* * * * * * O tu-czytam

niedziela, 14 lipca 2019

Urszula Zajączkowska: Patyki, badyle

Marginesy, Warszawa 2019.

Życie roślin

Niewielka jest objętościowo ta książka, ale też autorka dzieli się w niej bardziej swoimi uczuciami, refleksjami i olśnieniami – na które w zwykłej pracy badacza nie ma miejsca – więc nie potrzebuje specjalnie rozbudowanych rozdziałów. Wszystko, o czym chce powiadomić czytelników, daje się zawrzeć w drobnych błyskach, poetyckich skojarzeniach albo fascynacjach: to doświadczenia, które w dysertacjach czy raportach badań nie miałyby sensu, tutaj jednak zaczynają funkcjonować na nowo, nabierają znaczeń. Urszula Zajączkowska zamienia się tu niemal w magika, albo w tłumacza – przekłada na język zrozumiały dla ludzi (przynajmniej dla tych najbardziej wrażliwych) to, co dotyczy roślin. Analizuje ich zachowania i reakcje, zachwyca się zjawiskami, które zaobserwować mogą tylko najwytrwalsi – czasami trzeba do tego specjalistycznych narzędzi, innym razem wystarczy wyczulenie na inne istoty żyjące. Zajączkowska tak właśnie podchodzi do roślin – jako do organizmów, które czują i myślą, porozumiewają się i dostosowują do różnych warunków. Jest przez cały czas zafascynowana tym, co może odkryć – a jednocześnie pełna współczucia. Ma nawet wyrzuty sumienia, kiedy musi jakąś roślinę rozczłonkować, żeby prowadzić badania: nie chce sprawiać im krzywdy, nie chce niszczyć tego, co pięknie żyje.

Co to oznacza z perspektywy czytelników? Że tom „Patyki, badyle” pozbawiony będzie analiz i tabelek, hermetyczne pojęcia pojawią się tylko wtedy, gdy autorce wypsnie się coś przypadkowo, z braku lepszego – powszechnie zrozumiałego – określenia. Albo kiedy akurat dokona Urszula Zajączkowska jakiegoś ważnego dla siebie odkrycia i chce się nim podzielić, popularyzować wiedzę – wtedy nie zastanawia się nad tym, czy znajdzie płaszczyznę porozumienia z odbiorcami, za to pisze po swojemu, wprowadza czytelników we własny świat, piękny, choć czasem mocno skomplikowany. Mniej niż w języku pilnuje się w ilustracjach do tomu: wypełniany jest zdjęciami, które raz przynoszą skojarzenia z awangardowymi dziełami sztuki, nie wiadomo do końca, co przedstawiają – ale są wyimkiem ze świata roślin – raz z takimi, które potrzebne są jako obrazek poglądowy do konkretnego punktu wywodu. Zdarza się jednak i tak, że autorka przytacza wykresy czy wyniki badań – i to już linie, które odbiorcom nic nie powiedzą, nawet umiejętność czytania tego typu schematów się nie przyda – za to mogą jedynie uświadomić, na czym polega codzienność badacza w świecie roślin. I odrobinę też uzasadnią liczne tęsknoty i wyznania, które przemyca autorka w szkicach.

Nietypowy jest język tej publikacji. Urszula Zajączkowska tu chce być bardziej poetką niż uczoną, daje upust drobnym radościom lub melancholii, obserwuje rośliny po to, by uczyć się życia i piękna – nie będzie zatem skłaniać się ku przytaczaniu klasyfikacji czy analiz. Pozwoli zastanowić się nad systemem wartości, nad podobieństwami i kompletnymi różnicami między rzeczywistością ludzi a tym, co tworzą sobie rośliny. Zwróci uwagę na mikrokosmos flory, na jego wewnętrzną logikę i namówi odbiorców do zatrzymania się i podziwiania tej sfery. „Patyki, badyle” to książka, która oddala się od dzisiejszych rynkowych trendów, nie będzie jednoznacznie edukacyjna ani „blogerska” (chociaż stanowi rodzaj autopromocji Zajączkowskiej, nie pasuje do tendencji opisywania wprost otoczenia i podawania już przetrawionych obserwacji. To publikacja, którą się przeżywa – i to powoli.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com