* * * * * * O tu-czytam
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.

Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.

NIE KORZYSTAM Z AI.

Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com

poniedziałek, 1 sierpnia 2022

Dave Goulson: Dżungla w ogrodzie. O dzikiej przyrodzie wokół nas

Marginesy, Warszawa 2022.

Dzika przyroda

Dave Goulson jest jednym z tych autorów, którzy zdają sobie sprawę z wpływu dzikiej przyrody na jakość życia ludzi. Zachęca zatem do rezygnacji ze sztucznych nawozów i zwalczania szkodników, podpowiada, co zrobić, żeby polubić rozmaite owady i zachęcić je do osiedlania się w najbliższym otoczeniu. Stawia nie na wymuskany ogród, a na zarośla i chwasty (które przecież też mogą być pięknymi kwiatami). Przestrzega przed nadmierną ekspansją gatunków zagranicznych, pokazuje, czym może się skończyć sadzenie roślin inwazyjnych. Jednak przyjmuje znacznie szerszą perspektywę, wychodzi daleko poza ramy ogrodu - bo próbuje wytłumaczyć odbiorcom, jak troska o najbliższe otoczenie może wpłynąć na losy całej planety. Zachęca zatem do stworzenia "dzikiego" zakątka przy domu - ale przyzwyczajenia i wskazówki, jakie prezentuje czytelnikom, mają też dodatkowy wymiar, stanowią element ekologicznego wtajemniczenia. Dlatego też autor poza analizowaniem konkretnych gatunków roślin i owadów z ogrodu przywołuje również kwestie związane z codziennymi decyzjami właścicieli skrawków ziemi. Uczy, że chemikalia zawsze odkładają się w roślinach, wodzie i w glebie, zatruwając wszystko na długie lata. Przekonuje, że można żyć w zgodzie z naturą i przy tym oszczędnie - zachęca do przetestowania podpowiedzi. Zajmuje się głośnymi tematami, między innymi rozwiewa wątpliwości co do częstotliwości koszenia. Stawia na ogrodnictwo przyszłości, odbiorcom pokazuje, że działania proekologiczne to nie wynik mody a konieczność. Od czasu do czasu zwraca uwagę na wyjątkowo interesujące gatunki, ale książkę składa z rozdziałów tematycznych - osobno zajmuje się motywem gromadzenia nasion, osobno - koszeniem czy nawożeniem, a osobno chwytami marketingowymi i praktykami sprzedawców, którzy dostarczają mieszanki nasion rzekomo przyjaznych owadom. Mnóstwo miejsca poświęca rozmaitym żyjątkom - komentuje obecność dżdżownic, mrówek, mszyc czy rybików, pochyla się nad gatunkami trzmieli i wprowadza szereg wiadomości na temat kolejnych zapylaczy. Dba o to, żeby ludzie nie traktowali ich jak insektów i szkodników, uświadamia, jak ważna jest ich praca w każdym ogrodzie. Tłumaczy, kiedy warto pogodzić się z fragmentami gołej ziemi, a kiedy nic nie wyjdzie z planów założenia sadzawki. Informuje, co zrobić, żeby ogród był przyjazny różnym stworzeniom i żeby dawał satysfakcję właścicielom - bo można te dwa cele pogodzić.

"Dżungla w ogrodzie" to powrót do natury. Autor wie, jak ważny jest kontakt z przyrodą i przygotowuje na niego czytelników - zachęca wręcz do wprowadzania w życie kolejnych wskazówek - wie doskonale, że jeśli uda mu się zarazić pasją odbiorców, wygra: umożliwi stworzenie raju dla przeważnie najbardziej ignorowanych lub wręcz tępionych stworzeń. Przez lupę zagląda między źdźbła traw i do wnętrz kielichów kwiatów - daje szansę na dokonywanie małych odkryć w najbliższym otoczeniu. Przypomina, jak czerpać radość z przebywania na świeżym powietrzu i staje się przewodnikiem po mikroświecie ogrodu zamienianego w "dżunglę". Wpisuje się tym samym w modę na przywracanie łąk czy środowisk przyjaznych zapylaczom. Ma mnóstwo pomysłów na to, jak zachęcić odbiorców do pójścia w swoje ślady, a edukuje nienachalnie, bez prawienia morałów: wie, że jeśli dostatecznie ciekawie będzie opowiadać, wszystko się uda. Dave Goulson przede wszystkim pochyla się nad detalami, kieruje wzrok odbiorców tam, gdzie zwykle by nie zajrzeli - i mówi, co warto obserwować. Nakłania w ten sposób do ćwiczenia uważności i zapewni mnóstwo satysfakcji z odkrywania ogrodowych cudów.

niedziela, 31 lipca 2022

Anita Głowińska: Kicia Kocia i Nunuś. Kto mieszka w zagrodzie?

Media Rodzina, Poznań 2022.

Niespodzianki

Mali odbiorcy zyskują zabawkę - książkę interaktywną, wymuszającą samodzielne działania i testowanie wyobraźni. Kicia Kocia i Nunuś - czyli bohaterowie z bardzo popularnej i lubianej przez najmłodszych serii - wybierają się na wieś. To okazja do poznawania elementów przyrody, ale też - charakterystycznych cech wiejskiego pejzażu. Opisy zredukowane są do minimum i opierają się na rozmowie Kici Koci z Nunusiem (a w domyśle - autorki z małymi odbiorcami). Zwykle pada pytanie, gdzie znajduje się coś, co należy wskazać - a wcześniej znaleźć. Nie jest to łatwe, bo Anita Głowińska nie proponuje zwyczajnej wyszukiwanki. Zamiast tego ma dla dzieci zabawę - kartonowy picture book z okienkami. Spora część odpowiedzi kryje się pod otwieranymi elementami stron. Ale zanim się na nie trafi...

Zabawa opiera się tutaj na połączeniu niespodzianki i logicznego myślenia. Jeśli ktoś wie, czym charakteryzuje się poszukiwany motyw, będzie mógł z dużym prawdopodobieństwem wskazać odpowiednie okienko (wówczas radość z rozwiązania zagadki będzie automatycznie też nagrodą dla odbiorców). Jeśli ktoś nie ma pojęcia, albo chce się bawić, może wykorzystywać zestaw okienek do odkrywania pomysłów autorki. Pod każdym okienkiem pojawia się drobiazg, który ucieszy maluchy: czasem to jakiś przedmiot charakterystyczny dla wiejskiego otoczenia, częściej - zwierzę (które, w dodatku, wydaje dźwięki, co zapewnia możliwość dźwiękonaśladowczej zabawy). W ten sposób najmłodsi odbiorcy mogą między innymi ćwiczyć zapamiętywanie nazw, albo trenować pamięć. Spróbują swoich sił w narracji (i w udzielaniu odpowiedzi na pytania dorosłych). Poczują się też jak bohaterowie tomu - bo przecież uczestniczą w poszukiwaniach na równi z Kicią Kocią i Nunusiem (zwłaszcza z Nunusiem - to postać najbardziej tu eksponowana). Anita Głowińska wprowadza ilustracje proste i duże, takie, by nie zamęczać dzieci szczegółami, ale żeby zapewnić im rozrywkę. Kicia Kocia jest postacią uroczą, ale nie przesłodzoną - to bohaterka budząca ciekawość i najlepiej oprowadzająca odbiorców po rzeczywistym świecie. Jest też zatem przewodniczką po wiejskim krajobrazie. Na wsi dzieje się dużo, ale przede wszystkim można zaglądać do kolejnych gospodarskich zwierząt - to coś, czym autorka może przyciągnąć dzieci do książki. Tomik przyciąga uwagę kolorami i samym motywem otwieranych okienek - to rozrywka, którą najmłodsi bardzo lubią. Anita Głowińska umiejętnie wykorzystuje motyw cenionych przez maluchy postaci i - okienek zapewniających interaktywność i ćwiczenie sprawności manualnej. To wyzwanie intelektualne, ale też przełamanie zwyczajności książeczek: kolejna lektura, która zamienia się w zabawkę i prowadzi najmłodszych przez elementy edukacyjne. "Kto mieszka w zagrodzie" to propozycja, która zachęca dzieci do działania i do ćwiczenia słownictwa. Fakt, że można zarzeć do kurnika, do stawu, na drzewo czy za krzak przekonuje, że warto bawić się tomikiem - a liczne niespodzianki (ślimak w ulu!) rozśmieszą maluchy.

sobota, 30 lipca 2022

Łukasz Łuczaj: Dziki ogród

Nasza Księgarnia, Warszawa 2022.

Energia przyrody

Łukasz Łuczaj jest jednym z lepszych rodzimych autorów, którzy mogą podpowiedzieć odbiorcom, jak żyć w zgodzie z naturą. Znany czytelnikom z rozmaitych tematycznie publikacji okołoroślinnych, teraz proponuje imponujący objętością i treścią album "Dziki ogród". To podpowiedź dla wszystkich tych, którzy chcą pozwolić przyrodzie rozwijać się według własnych zasad. Zbiór uwag dla tych, którzy rezygnują z wypielęgnowanych i często koszonych trawników na rzecz własnej łąki przy domu. Takie rozwiązania, jakie proponuje Łukasz Łuczaj, są coraz ważniejsze - zwłaszcza w perspektywie ochrony środowiska. Autor dzieli się z czytelnikami własnymi doświadczeniami i własnymi przemyśleniami na temat zakładania dzikiego ogrodu. Opowiada o tym, co się u niego sprawdziło i co go zaskoczyło, wspomina najciekawsze albo najbardziej nietypowe decyzje, których efekty mógł zaobserwować po latach. Przekonuje, że warto zdecydować się na założenie dzikiego ogrodu - a całą książką to uzasadnia. Koncentruje się na dzikich kwiatach, na roślinach, które można znaleźć na łące lub polanie: i podpowiada, jak zaprosić je do siebie. Nie zawsze wiązać się to będzie z kosztami: czasem wystarczy pozbierać nasiona i wysiać w pobliżu - innym razem można oddać inicjatywę samej przyrodzie. Łukasz Łuczaj podpowiada, jak sadzić drzewa (i na jakie gatunki się zdecydować), co robić, żeby odnieść sukces i cieszyć się harmonią z naturą. Uczy, jak rozpoznawać kwiaty i - do czego je wykorzystywać. Przypomina o owadach, które trafią do dzikiego ogrodu dzięki rozsądnym zachowaniom ogrodnika. Przede wszystkim jednak rozwiewa mit o tym, że dziki ogród stworzy się sam. Jeśli ktoś jest zainteresowany wysiłkiem, którego efekty nie będą widoczne na pierwszy rzut oka (i które nie przyjdą błyskawicznie), może wykorzystać tom Łuczaja jak poradnik. Wszyscy inni zyskają atrakcyjną lekturę.

Łukasz Łuczaj wprowadza w kolejne tematy za sprawą wyznań. Konfesyjność, której niewielu spodziewa się po literaturze użytkowej sprawdza się tu idealnie: autor działa jak autorytet dla czytelników, zwłaszcza zajmujących się ogrodnictwem. Jeśli przedstawia swoje dokonania, to zwykle z nutą ciepłego humoru (warto też śledzić podpisy pod zdjęciami, bo i tu znajduje się część komentarzy). Tym na pewno przekona do siebie - i zachęci też do śledzenia tekstu (który, momentami, zamienia się przecież w miniencyklopedię roślin). Sporo wiadomości będzie można dzięki tej książce zdobyć, a autor pozwoli zwrócić uwagę na ignorowane przeważnie (lub traktowane jak chwasty) rośliny i na nowo wydobyć ich piękno. Przekona czytelników do tego, że warto przyglądać się łące i wręcz zanurzyć we wspomnieniach z dzieciństwa - mnóstwo gatunków odbiorcy znają, chociaż niekoniecznie z nazw. Łukasz Łuczaj poprowadzi zatem przez możliwości zaproszenia do własnego ogrodu łąki - podzieli się wskazówkami i cennymi radami, sprawiając, że ogrodnictwo usatysfakcjonuje nawet początkujących.

Tom został ozdobiony mnóstwem zdjęć, co przydaje się zwłaszcza przy identyfikowaniu gatunków dzikich roślin (znacznie mniej inspirujące będą sesje zdjęciowe autora, Łukasz Łuczaj słabo sprawdza się jako model). Daje odbiorcom szansę na poznawanie tajników przyrody i na przekonywanie się do stylu życia w zgodzie z naturą. Stara się stworzyć nową modę - i wielu czytelników będzie chciało go naśladować.

piątek, 29 lipca 2022

Susanne Orosz: Woda. Chlupiące historie, które bawią i uczą

To tamto (Czarna Owca), Warszawa 2022.

Spod kranu

Susanne Orosz sprawdziła się jako autorka edukacyjnych historyjek dla najmłodszych: jest w stanie zbudować atrakcyjną fabułę, w którą wplata wyjaśnienia - i dzięki temu tłumaczy dzieciom, co dzieje się w ich najbliższym otoczeniu - i gdzie w nauce szukać komentarzy na temat zaobserwowanych zjawisk. Teraz proponuje ważną publikację poruszającą kwestię oszczędzania wody. "Woda. Chlupiące historie, które bawią i uczą" to zestaw opowiadań dydaktycznych dla maluchów. Autorka przedstawia tu kolejnych małych bohaterów, którzy angażują się w różne zadania i zdobywają informacje na temat wody. Jedni podlewają grządki i uczą się, dlaczego należy gromadzić deszczówkę i jak piją pomidory (skoro nie mają ust). Inni w deszczu korzystają z uroków parasoli z okienkiem i przekonują się, na czym polega obieg wody w przyrodzie. Jeszcze inni pomagają przy układaniu worków z piaskiem na wałach przeciwpowodziowych (i dowiadują się, dlaczego woda występuje z brzegów rzek. Ktoś bierze udział w biegu charytatywnym, żeby wykopać studnię w Afryce, ktoś inny zyskuje wiadomości na temat plastiku i jego szkodliwego działania dla stworzeń wodnych. Czasami woda oznacza zabawę lub wyzwania: na basenie można do niej skakać (i sprawdzać, czy uderzenie o wodę całym ciałem boli), w domu - brać niekończące się kąpiele (i przy okazji poznawać sekret działania wodociągów). Woda to także łzy lub śnieg, z którego można zbudować igloo. Ciekawe dla najmłodszych będzie istnienie "wody wirtualnej" - opowiadanie o wymiankach ubraniowych przypomina, jak dużo wody trzeba, by wyprodukować koszulkę lub sukienkę. Są tu tematy różne: woda na pustyni i ubikacja bez wody, nurkowanie, tama i... chrzest. Niespodzianek zatem nie zabraknie: "Woda" to tomik także dla ambitnych czytelników. Dzieci zyskają tu przegląd przygód rówieśników - i dostęp do wielokulturowości (co ważne, inny kolor skóry widać tylko na obrazkach, a nie w tekstach, pochodzenie dzieci można odgadywać po imionach - ale autorka dba o to, żeby nikogo nie wyróżniać i nie podkreślać odmienności, dla wszystkich znajdzie się miejsce). Zawsze konstrukcja historyjki wygląda podobnie, chociaż schematu raczej nie wychwycą najmłodsi: autorka zaczyna od wstrzelenia od razu w sedno sytuacji: pokazuje bohaterów zaangażowanych w wybraną akcję, podekscytowanych czekającymi ich działaniami i zainteresowanych najbliższym otoczeniem. Następnie wprowadza motyw wody - w wielu dostępnych postaciach - żeby dzieci przekonały się, jak dużo zagadnień wiąże się z tematem wiodącym książki. Później zapewnia element emocjonujący: nie wszystko zawsze od razu się układa, dziecko musi często modyfikować plany i dostosowywać się do sytuacji. Znajduje też w pobliżu kogoś, kto zna się na wodzie i może wprowadzić informacje rzeczowe, przystosowane do wieku dzieci, ale nie infantylizowane. Tak przygotowane opowiadania nie będą dzieci męczyć, a zachęcą je do poznawania kolejnych faktów i ciekawostek na temat wody. Oczywiście fabułki zapadną maluchom w pamięć i przyczynią się do chęci oszczędzania wody czy dbania o środowisko - dzięki temu Susanne Orosz trafi do szerokiej grupy odbiorców i zbuduje świadomość ekologiczną. Za sprawą cowieczornego czytania będzie mogła też uświadamiać rodzicom, jak ważne są odpowiednio przekazywane wiadomości - i kształtowanie odpowiedzialności już u najmłodszych. Przyjemność lekturową podbiją też dowcipne obrazki, którymi zapełniane są strony.

czwartek, 28 lipca 2022

Lucy Maud Montgomery: Anne z Avonlea

Marginesy, Warszawa 2022.

Dojrzewanie

Dla czytelników wychowywanych na starych przekładach Ania z Zielonego Wzgórza pozostanie Anią (bez względu na podejście do tłumaczenia imion, tak samo jak pani Linde będzie Małgorzatą a nie Rachel), a Zielone Wzgórze nie zamieni się na element architektoniczny. Anna Bańkowska postanawia przywrócić właściwe nazewnictwo, jednak raczej bezskutecznie będzie walczyć z przyzwyczajeniami odbiorców. Zwłaszcza że swojska Ania budzi znacznie większą sympatię niż bezosobowa Anne.

Niezależnie od podejścia - można uzupełnić sobie biblioteczkę i pozbyć się części archaicznych komentarzy w narracji. "Anne z Avonlea" to drugi tom przygód rudowłosej bohaterki, która zaczyna wkraczać w dorosłość. Podejmuje pierwszą pracę: jest nauczycielką w miejscowej szkole. Zarzeka się, że nigdy nie uderzy żadnego dziecka i będzie starała się zrozumieć swoich podopiecznych, zwłaszcza tych o nazbyt bujnej wyobraźni. Wolne chwile spędza z przyjaciółmi - między innymi z Dianą, ale powracają też Gilbert (coraz częściej autorka sugeruje, że między tytułową bohaterką i tym przystojnym młodzieńcem nawiąże się coś różnego od przyjaźni) czy Jane i Ruby. Anne opiekuje się Marillą, ale tym razem bardziej skupia się na bliźniętach, które trafiają do Zielonych Szczytów: dwoje osieroconych dzieci podbija błyskawicznie serca kobiet. Dziewczynka jest spokojna i nie zwraca na siebie uwagi, za to chłopiec bez przerwy wpada w tarapaty albo budzi podziw dla swojej logiki. Nawet jeśli nie chce być niegrzeczny, wciąż łamie reguły narzucane przez opiekunki: później próbuje się wymigać od konsekwencji. To Davy ma być czynnikiem przyciągającym odbiorców do książki: bo przecież nie Koło Entuzjastów Avonlea, zryw społeczny, dzięki któremu miejscowość ma stać się piękniejsza. Lucy Maud Montgomery w tym temacie staje się dość moralizatorska i przewidywalna - za to przy prezentowaniu psot chłopca dobrze się bawi.

Zdarza się, że Anna Bańkowska zastępuje jedne archaizmy innymi (są tu "bonie dydy", są określenia żargonowe nie tylko w przypadku monologów niewyedukowanego dziecka, gdzie mają swoje uzasadnienie, ale w pozornie obiektywnych opisach: zabrakło w redakcji książki zwrócenia uwagi na nieprzejrzystość takich określeń). Raczej "Anne z Avonlea" nie wywoła tak wielkich kontrowersji jak pierwszy tom - bo też i jest to historia mniej znana, a bardziej wymuszana przez oczekiwania czytelników. Mniejsza liczba fanów rudowłosej dziewczyny zna na pamięć tę historię, więc też i mniej będzie rozczarowań ze względu na zmiany w ulubionych cytatach i fragmentach powieści. W "Anne z Avonlea" widać dość mocno moralizatorski charakter opowieści i nastawienie na lekcje dla dorastających czytelniczek: dzisiaj taka wersja nie zrobiłaby dobrego wrażenia - a jednak ponadczasowość przygód Ani polega również na sile prawdziwych uczuć. Bez względu na przemiany obyczajowe reakcje bohaterek będą szczere i prawdziwe - i to nie zmienia się w żadnym z tłumaczeń.

środa, 27 lipca 2022

Dorota Łoskot-Cichocka: Fafik i kogut

Harperkids, Warszawa 2022.

Wakacyjna przygoda

Dorota Łoskot-Cichocka nie sili się na wymyślne fabuły. Stawia na coś, co wydaje się sprawdzone i ponadczasowe: na wakacyjną obyczajową historyjkę, którą przeżyć może każde dziecko wyjeżdżające na wieś do rodziny. Nelka i Stefek - bohaterowie już znani z poprzednich książek tej autorki - oraz pies Fafik wybierają się do ciotki Jagi za miasto. Ciotka Jaga na szczęście nie przypomina Baby Jagi (chociaż w dzieciach budzi konsternację fakt, że mieszka w lesie i lubi słodycze), podobna jest do mamy i ma mnóstwo smakowitych owoców, w sam raz na wakacyjny upał. Ma też sporo zwierząt - i z nimi chce się zaprzyjaźnić Fafik. Dopóki nie trafi na rywala, który może go przegonić z podwórka. Stawia autorka na zabawną opowiastkę, która rozbudza ciekawość: niby nic się tu dla dzieci nie dzieje, nie przeżywają przygód rodem z książek awanturniczych, nic im nie zagraża, nie mają czasu na nudzenie się. Bohaterowie cieszą się chwilą i doceniają to, co zwykle bardziej przekonuje dorosłych: uroki wypoczynku w spokoju. Nie oznacza to, że na wsi nic się nie dzieje, co więcej: odbiorców autorka przyciągnie właśnie nieoczekiwaną innością, odmiennością od normalnych zachowań.

Wszystko po to, żeby dzieci, które uczą się czytać, mogły ćwiczyć na drugim poziomie obchodzącej już dekadę serii. "Fafik i kogut" to propozycja zabawna, kolorowa i atrakcyjna dla kilkulatków dzisiaj - pozwala na połączenie wakacyjnego relaksu i ćwiczenia czytania, maskuje konieczność podjęcia wysiłku lekturowego. Duży druk ułatwi dzieciom śledzenie liter (co ważne, bo tekstu jest tu dość sporo, w porównaniu z tomikami z pierwszego poziomu: to już nie dwulinijkowe podpisy pod obrazkami, a całe akapity zamieszczane na kolejnych stronach. Dorota Łoskot-Cichocka proponuje też barwne ilustracje do kolejnych wątków, sprawia, że łatwiej będzie zaprzyjaźnić się z bohaterami i poczuć klimat letniego wypoczynku. "Fafik i kogut" to książka, w której humor sytuacyjny zostaje przełożony na opowieść, nie ma tu zbyt skomplikowanych wątków ani nienaturalności, co zdarza się autorom przestrzegającym rygorystycznych zasad obowiązujących w cyklu. Dzieci mogą na tej publikacji uczyć się czytać, ale mogą też znaleźć tu swój azyl, historię, która urzeka prostotą i wciąga przez zwierzęcych bohaterów. Co ważne, Dorota Łoskot-Cichocka trzyma się narracji dziecka, ale nie infantylizuje tekstu (nie sięga też po mało zrozumiałe synonimy). Udaje jej się naśladować relację rówieśników odbiorców - tak, by historyjka wydawała się wszystkim prawdopodobna i dostępna. Jest to tomik drobny, ale ładnie wymyślony, starannie dopracowany w szczegółach - i spodoba się kilkulatkom oraz ich rodzicom, bo może być potraktowany również jako kojąca lektura przed snem.

wtorek, 26 lipca 2022

Katarzyna Ryrych: Czarna Walizka. Dalej niż daleko

Prószyński i S-ka, Warszawa 2022.

Przeprowadzki

Drugi tom sagi Czarna Walizka można spokojnie czytać w oderwaniu od pierwszego, bo chociaż Katarzyna Ryrych na początku nie sili się na prezentowanie znanych fanom bohaterów, sprawia, że błyskawicznie staną się bliscy także tym przypadkowym odbiorcom. "Dalej niż daleko" to historia, w której autorka podprowadza aż do czasów drugiej wojny światowej: niby jest w stanie zaangażować w losy bohaterów, ale już wiadomo, że na horyzoncie majaczy zło w najczystszej postaci - i trudniej uwierzyć w plany, jakie snują ludzie z kart powieści. Ten zresztą mechanizm jest do znudzenia wykorzystywany przez twórców sag historycznych: zupełnie jakby druga wojna światowa była jedynym możliwym czynnikiem przekreślającym najbardziej nawet śmiałe pomysły. W "Dalej niż daleko" na początku pojawia się motyw opętania: Maria, żona Mikołaja, rzekomo zwraca się ku Bogu: w praktyce zaczyna słyszeć głos Gabriela i z nim rozmawia, porzucając ziemskie sprawy. Nie opiekuje się dzieckiem, zresztą wszyscy boją się o Ewelinkę: nie chcą, żeby udzieliło się jej obłąkanie matki. Sam Mikołaj być może by się poddał, gdyby nie Ewelina. Kochanka daje mu nadzieję na normalność i zwyczajne życie. Żona trafia w końcu do zakładu dla psychicznie chorych - to najlepsze dla niej miejsce. Konstanty zyskuje możliwość ułożenia sobie egzystencji po swojemu. Chociaż nie może poślubić ukochanej (ani rozstać się z chorą), ma cichą zgodę bliskich na niekonwencjonalne rozwiązanie. Szczęścia szuka przy boku mądrej i wrażliwej partnerki. Ale to zaledwie jedna rodzina, którą Katarzyna Ryrych portretuje - w innej wysyła kogoś za ocean do pracy, żeby móc powiązać losy pozornie przypadkowych postaci w nieoczekiwanych momentach. Równie ważni są tu przedstawiciele starszego pokolenia. Każdy ma swoje punkty oparcia i każdy potrzebuje towarzystwa, żeby zachować zdrowe zmysły w coraz bardziej skomplikowanym świecie. Od czasu do czasu Katarzyna Ryrych przypomina o Ewelince - najmłodszej bohaterce historii, która w końcu będzie chciała także znaleźć swoje miejsce na ziemi. Tymczasem los miota ludzi po świecie i sprawia, że wszelkie nadzieje mogą błyskawicznie ulec zniszczeniu. Bohaterowie muszą dostosowywać się do panujących warunków i często rezygnować z marzeń - ale też uczą się, jak znajdować pocieszenie w drobnych sprawach, uciekają od zmartwień i od nadmiernego strachu.

Katarzyna Ryrych wykorzystuje tu niewielkie wątki kryminalne, stawia też mocno na obyczajowość i na minioną obyczajowość - na zwyczaje czy zasady, które obecnie wydają się mocno przebrzmiałe i niekoniecznie nadawałyby się do wprowadzenia w życie. Może tak zrobić dzięki temu, że wybiera uniwersalne uczucia - zrozumiałe bez względu na czasy. Dzięki temu buduje więź z bohaterami i przekonuje do nich. Wykorzystuje przy tym dość ascetyczną stylistykę w narracji: często sięga po urywane frazy, zupełnie jakby zapominała o czasownikach w komentarzach - albo jakby przez te pozorne braki chciała podkreślać refleksje bohaterów. Sprawia to w lekturze dość dziwne wrażenie, chociaż w pewnym momencie czytelnicy przyzwyczają się do szarpanych uwag i przestaną się nimi przejmować. Tu i tak najbardziej przyciągające mają być wydarzenia - szarpiące nerwy postaci i stwarzające liczne problemy w codzienności. Katarzyna Ryrych radzi sobie z tym tematem, a dzięki unikaniu przesady w opisach - zyskuje szansę na pokazanie świata z międzywojnia bez szczegółowych kwerend.