HarperYA, Warszawa 2024.
Zmiany
W tej powieści teoretycznie nic się nie dzieje, nie ma brawurowej akcji, wielkich wydarzeń ani dramatów, wszystko rozgrywa się naturalnie i chociaż jest nieuchronne dla bohaterów – nie generuje większego lęku. Katarzyna Ryrych wychodzi od powieści dziecięcej w stronę młodzieżowej, pokazuje dorastanie, moment przejścia z wieku niewinności do pierwszych poważnych i dorosłych spraw. Ale pozostaje przy tym dorosłą w akcji i w narracji, wyposaża bohaterów w cechy, które mieliby bardziej doświadczeni życiowo. Traktuje poważnie swoich czytelników – i z tej powagi traci beztroskę, tak charakterystyczną dla powieści młodzieżowych. Tutaj atmosfera jest dość mroczna, wszyscy się czymś przejmują, ale mają siebie nawzajem i dzięki temu radzą sobie z kolejnymi wyzwaniami. W małym miasteczku nie dzieje się zbyt dużo. Największą historią rozgrywającą się w tle ma być sytuacja ze zdradzającymi się rodzicami – i to sygnał kłopotów, jakie czyhają tuż za rogiem. Katarzyna Ryrych wprowadza sobie ułatwienie w postaci równowagi w opiece – jeśli dorośli nie mogą zająć się swoimi pociechami, to pociechy zajmą się same sobą – i tu przydaje się Draka. Draka to dziewczyna samodzielna. Mieszka wprawdzie z ojcem – ale ten ojciec jest zagubionym w życiu naukowcem, więc niezbyt przydaje się przy sprzątaniu, gotowaniu, zakupach itp. W związku z tym to Draka matkuje wszystkim, a matki z miasteczka traktują ją jak dorosłą. Draka zawsze wie, co zrobić i jak zareagować, jeśli coś idzie nie po czyjejś myśli. Jest opoką dla wszystkich. Ostatnie beztroskie wakacje relacjonuje Kostek, jej najlepszy przyjaciel. Kostek w swoim domu obserwuje, jak ważna jest wolność – jego mama po śmierci taty samotnie prowadzi warsztat samochodowy, a po godzinach organizuje spotkania dla pań. Wszystkie, które przychodzą do Klubu, znajdują tu pocieszenie i wsparcie – i chociaż nikt z zewnątrz nie wie, co dzieje się w środku, kobiety trzymają się razem. Tylko tak są w stanie pokonać wszystkie przeciwności losu. Ale nie wszystkim się to podoba. I tu rzeczywiście autorka wprowadza pewne śladowe zagrożenie, żeby przynajmniej zasugerować, że w miasteczku nie jest jednak zbyt sielankowo.
Czas płynie bohaterom na codzienności. Na spędzaniu razem kolejnych dni i na subtelnym, prawie dla odbiorców niewidocznym, wkraczaniu w dorosłe sprawy. To, co się buduje w relacjach między ludźmi, jest odzwierciedleniem już poważnych i dojrzałych kwestii, autorka nie szuka infantylizowania – przez to jej opowieść w warstwie narracyjnej wydaje się stara i psychologizująca. Nie jest to zarzut, Katarzyna Ryrych zapewnia odskocznię od tego, co dzisiaj w mainstreamie powieści młodzieżowych. Proponuje coś zupełnie innego, coś, czego odbiorcy z pewnością się nie spodziewali. I najlepsze jest to, że częstuje ich prawdziwszym (chociaż i tak cukrowanym) światem, nie obiecuje wielkich fajerwerków i wydarzeń granicznych, wystarcza jej zwyczajność rejestrowana tak prosto jak tylko się da. „Draka na Antypodach” to powieść o mierzeniu się z mało widowiskowymi zmartwieniami – z tym wszystkim, co zwykle nie trafia do powieści. Dzięki temu ta książka może okazać się tak wartościowa z perspektywy czytelników – jak zresztą wszystkie tytuły nagradzane w konkursie im. Astrid Lingren.
Recenzje, wywiady, omówienia krytyczne, komentarze.
Codziennie aktualizowana strona Izabeli Mikrut
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Katarzyna Ryrych. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Katarzyna Ryrych. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 1 lipca 2024
wtorek, 26 lipca 2022
Katarzyna Ryrych: Czarna Walizka. Dalej niż daleko
Prószyński i S-ka, Warszawa 2022.
Przeprowadzki
Drugi tom sagi Czarna Walizka można spokojnie czytać w oderwaniu od pierwszego, bo chociaż Katarzyna Ryrych na początku nie sili się na prezentowanie znanych fanom bohaterów, sprawia, że błyskawicznie staną się bliscy także tym przypadkowym odbiorcom. "Dalej niż daleko" to historia, w której autorka podprowadza aż do czasów drugiej wojny światowej: niby jest w stanie zaangażować w losy bohaterów, ale już wiadomo, że na horyzoncie majaczy zło w najczystszej postaci - i trudniej uwierzyć w plany, jakie snują ludzie z kart powieści. Ten zresztą mechanizm jest do znudzenia wykorzystywany przez twórców sag historycznych: zupełnie jakby druga wojna światowa była jedynym możliwym czynnikiem przekreślającym najbardziej nawet śmiałe pomysły. W "Dalej niż daleko" na początku pojawia się motyw opętania: Maria, żona Mikołaja, rzekomo zwraca się ku Bogu: w praktyce zaczyna słyszeć głos Gabriela i z nim rozmawia, porzucając ziemskie sprawy. Nie opiekuje się dzieckiem, zresztą wszyscy boją się o Ewelinkę: nie chcą, żeby udzieliło się jej obłąkanie matki. Sam Mikołaj być może by się poddał, gdyby nie Ewelina. Kochanka daje mu nadzieję na normalność i zwyczajne życie. Żona trafia w końcu do zakładu dla psychicznie chorych - to najlepsze dla niej miejsce. Konstanty zyskuje możliwość ułożenia sobie egzystencji po swojemu. Chociaż nie może poślubić ukochanej (ani rozstać się z chorą), ma cichą zgodę bliskich na niekonwencjonalne rozwiązanie. Szczęścia szuka przy boku mądrej i wrażliwej partnerki. Ale to zaledwie jedna rodzina, którą Katarzyna Ryrych portretuje - w innej wysyła kogoś za ocean do pracy, żeby móc powiązać losy pozornie przypadkowych postaci w nieoczekiwanych momentach. Równie ważni są tu przedstawiciele starszego pokolenia. Każdy ma swoje punkty oparcia i każdy potrzebuje towarzystwa, żeby zachować zdrowe zmysły w coraz bardziej skomplikowanym świecie. Od czasu do czasu Katarzyna Ryrych przypomina o Ewelince - najmłodszej bohaterce historii, która w końcu będzie chciała także znaleźć swoje miejsce na ziemi. Tymczasem los miota ludzi po świecie i sprawia, że wszelkie nadzieje mogą błyskawicznie ulec zniszczeniu. Bohaterowie muszą dostosowywać się do panujących warunków i często rezygnować z marzeń - ale też uczą się, jak znajdować pocieszenie w drobnych sprawach, uciekają od zmartwień i od nadmiernego strachu.
Katarzyna Ryrych wykorzystuje tu niewielkie wątki kryminalne, stawia też mocno na obyczajowość i na minioną obyczajowość - na zwyczaje czy zasady, które obecnie wydają się mocno przebrzmiałe i niekoniecznie nadawałyby się do wprowadzenia w życie. Może tak zrobić dzięki temu, że wybiera uniwersalne uczucia - zrozumiałe bez względu na czasy. Dzięki temu buduje więź z bohaterami i przekonuje do nich. Wykorzystuje przy tym dość ascetyczną stylistykę w narracji: często sięga po urywane frazy, zupełnie jakby zapominała o czasownikach w komentarzach - albo jakby przez te pozorne braki chciała podkreślać refleksje bohaterów. Sprawia to w lekturze dość dziwne wrażenie, chociaż w pewnym momencie czytelnicy przyzwyczają się do szarpanych uwag i przestaną się nimi przejmować. Tu i tak najbardziej przyciągające mają być wydarzenia - szarpiące nerwy postaci i stwarzające liczne problemy w codzienności. Katarzyna Ryrych radzi sobie z tym tematem, a dzięki unikaniu przesady w opisach - zyskuje szansę na pokazanie świata z międzywojnia bez szczegółowych kwerend.
Przeprowadzki
Drugi tom sagi Czarna Walizka można spokojnie czytać w oderwaniu od pierwszego, bo chociaż Katarzyna Ryrych na początku nie sili się na prezentowanie znanych fanom bohaterów, sprawia, że błyskawicznie staną się bliscy także tym przypadkowym odbiorcom. "Dalej niż daleko" to historia, w której autorka podprowadza aż do czasów drugiej wojny światowej: niby jest w stanie zaangażować w losy bohaterów, ale już wiadomo, że na horyzoncie majaczy zło w najczystszej postaci - i trudniej uwierzyć w plany, jakie snują ludzie z kart powieści. Ten zresztą mechanizm jest do znudzenia wykorzystywany przez twórców sag historycznych: zupełnie jakby druga wojna światowa była jedynym możliwym czynnikiem przekreślającym najbardziej nawet śmiałe pomysły. W "Dalej niż daleko" na początku pojawia się motyw opętania: Maria, żona Mikołaja, rzekomo zwraca się ku Bogu: w praktyce zaczyna słyszeć głos Gabriela i z nim rozmawia, porzucając ziemskie sprawy. Nie opiekuje się dzieckiem, zresztą wszyscy boją się o Ewelinkę: nie chcą, żeby udzieliło się jej obłąkanie matki. Sam Mikołaj być może by się poddał, gdyby nie Ewelina. Kochanka daje mu nadzieję na normalność i zwyczajne życie. Żona trafia w końcu do zakładu dla psychicznie chorych - to najlepsze dla niej miejsce. Konstanty zyskuje możliwość ułożenia sobie egzystencji po swojemu. Chociaż nie może poślubić ukochanej (ani rozstać się z chorą), ma cichą zgodę bliskich na niekonwencjonalne rozwiązanie. Szczęścia szuka przy boku mądrej i wrażliwej partnerki. Ale to zaledwie jedna rodzina, którą Katarzyna Ryrych portretuje - w innej wysyła kogoś za ocean do pracy, żeby móc powiązać losy pozornie przypadkowych postaci w nieoczekiwanych momentach. Równie ważni są tu przedstawiciele starszego pokolenia. Każdy ma swoje punkty oparcia i każdy potrzebuje towarzystwa, żeby zachować zdrowe zmysły w coraz bardziej skomplikowanym świecie. Od czasu do czasu Katarzyna Ryrych przypomina o Ewelince - najmłodszej bohaterce historii, która w końcu będzie chciała także znaleźć swoje miejsce na ziemi. Tymczasem los miota ludzi po świecie i sprawia, że wszelkie nadzieje mogą błyskawicznie ulec zniszczeniu. Bohaterowie muszą dostosowywać się do panujących warunków i często rezygnować z marzeń - ale też uczą się, jak znajdować pocieszenie w drobnych sprawach, uciekają od zmartwień i od nadmiernego strachu.
Katarzyna Ryrych wykorzystuje tu niewielkie wątki kryminalne, stawia też mocno na obyczajowość i na minioną obyczajowość - na zwyczaje czy zasady, które obecnie wydają się mocno przebrzmiałe i niekoniecznie nadawałyby się do wprowadzenia w życie. Może tak zrobić dzięki temu, że wybiera uniwersalne uczucia - zrozumiałe bez względu na czasy. Dzięki temu buduje więź z bohaterami i przekonuje do nich. Wykorzystuje przy tym dość ascetyczną stylistykę w narracji: często sięga po urywane frazy, zupełnie jakby zapominała o czasownikach w komentarzach - albo jakby przez te pozorne braki chciała podkreślać refleksje bohaterów. Sprawia to w lekturze dość dziwne wrażenie, chociaż w pewnym momencie czytelnicy przyzwyczają się do szarpanych uwag i przestaną się nimi przejmować. Tu i tak najbardziej przyciągające mają być wydarzenia - szarpiące nerwy postaci i stwarzające liczne problemy w codzienności. Katarzyna Ryrych radzi sobie z tym tematem, a dzięki unikaniu przesady w opisach - zyskuje szansę na pokazanie świata z międzywojnia bez szczegółowych kwerend.
poniedziałek, 29 marca 2021
Katarzyna Ryrych: Maneki-neko
Ezop, Warszawa 2020.
Prezent
Mroczna jest ta książka, chociaż nie przytłaczająca. Katarzyna Ryrych wie, jak eksponować kwestie psychologiczne w powieściach dla młodzieży, jednocześnie pamięta, że jej grupa odbiorców cechuje się zwiększoną wrażliwością i nie można jej przeładować problemami. "Maneki-neko" to zatem książka łącząca nastoletnie dylematy i fantastykę, klimaty Japonii i grozę. Autorka szuka mocnych wrażeń, zagadek, które na pierwszy rzut oka nie mogą mieć sensownego wytłumaczenia. Decyduje się na wyraziste opowieści, stawia na wyobcowanie postaci i na międzykulturowe szyfry. Wszystko, co dzieje się od pewnego momentu w życiu Eryki, prowadzi do jednego celu: poznania tajemnicy Lasu Samobójców.
Najpierw - skomplikowana sytuacja rodzinna. Eryka mieszka z mamą i jej nowym mężem (nie ma pojęcia, jak się do niego zwracać, zastanawia się też czasem, co mama w nim ceni: psycholog, który wydaje się być pozbawiony poczucia humoru). Ojczym jest oczytany i ma zestaw wyjaśnień na każdą okazję, w razie potrzeby będzie służyć wsparciem - trzeba mu tylko zaufać. Dla Eryki to na razie sprawa odległa. Chwilowo dziewczyna cieszy się z wakacyjnego wyjazdu. Wolny czas spędzi u ukochanego brata. Iwo mieszka w Krakowie ze swoją matką i z ojcem (który jest także ojcem Eryki), ma zresztą być dowodem na niewierność mężczyzny (chociaż sytuacja jest znacznie bardziej zagmatwana). Eryka jest wręcz przesadnie zafascynowana Iwem: chce go we wszystkim naśladować, liczy na to, że chłopak zwróci na nią uwagę. Nie chodzi tu o kazirodczą relację, a o platoniczne silne uczucie. Wydaje się, że dla autorki bardzo ważne jest pokazanie rodzin patchworkowych, tego, że nie warto tęsknić za przeszłością, znacznie lepiej jest pogodzić się z sytuacją i czerpać z niej korzyści. Ale przecież moralizowaniem Katarzyna Ryrych nie przyciągnęłaby nastoletnich odbiorców do lektury. Decyduje się zatem na przyciągającą fabułę. Oto w życiu Eryki dzieje się coś dziwnego: w snach dziewczyna powraca do pewnego mrocznego lasu. Znajduje tam nawet sandał, który potem pojawi się w jej życiu. Wszystko po to, żeby zacząć zgłębiać specyfikę kultury japońskiej. Iwo uczęszcza na kurs manghi, Eryka próbuje do niego dołączyć. Poznaje dziewczynę, która urzekła jej brata - i zastanawia się nad tym, czy grozi mu jakieś niebezpieczeństwo.
Charakterystyczną cechą tomu "Maneki-neko" jest odrzucenie oczywistych schematów. Tu nic nie dzieje się zgodnie z oczekiwaniami czytelników: dla nastoletnich odbiorców Katarzyny Ryrych liczyć się będzie oryginalność. A także fakt, że autorka nie zamierza stronić od trudnych zagadnień. Kwestia Lasu Samobójców nadaje książce specyficzny ton. To sygnał dla czytelników, że autorka traktuje ich poważnie. Chociaż miesza fantastykę i rzeczywistość, nie infantylizuje historii. Pozwala postaciom przechodzić przez wielkie wyzwania, połączone z problemami psychicznymi. Pisze zagadkowo, budzi niepewność, wyjaśnia jednak, jak ważne jest wsparcie drugiej osoby. W "Maneki-neko" liczą się trzy wielkie zagadnienia: miłość, śmierci i odwaga. To, co autorka eksponuje w relacji, pozwoli odbiorcom zastanowić się nad własnymi zmartwieniami - i nabrać do nich dystansu.
Prezent
Mroczna jest ta książka, chociaż nie przytłaczająca. Katarzyna Ryrych wie, jak eksponować kwestie psychologiczne w powieściach dla młodzieży, jednocześnie pamięta, że jej grupa odbiorców cechuje się zwiększoną wrażliwością i nie można jej przeładować problemami. "Maneki-neko" to zatem książka łącząca nastoletnie dylematy i fantastykę, klimaty Japonii i grozę. Autorka szuka mocnych wrażeń, zagadek, które na pierwszy rzut oka nie mogą mieć sensownego wytłumaczenia. Decyduje się na wyraziste opowieści, stawia na wyobcowanie postaci i na międzykulturowe szyfry. Wszystko, co dzieje się od pewnego momentu w życiu Eryki, prowadzi do jednego celu: poznania tajemnicy Lasu Samobójców.
Najpierw - skomplikowana sytuacja rodzinna. Eryka mieszka z mamą i jej nowym mężem (nie ma pojęcia, jak się do niego zwracać, zastanawia się też czasem, co mama w nim ceni: psycholog, który wydaje się być pozbawiony poczucia humoru). Ojczym jest oczytany i ma zestaw wyjaśnień na każdą okazję, w razie potrzeby będzie służyć wsparciem - trzeba mu tylko zaufać. Dla Eryki to na razie sprawa odległa. Chwilowo dziewczyna cieszy się z wakacyjnego wyjazdu. Wolny czas spędzi u ukochanego brata. Iwo mieszka w Krakowie ze swoją matką i z ojcem (który jest także ojcem Eryki), ma zresztą być dowodem na niewierność mężczyzny (chociaż sytuacja jest znacznie bardziej zagmatwana). Eryka jest wręcz przesadnie zafascynowana Iwem: chce go we wszystkim naśladować, liczy na to, że chłopak zwróci na nią uwagę. Nie chodzi tu o kazirodczą relację, a o platoniczne silne uczucie. Wydaje się, że dla autorki bardzo ważne jest pokazanie rodzin patchworkowych, tego, że nie warto tęsknić za przeszłością, znacznie lepiej jest pogodzić się z sytuacją i czerpać z niej korzyści. Ale przecież moralizowaniem Katarzyna Ryrych nie przyciągnęłaby nastoletnich odbiorców do lektury. Decyduje się zatem na przyciągającą fabułę. Oto w życiu Eryki dzieje się coś dziwnego: w snach dziewczyna powraca do pewnego mrocznego lasu. Znajduje tam nawet sandał, który potem pojawi się w jej życiu. Wszystko po to, żeby zacząć zgłębiać specyfikę kultury japońskiej. Iwo uczęszcza na kurs manghi, Eryka próbuje do niego dołączyć. Poznaje dziewczynę, która urzekła jej brata - i zastanawia się nad tym, czy grozi mu jakieś niebezpieczeństwo.
Charakterystyczną cechą tomu "Maneki-neko" jest odrzucenie oczywistych schematów. Tu nic nie dzieje się zgodnie z oczekiwaniami czytelników: dla nastoletnich odbiorców Katarzyny Ryrych liczyć się będzie oryginalność. A także fakt, że autorka nie zamierza stronić od trudnych zagadnień. Kwestia Lasu Samobójców nadaje książce specyficzny ton. To sygnał dla czytelników, że autorka traktuje ich poważnie. Chociaż miesza fantastykę i rzeczywistość, nie infantylizuje historii. Pozwala postaciom przechodzić przez wielkie wyzwania, połączone z problemami psychicznymi. Pisze zagadkowo, budzi niepewność, wyjaśnia jednak, jak ważne jest wsparcie drugiej osoby. W "Maneki-neko" liczą się trzy wielkie zagadnienia: miłość, śmierci i odwaga. To, co autorka eksponuje w relacji, pozwoli odbiorcom zastanowić się nad własnymi zmartwieniami - i nabrać do nich dystansu.
środa, 21 grudnia 2016
Paweł Beręsewicz, Wojciech Cesarz, Barbara Kosmowska, Andrzej Maleszka, Katarzyna Ryrych, Katarzyna Terechowicz: Gorzka czekolada i inne opowiadania o ważnych sprawach
Prószyński, Warszawa 2016.
Psychologia
„Gorzka czekolada” to tomik należący do publikacji edukacyjno-wychowawczych: rozrywka schodzi w nim na dalszy plan. Kilkoro autorów kojarzonych przede wszystkim z wydawnictwem Literatura – Barbara Kosmowska, Katarzyna Ryrych, Katarzyna Terechowicz, Wojciech Cesarz, Paweł Beręsewicz i Andrzej Maleszka. Skupieni wokół tego pomysłu twórcy mają już doświadczenie w poruszaniu trudnych tematów w historiach dla dzieci i młodzieży. Teraz krótkie opowiadania mogą posłużyć odbiorcom jako drogowskazy, komentarze do często spotykanych sytuacji lub wyzwań z życia codziennego.
Tomik został tak skonstruowany, by odbiorcy szybko zrozumieli zasady nawigacji. Każdy motyw ma swój kolor (można bez spisu treści trafić do odpowiedniego miejsca w książce), każdy zostaje również zdefiniowany, krótko scharakteryzowany jeszcze przed właściwą lekturą. Niby pojawiają się tu oczywistości, pojęcia, które często są rozumiane niemal intuicyjnie – ale drobne wprowadzenia do rozdziałów to automatycznie sposób na wykluczenie wątpliwości oraz nieporozumień. Twórcy książki zapewniają tym samym niezbędne podstawy do uczenia empatii czy wyrozumiałości, do uspokojenia młodych odbiorców, którzy bardzo często bez podobnych przewodników błądzą. Ale opisanie, czym jest wolność czy odpowiedzialność, a czym przyjaźń to rzecz jasna nie wszystko, co oferuje publikacja. Tomik zawiera szereg opowiadań tematyzowanych – i narzucenie treści teoretycznie powinno ograniczać formę, ale tak się nie dzieje – pojawiają się tu, poza obyczajowymi, na przykład historie fantasy czy humoreski. Dominują jednak wygodne przy realizacji tego konkretnego celu opowiastki „z życia wzięte”, naturalne i rzeczowe. Tutaj konkretne problemy zyskują realny kształt, łatwiej je potraktować jak przeniesienie trosk odbiorców bezpośrednio do lektury. Młodzi bohaterowie przeważnie mierzą się z wyzwaniami codzienności. Wystawiane na poważne próby są uczucia i postawy wobec kolegów, ale czasami to domowe zwierzęta pozwalają pojąć rozmiar błędów czy powody braku zaufania. Autorzy rezygnują zwykle z zabaw literackich, zależy im bardziej na czystości przesłań, a nie na popisywaniu się warsztatem. „Gorzka czekolada” jako motyw parę razy powraca w pojedynczych historiach, w większości funkcjonować może za to jako metafora młodości. Twórcy świetnie zdają sobie sprawę, że idealizowanie rzeczywistości nastolatków byłoby w tym wypadku równoznaczne z przekreśleniem szans na porozumienie. Bohaterowie doświadczają więc przeróżnych przykrości, po to, by nabrali siły i wiary w siebie, by przeszli potrzebną metamorfozę lub weszli w dojrzałość. Kontekst tomiku wyklucza oczywistości fabularne. Autorzy nie zwracają czasem uwagi na rozbudowywanie rzeczywistości postaci, wystarczy wyimek w ich egzystencji, niemal moment, za to obfitujący w silne przeżycia.
Sporo opowiadań tu zamieszczonych bazuje na dialogach i interakcjach między postaciami, bo to zapewnia przyspieszenie rozwoju akcji. Tak zresztą najłatwiej prześledzić proces przemian. Forma może w pewien sposób nadawać lekkości tekstom, odrobinę odciążyć morały. Bo chociaż kluczowe jest kreowanie trudnych sytuacji, by móc wskazać drogę postępowania, nie należy zniechęcać czytelników. Doświadczeni autorzy potrafią delikatnie nakierować na właściwe wnioski (ale bywa i ostrzej, choćby w miniscenie znęcania się nad psem!), nie będą myśleć za nastolatków. Wierzą w inteligencję odbiorców tomiku i dlatego też unikają banałów czy śladów bajkowości. Nie ma w tych historiach miejsca na szczegóły – ale precyzja autorów pomaga w nakreślaniu kontekstu. Twórcy z „Gorzkiej czekolady” udowadniają, że rozumieją odwieczne – uniwersalne – dylematy młodzieży, a może właśnie dlatego zostali tu wybrani do budowania historyjek. Rezygnują ze wskazówek charakterystycznych dla pedagogów, unikają teoretyzowania – wiedzą, że tym odstraszą tylko docelowych odbiorców.
Nawet w warstwie graficznej podkreślana jest młodzieżowość tomiku. Proste i charakterystyczne dla stylu „nastoletniego” Anity Głowińskiej obrazki pozwalają na płynne przechodzenie między tematami. Rezygnacja z większości kolorów – ograniczanie palety barw w obrębie jednego rysunku-szkicu – nadaje powagi tekstom, ale znów zapewnia też odciążenie. Jest „Gorzka czekolada” tomikiem, który trudno byłoby przeczytać szybko. Przygotowany został tak, by dzielić go na małe porcje, „kostki” czekolady. Autorzy nie chcą tu przygnębiać odbiorców, ale krzepiąca moc opowiadań pojawia się dopiero jako efekt przemyślenia treści. To lektura wymagająca – potrzebna i wolna od rozrywkowego komizmu.
Psychologia
„Gorzka czekolada” to tomik należący do publikacji edukacyjno-wychowawczych: rozrywka schodzi w nim na dalszy plan. Kilkoro autorów kojarzonych przede wszystkim z wydawnictwem Literatura – Barbara Kosmowska, Katarzyna Ryrych, Katarzyna Terechowicz, Wojciech Cesarz, Paweł Beręsewicz i Andrzej Maleszka. Skupieni wokół tego pomysłu twórcy mają już doświadczenie w poruszaniu trudnych tematów w historiach dla dzieci i młodzieży. Teraz krótkie opowiadania mogą posłużyć odbiorcom jako drogowskazy, komentarze do często spotykanych sytuacji lub wyzwań z życia codziennego.
Tomik został tak skonstruowany, by odbiorcy szybko zrozumieli zasady nawigacji. Każdy motyw ma swój kolor (można bez spisu treści trafić do odpowiedniego miejsca w książce), każdy zostaje również zdefiniowany, krótko scharakteryzowany jeszcze przed właściwą lekturą. Niby pojawiają się tu oczywistości, pojęcia, które często są rozumiane niemal intuicyjnie – ale drobne wprowadzenia do rozdziałów to automatycznie sposób na wykluczenie wątpliwości oraz nieporozumień. Twórcy książki zapewniają tym samym niezbędne podstawy do uczenia empatii czy wyrozumiałości, do uspokojenia młodych odbiorców, którzy bardzo często bez podobnych przewodników błądzą. Ale opisanie, czym jest wolność czy odpowiedzialność, a czym przyjaźń to rzecz jasna nie wszystko, co oferuje publikacja. Tomik zawiera szereg opowiadań tematyzowanych – i narzucenie treści teoretycznie powinno ograniczać formę, ale tak się nie dzieje – pojawiają się tu, poza obyczajowymi, na przykład historie fantasy czy humoreski. Dominują jednak wygodne przy realizacji tego konkretnego celu opowiastki „z życia wzięte”, naturalne i rzeczowe. Tutaj konkretne problemy zyskują realny kształt, łatwiej je potraktować jak przeniesienie trosk odbiorców bezpośrednio do lektury. Młodzi bohaterowie przeważnie mierzą się z wyzwaniami codzienności. Wystawiane na poważne próby są uczucia i postawy wobec kolegów, ale czasami to domowe zwierzęta pozwalają pojąć rozmiar błędów czy powody braku zaufania. Autorzy rezygnują zwykle z zabaw literackich, zależy im bardziej na czystości przesłań, a nie na popisywaniu się warsztatem. „Gorzka czekolada” jako motyw parę razy powraca w pojedynczych historiach, w większości funkcjonować może za to jako metafora młodości. Twórcy świetnie zdają sobie sprawę, że idealizowanie rzeczywistości nastolatków byłoby w tym wypadku równoznaczne z przekreśleniem szans na porozumienie. Bohaterowie doświadczają więc przeróżnych przykrości, po to, by nabrali siły i wiary w siebie, by przeszli potrzebną metamorfozę lub weszli w dojrzałość. Kontekst tomiku wyklucza oczywistości fabularne. Autorzy nie zwracają czasem uwagi na rozbudowywanie rzeczywistości postaci, wystarczy wyimek w ich egzystencji, niemal moment, za to obfitujący w silne przeżycia.
Sporo opowiadań tu zamieszczonych bazuje na dialogach i interakcjach między postaciami, bo to zapewnia przyspieszenie rozwoju akcji. Tak zresztą najłatwiej prześledzić proces przemian. Forma może w pewien sposób nadawać lekkości tekstom, odrobinę odciążyć morały. Bo chociaż kluczowe jest kreowanie trudnych sytuacji, by móc wskazać drogę postępowania, nie należy zniechęcać czytelników. Doświadczeni autorzy potrafią delikatnie nakierować na właściwe wnioski (ale bywa i ostrzej, choćby w miniscenie znęcania się nad psem!), nie będą myśleć za nastolatków. Wierzą w inteligencję odbiorców tomiku i dlatego też unikają banałów czy śladów bajkowości. Nie ma w tych historiach miejsca na szczegóły – ale precyzja autorów pomaga w nakreślaniu kontekstu. Twórcy z „Gorzkiej czekolady” udowadniają, że rozumieją odwieczne – uniwersalne – dylematy młodzieży, a może właśnie dlatego zostali tu wybrani do budowania historyjek. Rezygnują ze wskazówek charakterystycznych dla pedagogów, unikają teoretyzowania – wiedzą, że tym odstraszą tylko docelowych odbiorców.
Nawet w warstwie graficznej podkreślana jest młodzieżowość tomiku. Proste i charakterystyczne dla stylu „nastoletniego” Anity Głowińskiej obrazki pozwalają na płynne przechodzenie między tematami. Rezygnacja z większości kolorów – ograniczanie palety barw w obrębie jednego rysunku-szkicu – nadaje powagi tekstom, ale znów zapewnia też odciążenie. Jest „Gorzka czekolada” tomikiem, który trudno byłoby przeczytać szybko. Przygotowany został tak, by dzielić go na małe porcje, „kostki” czekolady. Autorzy nie chcą tu przygnębiać odbiorców, ale krzepiąca moc opowiadań pojawia się dopiero jako efekt przemyślenia treści. To lektura wymagająca – potrzebna i wolna od rozrywkowego komizmu.
piątek, 18 marca 2011
Katarzyna Ryrych: Wyspa mojej siostry
Stentor, Warszawa 2011.
Inność oswajana
Przepis na wygraną w Konkursie Literackim im. Astrid Lindgren wydaje się być dość prosty. W drugiej edycji dołączyła do niego jeszcze oryginalna narracja z lekko naiwnym punktem widzenia bohaterki, która dojrzewa na oczach czytelników. Katarzyna Ryrych, laureatka drugiej edycji konkursu, wykorzystała prostotę i zmiany perspektywy do ukazania tematów trudnych, skomplikowanych nawet dla wielu dorosłych – troski i spostrzeżenia przełożyła zgrabnie na język dzieci, wprowadzając baśniową lekko i pełną tajemniczości atmosferę. „Wyspa mojej siostry” to krótka, ale poruszająca historia z bardzo przyspieszonym czasem akcji.
Marysia-Mysia wychowywana jest tylko przez ojca, jej mama nie żyje. Dziewczynka ma jeszcze starszą siostrę, nazywaną Pippi. Pippi ma zespół Downa i przez Mysię nazywana jest siostrą starszo-młodszą. Bo chociaż nie potrafi wyjść ze świata niebieskich przedmiotów, wyraźnie mówić i wykorzystywać wieloznaczności słów, Pippi obdarzona jest niezwykłą pamięcią: błyskawicznie uczy się wierszyków i w wewnętrznym „komputerze” zapisuje przepisy kulinarne z oglądanych telewizyjnych programów. Ale Pippi żyje jakby na wyspie, do której większość ludzi nie ma wstępu. Dogaduje się z nią tylko jedna przyjaciółka Mysi. Z czasem przyzwyczajenia Pippi zaczynają młodszej siostrze doskwierać – Pippi nie toleruje zmian i nie rozumie zachowań Mysi, kiedy ta zakochuje się z wzajemnością… Mysia odkrywa, z iloma wyrzeczeniami wiąże się wychowywanie niepełnosprawnego dziecka i powoli – w miarę jak staje się dorosła – zaczyna o trudnych sprawach rozmawiać ze swoim tatą.
Ale w tomie nie pada określenie „niepełnosprawność”. Dla Mysi Pippi jest po prostu inna – a to określenie nie ma pejoratywnego zabarwienia. Dziewczynka nie rozumie wielu postaw siostry – i próbuje je sobie przetłumaczyć na dziecięco-naiwny, choć wcale nie infantylny, sposób. Dzięki temu choroba Pippi zyskuje nowy wymiar: przestaje być ciężarem czy przekleństwem, staje się za to źródłem tajemnic i ciekawostek. Obcy ludzie odsuwają się od Pippi głównie ze strachu, płynącego z niewiedzy. Dziewczyna przy całej swej dobroduszności i łagodności jest niezwykle silna, łatwo więc może skrzywdzić kogoś w obronie ukochanej siostry. A dla Pippi nie ma odpowiedniej szkoły ani wykazu tłumaczeń jej pomysłów. Temu wszystkiemu dziwi się dorastająca Mysia.
Katarzyna Ryrych koncentruje się na świecie Mysi, świecie, do którego dostęp ma niewielu ludzi. I bohaterów w tym tomie jest zaledwie kilku, to historia w dużym uproszczeniu – jakiego wymaga prawdziwa baśń. Tyle że autorka nie tworzy baśni, a jedynie baśniowym językiem opisuje niewesołą w większej części rzeczywistość. Historii o tym, że ludzie boją się dzieci i dorosłych z zespołem Downa, nadała Katarzyna Ryrych nowy wymiar. „Wyspa mojej siostry” to książka o zagadnieniach, które w literaturze wciąż jeszcze reprezentowane są rzadko i zwykle dość jednostronnie: tu schematy zostały wykorzystane jako tworzywo i punkt wyjścia dla niezwykłej opowieści.
Trudno jest pisać dla dzieci o chorobach czy sprawach związanych z odmiennością – większość autorów stawia w takich wypadkach na moralizowanie i próby tłumaczenia różnych zjawisk jak najbardziej racjonalnie. Katarzyna Ryrych racjonalizm odrzuca – i bardzo słusznie. Może dzięki temu umożliwi małym odbiorcom inne spojrzenie na żyjących obok ludzi. Oczywiście pojawi się tu kilka kwestii niełatwych do przełożenia na pojmowane rozumowo realia – ale odbiorców dużo bardziej przekonają metafory Ryrych niż banalizowane wyjaśnienia. Poetyckość tej opowieści jest jej atutem – równie wielkim jak tematyka.
„Wyspa mojej siostry” to książka krótka, zbudowana z niewielkich rozdziałów, ale pełna emocji i scen przeniesionych z życia w liryczną i ciepłą krainę prywatną. Co ciekawe – nadaje się nie tylko dla dzieci, lektura przyda się także dorosłym – i nie pozostawi ich obojętnymi. Inność przestanie – przynajmniej choć trochę – straszyć.
Inność oswajana
Przepis na wygraną w Konkursie Literackim im. Astrid Lindgren wydaje się być dość prosty. W drugiej edycji dołączyła do niego jeszcze oryginalna narracja z lekko naiwnym punktem widzenia bohaterki, która dojrzewa na oczach czytelników. Katarzyna Ryrych, laureatka drugiej edycji konkursu, wykorzystała prostotę i zmiany perspektywy do ukazania tematów trudnych, skomplikowanych nawet dla wielu dorosłych – troski i spostrzeżenia przełożyła zgrabnie na język dzieci, wprowadzając baśniową lekko i pełną tajemniczości atmosferę. „Wyspa mojej siostry” to krótka, ale poruszająca historia z bardzo przyspieszonym czasem akcji.
Marysia-Mysia wychowywana jest tylko przez ojca, jej mama nie żyje. Dziewczynka ma jeszcze starszą siostrę, nazywaną Pippi. Pippi ma zespół Downa i przez Mysię nazywana jest siostrą starszo-młodszą. Bo chociaż nie potrafi wyjść ze świata niebieskich przedmiotów, wyraźnie mówić i wykorzystywać wieloznaczności słów, Pippi obdarzona jest niezwykłą pamięcią: błyskawicznie uczy się wierszyków i w wewnętrznym „komputerze” zapisuje przepisy kulinarne z oglądanych telewizyjnych programów. Ale Pippi żyje jakby na wyspie, do której większość ludzi nie ma wstępu. Dogaduje się z nią tylko jedna przyjaciółka Mysi. Z czasem przyzwyczajenia Pippi zaczynają młodszej siostrze doskwierać – Pippi nie toleruje zmian i nie rozumie zachowań Mysi, kiedy ta zakochuje się z wzajemnością… Mysia odkrywa, z iloma wyrzeczeniami wiąże się wychowywanie niepełnosprawnego dziecka i powoli – w miarę jak staje się dorosła – zaczyna o trudnych sprawach rozmawiać ze swoim tatą.
Ale w tomie nie pada określenie „niepełnosprawność”. Dla Mysi Pippi jest po prostu inna – a to określenie nie ma pejoratywnego zabarwienia. Dziewczynka nie rozumie wielu postaw siostry – i próbuje je sobie przetłumaczyć na dziecięco-naiwny, choć wcale nie infantylny, sposób. Dzięki temu choroba Pippi zyskuje nowy wymiar: przestaje być ciężarem czy przekleństwem, staje się za to źródłem tajemnic i ciekawostek. Obcy ludzie odsuwają się od Pippi głównie ze strachu, płynącego z niewiedzy. Dziewczyna przy całej swej dobroduszności i łagodności jest niezwykle silna, łatwo więc może skrzywdzić kogoś w obronie ukochanej siostry. A dla Pippi nie ma odpowiedniej szkoły ani wykazu tłumaczeń jej pomysłów. Temu wszystkiemu dziwi się dorastająca Mysia.
Katarzyna Ryrych koncentruje się na świecie Mysi, świecie, do którego dostęp ma niewielu ludzi. I bohaterów w tym tomie jest zaledwie kilku, to historia w dużym uproszczeniu – jakiego wymaga prawdziwa baśń. Tyle że autorka nie tworzy baśni, a jedynie baśniowym językiem opisuje niewesołą w większej części rzeczywistość. Historii o tym, że ludzie boją się dzieci i dorosłych z zespołem Downa, nadała Katarzyna Ryrych nowy wymiar. „Wyspa mojej siostry” to książka o zagadnieniach, które w literaturze wciąż jeszcze reprezentowane są rzadko i zwykle dość jednostronnie: tu schematy zostały wykorzystane jako tworzywo i punkt wyjścia dla niezwykłej opowieści.
Trudno jest pisać dla dzieci o chorobach czy sprawach związanych z odmiennością – większość autorów stawia w takich wypadkach na moralizowanie i próby tłumaczenia różnych zjawisk jak najbardziej racjonalnie. Katarzyna Ryrych racjonalizm odrzuca – i bardzo słusznie. Może dzięki temu umożliwi małym odbiorcom inne spojrzenie na żyjących obok ludzi. Oczywiście pojawi się tu kilka kwestii niełatwych do przełożenia na pojmowane rozumowo realia – ale odbiorców dużo bardziej przekonają metafory Ryrych niż banalizowane wyjaśnienia. Poetyckość tej opowieści jest jej atutem – równie wielkim jak tematyka.
„Wyspa mojej siostry” to książka krótka, zbudowana z niewielkich rozdziałów, ale pełna emocji i scen przeniesionych z życia w liryczną i ciepłą krainę prywatną. Co ciekawe – nadaje się nie tylko dla dzieci, lektura przyda się także dorosłym – i nie pozostawi ich obojętnymi. Inność przestanie – przynajmniej choć trochę – straszyć.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






