Strona główna || O autorce || O tu-czytam || Bajki || Bajkowe portfolio                       

poniedziałek, 8 lutego 2016

Jennifer Niven: Wszystkie jasne miejsca

Bukowy Las, Wrocław 2015.

Nastolatki z poważnymi problemami w literaturze rozrywkowej mogą stać się dla siebie wsparciem i nadzieją na normalność. Znają już najbardziej mroczne strony życia, pozbawione są irytującej czasem dziecięcej naiwności i wiary w ideały. I jako tacy bohaterowie dadzą się polubić. We „Wszystkich jasnych miejscach” rola pokrzywdzonych przez los i życie okaleczonych postaci rozkłada się na dwa życiorysy. Finch próbuje ze sobą skończyć, a próby samobójcze na głębszych pokładach świadomości motywowane są przemocą domową (agresja ze strony ojca). Violet tymczasem nie może się pogodzić z wypadkiem, w którym straciła ukochaną starszą siostrę. Nastolatki spotykają się na wieży, sześć pięter nad ziemią. Łatwo byłoby teraz pozbyć się wszystkich zmartwień przez jeden prosty ruch. Tyle że zaprawiony w samobójczych próbach Finch ratuje szkolną koleżankę. Tak zaczyna się przedziwna przyjaźń, która może nawet zamienić się w coś więcej. „Wszystkie jasne miejsca” to powieść z gatunku uwielbianych prze młodych czytelników. Jest dobrze napisana i przepełniona wielkimi przeżyciami, chociaż od strony psychologicznej daje się dostrzec białe plamy. Najpierw Violet nosi brzydkie okulary, w których gorzej widzi i czesze się z grzywką, chociaż nie jest jej w tym do twarzy. Ten motyw, wyraźny sygnał przepracowywania żałoby, w pewnym momencie zostaje zwyczajnie ucięty. Przy Finchu z kolei nie istnieją możliwości rozwiązania domowych problemów. Wątpliwości budzi też strach przed samochodami. Violet od wypadku nie siadła za kierownicą, ale też nie chce jeździć jako pasażerka. To Finch przełamuje te lęki, ale robi to trochę zbyt szybko, za łatwo mu się ta sztuka udaje.

Autorka wykorzystała tu wątek częsty w amerykańskiej literaturze młodzieżowej: każe swoim bohaterom przemierzyć pewną drogę, a taka wspólna wyprawa to szansa na bliższe poznanie się, ucieczka od lęków, a i dojrzewanie na oczach czytelników. Powód do wyprawy jest prozaiczny: szkolny projekt. Bohaterowie mają odwiedzić kilka wartych uwagi miejsc we własnym stanie. Sami rozwijają to ćwiczenie, co czyni eskapady ciekawszymi i usuwa w cień szkolne obowiązki. To przypomina trochę powieści Johna Greena i nieprzypadkowo skojarzenie z tym autorem pojawia się na okładce tomu. Jennifer Niven posługuje się kilkoma czytelnymi schematami, czym zapewnia sobie nie tylko żywiołowe reakcje odbiorców, ale i odpowiednio rozłożone fabularne akcenty. Co ciekawe, nie interesują jej standardowe zakończenia – tu akcentuje swoją choćby pozorną odmienność od mainstreamu. Zmusza do pytań o wybory bohaterów – i Finch, i Violet w swoich postawach są na tyle niekonwencjonalni, że siłą rzeczy muszą budzić zainteresowanie. „Wszystkie jasne miejsca” to powieść, która nie zrodziłaby się bez zła – ale autorka ucieka od moralizowania i dualistycznego oceniania świata. Nie wiadomo do końca, którą alternatywę najlepiej u niej wybrać. Powieść zostaje wyprana z naiwnego idealizmu, ale postacie do niego usilnie dążą.

Niven stworzyła sobie przestrzeń do mocno psychologicznych rozważań, ale w pewnym momencie przypomina sobie, że i tak trafi do nurtu powieści rozrywkowych, a to wymusza pewne uproszczenia – jeśli nie scenariuszowe koleiny. Podporządkowuje się więc im, pozostawiając esencję problemu bez jego opracowania. To dlatego w psychicznych portretach Violet i Fincha są luki. Kiedy bohaterowie przebywają ze sobą, topnieją ich lęki, nagle o wszystkim można porozmawiać, a spędzające sen z powiek troski przestają istnieć. Z tego też względu „Wszystkie jasne miejsca” znajdą wielu zwolenników wśród młodzieży. Widmo śmierci w wersji pop zapewnia odpowiednią dawkę wrażeń, a nie przygnębia, przynosi kilka wskazówek dotyczących życia i poczucia szczęścia – ale bez moralizowania. Samobójstwo jako temat poplektury to motyw bardzo delikatny – tu odbiorcy zostają pozostawieni z podjętymi już i niemożliwymi do kwestionowania decyzjami – dzięki temu mogą się zastanowić nad rzeczywistością. We „Wszystkich jasnych miejscach” nastolatki szukają swojej drogi do wolności – bardzo desperacko. Nie jest to wprawdzie sprawdzian z dojrzałości, ale przynosi jednoznaczne rozprawienie się z dzieciństwem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com