* * * * * * O tu-czytam
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.

Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.

NIE KORZYSTAM Z AI.

Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com

wtorek, 20 lipca 2021

Maria Ulatowska, Jacek Skowroński: Dziedziczka z Moczarowisk

Prószyński i S-ka, Warszawa 2021.

Walka o azyl

Po raz drugi Maria Ulatowska i Jacek Skowroński pojawiają się w miejscu, które funkcjonuje jako literackie schronienie dla wszystkich, którzy potrzebują ratunku. Od poprzedniej wizyty w Moczarowiskach minęły całe lata. Nika nie jest już dzieckiem przebierającym się za chłopca-urwisa, a dziedziczką całej posiadłości, szczęśliwą przybraną córką Leokadii. Dba o ukochane miejsce, które stało się jej domem i sposobem na życie, troszczy się też o ludzi, którzy w Moczarowiskach mieszkają i pracują. Ale Nika ma teraz spory problem: wydziedziczony przez hrabiego mężczyzna chce odzyskać majątek. Sprowadza swojego prawnika i snuje rozmaite intrygi, żeby przechytrzyć Nikę. Nie docenia jej przyjaciół, zaufanych ludzi, którzy zrobią dla niej wszystko, a czasem są wyjątkowo kreatywni. Żeby trafić do Moczarowisk, autorzy wykorzystują przykre wydarzenie: oto Władek - czarny charakter tomu - podczas jazdy niemal pozbawia życia małego kota. Na szczęście w pobliżu znajduje się Teofil, mężczyzna, który ratuje zwierzę i zwraca się do pierwszego napotkanego kierowcy z prośbą o pomoc. Tak trafia na Nikę - i zostaje skierowany do przedziwnego hotelu. Teofil wbrew swojej woli (a czasem nawet przy mocnym sprzeciwie) zostaje wciągnięty w szereg nietypowych wydarzeń. Kota leczy Paweł, już weterynarz, który w Moczarowiskach się wychował razem z Niką. Do starych kątów powraca też Magda - obecnie ceniona pracownica z Doliny Krzemowej, a także Julian, notoryczny podrywacz. Tych dwoje - wezwanych przez Leokadię - ma pomóc Nice i rozpoznać zamiary Władka. Poza sprawami obyczajowymi i romansowymi znajduje się zatem miejsce i na kryminał, i na ciekawe śledztwo, i na intrygi. Autorzy czerpią z wyobraźni, jeśli chodzi o nowinki techniczne i możliwości kamuflażu, stawiają na logiczne wnioski i na obserwacje dla wyjątkowo uważnych. Mylą tropy, ale pozwalają jeszcze bardziej przekonać się do bohaterów, którym dobro Moczarowisk leży na sercu.

Trochę ta historia wytraca impet, pierwsza była bardziej wyrazista, tu chodzi o nawiązania do przeszłości i o zbudowanie nowej fabuły na kanwie tego, co się doskonale sprawdziło. Mniej tu intensywnych wydarzeń, więcej kontemplacji całości - ale nie będzie to czytelnikom przeszkadzać, w końcu w Moczarowiskach czas zwalnia. Humor zapewnia duch, którego wcześniej wprawdzie w pensjonacie nie było, ale teraz pozwala na brak rozstań i niepotrzebnych wzruszeń. Dorosła Nika jest postacią nieoczywistą, nie do końca jednoznacznie stworzoną, Maria Ulatowska i Jacek Skowroński pozostawiają czytelnikom sporo miejsca na własne interpretacje i dopowiedzenia. "Dziedziczka z Moczarowisk" to powieść, po którą sięga się po prostu dla przyjemności i dla uzyskania wytchnienia. Jeśli ktoś ma akurat dosyć codziennych problemów, może przenieść się do świata wolnego od zwykłych zmartwień. Tu liczy się walka o spadek i zestaw międzyludzkich relacji z różnych gatunków literackich. Narracja jest spokojna i pozwala na przekonanie się do bohaterów oraz do ich ulubionego miejsca - a że ciągle coś się dzieje, nie będzie mowy o przeczekiwaniu kolejnych opisów czy nadziejach na zmiany akcji. Dobrze wyważone proporcje i zabawa różnymi konwencjami - to się sprawdza w tej powieści.

poniedziałek, 19 lipca 2021

Alexandra Horowitz: Psy i my. Historia niezwykłej więzi

Czarna Owca, Warszawa 2021.

Cztery łapy w domu

Alexandra Horowitz dzieli się z czytelnikami swoją fascynacją i bez trudu doprowadzi do tego, że wszyscy psiarze sięgną po jej książkę. "Psy i my" to nie poradnik czy opowieść o udomowieniu gatunku. Autorka stawia za to na filozoficzne refleksje dotyczące życia zwierząt i ich traktowania przez ludzi. Zdarzają się momenty nie dla odbiorców o słabych nerwach. Między innymi wtedy, kiedy Alexandra Horowitz zastanawia się nad sensem sterylizacji psów i nad ich usypianiem. Przejmująco wybrzmiewają również motywy badań na zwierzętach - autorka przywołuje przykłady, które budzą niechęć. Na przeciwległym biegunie znajdują się "rozmowy" ze zwierzętami. Alexandra Horowitz dobrze się bawi, kiedy prowadzi rejestr psich imion (częścią zbioru dzieli się z czytelnikami, chociaż to akurat nie jest najbardziej ekscytująca część tomu), albo kiedy spisuje przemowy wygłaszane do psich towarzyszy. Ubolewa nad tym, że ludzie krzywdzą psy, szukając idealnej rasy - przypomina, że to przez poszukiwania hodowców niszczy się zdrowie zwierząt. Jednocześnie zdaje sobie sprawę z tego, że nie da się skupić wyłącznie na oferowaniu ludziom psów ze schroniska: nie wszyscy chcą towarzysza po przejściach, część ludzi czeka na szczeniaka, w dodatku konkretnego - i na przypadkowego psa się nie zdecyduje. Stąd fiasko rozmaitych społecznych pomysłów mających na celu wsparcie schroniskowych akcji.

Zastanawia się Alexandra Horowitz nad tym, czy pies należy do człowieka, czy można w ogóle o takich relacjach mówić. Przywołuje motyw rozwoju rynku psich przysmaków, eksponując absurdalne pomysły, które jednak dobrze się sprawdziły i weszły na stałe do oferty rynkowej. Walczy o to, żeby psy zawsze były dobrze traktowane. Co ciekawe, sama przeprowadza eksperymenty na zwierzętach - ale eksperymenty powszechnie akceptowane, obserwacje, w których zwierzętom nie dzieje się krzywda. Autorka próbuje rozbawić czytelników zestawem hipotez na temat psów: każdą, która nasuwa się sama, najpierw skrótowo omawia, żeby pokazać odbiorcom, jak ewoluuje sposób myślenia o psach - następują kolejne korekty hipotez i wnioski, które rozśmieszą nie tylko psiarzy. Z jednej strony Alexandra Horowitz próbuje ukształtować odpowiedni sposób myślenia o psach (i szacunku do nich), z drugiej - bawi się stereotypami. Chce się zdystansować od tematu, ale nie ma na to szansy: gwarantuje czytelnikom zagłębianie się w kwestie, które dla niej samej są bardzo ważne. Najlepsze jest to, że książka "Psy i my" nie jest przewidywalna ani wypełniona schematami. Mieści się w niej wiele oryginalnych spostrzeżeń, informacji, które mogą zaintrygować, albo sprowokować do dalszych poszukiwań. Udało się autorce stworzenie książki nietypowej, odzwierciedlającej stosunek do psów, a jednocześnie niepowtarzalnej. Zestaw esejów na psie tematy może się spodobać czytelnikom, którzy lubią lektury konkretne i przemyślane. Znalazło się tu sporo zagadnień wartych przeanalizowania, a przedstawionych bez zarzutu.

Luigi Dal Cin: W lesie Baby Jagi. Baśnie rosyjskie

Słowne Młode /Burda Media Polska, Warszawa 2021.

Z przeszłości

Co pewien czas na rynku pojawiają się zestawy opowieści z różnych kultur i różnych stron świata. "W lesie Baby Jagi. Baśnie rosyjskie" to tom, który przygotowuje Luigi Dal Cin. Zawiera dziewięć bajek, przede wszystkim na podstawie twórczości Afanasjewa, ale też z ludowych legend. Najbardziej znana będzie ta o złotej rybce, pozostałe odkryją przed najmłodszymi świat baśni i wyobraźni, jednak, co zastanawiające, w dość ograniczonym zakresie. Każda z tych narracji z osobna mogłaby bazować na melodyjności i na literackich popisach, tymczasem Luigi Dal Cin woli raczej przegalopować przez fabułę i streścić ją, a nie rozwodzić się nad pięknem świata przedstawionego. Nie ma tu charakterystycznych dla rosyjskich baśni klimatów: wszystko, co jest tłem, zostało właściwie usunięte, jeden z nielicznych zabiegów stylistycznych to "złota rybko, przypłyń szybko" w zawołaniu rybaka. Szkoda: można było podejść do tematu na dwa sposoby, pierwszy to skupienie się na osi fabularnej, a drugi - wzbogacenie jej całą atmosferą, dla przekonania dzieci, że warto sięgać po książki dla przyjemności.

Co zaskakujące, często nie ma także puent historii. Pojawiają się standardowe elementy baśni (między innymi - spotykanie "magicznych" elementów przyrody, magiczna trójka, przedmioty, które pozwalają uciec przed wrogami), ale gdy dochodzi do finału, autor chce jak najszybciej zakończyć opowieść i nie pozwala naprawdę jej przeżywać. Można zatem spróbować się zorientować w wyobraźni ludowej i w historiach, które mogły stać się inspiracją dla innych twórców, ale - bez prób zaangażowania się we wprowadzane tu treści. Literacko nie wypadają te baśnie olśniewająco, a powinny - tego można było oczekiwać. Nie rozbudzają apetytów, ani na dalszy ciąg, ani na serię.

Pośpiech w tekście nie przekłada się na szczęście na pośpiech w ilustracjach i tu wychodzi na jaw właściwe przeznaczenie książki. "W lesie Baby Jagi" to bowiem popis graficzny, zestawienie prac kilku wybitnych ilustratorów (wśród nich znalazł się Józef Wilkoń). Format tomiku sprawia, że każde opowiadanie to zaledwie dwie lub trzy rozkładówki, oznacza to, że znów niezbyt wiele grafik się zmieści. Tym razem chodzi jednak o specyficzną wrażliwość każdego z ilustratorów, pomysły na odzwierciedlenie historii i próby nadawania im typowego (wreszcie!) dla rosyjskich baśni klimatu. "W lesie Baby Jagi" to zatem bardziej książka do oglądania niż do cieszenia się tekstem i pomysłami twórczymi, nie skusi małych poszukiwaczy silnych wrażeń: wszystko zostało tu w obrębie treści zrównane ze sobą, a ilustracje jako takie spodobają się raczej koneserom niż najmłodszym. Może zatem funkcjonować ten tomik jako prezent dla śledzących pomysły w grafikach z literatury czwartej, bardziej dla dorosłych niż dla dzieci.

niedziela, 18 lipca 2021

Bohdan Tadeusz Woronowicz: Zachowania, które mogą zranić. O uzależnieniach behawioralnych i nie tylko

Media Rodzina, Poznań 2021.

Niepokoje

Ludzie uzależniają się od różnych rzeczy i potrzebują czasami dziwnych (a czasami powszechnie akceptowanych) bodźców, żeby zachować dobry nastrój i poczucie szczęścia. Jednak uzależnienia są groźne dla zdrowia i prowadzą do problemów społecznych, zawodowych czy rodzinnych – Bohdan Tadeusz Woronowicz stara się zatem nakreślić ich specyfikę i wytłumaczyć odbiorcom, kiedy można mówić o niezdrowym podejściu do hobby i jakie kroki w związku z tym podjąć. „Zachowania, które mogą zranić. O uzależnieniach behawioralnych i nie tylko” to książka-podręcznik, stworzona tak, by nie tylko dostarczać potrzebnych wiadomości, ale też porządkować wiedzę i utrwalać ją. Czytelnicy otrzymują tutaj zestaw rozdziałów posegregowanych tematycznie. Autor przygląda się między innymi problemom z hazardem, z uzależnieniem od internetu (w różnych wymiarach: inaczej podchodzi się do tych, którzy w sieci uprawiają cyberseks, inaczej do tych, którzy nie mogą oderwać się od mediów społecznościowych, a inaczej do tych poszukujących przepisu na samobójstwo). Analizuje przypadki pracoholizmu i uzależnienia od seksu (znów: z podziałem na między innymi pornografię czy chemseks). Podobnie traktuje zagrożenia płynące z uzależnienia od smartfonów (co ciekawe, nawet robienie selfie może przerodzić się w obsesję). Charakteryzuje kolejno różne rodzaje chorób płynących z nieprawidłowego odżywiania się, ale też zjawiska dla większości ludzi dość abstrakcyjne – jak uzależnienie od ćwiczeń fizycznych. Przy zakupoholizmie nie przyjmuje do wiadomości, że określenie, które zostało spopularyzowane, wyparło jego propozycję „kupnoholizmu”, ale można mu to wybaczyć. Po przeglądzie najważniejszych zjawisk przychodzi czas na opowiadanie o kilku innych – rzadziej spotykanych, chociaż równie niebezpiecznych tematach – wśród nich jest uzależnienie od władzy, od kłamstw, od poszukiwania miłości czy od... sekt. Następnie podaje zestaw terapii, które stosuje się w określonych okolicznościach i przypomina, czym jest współuzależnienie: przestrzega przed angażowaniem się w pomaganie bliskim bez fachowego wsparcia i podpowiada, co robić, kiedy rzeczywiście chce się pomóc. Jest ta książka przygotowana bardzo rzetelnie. Autorowi nie zależy na popularyzowaniu wiedzy: chce stworzyć faktycznie wartościowy podręcznik, stawia na systematyzację wiadomości, proponuje przejrzyste rozdziały i pełne wyjaśnienia. Każde zagadnienie stara się wyczerpująco omówić, podając przy tym zbiory wskazówek i wypunktowane sposoby odkrycia uzależnienia (tak, żeby czytelnicy mogli samodzielnie zdiagnozować przynajmniej wstępnie problem). Może i nie dostarczy lekturowej satysfakcji, ale też nie o to tu chodzi: liczy się bowiem możliwość prześledzenia konkretów i fachowych ocen. „Zachowania, które mogą zranić” to książka będąca kompendium wiedzy na temat różnych uzależnień. Autor nie wpada w ogólniki, nie przekonuje, że każde uzależnienie wiąże się z podobnym mechanizmem – usiłuje za to dokładnie przestudiować kolejne zjawiska i dać czytelnikom podstawy do oceniania tego, co dzieje się wokół nich. Nie pozostawia bez wsparcia – może zatem przyczynić się do rozwoju samoświadomości. Ważne jest też to, że chociaż wybiera tony klasyczne, pisze także o zjawiskach charakterystycznych dla dzisiejszych czasów, nie rezygnuje z tego, co zbadane jeszcze dość słabo.

Zofia Stanecka: Bocian z łąki

Nasza Księgarnia, Warszawa 2021.

Z łąki

Kolejnego bohatera przedstawia mały duszek Tuli Tuli, który został przez Zofię Stanecką powołany do istnienia, żeby edukować maluchy. W kartonowych picture bookach bardzo udanej serii Tuli Tuli przysłuchuje się drobnej opowiastce, zwykle – ukazującej codzienność zwierzęcego bohatera od chwili jego przyjścia na świat (albo i wcześniej, sceny z życia jego rodziców). Dzieci dowiadują się, jakie charakterystyczne cechy ma dane stworzenie, czym się zajmuje, czym się żywi, gdzie mieszka i co mu zagraża w naturalnym środowisku. Mogą się też łatwo przywiązać do postaci, zwłaszcza że w serii prezentowane są maluszki – sympatyczne zwierzęta, indywidualizowane przez imiona i przez emocje. Nie od dzisiaj wiadomo, że Zofia Stanecka potrafi opowiadać – w tej serii to udowadnia. Tuli Tuli opowiada, kto gdzie mieszka to cykl kartonowych i dużych książek. Jest tu sporo stron (jak na tomiki z twardymi kartkami), a na każdej wiele wiadomości. Poza głównym nurtem narracji pojawiają się jeszcze rysunkowe zadania lub motywy do zapamiętania przez maluchy. Duszek Tuli Tuli jako taki funkcjonuje tylko we wprowadzeniu – później nie ma go już w tekście, za to przewija się przez ilustracje i może stanowić część wyszukiwankowego zadania dla dzieci. Nie przeszkadza postaciom, zresztą – nie ingeruje przecież w ich świat. Staje się przewodnikiem, unika przy tym moralizowania. Wszystko musi naturalnie wypływać z historii, którą Zofia Stanecka przedstawia.

I w tomiku „Bocian z łąki” dzieci poznają bociana Bolka, który zaprzyjaźnia się z panną bocianią – Malwiną. Wkrótce z jajek wykluwają się ich trzy bocianki: Kuba, Klara i Drobinka. Każde z nich jest ciekawe świata, każde z nich niewiele rozumie i potrzebuje licznych wyjaśnień. Odbiorcy będą obserwować ćwiczenie skrzydeł przez bociany, sprawdzać ich jadłospis i... przeżywać groźną burzę (bo przecież nie wszystko w świecie jest sielankowe, a trochę emocji przyda się także w czytance). Bociany przygotowują się do wielkiej podróży przez świat – dla nich to normalność, dla odbiorców – egzotyczna przygoda, tym większa, że dopiero co obserwowali narodziny bocianiątek. Z małymi bohaterami łatwiej się identyfikować – stąd też zainteresowanie ich przygodami.

Na marginesach pojawiają się pytania i wyjaśnienia obrazkowe: między innymi jest tu porównanie wielkości jaj kapturki, szpaka i bociana (razem z „miarką”), przedstawienie kolejnych etapów rozwoju piskląt bocianich, wprowadzenie innych gatunków ptaków, które mieszkają w bocianich gniazdach, rodzaje ptasich piór, zwierzęta pasące się na łąkach, największe ptasie skrzydła, gatunki ptaków migrujących, posiłki bocianów czy zagrożenia czyhające na nie w podróży. Genialne obrazki przygotowała Magdalena Kozieł-Nowak, która stara się, żeby dzieci mogły poczuć klimat opowieści. Widać wyraźnie, jak dobrze czuje się w łąkowych przestrzeniach – radzi sobie także z oddaniem grozy burzy czy z pejzażami Afryki. To wszystko sprawia, że do „Bociana z łąki” chce się zaglądać. Dzieci zyskają w ten sposób bardzo atrakcyjną lekturę, która przekona ich do dbania o środowisko.

sobota, 17 lipca 2021

Marta Matyszczak: Mamy morderstwo w Mikołajkach

Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2021.

Na fotelu

Marta Matyszczak ma szczęście. Nie musi sama tworzyć powieści kryminalnych, robią to za nią jej zwierzęta. Tym razem głos zabiera kotka Burbur, istota wyjątkowa, złośliwa i bardzo inteligentna. Burbur to kotka, która nie zamierza się patyczkować ani z ludzkimi niewolnikami, ani z własnym synem, Don Pedro, o którego umiejętnościach dobrego zdania nie ma. Don Pedro stanowi jednak tylko tło i źródło utyskiwań matki, to Burbur przygląda się otoczeniu i relacjonuje wydarzenia brawurowo. Nie przejmuje narracji tak często jak Gucio w Kryminałach pod psem, ale kiedy już zabiera głos, daje szansę na poznanie tła, o którym ludzie pojęcia nie mają. W nowej kryminalnej serii - Kryminale z pazurem - dzieje się bardzo dużo. Sielskie otoczenie - krajobraz nad jeziorem w Mikołajkach - nie przynosi wakacyjnego ukojenia. W sezonie nie ma co tu marzyć o spokoju, w dodatku nad wodą zostaje znaleziony trup. Śledztwo, które prowadzi mąż Rozalii Ginter, Paweł, komendant policji (świetna ochrona przed mandatami za przekroczenie prędkości), dopiero się rozkręca, a tu już pojawia się mnóstwo tematów pobocznych, które odwracają uwagę od obcego nieszczęśnika. Jest tu między innymi kwestia odzyskiwania ziemi po przodkach: w takim celu przybywa pewien obcokrajowiec, świadomy stanu posiadania dziada. Jest też cały wachlarz rodzinnych atrakcji: Rozalia Ginter, matka nastoletnich bliźniaczek, będzie musiała zmierzyć się z wyczynami dorastających córek. Na głowie ma jeszcze mocno irytującą teściową, która nigdy nie zaakceptowała jej w roli żony ukochanego syna. Jakby tego było mało, przeciwko Rozalii występuje też charakterna Burbur: zakochana w Pawełku, chciałaby mieć go tylko dla siebie.

Drobne śląskie wtręty pozostają (zwłaszcza w języku wzburzonej kotki), jednak Marta Matyszczak nową serię pisze zupełnie inaczej niż Kryminały pod psem. Porzuca sprawdzony styl, proponuje książkę zupełnie różną od dziesięciu poprzednich tomów w języku i w konstrukcji. Szykuje dla swoich czytelników nie lada niespodzianki, wprowadza inteligentne gry i zmusza bohaterów do wchodzenia w niewygodne relacje po to, by mogli ugrać coś dla siebie. Najpierw autorka trochę usypia czujność czytelników, żeby potem uderzyć potężnie i zaserwować szereg sensacyjnych wydarzeń. Stawia na dynamiczną akcję i na tematy ekstremalne, ma mnóstwo dobrych pomysłów na rozwój fabuły. A kiedy już emocje sięgają zenitu, włącza do opowieści Burbura i dodaje do relacji mnóstwo złośliwego humoru. To musi się spodobać - znowu Marta Matyszczak podbije serca czytelników i to nie tylko tych, którzy w kryminałach się zaczytują.

Z kolei fani serii o Guciu i Róży Kwiatkowskiej u Rozalii Ginter znajdą ślady powieściowych nawiązań - z radością będą tropić sygnały łączenia dwóch światów. Autorka szykuje sporo niespodzianek i wie, że dzięki temu jeszcze bardziej przywiąże do siebie czytelników. "Mamy morderstwo w Mikołajkach" to dobra lektura: wielowątkowa, ciekawa, wciągająca i inteligentnie ironiczna. Oczywiście opowieść została przedstawiona tak, by czytelnicy teraz z niecierpliwością czekali na kolejną część. Marta Matyszczak przypomina, że w świecie rozrywkowych kryminałów o posmaku obyczajowym ma sporo do powiedzenia - i jest w stanie zaspokoić gusta najwybredniejszych fanów gatunku. Udana narracja, umiejętność prowadzenia zgrabnej intrygi, wyraziste charaktery. Sterowanie emocjami czytelników i dobra zabawa - to wszystko znajdzie się w tomie "Mamy morderstwo w Mikołajkach". Ale najlepiej sprawdzić to samodzielnie.

Sarah Crossan: Kasieńka

Dwie Siostry, Warszawa 2021.

Dojrzewanie

Nietypowa jest "Kasieńka" ze względu na formę, która bardzo odwraca uwagę od tendencyjnej w gruncie rzeczy treści i sprawia, że łatwiej będzie autorce dotrzeć do nastoletnich odbiorczyń. Sarah Crossan zdecydowała się na przedstawienie wydarzeń z życia nastoletniej dziewczyny w wierszach (a przynajmniej - w tekstach dzielonych na wersy i imitujących białe wiersze). Kasieńka jest Polką, która razem z mamą wyjeżdża za granicę w poszukiwaniu ojca. Nie ma pojęcia, czy uda się odnaleźć rodzica, ale zdaje sobie sprawę z tego, że cała sytuacja bardzo smuci mamę. Kasieńka chciałaby przynieść jej ukojenie, ale mama nie potrzebuje wsparcia od dziecka, potrzebuje męskiego ramienia. Na razie cierpi i tęskni, ale w jej orbicie pojawia się ktoś, kto może stać się ważny. Tymczasem Kasieńka uczy się, jak funkcjonować w nowym środowisku - i przetrwać, chociaż wcale nie jest jej łatwo. Odrzucana ze względu na inność kulturową, traktowana jak ofiara w klasie - Kasieńka przeżywa całkiem sporo. Pojawia się w jej życiu pewien chłopak, który zawraca jej w głowie i uczy sztuki flirtu. Kasieńka przejmuje się wszystkim, ale stopniowo wchodzi w czas dojrzewania i natura robi swoje. Dziewczyna przenosi uwagę ze zmartwień mamy na własne sprawy: zastanawia się nad tym, czy uda jej się nie zbłaźnić podczas pierwszego pocałunku, albo - czy William ją lubi. I chociaż to wszystko pobrzmiewa trochę naiwnie, jest jednocześnie bardzo trafne i bardzo urocze. Sarah Crossan dobrze rozumie nastolatki i ich zmartwienia - jest więc w stanie przekonać do przeżyć Kasieńki.

Chociaż czytelniczki mają tu do czynienia z wierszami - wszystko układa się w jedną spójną relację, która coraz głębiej wprowadza nastolatki w sytuację Kasieńki i w jej dylematy. Najpierw nastolatka jest zaangażowana w sprawy swojej rodziny, później stopniowo otwiera się na rówieśników. Uczy się, jak odegrać się na szkolnej prześladowczyni, przestaje być kozłem ofiarnym w grupie. Odkrywa też własne mocne strony, przekonuje się, co może zrobić dla siebie i jak się realizować. W codzienności potrzebne są Kasieńce takie właśnie drobne sukcesy - to dzięki nim może się mierzyć z wyzwaniami uczuciowymi. Kasieńka zastanawia się nad sprawami, które intrygują nastolatki: póki nie ma doświadczenia w relacjach z chłopakami, boi się nieco ich reakcji. Uwierzy w siebie dopiero wtedy, gdy ktoś dostrzeże w niej wewnętrzne piękno.

Równolegle do przygód z pierwszym zakochaniem Kasieńki toczy się dramat dorosłych: ojciec ma już nową rodzinę i nie jest specjalnie zainteresowany podtrzymywaniem kontaktów z nastoletnią córką (a tym bardziej - z żoną, którą opuścił), nowy partner in spe mamy stara się zapewniać niezbędne wsparcie i nikogo nie oceniać, jest zawsze w pobliżu, kiedy potrzeba pomocy - i nie narzuca się ze swoimi uczuciami, za to gwarantuje poczucie bezpieczeństwa. Udaje się autorce zarówno wkroczenie do świata dorosłych, jak i do młodzieżowej przestrzeni. Przekonuje w obu wątkach - a przez wykorzystanie formy wiersza sprawia, że łatwiej przyjąć tę opowieść i prześledzić jej meandry.