głowińska dba o to, żeby dzieci nie nudziły się także podczas lektury. Chociaż wydawać by się mogło, że jest tu niewiele tekstu, forma pozwala na zasugerowanie większej liczby przygód niż w klasycznych tomikach z Kicią Kocią. Pod każdym akapitem z informacją o tym, co robi bohaterka (albo jej przyjaciele) autorka zamieszcza wyjaśnienie dotyczące charakterystycznego dla zimy elementu – tłumaczy, czym jest igloo albo jak kiedyś wyglądały lampki choinkowe, co to jest bałwan albo czym się różni śnieg od śnieżynki – i to sposób na przyzwyczajenie dzieci do przypisów i komentarzy pozwalających lepiej zrozumieć tekst. Nawet jeśli najmłodsi wiedzą, o czym mowa, warto sprawdzać, czy autorka nie podsunie im czasami ciekawostek, które nie są tak oczywiste.

Wiele tu obrazków do pokolorowania, a ponieważ Kicia Kocia jest wdzięcznym obiektem do takich działań – dzieci ucieszą się z kolorowanek. Na tym jednak Anita Głowińska nie kończy zabawy, podsuwa bowiem także motywy do uzupełnienia wzorami – zdarza się, że uczy dzieci, jak narysować wróbelka albo płatek śniegu – i natychmiast te umiejętności trzeba będzie wykorzystać w uzupełnieniu ilustracji. Tym sposobem dzieci zamienią się w twórców, i to twórców niebanalnych, zaczną kreować świat, w którym przebywa na co dzień Kicia Kocia. Rysuj z Kicią Kocią to możliwość przeniesienia urokliwych obrazków do zeszytu ćwiczeń – każdy, kto zachwyca się grafikami proponowanymi przez Anitę Głowińską, teraz może spróbować swoich sił w ich powielaniu, uzupełnianiu albo tworzeniu: wystarczy uważnie obserwować. Kto nie potrafi albo boi się próbować – może poprzestać na kolorowaniu obrazków i wypełnianiu ich deseniami. Książka w serii Rysuj z Kicią Kocią to udane zaproszenie do rysunkowej zabawy z lubianą bohaterką.

poniedziałek, 2 grudnia 2024

Anita Głowińska: Domek Kici Koci. Książka z wyjmowanymi elementami

Media Rodzina, Poznań 2024.

Domek

To mniej książeczka do czytania, a bardziej zabawka – nowa podseria w cyklu o Kici Koci, Czytaj i baw się, pozwala zamienić tomik w domek dla bohaterów. Pierwsza rozkładówka to elementy do rozstawienia – ściany domku, które stanowią tło, zamieniają się w trójwymiarowe pomieszczenie ze świata Kici Koci – mają nawet otwierane okno. Ostatnia rozkładówka mieści w sobie figurki Kici Koci i Packa do wyjęcia i złożenia tak, by samodzielnie stały. Cały tomik jest prostą prezentacją rzeczywistości Kici Koci i jej bliskich – przedstawia się tu między innymi sąsiadów i dziadków – żeby odbiorcy, którzy jeszcze nie trafili na publikacje w tej serii, mogli łatwo zorientować się, jakie relacje panują wśród bohaterów. I tyle – narracja kończy się na prezentacji, całej reszty dokonać mogą dzieci już samodzielnie, kiedy rozłożą sobie kartonowy domek i bohaterów.

To połączenie tradycyjnej lektury (bo jednak trochę do czytania tu się znalazło, można na prezentacji bohaterów ze świata Kici Koci ćwiczyć poznawanie liter) i równie tradycyjnej zabawki z papieru. Książka jest kartonowa i niewielka, ale zapewni urozmaicenie klasycznych wycinankowych lalek dzięki oryginalnej przestrzeni do działania – dzieci zyskują tu niemal domek dla lalek, i to prawdziwy, bo stworzony przez Anitę Głowińską, więc pasujący do stylu graficznego całej serii. Ale to początek do uruchamiania wyobraźni: autorka pokazuje najmłodszym odbiorcom, że mogą samodzielnie przygotowywać kolejne figurki i dodawać je do świata Kici Koci, wprowadzać do domku i bawić się nimi na różne sposoby. Fabuła będzie się wymyślać sama i w zależności od potrzeb – co do tego nie ma żadnych wątpliwości, bo dzieci zadziałają tak, jak zawsze, kiedy animują lalki, dodając do ich postaw kolejne historie. „Domek Kici Koci” to tomik, który jest niespodzianką i ciekawostką. Niby zwykła książeczka, która szybko uruchamia swoje dodatkowe atuty i wręcz przenosi je z lektury na zabawę. Pokazuje dzieciom, że książki można wykorzystywać na różne sposoby – wcale nie tylko do „nudnego” według maluchów czytania. Zapewnia bodźce zmysłowe i inspiracje dla wyobraźni – to rodzaj lektury, jaka na dzisiejszym rynku wydawniczym wygra dzięki technicznym rozwiązaniom i sugestiom zabaw. Dzieci, które znają już przygody Kici Koci, mogą tu kontynuować swoje spotkania z lubianymi bohaterami: to dla nich prezent, i to nie prezent jednorazowy: zabawa będzie trwać i zmieniać się w zależności od potrzeb maluchów.

Książeczka „Domek Kici Koci” to propozycja kreatywna. Anita Głowińska nie narzuca odbiorcom rodzaju zabawy ani tematów do animowania, wie, że dzieci albo sobie poradzą samodzielnie, albo – w najgorszym wypadku – wykorzystają po prostu poprzednie historyjki z cyklu, żeby odgrywać scenki rodzajowe z innych narracji. Jest to jednak publikacja uzupełniająca cykl i podsuwająca nowe dla dzisiejszych maluchów rozwiązania.

piątek, 28 czerwca 2024

Anita Głowińska: Kicia Kocia i Nunuś. Zabawa w chowanego

Media Rodzina, Poznań 2024.

Kryjówki

Kicia Kocia doczekała się kilku podserii – także kierowanych dla młodszego rodzeństwa fanów przedszkolnych opowiastek. „Kicia Kocia i Nunuś. Zabawa w chowanego” to publikacja z okienkami. Kartonowe i duże strony skrywają mnóstwo okienek – nie zawsze w oczywistych i widocznych na pierwszy rzut oka miejscach. Fabuła jest prosta: Nunuś, młodszy brat Kici Koci ma ochotę na zabawę w chowanego, a do rozrywki przyłączają się kolejno przyjaciele bohaterów – wszyscy miło spędzają czas, zawsze szuka się jednej postaci więcej niż rozkładówkę wcześniej – co oznacza więcej wyzwań. Anita Głowińska proponuje to, w czym jest znakomita: grafiki idealnie dostosowane do wieku i możliwości percepcyjnych odbiorców. Tworzy wizerunki bohaterów rzekomo naiwne i infantylne, widać w nich ślady farby i niedoskonałości, kształty są bardzo proste (ale też rozpoznawalne). Łatwo zaprzyjaźnić się z tymi bohaterami – zwłaszcza dziecięcymi, chociaż dorośli też czasami muszą się tu pojawić. Zabawa w chowanego wykracza poza ściany domu, żeby było więcej możliwych schowków i kryjówek. Tym razem dobrze uzasadnia się obecność okienek – trzeba pod nie zaglądać, przynajmniej dopóki nie znajdzie się wszystkich postaci. Nie pod każdym okienkiem ktoś czeka, zatem lektura przyniesie trochę niespodzianek i dużo rozrywki dla najmłodszych. Najpierw trzeba znaleźć okienka porozmieszczane na stronach, później – otworzyć i sprawdzić, czy udało się znaleźć bohatera (później stopień trudności się zwiększa, jeśli dzieci będą chciały wyszukać konkretną postać). Następnie przechodzi się do kolejnej rozkładówki z refrenowym komentarzem. Bo tekst z drobnymi modyfikacjami się powtarza, identyczna jest też wyliczanka, która zapadnie dzieciom w pamięć – powielana za każdym razem. Jest tu bardzo kolorowo i bardzo ładnie – więc samo oglądanie stron powinno się odbiorcom spodobać. A dorośli, którzy będą towarzyszyć najmłodszym przy czytaniu, zawsze mogą zwracać uwagę na kolejne, niewskazywane przez autorkę, rozwiązania lub tematy, zadawać kolejne pytania albo opowiadać, co widać na obrazkach.

Ta książeczka zapewnia wielowymiarową rozrywkę. Zaprasza dzieci do wspólnej z bohaterami zabawy – każdy może bowiem razem z Kicią Kocią i Nunusiem uczestniczyć w grze w chowanego, włączyć się do zadania. Pozwala ćwiczyć zręczność i spostrzegawczość, a przy kolejnych powrotach do tomiku – trenować też pamięć. Liczy się tu przede wszystkim uciecha najmłodszych. Anita Głowińska wie doskonale, czego odbiorcy od niej oczekują i zapewnia im to wszystko. Rozumie dziecięcy świat i może go przedstawiać w wersji zapośredniczonej przez Kicię Kocię – dla dzieci ważne będzie jeszcze nawiązanie do ich własnej codzienności. Można porównywać doświadczenia i bawić się przy lekturze, nie ma tu miejsca na nudę, nawet jeśli bierze się pod uwagę powtarzanie motywu na kolejnych rozkładówkach. Anita Głowińska zachęca najmłodszych do podążania za Kicią Kocią i Nunusiem -w ten sposób przygotowuje sobie publiczność do właściwej serii.

poniedziałek, 10 czerwca 2024

Anita Głowińska: Kicia Kocia. Co się dzieje z placem zabaw?

Media Rodzina, Poznań 2024.

Hałas

Bohaterów przygód Kici Koci niepokoi fakt, że na ich ulubiony plac zabaw zjeżdżają ciężkie maszyny budowlane. Kicia Kocia dzwoni do Packa, informacja dociera też do Adelki – a wystraszone maluchy proszą też o pomoc rodziców, w końcu bez kogoś dorosłego trudno byłoby się dogadać z budowlańcami. Ulubiony plac zabaw nie może przecież przestać istnieć – co do tego wszyscy są zgodni. Warto jednak najpierw przekonać się, jakie są intencje robotników i co ma się wydarzyć w niedalekiej przyszłości. Anita Głowińska znów mocno zaangażuje dzieci w prostą historyjkę. Przecież wszyscy lubią huśtawki i piaskownice – warto zatem ocalić najbliższe otoczenie, żeby mieć się gdzie bawić. Odbiorcy bardzo szybko wciągną się w tę narrację. Kicia Kocia i jej przyjaciele dowiedzą się, o co chodzi – a to wyzwoli w nich bardzo silne emocje. Przy okazji autorka zachęci też najmłodszych do dbania o przyrodę: dzieci ocalają drzewo, na którym mieszka pewien mały ptaszek. Anita Głowińska pokazuje, że każdy może zrobić coś dobrego dla środowiska – i każdy może zostać wysłuchany. Znajdzie się sposób na to, by zabezpieczyć stare drzewo tak, żeby nie zagrażało dzieciom i żeby dawało dalej schronienie skrzydlatym maluchom, wystarczy chcieć.

„Kicia Kocia. Co się dzieje z placem zabaw” to kolejna publikacja w podstawowym cyklu opowiadań dla najmłodszych. Anita Głowińska udowadnia, że nie kończą się jej pomysły i że wie, jak przykuć uwagę dzieci. Proponuje książkę drobną, ale bogato ilustrowaną: maluje Kicię Kocię i jej przyjaciół, stawiając na proste kształty i mocne, nasycone kolory – ale zostawia też ślady pędzla, tak, żeby całość imitowała infantylne rysunki dzieci. Jest w tym jednak bardzo dużo uroku, wszystkie tomiki z tego cyklu cieszą oko odbiorców. Zwłaszcza za sprawą barw – ale też tematyki, bliskiej dzieciom. Anita Głowińska realizuje swoje pomysły z wyczuciem i ze świadomością, czego najmłodsi potrzebują. Zapewnia im historię, którą mogą czytać rodzice – i jej wersję obrazkową, do oglądania. Sporo tu emocji, dzieci przecież bardzo przeżywają, że coś może się stać z ich placem zabaw – to udzieli się czytelnikom, to problem, który ich zaintryguje.

Autorka stawia na krótkie narracje wypełniane dialogami między bohaterami – i dzięki temu też przyspiesza akcję, nie ma w przygodach Kici Koci miejsca na skomplikowane czy długie opisy. Anita Głowińska jest świadoma tego, czego oczekują dzieci – i wykorzystuje ich zainteresowanie, żeby przekazać na marginesie akcji ważne prawdy o otoczeniu czy świecie. Jest tu sporo energii, zarówno w warstwie tekstowej jak i w graficznej. Do Kici Koci nie trzeba nikogo zachęcać – wszystkie kilkulatki wiedzą, że ta bohaterka ma im do przekazania coś ciekawego i wartościowego – i chętnie śledzą jej doświadczenia. Niby nie ma tu miejsca na rozbudowane opowieści i na zagmatwane fabuły, ale dzięki dobremu zrozumieniu sielankowych zmartwień najmłodszych Anita Głowińska może tworzyć wyjątkową serię dla kilkulatków.

niedziela, 24 grudnia 2023

Anita Głowińska: Kicia Kocia i święta. Świętowanie w różnych kulturach

Media Rodzina, Poznań 2023.

Świąteczne wiadomości

Kicia Kocia to bohaterka, która przeprowadza najmłodszych przez dzieciństwo, a Anita Głowińska nie ustaje w wysiłkach, żeby przedstawiać odbiorcom kolejne aspekty świata – zwłaszcza tego najbliższego. W tomiku „Kicia Kocia i święta. Świętowanie w różnych kulturach” jest jednak nieco inaczej. Tomik ukazuje się w podserii Rysuj z Kicią Kocią, co oznacza, że łączy w sobie zalety szkicownika, kolorowanki i czytanek (także – czytanek edukacyjnych). Można sporo się z niego dowiedzieć, co przydaje się zwłaszcza w multikulturowym otoczeniu – autorka przygotowuje dzieci na wiadomości o świętach ich kolegów z różnych krajów i religii – tak, żeby nikt nie czuł się wykluczony ani odrzucony za sprawą swojej wiary i zwyczajów. Sama Kicia Kocia przygotowuje się z Nunusiem do Wigilii – jednak Wigilia przedstawiana jako Gwiazdka daje też możliwość świętowania niechrześcijanom, ludziom, dla których liczy się spotkanie z bliskimi i poczucie wspólnoty. Autorka jednocześnie nie chce odbierać bohaterom radości oczekiwania i atrakcji związanych z bożonarodzeniowymi przygotowaniami – przecież dla odbiorców ważne będzie poznawanie tradycji.

Tekstowe wstawki pokazują Kicię Kocię i Nunusia podczas różnych grudniowych czynności – lepienia łańcucha na choinkę, przygotowywania pierogów i innych świątecznych potraw, szykowania kartek do wysłania bliskim, pisania listów do Świętego Mikołaja, ozdabiania okien, kupowania świecznika do stroików… mnóstwo drobnych zadań, które składają się na to, co później pamięta się jako magię świąt z dzieciństwa – Kicia Kocia i Nunuś przeżywać będą razem z odbiorcami. Za każdym razem Anita Głowińska proponuje krótki, jednoakapitowy komentarz, żeby wyjaśnić, co dzieje się na ilustracji – a pod tym komentarzem wprowadza przypisy – wyjaśnienia dotyczące poszczególnych elementów świątecznych przygotowań. Wplata tu także informacje o świętach w innych religiach – przyjaciele Kici Koci pochodzą z różnych stron świata i warto wiedzieć, jakie tradycje kultywowane są w ich domach. Do tego dochodzą części tomiku do artystycznego wyżycia się: kolorowanki, uzupełnianki i rysowanki, można tutaj wykorzystywać wyobraźnię, żeby ozdabiać poszczególne przedmioty, można rozwiązywać zagadki albo uzupełniać podane fragmenty ilustracji tak, żeby urozmaicić zabawę. Anita Głowińska nie chce, żeby dzieci się nudziły – w związku z tym proponuje im mnóstwo ciekawych zadań. Atrakcyjnych nie tylko z uwagi na możliwość pokolorowania świata Kici Koci, ale ze względu na graficzną jakość całości: Anita Głowińska jak zwykle dba o to, żeby tomik był zachwycający i żeby przyciągał wzrok zarówno dzieci, jak i ich rodziców. Kicia Kocia to gwarancja wysokiej jakości obrazków – i nie inaczej jest i tym razem, dlatego też można być spokojnym o chęć najmłodszych do wykonywania kolejnych poleceń. Dzieci błyskawicznie dadzą się wciągnąć w rzeczywistość Kici Koci i razem z nią będą się zajmować poznawaniem świątecznych zwyczajów. To doskonała propozycja na grudniowe wieczory, tomik, który małym odbiorcom uświadomi, jak wiele jest jeszcze do odkrycia – i jak dobrze można się bawić razem. Chociaż książka wygląda trochę jak zeszyt ćwiczeń, jest w niej potężna porcja wiedzy, podanej tak, by dzieci z łatwością ją przyswajały.

niedziela, 31 lipca 2022

Anita Głowińska: Kicia Kocia i Nunuś. Kto mieszka w zagrodzie?

Media Rodzina, Poznań 2022.

Niespodzianki

Mali odbiorcy zyskują zabawkę - książkę interaktywną, wymuszającą samodzielne działania i testowanie wyobraźni. Kicia Kocia i Nunuś - czyli bohaterowie z bardzo popularnej i lubianej przez najmłodszych serii - wybierają się na wieś. To okazja do poznawania elementów przyrody, ale też - charakterystycznych cech wiejskiego pejzażu. Opisy zredukowane są do minimum i opierają się na rozmowie Kici Koci z Nunusiem (a w domyśle - autorki z małymi odbiorcami). Zwykle pada pytanie, gdzie znajduje się coś, co należy wskazać - a wcześniej znaleźć. Nie jest to łatwe, bo Anita Głowińska nie proponuje zwyczajnej wyszukiwanki. Zamiast tego ma dla dzieci zabawę - kartonowy picture book z okienkami. Spora część odpowiedzi kryje się pod otwieranymi elementami stron. Ale zanim się na nie trafi...

Zabawa opiera się tutaj na połączeniu niespodzianki i logicznego myślenia. Jeśli ktoś wie, czym charakteryzuje się poszukiwany motyw, będzie mógł z dużym prawdopodobieństwem wskazać odpowiednie okienko (wówczas radość z rozwiązania zagadki będzie automatycznie też nagrodą dla odbiorców). Jeśli ktoś nie ma pojęcia, albo chce się bawić, może wykorzystywać zestaw okienek do odkrywania pomysłów autorki. Pod każdym okienkiem pojawia się drobiazg, który ucieszy maluchy: czasem to jakiś przedmiot charakterystyczny dla wiejskiego otoczenia, częściej - zwierzę (które, w dodatku, wydaje dźwięki, co zapewnia możliwość dźwiękonaśladowczej zabawy). W ten sposób najmłodsi odbiorcy mogą między innymi ćwiczyć zapamiętywanie nazw, albo trenować pamięć. Spróbują swoich sił w narracji (i w udzielaniu odpowiedzi na pytania dorosłych). Poczują się też jak bohaterowie tomu - bo przecież uczestniczą w poszukiwaniach na równi z Kicią Kocią i Nunusiem (zwłaszcza z Nunusiem - to postać najbardziej tu eksponowana). Anita Głowińska wprowadza ilustracje proste i duże, takie, by nie zamęczać dzieci szczegółami, ale żeby zapewnić im rozrywkę. Kicia Kocia jest postacią uroczą, ale nie przesłodzoną - to bohaterka budząca ciekawość i najlepiej oprowadzająca odbiorców po rzeczywistym świecie. Jest też zatem przewodniczką po wiejskim krajobrazie. Na wsi dzieje się dużo, ale przede wszystkim można zaglądać do kolejnych gospodarskich zwierząt - to coś, czym autorka może przyciągnąć dzieci do książki. Tomik przyciąga uwagę kolorami i samym motywem otwieranych okienek - to rozrywka, którą najmłodsi bardzo lubią. Anita Głowińska umiejętnie wykorzystuje motyw cenionych przez maluchy postaci i - okienek zapewniających interaktywność i ćwiczenie sprawności manualnej. To wyzwanie intelektualne, ale też przełamanie zwyczajności książeczek: kolejna lektura, która zamienia się w zabawkę i prowadzi najmłodszych przez elementy edukacyjne. "Kto mieszka w zagrodzie" to propozycja, która zachęca dzieci do działania i do ćwiczenia słownictwa. Fakt, że można zarzeć do kurnika, do stawu, na drzewo czy za krzak przekonuje, że warto bawić się tomikiem - a liczne niespodzianki (ślimak w ulu!) rozśmieszą maluchy.

niedziela, 25 lipca 2021

Anita Głowińska: Kicia Kocia na plenerze

Media Rodzina, Poznań 2021.
Malowanie Ta książka jest dowodem na to, że Anicie Głowińskiej nie brakuje pomysłów na rozwój serii. Po przejściu wszystkich obowiązkowych tematów związanych z dzieciństwem i edukowaniem kilkulatków w kwestiach codziennych, Kicia Kocia zabiera się za rozrywki. Przygotowuje maluchy na różne pomysły na spędzanie wolnego czasu czy zabicie nudy. "Kicia Kocia na plenerze" to opowieść o tym, jak to bohaterowie wybrali się na plener malarski - wszyscy spakowali (z pomocą rodziców) sztalugi, podobrazia i farby i ruszyli na wycieczkę do lasu, żeby tam szukać inspiracji do tworzenia. I właściwie to mogłoby wystarczyć: wygląda jak ciekawa przygoda, niektóre maluchy nie spróbowały jeszcze takiego doświadczenia, więc mogą zyskać tu inspirację (zwłaszcza jeśli do pomysłu zapalą się ich rodzice). Ale Kicia Kocia, testerka rozrywek wszelkich, tym razem nie ma większej ochoty na malowanie. Chociaż jej przyjaciele natychmiast wymyślają, co utrwalą na płótnie (a niektórzy zmieniają zdanie w trakcie pracy i wybierają nowy temat, co też nie stanowi problemu), Kicia Kocia malować nie chce. I wolno jej - zamiast paćkania farbami, decyduje się na kontemplację. To trudne słowo zostaje w opowiastce wyjaśnione, tak, żeby dzieci je sobie utrwaliły i żeby poszerzyły kompetencje językowe. Funkcjonuje też jako idealny wyzwalacz żartów językowych, co pokazuje, że Anita Głowińska dobrze się czuje w historyjkach dla najmłodszych. "Kicia Kocia na plenerze" to prosta podpowiedź, co zrobić, kiedy nie wiadomo, czym się zająć. Dzieci mogą pójść w ślady swoich ulubionych bohaterów - a nawet przygotować wspólnie wystawę prac. Mogą też posłużyć się przykładem Kici Koci i zrozumieć, że nie muszą postępować tak samo jak wszyscy, jeśli nie mają na to ochoty - nie ma nic złego w tym, że wybiorą własną drogę. Trzeba tylko odwagi do takiego działania, a także pogodzenia się z efektami. Przyjaciele bohaterki są empatyczni i sprawdzają, czy nie będzie jej przykro, jeśli sami zajmą się działaniami artystycznymi. Na szczęście Kicia Kocia wkrótce nabiera ochoty (a może łapie wenę) na malowanie. Jest tu - jak zwykle - bardzo kolorowo. Anita Głowińska stawia na nasycone barwy i chce, żeby ich moc przyciągała dzieci. To w końcu książeczka nie tylko do czytania, ale przede wszystkim do oglądania. Kicia Kocia ma wielu fanów, tutaj trafi do nich bez problemu. Jako bohaterka, która dzielnie testuje kolejne zadania do wykonania, może posłużyć jako wskazówka dla rodziców. Dzieci chętnie pójdą w jej ślady i sprawdzą, co robi się podczas plenerów malarskich. Dzięki niej kilkulatki w ogóle dowiedzą się, że w taki sposób można szukać inspiracji do prac plastycznych - co być może pozwoli im rozwijać wyobraźnię.

wtorek, 22 grudnia 2020

Anita Głowińska: Kicia Kocia i Nunuś. Jaki to zawód?

Media Rodzina, Poznań 2020.

Zagadki

Anita Głowińska wie, jak przekonać do siebie najmłodszych. Najpierw podbiła rynek serią o Kici Koci, później stworzyła jej młodszego braciszka, żeby trafić też do młodszego rodzeństwa przedszkolaków. Kolejnym krokiem stało się proponowanie odbiorcom książek-gadżetów, tych, które rozwijają umiejętności i pozwalają ćwiczyć logiczne myślenie albo słownictwo. "Kicia Kocia i Nunuś. Jaki to zawód?" to publikacja kartonowa. Picture book z zaokrąglonymi rogami urzeka kolorystyką - ale nie tylko. Już na etapie pomysłu jest to dobra książka. Każda rozkładówka to jedna zagadka dotycząca zajęć i zawodów. Na początek - jednoakapitowy komentarz dotyczący tego, czym akurat zajmują się bohaterowie. Zwykle Kicia Kocia i Nunuś czegoś potrzebują, żeby ich działania były pełne. To pierwsze zadanie dla dzieci: należy znaleźć niezbędny przedmiot. Znaleźć - to znaczy przeszukać kolejne półki czy szuflady. Każda strona ma kilka okienek wtopionych w grafiki tak, by dawało się odchylać drzwiczki namalowanych szafek. Po otwarciu okienka ukazują się przedmioty, które niekoniecznie przydadzą się akurat postaciom, stanowią jednak miłe zaskoczenie dla dzieci. Maluchy będą mogły opowiadać, co odkryły w kolejnych miejscach - i w ten sposób ćwiczyć słownictwo. Druga strona każdej rozkładówki to miejsce na podstawową zagadkę - kim są Kicia Kocia i Nunuś. Całą rozkładówkę wypełnia duża ilustracja związana z różnymi pomieszczeniami - tak, by za każdym razem można było zmieniać klimat rysunku i miejsca do przeszukania. Pomieszczenia różnią się kolorami tła albo umeblowaniem - i obecnością różnych sprzętów. Każdorazowo otwarcie drzwiczek lub szuflad - okienek w książce - łączy się z nowym odkryciem. W środku można znaleźć różne rzeczy - dzieci będą musiały opisać, co mieści się w danym meblu. Tylko w przypadku zawodu pojawi się podpowiedź - sylwetki Kici Koci i Nunusia też namalowane zostały na okienkach i po ich otwarciu odbiorcy przekonają się, jak wygląda fachowy strój, a także - jak nazywa się zawód. Okienka są mniejsze i większe, za każdym razem ich obecność zdradza nie tylko wycięcie w stronie, ale również miejsce na palec - by łatwiej było je odginać. W ten sposób dzieci ćwiczą spostrzegawczość i umiejętności manualne. Tomik zapewnia więc rozwój na różne sposoby i szybko się nie znudzi. Zwłaszcza atmosfera odgadywania, co może być za którymi okienkami spodoba się maluchom - to w końcu niespodzianka, jakich często w lekturach dzieciom brakuje. Anita Głowińska wykorzystuje fakt, że najmłodsi lubią zagadki. To, co ukrywa się pod okienkami, czasami może też rozbawić albo wywołać zaskoczenie - więc warto zapewnić najmłodszym tego typu rozrywkę.

Zwłaszcza że jak zawsze u Anity Głowińskiej - grafiki są tu przyjemne dla oka. Odbiorcom (zarówno dzieciom, jak i ich rodzicom) spodobają się rozwiązania kolorystyczne, proste kształty, ale niewygładzane komputerowo kontury i wypełnienia barwne. Przy tym tomiku dzieci będą mogły zadawać pytania rodzicom, ale też - bawić się samodzielnie, towarzysząc Kici Koci i Nunusiowi. To publikacja, która przyciąga dzięki możliwości zabawy. Jest zestawem ćwiczeń. Skonstruowana według sprawdzonego schematu książeczka zapewnia sposób na nudę, pozwala na długie spotkanie z ulubionymi bohaterami. Zdarza się, że autorka mocno utrudnia dzieciom zadanie - przecież nie każdy maluch wie, czym jest ciśnieniomierz. Takie wyzwania mogą się podobać.

poniedziałek, 14 grudnia 2020

Anita Głowińska: Plac zabaw / Playground

Media Rodzina, Poznań 2020.

Lekcja angielskiego

W Akademii Kici Koci Anita Głowińska nie poprzestaje na prostych i częstych w dziecięcych seriach banałach. Znudziło jej się podążanie za stereotypami i chociaż takie też proponuje, bo przecież Kicia Kocia to seria konkurencyjna i powinna odpowiadać na potrzeby najmłodszych, wybiera też bardziej ambitne tematy. "Plac zabaw/Playground" to kartonowy picture book, w którym znani dzieciom bohaterowie - Kicia Kocia, Nunuś (młodszy brat Kici Koci) oraz przyjaciele Kici Koci - uczą odbiorców angielskiego. Anita Głowińska wybrała bardzo sympatyczny sposób prowadzenia opowieści. Nie przytacza podwójnej narracji, jednak niektóre zwroty (zwłaszcza te wygłaszane przez bohaterów do siebie nawzajem) i niektóre fragmenty opisów podaje w dwóch wersjach. Pierwsza wersja to polskie kwestie, druga - kolorowa - te same, angielskie. Dzięki temu autorka nie będzie męczyć dzieci, za to zaspokoi ich ciekawość i przyzwyczai do obcych słówek oraz zwrotów.

Kicia Kocia i Nunuś po polsku i angielsku mówią do siebie oraz do znajomych (a przyjaciele w ten sam sposób odpowiadają). Akcja nie należy do szczególnie skomplikowanych: oto bohaterowie postanawiają spędzić czas tak, jak lubią najbardziej - czyli wyjść na plac zabaw. Dzieci dzielą się tą informacją z życzliwymi sąsiadami, a już na placu zabaw podejmują decyzje, z których urządzeń korzystać. Dzięki temu przez cały czas muszą ze sobą rozmawiać i upewniać się, które co wybrało, a także powtarzać część informacji - a to sposób na utrwalenie odbiorcom zwrotów. Nie można tu się spodziewać bardziej rozłożystej fabuły, zresztą w kartonowych picture bookach nie ma na to miejsca. Anita Głowińska przyzwyczaiła do zwyczajności w swoich książeczkach - i tym bardzo dzieci kusi. Tak jest też tym razem. Nie ma wrażenia, że uczy angielskiego - nie trzeba też podejmować dodatkowego wysiłku, żeby czytać angielskie teksty, same wpadają w oko przy okazji śledzenia przygód bohaterów. To się bardzo dobrze sprawdza: to droga do edukacji za pomocą rozrywki. Kicia Kocia i Nunuś nie rozpraszają się przez to, bardzo swobodnie posługują się obcymi słówkami - sprawia to, że i dzieciom udzieli się owa swoboda. A ponieważ Anita Głowińska nie robi wielkiej sprawy z tego, że bohaterowie posługują się językiem angielskim i zachowuje się tak, jakby to było zupełnie naturalne dla serii - znacznie łatwiej będzie jej przekonać odbiorców do podserii. Tu nikt nikogo nie zmusza do pracy ani do wysiłku umysłowego, nie ma mowy o koncentrowaniu się na lekcji. I to najlepsza droga do edukacji. Nie ma na rynku drugiej takiej publikacji - czy serii - doskonale przemyślanej i bazującej na uznanych już bohaterach.

Jak zwykle u Anity Głowińskiej, są tu mocne, nasycone kolory i wyraziste kształty z mocnymi konturami. Jednak nie ma wrażenia kreskówkowości czy komputerowych grafik -Anita Głowińska celowo pozostawia ślady pędzla, nierówne plamy kolorów, różne odcienie w sylwetkach bohaterów. To rozwiązanie, które niby nadaje infantylności obrazkom, a jednak staje się bardzo urokliwe i może się podobać także dorosłym odbiorcom. Fani Kici Koci zresztą doskonale wiedzą, że Anita Głowińska to gwarancja grafik na wysokim poziomie. Warto sprawdzić, co ma do zaoferowania, zwłaszcza że cykl przygód Kici Koci rozwija się imponująco i oznacza szereg eksperymentalnych i edukacyjnych lub rozrywkowych podserii. Ta autorka ma sporo do zaoferowania najmłodszym.

sobota, 16 maja 2020

Anita Głowińska: Akademia Kici Koci. Kolory

Media Rodzina, Poznań 2020.

Na zmysły

Przeważnie tomiki edukacyjne dla najmłodszych dzieci – te kartonowe i na bazie rysunków – są mocno ograniczane, autorzy uznają, że wystarczą proste komputerowe ilustracje i – ewentualnie – podpisy pod kolorami. Anita Głowińska odrzuca taką formę, w cyklu Akademia Kici Koci dba o jakość. Kartonowa publikacja spodoba się maluchom i ich rodzicom. To propozycja dla młodszego rodzeństwa fanów Kici Koci – a ważna jest nauka kolorów. Każda rozkładówka realizuje określony schemat: najpierw wielka nazwa koloru i cztery drobne rysunki, wszystko na tle omawianego właśnie koloru. Zamiast podpisów pod obrazkami – zawsze to samo pytanie, o nazwę barwy prezentowanego przedmiotu. Na drugiej części rozkładówki widnieje większa ilustracja – scenka z codzienności Kici Koci oraz Nunusia. Podpis – zawsze taki sam, że wszystko jest w jakimś kolorze, nawet Kicia Kocia i Nunuś. Żeby było jeszcze ciekawiej, Anita Głowińska kolorowe przedmioty prezentowane na pierwszej części rozkładówki bierze bezpośrednio z drugiej strony – można je potem wskazywać. Głowińska wie, jak urozmaicać lekturę czy też raczej oglądanie tomiku – „duże” obrazki to całe scenki z codzienności Kici Koci oraz Nunusia, zróżnicowane. Raz bohaterowie przygotowują się do posiłku, raz – do pracy. Mogą spędzać wolny czas pod palmami albo na placu zabaw. Mogą korzystać z łazienki, jeść podwieczorek czy układać klocki. Za każdym razem dominuje na rozkładówce omawiany kolor. Wypełnia tło, pojawia się na przedmiotach, ale i na ubraniach bohaterów czy innych, niewyróżnionych graficznie rekwizytów. Co oznacza, że jeśli dorośli mają ochotę, mogą przedłużyć zabawę – zadawać pytania na temat barwy następnych rzeczy zaprezentowanych na rysunkach.

Grafiki są zawsze mocną stroną propozycji Anity Głowińskiej – nie inaczej będzie i tym razem. Chociaż pomysł na przedstawianie lekcji z nazwami kolorów nie jest nowy, tu zyskuje wartościową realizację. Głowińska przede wszystkim stawia na kolory nasycone i mocne – ale bawi się też odcieniami. Mogłaby wprawdzie wybrać monochromatyczność, ale obrazki z dominującą barwą stają się znacznie bardziej atrakcyjne. A u Anity Głowińskiej dodatkową wartością stają się ślady pędzla. W połączeniu z infantylnymi z założenia postaciami – to wskazówka dla dzieci, jak rysować ulubionych bohaterów. Niby prezentacja kolorów stanowi tu temat nadrzędny, jednak autorka wykorzystuje go jeszcze do innego celu – prezentuje rozkład dnia (albo roku) Kici Koci i Nunusia. Odbiorcy mogą się zastanawiać między innymi nad prawdopodobną porą dnia lub miejscem, w którym przebywają postacie. Maluchy dostaną szansę opowiedzenia, co widzą na obrazkach – tak, że kiedy znudzi się im już gra w kolory, pojawią się w zależności od wyobraźni rodziców kolejne zabawy angażujące najmłodszych. W „Kolorach” narracji jako takiej nie ma, nawet wersji picturebookowej – za to książka jest silnie interaktywna. Zmusza dzieci do wytężania umysłu i do ćwiczenia nowych umiejętności. Z Kicią Kocią i Nunusiem to jednak ogromna przyjemność. „Kolory” Anity Głowińskiej przydadzą się każdemu maluchowi i nie ma znaczenia, że takich pozycji na rynku jest sporo. Głowińska zdecydowanie wygrywa.

środa, 8 kwietnia 2020

Anita Głowińska: Akademia Kici Koci. Pojazdy

Media Rodzina, Poznań 2020.

Na kołach

Można przygotować banalny picture book z obrazkami i podpisami do nich, ale Anita Głowińska w cyklu Akademia Kici Koci postanawia postawić poprzeczkę dzieciom wyżej – i to znacznie wyżej. Nie traci z oczu formy, jej tomik „Pojazdy” to w dalszym ciągu książeczka z mnóstwem przyjemnych dla oka ilustracji i z kartonowymi stronami, ze słowniczkiem, który każdy maluch powinien poznawać. Łatwo będzie zachęcić kilkulatki do przeglądania z rodzicami tej pozycji – przecież dotyczy ona podstawowych zainteresowań dzieci. Kicia Kocia razem ze swoim małym bratem Nunusiem idzie na spacer i po drodze mija rozmaite pojazdy. Za każdym razem pojawia się drobny komentarz, zagadka, rozwiązanie – które zawiera konkretną nazwę – oraz onomatopeja, którą prawdopodobnie posłuży się najmłodszy członek rodziny, tak jak Nunuś. I tak po kolei dzieci poznają tu rower, motocykl, pojazdy uprzywilejowane, tramwaj, ciężarówkę, koparkę i wiele innych. Wiele – jak na tomik dla najmłodszych. Propozycja Anity Głowińskiej robi wrażenie.

Spodoba się dzieciom forma książeczki. Oto Kicia Kocia i Nunuś przedstawieni w jednym lub dwóch zdaniach. Ich zajęcia przerywa pojawienie się konkretnego pojazdu – i, co za tym idzie, zagadki. Na rozkładówce w części z „narracją” widać od razu, co jest przedmiotem pytania, nie trzeba nawet się zastanawiać, wystarczyłoby podać nazwę – która padnie na drugiej części rozkładówki. Tu odbiorcy mają do czynienia z pełnostronicowym obrazkiem, który przedstawia bohaterów już w jakimś kontekście, w otoczeniu przyrody albo miasta – razem z omawianym akurat pojazdem w odpowiednich dla niego okolicznościach. Dzięki temu dzieci szybko przekonają się, że rower dobrze sprawdza się na ścieżce w lesie, a pociąg można zobaczyć na peronie – na torach. Dodatkowo onomatopeje pod rozwiązaniem zagadki to sposób na dotarcie do tych dzieci, które jeszcze nie posługują się zwykłymi określeniami, a nazywają świat po swojemu – Anita Głowińska dzięki takiej zabawie bez trudu do nich dotrze i zachęci do powtarzania dźwięków, co samo w sobie będzie przyjemną rozrywką.

„Pojazdy” to książeczka, która bardzo cieszy. Jak wszystkie opowieści o Kici Koci, chociaż nie ma tu specjalnej fabuły, przykuwa uwagę jakością wykonania ilustracji – autorka stawia na pozorną naiwność i na ślady pędzla, które widać w deseniach. Kolory są soczyste i nasycone, teksty – przejrzyste. Cała seria (podseria, bo przecież Kicia Kocia ma już ugruntowaną pozycję na rynku) spodoba się dzieciom i ich rodzicom – warto na nią zwrócić uwagę. Może i Anita Głowińska nie proponuje czegoś nowego – bo nawiązuje do istniejących, zwłaszcza licencyjnych propozycji – ale jakością wynagradza wtórność. Kicia Kocia jest znakomitą przewodniczką po najbliższym otoczeniu dzieci – a teraz, jako starsza siostra, trafi jeszcze do maluchów, dostarczając im sporo radości.

niedziela, 10 marca 2019

Anita Głowińska: Kicia Kocia i Nunuś. W kuchni

Media Rodzina, Poznań 2019.

Zagadki codzienne

Najpierw wydawało się, że seria o Kici Koci zaspokaja potrzeby “literackie” (i rozrywkowe w ramach lektur) najmłodszych. Ale w pewnym momencie pojawił się Nunuś, młodszy braciszek Kici Koci – i seria w naturalny sposób zyskała kolejny podcykl. Z jednej strony chce autorka przez to przygotować czytelników na pojawienie się młodszego rodzeństwa - w końcu Nunuś to przyjemny dzidziuś, nie można się go bać. A do tego podsuwa wskazówki na temat wspólnych zabaw jeszcze zanim maluch będzie zdolny do włączenia się w typowe dla przedszkolaków rozrywki. Kartonowy i niewielki tomik “Kicia Kocia i Nunuś. W kuchni” to prosty dialog, jaki da się przeprowadzić z berbeciem (nieważne, czy w Kicię Kocię wcieli się starsze rodzeństwo, czy też - rodzice), wystarczy, żeby zaangażować dziecko w zwykłą czynność i dać mu nieco radości. Kicia Kocia idzie z malcem do kuchni i zadaje mu kolejne pytania (albo sugeruje, co jest potrzebne z przedmiotów tam się znajdujących). Nunuś doskonale wie, o czym mowa, bezbłędnie wskazuje na kolejne szafki czy szuflady, wydaje z siebie pojedyncze wyrazy, dziecinne określenia, którymi sugeruje odpowiedzi. Może się cieszyć z rozwiązywania zagadek, a przy okazji będzie przyswajać też pewne nowe pojęcia. Razem z Nunusiem w zabawie uczestniczyć będą mali odbiorcy – ci właśnie, którzy posługują się podobnymi onomatopejami.

Fabułka - jak zawsze w kolejnych częściach serii – jest prosta i opiera się na wyliczeniu. Kicia Kocia szuka potrzebnych przedmiotów, a jedna rozkładówka to jedno pytanie (z wyjaśnieniem). Pytanie to domena narratora, komentarze Nunusia wpasowane są w ilustracje, a pełnozdaniowe odpowiedzi wprowadzają dane istotne dla najmłodszych. Dzięki temu docelowi odbiorcy będą rozwijać słownictwo, uczyć się nowych nazw, już nie tych dzidziusiowych, a rzeczywistych. Poczują się też jak bohater opowieści - będzie się im udzielać radość z odgadnięcia zagadki czy ekscytacja połączona z odnalezieniem przedmiotu. Anita Głowińska odwołuje się do sytuacji domowych, znanych każdemu kilkulatkowi. Kuchnia nie jest przecież terenem zakazanym dla dzieci, trzeba jedynie przestrzegać kilku istotnych reguł. I te Nunuś już kojarzy, a nawet w swoim niezbyt jeszcze rozwiniętym słowniku potrafi wyrazić.

Dla najmłodszych atrakcją lekturową będą ilustracje. Kartonowy tomik jest malutki, nie wymaga siły przy przewracaniu “kartek” - dziecko nie zrobi sobie krzywdy nawet jeśli potraktuje książeczkę jak zabawkę. Anita Głowińska serwuje ilustracje nieskomplikowane, ale urzekające w dziecięcej naiwności. Skupia się na sylwetkach bohaterów - oni mają przyciągać uwagę i w pierwszej kolejności podsycać ciekawość - a niezbędnym uzupełnieniem relacji obrazkowej stają się tu kuchenne sprzęty lub szafki – miejsca ukrycia poszukiwanych przedmiotów. Nic więcej nie trzeba, zresztą zabawę da się kontynuować i po lekturze – wystarczy z dzieckiem wybrać się do kuchni i zadawać te same pytania, które wcześniej słyszał Nunuś - żeby sprawdzić, ile z bajki zapamiętała pociecha. Najprostsze rozwiązania wydają się najlepsze – i tutaj nie pojawią się wyobraźniowe ekstrawagancje, nie są potrzebne. Historyjka dostarczy i rozrywki, i elementów edukacyjnych.

niedziela, 3 marca 2019

Anita Głowińska: Kicia Kocia. Nie chcę się tak bawić!

Media Rodzina, Poznań 201.

Co się podoba

Co z tymi dziewczynkami? Nie chcą się bawić w porywanie księżniczek i zamykanie ich w lochach. Nie lubią być chwytane ani szarpane przez kolegów. Na podwórku Kici Koci pojawia się nowy chłopiec, który tego jeszcze nie wie – i trochę męczy Amelkę oraz Kicię Kocię swoją natarczywością czy fizycznym kontaktem. Na szczęście bohaterka serii Anity Głowińskiej zdaje sobie sprawę z tego, że w podobnych okolicznościach wątpliwości trzeba wyjaśniać jak najszybciej. Otwarcie mówi, że zabawy fajne są wtedy, kiedy podobają się wszystkim – a nie kiedy cieszą tylko część uczestników. Dobrze, że innym dzieciom trafia to do przekonania: i już wkrótce mogą zajmować się tym, co nikogo nie krzywdzi, nie męczy ani nie uraża.

Kicia Kocia pokazuje maluchom, że jeśli coś im się w codziennych rozrywkach nie podoba, nie muszą w tym uczestniczyć, za to zawsze warto rozmawiać o wątpliwościach i oczekiwaniach. Czasami wystarczy uświadomić innym, że coś jest nie w porządku – to lepsze niż zabawy na siłę i dopasowywanie się do pomysłów innych. Kicia Kocia doskonale to wie, a odbiorcy zaraz się dowiedzą – jest całe mnóstwo sposobów spędzania wolnego czasu, trzeba tylko chwilę pomyśleć, poszukać rozwiązania, które odpowiadałoby wszystkim. Na dowód tego bohaterka wprowadza zgadywanki: wszystkie dzieci po kolei pokazują (bez używania słów) wymyślone przez siebie zwierzę – pozostali mają odgadnąć, o jakie chodzi. Jest przy tym mnóstwo śmiechu, a maluchy są naprawdę kreatywne. Taką zabawę mogą powtarzać też niemal w nieskończoność odbiorcy. Ale podczas lektury mają też moment zgadywania: mogą wyprzedzać bohaterów, w końcu autorka opisuje, co dzieci robią i jakie odgłosy wydają. Po jednej kolejce podaje Anita Głowińska jeszcze zestaw zwierząt do odgrywania przez kilkulatki – na dobry start, można się poczuć jak Kicia Kocia. Zabawy dzielą się na te przyjemne dla wszystkich i na te, z których lepiej zrezygnować, żeby nikomu nie sprawiać przykrości.

Historyjka o Kici Koci jest przekonująca i bardzo praktyczna do zastosowania przez odbiorców w ich codzienności. Nie ma tu złych konsekwencji nieudanej zabawy, nie ma szeroko zakrojonych kłótni. Problem (częściowo niezawiniony) rozwiązuje się rozmową. Do tego Anita Głowińska urozmaica dziecięce pomysły, przypomina, w co można się bawić w grupie. Stara się, żeby prosta historia była dla małych odbiorców atrakcyjna, także ze względu na liczbę bohaterów – tu przecież roi się od dzieci, a wszystkie stają się bliskie kilkulatkom. Maluchy będą chciały śledzić opowiastkę (mogą się na niej uczyć czytać, bo jest tu duży druk i stosunkowo niewiele tekstu). Jak zwykle znakomita ilustratorka przyciąga też uwagę kolorami – intensywnymi, nasyconymi i wypełniającymi proste kształty. Głowińska tworzy postacie łatwe do przerysowania przez najmłodszych, jej rysunki są naiwne, ale przez to też urzekające. Cała ta seria wyróżnia się na rynku jakością wykonania – jak również przejściem od rytmu i tematyki charakterystycznych dla cykli edukacyjnych do informacji mniej oczywistych z perspektywy dorosłych, ale ważnych dla grupy docelowej. Kicia Kocia pokazuje dzieciom, jak postępować w sytuacjach budzących wątpliwości, pomaga i po prostu cieszy.

sobota, 2 marca 2019

Anita Głowińska: Kicia Kocia gra w piłkę

Media Rodzina, Poznań 2019.

Lekcja przyjaźni

Kuba jeździ na wózku inwalidzkim, nie może poruszać nogami. Pojawia się jako nowy kolega Kici Koci, żeby pokazać, że niepełnosprawność nie musi oznaczać rezygnacji ze wspólnej zabawy, nawet – zabawy ruchowej. Dzieci spotykają się w parku, żeby pograć w piłkę – Kicia Kocia starannie przygotowuje sobie sportowy strój i akcesoria. Już wkrótce wszyscy zajmą się ulubioną grą. I wtedy pojawi się Kuba. Chłopiec od razu wprowadza się do zabawy dzięki temu, że łapie piłkę, którą ktoś wykopnął bardzo daleko. Chwali się mocnym chwytem i refleksem – i sprawia, że pozostali modyfikują grę, żeby Kuba mógł do nich dołączyć: przecież zamiast kopać piłkę, można ją rzucać, śmiechu będzie tyle samo. Kicia Kocia razem z przyjaciółmi miło spędza czas – na świeżym powietrzu i w ruchu. Jeśli zatem odbiorcy zechcą pójść w ślady bohaterów – Anita Głowińska przyczyni się do poprawy zdrowia, kondycji i relacji społecznych najmłodszego pokolenia. Oczywiście w samej bajce nie ma miejsca na pouczenia i na przekonywanie maluchów do uprawniania sportu (w wymiarze rozrywkowym), tu po prostu postacie świetnie się ze sobą czują, gra dostarcza im sporo emocji i radości. Wystarczy piłka i towarzystwo. W tym wypadku ważne jest pokazanie, że niepełnosprawność nie ogranicza, Kuba nie stanowi dla dzieci żadnej sensacji. Owszem, autorka sięga po uproszczenie (nie każdy na wózku może grać w piłkę) – istotne jest jednak, że nikt nie dziwi się nowemu koledze ani do niego nie uprzedza. To może być początek ładnej przyjaźni, a dla maluchów ważna wskazówka.

Anita Głowińska nie komplikuje tu przesadnie fabuły – kilkoro bohaterów znanych odbiorcom ma określony cel – i go realizuje. Gra w piłkę przyciąga tu uwagę. Specjalnie autorka od początku nie precyzuje, czy to piłka nożna, ręczna czy jeszcze inna, wie, że sportowe zabawy u kilkulatków mają dość płynne granice. To pozwala łatwiej niż zwykle zasugerować temat do rozmowy. Jeśli w otoczeniu małego odbiorcy znajduje się ktoś niepełnosprawny, Kuba z bajki zainicjuje potrzebne czasem wyjaśnienia – jeśli dziecko do tej pory nie zetknęło się z osobą na wózku, w tej bajce zobaczy, że nie ma się czemu dziwić. Anita Głowińska zwalcza uprzedzenia, a przecież tytułem (i kierunkiem zapowiadanej akcji) wcale nie sugeruje, że poruszy kwestię tolerancji wobec inności. Unika wrażenia sensacji – Kuba to kolejne zwyczajne dziecko, jak Pacek czy Julianek. Na takich lekturach warto wychowywać najmłodszych – żeby w przyszłości unikać problemów o wymiarze społecznym.

Narracji nie ma tu zbyt wiele, autorka skupia się na przedstawieniu sytuacji znanej dzieciom (gry w piłkę) tak, żeby emocje bohaterów udzielały się natychmiast odbiorcom. Do tego proponuje wyraziste ilustracje, malunki z uśmiechniętymi postaciami. Jak zawsze – sylwetki są duże, miny wyraźne. Ilustracje przypominają rysunki dzieci – z pozoru niewprawne, naiwne, ze śladami pędzla, z nierównymi plamami koloru. Bohaterów dość łatwo jest samodzielnie namalować, a do tego robią sympatyczne wrażenie. Uwagę przyciągają zabawkowe rekwizyty, ale też nasycone kolory z tła. Soczystość barw zaprasza do odwiedzania tej bohaterki w jej sielskiej codzienności. Kicia Kocia daje dzieciom dobry przykład, niezależnie od tego, czy historyjka dotyczy przełamywania lęków, czy – organizowania wolnego czasu. Przy okazji może autorka wpajać odbiorcom cały system wartości – na marginesie rozrywki. To seria, która ma mocną pozycję na rynku – nieprzypadkowo.

niedziela, 3 lutego 2019

Anita Głowińska: Kicia Kocia i Nunuś. Gdzie jest szczurek?

Media Rodzina, Poznań 2018.

Bez wyjścia

Wyszukiwanka, która zakłada większą niż w typowych picture bookach aktywność dziecka to coś, co zapewni maluchom nie tylko sporo dobrej zabawy, ale jeszcze ćwiczenie sprawności manualnej. Kartonowe książeczki stały się na nowo atrakcyjne za sprawą otwieranych okienek, pod którymi ukrywać można niespodzianki dla kilkulatków. I tak Kicia Kocia razem z Nunusiem stają się kolejnymi bohaterami dążącymi do poszukiwania zaginionych przedmiotów. Do zabawy oczywiście zaproszą odbiorców. A wszystko zaczyna się w sytuacji dzieciom i dorosłym doskonale znanej: Kicia Kocia i Nunuś mają iść na spacer, ale Nunuś nie wyjdzie bez szczurka, swojej ulubionej maskotki. To pretekst do – nomen omen – myszkowania po całym domu, dla czytelników możliwość sprawdzenia, jakie schowki warto przeszukać u Kici Koci, dla bohaterów - chwila napięcia.

Kicia Kocia i Nunuś razem przemierzają kolejne pomieszczenia. Mogą zaglądać do szafek i szuflad, pod poduszki i porozrzucane przedmioty, do garnków i pod gazety. Mogą nawet sprawdzić, czy szczurek nie wpadł do sedesu – i to powinno dzieci bardzo ucieszyć. Każde miejsce w domu to szereg skrytek, w których bez trudu zmieściłby się szczurek. Jednak – dla dobra niby-fabuły - nie może się zmieścić, rozwiązanie zagadki pobytu maskotki to przecież puenta opowieści. Na razie zatem szczurka nie będzie, co podkreśla każdorazowo komentarz na rozkładówce. Będzie za to wyszukiwanie kolejnych klapek i sprawdzanie, co się pod nimi kryje. Okienek w tym tomiku jest 57, więc dzieci zajmą się publikacją na długo, zwłaszcza że za pierwszym razem otwarcie niektórych, co bardziej skomplikowanych kształtów, wymagać będzie trochę uwagi.

Sama opowieść nie jest zbyt skomplikowana tekstowo – ale wzbogacą ją z pewnością opowiadania o odkryciach dokonywanych dzięki okienkom. Nagle trzeba będzie dodać, co znajduje się u Kici Koci w zlewie, a co za piłką - i w ten sposób książka zacznie się rozrastać. Narrację prowadzić mogą dorośli, żeby rozbudowywać słownictwo pociech – ale i same dzieci, dla których będzie to rodzaj zgadywanki. Fakt, że nie wiadomo, czy autorka pójdzie w kolejnym okienku w absurd czy w rzeczywiste i naturalne znaleziska – uprzyjemnia zabawę i dodaje humoru do książeczki. Maluchom spodoba się na pewno możliwość dokładnego poznawania domu Kici Koci – sama nieobecność szczurka nie będzie aż tak absorbująca. Tomik jest kolorowy i nieprzeładowany przedmiotami, Anita Głowińska wie dobrze, jak zrównoważyć proporcje i sprawić, żeby dzieci nie męczyły się przy zabawie. Używa przyjemnych odcieni, a lekturę dodatkowo jeszcze umila widocznymi śladami pędzla, fakturą barwnych plam. To coś, co warto docenić, gdy na rynku królują tomiki wygładzane komputerowo aż do przesady.

Kicia Kocia i Nunuś szukają szczurka w różnych miejscach i żeby odbiorcy na koniec zabawy nie przeoczyli miejsca ukrycia maskotki, autorka podpowiedź (bardzo nachalną) zamieszcza już w samym tekście. Ale i tak nie odbierze w ten sposób rozrywki: dzieciom bardziej niż szukanie i sprawdzanie, co kryje się pod okienkami, spodoba się samo otwieranie owych okienek, nietypowe przy lekturze zajęcie. To jeden z pomysłów, jak przekonać najmłodszych do książek.

sobota, 2 lutego 2019

Anita Głowińska: Kicia Kocia. Co z tymi śmieciami?

Media Rodzina, Poznań 2018.

Problem odpadków

Dbanie o środowisko jest bardzo ważne i najlepiej uświadamiać odbiorcom od najmłodszych lat, dlaczego należy segregować śmieci. Bierze się za to Anita Głowińska dzięki Kici Koci oraz Packowi. Mała bohaterka jak zwykle jest bardzo ambitna i wszystkiego ma zamiar się dowiedzieć. Kiedy wychodzi z babcią po zakupy, zabiera lnianą torbę, żeby nie trzeba było kupować jednorazowych plastikowych reklamówek. Postanawia też zabrać śmieci, żeby wyrzucić je po drodze. To okazja do powtórzenia, gdzie jakie opakowania wyrzucać (po takiej lekcji nie tylko łatwiej będzie odbiorcom zapamiętać zasady – dzieci zechcą jeszcze wypróbować doświadczenie Kici Koci i samodzielnie wyrzucić posegregowane w domu śmieci do odpowiednich pojemników). Babcia przy okazji daje też odrębne pouczenie dotyczące wyrzucania starych lekarstw – nie można pozbywać się ich ot tak, ważne, by odnieść do apteki. Kicia Kocia sporo wie, ale też i nowych rzeczy się dowie, a wraz z nią maluchy. Nie trzeba długich tłumaczeń, żeby - chociażby - pojąć, dlaczego plastik jest szkodliwy dla środowiska. Pacek towarzyszy Kici Koci – z przyjaciółmi zawsze lepiej i raźniej, o tym bohaterka wiele razy zdążyła się przekonać.

Jak zwykle Anita Głowińska uwodzi dzieci kolorami, łagodnymi kształtami i śladami pędzla. Wyraźna jest tu faktura farb, a to zawsze kusi - zwłaszcza w czasie, gdy rynek zalewają komputerowe grafiki, idealne – za to bez duszy. Nierówności w tym wypadku przypominają ilustracje wykonywane przez dzieci - każdy maluch będzie mógł naśladować autorkę i samodzielnie tworzyć rysunkowe przygody Kici Koci. Tu każdy bohater ma swój charakter, każdy wygląda inaczej, łatwo ich rozpoznawać - tak Głowińska buduje porozumienie z kilkulatkami. Książeczka - co dla nikogo nie powinno być zaskoczeniem – urzeka mocnymi ale nie rażącymi kolorami, intensywność barw to magnes dla dzieci. Proste kształty i sylwetki kojarzą się z naiwnymi rozwiązaniami, dziecięcym stylem – autorka w ten sposób pokazuje, jak mówić do najmłodszych. Dokłada do picture booka również prostą narrację, opowiada, co się dzieje – i o co chodzi postaciom, wplata zgrabne pouczenia, robi to, co trzeba, żeby dzieciom zapadły w pamięć potrzebne informacje. Zajmuje się edukowaniem najmłodszych, ale dostarcza im też rozrywki. Operuje pozytywnymi emocjami: tu wszystko opiera się na ciekawości bohaterów, na energii i entuzjazmie. Kicia Kocia nawet z wyrzucania śmieci może uczynić zabawę, a to już wielka zasługa Anity Głowińskiej. Po szeregu całkiem konwencjonalnych opowiastek o poznawaniu codzienności i otoczenia przez kilkulatki autorka może przejść w bardziej zaawansowane tematy. W dalszym ciągu uczy maluchy czegoś ważnego, ale rezygnuje z infantylności w zagadnieniach wiodących. Dla dzieci Anita Głowińska ma zawsze przygodę, humor i trochę ciekawostek, mnóstwo kolorów i ciepła. Niewielkie tomiki pozwalają zaprzyjaźnić się z bohaterką - jest już ich imponująca kolekcja. Teraz Kicia Kocia może zrobić coś dla dbania o środowisko - przyczynić się do szerzenia świadomości wśród maluchów. Jest bardziej przekonująca niż poważne pogadanki, na dłużej też zapadnie w pamięć.

niedziela, 27 stycznia 2019

Anita Głowińska: Kicia Kocia i Nunuś. Bardzo fajna rodzina

Media Rodzina, Poznań 2018.

Zwiedzanie domów

Anita Głowińska dała się poznać szerokiemu gronu odbiorców za sprawą malowanej serii małych edukacyjnych książeczek o Kici Koci – dostarczających dzieciom i rozrywki, i wiedzy z codziennych wydarzeń. Stopniowo zaczęła jednak odpowiadać na zapotrzebowanie rynku i wprowadzać kolejne podcykle – najpierw zestaw kolorowanek, później – serię Kicia Kocia i Nunuś (dla młodszego rodzeństwa fanów kilkulatki), wreszcie przyszła kolej na coś, co na chińskim rynku od pewnego czasu robiło furorę – na „otwierane” elementy grafiki. To znów Kicia Kocia i Nunuś, chociaż w wersji kartonowych i większych formatowo książek. Fabuła nie jest skomplikowana, zresztą – nie może taka być, skoro dziecko i tak nie skupi się na treści bajki, a na zabawie. Tę można będzie rozciągać prawie w nieskończoność, dzięki dawce tajemnic. W tomie „Bardzo fajna rodzina” Kicia Kocia i Nunuś wybierają się do pani Kwiatek, żeby złożyć jej urodzinowe życzenia. Zanim tam jednak dotrą, czeka ich sporo odkryć – podobnie jak małych odbiorców.

Za każdym razem – czyli w każdym nowym miejscu – Nunuś pyta, czy tu mieszka pani Kwiatek. Żeby się tego dowiedzieć, trzeba zwyczajnie zajrzeć do wybranego domu, bloku, do kamienicy, willi, wieżowca itp. Za każdym razem też (aż do finału) Kicia Kocia odpowiada, że to mieszkanie innej ciekawej rodziny – ale to podsumowanie czynności, które wykonają dzieci. Należy bowiem znaleźć otwierany element książeczki, drzwi, okno, ale czasem też i krzaczek – i sprawdzić, co się pod nim kryje. Zwłaszcza za pierwszym razem ta zabawa będzie ekscytująca, z czasem nie tylko dzieci zapamiętają, kto gdzie mieszka, ale jeszcze wyrobią się nieco ruchome fragmenty książeczki i dużo łatwiej będzie znaleźć te miejsca, do których należy zajrzeć. Pod okiennicami czy drzwiami znajdują się drobne grafiki. Czasami przedstawiają rodzinne scenki, mamy kładące dzieci do łóżeczka, wspólne domowe zabawy i wybryki, pojedynczą postać, która jest czymś zajęta. Innym razem można znaleźć przedmiot albo zwierzę. Każde z takich odkryć ma swoją wagę i pozwala rozwinąć zupełnie osobną opowieść – tutaj wyobraźniowo mogą popisać się rodzice, starsze rodzeństwo albo sami odbiorcy, którzy będą relacjonować, co zaobserwowali w kolejnym odwiedzonym domu. Tomik zawiera 41 otwieranych okienek, a to oznacza, że na każdej rozkładówce pojawi się kilka miejsc „ukrytych”, zagadkowych i rozbudzających ciekawość malucha – książka pozwala ćwiczyć sprawność manualną, a do tego zapewnia sporo zabawy. Kicia Kocia i Nunuś stają się świetnymi przewodnikami po najbliższym otoczeniu. „Bardzo fajna rodzina” przekonuje maluchy, że warto poznawać sąsiadów, że każda rodzina jest fajna na swój sposób – z każdej można czerpać dobre wzorce. Anita Głowińska zapewnia dzieciom rozrywkę w dobrym gatunku i pomaga odpędzić nudę. Fabularnie nie dzieje się tu właściwie nic, ale każe okienko otwiera płaszczyznę dla nowych historii i bajek, a samo zaglądanie do drzwi i okien rodzi emocje podobne do tych przy rozpakowywaniu prezentów. Rodzicom zapewni więc ten tomik trochę czasu dla siebie, dzieciom – mnóstwo frajdy.

sobota, 18 lutego 2017

Anita Głowińska: Kicia Kocia w przedszkolu

Media Rodzina, Poznań 2015.

Zabawy

Kicia Kocia chodzi do przedszkola i bardzo się z tego cieszy. Stanowi nie tyle dobry przykład dla maluchów, co intrygującą zapowiedź przyszłości. Tomik Anity Głowińskiej „Kicia Kocia w przedszkolu” powinno się podsuwać dzieciom, które boją się nowego miejsca. Bohaterka własnymi doświadczeniami przekona wszystkich, że w przedszkolu jest ciekawie. A że kilkulatki często chcą naśladować Kicię Kocię – w tym również jej dzielność – mogą dokładnie przeanalizować kolejne działania.

Dzień Kici Koci pozbawiony jest narzekań czy stresów. mała bohaterka wstaje wcześnie rano i z szerokim uśmiechem wykonuje kolejne rutynowe czynności. Idzie z mamą do przedszkola, a tam nie przedłuża i nie celebruje pożegnania: wie, że mama przyjdzie po podwieczorku, a poza tym… przyjaciele już czekają. Wszystkie dzieci bawią się zabawkami, a pani wymyśla im coraz to nowe rozrywki. Kto jest głodny, dostanie drugie śniadanie, kto jest zmęczony po zabawie – idzie na leżakowanie (ale przymusu nie ma, można zamiast tego cichutko się bawić). Bogate w atrakcje jest i wyjście na plac zabaw. W przedszkolu nie można się nudzić, bo cały czas coś się dzieje. Nawet przykre przygody (Adelka gubi ukochaną spinkę do włosów) kończą się dobrze. Kicia Kocia świetnie się bawi. Zresztą nie da się inaczej w takim otoczeniu, w kręgu roześmianych dzieci. W przedszkolu nawet przy obiedzie nikt nie grymasi: posiłki są tak samo dobre jak w domu, a po wybrykach wszyscy robią się głodni. Nie ma drugiego miejsca, w którym tak przyjemnie spędzałoby się czas. U Anity Głowińskiej przedszkole zamienia się w mały raj, jest idealne dla maluchów, a uśmiechnięte buzie postaci jeszcze to podkreślają. Autorka dba o to, by każda strona przynosiła nowy temat, a niektóre w ogóle stanowiły szereg wyliczeń rozrywek, gier i ciekawostek. Na kolejnych rozkładówkach wiele jest zabawek lub pomysłów na wspólne działania – a wiadomo, że znacznie lepiej dzielić radości z przyjaciółmi. Kicia Kocia jest tu szczęśliwa i tak też nastraja małych odbiorców. Z podobnym nastawieniem łatwiej znosić niedogodności – choćby rozstanie z mamą. Ale w tej wersji przygód mama tylko by przeszkadzała, a gdy wydarzy się coś nieprzewidzianego – na miejscu jest pani, która pocieszy.

„Kicia Kocia w przedszkolu” to picture book ze znakomitej serii wychowawczej dla najmłodszych. Mały kwadratowy zeszycik pełen jest ilustracji o nasyconych kolorach. Głowińska skupia się tu na odwzorowywaniu znanych odbiorców postaci i drobnych atrybutów ich zajęć, rzadko buduje całe przestrzenie. Nie musi wprowadzać szczegółów tła – takie elementy tylko niepotrzebnie rozpraszałyby dzieci. Uwaga skupia się tu na bohaterach i ich zabawach, a to najlepsze możliwe rozwiązanie. Autorka dba o to, by dzieci na obrazkach prezentowały zachwyt i humor (na przykład w komicznych dla maluchów rymowankach na pożegnanie), a do tego – żeby przekazywały podpowiedzi co do tego, jak się bawić. Przedszkole przynosi w tym zakresie więcej możliwości niż dom i zapracowani rodzice. Anita Głowińska bardziej nawet rysunkami niż tekstem zachęca do korzystania z przedszkolnych atrakcji. Jej propozycja pełni na rynku ważną funkcję, pozwala na przyzwyczajenie dzieci do myśli o przedszkolu – i wyklucza stres.

Kicia Kocia to bohaterka, która samodzielnie testuje to, co do zaoferowania maluchom ma codzienność. To mała bohaterka, która lubi wyzwania i z optymizmem podchodzi do swoich zadań. Wydaje się na tyle ciekawa, żeby kilkulatki chciały ją naśladować jako swój autorytet – to postać przekonująca i zabawna jednocześnie. Anita Głowińska na rynku wydawniczym zaistniała dzięki tej ważnej dla najmłodszych serii – bo też i świetnie realizuje wyjściowy na nią pomysł.