* * * * * * O tu-czytam

poniedziałek, 10 czerwca 2019

Jonathan Eig: Narodziny pigułki

Czarne, Wołowiec 2019.

Krok do rewolucji

Jeszcze przed rewolucją seksualną temat zapobiegania niechcianym ciążom co pewien czas powracał. Nawet najlepsze żony i matki mogły zrujnować swoje zdrowie, jeśli rodziły co roku kolejne dzieci. Jedna z aktywistek, działająca na rzecz kontroli urodzeń, stwierdziła, że przyda się środek antykoncepcyjny, który pozwoli kobietom unikać niechcianych ciąż, a nie będzie wiązał się z wielkimi wyrzeczeniami albo z komplikacjami „technicznymi” przy aplikowaniu. Wyobraziła sobie możliwość unikania zapłodnienia dzięki zwykłej tabletce. Znalazła badacza, który chciał podjąć się takiego wyzwania i zaczęła finansować prace nad pigułką, w pełni przekonana o słuszności takiego kroku. W „Narodzinach pigułki Jonathan Eig relacjonuje kolejne etapy prac, ich oddźwięk społeczny i problemy. Tłumaczy, jakie wzywania czekały uczonego – wśród nich jednym z ważniejszych staje się brak grona kobiet umożliwiających przeprowadzenie testów medycznych. W ramach pomysłów pojawiają się między innymi obowiązkowe „eksperymenty” na studentkach medycyny i pielęgniarkach. Chociaż pigułka wydaje się bardzo potrzebna, nie ma na nią społecznego przyzwolenia – albo ruchu, który wywołałby ułatwianie pracy. Kolejne oburzone kobiety piszą do prasy, dzieląc się własnymi historiami i broniąc tradycji. Zwykle żadna z autorek listów nie chwali pomysłu, wszystkie wolą, żeby rewolucja obyczajowa nie nastąpiła. Udaje im się uzyskać tyle, że dyskusja nie gaśnie. A na razie jeszcze hierarchowie kościelni nie zajmują się tym tematem. W tomie „Narodziny pigułki” autor rejestruje przyczyny rewolucji seksualnej – czy też przemiany, które do modyfikowania mentalności prowadziły. Umiejętnie nakreśla kontekst dla badań i eksperymentów medycznych, odczytuje nastroje społeczne, ale i motywacje samych kobiet.

Eig utrzymuje tu formę reportażu, co pewien czas powraca do dwojga bohaterów, którzy zainicjowali przemiany. Rejestruje problemy płynące a to z braku gotówki, a to z reakcji otoczenia, a to z niepowodzeń w ramach samych badań. W pewnym momencie zaczyna też przyglądać się samym przyczynom rewolucji seksualnej. Nie ma tu mowy o pigułce jako środku umożliwiającym cieszenie się seksem bez konsekwencji, na razie kontrola urodzeń ma prowadzić do polepszenia losu kobiet, tak, by nie traciły zdrowia na kolejne zbyt liczne ciąże i nie musiały wymyślać, jak zniechęcić mężów do łóżkowych wyczynów. Na refleksję nad zmianami mentalności przyjdzie czas później. Tutaj akcentowane jest zdrowie i wygoda użycia (autor nawet w pewnym momencie opowiada, jak powstało opakowanie na pigułki).

Jest to książka, która masowej publiczności może się spodobać jako ciekawostka obyczajowa, spojrzenie wstecz na „wynalazek”, bez którego trudno sobie wyobrazić teraźniejszość. Nie zamęczy autor odbiorców przesadnie hermetycznym stylem, chociaż pozostaje naprawdę blisko postaci, więc siłą rzeczy musi też przyglądać się pracom laboratoryjnym. Opowiada żywo i z zaangażowaniem, jakby sam był zainteresowany postępami w tej kwestii. Stara się nie oceniać, zwłaszcza dawnych zatwardziałych konserwatystek – uwzględnia w tomie racje różnych stron. Wybiera temat, który może rozbudzić ciekawość – bo faktem jest, że wielu odbiorców bez takiej publikacji nie zastanowiłoby się nawet nad drogą do odkrycia powszechnie stosowanego środka antykoncepcyjnego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com