* * * * * * O tu-czytam

sobota, 29 czerwca 2019

Agnieszka Jeż: Serce z szuflady

Filia, Warszawa 2019.

Przeprowadzka

Wydawać by się mogło, że dla dzisiejszych bohaterek powieści obyczajowych istnieją znacznie gorsze doświadczenia niż porzucenie przez faceta tuż przed ślubem. Ten motyw, ograny do granic możliwości, na nikim nie robi wrażenia. Na nikim poza Klarą Majewską, bohaterką tomu „Serce z szuflady” Agnieszki Jeż. Chociaż za samym Pawłem kobieta nie tęskni – uznaje go za wiarołomcę, rzuca w niego pierścionkiem zaręczynowym (czego później żałuje, bo mogłaby go sprzedać) – to sam fakt, że grozi jej staropanieństwo, przeraża ją bardzo. Co ciekawe, Klara jakby nie dopuszczała do siebie myśli, że czasy się zmieniły i obecnie kobieta nie musi wspierać się na męskim ramieniu, żeby udowodnić innym swoją wartość. Tymczasem jej matka oraz babcia poszły za głosem serca, z różnych przyczyn decydowały się na związki niesformalizowane, rodziły nieślubne dzieci w społeczeństwach znacznie pod tym względem bardziej konserwatywnych – i nie narzekały na brak mężów. Klara przez tę obawę będzie dystansować się od odbiorczyń, nie przekona ich do siebie, przynajmniej – nie w tym aspekcie codzienności. W zasadzie taka postawa: cierpienie z powodu braku obrączki – nie pasuje nawet do samej bohaterki. Klara dość szybko podnosi się po niepowodzeniu, bierze w aptece urlop, wyrusza z Warszawy do Krakowa, bo właśnie zmarła jej prababcia, zapisując kobiecie w spadku mieszkanie w kamienicy Pod Trzema Lipami. Tutaj błyskawicznie podejmuje decyzję co do mieszkania, własnoręcznie wykonuje jego remont i nie daje po sobie poznać większego bólu. Trochę szkoda, że autorka tak zafiksowała się na wizji małżeństwa definiującego bohaterkę.

„Serce z szuflady” nie będzie zaskakiwać, bo też i nie w takim celu powstała ta książka. Agnieszka Jeż odwołuje się do typowych schematów z obyczajówek, proponuje krzepiącą historię, w której nawiąże też do losów poprzednich pokoleń. Każda z kobiet rodu Majewskich popełnia własne życiowe błędy. O matce Klara coś wie – Dorota zmienia partnerów, jest nieprzewidywalna i niespecjalnie zorganizowana, brakuje jej odpowiedzialności i dojrzałości w decyzjach. Z kolei prababcia posłuchała głosu serca i na własne życzenie wpakowała się w tarapaty w najtrudniejszych, wojennych czasach. Jej doświadczenia przedstawiane są w dziewczęcym pamiętniku (i wyszłoby książce na dobre, gdyby autorka nie powtarzała w ramach opowieści drugi raz wybranych fragmentów, które odbiorczynie już znają: ani komentarze bohaterki, ani same powtórki nie wnoszą nic dla czytelniczek). Nie ma tu mowy o klątwie – a o podążaniu za własnym sumieniem. Autorka odrobinę podpowiada odbiorczyniom, jak budować rodzinne relacje: dorośli nie powinni kształtować pociech na swój obraz, muszą pozwolić im popełniać własne błędy i na pewno nie zmieniać na siłę charakteru – jeśli chcą, by dzieci były szczęśliwe. Sporo praktycznych i cennych uwag Agnieszka Jeż wkłada w opisy: przemyca je w wypowiedziach postaci, z którymi styka się Klara. A każde spotkanie bohaterkę wzbogaca. Nawet jeśli nie uda się zrealizować wszystkich planów, warto wziąć się do dzieła – to oznacza postęp i sukcesy na horyzoncie. Agnieszka Jeż przekonuje, że nie można biernie czekać na poprawę losu czy na przyzwolenie społeczne do określonych postaw. Każdy musi we własnym zakresie walczyć o to, co go uszczęśliwia. Książka jest prosta, chociaż ładnie napisana, pozbawiona tematycznych wstrząsów, ciepła i optymistyczna – w sam raz dla kobiet, które poszukują tego rodzaju czytadeł.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com