Harperkids, Warszawa 2021.
Gra detektywistyczna
Na rynku literatury dla najmłodszych powieści detektywistyczne święcą triumfy. Dla dzieci to okazja do przeżycia prawdziwej przygody z lubianymi bohaterami (zwykle zagadki rozwiązują inne maluchy, przy okazji dając czytelnikom lekcję logicznego myślenia), ale też szansa na przekonanie się do książek. Przeważnie chodzi o to, żeby kilkulatki mogły śledzić akcję, a do tego samodzielnie odgadywać bieg wydarzeń: w części książek pojawiają się zagadki, albo na chwilę przed rozwiązaniem jakiegoś problemu akcja zwalnia, tak, żeby odbiorcy dali sobie radę z samodzielnym wnioskowaniem, zanim bohaterowie wszystko wyjaśnią. "Tajemnicze zniknięcie", niewielki tomik w serii Zgadnij, kto to?, idzie dalej w zabawie w detektywów. Tu nikt nie koncentruje się przesadnie na fabule, liczy się zadawanie odpowiednich pytań i zdobywanie wskazówek, które pozwolą wyeliminować niewinnych. Olek i Julka jadą z rodzicami na wakacje, ale zanim dotrą do Szkocji i będą mogli poszukać potwora z Loch Ness, zabijają czas grą w detektywa. Na miejscu okazuje się, że ich zamiłowanie do zagadek może się przydać. Podczas dnia otwartego w lokalnym muzeum znika z wystawy odcisk łapy Nessie, jedyny dowód na istnienie potwora i największa atrakcja. Olek i Julka uważnie obserwują otoczenie: wokół siebie zauważają coraz więcej postaci przypominających bohaterów z ich gry - a to od razu wskazuje system pracy. Dzieci będą zwyczajnie eliminować kolejnych podejrzanych dzięki uzyskanym podczas rozmów wskazówkom i podpowiedziom.
I to zadanie, w którym bohaterowie i odbiorcy się spotkają. Wstępna rozkładówka zawiera portrety dwudziestu czterech postaci z tomiku i podpisów (do zaznaczenia odpowiedniego okienka): winny/niewinny. Bohaterowie podczas akcji dostają wskazówki związane z wyglądem przestępcy: ktoś ma białe włosy, ktoś nosi okulary - dzięki takim podpowiedziom można wybrać pewną grupę pasującą do ogólnikowego opisu. Stopniowo ta grupa będzie się zawężać, a w ramach akcji dzieci zostaną skontrolowane - czy na pewno nie popełniły żadnego błędu podczas poprzednich zadań. Jeśli uda im się poprawnie odpowiedzieć na wszystko, na końcu równolegle z bohaterami odbiorcy uzyskają odpowiedź na pytanie, kto stoi za zuchwałą kradzieżą.
"Tajemnicze zniknięcie" to tomik niewielki, nie chodzi tu o rozkoszowanie się narracją i o walory literackie, tylko o to, by poprowadzić odbiorców za postaciami i zapewnić im rozrywkę umysłową. To książeczka zgrabnie przygotowana, tak, żeby zaskoczyć najmłodszych i zachęcić ich do dedukcji. To również sposób na przekonanie do czytania - bo kilkulatki sprawdzą samodzielnie, że książki mogą zapewnić sporo emocji i przybliżają się czasami niemal do gry komputerowej. Dzieci nie skupiają się w nich na samym procesie lektury, a bawią się w odkrywanie złodzieja. Ćwiczą też spostrzegawczość i umiejętność logicznego myślenia. Niby niepozorny tomik-zabawka, a może sprawić sporo dobrego.
Recenzje, wywiady, omówienia krytyczne, komentarze.
Codziennie aktualizowana strona Izabeli Mikrut
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
sobota, 7 sierpnia 2021
piątek, 6 sierpnia 2021
Halle Butler: Nowa ja
Czarne, Wołowiec 2021.
Upokorzenie
Ten temat wkracza do książek coraz częściej. Staje się już nie tylko kanwą reportaży, ale i wiodącym motywem fabuł w opowieściach fikcyjnych, powraca jako znak czasów i jako wyraz społecznych lęków, na które - na razie - nie ma dobrego lekarstwa. Halle Butler w tomie "Nowa ja" przedstawia sytuację Millie, kobiety, która próbuje wyrwać się z upodlenia i biedy przez znalezienie stałej pracy. Millie szuka zajęcia za pośrednictwem agencji pracy, liczy na to, że po okresie próbnym zostanie przyjęta na etat - jeśli to jej się uda, będzie mogła zmienić swoje życie. Jest zdeterminowana i chce dać się poznać z jak najlepszej strony. Nie zastanawia się nad poziomem skomplikowania przydzielanych jej zadań, rezygnuje z ambicji czy wygórowanych żądań. Przychodzi do nowego miejsca i liczy na to, że zostanie zaakceptowana. Jednak bezpośrednia przełożona Millie, Karen, nie sili się nawet na to, by zapamiętać imię nowej pracownicy. Zachowuje się tak, jakby przybycie nowego członka ekipy było dla niej zagrożeniem, za wszelką cenę stara się zniszczyć kobietę. Prowadzi jednak wojnę podjazdową, nie ujawnia się ze swoimi antypatiami, przez co nie da się doprowadzić do konfrontacji. W efekcie Millie sądzi, że wykonuje swoje obowiązki bezbłędnie i robi to, czego się od niej oczekuje - a Karen zbiera na nią haki i usiłuje doprowadzić do szybkiego zwolnienia. Nie da się złożyć natychmiastowej reklamacji w agencji, bo Karen przegapiła termin na podjęcie takiego kroku - stąd kolejne komplikacje.
"Nowa ja" to opowieść o rozczarowaniach, których smak odbiorcy znają na długo przed tym, zanim pozna je główna bohaterka. Autorka prowadzi narrację tak, żeby zapewnić dostęp i do najskrytszych myśli Millie, i do intryg Karen - jednak punkt kulminacyjny, czyli zderzenie tych dwóch osobowości, to kwestia przyszłości. Bieg wydarzeń może prowadzić tylko do jednego rozwiązania i nie jest to coś, co usatysfakcjonuje bohaterkę - a jednak udaje się Halle Butler trzymać czytelników w napięciu. Budowanie atmosfery bardzo się autorce udaje, ale równie duży sukces odnosi Butler w zakresie rejestrowania drobnych międzyludzkich złośliwości, uprzedzeń i pułapek zastawianych na niedomyślne ofiary. Każde zadanie, jakie Karen wyznacza Millie, niesie w sobie podtekst, którego nowa pracownica - ufna i naiwna - nie dostrzega. W takim ujęciu miejsce pracy jawi się jako piekło i sytuacja bez wyjścia: każde zachowanie będzie napiętnowane, każde dostarczy nowych argumentów za rozwiązaniem umowy. Halle Butler przemyca gdzieniegdzie informacje o stanie Millie: czasami wspomina o jej ubraniach czy ogólnym zaniedbaniu, jednak to, co oczywiste dla postronnych, nie musi być wcale takie samo dla bezpośrednio zainteresowanej. Stąd kolejne nieporozumienia i powody do rozstania. "Nowa ja" to opowieść o pracy, która nie satysfakcjonuje, nie zapewni godnego życia, a wyzwala ciągły stres. Autorka przedstawia sytuację, z której wyjątkowo trudno się wyrwać i zmusza Millie do testowania ofert tak, że może przerazić czytelników. A jednak magnetyzuje tą historią.
Upokorzenie
Ten temat wkracza do książek coraz częściej. Staje się już nie tylko kanwą reportaży, ale i wiodącym motywem fabuł w opowieściach fikcyjnych, powraca jako znak czasów i jako wyraz społecznych lęków, na które - na razie - nie ma dobrego lekarstwa. Halle Butler w tomie "Nowa ja" przedstawia sytuację Millie, kobiety, która próbuje wyrwać się z upodlenia i biedy przez znalezienie stałej pracy. Millie szuka zajęcia za pośrednictwem agencji pracy, liczy na to, że po okresie próbnym zostanie przyjęta na etat - jeśli to jej się uda, będzie mogła zmienić swoje życie. Jest zdeterminowana i chce dać się poznać z jak najlepszej strony. Nie zastanawia się nad poziomem skomplikowania przydzielanych jej zadań, rezygnuje z ambicji czy wygórowanych żądań. Przychodzi do nowego miejsca i liczy na to, że zostanie zaakceptowana. Jednak bezpośrednia przełożona Millie, Karen, nie sili się nawet na to, by zapamiętać imię nowej pracownicy. Zachowuje się tak, jakby przybycie nowego członka ekipy było dla niej zagrożeniem, za wszelką cenę stara się zniszczyć kobietę. Prowadzi jednak wojnę podjazdową, nie ujawnia się ze swoimi antypatiami, przez co nie da się doprowadzić do konfrontacji. W efekcie Millie sądzi, że wykonuje swoje obowiązki bezbłędnie i robi to, czego się od niej oczekuje - a Karen zbiera na nią haki i usiłuje doprowadzić do szybkiego zwolnienia. Nie da się złożyć natychmiastowej reklamacji w agencji, bo Karen przegapiła termin na podjęcie takiego kroku - stąd kolejne komplikacje.
"Nowa ja" to opowieść o rozczarowaniach, których smak odbiorcy znają na długo przed tym, zanim pozna je główna bohaterka. Autorka prowadzi narrację tak, żeby zapewnić dostęp i do najskrytszych myśli Millie, i do intryg Karen - jednak punkt kulminacyjny, czyli zderzenie tych dwóch osobowości, to kwestia przyszłości. Bieg wydarzeń może prowadzić tylko do jednego rozwiązania i nie jest to coś, co usatysfakcjonuje bohaterkę - a jednak udaje się Halle Butler trzymać czytelników w napięciu. Budowanie atmosfery bardzo się autorce udaje, ale równie duży sukces odnosi Butler w zakresie rejestrowania drobnych międzyludzkich złośliwości, uprzedzeń i pułapek zastawianych na niedomyślne ofiary. Każde zadanie, jakie Karen wyznacza Millie, niesie w sobie podtekst, którego nowa pracownica - ufna i naiwna - nie dostrzega. W takim ujęciu miejsce pracy jawi się jako piekło i sytuacja bez wyjścia: każde zachowanie będzie napiętnowane, każde dostarczy nowych argumentów za rozwiązaniem umowy. Halle Butler przemyca gdzieniegdzie informacje o stanie Millie: czasami wspomina o jej ubraniach czy ogólnym zaniedbaniu, jednak to, co oczywiste dla postronnych, nie musi być wcale takie samo dla bezpośrednio zainteresowanej. Stąd kolejne nieporozumienia i powody do rozstania. "Nowa ja" to opowieść o pracy, która nie satysfakcjonuje, nie zapewni godnego życia, a wyzwala ciągły stres. Autorka przedstawia sytuację, z której wyjątkowo trudno się wyrwać i zmusza Millie do testowania ofert tak, że może przerazić czytelników. A jednak magnetyzuje tą historią.
czwartek, 5 sierpnia 2021
Alexander Lowen: Narcyzm
Czarna Owca, Warszawa 2021.
Zapatrzenie w siebie
Alexander Lowen przybliża odbiorcom temat narcyzmu - zagadnienie, które pozwala bardziej świadomie budować swoje relacje społeczne i które zapewnia ostrzeżenia przed toksycznymi zachowaniami. "Narcyzm" to popularyzatorska publikacja psychologiczna, chociaż samo zjawisko autor chce ujmować także w kontekście kulturowym. Sięga Lowen po czytelne dla odbiorców przykłady: pokazuje kolejne przypadki, dzięki którym temat staje się bardziej zrozumiały - a do tego wprowadza własne reakcje i wstępne diagnozy. Taka forma została już wiele razy przetestowana w książkach psychologicznych i przyciąga zwykle szeroką grupę odbiorców niewywodzących się z grona studentów czy adeptów psychologii, zapewnia nie tylko ciekawą lekturę (przez możliwość bezkarnego "podglądania" bohaterów w najtrudniejszych dla nich sytuacjach), ale też zestaw wyjaśnień dotyczących typowych ludzkich zachowań. Alexander Lowen w "Narcyzmie" także wykorzystuje to podejście. Proponuje oceny prezentowanych sytuacji, nawiązuje do historii badań psychologicznych, ujmuje temat przez pryzmat różnych szkół i kultur. Daje przy tym informację o własnym stanowisku, nie ucieka od osobistych ocen (ale zaznacza wówczas, że odwołuje się do swoich reakcji). Zdarza mu się nawet dzielić z czytelnikami bardzo prywatnymi opowieściami, które wpisują się w kontekst lektury. Stosuje przejrzyste wyliczenia i rozróżnienia, każdy wprowadzony termin starannie omawia. Bez pośpiechu przedstawia kolejne etapy wtajemniczenia, lubi odwołania do znanych powszechnie dzieł - tak, żeby ukazać odbiorcom nie tylko przykłady z gabinetu rodem, ale także te przeniesione do sztuki. Dzięki temu będzie mógł przekonać czytelników, że narcyzm to nie zjawisko wyjątkowe czy rzadkie.
Kiedy Alexander Lowen omawia kolejne sesje z potrzebującymi pomocy postaciami, stawia na podkreślanie kolejnych etapów pracy z pacjentami. Nie doprowadzi to do możliwości wpadania na autodiagnozy - jednak czasami może uświadomić czytelnikom, z jakimi problemami się borykają i jak im zaradzić (albo przynajmniej - ile pracy ze specjalistą ich czeka). Jednocześnie znajduje sobie miejsce na prezentowanie szerokiego wachlarza przyczyn "dziwnych" lub odbiegających od powszechnie akceptowanych zachowań. Zjawisko narcyzmu jest komentowane między innymi przez motyw zaprzeczania uczuciom, poczucie władzy albo manipulowanie innymi, ale autor zastanawia się też nad inną skrajnością: nad powiązaniem narcyzmu z możliwością zapadnięcia na chorobę psychiczną. Wyjaśnień dla określonych rodzajów zachowań, schematów i pułapek szuka w osobistych doświadczeniach ludzi trafiających do jego gabinetu - nie ma mowy o braku umotywowania postaw, wszystko wiąże się z przeżyciami z dzieciństwa lub z relacjami z rodzicami. Alexander Lowen nie skupia się zatem na narcyzmie jako zjawisku destrukcyjnym dla międzyludzkich kontaktów, raczej woli ująć temat szerzej, zastanowić się nie tylko nad metodami leczenia, ale też nad samymi źródłami. Dzięki temu tworzy książkę, która dla czytelników będzie atrakcyjna z różnych względów - jako poradnik, zestaw podpowiedzi co do wyboru kierunku działania, ale też jako lektura pouczająca.
Zapatrzenie w siebie
Alexander Lowen przybliża odbiorcom temat narcyzmu - zagadnienie, które pozwala bardziej świadomie budować swoje relacje społeczne i które zapewnia ostrzeżenia przed toksycznymi zachowaniami. "Narcyzm" to popularyzatorska publikacja psychologiczna, chociaż samo zjawisko autor chce ujmować także w kontekście kulturowym. Sięga Lowen po czytelne dla odbiorców przykłady: pokazuje kolejne przypadki, dzięki którym temat staje się bardziej zrozumiały - a do tego wprowadza własne reakcje i wstępne diagnozy. Taka forma została już wiele razy przetestowana w książkach psychologicznych i przyciąga zwykle szeroką grupę odbiorców niewywodzących się z grona studentów czy adeptów psychologii, zapewnia nie tylko ciekawą lekturę (przez możliwość bezkarnego "podglądania" bohaterów w najtrudniejszych dla nich sytuacjach), ale też zestaw wyjaśnień dotyczących typowych ludzkich zachowań. Alexander Lowen w "Narcyzmie" także wykorzystuje to podejście. Proponuje oceny prezentowanych sytuacji, nawiązuje do historii badań psychologicznych, ujmuje temat przez pryzmat różnych szkół i kultur. Daje przy tym informację o własnym stanowisku, nie ucieka od osobistych ocen (ale zaznacza wówczas, że odwołuje się do swoich reakcji). Zdarza mu się nawet dzielić z czytelnikami bardzo prywatnymi opowieściami, które wpisują się w kontekst lektury. Stosuje przejrzyste wyliczenia i rozróżnienia, każdy wprowadzony termin starannie omawia. Bez pośpiechu przedstawia kolejne etapy wtajemniczenia, lubi odwołania do znanych powszechnie dzieł - tak, żeby ukazać odbiorcom nie tylko przykłady z gabinetu rodem, ale także te przeniesione do sztuki. Dzięki temu będzie mógł przekonać czytelników, że narcyzm to nie zjawisko wyjątkowe czy rzadkie.
Kiedy Alexander Lowen omawia kolejne sesje z potrzebującymi pomocy postaciami, stawia na podkreślanie kolejnych etapów pracy z pacjentami. Nie doprowadzi to do możliwości wpadania na autodiagnozy - jednak czasami może uświadomić czytelnikom, z jakimi problemami się borykają i jak im zaradzić (albo przynajmniej - ile pracy ze specjalistą ich czeka). Jednocześnie znajduje sobie miejsce na prezentowanie szerokiego wachlarza przyczyn "dziwnych" lub odbiegających od powszechnie akceptowanych zachowań. Zjawisko narcyzmu jest komentowane między innymi przez motyw zaprzeczania uczuciom, poczucie władzy albo manipulowanie innymi, ale autor zastanawia się też nad inną skrajnością: nad powiązaniem narcyzmu z możliwością zapadnięcia na chorobę psychiczną. Wyjaśnień dla określonych rodzajów zachowań, schematów i pułapek szuka w osobistych doświadczeniach ludzi trafiających do jego gabinetu - nie ma mowy o braku umotywowania postaw, wszystko wiąże się z przeżyciami z dzieciństwa lub z relacjami z rodzicami. Alexander Lowen nie skupia się zatem na narcyzmie jako zjawisku destrukcyjnym dla międzyludzkich kontaktów, raczej woli ująć temat szerzej, zastanowić się nie tylko nad metodami leczenia, ale też nad samymi źródłami. Dzięki temu tworzy książkę, która dla czytelników będzie atrakcyjna z różnych względów - jako poradnik, zestaw podpowiedzi co do wyboru kierunku działania, ale też jako lektura pouczająca.
środa, 4 sierpnia 2021
Gorące sekrety. Niegrzeczne opowieści
Lipstick Books, Warszawa 2021.
Zmysły
Ponieważ panuje wciąż moda na powieści erotyczne, a Lipstick Books traktuje zbiory opowiadań o tej tematyce jako szansę na prezentację "swoich" autorek, pojawia się na rynku kolejny zestaw krótkich historii pokazujących wyobraźnię w dziedzinie budzenia zmysłów bohaterek. "Gorące sekrety. Niegrzeczne opowieści" to tom dla odbiorczyń, które niespecjalnie lubią czytać dłuższe teksty, za to lubią szybko przechodzić do najważniejszego - czyli do miłosnego spełnienia bohaterek. I po raz kolejny staje się jasne, że te autorki, które sprawdziły się w literaturze obyczajowej i osiągnęły sukces na rynku w gatunkach innych niż erotyka, radzą sobie świetnie z warsztatem literackim i pomysłami, a te, które wprowadziły się do świadomości czytelniczek wyłącznie jako autorki powieści erotycznych niespecjalnie mają czym zachwycać. Katarzyna Berenika Miszczuk sięga po tło typowe dla babskich czytadeł: jej bohaterka chce założyć pensjonat, w którym będzie proponować rozmaite ziołowe specyfiki. Wdaje się w romans z księgowym, którego nawet nie podejrzewała o pozaziemskie moce. Przechodzi z obyczajowości w stronę fantastyki, ale nie będzie to nikomu przeszkadzało, bo wcześniej potrafi nabudować całą otoczkę relacji między bohaterami. Widać, że ma wprawę w tworzeniu opowieści rozmaitych - i umie przyciągnąć czytelniczki do siebie. Zupełnie inaczej zachowuje się K. A. Figaro. Koncentruje się bowiem na erotycznym spełnieniu bez przedstawienia czytelniczkom postaci; pozwala swojej bohaterce na szaloną eskapadę z seksualnym pożądaniem w roli głównej. Tyle tylko, że chociaż szuka różnych sposobów na zaakcentowanie kobiecego spełnienia (i przy okazji testuje parę ostrzejszych fantazji), nie ma pomysłu na klimat opowieści. Wprowadza woltę gatunkową, która niekoniecznie przypadnie do gustu czytelniczkom. Jagna Rolska, do niedawna znana z fantastyki, później przechodząca w temat powieści erotycznych, teraz eksperymentuje z podróżą w przeszłość - zależy jej na odwzorowaniu dawnych dziejów i obyczajów. Tu erotyka wydaje się sprawą drugorzędną. Maya Frost próbuje narracji z perspektywy mężczyzny (co w przypadku powieści erotycznych jest dość ryzykownym zabiegiem, nic dziwnego, że w pewnym momencie przechodzi na dialogi). Zadanie ułatwia sobie przejściem do tajnego klubu, w którym można realizować wszystkie seksualne fantazje. Anna Kasiuk stara się zabrzmieć zupełnie zwyczajnie. Wykorzystuje potencjał tkwiący w stereotypowym niemal motywie - pracownik fizyczny, którego bohaterka dostrzega, dysponuje idealnym, wymarzonym ciałem i może pomóc w realizowaniu co bardziej szalonych w kontekście nudnej codzienności pomysłów. Agnieszka Rusin także usiłuje wymyślić męskie rozmowy o seksie (i niespecjalnie do tego przekonuje), wysyła swoich bohaterów na wakacje, żeby tam mogli oddawać się rozkoszom bez przejmowania się konwenansami. Przechodzi na kobiecą stronę przy kreowaniu przebiegu akcji. Zuzanna Arczyńska tymczasem woli postawić na ars amandi i umożliwić swoim bohaterom ciągłe spotkania.
W tym wszystkim widać jedno: kiedy chodzi o przedstawienie erotycznych fantazji, brakuje odpowiednich określeń, które nie brzmiałyby ani przesadnie fachowo, ani naiwnie. Autorki w sporej części są tak przejęte, że mają zaprezentować seks na wizji, że zapominają o kontekstach i o brzmieniu całych historii.
Zmysły
Ponieważ panuje wciąż moda na powieści erotyczne, a Lipstick Books traktuje zbiory opowiadań o tej tematyce jako szansę na prezentację "swoich" autorek, pojawia się na rynku kolejny zestaw krótkich historii pokazujących wyobraźnię w dziedzinie budzenia zmysłów bohaterek. "Gorące sekrety. Niegrzeczne opowieści" to tom dla odbiorczyń, które niespecjalnie lubią czytać dłuższe teksty, za to lubią szybko przechodzić do najważniejszego - czyli do miłosnego spełnienia bohaterek. I po raz kolejny staje się jasne, że te autorki, które sprawdziły się w literaturze obyczajowej i osiągnęły sukces na rynku w gatunkach innych niż erotyka, radzą sobie świetnie z warsztatem literackim i pomysłami, a te, które wprowadziły się do świadomości czytelniczek wyłącznie jako autorki powieści erotycznych niespecjalnie mają czym zachwycać. Katarzyna Berenika Miszczuk sięga po tło typowe dla babskich czytadeł: jej bohaterka chce założyć pensjonat, w którym będzie proponować rozmaite ziołowe specyfiki. Wdaje się w romans z księgowym, którego nawet nie podejrzewała o pozaziemskie moce. Przechodzi z obyczajowości w stronę fantastyki, ale nie będzie to nikomu przeszkadzało, bo wcześniej potrafi nabudować całą otoczkę relacji między bohaterami. Widać, że ma wprawę w tworzeniu opowieści rozmaitych - i umie przyciągnąć czytelniczki do siebie. Zupełnie inaczej zachowuje się K. A. Figaro. Koncentruje się bowiem na erotycznym spełnieniu bez przedstawienia czytelniczkom postaci; pozwala swojej bohaterce na szaloną eskapadę z seksualnym pożądaniem w roli głównej. Tyle tylko, że chociaż szuka różnych sposobów na zaakcentowanie kobiecego spełnienia (i przy okazji testuje parę ostrzejszych fantazji), nie ma pomysłu na klimat opowieści. Wprowadza woltę gatunkową, która niekoniecznie przypadnie do gustu czytelniczkom. Jagna Rolska, do niedawna znana z fantastyki, później przechodząca w temat powieści erotycznych, teraz eksperymentuje z podróżą w przeszłość - zależy jej na odwzorowaniu dawnych dziejów i obyczajów. Tu erotyka wydaje się sprawą drugorzędną. Maya Frost próbuje narracji z perspektywy mężczyzny (co w przypadku powieści erotycznych jest dość ryzykownym zabiegiem, nic dziwnego, że w pewnym momencie przechodzi na dialogi). Zadanie ułatwia sobie przejściem do tajnego klubu, w którym można realizować wszystkie seksualne fantazje. Anna Kasiuk stara się zabrzmieć zupełnie zwyczajnie. Wykorzystuje potencjał tkwiący w stereotypowym niemal motywie - pracownik fizyczny, którego bohaterka dostrzega, dysponuje idealnym, wymarzonym ciałem i może pomóc w realizowaniu co bardziej szalonych w kontekście nudnej codzienności pomysłów. Agnieszka Rusin także usiłuje wymyślić męskie rozmowy o seksie (i niespecjalnie do tego przekonuje), wysyła swoich bohaterów na wakacje, żeby tam mogli oddawać się rozkoszom bez przejmowania się konwenansami. Przechodzi na kobiecą stronę przy kreowaniu przebiegu akcji. Zuzanna Arczyńska tymczasem woli postawić na ars amandi i umożliwić swoim bohaterom ciągłe spotkania.
W tym wszystkim widać jedno: kiedy chodzi o przedstawienie erotycznych fantazji, brakuje odpowiednich określeń, które nie brzmiałyby ani przesadnie fachowo, ani naiwnie. Autorki w sporej części są tak przejęte, że mają zaprezentować seks na wizji, że zapominają o kontekstach i o brzmieniu całych historii.
wtorek, 3 sierpnia 2021
Karolina Oponowicz: Bozie, czyli jak wygląda Bóg?
Agora, Warszawa 2021.
O co chodzi w religiach?
Wychodzi ta autorka z niezłego założenia: że dzieci są zainteresowane różnymi zagadnieniami, które mogą zaobserwować w swoim otoczeniu, a nie zawsze dorośli są w stanie udzielić im odpowiedzi i wyjaśnień na kolejne pytania. Z zestawu pytań dociekliwych odbiorców oraz odpowiedzi prezentowanych przez kilku przedstawicieli różnych religii i wyznań powstała książka „Bozie, czyli jak wygląda Bóg” - interesująca lektura otwierająca na różnokulturowość i ucząca równości. Nie chodzi tu o rywalizację i pokazywanie, które wyznanie jest lepsze, ciekawsze, bardziej barwne i ma do zaoferowania więcej. Raczej liczy się szansa zrozumienia, dlaczego sąsiad modli się w określony sposób, jak obchodzi święta i jak wyobraża sobie życie po śmierci. Tematy bardzo trudne, ale też bardzo interesujące pojawiają się w kolejnych rozdziałach. Dorośli rzadko zajmują się przedstawianiem otoczki religijnej: ci głęboko wierzący uznają, że dzieciom wystarczy wymijająca odpowiedź lub nakaz, by przyjmowały wszystko tak, jak jest to prezentowane w ich wspólnocie wyznaniowej. Ci niewierzący wolą często deklasować wszystkie religie. Tymczasem Karolinie Oponowicz udało się stworzyć książkę zaspokajającą podstawową ciekawość dzieci. Nie chodzi tu o przekonanie do którejkolwiek religii ani do zachęcanie do zmiany wiary. Nie ma w tym też wyrachowania, a wszystko to sprawia, że dobrze się tę książkę czyta nawet mimo dość agresywnych grafik. Na początku wszyscy duchowni przedstawiają się skrótowo, mówią, kim są, jaką rolę odgrywają w swoich wspólnotach, jak się do nich zwracać i jak wyglądała ich droga do duchowości. Pojawia się tu pani diakon z Kościoła luterańskiego, imam (muzułmański duchowny, który na co dzień pracuje w banku), mnich benedyktyn, rabin, prawosławny ksiądz i buddyjski lama. Każdy opowiada o wyobrażeniu Boga w swojej religii, pojawia się też „komiksowe” przedstawienie najważniejszych postaci z różnych wiar. Rozmówcy Karoliny Oponowicz oprowadzają po swoich świątyniach. W pewnym momencie odpowiadają też na różne pytania dotyczące zwyczajów i religijnych dogmatów – to znów okazja do wyjaśniania szczegółów dotyczących „inności”, strojów, świąt czy sposobów na dołączenie do wspólnoty. Mnóstwo miejsca na trudne pytania i zagadnienia, które trzeba wytłumaczyć wprost, tak, żeby wszystko stało się zrozumiałe dla najmłodszych. Bardzo przydatna jest ta książka, przynosi wiele ciekawostek i wiele informacji, które pozwolą dzieciom zrozumieć, dlaczego ludzie różnią się od siebie – i które jednocześnie wskażą, że nie można deprecjonować innych z powodu ich wyznania, bo wszystko naprawdę sprowadza się do tego samego. Dobrze, że taka publikacja powstała, że oddaje się w niej głos przedstawicielom różnych religii – to najlepszy sposób na uchwycenie istoty wyznań. W świecie, w którym ciągle brakuje miejsca na tolerancję i akceptowanie innych ludzi razem z ich wyborami życiowymi Karolina Oponowicz znajduje sposób na przekonanie najmłodszych do refleksji.
O co chodzi w religiach?
Wychodzi ta autorka z niezłego założenia: że dzieci są zainteresowane różnymi zagadnieniami, które mogą zaobserwować w swoim otoczeniu, a nie zawsze dorośli są w stanie udzielić im odpowiedzi i wyjaśnień na kolejne pytania. Z zestawu pytań dociekliwych odbiorców oraz odpowiedzi prezentowanych przez kilku przedstawicieli różnych religii i wyznań powstała książka „Bozie, czyli jak wygląda Bóg” - interesująca lektura otwierająca na różnokulturowość i ucząca równości. Nie chodzi tu o rywalizację i pokazywanie, które wyznanie jest lepsze, ciekawsze, bardziej barwne i ma do zaoferowania więcej. Raczej liczy się szansa zrozumienia, dlaczego sąsiad modli się w określony sposób, jak obchodzi święta i jak wyobraża sobie życie po śmierci. Tematy bardzo trudne, ale też bardzo interesujące pojawiają się w kolejnych rozdziałach. Dorośli rzadko zajmują się przedstawianiem otoczki religijnej: ci głęboko wierzący uznają, że dzieciom wystarczy wymijająca odpowiedź lub nakaz, by przyjmowały wszystko tak, jak jest to prezentowane w ich wspólnocie wyznaniowej. Ci niewierzący wolą często deklasować wszystkie religie. Tymczasem Karolinie Oponowicz udało się stworzyć książkę zaspokajającą podstawową ciekawość dzieci. Nie chodzi tu o przekonanie do którejkolwiek religii ani do zachęcanie do zmiany wiary. Nie ma w tym też wyrachowania, a wszystko to sprawia, że dobrze się tę książkę czyta nawet mimo dość agresywnych grafik. Na początku wszyscy duchowni przedstawiają się skrótowo, mówią, kim są, jaką rolę odgrywają w swoich wspólnotach, jak się do nich zwracać i jak wyglądała ich droga do duchowości. Pojawia się tu pani diakon z Kościoła luterańskiego, imam (muzułmański duchowny, który na co dzień pracuje w banku), mnich benedyktyn, rabin, prawosławny ksiądz i buddyjski lama. Każdy opowiada o wyobrażeniu Boga w swojej religii, pojawia się też „komiksowe” przedstawienie najważniejszych postaci z różnych wiar. Rozmówcy Karoliny Oponowicz oprowadzają po swoich świątyniach. W pewnym momencie odpowiadają też na różne pytania dotyczące zwyczajów i religijnych dogmatów – to znów okazja do wyjaśniania szczegółów dotyczących „inności”, strojów, świąt czy sposobów na dołączenie do wspólnoty. Mnóstwo miejsca na trudne pytania i zagadnienia, które trzeba wytłumaczyć wprost, tak, żeby wszystko stało się zrozumiałe dla najmłodszych. Bardzo przydatna jest ta książka, przynosi wiele ciekawostek i wiele informacji, które pozwolą dzieciom zrozumieć, dlaczego ludzie różnią się od siebie – i które jednocześnie wskażą, że nie można deprecjonować innych z powodu ich wyznania, bo wszystko naprawdę sprowadza się do tego samego. Dobrze, że taka publikacja powstała, że oddaje się w niej głos przedstawicielom różnych religii – to najlepszy sposób na uchwycenie istoty wyznań. W świecie, w którym ciągle brakuje miejsca na tolerancję i akceptowanie innych ludzi razem z ich wyborami życiowymi Karolina Oponowicz znajduje sposób na przekonanie najmłodszych do refleksji.
poniedziałek, 2 sierpnia 2021
Santa Montefiore: Tu i teraz
Świat Książki, Warszawa 2021.
Tracenie świata
Santa Montefiore potrafi pisać książki obyczajowe chwytające za serce - i nic dziwnego, że podbija rynek każdą kolejną powieścią. "Tu i teraz" to historia zbliżająca się odrobinę do literatury szpitalnej w wersji powieści dla kobiet - pokazuje, jak cieszyć się każdą chwilą i nie załamywać przy trudnościach. Jednak inaczej niż w wielu poprzednich książkach tej autorki - tu od pierwszych stron pojawia się niepokój. Wszystko dlatego, że bohaterka Marigold, matka dorosłych córek i właścicielka wiejskiego sklepiku, pewnego dnia odkrywa, że ma luki w pamięci. Nagle staje się zagubiona: nie pamięta, co miała zrobić i dokąd się udać. Niby nic, zwłaszcza że wszyscy są przekonani, że w pewnym wieku zapominanie to normalność: zdarza się i nie ma się co nim przejmować. Marigold jednak czuje, że dzieje się coś złego. Sytuacja, która wyprowadza ją z równowagi, zaczyna się powtarzać i kobieta udaje się do lekarzy. Jednocześnie przed bliskimi chce udawać, że wszystko jest w najlepszym porządku. Obraca w żart ewentualne pomyłki i wpadki, a jeśli sugeruje, że coś jest nie tak, spotyka się z zaprzeczeniami. Zwłaszcza matka Marigold nie dopuszcza do siebie myśli, że córka może mieć problemy z mózgiem. Uważa, że to jej - jako przedstawicielce starszego pokolenia - mogą przydarzyć się poważne kłopoty zdrowotne. Jednak Busia jest okazem zdrowia i jedyne, co ją wyróżnia, to skłonność do ciągłego narzekania. Busia nie zamierza wspierać Marigold, przynajmniej nie dopóki nie wierzy w jej przypadłość. Inaczej jest z córkami i mężem. Wreszcie pojawia się okrutna diagnoza: demencja. I wtedy wszyscy ludzie z otoczenia Marigold postanawiają zebrać dla niej wspomnienia, tak, by kiedyś - kiedy mózg odmówi współpracy - Marigold mogła skojarzyć miłe chwile spędzane z lokalną społecznością.
"Tu i teraz" to powieść wielotorowa. Jeden motyw to choroba Marigold, bezradność kobiety i jej bliskich i nieuchronność losu: nawet przy największym zaangażowaniu rodziny w końcu opieka domowa przestanie wystarczać i dla bezpieczeństwa trzeba będzie rozstać się z mamą i żoną. Marigold jeszcze przeważnie świadoma wydarzeń mierzy się z tym, co ją czeka: wybiera się do ośrodka opieki i poznaje ludzi dotkniętych tą samą przypadłością. Drugi motyw to reakcje bliskich na chorobę: jedni zaprzeczają, inni czują strach i chcą uciekać, jeszcze inni wiedzą, że poradzą sobie w każdej sytuacji i opracowują plany na przyszłość. Ale Santa Montefiore na tym nie poprzestaje. Kieruje uwagę odbiorczyń na losy córek Marigold. Jedna z nich do tej pory mieszkała wygodnie z rodzicami, prowadząc życie blogerki - beztroskie i dość egoistyczne. Druga właśnie wraca do rodzinnego domu po rozstaniu z partnerem. Chce od życia czegoś innego niż jej ukochany, cierpi więc, ale nie może poradzić sobie z brakiem zaangażowania z jego strony. Na miejscu znajduje wsparcie i szansę na ułożenie sobie życia na nowo, chociaż myślała, że przegapiła swoją szansę na szczęście. Najsilniejszym tematem jest jednak w "Tu i teraz" miłość. Dennis, który kocha Marigold, to ideał - jego postawa będzie budzić najwięcej wzruszeń. Udało się autorce stworzenie książki wstrząsającej i przypominającej o kruchości szczęścia, a jednocześnie ciepłej i krzepiącej.
Tracenie świata
Santa Montefiore potrafi pisać książki obyczajowe chwytające za serce - i nic dziwnego, że podbija rynek każdą kolejną powieścią. "Tu i teraz" to historia zbliżająca się odrobinę do literatury szpitalnej w wersji powieści dla kobiet - pokazuje, jak cieszyć się każdą chwilą i nie załamywać przy trudnościach. Jednak inaczej niż w wielu poprzednich książkach tej autorki - tu od pierwszych stron pojawia się niepokój. Wszystko dlatego, że bohaterka Marigold, matka dorosłych córek i właścicielka wiejskiego sklepiku, pewnego dnia odkrywa, że ma luki w pamięci. Nagle staje się zagubiona: nie pamięta, co miała zrobić i dokąd się udać. Niby nic, zwłaszcza że wszyscy są przekonani, że w pewnym wieku zapominanie to normalność: zdarza się i nie ma się co nim przejmować. Marigold jednak czuje, że dzieje się coś złego. Sytuacja, która wyprowadza ją z równowagi, zaczyna się powtarzać i kobieta udaje się do lekarzy. Jednocześnie przed bliskimi chce udawać, że wszystko jest w najlepszym porządku. Obraca w żart ewentualne pomyłki i wpadki, a jeśli sugeruje, że coś jest nie tak, spotyka się z zaprzeczeniami. Zwłaszcza matka Marigold nie dopuszcza do siebie myśli, że córka może mieć problemy z mózgiem. Uważa, że to jej - jako przedstawicielce starszego pokolenia - mogą przydarzyć się poważne kłopoty zdrowotne. Jednak Busia jest okazem zdrowia i jedyne, co ją wyróżnia, to skłonność do ciągłego narzekania. Busia nie zamierza wspierać Marigold, przynajmniej nie dopóki nie wierzy w jej przypadłość. Inaczej jest z córkami i mężem. Wreszcie pojawia się okrutna diagnoza: demencja. I wtedy wszyscy ludzie z otoczenia Marigold postanawiają zebrać dla niej wspomnienia, tak, by kiedyś - kiedy mózg odmówi współpracy - Marigold mogła skojarzyć miłe chwile spędzane z lokalną społecznością.
"Tu i teraz" to powieść wielotorowa. Jeden motyw to choroba Marigold, bezradność kobiety i jej bliskich i nieuchronność losu: nawet przy największym zaangażowaniu rodziny w końcu opieka domowa przestanie wystarczać i dla bezpieczeństwa trzeba będzie rozstać się z mamą i żoną. Marigold jeszcze przeważnie świadoma wydarzeń mierzy się z tym, co ją czeka: wybiera się do ośrodka opieki i poznaje ludzi dotkniętych tą samą przypadłością. Drugi motyw to reakcje bliskich na chorobę: jedni zaprzeczają, inni czują strach i chcą uciekać, jeszcze inni wiedzą, że poradzą sobie w każdej sytuacji i opracowują plany na przyszłość. Ale Santa Montefiore na tym nie poprzestaje. Kieruje uwagę odbiorczyń na losy córek Marigold. Jedna z nich do tej pory mieszkała wygodnie z rodzicami, prowadząc życie blogerki - beztroskie i dość egoistyczne. Druga właśnie wraca do rodzinnego domu po rozstaniu z partnerem. Chce od życia czegoś innego niż jej ukochany, cierpi więc, ale nie może poradzić sobie z brakiem zaangażowania z jego strony. Na miejscu znajduje wsparcie i szansę na ułożenie sobie życia na nowo, chociaż myślała, że przegapiła swoją szansę na szczęście. Najsilniejszym tematem jest jednak w "Tu i teraz" miłość. Dennis, który kocha Marigold, to ideał - jego postawa będzie budzić najwięcej wzruszeń. Udało się autorce stworzenie książki wstrząsającej i przypominającej o kruchości szczęścia, a jednocześnie ciepłej i krzepiącej.
Cécile Jugla i Jack Guichard: Cukier
Harperkids, Warszawa 2021.
Eksperymenty z kuchni
Cécile Jugla i Jack Guichard chcą zainteresować najmłodszych rozmaitymi doświadczeniami i zgłębianiem wiedzy, która jest dostępna na wyciągnięcie ręki. Kolejny tomik, który przedstawia dziesięć eksperymentów, jakie dzieci mogą samodzielnie lub z niewielką pomocą rodziców przeprowadzić w warunkach domowych, dotyczy... cukru. I nawet jeśli coraz więcej jest głosów o tym, że cukier szkodzi i nie powinno się go podawać dzieciom, tutaj nie służy on do wyjadania, a do prostych obserwacji. Każda rozkładówka dotyczy innego doświadczenia i innego odkrycia, które będzie się z nim wiązać. Najpierw należy w ogóle poznać przedmiot badań, sprawdzić, gdzie się znajduje i czym się charakteryzuje. Dzieci dowiedzą się, że mogą samodzielnie przygotować kostki cukru (w foremkach do kostek lodu), obejrzą sobie kryształki cukru pod lupą albo sprawdzą, jak stworzyć cukier puder. Sprawdzą, co się stanie, kiedy przesiewa się cukier puder przez sitko, użyją cukru jako kleju (jako lukru, na którym trzymać się będą ozdoby na ciastkach), sprawią, żeby cukier magicznie zniknął, albo stworzą sobie cukrowego lizaka (to doświadczenie prawdopodobnie najbardziej maluchy zaintryguje, ale jego efekt niekoniecznie będzie satysfakcjonujący: część dzieci zniechęci się do produktu końcowego, bo trudno się go będzie lizać. Im dalej, tym trudniej: wprowadzą autorzy pojęcia kapilarności i osmozy, pokażą, na czym polega prawo Archimedesa, a zwieńczeniem działań z cukrem będzie przygotowanie karmelowych cukierków - z pomocą rodziców.
Ta książka jest picture bookiem, nie ma w niej zbyt dużo tekstu ani wyjaśnień. Jeśli pojawiają się pojęcia - to raczej na zasadzie dodatku do wydarzeń, podsumowania, a nie hasła, które należy zapamiętać. Jeśli zatem ambitne maluchy zechcą poznać nowy termin, nie będzie z tym problemu. Mogą jednak zupełnie go pominąć - i też nic się nie stanie. Autorzy zachęcają do poznawania zjawisk fizycznych - uczą też ciekawości świata. Zwracają się przede wszystkim do dzieci, które chcą się czegoś dowiedzieć, które lubią nowe zabawy i nie chcą się nudzić. "Cukier" to tomik niewielki, ale przygotowany z wyczuciem, tak, żeby przyciągnąć najmłodszych i przekonać do wysiłku poznawczego. Sporo tu ilustracji, dużo humoru, który przejawia się między innymi w dymkach komiksowych - chodzi o to, żeby zapewnić dzieciom rozrywkę. Nauka ma się tu odbywać przy okazji - i nie pochłaniać całej uwagi odbiorców. Dorosłym wydawać się może, że książka przedstawia zjawiska znane i wręcz banalne, takie, którym nie warto poświęcać uwagi ani czasu - jednak kilkulatki znajdą wiele wartościowych informacji. Autorzy kierują się do maluchów i nie mogą w związku z tym przeładowywać tomiku treściami, próbują znaleźć złoty środek między percepcją maluchów a chęcią przedstawienia części naukowych wiadomości. Udaje im się to - seria zaczyna się obiecująco rozwijać i może przyciągnąć dzieci do świata nauki.
Eksperymenty z kuchni
Cécile Jugla i Jack Guichard chcą zainteresować najmłodszych rozmaitymi doświadczeniami i zgłębianiem wiedzy, która jest dostępna na wyciągnięcie ręki. Kolejny tomik, który przedstawia dziesięć eksperymentów, jakie dzieci mogą samodzielnie lub z niewielką pomocą rodziców przeprowadzić w warunkach domowych, dotyczy... cukru. I nawet jeśli coraz więcej jest głosów o tym, że cukier szkodzi i nie powinno się go podawać dzieciom, tutaj nie służy on do wyjadania, a do prostych obserwacji. Każda rozkładówka dotyczy innego doświadczenia i innego odkrycia, które będzie się z nim wiązać. Najpierw należy w ogóle poznać przedmiot badań, sprawdzić, gdzie się znajduje i czym się charakteryzuje. Dzieci dowiedzą się, że mogą samodzielnie przygotować kostki cukru (w foremkach do kostek lodu), obejrzą sobie kryształki cukru pod lupą albo sprawdzą, jak stworzyć cukier puder. Sprawdzą, co się stanie, kiedy przesiewa się cukier puder przez sitko, użyją cukru jako kleju (jako lukru, na którym trzymać się będą ozdoby na ciastkach), sprawią, żeby cukier magicznie zniknął, albo stworzą sobie cukrowego lizaka (to doświadczenie prawdopodobnie najbardziej maluchy zaintryguje, ale jego efekt niekoniecznie będzie satysfakcjonujący: część dzieci zniechęci się do produktu końcowego, bo trudno się go będzie lizać. Im dalej, tym trudniej: wprowadzą autorzy pojęcia kapilarności i osmozy, pokażą, na czym polega prawo Archimedesa, a zwieńczeniem działań z cukrem będzie przygotowanie karmelowych cukierków - z pomocą rodziców.
Ta książka jest picture bookiem, nie ma w niej zbyt dużo tekstu ani wyjaśnień. Jeśli pojawiają się pojęcia - to raczej na zasadzie dodatku do wydarzeń, podsumowania, a nie hasła, które należy zapamiętać. Jeśli zatem ambitne maluchy zechcą poznać nowy termin, nie będzie z tym problemu. Mogą jednak zupełnie go pominąć - i też nic się nie stanie. Autorzy zachęcają do poznawania zjawisk fizycznych - uczą też ciekawości świata. Zwracają się przede wszystkim do dzieci, które chcą się czegoś dowiedzieć, które lubią nowe zabawy i nie chcą się nudzić. "Cukier" to tomik niewielki, ale przygotowany z wyczuciem, tak, żeby przyciągnąć najmłodszych i przekonać do wysiłku poznawczego. Sporo tu ilustracji, dużo humoru, który przejawia się między innymi w dymkach komiksowych - chodzi o to, żeby zapewnić dzieciom rozrywkę. Nauka ma się tu odbywać przy okazji - i nie pochłaniać całej uwagi odbiorców. Dorosłym wydawać się może, że książka przedstawia zjawiska znane i wręcz banalne, takie, którym nie warto poświęcać uwagi ani czasu - jednak kilkulatki znajdą wiele wartościowych informacji. Autorzy kierują się do maluchów i nie mogą w związku z tym przeładowywać tomiku treściami, próbują znaleźć złoty środek między percepcją maluchów a chęcią przedstawienia części naukowych wiadomości. Udaje im się to - seria zaczyna się obiecująco rozwijać i może przyciągnąć dzieci do świata nauki.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






