* * * * * * O tu-czytam

niedziela, 26 kwietnia 2015

Matylda Man: Męża poproszę

Prószyński i S-ka, Warszawa 2015.

Parodia

Nie ma wątpliwości: Tośka jest ofiarą. Ofiarą konserwatywnej części społeczeństwa, tej, która nie akceptuje wolnych związków i singli, za to piętnuje staropanieństwo. Nad staropanieństwem Tośki załamuje ręce mamusia, stryjenka, babcia (póki żyje), a nawet sąsiadki. Wszyscy wokół uparli się, żeby biednej dziewczynie wmówić, że bez męża nie jest nic warta. I Tośka chłonie te poglądy, a faceta dla siebie szuka coraz bardziej rozpaczliwie na randkach w ciemno, portalach internetowych i wśród znajomych. Dobrze przynajmniej, że udało jej się stracić dziewictwo, chociaż gdyby nie jej determinacja, byłoby ciężko. Ale mąż by się przydał, chociaż z mężem to same problemy.

„Męża poproszę” Matyldy Man to literacka karykatura okołokopciuszkowych wątków. Tośka wierzy w istnienie rycerza-księcia, który uwolni ją od haniebnego staropanieństwa. Cóż z tego, skoro w życiu trafia albo na impotentów, albo na skończonych idiotów, z którymi żadna czytelniczka nie wytrzymałaby dłużej niż czas powitania. Niestety, wciąż ufna Tośka wytrzymuje zwykle zbyt długo i chociaż nie angażuje się emocjonalnie w związki bez przyszłości, nie myśli o sobie i o własnych potrzebach, a jedynie o zamknięciu ust bliskim. W efekcie jej toksyczne związki prezentowane dla śmiechu budzą raczej litość lub niechęć odbiorczyń. W świecie Tośki nie ma miejsca na romantyzm i idealizowanie uczuć. Bohaterka bez refleksji akceptuje to, co przynosi jej los. A ten bywa wyjątkowo złośliwy. Z kolei w przerwach między łapaniem męża Tośka wysłuchuje dobrych rad innych kobiet – kompletnych przeciwieństw wskazówek z kolorowych magazynów dla pań. Tu seks jest zbędny, kobieta ma bronić dostępu „do dziurki” i służyć mężowi. Najlepszym wzorem jest matka, bezkrytycznie wpatrzona w swojego konkubenta, kolejny antywzorzec męskiego wsparcia. W tej powieści prawdziwych mężczyzn nie ma i Matylda Man nawet nie wierzy w ich istnienie.

Cała książka składa się z dość szczegółowo omawianych niepowodzeń i zawodów pseudomiłosnych bohaterki. Tośka nie potrafi pomyśleć krytycznie, nie radzi sobie też z samodzielnym kierowaniem własnym życiem. Tośka to utrapienie nie tylko feministek, ale wszystkich myślących kobiet. Daje sobie narzucić cudze przekonania i nie odważa się marzyć. W związku z tym staje się źródłem szyderczego śmiechu. Tośka ogólnie daje się lubić, tym dziwniejsza okazuje się jej niemoc w relacjach z niewydarzonymi partnerami. Matylda Man z kolei sięga po ironiczne obrazki, żeby dać popis satyry. Towarzyszy bohaterce w wysłuchiwaniu rozmaitych dobrych rad rodem z minionej epoki. Tośka daje sobie wmówić to wszystko, w co mogły wierzyć konserwatywne matrony sto lat temu, jest zaprzeczeniem wyzwolonych i odważnych postaci z dzisiejszej literatury kobiecej.

Właściwie niemal wszystko, co w tej książce się dzieje, rozgrywa się na płaszczyźnie języka. Matyldzie Man nie jest potrzebna bierna bohaterka ani jej życiowe perturbacje – liczy się tylko styl, jakim trzeba opisywać rzeczywistość. To styl udający bezwiedne kopiowanie rzeczywistych biadoleń, styl, który połyka dialogi, splata odpowiedzi z pytaniami i przejmuje emocje mówiących. To styl pełny ubolewania, jękliwy, a przez to i zabawny – styl, który demaskuje sam siebie, a przy okazji pokazuje małomiasteczkową obłudę i nieprzystosowanie do życia. W tej powieści wszelkie zabiegi komizmotwórcze zakorzeniają się w języku. „Męża poproszę” Matyldy Man stanowi chwilami właściwie odwrotność scenariuszy poczytnych obyczajówek. Tu nie sprawdzają się bajkowe scenariusze, autorka tworzy zatem karykaturę życia, równie daleką od normalności, ale za to od początku nastawioną na oczyszczający śmiech. Tośka nie będzie budzić współczucia tylko dlatego, że nie istnieje: jest zlepkiem najgorszych cech kobiet, nie ukrywa (przed sobą) wad i momentami aż przeraża. Ale wszystkie charakterologiczne i fabularne uproszczenia tłumaczy przyjęta konwencja opowieści. „Męża poproszę” to nie książka na serio – chociaż okładką i tytułem imituje typowe czytadła. To bardziej parodia życiowych niepowodzeń i trudnych związków, bez krzywdy dla postaci.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com