* * * * * * O tu-czytam

piątek, 14 czerwca 2019

Iwona Żytkowiak: Zamknij oczy

Prószyński i S-ka, Warszawa 2019.

Wspomnienie

Ocalanie pamięci – na tym polega rola sąsiadki-dziennikarki, która odwiedza starą i schorowaną Romę, żeby wysłuchać jej historii i ocalić dla potomnych. Kolejne spotkania towarzyskie są potrzebne zresztą obu paniom. Ta, która zbiera materiały – otrzymuje potężną dawkę emocji oraz wspomnień ożywiających wiedzę z podręczników do historii. Ta, która opowiada o dawnym życiu, chce czuć się ważna. Potrzebuje, żeby ktoś się o nią troszczył, dlatego też starannie pielęgnuje każdy przejaw zainteresowania ze strony dzieci. Nie chce tylko być nagrywana, woli dyktować sceny i sytuacje wielokrotnie obracane w pamięci. Roma wspomina między innymi swoje dzieciństwo i moment, w którym z całą rodziną została wysiedlona z domu na Kresach. Wraca myślami do zgubienia nastoletniego brata razem z całym dobytkiem. Opowiada o dotarciu rodziny na Psie Pole i o spotkaniu z tymi, których dom mieli zająć. Niby są to przeżycia małej dziewczynki, ale autorka może skupić się na temacie przesiedleń, pokazać go jako krzywdę dla obu stron. Życie Romy to wypadkowa codziennych trosk i wielkiej historii, która bardzo mocno modyfikuje egzystencję.

Iwona Żytkowiak w posłowiu (szkoda, że dopiero wtedy!) pisze o zamiarze stworzenia beletryzowanej biografii pewnej artystki. Zwierza się z efektu, jaki wywarła na niej ta znajomość, z wyścigu z czasem – bo Romana umierała na nowotwór. Ale też – z wybiórczości, z tego, że nie wszystkie wiadomości udało się jej odtworzyć, część zastąpiła wyobraźnią. „Zamknij oczy” to książka, której nie będzie się traktować jako opartej na faktach, to raczej studium przemijania, samotności (oraz potrzeby bliskości drugiego człowieka), a i wojny. Autorka dla takiej hybrydowej opowieści wybiera hybrydową formę. Rozdziały, które są zapisem spotkań i uzyskanych podczas nich wiadomości, rozpoczyna bardzo długimi wprowadzeniami. Tutaj przedstawia szczegóły wizyt, kontekst rozmów. Odnotowuje detale w otoczeniu czy nastroje, zachowania Romy i samą gościnę. Próbuje utrwalić każdą, nawet najmniejszą cząstkę wiadomości, ocalić w pamięci nawet te nieistotne szczegóły, które składają się na codzienność – i dobrze ilustrują samą znajomość. Dla czytelników to po prostu pierwsza narracja, rodzaj didaskaliów spowalniających otrzymywanie informacji. Druga narracja przypomina natomiast literaturę środka – to obraz ludzi, którzy chcieliby żyć normalnie, zgodnie z wypracowanymi przyzwyczajeniami tracącymi niestety rację bytu w wojennych realiach. Iwona Żytkowiak bardziej zajmuje się tym, że może ocalić fragment czyjejś przeszłości – niż tym, że próbuje stworzyć powieść. Udaje się jej wyraźnie zmieniać tempa i brzmienia obu relacji, za to sporo czasu upłynie, zanim odbiorcy odkryją, że fakt opowiadania będzie dla niej czasem ważniejszy niż treść. Iwona Żytkowiak w imieniu Romy ocala pamięć o przesiedleńcach, pokazuje też, że często ludzie mają znikomy wpływ na swoje losy – kiedy zostaną uwikłani w wielką historię, tracą możliwość decydowania o sobie. „Zamknij oczy” to powieść pospieszna, chociaż w wielu partiach akcja zwalnia na rzecz emocji. Opowieść ważna z perspektywy Romy staje się punktem wyjścia do rozważań nad machiną niszczącą jednostki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com