* * * * * * O tu-czytam
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.

Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.

NIE KORZYSTAM Z AI.

Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com

środa, 16 grudnia 2020

Monika Utnik-Strugała: Idą święta. O Bożym Narodzeniu, Mikołaju i tradycjach świątecznych na świecie

Nasza Księgarnia, Warszawa 2020.

Tradycje

Przedświąteczny okres to idealny moment na takie lektury, dlatego książka Moniki Utnik-Strugały wraca na rynek w wersji uzupełnionej i wzbogaconej o nowe opowieści. "Idą święta. O Bożym Narodzeniu, Mikołaju i tradycjach świątecznych na świecie" to apetyczna publikacja, duża, ciężka i pięknie wydana - w sam raz na zestaw grudniowych wieczornych czytanek, pięknie ilustrowana, ale przy obrazkach Ewy Poklewskiej-Koziełło można się spodziewać najwyższej jakości strony graficznej. Rynek dla dorosłych co roku wykorzystuje czas przedświąteczny na zwłaszcza obyczajowe historie. Rynek dla dzieci trochę mniej reaguje akurat na temat Bożego Narodzenia (bardziej na samą zimę), jest zatem okazja, żeby przyjrzeć się wraz z pociechami zwyczajom i ich genezie. Monika Utnik-Strugała nie znudzi dzieci, ale uda jej się zaintrygować też rodziców, którzy mogą czytać pociechom przed snem. To doskonały pomysł na zacieśnianie więzi rodzinnych i na przypomnienie, że kiedyś czytanie dzieciom co wieczór było naturalnym zwyczajem. "Idą święta" to lektura doskonała na grudzień. Składa się z krótkich rozdziałów poświęconych konkretnym tematom.

Autorka zajmuje się sprawdzeniem, dlaczego Boże Narodzenie obchodzi się pod koniec grudnia, jak świętują ludzie w różnych miejscach świata. Skąd zwyczaje ozdabiania choinki, jakie rośliny kojarzą się ze świątecznymi ozdobami, jakie potrawy trafiają na wigilijny stół, skąd biorą się wierzenia o mówiących ludzkim głosem zwierzęta. Rejestruje obecność Bożego Narodzenia w kulturze (opowiada o balecie "Dziadek do orzechów" oraz o "Opowieści wigilijnej", a także o filmie "Kevin sam w domu"). Przytacza teksty najbardziej popularnych kolęd i ich historie, przygląda się również sylwetce Świętego Mikołaja (i o ile jeszcze trzy dekady temu było oczywiste, że Mikołaj nie jest czerwonym grubaskiem w czapce z pomponem, o tyle teraz już autorka podaje ten wzorzec jako obowiązujący, wyjaśniając jego źródło - i nawiązując, oczywiście, do tradycji Mikołaja-biskupa). Opowiada o tradycji dzielenia się opłatkiem i o potrawach z różnych stron świata, o tym, jak wygląda Boże Narodzenie w innych miejscach globu, o wróżbach i o bożonarodzeniowych piosenkach pop, o szopkach i o pierwszej gwiazdce. Zahacza też o zwyczaje świąteczne z innych krajów - tak, by zaintrygować dzieci i nie znudzić towarzyszących im dorosłych. Do tego nie zatrzymuje się autorka na Bożym Narodzeniu: opowiada też skrótowo o świętowaniu Nowego Roku i o święcie Trzech Króli.

"Idą święta" to publikacja pięknie wydana, na grubym papierze i z ilustracjami, które wpadają w oko. Ewa Poklewska-Koziełło stara się za każdym razem dopasować obrazek klimatem do samej narracji, zmienia zatem rytmy i sposoby oświetlenia, bawi się motywami ludowymi i zdobieniami, imponuje ilością detali i kolorami. Dobrze czuje się w pejzażach i w miejskich obrazkach, stara się, żeby świąteczna atmosfera udzielała się wręcz odbiorcom. Zdobi kolejne miejsca mnóstwem świątecznych motywów - nie ma w tym przesytu, jest klimat tradycji i ręcznie robionych ozdób. Przyjemnie się tę książkę ogląda i za sprawą ilustracji aż chce się poznawać kolejne opowieści. To dobry sposób na zachęcenie najmłodszych do odkrywania kolejnych tajemnic świątecznych - i do przeżywania uroczystego nastroju. Magia Bożego Narodzenia przejawia się tutaj również w samym połączeniu tekstu i rysunków. Jest to książka bardzo przyjemna - nie tylko dla dzieci. Dobrze, że powraca na rynek.

wtorek, 15 grudnia 2020

Dariusz Kortko, Jerzy Porębski: Berbeka. Życie w cieniu Broad Peaku

Agora, Warszawa 2020.

Tęsknota

Maciej Berbeka po prostu musiał pokochać góry. Przejął pasję ojca i zapisał się w historii polskiego himalaizmu. W wysokie góry prowadził klientów, zdobywał szczyty i realizował marzenia. Teraz jego biografia uzupełnia biblioteczkę Agory. Dariusz Kortko i Jerzy Porębski bez sentymentów stworzyli portret człowieka, który da się lubić – nie idealnego czy idealizowanego, ale zwyczajnego, z rozmaitymi słabościami i talentami nie do końca wykorzystywanymi. „Berbeka. Życie w cieniu Broad Peaku” to książka pisana wielkimi emocjami i jako taka sprawdzi się dla szerokiego grona odbiorców. Nie trzeba być fanem literatury górskiej ani tego specyficznego odłamu biografii sportowych – historii wspinaczy – żeby zachwycić się tym, co z materiałem wyjściowym robi Dariusz Kortko. To reportaż pełen emocji, zaskakujący, a miejscami też wstrząsający. Nigdy nie naiwny – autorzy rezygnują z powtarzanego do tej pory często pytania o sens wypraw w góry i o podejście do tego tematu członków rodziny. Ewa Dyakowska-Berbeka swoimi uczuciami już się w książkach podzieliła, tutaj wracają pewne komentarze, niezbędne do zrozumienia całych sytuacji – Berbeka nie zawsze będzie w centrum wydarzeń. A jednak to właśnie do niego czytelnicy będą chcieli wracać, żeby dowiedzieć się, jak wyglądały jego kolejne wyprawy.

Broad Peak jest tu na początku – żeby przedstawić odbiorcom najbardziej dramatyczny moment dotyczący porażki i zwycięstwa w jednym. Porażki, bo bohaterowi tomu nie udało się zdobyć szczytu, chociaż był o tym przekonany – i zwycięstwa, bo mimo skrajnego wycieńczenia i zagrożenia życia udało mu się zejść z góry. Dariusz Kortko nie pokazuje jednak wyłącznie Maćka Berbeki w Himalajach. Interesuje się również jego życiem prywatnym: sporo tu miejsca dla Teatru Witkacego – przede wszystkim ze względu na Ewę. Autorzy przedstawiają historię wielkiej miłości (niby to stały punkt w biografiach wspinaczy, a jednak nie zawsze mogą zaprezentować szczęśliwy związek). Przedstawiają Berbekę podejmującego się różnych prac. Ale też – Berbekę, który w bazie „wypija truciznę” (to komiczny motyw, a do tego oddalający pomnikowość postaci). Kortko nie zapomina o przedstawianiu tła społeczno-obyczajowego: wyprawy z PRL-u to zestaw trudności i wyzwań, które trzeba pokonywać pomysłowością. Tej Berbece i jego kolegom nie brakuje.

Jest tu narracja, która może się spodobać odbiorcom – z racji jej reportażowego charakteru, emocjonalności i podejścia jak najbliżej do bohatera tomu. Jest mnóstwo fotografii, ale nie rozrzedzają one tekstu. Dariusz Kortko i Jerzy Porębski nie wpadają w manierę pisania o zdobywcach szczytów, szukają nowej drogi na scharakteryzowanie postaci. Maciej Berbeka jest tutaj prezentowany ciekawie. „Życie w cieniu Broad Peaku” to tom niepozbawiony humoru, znalazło się w nim miejsce na anegdoty, sympatyczne wspomnienia i indywidualnie szkicowane portrety. Nie zabrakło jednak i zgrzytów: w tle pojawiają się rozłamy w środowisku wspinaczy, pytania o granice poświęcenia dla drugiego człowieka i o to, ile można zrobić, żeby osiągnąć własne cele. Kortko i Porębski nie rozwijają tych wątków, jednak przypominają o nich odbiorcom, żeby uświadomić im, że zdobywanie szczytów wiąże się z wieloma wyrzeczeniami i ryzykiem – także w sferze międzyludzkiej.

Isabelle Filliozat: Bracia i siostry

Harperkids, Warszawa 2020.

Pomaganie

Ta lektura przydaje się zwłaszcza maluchom, które za chwilę będą miały rodzeństwo - albo których życie już uległo zmianie przez obecność najmłodszego członka rodziny w domu. Po pierwsze na rynku jest mnóstwo opowieści oraz edukacyjnych historyjek związanych z nieoczekiwanymi przez dzieci zmianami - tak, by oswoić maluchy z nową dla nich sytuacją. Jednak brakowało do tej pory zestawu ćwiczeń i wyzwań dla kilkulatków. Z pomocą przychodzi Isabelle Filliozat, która w tomie "Akceptuję, co czuję. Bracia i siostry. Jak pokonać kłótnie, zazdrość, rywalizację i bardziej się kochać" zachęca odbiorców do wykonania prostych zadań i pokazania dorosłym emocji, o których normalnie trudno się mówi. Tu uwaga w całości skoncentrowana jest na dzieciach bojących się odrzucenia. To o ich uczucia pyta autorka i to je zachęca do wykonywania ćwiczeń. "Bracia i siostry" to zeszyt ćwiczeń, w którym będzie trzeba rysować, przyklejać naklejki zamieszczone na końcu książki, tworzyć kolaże, wycinać - działać kreatywnie i bawić się tematami. Autorka na początku pozwala dziecku na przedstawienie się i opowiedzenie o swojej rodzinie, a także na jej namalowanie (co może być chwytem przydatnym zwłaszcza z perspektywy psychologów). Dorośli, przeglądając taki tom, dowiedzą się, co czuje i co myśli dziecko, a także - jak postrzega kolejnych członków rodziny. Są tu miejsca na zamieszczenie najczęstszych wypowiedzi mamy i taty, są też całe strony na skupienie się na sobie - można wypełniać je i zaznaczać lub wypisywać na przykład ulubione zwroty słyszane od mamy. Autorka namawia dzieci, żeby zastanowiły się nad tym, co dodaje im energii i co pozwala na lepsze działanie. Odchodzi od typowych zapewnień dorosłych: przypomina, że chociaż rodzice kochają wszystkie swoje dzieci, to każde z nich traktują inaczej (to zabieg, który wzbudzi zaufanie małych odbiorców). Wyjaśnia, dlaczego tak jest: przypomina o niepewności przy pierwszym dziecku (i związanej z tym nadopiekuńczości) i o pogłębiającej się "nonszalancji" przy kolejnych pociechach. Uczy, jak przekuć to w wartość, żeby dzieci uwierzyły w siebie i nauczyły się czerpać korzyści z zaobserwowanych zmian.

Ale poza dotarciem do dzieci, które czują się momentami nierozumiane czy odpychane od rodziców przez młodsze rodzeństwo, autorka ma pomysł, jak nauczyć odbiorców dialogu. Ważne w jej książce jest to, że podpowiada na zasadzie zabawy odbiorcom, jak podejmować trudne tematy i jak dzielić się wątpliwościami. Wprowadza całą stronę "kuponów", którymi można oznajmiać rodzicom swoje potrzeby - między innymi chęć przytulenia czy spędzania czasu bez przeszkadzaczy, telefonów i komputerów. Takie kupony dzieci będą mogły wykorzystać, żeby uświadomić dorosłym, czego chcą - bez zbędnego zastanawiania się nad sztuczkami komunikacyjnymi. "Bracia i siostry" to książka, która wpływa na odbiorców dziecięcych, pozwala im uporać się z uczuciami. Umożliwia dialog międzypokoleniowy, pokazuje też dzieciom, jak podchodzić do kwestii posiadania młodszego rodzeństwa. Pozwala wsłuchać się w uczucia i zastanawiać nad swoimi potrzebami. A do tego sama książka, wypełniana samodzielnie przez dzieci, może być również bardzo ważnym materiałem dla rodziców - ci, jeśli przejrzą ćwiczenia wykonane przez malucha (najlepiej w tajemnicy), odkryją, czego dziecko potrzebuje i czego mu brakuje w rodzinnych relacjach. Isabelle Filliozat bardzo usprawnia proces komunikacji i wprowadza na rynek książkę ważną.

poniedziałek, 14 grudnia 2020

B. A. Paris, Clare Mackintosh, Sophie Hannah, Holly Brown: Dublerka

Albatros, Warszawa 2020.

Kara za przeszłość

Cztery dorastające córki i cztery nadopiekuńcze matki. Wydaje się, że Ruby, Jess i ich koleżanki powinny mieć jakieś prywatne życie, tymczasem zachowują się tak, jakby były w pełni zależne od rodziców. Kiedy coś nie idzie po ich myśli płaczą i biegną na skargę, nie ma tu tematu chłopaków ani randek, a dziewczyny zajęte są wyłącznie dręczeniem się nawzajem. Atmosfera przenosi się na ich matki, dawniej zaprzyjaźnione, teraz już borykające się z nadmiarem pretensji i problemów. Gdzieś w „Dublerce” zagubiła się prawdziwość historii, wygląda to trochę tak, jakby pierwotnie dziewczyny były zaplanowane na wkraczanie w wiek nastoletni, ale przez ogrom cierpień i krzywd musiały zostać postarzone – i to na szybko, bez zastanowienia nad ich charakterami i zmianami w psychice. Autorkom były jednak potrzebne nastolatki z pozoru niewinne, żeby pełniej wybrzmiał zestaw żalów.

B. A. Paris, Clare Mackintosh, Sophie Hannah i Holly Brown tworzą razem opowieść jakby z warsztatów kreatywnego pisania. Akcję relacjonują cztery kobiety, matki nastolatek. Kobiety są zwaśnione i nie chcą już szukać sojuszniczek w sprawie córek: każda broni własnej i każda przejmuje się, że to jej dziecko najbardziej ucierpi. Same dzieci też zachowują się jak dzieci – zamiast walczyć o swoje i szukać metod wyjścia z kryzysu, liczą wyłącznie na podpowiedzi ze strony dorosłych. Zupełnie jak nie nastolatki. Jakby tego było mało, cztery autorki zamykają akcję w szkole aktorskiej. Bohaterki marzą o karierze scenicznej, zamierzają realizować się w świetle reflektorów – to potrzebne autorkom wyłącznie do podkreślania talentów do udawania. Wszystkie dziewczyny muszą przecież wykazywać się zmysłem aktorskim, żeby poradzić sobie w takim miejscu. To automatycznie podważa ich wiarygodność. I, jak to często w „szkolnych” thrillerach bywa, za nastolatkami wlecze się przeszłość. Ruby dawniej dręczyła szkolną koleżankę, historia powtórzyła się rok wcześniej, więc wszystkie matki są szczególnie wyczulone na jej zachowania (i próbują chronić swoje córki; matka Ruby zatem czuje się urażona w imieniu swoim i pociechy). Ale to na Ruby spadają najpotężniejsze oskarżenia i w końcu to Ruby cierpi, bo ktoś ją prześladuje. Ponieważ nie daje się złapać sprawcy, znów Ruby jest posądzana o odwracanie od siebie podejrzeń. A wszystko z chwilą, gdy do szkoły przychodzi nowa uczennica, która zamierza dołączyć do paczki czterech dziewczyn – chociaż najwyraźniej do nich nie pasuje. Imogen jednak pasuje do samej akcji: kiedy trzeba, zaleje się łzami, naskarży albo rzuci niewinną uwagę, która da sporo do myślenia matkom.

Napisana jest ta książka bardzo zgrabnie i może się podobać w planie narracji, jednak jest kompletnie nieprzemyślana w zawartości: trudno raczej uwierzyć w podobne postawy bohaterek, bez względu na to, co musiały przejść i z czym się mierzą na co dzień. Nie wyszły autorkom portrety córek – chociaż portrety matek są nawet ciekawe. Gorzej, że fabuła trzyma się właśnie na zachowaniach córek, więc wszelkie uproszczenia w tym obszarze wpływają automatycznie na odbiór całego tomu. Szkoda, bo „Dublerka” to zgrabne opisy…

Anita Głowińska: Plac zabaw / Playground

Media Rodzina, Poznań 2020.

Lekcja angielskiego

W Akademii Kici Koci Anita Głowińska nie poprzestaje na prostych i częstych w dziecięcych seriach banałach. Znudziło jej się podążanie za stereotypami i chociaż takie też proponuje, bo przecież Kicia Kocia to seria konkurencyjna i powinna odpowiadać na potrzeby najmłodszych, wybiera też bardziej ambitne tematy. "Plac zabaw/Playground" to kartonowy picture book, w którym znani dzieciom bohaterowie - Kicia Kocia, Nunuś (młodszy brat Kici Koci) oraz przyjaciele Kici Koci - uczą odbiorców angielskiego. Anita Głowińska wybrała bardzo sympatyczny sposób prowadzenia opowieści. Nie przytacza podwójnej narracji, jednak niektóre zwroty (zwłaszcza te wygłaszane przez bohaterów do siebie nawzajem) i niektóre fragmenty opisów podaje w dwóch wersjach. Pierwsza wersja to polskie kwestie, druga - kolorowa - te same, angielskie. Dzięki temu autorka nie będzie męczyć dzieci, za to zaspokoi ich ciekawość i przyzwyczai do obcych słówek oraz zwrotów.

Kicia Kocia i Nunuś po polsku i angielsku mówią do siebie oraz do znajomych (a przyjaciele w ten sam sposób odpowiadają). Akcja nie należy do szczególnie skomplikowanych: oto bohaterowie postanawiają spędzić czas tak, jak lubią najbardziej - czyli wyjść na plac zabaw. Dzieci dzielą się tą informacją z życzliwymi sąsiadami, a już na placu zabaw podejmują decyzje, z których urządzeń korzystać. Dzięki temu przez cały czas muszą ze sobą rozmawiać i upewniać się, które co wybrało, a także powtarzać część informacji - a to sposób na utrwalenie odbiorcom zwrotów. Nie można tu się spodziewać bardziej rozłożystej fabuły, zresztą w kartonowych picture bookach nie ma na to miejsca. Anita Głowińska przyzwyczaiła do zwyczajności w swoich książeczkach - i tym bardzo dzieci kusi. Tak jest też tym razem. Nie ma wrażenia, że uczy angielskiego - nie trzeba też podejmować dodatkowego wysiłku, żeby czytać angielskie teksty, same wpadają w oko przy okazji śledzenia przygód bohaterów. To się bardzo dobrze sprawdza: to droga do edukacji za pomocą rozrywki. Kicia Kocia i Nunuś nie rozpraszają się przez to, bardzo swobodnie posługują się obcymi słówkami - sprawia to, że i dzieciom udzieli się owa swoboda. A ponieważ Anita Głowińska nie robi wielkiej sprawy z tego, że bohaterowie posługują się językiem angielskim i zachowuje się tak, jakby to było zupełnie naturalne dla serii - znacznie łatwiej będzie jej przekonać odbiorców do podserii. Tu nikt nikogo nie zmusza do pracy ani do wysiłku umysłowego, nie ma mowy o koncentrowaniu się na lekcji. I to najlepsza droga do edukacji. Nie ma na rynku drugiej takiej publikacji - czy serii - doskonale przemyślanej i bazującej na uznanych już bohaterach.

Jak zwykle u Anity Głowińskiej, są tu mocne, nasycone kolory i wyraziste kształty z mocnymi konturami. Jednak nie ma wrażenia kreskówkowości czy komputerowych grafik -Anita Głowińska celowo pozostawia ślady pędzla, nierówne plamy kolorów, różne odcienie w sylwetkach bohaterów. To rozwiązanie, które niby nadaje infantylności obrazkom, a jednak staje się bardzo urokliwe i może się podobać także dorosłym odbiorcom. Fani Kici Koci zresztą doskonale wiedzą, że Anita Głowińska to gwarancja grafik na wysokim poziomie. Warto sprawdzić, co ma do zaoferowania, zwłaszcza że cykl przygód Kici Koci rozwija się imponująco i oznacza szereg eksperymentalnych i edukacyjnych lub rozrywkowych podserii. Ta autorka ma sporo do zaoferowania najmłodszym.

niedziela, 13 grudnia 2020

Paweł Łęczuk, Jakub Jabłonka: Andrzej Grabowski. Jestem jak motyl

Agora, Warszawa 2020.

Żywot aktorski

Paweł Łęczuk i Jakub Jabłonka ukrywają się w tej publikacji, nie zadają pytań, są dla czytelników niewidoczni, chociaż sprawiają, że narracja toczy się bez zarzutu, a bohater ich tomu funkcjonuje jako gawędziarz. „Andrzej Grabowski. Jestem jak motyl” to książka wpisująca się w zestaw opowieści aktorów – dzisiaj niemal każdy znany z dużego i małego ekranu czy teatru chce przypomnieć o sobie widzom za sprawą wejścia na rynek książkowy, stąd też ogromna popularność wywiadów-rzek oraz autobiografii pisanych dzięki ghostom. Andrzej Grabowski trochę wykorzystuje zainteresowanie rynku tomami znanych i lubianych, a trochę – próbuje za jednym zamachem rozwiać wątpliwości czytelników i odpowiedzieć na najczęściej powtarzające sie pytania. Chce, by przy jego książce ludzie się nie nudzili, żeby zaspokajali ciekawość, a przy okazji dobrze się bawili za sprawą licznych anegdot i barwnych wspomnień. Przy okazji też może autor odsunąć od siebie mit „wyłącznie Ferdka Kiepskiego” – uświadomić części szerokiego grona odbiorców, że nie musi być kojarzony tylko z jedną serialową rolą ciągnącą się od wielu lat – a da się go spotkać w różnych miejscach i na różnych planach. „Jestem jak motyl” to książka, w której znalazło się miejsce na omówienie ról filmowych i telewizyjnych, na opowieści o stand-upie i o karierze piosenkarskiej, a także o kreacjach teatralnych. Andrzej Grabowski opowiada o swoich braciach i ich wpływie na drogę zawodową, o przeszkodach, które musiał pokonywać i w których pomagali mu bliscy i o wyzwaniach, na które decydował się sam. Pomija niemal całkowicie temat rodziny: nie chce koncentrować się na swoim życiu prywatnym, zatrzymuje się na przedstawieniu pierwszej żony i na drobnych wzmiankach o tym, co działo się później – więc fani plotek będą musieli skupić się na czymś innym. Relacji międzyludzkich w innym niż domowy wymiarze tu nie zabraknie.

Andrzej Grabowski zajmuje się kolejnymi ważnymi w karierze dokonaniami. Zabiera odbiorców ze sobą na plan zdjęciowy czy na teatralne sceny, opowiada o reżyserach i o kolegach z branży. Tłumaczy, jakie wyzwania niosły ze sobą konkretne zajęcia, uświadamia, jak rozprawiał się z trudnościami i co go najbardziej dręczyło. Tłumaczy pewne decyzje, pozwala też spojrzeć na swój zawód od kulis, prezentując czytelnikom takie aspekty zawodu, których sami nie byliby w stanie dostrzec. Jest gawędziarzem i dowcipnisiem, bez przerwy żartuje, wspomina zabawy na planie, żarty robione kolegom (jeszcze od czasów młodości), szuka anegdot i opowiastek drobnych a lekkich, takich, które nadadzą ton książce. „Jestem jak motyl” to relacja, która toczy się zgrabnie i bez przerwy rozśmiesza albo budzi ciekawość – Andrzej Grabowski gra tu swoją rolę, zabiera czytelników do świata, którego nie znają, którego widzą tylko cząstkę. Może zaprezentować siebie przy okazji pozornych zwierzeń – może też utrwalić najciekawsze towarzyskie wydarzenia, które pozostają w pamięci nawet wtedy, gdy produkcja zejdzie z kinowych ekranów. „Jestem jak motyl” to właśnie taki popis, zbiór co ciekawszych wspomnień, które spodobają się czytelnikom.

Kolorowy świat. Małe zwierzęta

Egmont, Warszawa 2020.

Zabawa książką

"Kolorowy świat. Małe zwierzęta" to kolejna publikacja wydana w serii Akademia Mądrego Dziecka - i polega nie tylko na śledzeniu ilustracji oraz drobnych podpisów, ale też na nietypowych działaniach niekojarzących się zwykle z lekturą. Oto najmłodsi mają wyszukiwać miejsca oznaczone zwykle strzałkami (co oznacza również ćwiczenie spostrzegawczości i sprawdzanie, na ile uważnie oglądają ilustracje), a następnie przesuwać kolejne elementy książki, żeby przekonać się, co się stanie. Są tu części do odginania, koła pokazujące cykl przemian, coś do wysunięcia i coś do otwarcia. Dlaczego? Bo autorzy decydują się na zdradzanie dzieciom sekretów ze świata owadów. Za każdym razem przesunięcie zaznaczonego elementu zmienia coś w obrazku i dodaje informacje, jakich dzieci nie miały. Konik polny może sobie przeskoczyć, a ślimak - zejść z miejsca, w którym się znalazł. Pszczoła leci do ula (to będzie jedna z większych atrakcji, chociaż w samej ilustracji nie zmienia się zbyt wiele, ale owad podąża ciekawą trasą). Są tu koła prezentujące na przykład, jak wygląda cykl rozwojowy żaby. Można otworzyć ul albo mrowisko, żeby zajrzeć do środka i przekonać się, jak owady organizują sobie codzienność. Przez to o wiele łatwiej będzie dzieciom zapamiętywać informacje i angażować się w lekturę, wiele tu niespodzianek. Rozwiązania zastosowane w kartonowym picture booku wręcz zachęcają do testowania, sprawdzania, odginania i zaglądania do ukrytych fragmentów, co oznacza, że dzieci będą też ćwiczyć zdolności manualne. Tak przygotowana książka oddala się od tradycyjnej lektury, zachęca maluchy do działania i przekonuje, że książki mogą być zabawkami.

Całość opiera się na ilustracjach komputerowych, chociaż dość ładnych i humorystycznych. Nie liczy się tu realizm rysunków, raczej dowcip i budzenie ciekawości dzieci. Stąd małe zwierzęta - między innymi mrówki czy żaby - mają wesołe miny i dają się lubić. Kuszą i sympatią zapraszają do swojej rzeczywistości. Dzieci poczują się zachęcone do czytania i do sprawdzania, jak wyglądają domy poszczególnych bohaterów. Nie trzeba zajmować się zapamiętywaniem imion (zwierzęta są anonimowe), można skupić się na prezentowanych danych. Wiadomości jest sporo, chociaż picture book nie został przeładowany tekstem. Chodzi o to, żeby dzieciom nie było zbyt trudno zapamiętać informacje: przyswajanie danych to jeden z ważniejszych celów książki. Najmłodsi podczas zabawy i odkrywania każdego tajemniczego miejsca na stronach będą też czytać i poznawać rozmaite detale. Dzięki emocjom towarzyszącym zabawie książką - zapamiętają je łatwiej i będzie im łatwiej zarejestrować kolejne podpowiedzi.

Teksty ograniczone do minimum pełnią dwojaką funkcję. Czasami są zestawami zadań dla małych odbiorców: trzeba przyjrzeć się uważnie samym obrazkom i coś wskazać czy odpowiedzieć na pytanie - to typowe łamigłówki przy okazji przedstawiania informacji. Czasami jednak pełnią rolę wyjaśniającą. Nie wszystko da się zastąpić ilustracjami, niekiedy potrzebne są również tekstowe wyjaśnienia i wtedy pojawiają się drobne, jednozdaniowe akapity z komentarzami. Opowieści zostały rozbite na malutkie i łatwe do przyswojenia fragmenty. Całość jest przystępnie przygotowana: dzieci, które nie potrafią czytać, mogą bawić się tą książeczką do momentu, w którym poznają litery. Starsi odbiorcy już samodzielnie będą odkrywać tajemnice małych zwierząt. Charakterystyczne jest tu nastawienie na najmłodszych, świadomość, co sprawi im przyjemność i co wzbudzi zainteresowanie. To najlepsza metoda, żeby przekonać dzieci do książek.