* * * * * * O tu-czytam
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.

Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.

NIE KORZYSTAM Z AI.

Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jeremi Przybora. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jeremi Przybora. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 20 stycznia 2020

Dariusz Michalski: Starszy Pan B. Opowieść o Jeremim Przyborze

Iskry, Warszawa 2019.

Kabaret i życie

Jeremi Przybora wprawdzie bardziej intryguje odbiorców jako twórca Kabaretu Starszych Panów niż jako człowiek, którego życie zasługuje na odkrywanie – ale w serii biografii proponowanych przez Dariusza Michalskiego tej sylwetki brakowało. Po kilkunastu latach od wydania książki „Starszy Pan A” poświęconej Jerzemu Wasowskiemu, Michalski zdecydował się na „bliźniaczą” pozycję - „Starszy Pan B”. Opowieść o Jeremim Przyborze (taki podtytuł nosi zresztą potężny tom) jest spotkaniem nie tylko z życiorysowymi meandrami satyryka, ale też – z najlepszymi pomysłami piosenkowymi i kabaretowymi. Dariusz Michalski wybiera kolejne wątki z doświadczeń Przybory i rozpracowuje je w osobnych rozdziałach. Unika tworzenia wielkiej narracji, raczej skacze po tematach, sięgając po te najbardziej czytelników przyciągające. Ma to swoje źródło w istnieniu na rynku trzech tomów memuarów Przybory oraz jednej małej autobiograficznej książki napisanej wcześniej – nie ma sensu zatem prowadzenie opowieści o życiu, można skupiać się na dokonaniach i znajomościach, które przetrwały w pamięci potomnych. Dariusz Michalski decyduje się na rozdziały konkretne, poświęcone a to artystom, z którymi Przybora współpracował, a to partnerkom (dla Agnieszki Osieckiej i Alicji Wirth przeznacza najwięcej miejsca), a to dzieciom (Marta i Kot mimo wszystko zawsze pozostawali w cieniu). Bardzo często przechodzi w relacji od ludzi i życia do twórczości – przygląda się i Kabaretowi Starszych Panów, i divertimentom czy Teatrowi Niedużemu, adaptacjom historii dla dzieci (piosenki z „Piotrusia Pana”) i Eterkowi. Porządkuje, chociaż nie ma zamiaru przynosić czytelnikom pełnej opowieści, woli wybieranie tego, co najciekawsze i najbardziej urzekające z perspektywy widzów. Będzie zatem powracać do kabaretowych anegdot i do kulis powstawania sławnego programu, ale i do motywu pisania piosenek z Jerzym Wasowskim. Sięga do zapisków Przybory, do opinii aktorów i twórców o nim – ale też do opowieści Marii Wasowskiej. Wprowadza dość obszerne cytaty, tak, żeby sportretować Jeremiego Przyborę z różnych punktów widzenia, przypomina też najlepsze piosenki. Robi wiele, by odbiorcy mogli przypomnieć sobie klimat Kabaretu. Czasami wylicza zawartość niektórych programów Kabaretu, podpowiada, gdzie można znaleźć konkretne piosenki. Nie zamierza natomiast wyrównywać proporcji, wyraźnie przeważają motywy z KSP, po macoszemu są za to traktowane inne rodzaje twórczości. Nikomu nie będzie to przeszkadzać, zwłaszcza że Dariusz Michalski wie, jak zainteresować czytelników swoją książką.

Jeremi Przybora w tym tomie zostaje rozczytany na różne sposoby – i z uwzględnieniem rozmaitych form działalności scenicznej, estradowej, telewizyjnej czy radiowej. Michalski raczej unika oceniania, chociaż zdarza mu się przytaczać opinie na temat wybranych dzieł. Do Starszego Pana B czuje sympatię – przekłada się to na narrację, ale nie jest przeszkodą w śledzeniu opowieści. Ważne, że autor tomu nie poprzestaje na wiadomościach uzyskiwanych z pierwszej ręki i komentarze Przybory przeplata jeszcze dodatkami z różnych źródeł, sam też wie doskonale, o czym i o kim pisze. To sprawia, że „Starszy Pan B” to tom, który na rynku zagości na długo.

wtorek, 17 stycznia 2017

Agnieszki Osieckiej i Jeremiego Przybory listy na wyczerpanym papierze (wznowienie)

Agora, Warszawa 2016. (książka z audiobookiem)

Mówić o miłości

Przez pewien czas były domysły – a i życzenia czytelników i słuchaczy. Nadzieje na to, że dwoje autorów najpiękniejszych piosenek o miłości miało się ku sobie i przeżyło głębokie i inspirujące uczucie. W okruchach wspomnień pojawiali się anonimowi kochankowie – każdy próbował do tych sylwetek dopasować tę parę. Oboje ceniący miłość jako źródło lirycznych zachwytów, oboje potrafiący ubrać w słowa porywy serc, ale i ciał. I w pewnym momencie tajemnica przestała być tajemnicą. Sześć lat temu ukazały się „Listy na wyczerpanym papierze”, lektura wyjaśniająca niezwykły „romans” i dająca jednoznaczną odpowiedź na fascynujące porozumienie poetów. Spotkała się ta publikacja – będąca zresztą dużym wydarzeniem literackim – ze skrajnymi opiniami. Bo wbrew zwyczajom (i zastrzeżeniom wielu autorów dotyczącym publikowania wspomnień dopiero kilka dekad po ich śmierci) miłosna korespondencja Agnieszki Osieckiej i Jeremiego Przybory ukazała się dość szybko. Z tego posunięcia Magda Umer się tłumaczy – w końcu dzieci bohaterów książki, Agata Passent i Kot Przybora zadecydowały o przekazaniu prywatnych zwierzeń do druku. Nie po to, żeby wywołać skandal czy odpowiedzieć na domysły – ale dlatego, że „Listy na wyczerpanym papierze” to piękna literatura miłosna. Na razie i Przybora, i Osiecka funkcjonują w świadomości kolejnych pokoleń jako twórcy ponadczasowych piosenek. Ten tom może być dopełnieniem ich lirycznych komentarzy – i zestawem odczytywanych na nowo inspiracji.

„Listy na wyczerpanym papierze” to przede wszystkim miłosne wyznania „tekściarzy”, którzy niemal rywalizują ze sobą w oryginalnym podejściu do tematu romansu. Autorzy na przemian to wyznają sobie miłość i niemal pojedynkują się na rozmiar tęsknoty. Nie mogą bez siebie istnieć, przynajmniej w słowach. Czasami parafrazują (lub w ogóle parodiują) nawzajem piosenki, żeby dać upust uczuciom. „Listy na wyczerpanym papierze” to rejestr wzajemnych wyznań i wyrzutów – prywatnych, momentami intymnych (choć zapisywanych też w telegramach, na odwrotach zdjęć lub kartach pocztowych). Nie ma w nich wulgarności, ale nie ma też szczebiotu typowego dla idealizowanych początków płomiennego romansu. Korespondencja zamienia się w grę, oczekiwanie niemożliwego – i wystawianie drugiej strony na wielką próbę cierpliwości. Strzępki rozmów zamieszczane w listach niespecjalnie przydadzą się biografom, ale zwykłym odbiorcom pokażą, jak – na ile sposobów – pisać można o tym samym uczuciu. To jak uzupełnienie fraz z piosenek, wypróbowanie w praktyce metod mówienia o miłości. Od czasu do czasu Magda Umer wprowadza drobne przypisy objaśniające dodatkowe postacie lub miejsca (i rezygnuje przy tym z encyklopedycznego tonu), pojawiają się również wyimki z kalendarzy Osieckiej – drobne wzmianki o stanach emocjonalnych związanych z przytaczaną korespondencją.

Cały tom ma albumowy charakter. „Listy na wyczerpanym papierze” zyskały godną siebie oprawę graficzną. Mnóstwo tu reprintów tych dokumentów: zdjęć pocztówek czy kartek z papeterii. Zmiany nadawców sygnalizowane są znaczkiem z odpowiednią postacią. Do tego – liczne zdjęcie (w tym takie, które sprawdzały się jak karty pocztowe i dopełniały treść listów). A ponieważ znaczące w interpretacjach może być wszystko, nawet skreślenia – zostają one odwzorowane także na poziomie druku, by czytelnicy dostali wgląd w jak najpełniejszą treść listów. Część z konieczności jest fragmentaryczna – Jeremi Przybora i Agnieszka Osiecka porządkowali swoje archiwa i pozbywali się materiałów, które nie powinny ujrzeć światła dziennego, część zapewne uległa zniszczeniu lub zgubieniu. To, co pozostało, pokazuje czytelnikom, jak pięknie można mówić o miłości. Do tomu zostały dołączone nagrania „Listów”, czytane przez Magdę Umer i Piotra Machalicę. Ta literatura powinna wybrzmieć.

wtorek, 29 grudnia 2015

Jeremi Przybora: Dzieła (niemal) wszystkie. Tom I

Znak, Kraków 2015.

Powrót do absurdu

Nareszcie. Już nie trzeba będzie szukać książek Jeremiego Przybory na zakurzonych półkach antykwariatów ani w wydawnictwach-efemerydach. Nareszcie też będzie można bez większego trudu wychować nowych miłośników tej poetycko-absurdalnej twórczości. Ukazała się bowiem książka monumentalna, pierwszy tom „Dzieł (niemal) wszystkich” Jeremiego Przybory – liczący ponad tysiąc stron. A to oznacza ponad tysiąc stron lirycznych żartów i satyry (przeważnie obyczajowej, ale i uwarunkowana politycznie się znajdzie). I jedyne pytanie, które się w związku z tym pojawia, brzmi: dlaczego tak późno? Przybora przez lata funkcjonował jako autor niemal mityczny – odwoływali się do niego wszyscy, którym nie w smak są poszukiwania dzisiejszych artystów kabaretowych – „to nie to, co Kabaret Starszych Panów” można było rzucać kompletnie bez znajomości tematu. Z drugiej strony żaden przegląd piosenki aktorskiej nie może się obejść bez kolejnych aranżacji znakomitych i niewyobrażalnie trudnych utworów Pana B. Czasami nawet zupełnie przypadkowi ludzie spoza kręgu odbiorców „mówią Przyborą” – posługują się hasłami, które weszły do języka potocznego.

W pierwszym tomie „Dzieł (niemal) wszystkich” mieszczą się utwory pisane na scenę i do radia: nieśmiertelny „Eterek”, Kabaret Starszych Panów oraz Kabaret jeszcze Starszych Panów i słuchowiska nieznane czytelnikom do tej pory, bo niewydane drukiem. Nie ma w tym zestawie pomysłów z Teatru Niedużego ani z „Miłości do magister Biodrowicz”, również „dramatycznych” w formie – pojawiają się za to, jakby w charakterze odpoczynku od ról i głosów, „Listy z podróży” – połączone choćby z KSP przez obecność autora i „przyjaciela”, wiernego towarzysza mikroskopijnych podróży, dowcipne miniaturki prozą. Kolejny tom zapowiada więc przewagę opowiadań i monologów, choć mają się w nim pojawić także piosenki.

Teksty Przybory zostały opatrzone bardzo krótkimi komentarzami Kota Przybory i Teresy Drozdy, pojawia się tu też lingwistyczna zabawa Stanisława Barańczaka. Raz głos zabiera Arnold Mostowicz (przedruk tekstu krytycznego z 1970 roku), a raz – sam Jeremi Przybora (fragmenty rozmowy z 1995). Także wyjaśniające przypisy ograniczone są do minimum, tak, żeby móc cieszyć się tą literaturą bez przeszkód i bez poczucia obcowania z utworami stłamszonymi przez opracowanie krytyczne. Tu wyjaśnienie aluzji politycznej, tam rozwinięcie skrótu – i już, lekko, jak w samych tekstach (i ich pierwotnych wydaniach). Utworów satyrycznych zresztą nie można podawać inaczej, a Przybora, wbrew temu, co sam o sobie mówił, poza rolą humorysty pełni również funkcję satyryka. Widać to po latach, chociaż część aluzji wyblakła i przestała wzbudzać reakcje społeczeństwa.

Największym zaskoczeniem po latach będzie podwojenie objętości „Eterka”; Pod koniec lat 50. ukazała się książka „Spacerek przez Eterek” z kilkoma wybranymi audycjami prezentującymi Mundzia, Eufemię i profesora Pęduszko w różnych życiowych sytuacjach (a to kolacja wigilijna, a to starania o mieszkanie). Teraz czytelnicy mogą rozwinąć wyobrażenia o codzienności tej przedziwnej kompanii. Widać, że do druku autor przeznaczył kiedyś teksty najbardziej wyraziste i charakterystyczne, ale też najostrzej komentujące sytuację społeczną – lecz w dodanych teraz „Eterkach” znajdzie się sporo delikatnych żartów i pomysłów wartych uwagi. W „Eterku” na pierwszy plan wysuwa się absurdalna łagodność bohaterów i ich nieprzystosowanie do rzeczywistości. Troje przyjaciół musi dopiero wypracować sobie spryt i umiejętność przetrwania w środowisku, w którym grzeczność i kultura nie stanowią żadnych wartości. „Eterek” zderza inteligencję z tłumem, ale śmieje się z wszystkich – i z życiowo nieprzystosowanego profesora, i z typów spod ciemnej gwiazdy, które wydają się nie do pokonania.

Inaczej wygląda sprawa z Kabaretem Starszych Panów, jego późniejszym wznowieniem i „przerobieniem”: ważne, że późniejszy KSP trafił do książki mimo wątpliwości w procesie redakcji – chociaż bazuje na sprawdzonych pomysłach, ma też mnóstwo nowych żartów. Inaczej również rzecz się ma z „Listami”. Warto w tym miejscu zaznaczyć, że Jeremi Przybora dość często korzystał z własnych żartów, przerabiając je i doszlifowując. Tak zresztą jest z „Kwitnącymi szczeblami” i „Zupełnie inną historią – zaznaczonymi jako teksty niepublikowane dotąd, chociaż w tomiku „Miłość do magister Biodrowicz” funkcjonują one jako „Dwóch mężczyzn szło drogą służbową” i „Dorota”, więc motywy z nich będą znane uważnym czytelnikom. Faktem jest też, że dotarcie do książkowych wydań KSP i KjSP (w bibliotekach) lub do nagrań jest łatwiejsze niż w przypadku „Eterka”. Rzecz ma się inaczej przy „Listach z podróży”: to miniaturki dla Jeremiego Przybory bardzo charakterystyczne, nawet w wersji książkowej wznawiane – ale nie kojarzone tak od razu ze Starszym Panem. Tymczasem w „Listach” Przybora wspaniale pokazuje siłę swojego humoru. Do tomu dołączone zostały również słuchowiska w ogóle nieznane, a czerpiące z innych pokładów komizmu niż KSP. Dzięki temu czytelnicy sprawdzić mogą różne metody wywoływania śmiechu i wreszcie w pełni docenić Przyborę jako autora tekstów humorystycznych, a nie tylko twórcę Kabaretu Starszych Panów.

Cieszy fakt, że ta książka się ukazała, cieszy też, że będzie mieć dalszy ciąg. Nawet jeśli agitacyjne żarty już przebrzmiały, twórczość Jeremiego Przybory jest ciekawa od strony literackiej. A przecież stale obecny jest tu nonsens, który się nie starzeje i nie podlega modom. Starszy Pan B w galerii dziwnych postaci szukał ucieczki od zwyczajnych problemów. Jego utwory przepełnione są dobrotliwym uśmiechem i spokojem, a to i dzisiejsi czytelnicy docenią.