* * * * * * O tu-czytam

piątek, 4 maja 2018

Edward Pałłasz: Na własną nutę

Iskry, Warszawa 2018.

Antidotum na bylejakość

W autobiografiach ostatnimi laty pojawia się pewien sprawdzony, choć trochę już nużący schemat oparty na śledzeniu historii od rodziców (ewentualnie również dziadków) po własne, szczegółowo i po kolei prezentowane losy. To wymaga od autorów swoistej twórczej dyscypliny – umiejętności wypełniania treścią dużych form – a od czytelników stałej koncentracji. Uniemożliwia za to właściwie operowanie punktami kulminacyjnymi czy sterowanie uwagą czytelników. Edward Pałłasz wybiera zatem – na szczęście – zupełnie inny sposób opowiadania o przeszłości. W „Na własną nutę” rządzą przedmioty, drobiazgi wywołujące wspomnienia lub detale ważne z jakiegoś powodu dla autora (i tylko dla niego). Te drobiazgi rozwijają się następnie w zajmującą cały rozdział opowieść – wycinek życia twórcy tomu. Z drobnych opowieści składa się autobiografia – może nieco momentami fragmentaryczna, ale za to przez cały czas bardzo interesująca i oryginalna w samym brzmieniu. Edward Pałłasz nie musi bowiem odhaczać kolejnych elementów obowiązkowych swojego życiorysu. Przedstawia za to wspomnienia ze swadą i w pięknym stylu.

Chociaż dawniej taki sposób prowadzenia relacji, na jaki Edward Pałłasz się decyduje, nikogo nie dziwił, obecnie należy do rzadkości. To literacka polszczyzna z rozmaitymi smaczkami, noszącymi dzisiaj czasem niemal piętno anachronizmów, ale bardzo wzbogacającymi narracje. Znajdzie się tu miejsce i na erudycyjne popisy, i na poszukiwanie humoru, i na cały wachlarz emocji – doświadczeń zawodowych oraz dwóch udanych małżeństw. Pałłasz nie musi zastanawiać się nad kreowaniem swojego wizerunku, może postawić na szczerość, ujmie czytelników przede wszystkim jakością tych zapisków. Tu na dalszy ciąg czeka się nie dlatego, że przyniesie kolejny zestaw emocjonujących wydarzeń, a dlatego, że dostarczy wrażeń estetycznych, bez względu na to, jak autor ocenia z perspektywy czasu doświadczenia i fakty. Każdy rozdział jest tu przemyślaną dobrze całostką, która następnie zamienia się we fragment układanki. Odbiorco nie pozostaje nic innego, jak tylko zanurzyć się w tych refleksjach i podziwiać sposób ujęcia nawet błahych tematów. W tym kontekście schodzi na dalszy plan życiorys: można nie być zainteresowanym biografią Edwarda Pałłasza, jego dokonaniami ani autoanalizami twórczości, a i tak czerpać przyjemność z lektury tomu. A przecież na opowieściach artysty się nie kończy, bo autor dość obszernie omawia też czasy dyrektorowania w Polskim Radiu czy ZAiKS-ie, odnotowuje swoje zawody i związane z nimi wyzwania. Wzruszająco kreśli portrety żon – Małgosi i Marysi. „Na własną nutę” to opowieść osobista, ale bez sterowania uczuciami odbiorców. Edward Pałłasz oceny pozostawia czytelnikom, nie daje natomiast powodów do narzekania na sposób ujęcia jakiegokolwiek tematu.

„Na własną nutę” to kolejna autobiografia niszowa wydana przez Iskry – i jednocześnie kolejna książka, która może zostać obsypana nagrodami. Zrealizowana bez zarzutu urzeka serdecznością, zaangażowaniem autora we wszystko, czego się podejmuje. Edward Pałłasz zapewnia odbiorcom coś więcej niż osobistą perspektywę w interpretowaniu życiowych doświadczeń. Sprawdza się jako autor imitujący klasykę, imponujący warsztatem pisarskim i świadomością wagi słowa. „Na własną nutę” to jednocześnie odważne odejście od zrygoryzowanych i uśredniających wspomnienia form. Widać, że ta książka nie powstała z przypadku czy na szybko, jest w niej znacznie więcej niż przegląd wydarzeń z życia. Spotkania ze sławami (bo i tych w publikacji nie brakuje) ozdabia Edward Pałłasz anegdotycznymi historiami. A w przedstawianiu puent jest również znakomity. Ta książka to coś w sam raz dla zmęczonych literacką bylejakością.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com