Znak, Kraków 2022.
Sposób na sukces
Na rynku co pewien czas pojawiają się autobiografie twórców wielkich firm i wielkich biznesów. Przeważnie - z zachodnich rynków i odnoszące się do rozpoznawalnych marek. Jednak książka Janusza Filipiaka znacznie różni się od tych pozycji - i to nie tylko rozmiarami. "Dlaczego się udało. Filozofia i strategie twórcy Comarchu" to publikacja dwutorowa. Najpierw autor - przy współudziale ghostwritera, Krzysztofa Domaradzkiego - przedstawia siebie i drogę do sukcesu. Wpuszcza odbiorców do swojego życia na tyle, by móc ich przekonać, że w pełni zasłużył na wysoką pensję i uznanie. W drugiej części tomu koncentruje się na strategiach prowadzenia wielkiej firmy - sam znacznie bardziej ceni te rozdziały. I przy okazji dzieli się z czytelnikami wiedzą na temat zarządzania ogromnym biznesem. Z tych rad nie wszyscy będą mogli skorzystać, dlatego też autor nie musi się obawiać konkurencji. To niemal wykład na temat rozsądnego budowania firmy - przy całej świadomości, że dzisiaj nie udałoby się stworzyć od podstaw struktur Comarchu.
Wątki osobiste sprowadzają się do obecności żony w sukcesie - rola Elżbiety jest nieoceniona i autor stara się co pewien czas o tym przypominać. Podkreśla też Janusz Filipiak trudności, które przezwyciężał: zaznacza dość często, że wyszedł z biedy, że wielu rzeczy musiał sobie odmawiać na początku kariery - a teraz po prostu odbiera to, co mu się należy. Wzbudza tym naturalnie zazdrość wielu postronnych, więc książka staje się okazją do udzielenia niezbędnych wyjaśnień - autor stawia czoła tym, którzy przeciwstawiają się "kominom płacowym". Tłumaczy, jak ważne jest zapewnienie odpowiednich zarobków ludziom, którzy chcą pracować i potrafią to robić. Jednocześnie rozwiewa wątpliwości co do dzielenia się z biedniejszymi: nie może psuć rynku, ale też nie rezygnuje z różnych form pomocy czy tworzenia miejsc pracy. W zasadzie rozwija w "Dlaczego się udało" część komentarzy z wywiadów (które zostały przepublikowane w tym tomie). Doskonale wie, co może wzbudzić silniejsze emocje u odbiorców - i stara się jak najpełniej informować o swojej roli w Comarchu i o zestawie obowiązków. Osobny temat zapewnia przez motyw piłki nożnej i afer korupcyjnych z tym sportem związanych. Na początku książki pokazuje proces tworzenia firmy - i pokonywanie rozmaitych wyzwań. Skupia się na przeszkodach i na decyzjach, które należało podejmować, pozwala wywnioskować, jakie postawy pomagały w odniesieniu sukcesu. Gdzieś w tle przemyca drobne wiadomości na temat swoich bliskich - ale generalnie chroni rodzinę, to w końcu opowieść o firmie. I Janusz Filipiak znajduje sporo miejsca na przedstawienie własnych poglądów na temat szefowania wielkiemu przedsięwzięciu. Uczy, jak to robić - i przestrzega przed różnymi rodzajami błędów. Proponuje strategie inne niż w podręcznikach do zarządzania, ale informuje czytelników, dlaczego odrzucane koncepcje traktuje jako niesprawdzające się w określonych warunkach.
I ogrom informacji to coś, co odbiorcy powinni docenić. W pewnym momencie książka przekształca się wręcz w podręcznik biznesu. Ponieważ wysokość zarobków może działać na wyobraźnię, czytelnikom nie będzie przeszkadzał raczej beznamiętny styl - bez trudu wyłapią komentarze dotyczące charakteru autora lub niepopularne poglądy - ale znacznie ciekawsze okazuje się podglądanie kulis sukcesu. Czasami pojawia się też odrobina humoru. "Dlaczego się udało" to publikacja, w której najbardziej liczy się zrozumienie technik zarządzania firmą - a dopiero w drugiej kolejności motyw wielkiego sukcesu.
Recenzje, wywiady, omówienia krytyczne, komentarze.
Codziennie aktualizowana strona Izabeli Mikrut
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Krzysztof Domaradzki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Krzysztof Domaradzki. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 27 lutego 2022
niedziela, 22 marca 2020
Krzysztof Domaradzki: Trans
Czarna Owca, Warszawa 2019.
Rozkręcanie się
Komisarz Tomek Kawęcki to chodząca niedoskonałość, zbiór wad i istota aspołeczna. Kolejni znajomi podkreślają jego nieprzystosowanie do życia z ludźmi, a sam Kawęcki szerzy plotkę o zespole Aspergera, na który rzekomo ma cierpieć. To ułatwia mu wyjaśnienia, nie musi przejmować się opiniami innych – zresztą nigdy nie walczył o uznanie ani o poklask. Działa na uboczu, ignoruje relacje międzyludzkie i dowolnie przekracza granice, kiedy tylko jest mu to potrzebne do uzyskania efektu. A o efekt chodzi najbardziej w przypadku pracy. Kawęcki przywrócony do policji wie, jak prowadzić śledztwa i w odróżnieniu od typowych gliniarzy, osiąga olśniewające efekty. Nic dziwnego: nie boi się zadzierania z gangsterami, przebywa stale w podrzędnych spelunach i do tego nie przejmuje się konwenansami. Jeśli potrzebuje jakiejś informacji, wywalczy ją sobie radykalnym działaniem na granicy prawa. Dlatego też w „Transie” biorą się za niego przedstawiciele policji: przez całą książkę będą prowadzić przesłuchania, które mają na celu wyjaśnienie, czy komisarz złamał prawo, czy też działał legalnie. Oczywiście Kawęcki niewiele sobie robi z przesłuchujących – to on decyduje, co i kiedy opowiedzieć.
W „Transie”, drugiej części łódzkiego cyklu o Kawęckim, Krzysztof Domaradzki powraca do tematu zabójstwa Martyny Bułeckiej. Tym razem mordercy szuka nie tylko Kawęcki ze swoim partnerem – ponieważ na początku książki ginie Magda Giętka, zmienia się rozkład sił wśród śledczych. Do działania poza drogą oficjalną przystępuje nietypowa para – Możejko, dawny wykładowca akademicki o wynaturzonych upodobaniach seksualnych oraz Alicja Mioduszewska, dziennikarka poszukująca sensacji. Ci dwoje są dociekliwi, złośliwi i nieustępliwi – mogą dotrzeć tam, gdzie Kawęckiemu się nie uda z racji zawodu. A przynajmniej na to liczą. Powoli wychodzi na jaw, kto jest odpowiedzialny za zabójstwa i za perwersje, kto powinien ponieść karę nie tylko za Bułecką. Ale do ostatecznego potwierdzenia podejrzeń jeszcze daleko. Zanim to się stanie, czytelników czeka jeszcze spora wyprawa za Kawęckim.
Bohater, który w tym tomie się pojawia, to człowiek, który powraca do nałogu. Chociaż do zabójstwa Magdy Giętkiej Kawęcki pozostawał abstynentem, teraz nie ma mowy o tym, by powstrzymał się przed nadużywaniem alkoholu. Odczuwa też pewne groźne skutki uzależnienia – pojawiają się niepokojące bóle brzucha. Poza tym jednak Kawęcki to ten rodzaj twardziela, który nigdy się nie podda, w każdej sytuacji zachowuje zimną krew i kontroluje otoczenie, bez względu na stopień upojenia alkoholowego czy okoliczności. „Trans” jest trochę tomem na przeczekanie, Domaradzki skupia się na kreśleniu sylwetki swojego głównego śledczego, bardziej rozpracowuje kwestie charakteru i relacji międzyludzkich niż kryminału. Co ciekawe – i wychodzi na jaw w „Transie”, Krzysztof Domaradzki mimo odwołań do świata mroku i do wydarzeń spoza pola widzenia przeciętnych czytelników jest w stanie przyciągać samą narracją. Może opowiadać o wydarzeniach szokujących, ale potrafi prowadzić opisy niemal z obyczajówki rodem.
Rozkręcanie się
Komisarz Tomek Kawęcki to chodząca niedoskonałość, zbiór wad i istota aspołeczna. Kolejni znajomi podkreślają jego nieprzystosowanie do życia z ludźmi, a sam Kawęcki szerzy plotkę o zespole Aspergera, na który rzekomo ma cierpieć. To ułatwia mu wyjaśnienia, nie musi przejmować się opiniami innych – zresztą nigdy nie walczył o uznanie ani o poklask. Działa na uboczu, ignoruje relacje międzyludzkie i dowolnie przekracza granice, kiedy tylko jest mu to potrzebne do uzyskania efektu. A o efekt chodzi najbardziej w przypadku pracy. Kawęcki przywrócony do policji wie, jak prowadzić śledztwa i w odróżnieniu od typowych gliniarzy, osiąga olśniewające efekty. Nic dziwnego: nie boi się zadzierania z gangsterami, przebywa stale w podrzędnych spelunach i do tego nie przejmuje się konwenansami. Jeśli potrzebuje jakiejś informacji, wywalczy ją sobie radykalnym działaniem na granicy prawa. Dlatego też w „Transie” biorą się za niego przedstawiciele policji: przez całą książkę będą prowadzić przesłuchania, które mają na celu wyjaśnienie, czy komisarz złamał prawo, czy też działał legalnie. Oczywiście Kawęcki niewiele sobie robi z przesłuchujących – to on decyduje, co i kiedy opowiedzieć.
W „Transie”, drugiej części łódzkiego cyklu o Kawęckim, Krzysztof Domaradzki powraca do tematu zabójstwa Martyny Bułeckiej. Tym razem mordercy szuka nie tylko Kawęcki ze swoim partnerem – ponieważ na początku książki ginie Magda Giętka, zmienia się rozkład sił wśród śledczych. Do działania poza drogą oficjalną przystępuje nietypowa para – Możejko, dawny wykładowca akademicki o wynaturzonych upodobaniach seksualnych oraz Alicja Mioduszewska, dziennikarka poszukująca sensacji. Ci dwoje są dociekliwi, złośliwi i nieustępliwi – mogą dotrzeć tam, gdzie Kawęckiemu się nie uda z racji zawodu. A przynajmniej na to liczą. Powoli wychodzi na jaw, kto jest odpowiedzialny za zabójstwa i za perwersje, kto powinien ponieść karę nie tylko za Bułecką. Ale do ostatecznego potwierdzenia podejrzeń jeszcze daleko. Zanim to się stanie, czytelników czeka jeszcze spora wyprawa za Kawęckim.
Bohater, który w tym tomie się pojawia, to człowiek, który powraca do nałogu. Chociaż do zabójstwa Magdy Giętkiej Kawęcki pozostawał abstynentem, teraz nie ma mowy o tym, by powstrzymał się przed nadużywaniem alkoholu. Odczuwa też pewne groźne skutki uzależnienia – pojawiają się niepokojące bóle brzucha. Poza tym jednak Kawęcki to ten rodzaj twardziela, który nigdy się nie podda, w każdej sytuacji zachowuje zimną krew i kontroluje otoczenie, bez względu na stopień upojenia alkoholowego czy okoliczności. „Trans” jest trochę tomem na przeczekanie, Domaradzki skupia się na kreśleniu sylwetki swojego głównego śledczego, bardziej rozpracowuje kwestie charakteru i relacji międzyludzkich niż kryminału. Co ciekawe – i wychodzi na jaw w „Transie”, Krzysztof Domaradzki mimo odwołań do świata mroku i do wydarzeń spoza pola widzenia przeciętnych czytelników jest w stanie przyciągać samą narracją. Może opowiadać o wydarzeniach szokujących, ale potrafi prowadzić opisy niemal z obyczajówki rodem.
piątek, 13 marca 2020
Krzysztof Domaradzki: Reset
Czarna Owca, Warszawa 2020.
Ostateczność
Po raz ostatni wraca Krzysztof Domaradzki do Tomasza Kawęckiego, już nie – komisarza policji. Teraz Kawęcki pracuje jako nocny stróż i szantażuje swojego szefa, żeby uzyskać to, na czym mu zależy. Zresztą szantaż w miejscu pracy to najmniejsze z przewinień tego niepokornego bohatera. Domaradzki nie boi się relacji z gangsterami, wie, że w tym półświatku panują specyficzne zasady: można sporo uzyskać, jeśli nie zlęknie się gróźb i niebezpieczeństw. A ponieważ dawny policjant potrafi stawiać wszystko na jedną kartę, może znaleźć sposób na dotarcie do tych najgorszych i przekonanie ich, by realizowali jego plan. Kawęcki w trzecim tomie cyklu jest już na granicy ostatecznego upadku. Bóle brzucha nie dają o sobie zapomnieć, a bohater przekracza kolejne granice. Pogrywa sobie z przestępcami dowolnie, świadomy, że nawet jeśli balansuje na granicy prawa, jest chroniony – nikt nie podejrzewa nawet, że dawny policjant może wykazać się okrucieństwem i bezwzględnością. Kawęcki nie ma oporów, zrobi wszystko dla uzyskania swojego celu. Dzięki temu inni nie będą musieli brudzić sobie rąk. W „Resecie” możliwe jest już absolutnie wszystko. Powoli Domaradzki rozstaje się z drugoplanowymi postaciami: wyklucza prawie całkowicie Alicję Mioduszewską: nawet wiedziona żądzą zemsty kobieta nie daje się już traktować poważnie i nie stanowi zagrożenia dla wrogów, Możejko nie chce się przyznawać do strachu – ale też wycofuje się z akcji, pomny tego, co może się stać, jeśli zachowa dotychczasową buńczuczność. Kawęcki i jego partner nie mają wiele do stracenia. Autor powraca jeszcze do kwestii dziecka wplątanego w nieczyste rozgrywki dorosłych – szuka wyraźnie metod zaszokowania czytelników, najpierw była tu zoofilia, później – krzywda najmłodszych jako sposoby na zamanifestowanie brudu przedstawianej rzeczywistości. Ostatni tom cyklu o Kawęckim to również możliwość wskazania motywacji i sprawcy śmierci Bułeckiej – z zaburzeń seksualnych uwaga przenosi się na fanatyzm. Po dość łagodnym „Transie” Krzysztof Domaradzki w „Resecie” szuka wyraźnie mocnych wrażeń – stawia na sceny brutalne i okrutne, na potworności, jakie spotykać mogą najbliższych psychopaty i na pomysły, jakie zrodzić się mogą w chorym umyśle mordercy całkowicie oderwanego od rzeczywistości. Jest „Reset” pokazem możliwości twórczych autora – zestawem sensacji i turpistycznych scen – nie zniechęca do lektury, ale też nie pozwala zatęsknić za cyklem. W porównaniu z akcją „Transu” wydaje się w „Resecie”, że po przeczekaniu do trzeciego tomu autor próbuje opowiedzieć wszystko naraz i do tego – w wymiarze niewyobrażalnym z perspektywy zwykłego człowieka. To czarny kryminał wypełniony po brzegi złem – Krzysztof Domaradzki pokazuje, co potrafi – i chce, żeby czytelnicy rozstali się z serią z wielkim hukiem. Trochę już przyzwyczaił w pierwszej części do takich rozwiązań, teraz jednak je jeszcze bardziej podsyca i wyolbrzymia. „Reset” to lektura dla ludzi o mocnych nerwach, co do tego nie ma wątpliwości – jednak ponieważ Domaradzki potrafi snuć narrację bez względu na to, co opowiada – znajdzie swoich zwolenników błyskawicznie.
Ostateczność
Po raz ostatni wraca Krzysztof Domaradzki do Tomasza Kawęckiego, już nie – komisarza policji. Teraz Kawęcki pracuje jako nocny stróż i szantażuje swojego szefa, żeby uzyskać to, na czym mu zależy. Zresztą szantaż w miejscu pracy to najmniejsze z przewinień tego niepokornego bohatera. Domaradzki nie boi się relacji z gangsterami, wie, że w tym półświatku panują specyficzne zasady: można sporo uzyskać, jeśli nie zlęknie się gróźb i niebezpieczeństw. A ponieważ dawny policjant potrafi stawiać wszystko na jedną kartę, może znaleźć sposób na dotarcie do tych najgorszych i przekonanie ich, by realizowali jego plan. Kawęcki w trzecim tomie cyklu jest już na granicy ostatecznego upadku. Bóle brzucha nie dają o sobie zapomnieć, a bohater przekracza kolejne granice. Pogrywa sobie z przestępcami dowolnie, świadomy, że nawet jeśli balansuje na granicy prawa, jest chroniony – nikt nie podejrzewa nawet, że dawny policjant może wykazać się okrucieństwem i bezwzględnością. Kawęcki nie ma oporów, zrobi wszystko dla uzyskania swojego celu. Dzięki temu inni nie będą musieli brudzić sobie rąk. W „Resecie” możliwe jest już absolutnie wszystko. Powoli Domaradzki rozstaje się z drugoplanowymi postaciami: wyklucza prawie całkowicie Alicję Mioduszewską: nawet wiedziona żądzą zemsty kobieta nie daje się już traktować poważnie i nie stanowi zagrożenia dla wrogów, Możejko nie chce się przyznawać do strachu – ale też wycofuje się z akcji, pomny tego, co może się stać, jeśli zachowa dotychczasową buńczuczność. Kawęcki i jego partner nie mają wiele do stracenia. Autor powraca jeszcze do kwestii dziecka wplątanego w nieczyste rozgrywki dorosłych – szuka wyraźnie metod zaszokowania czytelników, najpierw była tu zoofilia, później – krzywda najmłodszych jako sposoby na zamanifestowanie brudu przedstawianej rzeczywistości. Ostatni tom cyklu o Kawęckim to również możliwość wskazania motywacji i sprawcy śmierci Bułeckiej – z zaburzeń seksualnych uwaga przenosi się na fanatyzm. Po dość łagodnym „Transie” Krzysztof Domaradzki w „Resecie” szuka wyraźnie mocnych wrażeń – stawia na sceny brutalne i okrutne, na potworności, jakie spotykać mogą najbliższych psychopaty i na pomysły, jakie zrodzić się mogą w chorym umyśle mordercy całkowicie oderwanego od rzeczywistości. Jest „Reset” pokazem możliwości twórczych autora – zestawem sensacji i turpistycznych scen – nie zniechęca do lektury, ale też nie pozwala zatęsknić za cyklem. W porównaniu z akcją „Transu” wydaje się w „Resecie”, że po przeczekaniu do trzeciego tomu autor próbuje opowiedzieć wszystko naraz i do tego – w wymiarze niewyobrażalnym z perspektywy zwykłego człowieka. To czarny kryminał wypełniony po brzegi złem – Krzysztof Domaradzki pokazuje, co potrafi – i chce, żeby czytelnicy rozstali się z serią z wielkim hukiem. Trochę już przyzwyczaił w pierwszej części do takich rozwiązań, teraz jednak je jeszcze bardziej podsyca i wyolbrzymia. „Reset” to lektura dla ludzi o mocnych nerwach, co do tego nie ma wątpliwości – jednak ponieważ Domaradzki potrafi snuć narrację bez względu na to, co opowiada – znajdzie swoich zwolenników błyskawicznie.
wtorek, 15 maja 2018
Krzysztof Domaradzki: Detoks
Czarna Owca, Warszawa 2018.
Magia złego
Krzysztof Domaradzki musiał się trochę naczytać o tym, że wizerunek genialnego śledczego - takiego, który dostrzeże najmniejszy detal i natychmiast powiąże go z całą sprawą tak, by wszystkie elementy układanki trafiły na swoje miejsca - należy zwykle trochę uczłowieczyć. Im większy ideał w pracy, tym większe problemy w życiu prywatnym, tylko tak odbiorcy pozwolą sobie na sympatię do bohatera. I tak powstaje komisarz Tomasz Kawęcki, właściwie - degenerat i socjopata, mężczyzna, który od pierwszych stron powieści "Detoks" budzi niechęć (w najlepszym razie). Kawęcki nie nadaje się na współpracownika ani towarzysza życiowego, jest wyjątkowo trudny do wytrzymania, lubuje się w poniżaniu kobiet, na przejawy uprzejmości odpowiada wyłącznie zgryźliwością i agresją. Jest samotny, przemęczony i wypalony, a do tego nie ma możliwości wyjść z pułapki, w którą sam wpadł. Błędne koło sprawia, że Kawęcki reaguje przesadnie na próby pomocy, uważa, że sam sobie poradzi ze wszystkimi wyzwaniami. Innych bez przerwy testuje, sprawdza ich odporność psychiczną i wytrzymałość, a do tego – wydaje się cieszyć z cudzej irytacji. Im intensywniejsze reakcje na złośliwości Kawęckiego, tym większa jego radość i satysfakcja. A to nie jest typ człowieka cieszącego się popularnością czy zrozumieniem.
Ale to właśnie jego rzuca Krzysztof Domaradzki w śledztwo w sprawie studentki polonistyki. Znalezienie ciała to nie wszystko, wiele wskazuje na to, że dziewczyna była przed śmiercią gwałcona - i to nie przez człowieka, a przez psa. Trop nakazuje zagłębiać się w mroczne zakamarki Łodzi, otwiera się brama do przestępczego półświatka. Równolegle od czasu do czasu zagląda autor do byłego promotora studentki, człowieka, który albo realizuje własne nietypowe upodobania seksualne, albo próbuje dowiedzieć się czegoś o popełnionej zbrodni – a może zatrzeć ślady. Tomasz Kawęcki sam wydaje się typem spod ciemnej gwiazdy, w tym wypadku zatem pasuje do przedstawianej rzeczywistości noir: jemu ten światek większej krzywdy zrobić nie powinien. Taka postać przydaje się Domaradzkiemu do zintensyfikowania fabuły, zwiększenia tempa akcji i wprowadzania motywów przemocy – wiadomo, że Kawęcki nie z takimi rzeczami miał już do czynienia, więc powinien wytrzymać psychicznie niejedno wyzwanie. W przeciwieństwie do jego partnerki z dochodzeniówki, narzuconej odgórnie - Magdy Giętkiej. Ona, choć silna, miewa chwile słabości, które Kawęcki bezlitośnie wytyka i wykorzystuje. To jej podenerwowanie będzie udzielać się odbiorcom – i wpływać na odczytywanie sylwetki Kawęckiego. Krzysztof Domaradzki dość umiejętnie gra na emocjach czytelników, chociaż momentami męcząca jest jego skłonność do przesady w każdej dziedzinie: jeśli przestępstwa, to coraz bardziej mroczne, wręcz nie do wyobrażenia w zwykłym świecie, jeśli wady charakteru – to eksponowane do granic możliwości i równie silnie eksploatowane w fabule. A jednak "Detoks" w pewnej chwili zaczyna niepostrzeżenie wciągać, głównie za sprawą starannie prowadzonej narracji.
Ma Domaradzki swoje słabości. Poza skłonnością do hiperbolizowania faktów - nie potrafi wymyślać nazwisk. Ale to drobiazg w zestawieniu z całą komplikowaną fabułą. Musi się sporo natrudzić, żeby powiązać trudny charakter Kawęckiego z jego niezaprzeczalnym talentem śledczym - i tutaj rodzi się pytanie, czy można na dłuższą metę znosić kaprysy i niechlubne wyczyny, choćby i ich autor był największym fachowcem w regionie. "Detoks" to powieść, która wcale nie aspiruje do bycia literaturą piękną, za to staje się porządnym kawałkiem prozy rozrywkowej – to coś dla koneserów kryminałów: fabuła rozszyta na wiele wątków, postacie kreślone mocną kreską.
Magia złego
Krzysztof Domaradzki musiał się trochę naczytać o tym, że wizerunek genialnego śledczego - takiego, który dostrzeże najmniejszy detal i natychmiast powiąże go z całą sprawą tak, by wszystkie elementy układanki trafiły na swoje miejsca - należy zwykle trochę uczłowieczyć. Im większy ideał w pracy, tym większe problemy w życiu prywatnym, tylko tak odbiorcy pozwolą sobie na sympatię do bohatera. I tak powstaje komisarz Tomasz Kawęcki, właściwie - degenerat i socjopata, mężczyzna, który od pierwszych stron powieści "Detoks" budzi niechęć (w najlepszym razie). Kawęcki nie nadaje się na współpracownika ani towarzysza życiowego, jest wyjątkowo trudny do wytrzymania, lubuje się w poniżaniu kobiet, na przejawy uprzejmości odpowiada wyłącznie zgryźliwością i agresją. Jest samotny, przemęczony i wypalony, a do tego nie ma możliwości wyjść z pułapki, w którą sam wpadł. Błędne koło sprawia, że Kawęcki reaguje przesadnie na próby pomocy, uważa, że sam sobie poradzi ze wszystkimi wyzwaniami. Innych bez przerwy testuje, sprawdza ich odporność psychiczną i wytrzymałość, a do tego – wydaje się cieszyć z cudzej irytacji. Im intensywniejsze reakcje na złośliwości Kawęckiego, tym większa jego radość i satysfakcja. A to nie jest typ człowieka cieszącego się popularnością czy zrozumieniem.
Ale to właśnie jego rzuca Krzysztof Domaradzki w śledztwo w sprawie studentki polonistyki. Znalezienie ciała to nie wszystko, wiele wskazuje na to, że dziewczyna była przed śmiercią gwałcona - i to nie przez człowieka, a przez psa. Trop nakazuje zagłębiać się w mroczne zakamarki Łodzi, otwiera się brama do przestępczego półświatka. Równolegle od czasu do czasu zagląda autor do byłego promotora studentki, człowieka, który albo realizuje własne nietypowe upodobania seksualne, albo próbuje dowiedzieć się czegoś o popełnionej zbrodni – a może zatrzeć ślady. Tomasz Kawęcki sam wydaje się typem spod ciemnej gwiazdy, w tym wypadku zatem pasuje do przedstawianej rzeczywistości noir: jemu ten światek większej krzywdy zrobić nie powinien. Taka postać przydaje się Domaradzkiemu do zintensyfikowania fabuły, zwiększenia tempa akcji i wprowadzania motywów przemocy – wiadomo, że Kawęcki nie z takimi rzeczami miał już do czynienia, więc powinien wytrzymać psychicznie niejedno wyzwanie. W przeciwieństwie do jego partnerki z dochodzeniówki, narzuconej odgórnie - Magdy Giętkiej. Ona, choć silna, miewa chwile słabości, które Kawęcki bezlitośnie wytyka i wykorzystuje. To jej podenerwowanie będzie udzielać się odbiorcom – i wpływać na odczytywanie sylwetki Kawęckiego. Krzysztof Domaradzki dość umiejętnie gra na emocjach czytelników, chociaż momentami męcząca jest jego skłonność do przesady w każdej dziedzinie: jeśli przestępstwa, to coraz bardziej mroczne, wręcz nie do wyobrażenia w zwykłym świecie, jeśli wady charakteru – to eksponowane do granic możliwości i równie silnie eksploatowane w fabule. A jednak "Detoks" w pewnej chwili zaczyna niepostrzeżenie wciągać, głównie za sprawą starannie prowadzonej narracji.
Ma Domaradzki swoje słabości. Poza skłonnością do hiperbolizowania faktów - nie potrafi wymyślać nazwisk. Ale to drobiazg w zestawieniu z całą komplikowaną fabułą. Musi się sporo natrudzić, żeby powiązać trudny charakter Kawęckiego z jego niezaprzeczalnym talentem śledczym - i tutaj rodzi się pytanie, czy można na dłuższą metę znosić kaprysy i niechlubne wyczyny, choćby i ich autor był największym fachowcem w regionie. "Detoks" to powieść, która wcale nie aspiruje do bycia literaturą piękną, za to staje się porządnym kawałkiem prozy rozrywkowej – to coś dla koneserów kryminałów: fabuła rozszyta na wiele wątków, postacie kreślone mocną kreską.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






