Zielona Litera, Poznań 2021.
Obowiązki
Ten malutki tomik zasługuje na to, żeby dotrzeć do jak największej grupy małych odbiorców. "Tata umie prawie wszystko" to bardzo dowcipna propozycja obrazkowa. Günther Jakobs zapewnia rozrywkę i dystans, codzienne sprawy zamienia w powód do śmiechu. Narracja prowadzona z perspektywy malucha przesycona jest humorem i ironią - którą wychwycą zarówno docelowi odbiorcy, jak i dorośli czytający im przed snem. Jest to również sposób na przełamanie stereotypów: tym razem to mama jest cały dzień w pracy, a tata zajmuje się pociechami w domu. Wychodzi mu to różnie, czasami popełnia komiczne błędy, czasami mimo starań czegoś nie uda mu się zrobić - wszystko po to, żeby wywołać śmiech. Nic dziwnego, w końcu "Tata umie prawie wszystko" - a nie wszystko. Nie ma tu idealizowania: nawet największy majsterkowicz czasami przegrywa w starciu z rozbitą zabawką, czego by nie nauczył się gotować, dzieci i tak wybiorą pizzę. Tata czasami odprowadza dziecko do zamkniętego przedszkola, a na drodze wie wszystko lepiej od innych kierowców. Tata przydaje się przy czytaniu na dobranoc - wprawdzie często przy tym zasypia, ale maluchy wiedzą, jak sobie z tym poradzić. Spojrzenie z perspektywy dziecka pozwala na lekkie naigrawanie się z rzeczywistości dorosłych: tata chciałby być bohaterem dla swoich pociech, a te przymykają oko na drobne niedociągnięcia. Wiadomo, że tata nie będzie tak doskonały jak mama - ale przynajmniej się stara, a to warto docenić.
Narracja jest bardzo prosta: sprowadza się do wyliczenia, co tata potrafi i co robi i z drobnych komentarzy precyzujących jego zdolności w danej kwestii. Oznacza to, że jeśli nawet można uwierzyć w entuzjastyczne zapewnienia o przydatności taty w kolejnych zajęciach, autor wprowadza element niedowierzania lub powątpiewania w talenty. I dość szybko wychodzi na jaw, że komentarz jest dwuznaczny, wskazuje nowe spojrzenie na rodzica. Nie ma tu bezkrytycznego podejścia, ale nie ma też złośliwości - wszystko utrzymane jest w tonie dobrodusznych żartów, które nikogo nie skrzywdzą. Pokazuje tylko Jakobs, że dorośli nie są idealni i nigdy nie będą - bez względu na to, co sami o sobie sądzą. Buduje zatem porozumienie z małymi odbiorcami. Krótki tekst to oczywiście nie wszystko, liczą się także ilustracje. Na tych ilustracjach znów uruchamiane zostają żarty - te, które nie miały szans zmieścić się w lakonicznych opisach. Dzięki komiksowym rysunkom dzieci przekonają się, jak działa ironia i czego dotyczy - to dosłowne pokazanie tego, co w komentarzach słownych jest tylko przemycone i zasugerowane. W związku z taką podpowiedzią nawet najmłodsi zrozumieją sens żartów i będą czerpać radość z tomiku. Książeczka "Tata umie prawie wszystko" ucieszy odbiorców - bez względu na wiek. Można ją równie dobrze podsunąć kilkulatkom, jak i dumnym ojcom - udana realizacja sprawia, że ta publikacja nie zestarzeje się nigdy.
Recenzje, wywiady, omówienia krytyczne, komentarze.
Codziennie aktualizowana strona Izabeli Mikrut
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zielona Litera. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zielona Litera. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 28 listopada 2021
czwartek, 1 lipca 2021
Ksawery Krynicki: My, ozdrowieńcy. Rozmowy z covidem w tle
Zielona Litera, 2021.
Po chorobie
Trochę Ksawery Krynicki nie dopracował pomysłu na tom rozmów z ozdrowieńcami. "My, ozdrowieńcy. Rozmowy z covidem w tle" to książka, której idea szybko się rozmywa (i można naprawdę wziąć sobie do serca wstępne zastrzeżenie autora co do szkoły prowadzenia wywiadów, którą wybrał: najwyraźniej sam czuje, że coś nie do końca się udało i postanowił uprzedzić ewentualne zarzuty). Ten tom dziwi ze względu na dobór rozmówców oraz - na kierunki prowadzenia rozmów. Jako rozmówcy pojawiają się ludzie kompletnie nieznani albo ci ze świecznika, kojarzeni powszechnie albo do tej pory anonimowi - więc raczej dobór nazwisk niekoniecznie przyciągnie do lektury. Autor stara się wprowadzić podział ze względu na zawody czy życiowe doświadczenia rozmówców, dość często zaprasza do wywiadów duchownych, ale jest tu i ratownik medyczny, i kompozytor, modelka, matka i psycholog. Szuka Ksawery Krynicki zróżnicowania tutaj - ale nie zamierza zbyt często i zbyt głęboko analizować codzienności swoich bohaterów. Wyjątek robi dla ratownika medycznego, którego wyznania otwierają książkę: chodzi tu o pokazanie, że problem pandemii mimo rozmaitych teorii spiskowych albo działań antyszczepionkowców istnieje i jest poważny: autor ma nadzieję, że przejście do perspektywy człowieka bezpośrednio zaangażowanego w temat przykuje uwagę.
Rozmowy toczą się dość luźno i bez specjalnego schematu. Ksawery Krynicki nie zamierza docierać do żadnych konkretnych wniosków, nie szuka też powtarzalności w tym, o co pyta kolejnych ludzi. Zaczyna od krótkiej prezentacji: wprowadza notkę biograficzną, a czasami oddaje też głos postaci, którą do rozmowy zaprosił - zachęcając do wyliczania codziennych zajęć. Zdaje sobie sprawę, że raczej będzie musiał się podpierać podobnymi zabiegami, skoro już unika docierania do prawdziwych gwiazd. Bardzo wyważa nastroje: czasem wręcz cenzuruje opowieści, nie podaje nazwisk, nawet jeśli te znane są odbiorcom. Sam covid - który przecież jest czynnikiem wyzwalającym wywiad i powstanie tomu - spychany jest na margines. Autor zadaje najczęściej jedno albo dwa pytania dotyczące przebycia choroby (wielu rozmówców nie narzekało na zbyt uciążliwe dolegliwości, więc na pewno nie chodzi o straszenie odbiorców czy o podkreślanie grozy sytuacji) i o powikłania po chorobie, proces przechodzenia do normalności. Wygląda to trochę tak, jakby rozmówcy chcieli jak najszybciej zapomnieć o przebytym covidzie, albo uznawali, że z jakiegoś powodu nie powinni się na ten temat rozgadywać - więc eksponowany w tytule zestaw ozdrowieńców niespecjalnie o byciu ozdrowieńcami opowie.
A skoro Ksawery Krynicki nie chce rozmawiać o zwykłej pracy swoich rozmówców, a ucieka też od rozpatrywania kolejnych aspektów choroby, niewiele mu zostaje. Wywiady wypadają raczej bezbarwnie, nie przykują uwagi ani nie zachęcą do czytania. Zabrakło spoiwa i uzasadnienia dla takiej publikacji, zabrakło też większych emocji czy choćby wyjaśnienia, dlaczego autor zdecydował się na akurat takich rozmówców.
Po chorobie
Trochę Ksawery Krynicki nie dopracował pomysłu na tom rozmów z ozdrowieńcami. "My, ozdrowieńcy. Rozmowy z covidem w tle" to książka, której idea szybko się rozmywa (i można naprawdę wziąć sobie do serca wstępne zastrzeżenie autora co do szkoły prowadzenia wywiadów, którą wybrał: najwyraźniej sam czuje, że coś nie do końca się udało i postanowił uprzedzić ewentualne zarzuty). Ten tom dziwi ze względu na dobór rozmówców oraz - na kierunki prowadzenia rozmów. Jako rozmówcy pojawiają się ludzie kompletnie nieznani albo ci ze świecznika, kojarzeni powszechnie albo do tej pory anonimowi - więc raczej dobór nazwisk niekoniecznie przyciągnie do lektury. Autor stara się wprowadzić podział ze względu na zawody czy życiowe doświadczenia rozmówców, dość często zaprasza do wywiadów duchownych, ale jest tu i ratownik medyczny, i kompozytor, modelka, matka i psycholog. Szuka Ksawery Krynicki zróżnicowania tutaj - ale nie zamierza zbyt często i zbyt głęboko analizować codzienności swoich bohaterów. Wyjątek robi dla ratownika medycznego, którego wyznania otwierają książkę: chodzi tu o pokazanie, że problem pandemii mimo rozmaitych teorii spiskowych albo działań antyszczepionkowców istnieje i jest poważny: autor ma nadzieję, że przejście do perspektywy człowieka bezpośrednio zaangażowanego w temat przykuje uwagę.
Rozmowy toczą się dość luźno i bez specjalnego schematu. Ksawery Krynicki nie zamierza docierać do żadnych konkretnych wniosków, nie szuka też powtarzalności w tym, o co pyta kolejnych ludzi. Zaczyna od krótkiej prezentacji: wprowadza notkę biograficzną, a czasami oddaje też głos postaci, którą do rozmowy zaprosił - zachęcając do wyliczania codziennych zajęć. Zdaje sobie sprawę, że raczej będzie musiał się podpierać podobnymi zabiegami, skoro już unika docierania do prawdziwych gwiazd. Bardzo wyważa nastroje: czasem wręcz cenzuruje opowieści, nie podaje nazwisk, nawet jeśli te znane są odbiorcom. Sam covid - który przecież jest czynnikiem wyzwalającym wywiad i powstanie tomu - spychany jest na margines. Autor zadaje najczęściej jedno albo dwa pytania dotyczące przebycia choroby (wielu rozmówców nie narzekało na zbyt uciążliwe dolegliwości, więc na pewno nie chodzi o straszenie odbiorców czy o podkreślanie grozy sytuacji) i o powikłania po chorobie, proces przechodzenia do normalności. Wygląda to trochę tak, jakby rozmówcy chcieli jak najszybciej zapomnieć o przebytym covidzie, albo uznawali, że z jakiegoś powodu nie powinni się na ten temat rozgadywać - więc eksponowany w tytule zestaw ozdrowieńców niespecjalnie o byciu ozdrowieńcami opowie.
A skoro Ksawery Krynicki nie chce rozmawiać o zwykłej pracy swoich rozmówców, a ucieka też od rozpatrywania kolejnych aspektów choroby, niewiele mu zostaje. Wywiady wypadają raczej bezbarwnie, nie przykują uwagi ani nie zachęcą do czytania. Zabrakło spoiwa i uzasadnienia dla takiej publikacji, zabrakło też większych emocji czy choćby wyjaśnienia, dlaczego autor zdecydował się na akurat takich rozmówców.
niedziela, 20 czerwca 2021
100 wyzwań na 365 dni, czyli jak odkryć siebie na nowo?
Zielona Litera, 2021.
Dla znudzonych
Jest to książka wzorowana na poradnikach do samorozwoju i na tomach kreatywnych kierowanych przeważnie do nastolatek. „100 wyzwań na 365 dni czyli jak odkryć siebie na nowo” to publikacja dla kobiet, które chciałyby spróbować czegoś nowego, ale nie są w stanie samodzielnie wymyślić sobie inspiracji czy wyzwań (i, najwyraźniej, nie mają w swoim otoczeniu przyjaciółek z ciekawym hobby). Nacisk kładzie się tu na doświadczanie nowości, na poszukiwania tego, co twórcze i zapewniające rozwój, a także zajęcie na pewien czas (niekoniecznie przynoszące dochód albo oszczędności, ale uruchamiające twórczy potencjał). Nie ma tu mowy o wprowadzaniu podstaw do kolejnych zadań kreatywnych: pojawiają się tylko tematy, a już samych podpowiedzi co do wykonania trzeba będzie szukać gdzieś indziej.
Książka została podzielona ze względu na czasowe ograniczenia wyzwań. Najpierw – gadka o motywacji i o tym, jak znaleźć w sobie chęć do działania. Następnie pojawiają się wyzwania segregowane przez czas realizacji. Jednodniowe, tygodniowe, miesięczne i roczne – podpowiedzi, jak zmienić swoje przyzwyczajenia i w co się zaangażować. Jednodniowe brzmią najbardziej banalnie i są najmniej kuszące: to dzień bez butów, dzień bez przeklinania, dzień uśmiechania się do wszystkich albo dzień bez mówienia nie: to raczej zwrócenie uwagi na to, że niektóre rzeczy faktycznie warto zmieniać – i że nawet drobiazgi potrafią wnieść sporo urozmaiceń w nudną codzienność. Bez wątpienia bowiem ten tom jest przeznaczony dla ludzi, którzy się nudzą i potrzebują bodźców do działania. W wyzwaniach siedmiodniowych kryje się między innymi odstawienie telefonu, lustra czy kawy, w trzydziestodniowych – rezygnowanie z telewizora i sprzątanie. Czasami próbuje się tu zachęcić czytelniczki do pisania (wierszy albo dzienników, żeby w ten sposób przekierować uwagę na tworzenie), znacznie częściej – do podążania za modami na określone zachowania (tu między innymi pojawiają się kwestie sprzątania świata, ograniczania zakupów ubrań czy wyrzucanie cukru z diety, moda na bieganie i na abstynencję). Zdarza się, że czytelniczki mogą odrobinę się dokształcić: poszukać wiadomości na temat konkretnych epok literackich, filmów albo lektur. Innym razem wprowadza się tu podpowiedzi dotyczące robótek ręcznych: robienia na drutach, szydełkowania, szycia (ale bez konkretów dotyczących rozpoczynania takiego hobby, co może sprawić, że część odbiorczyń nie podoła wyzwaniu zrobienia szalika lub poncho i będzie rozczarowana takimi poleceniami). Gdzieś znajdzie się miejsce na serię różnych ćwiczeń fizycznych, gdzie indziej – lekcja miłego zachowania wobec innych. Są zadania, które bez dodatkowych wyjaśnień mogą się okazać dziwne: kaligrafowanie jednego słowa dziennie lub robienie jednego zdjęcia dziennie, ale są i zachęty do pracy nad związkiem czy do samoakceptacji. W tym wszystkim nie ma zadań faktycznie oryginalnych, chodzi o to, żeby wszystko było łatwo dostępne i raczej nie zniechęcało czytelniczek. Kierowana jest ta lektura raczej do naiwnych odbiorczyń, to niewymagający tekst z szeregiem wyliczeń i prostymi poleceniami, przebodźcowany graficznie – spełni swoją funkcję, jeśli oderwie kogoś od mediów elektronicznych i pozwoli na odkrywanie nowych przestrzeni do ujawniania kreatywności.
Dla znudzonych
Jest to książka wzorowana na poradnikach do samorozwoju i na tomach kreatywnych kierowanych przeważnie do nastolatek. „100 wyzwań na 365 dni czyli jak odkryć siebie na nowo” to publikacja dla kobiet, które chciałyby spróbować czegoś nowego, ale nie są w stanie samodzielnie wymyślić sobie inspiracji czy wyzwań (i, najwyraźniej, nie mają w swoim otoczeniu przyjaciółek z ciekawym hobby). Nacisk kładzie się tu na doświadczanie nowości, na poszukiwania tego, co twórcze i zapewniające rozwój, a także zajęcie na pewien czas (niekoniecznie przynoszące dochód albo oszczędności, ale uruchamiające twórczy potencjał). Nie ma tu mowy o wprowadzaniu podstaw do kolejnych zadań kreatywnych: pojawiają się tylko tematy, a już samych podpowiedzi co do wykonania trzeba będzie szukać gdzieś indziej.
Książka została podzielona ze względu na czasowe ograniczenia wyzwań. Najpierw – gadka o motywacji i o tym, jak znaleźć w sobie chęć do działania. Następnie pojawiają się wyzwania segregowane przez czas realizacji. Jednodniowe, tygodniowe, miesięczne i roczne – podpowiedzi, jak zmienić swoje przyzwyczajenia i w co się zaangażować. Jednodniowe brzmią najbardziej banalnie i są najmniej kuszące: to dzień bez butów, dzień bez przeklinania, dzień uśmiechania się do wszystkich albo dzień bez mówienia nie: to raczej zwrócenie uwagi na to, że niektóre rzeczy faktycznie warto zmieniać – i że nawet drobiazgi potrafią wnieść sporo urozmaiceń w nudną codzienność. Bez wątpienia bowiem ten tom jest przeznaczony dla ludzi, którzy się nudzą i potrzebują bodźców do działania. W wyzwaniach siedmiodniowych kryje się między innymi odstawienie telefonu, lustra czy kawy, w trzydziestodniowych – rezygnowanie z telewizora i sprzątanie. Czasami próbuje się tu zachęcić czytelniczki do pisania (wierszy albo dzienników, żeby w ten sposób przekierować uwagę na tworzenie), znacznie częściej – do podążania za modami na określone zachowania (tu między innymi pojawiają się kwestie sprzątania świata, ograniczania zakupów ubrań czy wyrzucanie cukru z diety, moda na bieganie i na abstynencję). Zdarza się, że czytelniczki mogą odrobinę się dokształcić: poszukać wiadomości na temat konkretnych epok literackich, filmów albo lektur. Innym razem wprowadza się tu podpowiedzi dotyczące robótek ręcznych: robienia na drutach, szydełkowania, szycia (ale bez konkretów dotyczących rozpoczynania takiego hobby, co może sprawić, że część odbiorczyń nie podoła wyzwaniu zrobienia szalika lub poncho i będzie rozczarowana takimi poleceniami). Gdzieś znajdzie się miejsce na serię różnych ćwiczeń fizycznych, gdzie indziej – lekcja miłego zachowania wobec innych. Są zadania, które bez dodatkowych wyjaśnień mogą się okazać dziwne: kaligrafowanie jednego słowa dziennie lub robienie jednego zdjęcia dziennie, ale są i zachęty do pracy nad związkiem czy do samoakceptacji. W tym wszystkim nie ma zadań faktycznie oryginalnych, chodzi o to, żeby wszystko było łatwo dostępne i raczej nie zniechęcało czytelniczek. Kierowana jest ta lektura raczej do naiwnych odbiorczyń, to niewymagający tekst z szeregiem wyliczeń i prostymi poleceniami, przebodźcowany graficznie – spełni swoją funkcję, jeśli oderwie kogoś od mediów elektronicznych i pozwoli na odkrywanie nowych przestrzeni do ujawniania kreatywności.
niedziela, 14 lutego 2021
Paulina Szymańska: Projekt panna młoda, czyli wszystko, co musisz wiedzieć o ślubie i weselu
Zielona Litera/ Święty Wojciech, Poznań 2021.
Wskazówki
Jest to drobny skoroszyt, który wpisuje się w trendy rynku ślubnego. Bardziej organizer niż pełna lektura, Paulina Szymańska skupia się tutaj najbardziej na podsuwaniu zagadnień do opracowania i na pilnowaniu terminów, jednak od czasu do czasu proponuje krótkie komentarze dotyczące ślubu. Pojawiają się ślubne przesądy, kształty figur oraz rodzaje sukni ślubnych (żeby najłatwiej było dopasować odpowiedni fason), informacje, jak zaoszczędzić, jak ustawić stoły dla gości, wiadomości dotyczące stylistów i próbnego makijażu, podróży poślubnej czy podpowiedzi prezentów zamiast kwiatów. Najważniejsze dla autorki jest uporządkowanie informacji i tego, co trzeba przygotować, jeśli chce się samodzielnie zorganizować całą imprezę. Trochę wprawdzie we wstępie niezręczności stylistycznych i kontrastów (wesele jako przedsięwzięcie, czyli sztuka?), jednak nie długie teksty i komentarze są podstawowym celem w tej publikacji. Paulina Szymańska tworzy planer - przygotowuje na meandry pracy nad organizacją ślubu i wesela i sprawia, że narzeczone będą spokojniejsze i będą mogły dopilnować rozmaitych działań samodzielnie lub z pomocą przyjaciółek. Automatycznie książka "Projekt panna młoda" będzie też dobrym prezentem dla kobiet przed ślubem - gadżetem do wykorzystania.
Ta książka zyskać może na wartości dopiero po wypełnieniu przez odbiorczynie. To kołonotatnik do uzupełniania: trzeba będzie wpisywać tu liczne adresy, listy gości, komentarze i uwagi, pomysły oraz zestawienia wydatków. Na początek - kalendarz na trzy najbliższe lata oraz skrótowy terminarz (każdy miesiąc to jedna strona) - żeby łatwiej było powpisywać zobowiązania lub zaplanować działania. Później odbiorczynie będą wpisywać dane oraz zadania świadków a także osób, które mogą pomóc w organizacji wesela, listy zakupów, formalności do załatwienia w kościele i w urzędzie, wstępne oraz ostateczne listy gości (na tej drugiej mieszczą się nie tylko dane adresowe i miejsce na zaznaczenie potwierdzenia przybycia, ale też uwagi co do menu). Można też wpisywać propozycje dotyczące pierwszego tańca. Wprowadza Paulina Szymańska checklisty związane z organizacją dekoracji, pozwala spisać dane dotyczące stylistów czy DJ-ów, a także adresy innych usługodawców, propozycje menu i zaproszeń, a nawet ustawienia stołów na sali. Autorka chce, żeby odbiorczynie zapanowały nad każdym aspektem ślubnych przygotowań i mogły sobie notować sprawy załatwione czy - do realizacji. "Projekt panna młoda" pozwala systematyzować dane, wprowadzać ład i uspokajać odbiorczynie. Autorka proponuje również zestaw możliwych do wyboru tematów ślubu i wesela - przedstawia motywy charakterystyczne i pasujące do siebie, modne lub ponadczasowe - po to, żeby zasygnalizować czytelniczkom, co mogą potraktować jako inspirację albo potwierdzenie własnych wyborów. "Projekt panna młoda" to publikacja stworzona z potrzeby rynku - nie ma tu żadnych zaskoczeń, chodzi o systematyczne gromadzenie informacji i zestawianie ich w przejrzystych tabelach. Przydaje się, kiedy ktoś potrzebuje wsparcia i fachowych wskazówek - to poradnik i zeszyt do uzupełnienia, dla części odbiorczyń - wielka pomoc w stresujących sytuacjach.
Wskazówki
Jest to drobny skoroszyt, który wpisuje się w trendy rynku ślubnego. Bardziej organizer niż pełna lektura, Paulina Szymańska skupia się tutaj najbardziej na podsuwaniu zagadnień do opracowania i na pilnowaniu terminów, jednak od czasu do czasu proponuje krótkie komentarze dotyczące ślubu. Pojawiają się ślubne przesądy, kształty figur oraz rodzaje sukni ślubnych (żeby najłatwiej było dopasować odpowiedni fason), informacje, jak zaoszczędzić, jak ustawić stoły dla gości, wiadomości dotyczące stylistów i próbnego makijażu, podróży poślubnej czy podpowiedzi prezentów zamiast kwiatów. Najważniejsze dla autorki jest uporządkowanie informacji i tego, co trzeba przygotować, jeśli chce się samodzielnie zorganizować całą imprezę. Trochę wprawdzie we wstępie niezręczności stylistycznych i kontrastów (wesele jako przedsięwzięcie, czyli sztuka?), jednak nie długie teksty i komentarze są podstawowym celem w tej publikacji. Paulina Szymańska tworzy planer - przygotowuje na meandry pracy nad organizacją ślubu i wesela i sprawia, że narzeczone będą spokojniejsze i będą mogły dopilnować rozmaitych działań samodzielnie lub z pomocą przyjaciółek. Automatycznie książka "Projekt panna młoda" będzie też dobrym prezentem dla kobiet przed ślubem - gadżetem do wykorzystania.
Ta książka zyskać może na wartości dopiero po wypełnieniu przez odbiorczynie. To kołonotatnik do uzupełniania: trzeba będzie wpisywać tu liczne adresy, listy gości, komentarze i uwagi, pomysły oraz zestawienia wydatków. Na początek - kalendarz na trzy najbliższe lata oraz skrótowy terminarz (każdy miesiąc to jedna strona) - żeby łatwiej było powpisywać zobowiązania lub zaplanować działania. Później odbiorczynie będą wpisywać dane oraz zadania świadków a także osób, które mogą pomóc w organizacji wesela, listy zakupów, formalności do załatwienia w kościele i w urzędzie, wstępne oraz ostateczne listy gości (na tej drugiej mieszczą się nie tylko dane adresowe i miejsce na zaznaczenie potwierdzenia przybycia, ale też uwagi co do menu). Można też wpisywać propozycje dotyczące pierwszego tańca. Wprowadza Paulina Szymańska checklisty związane z organizacją dekoracji, pozwala spisać dane dotyczące stylistów czy DJ-ów, a także adresy innych usługodawców, propozycje menu i zaproszeń, a nawet ustawienia stołów na sali. Autorka chce, żeby odbiorczynie zapanowały nad każdym aspektem ślubnych przygotowań i mogły sobie notować sprawy załatwione czy - do realizacji. "Projekt panna młoda" pozwala systematyzować dane, wprowadzać ład i uspokajać odbiorczynie. Autorka proponuje również zestaw możliwych do wyboru tematów ślubu i wesela - przedstawia motywy charakterystyczne i pasujące do siebie, modne lub ponadczasowe - po to, żeby zasygnalizować czytelniczkom, co mogą potraktować jako inspirację albo potwierdzenie własnych wyborów. "Projekt panna młoda" to publikacja stworzona z potrzeby rynku - nie ma tu żadnych zaskoczeń, chodzi o systematyczne gromadzenie informacji i zestawianie ich w przejrzystych tabelach. Przydaje się, kiedy ktoś potrzebuje wsparcia i fachowych wskazówek - to poradnik i zeszyt do uzupełnienia, dla części odbiorczyń - wielka pomoc w stresujących sytuacjach.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






