* * * * * * O tu-czytam

wtorek, 30 lipca 2019

Leszek Libera: Buks Molenda

Od Do, Łódź 2019.

Kształtowanie historii

"Istnieje historia, a potem przychodzi historia, która opowiada historię i oto mamy bigos" - takich aforystycznych komentarzy dotyczących historii jako takiej w tomie "Buks Molenda" jest bardzo dużo, właściwie co pewien czas narrator przypomina sobie, że nie zależy mu do końca na opowiadaniu przygód utopka, za to rozważania na temat kształtowania narracji wydają się bardzo kuszące. Do tego stopnia, że przerzuca się na autotematyzm i wpada w tony prześmiewcze. Nie traci przy tym na atrakcyjności, "Buks Molenda" dla czytelników będzie wciąż lekturą pasjonującą. Nawet jeśli Leszek Libera ucieknie w świat fantazji i klasycznych wierzeń. A ucieka - po to, żeby zakwestionować ich przydatność w relacji. Czasami utopek po torturach wchodzi do trumny, bo w trumnie paznokcie odrastają szybciej, a czasami pojawia się ktoś zdolny do metamorfoz w przeróżne postacie. Nie rozbija to wywodu: bardzo udatnie Libera łączy ze sobą aluzje historyczne i odwołania do pozaliterackiej rzeczywistości z baśnią. Na przykład: jeden z utopków wyjeżdża do Niemiec, tam, gdzie ma powstać lepszy - wyidealizowany - Śląsk. Współbraciom, którzy pozostali w szarej rzeczywistości, przesyła banany i pomarańcze (nie należy to do przysmaków tych stworów), ale też listy o tym, jak mu się żyje. W ten sposób może autor zaprezentować odzwierciedlenie codzienności w PRL-u, ale też odnieść się do lokalnych opowieści.

"Buks Molenda" to książka, w której narrator sypia w trumnie i co pewien czas wychodzi na światło dzienne (podważając wieko trumny pulokiem), żeby namieszać w historii. Weźmie między innymi udział w tworzeniu puloka z wosku dla piastowskiego księcia. Trafia do różnych przestrzeni i staje się katalizatorem najdziwniejszych wydarzeń. Żadne mu nie przeszkodzą: jako utopek przyzwyczajony jest do dziwactw. A jego największym problemem stają się nie sprawy wagi państwowej, a najzwyklejszy pryszcz. Kamraci siedzą w knajpach, piją wódkę i pierdzą w stołki, czasami wykraczają poza własne przyzwyczajenia – ale nie na długo. Buks Molenda jednak jest cierpliwy i kiedy zapada w sen, żeby obudzić się w innym czasie, zyskuje pretekst do kolejnych refleksji nad codziennością. Owszem, liczy się tu standardowy rytm natury, ale prawa powieści ulegają zaburzeniu. Bo nawet jeśli Maryjka zachodzi w ciążę, to po to, żeby uwidocznić słabość schematów fabularnych. Buks Molenda nie boi się ironii, posługuje się nią sprawnie i chętnie. Leszek Libera ucieka w świat fantazji – dla niej samej, nie próbuje swoją powieścią czytelników pouczać albo poprawiać. Dzięki temu zapewnia lekturową przyjemność, pozwala też na śmiech beztroski. Oczywiście będzie też doceniany za to, że sięga jednak do lokalnych motywów, że nadaje książce specyficzny koloryt – ale z „Buksem Molendą” wyjdzie poza sferę odbiorców ze Śląska.

Części czytelników spodobają się po prostu przygody utopka, części – jego autoironia. Inni zwrócą uwagę na sposób kreowania odbiorcy wpisanego w relację: odniesienia do starć na linii autor-krytycy. Leszek Libera na pewno nie pozostawi swoich fanów bez refleksji, umożliwi jednak dość atrakcyjną pod względem intelektualnym zabawę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com