Strona główna || O autorce || O tu-czytam || Bajki || Bajkowe portfolio                       

czwartek, 18 lutego 2016

Manula Kalicka: Dziewczyna z kabaretu

Prószyński i S-ka, Warszawa 2016.

Ratunek

Manula Kalicka przypomina się czytelnikom za sprawą wznowienia powieści „Rembrandt, wojna i dziewczyna z kabaretu”, teraz pod łatwiejszym do zapamiętania tytułem „Dziewczyna z kabaretu”. Trafi tą publikacją do zwolenników powieści historyczno-obyczajowych, a amatorom wspomnień wojennych zapewni detektywistyczną zabawę w tropienie śladów lekturowych – tym trudniejszą, że bibliografii autorka celowo nie przytacza. Ale nieraz będą tu odżywać literackie tropy – bo Kalicka posiłkuje się zapiskami przedstawicieli lekkiej muzy. Przywołuje konkretne postacie (Stefcia Górska), konkretne sceny (kalosze Stefanii Grodzieńskiej) i znane z historii motywy. Nakazuje swoim postaciom podjęcie przedziwnej walki o przetrwanie w najbardziej niegościnnej rzeczywistości, a wszystko przez pryzmat młodej tancerki, Irki. Przedwojenna artystka kabaretowa nagle musi nauczyć się odpowiedzialności – i to nie tylko za siebie. Próbuje wydostać się z Warszawy, ale podczas ucieczki omal nie traci życia. Zyskuje za to dwa skarby zmieniające się momentami w przekleństwa: małego żydowskiego osieroconego chłopca Gedalię oraz… tubę z obrazem Rembrandta. Pierwszy skarb trudniej ukryć przed wzrokiem ciekawskich, na drugi za to chrapkę mają Niemcy.

„Dziewczyna z kabaretu” to zestaw drobnych historii wojennych i wyrazistych portretów. Jest tu stary Żyd, antykwariusz i bibliofil, właściciel imponującej kolekcji białych kruków, jest odważna hrabina, zaradna gosposia czy mały ulicznik imponujący sprytem. Kalicka w orbitę Irki wprowadza wiele postaci, nie wszystkie doczekają końca wojny, ale wszystkie bez wyjątku okazują się warte uwagi. Każdy z bohaterów z osobna może przypomnieć, jak zachować człowieczeństwo w trudnych czasach. Ale Manula Kalicka daleka jest od moralizowania, chce stworzyć ciekawą powieść z lekko kryminalnym posmakiem. Jej Irka jawi się jako zwyczajna dziewczyna, silna z konieczności i z konieczności zaradna, ale przecież nie wszechmocna. Bohaterka budzi sympatię, a chwilami nawet wesołość. W odróżnieniu od otoczenia, które wcale wesołe nie jest. Co jakiś czas powracają obrazy niczym z najgorszych koszmarów, Kalicka nie odwraca oczu od bezsensownych śmierci i przeżyć, które pozbawiają uczestników zdrowych zmysłów. Pozwala Irce toczyć grę z Niemcami, ale zapewnia jej niezbędną do tego ochronę. Równocześnie przypomina, że nie wszyscy mieli to szczęście. Sam wątek tuby z Rembrandtem nadawałby się do komedii kryminalnej, zupełnie współczesnej. Skoro jednak trwa wojna, bardziej zwraca się uwagę na zagrożenia i charaktery niż na losy przypadkowo zdobytego obrazu. „Dziewczyna z kabaretu” to próba ocalenia drobnych wspomnień: umieszczenie prawdziwych przeżyć w fabularnym kontekście zupełnie ich nie osłabia, wzmacnia za to wymowę doświadczeń Irki. Mimo okrucieństwa panującego wokół bohaterka zachowuje pogodę ducha, bo optymizmem i serdecznością obdarza ją autorka. To ważne: Manula Kalicka wchodzi na tereny zwykle przez autorów pogodnych obyczajówek historycznych zakazane – a skoro już czas akcji powiązuje z początkiem drugiej wojny światowej, nie może ignorować wojennej codzienności zachowanej we wspomnieniach nie tylko warszawiaków. Wybiera raczej trudną drogę rozpogodzenia czytelników i udowadnia, że nie pomyliła się w decyzji. „Dziewczyna z kabaretu” nie jest książką naiwną (mimo naiwności bohaterki), nie jest też kompilacją fragmentów autobiografii. To powieść starannie przygotowana, napisana z wyczuciem i świadomością oczekiwań odbiorców. Angażuje czytelników nie tylko w przygody Ireny, ale i w doświadczenia nawet dalszoplanowych postaci, wyzwala cały wachlarz silnych emocji. Wojnę rzadko wykorzystuje się jako temat pogodnej beletrystyki, ale tutaj autorce udała się taka sztuka. „Dziewczyna z kabaretu” jest zestawem niebagatelnych przeżyć, obrazem niezłomności i szczęśliwego przypadku. Manula Kalicka, która jako autorka poczytnych powieści na długo zniknęła z rynku, zasługuje na takie przypomnienie. Do jej książki przekonają się nie tylko miłośnicy opisów wojennej codzienności, ale i ci, którzy szukają oryginalnych fabuł.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com