* * * * * * O tu-czytam

piątek, 28 czerwca 2019

Olga Rudnicka: Miłe Natalii początki

Prószyński i S-ka, Warszawa 2019.

Romanse i misja

Właściwie to było do przewidzenia, że na trzech tomach przygody Natalii skończyć się nie mogą, chociaż autorka zapowiedziała, że do bohaterek o silnych osobowościach nie będzie już wracać, pozostawi je samym sobie i pozwoli na dowolne szaleństwa – już poza lekturami. Nic dziwnego, pięć sióstr Sucharskich mogło bez problemu zdominować pisarstwo Olgi Rudnickiej i uniemożliwić autorce odkrywanie nowych obszarów do zagospodarowania. Pożegnanie z Nataliami nastąpiło w dobrym momencie, postacie nikomu nie zdążyły się przejeść, stały się symbolem ciekawej literatury rozrywkowej – i przepisem na świetną zabawę lekturową. Rynek wydawniczy rządzi się jednak swoimi prawami i oto pojawia się książka „Miłe Natalii początki”, niby-zapowiedź serii. Tu Olga Rudnicka przygląda się bliżej tematowi majątku Jarosława Sucharskiego – oraz domu w Mechlinie, który został przeznaczony dla pięciu córek. To, co stało się punktem wyjścia trylogii, tutaj jest celem: niby coś o Sucharskim wiadomo, ale dopiero teraz autorka zajmie się nim szczegółowo. I to w dwóch sferach – zawodowej i prywatnej.

Od strony zawodowej – buduje autorka atmosferę niepewności i niedomówień: w młodego Sucharskiego inwestuje ktoś, kto docenia bystrość chłopca i jego umiejętność dostosowywania się do każdej sytuacji. Oznacza to jednak przejście do działań moralnie dwuznacznych. Młody Jarek nie jest nachalnie werbowany. Nikt nie stawia mu ultimatów. Chłopak zyskuje nawet szansę wyboru studiów według własnego uznania (i nawet jeśli sądzi, że historia sztuki nie wzbudzi entuzjazmu, tak się nie dzieje). Ma tylko pilnie uczyć się języków obcych, co zresztą czyni z zapałem. Olga Rudnicka nie skupia się na codzienności PRL-u. To nie jest jej do niczego potrzebne. Wprowadza jedynie pewien obyczajowy sygnał czasów – książkę Michaliny Wisłockiej.

Bo poza kwestiami pracy Jarosława Sucharskiego, autorka koncentruje się na jego życiu prywatnym. Pokazuje tajniki pierwszej miłości i despotyczną, lodowatą żonę Annę, która po ślubie zmieniła się w prawdziwą jędzę. Chociaż nawet Jarosław nie miał predyspozycji do bycia bigamistą, z nieudanego związku – zawikłanego pod względem politycznym – próbuje uciec w ramiona innej kobiety, znacznie bardziej łagodnej. Ale i ta, kiedy dowie się o ciąży, przechodzi niechcianą przez mężczyznę metamorfozę. Jarosław wikła się zatem w następny związek. A sytuacja powtarza się pięciokrotnie, co zaskoczeniem dla czytelników nie będzie. Każda z kobiet rodzi bohaterowi córkę. Każda córka zyskuje imię Natalia – wcale nie dlatego, żeby ojcu dziewczynki się nie myliły, geneza imion jest tu ciekawie nakreślona. Jeszcze lepiej – obyczajowe perypetie. Autorka skupia się tylko na szybkim nakreślaniu charakterów i płynących z tego konsekwencji. Uświadamia odbiorcom, skąd u Natalii konkretne przywary i jaki w tym wpływ ich matek. „Miłe Natalii początki” to powieść – jak zwykle u Rudnickiej – zabawna, ale też wypełniona trafnymi ocenami damsko-męskich relacji i najczęściej popełnianych błędów. Autorka bawi się tak samo dobrze kryminałem jak i obyczajowością, a przy okazji rozbudza apetyty na powrót do serii o Nataliach – warto więc mieć pod ręką kolejne tomy przygód pięciu sióstr. Nie tylko marketingowo to strzał w dziesiątkę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com