Agora, Warszawa 2020.
Żywot aktorski
Paweł Łęczuk i Jakub Jabłonka ukrywają się w tej publikacji, nie zadają pytań, są dla czytelników niewidoczni, chociaż sprawiają, że narracja toczy się bez zarzutu, a bohater ich tomu funkcjonuje jako gawędziarz. „Andrzej Grabowski. Jestem jak motyl” to książka wpisująca się w zestaw opowieści aktorów – dzisiaj niemal każdy znany z dużego i małego ekranu czy teatru chce przypomnieć o sobie widzom za sprawą wejścia na rynek książkowy, stąd też ogromna popularność wywiadów-rzek oraz autobiografii pisanych dzięki ghostom. Andrzej Grabowski trochę wykorzystuje zainteresowanie rynku tomami znanych i lubianych, a trochę – próbuje za jednym zamachem rozwiać wątpliwości czytelników i odpowiedzieć na najczęściej powtarzające sie pytania. Chce, by przy jego książce ludzie się nie nudzili, żeby zaspokajali ciekawość, a przy okazji dobrze się bawili za sprawą licznych anegdot i barwnych wspomnień. Przy okazji też może autor odsunąć od siebie mit „wyłącznie Ferdka Kiepskiego” – uświadomić części szerokiego grona odbiorców, że nie musi być kojarzony tylko z jedną serialową rolą ciągnącą się od wielu lat – a da się go spotkać w różnych miejscach i na różnych planach. „Jestem jak motyl” to książka, w której znalazło się miejsce na omówienie ról filmowych i telewizyjnych, na opowieści o stand-upie i o karierze piosenkarskiej, a także o kreacjach teatralnych. Andrzej Grabowski opowiada o swoich braciach i ich wpływie na drogę zawodową, o przeszkodach, które musiał pokonywać i w których pomagali mu bliscy i o wyzwaniach, na które decydował się sam. Pomija niemal całkowicie temat rodziny: nie chce koncentrować się na swoim życiu prywatnym, zatrzymuje się na przedstawieniu pierwszej żony i na drobnych wzmiankach o tym, co działo się później – więc fani plotek będą musieli skupić się na czymś innym. Relacji międzyludzkich w innym niż domowy wymiarze tu nie zabraknie.
Andrzej Grabowski zajmuje się kolejnymi ważnymi w karierze dokonaniami. Zabiera odbiorców ze sobą na plan zdjęciowy czy na teatralne sceny, opowiada o reżyserach i o kolegach z branży. Tłumaczy, jakie wyzwania niosły ze sobą konkretne zajęcia, uświadamia, jak rozprawiał się z trudnościami i co go najbardziej dręczyło. Tłumaczy pewne decyzje, pozwala też spojrzeć na swój zawód od kulis, prezentując czytelnikom takie aspekty zawodu, których sami nie byliby w stanie dostrzec. Jest gawędziarzem i dowcipnisiem, bez przerwy żartuje, wspomina zabawy na planie, żarty robione kolegom (jeszcze od czasów młodości), szuka anegdot i opowiastek drobnych a lekkich, takich, które nadadzą ton książce. „Jestem jak motyl” to relacja, która toczy się zgrabnie i bez przerwy rozśmiesza albo budzi ciekawość – Andrzej Grabowski gra tu swoją rolę, zabiera czytelników do świata, którego nie znają, którego widzą tylko cząstkę. Może zaprezentować siebie przy okazji pozornych zwierzeń – może też utrwalić najciekawsze towarzyskie wydarzenia, które pozostają w pamięci nawet wtedy, gdy produkcja zejdzie z kinowych ekranów. „Jestem jak motyl” to właśnie taki popis, zbiór co ciekawszych wspomnień, które spodobają się czytelnikom.
Recenzje, wywiady, omówienia krytyczne, komentarze.
Codziennie aktualizowana strona Izabeli Mikrut
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Andrzej Grabowski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Andrzej Grabowski. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 13 grudnia 2020
niedziela, 5 czerwca 2011
Andrzej Grabowski: Zenek i mrówki
Media Rodzina, Poznań 2011.
Świat bez komputera
Literatura czwarta służy czasem do oswajania najmłodszych ze zjawiskami dość dla nich egzotycznymi. Wpisanie wiadomości w przygodę małego bohatera sprawia, że czytelnicy chłoną wiedzę i odkrywają nowe światy przy okazji dobrej zabawy. Zdarza się i tak, że intencja edukowania dzieci dominuje nad fabułą i zamienia historię w zbiór mało ekspresyjnych danych. Andrzej Grabowski próbował znaleźć złoty środek, ale w „Zenku i mrówkach” widać, jak bardzo zależało mu na przekonaniu odbiorców do buddyzmu i praktyk z nim związanych.
Zenek dowiaduje się, że nie pojedzie na wymarzone wakacje, zamiast tego spędzi tydzień z tatą na ango – podwarszawskim obozie „gdzie dorośli bawią się w buddyjski klasztor”. Chłopiec nie ma na to ochoty, zwłaszcza że tata nie pozwala mu na zabranie laptopa czy telefonu komórkowego. Zapowiada się koszmarnie nudny tydzień. Zenek zabiera ze sobą pamiętniki jednego z przodków, prapradziadka Zenobiusza – i umila sobie czas lekturą, co ciekawsze fragmenty z ucieczki krewnego z zesłania na Sybir przepisując do swojego dziennika. Dodatkowo poznaje nowy rytm życia na ango i z czasem przekonuje się do niektórych praktyk (wyzwaniem jest na przykład policzenie do dziesięciu bez odwracania myśli ku przeszłości lub przyszłości). Obserwuje też mrówki – i trochę informacji o nich ściąga też z internetu w biurze. A poza tym studiuje życiorys Buddy i opowiada rodzinne historyjki. Niby się nie nudzi, więc jest szansa, że nie będą się nudzić też czytelnicy, ale… brakuje tu trochę pożywki dla wyobraźni. Pobyt na ango, który mógłby zaintrygować zabieganych dorosłych, pragnących wytchnienia, nie może, mimo zapewnień, przekonać kilkulatka do rezygnacji z zabaw, ruchu i snucia marzeń. Tymczasem Zenek przekonuje się do zainteresowań ojca właściwie bez konkretnego powodu.
Andrzej Grabowski stopił tu w jedną cztery odrębne narracje. Pierwszą stanowi dziennik Zenka – relacja z teraźniejszości na ango i domowych perypetii. Drugą – pamiętnik prapradziadka – bardzo delikatnie stylizowany tekst (stylizowany tak delikatnie, że prawie niedostrzegalnie), pełen awanturniczych przygód, strzelania, niebezpieczeństw i grozy. Trzecią narrację tworzą krótkie ciekawostki o mrówkach, przefiltrowane przez komentarz małego, podekscytowanego nimi chłopca, czwartą – opowieść o życiu Siddharthy. Najbardziej niejednorodna jest oczywiście pierwsza narracja – Zenek opowiada o wszystkim. Z przejęciem tłumaczy zachowania dorosłych i znaczenia gestów, próbując oswoić siebie i czytelników z nieznanym. Czasem popełnia błędy, które powracają w wyrzutach sumienia (ale szybko je naprawia, przyznając się ojcu). Przytacza historie z życia rodziców, napomyka też o kolegach. To, co Andrzejowi Grabowskiemu się udało w „Zenku i mrówkach” to drobne, błyskotliwe spostrzeżenia chłopca, które dają się prosto przełożyć na doświadczenia odbiorców. Zenek potrafi nazwać swoje emocje i skojarzyć je z konkretnymi sytuacjami, dzięki temu oswoi z odczuciami także inne dzieci.
Grabowskiemu nie chodzi o propagowanie buddyzmu, ale raczej o zaproponowanie małym czytelnikom innego stylu życia. Obawiam się jednak, że nie znalazł w tym pomyśle niczego, co przekonałoby maluchy do rezygnowania z gier komputerowych i telewizora. Mimo wszystko cenny jest fakt próby oswajania dzieci z mniej znaną w Polsce religią.
Świat bez komputera
Literatura czwarta służy czasem do oswajania najmłodszych ze zjawiskami dość dla nich egzotycznymi. Wpisanie wiadomości w przygodę małego bohatera sprawia, że czytelnicy chłoną wiedzę i odkrywają nowe światy przy okazji dobrej zabawy. Zdarza się i tak, że intencja edukowania dzieci dominuje nad fabułą i zamienia historię w zbiór mało ekspresyjnych danych. Andrzej Grabowski próbował znaleźć złoty środek, ale w „Zenku i mrówkach” widać, jak bardzo zależało mu na przekonaniu odbiorców do buddyzmu i praktyk z nim związanych.
Zenek dowiaduje się, że nie pojedzie na wymarzone wakacje, zamiast tego spędzi tydzień z tatą na ango – podwarszawskim obozie „gdzie dorośli bawią się w buddyjski klasztor”. Chłopiec nie ma na to ochoty, zwłaszcza że tata nie pozwala mu na zabranie laptopa czy telefonu komórkowego. Zapowiada się koszmarnie nudny tydzień. Zenek zabiera ze sobą pamiętniki jednego z przodków, prapradziadka Zenobiusza – i umila sobie czas lekturą, co ciekawsze fragmenty z ucieczki krewnego z zesłania na Sybir przepisując do swojego dziennika. Dodatkowo poznaje nowy rytm życia na ango i z czasem przekonuje się do niektórych praktyk (wyzwaniem jest na przykład policzenie do dziesięciu bez odwracania myśli ku przeszłości lub przyszłości). Obserwuje też mrówki – i trochę informacji o nich ściąga też z internetu w biurze. A poza tym studiuje życiorys Buddy i opowiada rodzinne historyjki. Niby się nie nudzi, więc jest szansa, że nie będą się nudzić też czytelnicy, ale… brakuje tu trochę pożywki dla wyobraźni. Pobyt na ango, który mógłby zaintrygować zabieganych dorosłych, pragnących wytchnienia, nie może, mimo zapewnień, przekonać kilkulatka do rezygnacji z zabaw, ruchu i snucia marzeń. Tymczasem Zenek przekonuje się do zainteresowań ojca właściwie bez konkretnego powodu.
Andrzej Grabowski stopił tu w jedną cztery odrębne narracje. Pierwszą stanowi dziennik Zenka – relacja z teraźniejszości na ango i domowych perypetii. Drugą – pamiętnik prapradziadka – bardzo delikatnie stylizowany tekst (stylizowany tak delikatnie, że prawie niedostrzegalnie), pełen awanturniczych przygód, strzelania, niebezpieczeństw i grozy. Trzecią narrację tworzą krótkie ciekawostki o mrówkach, przefiltrowane przez komentarz małego, podekscytowanego nimi chłopca, czwartą – opowieść o życiu Siddharthy. Najbardziej niejednorodna jest oczywiście pierwsza narracja – Zenek opowiada o wszystkim. Z przejęciem tłumaczy zachowania dorosłych i znaczenia gestów, próbując oswoić siebie i czytelników z nieznanym. Czasem popełnia błędy, które powracają w wyrzutach sumienia (ale szybko je naprawia, przyznając się ojcu). Przytacza historie z życia rodziców, napomyka też o kolegach. To, co Andrzejowi Grabowskiemu się udało w „Zenku i mrówkach” to drobne, błyskotliwe spostrzeżenia chłopca, które dają się prosto przełożyć na doświadczenia odbiorców. Zenek potrafi nazwać swoje emocje i skojarzyć je z konkretnymi sytuacjami, dzięki temu oswoi z odczuciami także inne dzieci.
Grabowskiemu nie chodzi o propagowanie buddyzmu, ale raczej o zaproponowanie małym czytelnikom innego stylu życia. Obawiam się jednak, że nie znalazł w tym pomyśle niczego, co przekonałoby maluchy do rezygnowania z gier komputerowych i telewizora. Mimo wszystko cenny jest fakt próby oswajania dzieci z mniej znaną w Polsce religią.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






