* * * * * * O tu-czytam
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.

Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.

NIE KORZYSTAM Z AI.

Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tomasz Stawiszyński. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tomasz Stawiszyński. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 30 października 2025

Tomasz Stawiszyński: Ćwiczenia z dysonansu

Znak, Kraków 2025.

Zmiany

Jest Tomasz Stawiszyński człowiekiem nastawionym na rejestrowanie zmian czy choćby przesłanek do przyszłych zmian – tych, które już wkrótce przekształcą obraz egzystencji całych społeczeństw. Dostrzega subtelne zjawiska, które zapowiadają zaledwie – ale tylko najuważniejszym obserwatorom – nieuniknione. Rejestruje wydarzenia, które mogą mieć olbrzymie znaczenie, nawet jeśli chwilowo nie wydają się zbyt groźne. I zdaje sobie sprawę, że tylko jednostki biją na alarm, jeśli zauważają przekraczanie norm etycznych albo naruszanie granic drugiego człowieka, sam się do nich zalicza, chociaż tego akurat nie podkreśla. Chodzi o to, żeby sugerować czytelnikom bliskość wielkich tematów i zachęcać ich do samodzielnych krytycznych obserwacji. Tomasz Stawiszyński zresztą zachowuje się całkiem sprytnie: raz odnosi się do spraw z mediów społecznościowych, raz – do wielkiej międzynarodowej polityki. Miesza znaczenia i rangi wydarzeń, żeby czytelnicy nie wiedzieli, czego się spodziewać po kolejnym tekście. To nie jest efemeryczny zestaw błahych felietonów, a znacząca seria, teraz, dla wygody odbiorców i nadania trwałości drobiazgom, zamieniona w książkę.

Określony rozmiar tekstów wymusza na autorze dyscyplinę myślową i przy okazji także podkreślanie puent czy obserwacji. Stawiszyński czasami uderza w kasandryczne tony, czasami oprowadza odbiorców jak przewodnik, a czasami po prostu się bawi – ale bez względu na sposób prowadzenia mikrorelacji dba o to, żeby czymś swoją widownię zaskoczyć albo żeby zmusić do refleksji nad zjawiskiem dopiero co oglądanym. Bierze pod lupę wszystko, co może zaintrygować jego czytelników, ale dba też o różnorodność źródeł inspiracji. Czasami będzie zatem wybierał opowieść o życiu i twórczości, czasami – kwestie etyczne albo społeczne. Odnosi się do spraw wielkich, które upycha w felietonowych formach, a niekiedy przygląda się najmniejszym ziarenkom wiadomości, które rozszerza do rozmiaru przystępnego dla odbiorców. Tematyczny misz-masz spojony zostaje charakterystycznym rytmem relacji. Spojrzenie Stawiszyńskiego nie prześlizguje się przez rzeczywistość, raczej co chwilę utyka w innym miejscu i doprowadza do wyciągania kolejnych wniosków. Stawiszyński zaprasza także czytelników do udziału w tej – niełatwej przecież – zabawie. Podsuwa im tropy i przekazuje własne spostrzeżenia, które w zwieńczeniach felietonów przerabia na podsumowania przeważnie niezbyt kojące. Bo jednak łatwiej wydobyć na światło dzienne to, co może zamienić się w zaskoczenie – zwłaszcza jeśli na początku nie wydaje się zbyt groźne ani nawet podejrzane.

Niby są to teksty przesiąknięte spojrzeniem filozoficznym, a przecież wymuszają uczestnictwo (choćby tylko bierne) w dzisiejszym świecie, kulturze i społecznościach. Pozbawione oczywistości, kuszą czytelników rozwiązaniami odkrywczymi i wskazywaniem tego, co kompletnie wymyka się poznaniu. Kilkadziesiąt felietonów pisanych regularnie do rubryki w „Tygodniku Powszechnym” zamieniło się teraz w znakomitą książkę. Problem w tym, że nawet zamiana wielu małych form w jedną dużą nie pozwoli na przyspieszenie lekturowe: tej pozycji po prostu nie da się czytać szybko. Autor bowiem szykuje na czytelników wiele pułapek i spowalniaczy, punktów, które skutecznie wytrącą z procesu czytania i zamienią go w czas na myślenie o właśnie przyswojonej ciekawostce.

wtorek, 29 października 2024

Tomasz Stawiszyński: Powrót fatum

Znak, Kraków 2024.

Zależności

Punkt wyjścia jest w tej książce taki, że przyciągnie odbiorców, bez względu na ich upodobania do gatunku. Tomasz Stawiszyński bowiem zauważa ciekawą prawidłowość: ludzie, niezależnie od tego, ku jakiej opcji się skłaniają: tłumaczeniu świata przez religię, przez naukę czy przez ezoterykę – rozmijają się ze sobą, nie mają płaszczyzny porozumienia, ale też nie szukają miejsca na dialog. W ogóle go nie podejmują. I w związku z tym, chociaż chodzi im w gruncie rzeczy o to samo – o znalezienie wytłumaczenia sensu istnienia – nie mogą się ze sobą dogadać. „Powrót fatum” to opowieść o dzisiejszym poszukiwaniu postaw i autorytetów – ale przefiltrowana przez możliwości. Upadek religii jako wzorca funkcjonowania wiąże się nie z odejściem społeczeństwa w stronę nauki, a w stronę „magii”. Niektórzy bardzo poważnie traktują wszelkiego rodzaju horoskopy, pomysły z astrologii, wróżby itp. Nie chcą jednak pogodzić się z odkryciami naukowymi – jako wyrocznię traktują wróżbitów i samozwańczych uzdrowicieli. A przecież przedstawiciele wszystkich trzech grup potrzebują najbardziej punktu oparcia, świadomości, że istnieje jakaś odgórna siła, która wszystkim kieruje i która nie pozwoli na nadejście chaosu. Im trudniej jest ludziom, tym chętniej wypatrują szansy na receptę na życie i istnienie.

Ale chociaż trójpodział książki wynika z trafnego osądu rzeczywistości, to nie jest źródłem wiedzy. W części poświęconej nauce liczy się przede wszystkim przypadek, świadomość niewiedzy, która ogólnie nie może dać pocieszenia ani spokoju, ale prowadzi do udoskonalania świata. Rozwój technologiczny wynika właśnie z pogoni za wiedzą, z uzmysłowienia sobie, że wie się wciąż za mało. W przypadku ezoteryki bardzo łatwo jest wpaść w tony krytyczne i wyśmiewać zjawisko – jednak Tomasz Stawiszyński umiejętnie operuje ironią, nie przesadza w niej, a pozwala czytelnikom samodzielnie wyciągać wnioski z lektury. Teorie okultystyczne i astrologiczne szaleństwo podważają same siebie – ale funkcjonują jako narzędzie pocieszania i tego autor nie kwestionuje. Tłumaczy dzięki odwołaniom do ezoteryki ludzką potrzebę posiadania schematu funkcjonowania – nieważne, że ów schemat nie ma racjonalnych podstaw, że się nie sprawdzi, że łatwo go podważyć albo wręcz wyśmiać – spełnia swoją rolę w pozaracjonalnej przestrzeni. Dla tych, którzy nie chcą uważać życia za przypadek (do czego przekonuje nauka) albo do działania fatum (do czego sprowadza się ezoteryka), zostaje religia. I czyta autor chrześcijaństwo jako szansę na ucieczkę od strachu. „Powrót fatum” to książka z esejami filozoficznymi, które bardzo dobrze naświetlają dzisiejszą rzeczywistość – i dzięki temu dla odbiorców będą najbardziej atrakcyjne. Można tu nie tylko sprawdzić, jakie pułapki czyhają na tych, którzy potrzebują wsparcia – ale też jak wygląda kondycja dzisiejszego społeczeństwa. Stawiszyński proponuje zestaw przemyśleń, które zachwycają trafnością i możliwością charakteryzowania współczesności. Mało tego: eseje, które Tomasz Stawiszyński proponuje, są ciekawie napisane, ta narracja ma dobry rytm – teksty funkcjonują niemal jak felietony.

czwartek, 18 maja 2023

Tomasz Stawiszyński: Spotkanie z Filozofią

Harperkids, Warszawa 2023.

O myśleniu

Tomasz Stawiszyński rzucił się na trudny temat, który realizuje w serii Czytam sobie - na trzecim poziomie, więc nie musi się martwić o obecność w wyrazach dwuznaków czy zmiękczeń, może też pozwolić sobie na bardziej rozbudowane komentarze. Proponuje dzieciom książkę, w której Filozofia zaprasza na spotkanie i opowiada o sobie. Opowiada ogólnie, bez nawiązywania do rozmaitych myślicieli. Wie, że na to jeszcze przyjdzie czas - i nawet jest świadoma tego, że odbiorcy mogą łatwo się zniechęcić przeglądaniem kolejnych teorii i pomysłów. A jednak samo "Spotkanie z Filozofią" wypada bardzo dobrze jako lektura dla ćwiczących czytanie kilkulatków. Tomasz Stawiszyński wie, co zrobić, żeby zaintrygować dzieci i żeby zafundować im szereg tematów do refleksji - wprowadza kolejne wyjaśnienia bez zadęcia, nie stawia na definicje, ale szuka konkretów w mówieniu o filozofii. Dzięki temu, że bohaterka sama się przedstawia i sama może siebie w monologu określać, dzieciom łatwiej będzie odnaleźć się w niedookreślonych kwestiach - potraktują filozofię jako coś normalnego, element codzienności umożliwiający zastanawianie się nad sensem wszystkiego. I to rozwiązanie dobrze się tu sprawdza, Tomasz Stawiszyński może dzięki niemu zaakcentować ważne motywy i zwrócić uwagę odbiorców na to, co trzeba zapamiętać. Unika podawania regułek czy budowania jednoznacznych konstrukcji, zachęca raczej czytelników do samodzielnego zastanawiania się nad istotą filozofii. W efekcie "Spotkanie z Filozofią" pobrzmiewa jako całkiem interesująca i na pewno nie: przerażająca lektura. Może zaangażować dzieci i rozbudzić w nich ciekawość tej dziedziny, może też przygotować na późniejsze odkrycia i pozytywnie nastawić do filozofii jako takiej. Chociaż wydawać by się mogło, że tego typu zagadnienia nie sprawdzą się w twórczości dla najmłodszych. Tomasz Stawiszyński udowadnia, że jest inaczej, a wszystko przez to, że ma metodę na to, jak dotrzeć do czytelników i ich nie zmęczyć tematem.

Co ciekawe, na trzecim poziomie cyklu Czytam sobie powinny się pojawiać określenia prowadzące do przypisów - trudne słowa, których znaczenie trzeba wyjaśniać czytelnikom. I tutaj oczywiście też się takie pojawiają, ale autor unika hermetycznego stylu i rezygnuje z pojęć, które odstraszyłyby od lektury. Dba o to, żeby nawet w warstwie pojęć do wytłumaczenia nie istniały słowa-potworki, hasła, które zniechęcą dzieci do czytania (i do filozofii przy okazji). Ten tomik przybliża najmłodszym odbiorcom zagadnienie, którego często nie są w stanie opisać rodzice albo nauczyciele - umożliwia zagłębienie się w temat skomplikowany i ciekawy mimo wszystko. Na tym poziomie serii rysunki nie odgrywają już zbyt ważnej roli, ale Daniel de Latour wie, jak czarno-białymi szkicami uzupełnić wywody - nawet te okołofilozoficzne. Przyciąga poczuciem humoru i mocno komiksową kreską, uprzyjemniając dzieciom czytanie.

niedziela, 14 kwietnia 2013

Tomasz Stawiszyński: Potyczki z Freudem

Carta Blanca, Warszawa 2013.

Rząd dusz

Tomasz Stawiszyński rzuca wyzwanie wyznawcom modnych psychologicznych teorii, obala narosłe przez dekady mity i przygląda się niebezpiecznym koleinom psychoterapii. Daleki jest od politycznej poprawności: chce jątrzyć, prowokować do myślenia i namawiać do odrzucania popularnych sądów. Bywa, że spiętrzenie emocji znajduje ujście w języku, ostrym, mocno krytycznym czy wręcz szyderczym – chociaż z reguły stara się Stawiszyński zachować pozę spokojnego i zdystansowanego erudyty. Wpatrzony w teorie Jamesa Hillmana, poszukuje sposobów na odrzucenie dokonań psychoanalizy oraz negowanie najbardziej rozpowszechnionych – a jego zdaniem krzywdzących – przekonań. I chociaż tom „Potyczki z Freudem” składa się w większej części z artykułów i esejów publikowanych w różnych pismach, jest spójny i nie pozostawia wrażenia składankowości. To także pozycja przecząca popularnym publikacjom z dziedziny psychologii – o wiele bardziej skondensowana, pełna intertekstualnych odniesień, komentarzy i trafnych analiz. Co ciekawe, Stawiszyński nawet wtedy, gdy referuje cudze odkrycia, sprawia wrażenie, jakby doszedł do nich samodzielnie – co potęguje zaufanie do stroniącego od mainstreamu autora.

Są „Potyczki z Freudem” skoncentrowane na dążeniu do wolności, szczególnie – do wolności od utartych schematów i przekonań. To między innymi wyzwanie rzucone psychoanalizie. Chociaż stara się Tomasz Stawiszyński tego nie podkreślać zbyt często, mocno posiłkuje się książką „50 wielkich mitów psychologii popularnej” – wydobywa z niej kolejne odkrycia, które zrewolucjonizowały myślenie o człowieku – i bezlitośnie obnaża wszelkie uproszczenia i słabe punkty teorii, punkty, które w konsekwencji prowadzą do zanegowania przydatności odkrycia. Stawiszyński zdaje sobie doskonale sprawę z tego, że walka z przyzwyczajeniami i przekonaniami odbiorców na skalę masową jest w zasadzie nie do wygrania – więc z góry rezygnuje z populistycznych haseł (ale nie z gry emocji i nasycania nimi narracji), wybierając zestawy racjonalnych argumentów. Odwołuje się do wielu źródeł, a by lepiej zrozumieć koncepcje Hillmana, prowadzi z nim korespondencję. Zdobytą podczas kwerend wiedzę przekuwa następnie na opowieść, która charakteryzuje się precyzją w doborze (jednostronnych) argumentów, wyszukiwaniem konkretnych przykładów (zamiast odwołań do nieokreślonych grup testowych w psychologicznych eksperymentach) oraz stałym nawiązywaniem do codzienności odbiorców. Pokazuje Stawiszyński między innymi, dlaczego nie ma sensu szukanie źródeł niepowodzeń w traumach dzieciństwa, jakie są pułapki pozytywnego myślenia (i w czym pomaga depresja), przygląda się pułapkom religii i szkicuje możliwości sugerowane przez sny. Za każdym razem szczelnie obudowuje się lekturami, jakby próbował przetworzyć dokonania wielkich umysłów na antyreceptę życiową dla zwykłego czytelnika. Z lektury tych erudycyjnych esejów płynąć będzie spora przyjemność – Tomasz Stawiszyński proponuje bowiem inne spojrzenie na zestaw powszechnych sądów, a odkrycia i polemiki referuje z prawdziwą pasją. Chce podjąć dialog z odbiorcą – a przynajmniej zachęcić go do wypracowania własnego zdania, stąd specyficzna forma kolejnych rozważań, uwzględniająca niemało pytań i prowokacyjnych stwierdzeń. „Potyczki z Freudem” wskazuje próby manipulowania ludźmi w różnych okolicznościach. Dowcip polega na tym, że autor – odrzucając dorobek psychoanalizy – sam próbuje pozyskać „wyznawców” i przekonać ich do swoich poglądów. Wojna o rząd dusz trwa.

W bardzo dobrej lekturze.