Znak, Kraków 2025.
Rozpacz
Nie wiadomo, kim jest ten autor. Chce zachować anonimowość raczej nie dlatego, że to temat ma zwracać na siebie uwagę. Może wstydzi się własnych uczuć, z którymi dzień po dniu rozprawia się na kartach prowadzonego terapeutycznie dziennika, a może wcześniej, w świecie sprzed konfliktu zbrojnego, był kimś zupełnie innym. Jego przeszłość nie ma znaczenia, jego przyszłość jest wielką niewiadomą, zostaje teraźniejszość. A ta bywa trudna albo… jeszcze trudniejsza. Autor mieszkał w „mieście Gaza” (co jakiś czas to określenie pojawia się jak refren, a przecież akcja mogłaby toczyć się w wielu miejscach i z niewielkimi tylko zmianami odnoszącymi się do kulturowych naleciałości), ale za sprawą ewakuacji został zmuszony do wojennej tułaczki. Nie wiadomo, gdzie przebywa – udał się do miejsca, w którym ludzie chcieli przyjąć jego, siostrę i dwa koty. Ma pieniądze – to ważne w wojennej zawierusze, odpada przynajmniej jeden problem związany z walką o przetrwanie. Oszczędności wprawdzie topnieją i co jakiś czas wyzwalają pytanie o uczciwość sprzedawców (którzy windują ceny niemiłosiernie, autor co pewien czas poucza ich, co do nieetyczności takiego zachowania, ale nikt się tym specjalnie nie przejmuje), ale można nie tylko znaleźć pokój na wyłączność z siostrą (podczas gdy w innych miejscach całe rodziny gnieżdżą się w każdym wolnym zakamarku), a też… ratować bezdomne i opuszczone koty. Autor stara się czynić dobro – w tym maleńkim zakresie. Sprowadza do domu kolejne chore kocie biedactwa i szuka dla nich opieki weterynaryjnej oraz lekarstw. Ten aspekt swoich działań podkreśla mocno, zupełnie jakby potrzebował potwierdzenia, że mimo wrogości na zewnątrz – sam jest dobrym człowiekiem. Być może dba w ten sposób o równowagę – bardzo często podkreśla swój strach, bywa, że nie radzi sobie z dramatami we własnej głowie, chociaż na depresję raczej nie cierpi.
Ale cała kreacja jego – autora – nie ma większego znaczenia w obliczu tego, co pokazuje w swoim dzienniku. A pokazuje codzienność cywila w kraju ogarniętym wojną. Zajmuje się więc żegnaniem kolejnych przyjaciół i znajomych (każdemu z tych, którzy umarli, wystawia inną laurkę, żeby upamiętnić ich jako wyjątkowych i żeby jeszcze bardziej podkreślać okrucieństwo wojny, której przypadkowymi ofiarami są najlepsi. Opowiada o własnych sposobach na przetrwanie – kiedy godzinami chodzi po ulicach i sprawdza, czy gdzieś coś da się zdobyć. Rejestruje zachowania ludzi goszczących rodziny z terenów ogarniętych ewakuacją, podkreśla dobroć i sympatyczne gesty, ale odnotowuje też na przykład, jak wojna wpływa na zachowania i reakcje dzieci. Od czasu do czasu sięga do poezji lub piosenek, szuka pokrzepienia w tekstach literackich – ale to dość niewielka rekompensata za utratę normalności. Zadaje sobie autor pytanie, kiedy to się skończy – przeważnie nastawia się na niewielkie odcinki czasu, snuje proste marzenia, co będzie robić, kiedy wróci normalność – tyle że upragniony spokój nie nadchodzi.
I to zestawianie nadziei na normalność z wojenną tułaczką może być dla czytelników najbardziej wstrząsające. W tej książce widać, jak łatwo można stracić to, co najcenniejsze, pielęgnowane i oczywiste. I że może to spotkać wszystkich. Dlatego „Nie zapomnij nakarmić gołębi. Dziennik z Gazy” odbije się szerokim echem w świecie czytelniczym. Opowieści o wojennym bohaterstwie było już mnóstwo – tu liczy się próba przetrwania mimo wszystko i nadzieja, która nie gaśnie.
Wzruszenia mieszczą się w prostych słowach, a niepewność jutra każe inaczej spojrzeć na wygody i plany.
„Nie zapomnij nakarmić gołębi” to książka, która pokazuje wpływ wojny na zwyczajność – to zaproszenie do świata, do którego wcale nie chce się wchodzić, ale wejść trzeba, żeby zrozumieć, przemyśleć i nie dopuścić do podobnych sytuacji. Dla autora to wołanie o pomoc. Dla czytelników – mimo wszystko – szansa.
Recenzje, wywiady, omówienia krytyczne, komentarze.
Codziennie aktualizowana strona Izabeli Mikrut
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)







Brak komentarzy:
Prześlij komentarz