* * * * * * O tu-czytam
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.

Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.

NIE KORZYSTAM Z AI.

Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Guillermo del Toro. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Guillermo del Toro. Pokaż wszystkie posty

piątek, 30 października 2026

Guillermo del Toro, Cornelia Funke: Labirynt Fauna

Kropka, Warszawa 2026.

Zło

Guillermo del Toro i Cornelia Funke stworzyli książkę, która jest analizą zła i może zaszokować konkretyzowaniem go w wojennej wersji. Przeniesienie akcji do Hiszpanii z 1944 roku pozwala na uzasadnienie rozmaitych tragedii, jakie rozegrają się w fabule - „Labirynt Fauna” to tom odbierający nadzieję i pocieszający jedynie tych, którzy przeżyli podobne do bohaterów straty. Jednocześnie ta książka bazuje na wyjątkowo silnych emocjach, z których strach wychodzi na pierwszy plan. I teraz: kto ma w pamięci scenariusz filmowy, nie powinien być zaskoczony, ale optyka Cornelii Funke sprawia, że to książka zupełnie inna niż to, co oczywiste.

Zwykle było tak, że książki stanowiły ratunek i szansę na ucieczkę od ponurej rzeczywistości – także wojennej. Ofelia świetnie o tym wie i kocha czytać. Ale w jej życiu nie ma zbyt dużo miejsca na opowieści – dziewczynka doświadcza rzeczy, których nie powinny znać dzieci. Śmierć ukochanego ojca sprawia, że matka bohaterki związuje się z jednym z oprawców. Zachodzi w ciążę i przeprowadza się razem z Ofelią do domu Vidala. Vidal jest bezwzględnym okrutnikiem, pozbawionym skrupułów i czerpiącym satysfakcję z dręczenia innych. O tym na razie jeszcze Ofelia nie wie, chociaż na przykład służąca Vidala świetnie zdaje sobie z tego sprawę. Uderza spostrzeżenie, że matka Ofelii należy do kobiet, które nie czerpią siły z siebie samych, tylko uwieszają się na dominujących mężczyznach – ku własnej zgubie. „Labirynt Fauna” zdecydowanie nie jest opowieścią dla dzieci i młodzieży, chociaż tworzy ją (współtworzy) Cornelia Funke, autorka, która sprawdziła się niejednokrotnie w literaturze czwartej i przeszła już do historii swoimi pomysłami. Teraz epatowanie złem sprawia, że odchodzi od tendencji w książkach dla młodych czytelników – na rzecz thrillera, tym bardziej okrutnego, że prawdziwego. Jedynym odejściem w stronę świata baśni jest postać Fauna, który w Ofelii upatruje księżniczki – i który szykuje dziewczynie miejsce na tronie. Tyle że żeby przejść granicę między światami, trzeba będzie największego poświęcenia. Faun powraca sporadycznie i chyba tylko po to, żeby przypomnieć, że poza ponurą codziennością istnieje jakakolwiek szansa ucieczki – tyle tylko, że rodzaj tej ucieczki niekoniecznie doda otuchy odbiorcom.

Uwaga ogniskuje się na Vidalu – to człowiek, dla którego nie ma usprawiedliwień. Bez względu na to, co stało się w jego życiu, Vidal teraz czerpie przyjemność z katowania innych. Nie zawaha się, jeśli będzie mógł wymierzyć najsurowszą karę każdemu, nawet oddanym podwładnym. Cieszy go możliwość torturowania rannych partyzantów. Znęcać się może nawet nad swoją żoną, w zasadzie jedyne, co go w niej interesuje, to nienarodzony jeszcze syn. Ofelia wie o tym wszystkim i jako niewidzialne zwykle dziecko stara się zadbać o rodzicielkę na swój sposób – szuka ratunku u życzliwych i stara się nie wchodzić w drogę Vidalowi. Ale jeśli mieszka w domu oprawcy, nie da rady od niego uciec. Jeszcze lepiej w okrucieństwie Vidala orientuje się Mercedes, służąca pomagająca partyzantom (w tym własnemu bratu). Ta historia nie jest baśnią z happy endem i może to jest w niej najbardziej szokujące.

„Labirynt Fauna” to stopniowe zanurzanie się w tym, co złe, przerażające, okrutne i bezwzględne. Nawet przejście w świat baśni nie zapewnia potrzebnego wytchnienia – cała ta książka jest przestrogą przed wojną i przed charakterami pokroju Vidala. Pytanie tylko, czy takie wołanie przyniesie efekt...

poniedziałek, 13 grudnia 2010

Guillermo del Toro, Chuck Hogan: Wirus

WNK, Warszawa 2010.


Atak wampirów

Z horrorami, które zaludniają wampiry i strzygi, czytelnicy niegustujący w tego rodzaju opowieściach mają zwykle problem. Z reguły informacja o obecności żywych trupów sprawia, że nieprzekonani do takiej literatury rozrywkowej odbiorcy nawet nie rozpoczną lektury. Ale „Wirus” to tom, który powinien, zamiast odstraszać, przyciągać do czytania, łączy w sobie bowiem najlepsze cechy thrillera i powieści sensacyjnej, a istoty z innego świata wprowadza w sposób nieszablonowy. Guillermo del Toro i Chuck Hogan postarali się o fabułę trzymającą w napięciu i wyrazistą. Nie ma tu męczących motywów czy głupoty, tak często obecnej w tomach rozrywkowych, traktujących o przybyszach z zaświatów. Autorzy dość długo nie wyjaśniają rozwiązania zagadki, troszcząc się o budowanie atmosfery grozy i chociaż dość szybko odbiorcy zorientują się, że za strasznym wypadkiem stoją nieczyste siły, bez trudu podejmą lekturową grę.

Na płycie lotniska osiada boeing 777. Na moment przed tym wydarzeniem wieża kontroli lotów traci łączność z załogą. Samolot znajduje się w dziwnym miejscu, a jego pasażerowie nie zdradzają oznak życia. Szczelnie zasłonięte okna potęgują wrażenie niesamowitości. Szybko okazuje się, że niemal trzysta osób znajdujących się na pokładzie nie żyje – przed śmiercią nikt nie panikował ani nie odczuwał strachu. Śledczych i patologów już wkrótce zaniepokoją zmiany zachodzące w ciałach. Tajemnic jest coraz więcej – dodatkowego dreszczyku emocji dodadzą niewytłumaczalne logicznie przeczucia, kryjące się na granicy spojrzeń cienie i zniknięcia trupów…

Kluczem do sukcesu Hogana i del Toro okazuje się wiarygodne opowiedzenie nierealistycznej historii. W „Wirusie” autorzy umiejętnie tworzą iluzję realizmu. Od początku wiadomo, że za katastrofę odpowiedzialne są wampiry – informacja z czwartej strony okładki wyklucza wątpliwości. Ale Hogan i del Toro rozpoczynają swoją książkę jak kryminał, towarzyszą bohaterom w śledztwie, jednocześnie uwiarygodniając postacie przez prezentowanie migawek z ich życia prywatnego. Ten prosty chwyt umożliwia wprowadzenie płaszczyzny psychologiczno-obyczajowej. Dość spokojny (to jest chwilowo wolny od ingerencji rozpoznanych przybyszy z zaświatów) początek pozwala czytelnikom dobrze wprowadzić się w tok opowieści. Z czasem coraz częstsze elementy nadprzyrodzone także zaczynają sprawiać wrażenie naturalnych. Dzięki temu autorzy mogą wciągnąć odbiorców w fabułę i wzbudzić ciekawość co do losów postaci.

Guillermo del Toro to reżyser i scenarzysta, którego film nagrodzony został trzema Oscarami. W „Wirusie” widać też filmowy sposób widzenia historii: opowieść składa się z krótkich motywów, często zmieniają się ich bohaterowie, a także miejsca akcji. W wyrazistych scenkach zawiera się ogromny ładunek emocji, relacje nie zdążą czytelników znudzić – ale taki pomysł na prezentowanie wydarzeń ma swoje drugie dno: odbiorcy nie przywiążą się do bohaterów i łatwiej będzie im znieść późniejsze zagrożenia.

Jest tu jeszcze zaskakujący wątek. Autorzy wykorzystali jako tło akcji dwa wydarzenia prawdziwe – atak na World Trade Center i drugą wojnę światową, a dokładniej – fikcyjne wydarzenia z obozu koncentracyjnego w Treblince. Tam atakuje jeden z wampirów – i tam też rozpoczyna się przygoda jednego z bohaterów, który będzie odtąd z ogromną determinacją walczył ze strzygami. Del Toro i Hogan potrafią wykorzystywać elementy stereotypowe i wielokrotnie w tym gatunku przywoływane, ale nadają im nowy wymiar, przez co lektura naprawdę może cieszyć. „Wirus” imponuje sposobem wykorzystywania ogranych schematów, filmowością i budowanym klimatem. Nie trzeba być wielkim fanem thrillerów, żeby cieszyć się tą powieścią.