* * * * * * O tu-czytam

środa, 5 czerwca 2019

Szczepan Twardoch: Jak nie zostałem poetą

Wydawnictwo Literackie, Kraków 2019.

Zawodowiec

Bardzo silnie autobiograficzne są felietony, jakie Szczepan Twardoch przygotowywał do miesięcznika „Pani” – nie ma tu nawet śladu zagadnień typowych dla magazynów kobiecych i nie dlatego, że autor by nie podołał, bo poradziłby sobie równie znakomicie. Decyduje się jednak na opowieści osobiste, które będą dla odbiorców atrakcyjne ze względu na treść i na formę. Zaangażuje odbiorców bez względu na płeć, tom „Jak nie zostałem poetą” bardzo przedłuża żywot felietonów – i przy okazji sprawia, że doskonałe teksty trafią do szerszej grupy czytelników. Szczepan Twardoch tematów szuka przede wszystkim w sobie, dzieli się tym, co go pasjonuje i zadziwia, tym, co odkrywa i co czuje. Kolejne felietony urozmaica anegdotami, własnymi, indywidualnymi doświadczeniami. Przyznaje się do tego, że lubi poklask, lubi być doceniany – ale nie dlatego bryluje w małych formach, albo nie tylko dlatego. Zmusza za to czytelników do refleksji, momentami nawet – z pogranicza filozofii. Znajduje miejsce na przedstawianie swoich przodków, wystarczy nawet, że rejestruje imiona i zajęcia – a to już wyzwoli ciekawość przeszłości u części odbiorców. A na tym nie poprzestaje: przedstawia między innymi wyjątkowo barwny portret dziadka, człowieka, który za nic miał odznaczenia i wyróżnienia. Gdzieś nawiązuje też do zapamiętanych z dzieciństwa potraw – to z kolei niby łącznik z tematyką pism kobiecych, a jednak opowieść głębsza, o związku z tradycją, o tożsamości człowieka. Nie tylko w to, co minione Szczepan Twardoch się wpatruje. Wyjaśnia też odbiorcom, jak kształtuje swoją postawę jako ojca, przemyca nawet drobne wskazówki dotyczące takiej życiowej roli. Twardoch nie chce definiować siebie w odniesieniu do innych. Przedstawia choćby sposoby na realizowanie swoich zainteresowań – tu opowiada o niebezpiecznych dalekich wyprawach (przydaje się to do zrozumienia natury i potrzeb mężczyzn) czy… o walce bokserskiej. Najwięcej miejsca jednak poświęca pisaniu, przeżyciom twórcy i doświadczeniom, jakich przeciętni odbiorcy się nie spodziewają. Autotematyzm jest tu ważny – i często służy uświadamianiu czytelnikom, skąd w ogóle czerpie się inspiracje do pisania. Sporo będzie w tych opowieściach osobistych wynurzeń – które w powiązaniu z zawodem pisarza zaczynają wybrzmiewać bardzo kusząco dla czytelników. To notatki na marginesie tworzenia – ale zapiski, którym nadaje autor taką samą rangę jak powieściom, przynajmniej jeśli chodzi o jakość realizacji pomysłów.

„Jak nie zostałem poetą” to zatem zbiór felietonów atrakcyjnych nie tylko dla fanów. Twardoch błyszczy, zachwyca, urzeka i uwodzi. Wie przecież, jak „zrobić” dobry tekst, wie, kiedy zastosować żart, a kiedy odwołać się do wzruszeń, do wspólnoty doświadczeń albo do bardziej uniwersalnych przemyśleń. Każdy felieton jest tu precyzyjnie skomponowany, ma wyrazistą puentę, skłania do zastanawiania się nad systemem wartości. Nie tylko dostarcza rozrywki (chociaż część publiczności masowej na tym etapie poprzestanie), ale też gwarantuje zatrzymanie się nad przesłaniami. Drobny jest to tom, a jednak jego lektura przynosi sporo korzyści. Szczepan Twardoch unika pustosłowia, zawsze ma na uwadze to, że musi zdobyć uznanie czytelników. Potem już może prezentować stylistyczne sztuczki, odbiorcy wybaczą mu absolutnie wszystko. „Jak nie zostałem poetą” to pozycja świetna.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com