* * * * * * O tu-czytam

wtorek, 15 maja 2018

Krzysztof Domaradzki: Detoks

Czarna Owca, Warszawa 2018.

Magia złego

Krzysztof Domaradzki musiał się trochę naczytać o tym, że wizerunek genialnego śledczego - takiego, który dostrzeże najmniejszy detal i natychmiast powiąże go z całą sprawą tak, by wszystkie elementy układanki trafiły na swoje miejsca - należy zwykle trochę uczłowieczyć. Im większy ideał w pracy, tym większe problemy w życiu prywatnym, tylko tak odbiorcy pozwolą sobie na sympatię do bohatera. I tak powstaje komisarz Tomasz Kawęcki, właściwie - degenerat i socjopata, mężczyzna, który od pierwszych stron powieści "Detoks" budzi niechęć (w najlepszym razie). Kawęcki nie nadaje się na współpracownika ani towarzysza życiowego, jest wyjątkowo trudny do wytrzymania, lubuje się w poniżaniu kobiet, na przejawy uprzejmości odpowiada wyłącznie zgryźliwością i agresją. Jest samotny, przemęczony i wypalony, a do tego nie ma możliwości wyjść z pułapki, w którą sam wpadł. Błędne koło sprawia, że Kawęcki reaguje przesadnie na próby pomocy, uważa, że sam sobie poradzi ze wszystkimi wyzwaniami. Innych bez przerwy testuje, sprawdza ich odporność psychiczną i wytrzymałość, a do tego – wydaje się cieszyć z cudzej irytacji. Im intensywniejsze reakcje na złośliwości Kawęckiego, tym większa jego radość i satysfakcja. A to nie jest typ człowieka cieszącego się popularnością czy zrozumieniem.

Ale to właśnie jego rzuca Krzysztof Domaradzki w śledztwo w sprawie studentki polonistyki. Znalezienie ciała to nie wszystko, wiele wskazuje na to, że dziewczyna była przed śmiercią gwałcona - i to nie przez człowieka, a przez psa. Trop nakazuje zagłębiać się w mroczne zakamarki Łodzi, otwiera się brama do przestępczego półświatka. Równolegle od czasu do czasu zagląda autor do byłego promotora studentki, człowieka, który albo realizuje własne nietypowe upodobania seksualne, albo próbuje dowiedzieć się czegoś o popełnionej zbrodni – a może zatrzeć ślady. Tomasz Kawęcki sam wydaje się typem spod ciemnej gwiazdy, w tym wypadku zatem pasuje do przedstawianej rzeczywistości noir: jemu ten światek większej krzywdy zrobić nie powinien. Taka postać przydaje się Domaradzkiemu do zintensyfikowania fabuły, zwiększenia tempa akcji i wprowadzania motywów przemocy – wiadomo, że Kawęcki nie z takimi rzeczami miał już do czynienia, więc powinien wytrzymać psychicznie niejedno wyzwanie. W przeciwieństwie do jego partnerki z dochodzeniówki, narzuconej odgórnie - Magdy Giętkiej. Ona, choć silna, miewa chwile słabości, które Kawęcki bezlitośnie wytyka i wykorzystuje. To jej podenerwowanie będzie udzielać się odbiorcom – i wpływać na odczytywanie sylwetki Kawęckiego. Krzysztof Domaradzki dość umiejętnie gra na emocjach czytelników, chociaż momentami męcząca jest jego skłonność do przesady w każdej dziedzinie: jeśli przestępstwa, to coraz bardziej mroczne, wręcz nie do wyobrażenia w zwykłym świecie, jeśli wady charakteru – to eksponowane do granic możliwości i równie silnie eksploatowane w fabule. A jednak "Detoks" w pewnej chwili zaczyna niepostrzeżenie wciągać, głównie za sprawą starannie prowadzonej narracji.

Ma Domaradzki swoje słabości. Poza skłonnością do hiperbolizowania faktów - nie potrafi wymyślać nazwisk. Ale to drobiazg w zestawieniu z całą komplikowaną fabułą. Musi się sporo natrudzić, żeby powiązać trudny charakter Kawęckiego z jego niezaprzeczalnym talentem śledczym - i tutaj rodzi się pytanie, czy można na dłuższą metę znosić kaprysy i niechlubne wyczyny, choćby i ich autor był największym fachowcem w regionie. "Detoks" to powieść, która wcale nie aspiruje do bycia literaturą piękną, za to staje się porządnym kawałkiem prozy rozrywkowej – to coś dla koneserów kryminałów: fabuła rozszyta na wiele wątków, postacie kreślone mocną kreską.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com