* * * * * * O tu-czytam

niedziela, 21 lipca 2019

Hendrik Groen: Żyj i pozwól żyć

Albatros, Warszawa 2019.

Sposób na problemy

Arthur nie ma nic do stracenia. Z żoną oddalili się od siebie, dawna kochanka nie ma zamiaru odgrzewać starej znajomości, w pracy – w dziale papieru toaletowego – mężczyzny też już nie chcą. Jedyną odskocznią od problemów mogą być partyjki golfa z przyjaciółmi, ale to można by robić w każdych warunkach i każdych okolicznościach, niekoniecznie tak bardzo przygnębiających. Arthur przechodzi kryzys – nieważne, związany z wiekiem czy okolicznościami, blisko mu do wpadnięcia w depresję, a na pewno – w przedłużający się stan melancholii. I wtedy, gdy jest u kresu wytrzymałości psychicznej, trafia na pomysł idealny. Gdyby tak wszyscy myśleli, że umarł – mógłby zacząć życie gdzie indziej. Na przykład w domu przyjaciela we Włoszech. I tak mężczyzna nabiera wigoru, snując wizje życia-po-życiu. Odzyskuje sens istnienia, a do tego – radość z posiadanego sekretu. Żona domyśla się, że dzieje się coś niezwykłego – ale nie zostanie wtajemniczona.

„Żyj i pozwól żyć” to powieść, która wykorzystuje mocno czarny humor oraz absurd. Tak mocno skupia się na tych dwóch elementach Hendrik Groen, że kompletnie nie zastanawia się nad psychologią postaci. Tu liczy się wyłącznie możliwość zrealizowania planu, który w zwyczajnych warunkach nie miałby szans powodzenia. Arthur nie obmyśla dokładnie każdego etapu przemiany, nie analizuje też swoich szans. Bez bilansu zysków i strat trudno mu otrzymać całościowy ogląd sytuacji, ale to niepotrzebne – bohater zamienia się niemal w dziecko na drodze do skarbu, rezygnuje z ocen innych i angażuje się bez reszty w organizowanie przyszłości. Powieść od razu nabiera tempa i lekkości, staje się zabawna – zwłaszcza że czytelnicy mają przez cały czas wrażenie nieprawdziwości akcji i mogą skupić się na czystej rozrywce. Oswaja też autor strach przed śmiercią, zwłaszcza kiedy sugeruje, że głupio byłoby zginąć naprawdę tuż przed realizacją genialnego planu. Arthur po metamorfozie daje się lubić – a to niezbędne, żeby zaakceptować jego oszustwo (i nielojalność wobec żony). Do narracji tego bohatera autor dodaje jeszcze obrazki z perspektywy małżonki: kobieta nie daje po sobie poznać, ile rzeczy widzi i odgaduje, zapewnia jednak postawę mądrej żony, której już absolutnie nic nie zaskoczy. W ten sposób Groen podbija jeszcze humor książki. Niewymuszone żarty sprawdzają się tutaj i pozwalają na dowolne konstruowanie fabuły – i tak liczy się pomysł (trochę szkoda, że autor nie wpada jeszcze na błyskotliwe podsumowanie, przydałoby się – jako ukoronowanie historii). Wiadomo, że ta książka ma potencjał i może podbić rynek, przede wszystkim dzięki odejściu od schematów. Nie nudzi, a cieszy – a to już sporo.

Zapewnia Hendrik Groen przyzwoitą rozrywkę, powieść „Żyj i pozwól żyć” całkiem się udała – a ponieważ ten autor ma już wypracowaną pozycję na rynku, może tylko zdobywać nowych czytelników. Nawiązuje swoją książką choćby do „Stulatka, który wyskoczył przez okno i zniknął”, ale nie w warstwie szkieletowej historii: upraszcza sporo, jednak za sprawą dobrego pomysłu i brawurowej momentami realizacji wiele się mu wybacza. „Żyj i pozwól żyć” to propozycja dla tych, którzy chcą wybić się z rutyny.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com