* * * * * * O tu-czytam

wtorek, 9 lipca 2019

Mona Kasten: Save us

Jaguar, Warszawa 2019.

Próba

Nauczyciel wydalony ze szkoły. Uczennica – usunięta (chociaż w tej kwestii nie zawiniła). Ruby będzie miała sporo do wybaczenia swojemu chłopakowi, Jamesowi. To przecież on zrobił zdjęcia, które trafiły do dyrektora szkoły i doprowadziły do trzęsienia ziemi w lokalnej społeczności. Nikogo nie interesuje, że Graham nie zostałby nauczycielem Lydii. Nikogo też nie obchodzi, że tych dwoje po prostu się kocha. W opinii publicznej młoda dziewczyna jest ofiarą starszego o dekadę mężczyzny – i oboje należy po prostu ukarać. Ruby myśli, że wszystko jest sprawką Jamesa, tymczasem chłopak – zakochany w niej – nie zdecydowałby się na donos. Na światło dzienne wychodzi okrutna gra pozorów, jaką prowadzi ojciec Lydii i Jamesa: dla niego więzi rodzinne nie mają żadnego znaczenia, liczy się tylko biznes. A w nim nie ma miejsca na sentymenty. W efekcie ciężarna uczennica i eksnauczyciel muszą poradzić sobie sami, znaleźć wśród codziennych trosk miejsce na miłość i na swoją przyszłość. Mona Kasten na pierwszych stronach powieści „Save us” proponuje odbiorcom szereg wstrząsów. Może sobie na to pozwolić, zwłaszcza że zamyka książką trylogię. Co ciekawe, po wstępnych huśtawkach emocjonalnych autorka mocno zwalnia tempo i stawia na niekończące się dyskusje między bohaterami. Wiele spraw muszą sobie wyjaśnić, żeby relacje między nimi wróciły do normalności. A ponieważ nietypowy rozwój sytuacji pokazał, kto naprawdę jest wrogiem, a kto zasługuje na zaufanie – trzeba będzie przepracować kolejne tematy.

I tak po początku rodem z telenoweli, Mona Kasten uspokaja opowieść. Chce, żeby odbiorczynie uwierzyły w prawdziwą miłość, która pokona wszelkie trudności. Chce karmić czytelniczki wizją uczuć tłamszonych przez otoczenie, ale na tyle silnych, by same w sobie zapewniały sukces. To idealistyczna wizja, ale pozwala bohaterkom nabrać sił. Kasten, inaczej niż w poprzednich tomach, nie stawia tu na seks: skupia się za to na krzepiącej mocy towarzystwa. Przyjaciele są niezbędni nie tylko wtedy, gdy trzeba opracować plan działania: dodają odwagi i wiary w to, że wszystko się jakoś ułoży. Istnieją – i już przez to sprawiają, że świat staje się bardziej znośny. Mona Kasten potrafi do tego przekonać. A ponieważ tym razem nie idealizuje miłości – może przyciągnąć nawet większą grupę odbiorczyń. Co ciekawe, skupia się na różnych obliczach uczuć u nastolatków, między innymi przygląda się toksycznemu związkowi homoseksualnemu: jeden z bohaterów cierpi, bo dla partnera jest tylko zabawką do spełniania kaprysów, nie może się afiszować z uczuciem, a ukochany pojawia się tylko wtedy, gdy sam potrzebuje towarzystwa i zaspokojenia. Autorka dyskretnie podpowiada odbiorczyniom, że takie rozwiązanie nie należy do najlepszych i nie rokuje – trzeba w podobnej sytuacji zdobyć się na odwagę i odejść, żeby otworzyć się na nowe doświadczenia – zamiast wikłać się w bezsensowny i niszczący romans. Miłość ma mieć moc sprawczą, ale nie powinna opierać się na krzywdzie jednej ze stron. Przypadek Lydii i Grahama to zatem nie jedyne zagadnienie, które Mona Kasten tutaj rozpracowuje. „Save us” to jedna z rozbudowanych obyczajówek nastawionych na psychologizmy – ale w odniesieniu do baśniowego mimo wszystko świata uczuć bohaterów. Nawet jeśli w relacjach międzyludzkich pojawią się silne komplikacje, to autorka próbuje dodać otuchy przez obecność najbliższych. Zapewnia więc czytelniczkom mocne przeżycia, ale z posmakiem hollywoodzkich scenariuszy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com