* * * * * * O tu-czytam
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.

Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.

NIE KORZYSTAM Z AI.

Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com

wtorek, 31 grudnia 2024

Hayley Edwards-Dujardin: Ponadczasowe

Marginesy, Warszawa 2024.

Przez modę

Potężny to album i inspirujący, a jednocześnie uświadamiający dzisiejszym odbiorcom historię poszczególnych elementów garderoby – kiedyś ikonicznych, dzisiaj często kopiowanych do woli i wręcz nieprzyciągających uwagi. „Ponadczasowe” autorstwa Hayley Edwards-Dujardin to książka ciekawa, chociaż przecież nie pisana jak beletrystyka. Składa się z kilku części, w ramach których omawiane są wybrane elementy garderoby – historyczne i, zgodnie z tytułem, ponadczasowe, przejęte przez subkultury lub wskrzeszane przez kolejnych projektantów, produkowane dzisiaj masowo albo – znacznie rzadziej – trochę zapomniane lub nabierające nowych znaczeń.

Dla autorki w zasadzie nie istnieją ramy kulturowe i ograniczenia geograficzne, sięga po stroje z różnych stron świata, zwłaszcza takie, które zrobiły furorę po przeszczepieniu na inny grunt. Znajdą się tu więc i sari, i koszule z Afryki, i arabskie ubrania, które dzisiaj pojawić się mogą w każdej szafie – już bez nabierania dodatkowych znaczeń czy wskazywania przynależności kulturowej. Dla Hayley Edwards-Dujardin część strojów to okazja do opowiedzenia o przeszłości lub projektancie, o pomyśle lub ikonie, która dany produkt spopularyzowała. Historia mody ma tu różne wymiary i prowadzi w różnych kierunkach, nigdy nie wiadomo, jaka strona przeważy i co stanie się decydujące w konkretnym przypadku – dlatego też lektura przebiegać będzie nieprzewidywalnie mimo zastosowanego wyraźnego schematu w pisaniu o wybranych strojach i dodatkach. Ważne, że Hayley Edwards-Dujardin jest konkretna i nie daje się ponieść fantazji, przytacza fakty i zajmuje się wyłącznie kwestiami weryfikowalnymi. Zdarza się, że w pojawieniu się jakiegoś stroju dostrzega przełomy kulturowe i obyczajowe (jak w przypadku dżinsu lub minispódniczek) – sygnalizuje je czytelnikom, sprawiając, że moda zyskuje nowy wymiar.

Pojawiają się w tej książce stroje, które przechodzą do historii jako dzieła ikoniczne, wręcz rodzaj sztuki – ale są też takie, które dzisiaj wydają się odbiorcom oczywiste i niezasługujące na rozważania (jak biały t-shirt czy ogrodniczki). Są nakrycia głowy i codzienne ubrania – które gdzieś kiedyś miały początek swoich historii. Osobną część tomu poświęca autorka na przyglądanie się popisom projektantów – tu akcentuje przede wszystkim eksperymenty z formą i przekraczanie granic modowych – ale większość tekstów dotyczy tego, co noszą zwykli odbiorcy, w związku z tym tom „Ponadczasowe” przyciągać będzie nie tylko miłośników historii sztuki lub osoby zainteresowane modą. Moda tak naprawdę jest tu pretekstem do snucia opowieści uniwersalnych o ponadczasowych strojach. Gdzieniegdzie infografiki i wykresy sygnalizują proces zmieniania się strojów, jest tu mnóstwo wiadomości, ale cały tom nie przytłacza nimi i nie zamęcza – napisany jest tak, że po prostu chce się poznawać kolejne przykłady wybrane przez autorkę i kolejne relacje. Po takiej lekturze można inaczej spojrzeć na swoją szafę i dostrzec nieznane dotąd wpływy i inspiracje, albo – spróbować uzupełnić garderobę o ubrania, które zyskają nowe znaczenie i inny wymiar dzięki wiadomościom z książki „Ponadczasowe”. To publikacja, która pozwoli lepiej orientować się w historii mody i nie tylko.

poniedziałek, 30 grudnia 2024

J. M. Coetzee: Nadzieja

Znak, Kraków 2024.

Przygotowania

To nie jest zbiór opowiadań, chociaż można by je czytać w oderwaniu od siebie. To gawędy, które splatają się w jedną wielką historię o odchodzeniu i próbach zaakceptowania tego faktu. To próba sił między dorosłymi dziećmi i ich starzejącą się matką – przywykłą do samodzielności i do indywidualizmu, ale coraz bardziej potrzebującą opieki, na którą nie chce się zgodzić. Elizabeth Costello była pisarką. Dzięki panowaniu nad słowami była w stanie zatrzymywać ulotne chwile i dawać nadzieję innym, wiedziała, jak walczyć i jak zdobywać to, na czym jej zależy. Teraz jednak coraz bardziej przygotowuje się na to, co nieuchronne. Lekarze nie pozostawiają wątpliwości, że choroba będzie się tylko pogłębiać, nie da się jej cofnąć ani złagodzić objawów, można tylko czekać, chociaż Elizabeth rozważa jeszcze inne rozwiązanie, niekoniecznie krzepiące dla jej pociech. Dzieci próbują różnych metod perswazji, spotykają się u matki, żeby zaproponować jej wspólne mieszkanie albo opiekę – ale ona wie, że tylko by im przeszkadzała i nie zamierza się zgadzać na półśrodki. „Nadzieja” to naprawdę opowieść o braku nadziei – w obliczu nieuchronnego.

Ale J. M. Coetzee bez cienia wątpliwości przedstawia wszelkiego rodzaju motywacje i przeżycia kobiet. Skupia się wyłącznie na płci pięknej, mężczyźni i ich rozterki – jeśli gdzieś się przewijają – są tu tylko po to, żeby jeszcze bardziej uwypuklić poczucie niesprawiedliwości czy bezradności pań. Stanowią dalekie tło wydarzeń, źródło odbić w charakterach i reakcjach. Elizabeth Costello jest ponad tym wszystkim – ona już wie, że jej czas dobiegł końca, że nie wyszarpie już dla siebie dodatkowego czasu. Teraz tylko musi się pogodzić z rzeczywistością, a co gorsza – do swojej postawy przekonać najbliższych. Chociaż jest stanowcza i nie pozwala sobie na dylematy, trudno jest zrozumieć jej decyzje, zwłaszcza tym, którzy przywykli do jej samodzielności i zaradności w codziennym życiu. Teraz pisarka musi pomyśleć o tym, co po sobie pozostawi i o tym, czy uda się w jakiś sposób ocalić jej pracę. Na pewno nie uda się znaleźć sposobu na kontynuowanie obecnego stanu rzeczy – a to byłoby najbardziej pożądanym zagadnieniem. Wobec dzieci, które zdążyły już przemyśleć i, co naturalne, przedyskutować między sobą prawdopodobne scenariusze Elizabeth Costello nie ma szans. Przynajmniej teoretycznie. Bo przecież wciąż jeszcze się nie poddała. Szuka tylko sposobu na przechytrzenie najbliższej przyszłości, pod warunkiem, że pozostawi sobie do tego wolność. A to może okazać się najtrudniejsze do osiągnięcia. J. M. Coetzee pisze historie – nie opowiadania, nie migawki, nie scenki – które dają odbiorcom wiele do myślenia i które uruchamiają społeczne (i indywidualne) lęki, ale w tym wszystkim jest niebywale precyzyjny, do bólu wręcz dokładny – jest w stanie przekonać do siebie czytelników, którym funduje obraz przykrych konsekwencji starzenia się. Jednocześnie imponuje tym, jak dobrze rozumie dylematy swojej bohaterki – ma tu sporo do przekazania.

niedziela, 29 grudnia 2024

Mathilda Masters: 321 pasjonujących faktów naukowych

Nasza Księgarnia, Warszawa 2024.

Wiedza

Kolejny tom w bardzo poczytnej serii przynosi 321 ciekawostek naukowych – dotyczących odkryć, badań i wiadomości zwłaszcza z dziedziny nauk ścisłych, bo te należy najdokładniej wyjaśniać nie tylko młodym odbiorcom. Mathilda Masters przyzwyczaiła już czytelników do dobrze poprowadzonych mininarracji w maksymalnym skrócie i teraz też nie zawodzi – jeśli ktoś ma ochotę zaspokoić ciekawość, albo przekonać młode pokolenie do zgłębiania wiedzy – to potężny tom „321 pasjonujących faktów naukowych” będzie dobrym wyborem. Przede wszystkim wiadomości są tu rozcieńczone obrazkami – humorystycznymi, a czasem też pełniącymi funkcję mnemotechniczną – drobne rysunki trochę przypominają te z marginesów szkolnych zeszytów albo z komiksów, przykuwają uwagę i sprawiają, że zwłaszcza młodsi odbiorcy będą mieli motywację do czytania. Ciekawostki są tu ponumerowane i pojawiają się czasem odnośniki do innych wyjaśnień – jeśli ciekawostka koresponduje z inną, to czytelnicy nie muszą samodzielnie wyłapywać powiązań, zostaną po prostu skierowani do odpowiedniego miejsca w książce – zwłaszcza że tego typu publikacje pozwalają na nielinearną lekturę.

Książka została podzielona na tematy – są tu oczywiście ciekawostki związane z kosmosem, zwierzętami czy roślinami, nie mogło zabraknąć rozdziałów dotyczących fizyki i chemii – i to w żaden sposób nie dziwi. Ale już dołożenie rozdziału poświęconego matematyce jest stosunkowo nowe w literaturze czwartej – i bardzo cieszy, bo to okazja do przedstawienia informacji mniej medialnych a interesujących i inspirujących, a przede wszystkim – likwidujących niezrozumiały i często stereotypowy lęk przed matematyką. Do tego dodać można część poświęconą technologii i wytworom człowieka. Ważne jest to, że autorka wybiera rzeczywiście tematy intrygujące i prezentuje je w sposób, który z pewnością przykuje uwagę. Każdy tytuł ciekawostki – poprzedzony jej numerem – to coś, co wywoła niedowierzanie albo zainteresowanie, coś, co wręcz wymaga odpowiednich wyjaśnień (i to nie wyjaśnień jednozdaniowych). Jeśli rzecz dotyczy zwierząt – to pojawi się temat, który nawet dorosłym nie przyszedłby do głowy, jeśli geografii – to znów nie będzie to zwykłe wyliczanie podręcznikowych wiadomości, takie podejście nikogo tu nie interesuje. Liczy się wskazywanie abstrakcyjnych niemal pomysłów, skojarzeń oddalonych od szkolnych zestawów danych. Jest tu miejsce na opowiadanie o odkryciach i na dziwienie się światu. Mathilda Masters niby tworzy książkę wypełnioną wiadomościami – ale praktycznie tworzy lekturę dla dzieci ciekawych świata (i dla ich rodziców), tom do wspólnego odkrywania i poznawania. Wiele razy wyzwoli śmiech albo zaskoczy odbiorców, wiele razy dostarczy im wiadomości zapadających w pamięć lub domagających się pogłębiania tematu – tak, żeby wciągnąć odbiorców w piękny świat nauki. To metoda na przyciągnięcie młodego pokolenia do książek: niczego się tu nie porządkuje i nie układa, wręcz przeciwnie: autorka udowadnia, jak wiele rzeczy z różnych dziedzin czeka na odkrycie i jak wiele traci ten, kto zamyka się na wybrane dziedziny. Tu dzieje się wiele i na pewno nikt nie znudzi się lekturą – zwłaszcza że książka nie da się przeczytać i przetrawić szybko, to lektura na zimowe wieczory i na przepędzenie nudy.

sobota, 28 grudnia 2024

Mateusz Cieślik: Śpij słodko

Must Read, Media Rodzina, Poznań 2024.

Zmiany

Trudne wejście w dorosłość ma Aleks – i grupa jego przyjaciół. Prawdziwą próbę bohaterowie przeżywają wtedy, kiedy w wypadku samochodowym ginie ich koleżanka, a druga zapada w śpiączkę. Ta sytuacja uruchamia najgorsze cechy wśród pozostawionych bez specjalistycznej opieki rówieśników. Chłopak, który stracił swoją wybrankę, ujawnia zachowania przemocowe w kolejnym związku, a Aleks – główny bohater książki „Śpij słodko” musi poradzić sobie z nieobecnością swojej ukochanej. Pozostali dystansują się od wydarzeń i nie do końca potrafią się ze sobą dogadać w kryzysie. Weronika do towarzystwa nigdy nie pasowała – zamiast imprezować, wolała siedzieć w domu i czytać książki, a jeszcze bardziej – pisać. Jej dziwność nie przeszkodziła Aleksowi: chłopak postanowił dotrzeć do tajemniczej nieznajomej, udało mu się ją skutecznie poderwać, a do tego… przyczynić się do poprawienia pierwszych wersji książki. Aleks okazał się uważnym czytelnikiem, wyczulonym nie tylko na szczegóły fabularne, ale i tekstowe – jego porady naprowadziły Weronikę na dobrą drogę w pisaniu. Przy Aleksie dziewczyna przekonała się, że czasami warto dać innym szansę i wyjść z domu. Teraz Weronika pogrążona w śpiączce nie ma pojęcia, co się wokół niej dzieje. Została po niej niedokończona powieść. Rodzice Weroniki przechodzą trudne chwile – nie radzą sobie z sytuacją, w której się znaleźli, nic więc dziwnego, że i Aleks jest w tym bardzo zagubiony. Odwiedza swoją dziewczynę, przynosi jej drobne prezenty i czyta na głos – dopóki nie zostanie przez dorosłych poproszony o zaniechanie tego typu aktywności.

Mateusz Cieślik tworzy powieść psychologiczną, w której dobre rozwiązania właściwie nie istnieją. Nie do końca przekonuje w rozkładzie akcentów – żongluje silnymi wydarzeniami i czasem nie daje czytelnikom wytchnienia od nich, a czasem zdarzają mu się niewytłumaczalne przestoje w akcji. Nie wie, na co się zdecydować w przypadku nowych znajomości Aleksa i jak odkurzyć stare znajomości, gdy kontakt się urywa i wszystkim jest niezręcznie wrócić do kumplowania się. Kiedy puszczają mu hamulce w przypadku przedstawiania przemocy – nie cofnie się przed niczym i uruchomi kolejnych bohaterów w rękoczynach po drobnych prowokacjach. W tym wszystkim próbuje uciekać w wielkie gesty niekoniecznie możliwe do wytłumaczenia racjonalnego – ale jakoś musi rozwiązać dylematy moralne i problemy płynące z rozwoju akcji. Jest „Śpij słodko” powieścią psychologiczną w stylu young adult – ale wiele motywów wyzwoli tu pytania odbiorców. Mateusz Cieślik waha się, czy jego bohaterowie powinni się wykazywać dojrzałością nad plan, czy też – dawać się ponieść emocjom, zmusza do międzypokoleniowych konfrontacji bez wyraźnego powodu i gra na emocjach – a jednocześnie proponuje historię, która budzi ciekawość co do kierunku rozwoju, wprowadza opowieść wolną od schematów i stereotypów fabularnych. Ta książka nie jest wygodna w lekturze, nie przynosi prostych i miłych scenek – i to może okazać się jej największą wartością. Pytania o wybory moralne w chwili próby to coś, co według autora powinno zapewnić publiczność literacką.

Bing! Tęczowa piosenka

Harperkids, Warszawa 2024.

Melodyjka

Można przy książkach bawić się tak samo dobrze jak przy kreskówkach. Kartonowy picture book „Tęczowa piosenka” udowadnia to najlepiej. To kolejny tomik interaktywny – pokazujący odbiorcom, jak wiele niespodzianek może się skrywać w publikacjach dla dzieci. Tym razem jest tu przycisk, który na każdej rozkładówce można naciskać od nowa – żeby zaśpiewać piosenkę. Po naciśnięciu rozlega się akompaniament do piosenki tęczowej, hitu, który dzieci będą nucić razem z bohaterem. Nie ma tu problemu z wytyczeniem linii melodycznej – jest wprowadzona do podkładu. Nie ma też tekstu, więc książeczka może przekraczać granice bez zbędnych komplikacji. Słowa piosenki pojawiają się za to w tomiku: to dwie zwrotki, które tym razem stanowią całą narrację w picture booku z Bingiem. Mały bohater razem ze swoimi przyjaciółmi może ćwiczyć śpiewanie i nie przejmować się kontekstem – to piosenka uniwersalna i możliwa do prezentowania w każdych okolicznościach, przynajmniej kiedy jest się dzieckiem. To piosenka o tęczy bez podtekstów, o tęczy w dawnym wymiarze – jako pięknego zjawiska, które pojawia się na niebie. Bohater śpiewa o kolejnych kolorach, wymienia barwy, które pojawiają się kolejno w łuku tęczy – i z takiego wyliczenia układa dwie zwrotki piosenki (która najpierw jest rozbijana na poszczególne wersy, żeby łatwiej było je przyswoić i zapamiętać – a później przypomniana w całości, jako dwuzwrotkowy tekst, do którego wykonania nie trzeba przewracać kartek.

Naciśnięcie dużego guzika wyzwala melodyjkę i – jak to ze wszystkimi grającymi zabawkami bywa – w pewnym momencie rodzicom może zacząć przeszkadzać brak możliwości przyciszenia muzyczki. Zwłaszcza że jest to powtarzalność w obrębie pojedynczych zwrotek – tym bardziej katarynkowa będzie się wydawać melodia. To jednak sposób, żeby dzieci przyswoiły sobie piosenkę Binga i wykonywały ją do podkładu. Jeden przycisk z głośnikiem wyzwala piosenkę od początku – to może sprawić, że dzieci nauczą się śpiewać i samodzielnie przygotują profesjonalny występ. Tomik zapewnia zatem nie tylko lekturę i coś do pooglądania (jak zawsze w cyklu o Bingu kolejne rozkładówki to scenki z życia małego królika, tym razem trochę mniej konkretyzowane, bo przecież liczy się tu wymienianie kolorów a nie budowanie fabuły. Razem z Bingiem dzieci do tej pory odkrywały świat, teraz mogą działać podobnie jak bohater – jeśli w kreskówkach nie ma większego problemu z nakłonieniem odbiorców do naśladowania postaci, tym razem udaje się również przekonać czytelników do postępowania tak jak Bing. Śpiewanie z grającą książeczką to dodatkowa atrakcja, nieoczekiwany ciekawy prezent dla najmłodszych. Bing jako nauczyciel śpiewu sprawdza się dobrze – chociaż dzieci będą musiały podjąć drobny wysiłek i samodzielnie dopasować tekst do linii melodycznej. Jeśli wyjąć baterie, tomik zamieni się w publikację do oglądania i do nauki kolorów (niekoniecznie tych kojarzonych przez najmłodszych, bo jest tu na przykład indygo).

piątek, 27 grudnia 2024

Meryl Wilsner: Randka na murawie

Poradnia K, Warszawa 2024.

Benefity

Tym razem historia rywalizacji sportowej nie służy do stworzenia familijnej historii o spełnianiu marzeń. Meryl Wilsner wykorzystuje temat kobiecej piłki nożnej do nakreślenia romansu – i mocnej erotyki, która w wersji queer wciąż jeszcze jest oszczędnie eksponowana. Tym razem o pruderii mowy być nie może, „Randka na murawie” to przechodzenie od orgazmu do orgazmu – z potyczkami i nieporozumieniami pomiędzy. Dwie bohaterki skupiają na sobie uwagę. Grace Henderson, kapitan żeńskiej reprezentacji w piłce nożnej jest dość wycofana. Zwykle nie przepada za kontaktem z mediami, nie lubi też, gdy ktoś narusza jej przestrzeń osobistą. Żyje piłką nożną i jest w stanie dla kariery poświęcić absolutnie wszystko. Do drużyny właśnie dołączona zostaje o cztery lata młodsza Phoebe Matthews. Phoebe od najmłodszych lat uwielbia Grace: twierdzi, że to jej idolka i obiekt nastoletnich westchnień. Nie ukrywa swojej fascynacji – tak samo zresztą jak orientacji seksualnej, dla Phoebe jednym z celów (poza robieniem kariery w piłce nożnej) jest dobranie się do bielizny (i nie tylko) Grace. Co zresztą następuje dosyć szybko.

Młode kobiety różnią się od siebie wszystkim. Grace unika ludzi i ma swoje dziwactwa (zresztą w jednym celnym zdaniu pojawia się pod koniec książki jasne wskazanie źródła jej postaw, trzeba przyznać, że autorka wypada w tym bardzo wiarygodnie). Phoebe jest rozgadana i roztrzepana, nie potrafi się zorganizować i wiecznie się spóźnia. Phoebe nie potrafi milczeć – z kolei Grace nie przepada za hałasem. Obie bohaterki niekoniecznie dążą do stworzenia związku, Grace sparzyła się na relacji z koleżanką z drużyny, Phoebe nie jest w stanie utrzymać nikogo przy sobie na dłużej. Zarzekają się, że nie zamierzają być z nikim na stałe – jednak łączy je niemal od razu fantastyczny seks. A to oznacza, że będą szukały spotkań i okazji do kontaktu fizycznego. Meryl Wilsner czerpie przyjemność z opisywania kolejnych zbliżeń bohaterek, ale kiedy nie koncentruje się na łóżkowych popisach – to pokazuje, jak wiele je dzieli. Grace i Phoebe nie bardzo zajmują się treningami i meczami, zresztą w pewnym momencie kontuzja nakazuje Grece zweryfikować dotychczasowe wybory – o wiele bardziej istotne staje się w ich przypadku układanie sobie życia. Phoebe w nowym miejscu szuka pracy i dobrej zabawy, Grace koncentruje się na chronieniu siebie samej. Mnóstwo nieporozumień i komplikacji prowadzi do kolejnych sprzeczek – ale docieranie się w związku wymaga szczerości i otwartości, nawet jeśli ktoś nie był do tego przyzwyczajony. Bohaterki są sobie nawzajem potrzebne, żeby uczyć się wzajemnie postaw wobec życia, albo żeby wychwytywać cechy, które tej drugiej umykają, a które są dość istotne dla zwykłego funkcjonowania. Jest to powieść pokazująca, jak tworzy się relacje głębokie i wyczulone na potrzeby drugiej strony, obyczajowo-romansowa historia queer. I jedyne, co może wyzwolić wątpliwości czytelników, to przekonanie autorki, że żeńska drużyna piłki nożnej to najlepsze źródło kontaktów homoseksualnych.

czwartek, 26 grudnia 2024

Krystyna Mirek: Kolor róż

Zwierciadło, Warszawa 2023.

Męstwo

Dominik, który zadomowił się w dworze Julianny, coraz mniej ma w sobie z parobka, chociaż takiego musiał udawać podczas ucieczki. Coraz bardziej widać jednak różnice między nim a innymi chłopami - choćby przez to, że jak nikt garnie się do ciężkiej pracy i wciąż wprowadza ulepszenia w gospodarstwie. Ojciec Julianny wciąż się zadłuża, nie pomaga nawet prababka-wiedźma - rozwiązaniem tych finansowych kłopotów ma być ślub jedynej córki, Julianny. Tyle że Julianna nie chce dla siebie losu panien wydawanych za mąż dla majątku a nie z miłości. Buntowana przez prababkę przekonuje się, że niektórzy mężczyźni mogą być naprawdę groźni - i w związku z tym coraz bardziej utwierdza się w sądzie, że nie może wyjść za byle kogo. Tyle tylko, że nie ma już zbyt dużo czasu. I to nie tylko ze względu na długi ojca. Julianna postanawia kontynuować pasmo skandali i wyjść za tego, który na pewno jej nie kocha - za Dominika. I tak zaczyna się nowy rozdział w sadze kwiatowej Krystyny Mirek.

Tu autorka pokazuje proces upadku dworu - ale nie chce pozostawiać czytelniczek z wizją złego zarządzania i przykrych konsekwencji z tym związanych. Budzi nadzieje na lepsze jutro: matka Julianny jest w późnej ciąży i stopniowo dojrzewa do decyzji o wzięciu gospodarstwa pod swoje skrzydła, skoro kolejne pomysły męża są oderwane od rzeczywistości i przynoszą tylko straty. Prababka wciąż jest potrzebna ludziom, a jej działania dostarczają chwilowej ulgi w codziennych trudach. Julianna powoli przebija się przez skorupę Dominika, może wzbudzić jego zaufanie i nakłonić do zwierzeń osobistych. Z kolei Dominik jest najlepszym ratunkiem dla rodziny, która go przygarnęła - i to pod każdym względem. Szczególnie krzepiące okazuje się u tej autorki budowanie podwalin pod przyszłą sielankę - Dominik, który ma zostać mężem, zakasuje rękawy i samodzielnie chce wybudować dom. Jego entuzjazm i poświęcenie są zaraźliwe - szybko więc znajdują się mężczyźni, którzy wezmą udział w stawianiu nowego dworu. Przyszłość jawi się już mniej strasznie i na pewno mniej biednie. Krystyna Mirek zachęca tą wizją do lektury - funduje czytelniczkom wytchnienie, pocieszenie i rodzaj obietnicy. Drugi tom kwiatowego cyklu urzeka właśnie próbą stworzenia sobie azylu przez bohaterów - cokolwiek by się nie działo, odbiorczynie przekonają się, że to Julianna i Dominik mogą samodzielnie decydować o sobie i wpływać na przyszłość. Wszystko jeszcze może się zdarzyć. A niespodzianek autorka szykuje wiele, nie ma tu mowy o spokojnej i nudnej opowieści. Kto ceni sobie historyczne powieści obyczajowe tej autorki, z pewnością będzie usatysfakcjonowany lekturą - Krystyna Mirek wie, jak zachęcać do czytania i czym kusić czytelniczki. Proponuje obraz prawdziwego mężczyzny, który nie boi się ciężkiej pracy i wyzwań, a także łamania konwenansów. I to stanowi dużą wartość środkowej części cyklu.