* * * * * * O tu-czytam
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.

Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.

NIE KORZYSTAM Z AI.

Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com

piątek, 14 marca 2025

Lidia Brankovic: Miejsce dla cieni

Kropka, Warszawa 2025.

Smutek

Każdy nosi w sobie cienie. Lila nie należy do wyjątków: to dziewczynka, która zachowuje się jak wszystkie inne dzieci. Jednak pewnego dnia cień Lili postanawia urosnąć. Jest zawsze przy Lili i zaczyna wysysać z niej energię i radość. Lila początkowo chce ignorować cień: jeśli nie będzie zwracać na niego uwagi, da jej spokój. Ale na cień to nie działa, mało tego – wydaje się, że nawet karmi się smutkiem i strachem dziewczynki. Bohaterka w końcu staje się zdominowana przez cień – nie działają żadne sposoby na to, żeby Lila odzyskała pogodę ducha. W końcu cień jest tak wielki i silny, że porywa Lilę i przenosi ją nocą do cyrku dla cieni. Tam coś się zmienia.

Lidia Brankovic odwołuje się do świata uczuć i emocji i przerabia je na obrazki zrozumiałe dla dzieci. Konkretyzuje smutki i doświadczenia bolesne, zamienia je w bohaterów z książek, tak, żeby udało się bajką wytłumaczyć najbardziej abstrakcyjne motywy. Dzieci (ale często też i młodzież) mogą dowiedzieć się czegoś o sobie i z lektury wynieść cenną lekcję. Brankovic nie chce dosłowności – ucieka w świat wyobraźni po to, żeby zapewnić odbiorcom moc silnych przeżyć i lepsze zrozumienie samych siebie. „Miejsce dla cieni” to przygoda nocna i to przygoda w pełnym wymiarze – dziewczynka nie wie, co ją czeka w miejscu, które gromadzi jej codzienne potwory i koszmary – a przecież nie ma tu zbyt dużo czasu na budowanie narracji pełnej wyjaśnień. Trzeba błyskawicznie przejść od kłopotu do rozwiązania. Wszystko po to, żeby pokazać czytelnikom, że wszystko, z czym się borykają, ma szczęśliwy finał. Autorka nie używa tu wielkich słów, stawia na symbolikę i na prostotę przekazu – ale jednocześnie wyzwala silne reakcje, dociera do odbiorców za sprawą pomysłu.

Słowa zajmują niewiele miejsca w tej publikacji. Pojedyncze akapity, frazy pozbawione ozdób – to się sprawdza, kiedy trzeba opowiedzieć o skomplikowanych rzeczach. Lidia Brankovic potrafi to robić – nie tylko naświetla rodzaj zmartwienia i pozwala, żeby czytelnicy się w nim przejrzeli – ale też wskazuje, co powinno się zrobić w krytycznej sytuacji. I to podejście pozwala uniknąć przygnębienia podczas niełatwej przecież lektury. Jest tu mnóstwo wyzwań pod głównym nurtem opowieści, przekazów, które dzieci (oraz ich rodzice) muszą sobie przyswoić. Delikatny temat zyskuje tu oryginalną oprawę – to powód, dla którego książka może odnieść wielki sukces.

Strona graficzna to nasycone kolory, raczej ciemne, ale cienie nie są jedynym, co do zaoferowania ma ta publikacja. Owszem, obrazki uzupełniają narrację i uświadamiają czytelnikom narastanie problemu, a jednocześnie przynoszą ukojenie wtedy, kiedy jest ono najbardziej potrzebne. Czytelnicy w tej książce otrzymują niby prostą i krótką historię, a jednak rozpisaną na głosy za sprawą przeskakiwania między mediami – od liter do ilustracji – ale tym, co robi największe wrażenie, staje się kontrast między wagą tematu a lekkością realizacji. Warto po tę publikację sięgnąć, nie tylko wtedy, kiedy zmaga się akurat z własnymi cieniami.

czwartek, 13 marca 2025

Kinga Wyrzykowska: Porządni ludzie

Nowe, Poznań 2025.

Po cichu

Tu nie ma przyszłości ani przeszłości, jest tylko teraźniejszość. Teraźniejszość w opisach, teraźniejszość w retrospekcjach. Wszystko zaczyna się z chwilą zamknięcia: rodzina Simart-Duteilów barykaduje się w swojej rezydencji. Członkowie rodziny nie wychodzą z domu, zamkniętego na głucho, unikają jakichkolwiek kontaktów z ludźmi z zewnątrz, a zakupy robią wyłącznie przez internet i zabierają je pod osłoną nocy. To już zachowanie, które budzi ciekawość i nadaje rozgłos bogaczom. Wiadomo, że każda rodzina ma swoje fanaberie (i trupy w szafach), ale tu coś najwyraźniej wymknęło się spod kontroli, normalność już nie reguluje egzystencji. I żeby naświetlić czytelnikom szereg wydarzeń prowadzących do tak radykalnej decyzji, autorka cofa się w czasie. Pokazuje kolejnych domowników w wersji najskrytszych pragnień i największych strachów. Każdy ma tu swoje demony, każdy inaczej wpisuje się w aktualną rzeczywistość – jedni decydują się na influencerskie życie, inni drżą w obawie o swoje zdrowie, jedni marzą o konkretnej osobie, inni decydują się na przemilczanie zdrad partnera. Zwyczajność odarta z rutyny zamienia się w ekscytujące doświadczenia – a wszystko w ramach voyeuryzmu. „Porządni ludzie” to ludzie, którzy chcą zachowywać pozory za wszelką cenę i zatracają w tym siebie – ale przecież to nic nowego.

Kinga Wyrzykowska nie ma sentymentu dla swoich postaci, może więc dowolnie je doświadczać, szukać dla nich kolejnych pułapek w dzisiejszym świecie. Znajduje całkiem sporo, drwiąc sobie przy okazji z zapędów społeczeństwa, które chce być wiecznie młode, wiecznie zdrowe i bajecznie bogate najlepiej bez wysiłku. Tu każda decyzja pociąga za sobą kolejne problemy i spiętrza troski, od których chciało się uciec – nic więc dziwnego, że wszystko musi skończyć się samouwięzieniem. Tylko tak da się jeszcze honorowo wybrnąć z matni. Albo właśnie – nie wybrnąć. „Porządni ludzie” to satyra na dzisiejszą rzeczywistość, na ludzi, którzy w pogoni za ulotnymi materialnymi dobrami zapominają o sobie – i przekonują się na koniec, że poświęcili życie nie dla tych ideałów, które powinni byli cenić. Autorka nie ma litości dla nikogo, stara się za to szeregiem komplikacji rozśmieszać odbiorców. Oczywiście jest to śmiech przez łzy – z pełną świadomością popełnianych codziennie błędów i nieuchronności tych błędów, bo przecież rozdziały wypadają tu wręcz kasandrycznie: na nic wszelkie przestrogi, nikt nie będzie ich słuchał, każdy za to wybierze banalną nadzieję, że u niego skończy się inaczej.

Wszyscy chcą udawać. Wszyscy chcą prowadzić życie na pokaz. Wszyscy chcą fałszu i gry pozorów zamiast refleksji i podjęcia własnych prób ułożenia sobie egzystencji na swoich zasadach. To nie może prowadzić do pozytywnego finału. A jednak Kinga Wyrzykowska nakazuje śledzenie losów postaci, nie pozwala się oderwać od ich destrukcyjnych i autodestrukcyjnych zachowań, a czytelnikami steruje nie tylko przez rodzaj prozy, ale i tempo opowieści. Krótkie i szybkie zdania, urywane frazy, niewygodne, a jednocześnie wyjątkowo trafne w sytuacji, w której znaleźli się Simart-Duteilowie, zabawa tekstem już na płaszczyźnie narracji, rozdziały, które jedynie rejestrują ulotne momenty. To wszystko składa się na obraz „Porządnych ludzi”, którym coś się nie udało.

środa, 12 marca 2025

Rachel Ignotofsky: Co się kryje w gnieździe. Fascynujące ciekawostki o ptakach

Nasza Księgarnia, Warszawa 2025.

Wszędzie

Świat przyrody to bardzo wdzięczny temat do edukacyjnych picture booków – ogrom rozwiązań z każdego zagadnienia pozwala na wypełnianie ciekawostkami dowolnej liczby stron. „Co się kryje w gnieździe” to publikacja przeznaczona dla dzieci ciekawych świata i tych, które lubią porządkowanie wiadomości. Każda rozkładówka staje się tu innym zbiorem danych, rysunkowych i tekstowych podpowiedzi. Ilustracje nadają prym tej publikacji, tekst to przede wszystkim podpisy i wyjaśnienia, dopiski na obrazkach i drobne komentarze – to wystarczy, żeby przyciągnąć uwagę odbiorców i przekonać ich, że warto śledzić całą książkę i poznawać rewelacje ze świata ptaków.

Ptaki są różne. Jedne żyją w powietrzu, inne lubią wodę, jeszcze inne potrafią budować gniazda pod ziemią. Różni się wielkość znoszonych przez nie jajek, kolor i liczba jajek znoszonych w ciągu roku. Ptaki różnią się ubarwieniem i rozmiarami, ale poza tym zwyczajami dotyczącymi budowy gniazd. Same gniazda też mają różne kształty i znaleźć je można w różnych miejscach. Ptaki nie odżywiają się tym samym, a ich znaczenie dla ekosystemu czasami trudno byłoby dzieciom przewidzieć. Jakby tego było mało, różne gatunki decydują się w różny sposób dbać o higienę, mają różne łapki albo kształty dziobów. Wydawałoby się, że łatwo scharakteryzować ptaki – tymczasem zagłębianie się w szczegóły pomaga zrozumieć, jak różnorodny i automatycznie jak bardzo atrakcyjny jest to świat. Dzieci dowiedzą się nawet, jak wyglądają ptasie zaloty, bo i tu kryje się całkiem sporo niespodzianek.

A przecież tomik został obmyślony przede wszystkim jako popis graficzny – tymczasem w tej części serii na pierwszy plan wybija się zdecydowanie aspekt edukacyjny. Dla dzieci książeczka będzie atrakcyjna także ze względu na możliwość obserwowania ptaków podczas zwykłego spaceru – maluchy mogą sprawdzać, które z napotkanych gatunków pasują do tych opisywanych w tomiku. Oczywiście wiele będzie także egzotycznych stworzeń, po to, żeby zachęcić najmłodszych do poznawania świata i do poszerzania wiedzy. Jest tu co oglądać i co podziwiać – ale ważniejsze staje się, że to nie wytwór wyobraźni, a zapis rzeczywistości. Odbiorcy mogą być tą publikacją zachwyceni z różnych powodów – nie tylko z uwagi na piękne obrazki, ale także dzięki przybliżaniu tajemnic świata przyrody. Ptaki spodobają się każdemu – a parę informacji przekazanych w książce sprawi, że dzieci będą chciały dowiadywać się czegoś więcej o zwyczajach konkretnych gatunków. Jest tu mnóstwo do poznawania – ale także do zestawiania z wiadomościami płynącymi z własnych obserwacji. Ten tomik zachęca do wyjścia z domu i do przyglądania się ptakom. Ciekawie dobrane przykłady, wyraziste dane, krótkie frazy i szybkie zmiany tematu – to przepis na sukces w wersji edukacyjnego picture booka – jak na razie najlepszego i najbardziej sycącego w całej serii.

wtorek, 11 marca 2025

Bing! Moje pierwsze puzzle

Harperkids, Warszawa 2025.

Przyjaciele

Kartonowe strony kryją w sobie wiele niespodzianek, te podwójnie grube zapowiadają dobrą zabawę i zamianę małych picture booków w gadżety. „Bing”, tomik wydany w cyklu Moje pierwsze puzzle, to okazja do zdobycia pięciu klocków – elementów układanki, które następnie dają się połączyć (jak to puzzle, chociaż dużo większe i… jednowersowe). Dzięki kolejnym obrazkom dzieci zdobędą wizerunki najważniejszych postaci z serii – i stworzą ilustrację, na której wszyscy bohaterowie machają z zadowoleniem. Nie ma tu żadnych komplikacji, puzzle łatwo dopasować, mogą więc być potraktowane jako pierwsza układanka najmłodszych. Pomocne w tym będą duże kształty (elementów nie można połknąć ani łatwo zniszczyć) i zaokrąglone krawędzie. Ale przecież nie tylko na zabawce rzecz polega.

Małe kartonowe picture booki wypuszczane na rynek przez Harperkids zwykle niosą też aspekt edukacyjny – nawet jeśli ich głównym przeznaczeniem będzie rozrywka kilkulatków. Nie inaczej jest w tym wypadku. Bing i jego przyjaciele pomogą maluchom zorientować się w świecie zmysłów. Każda rozkładówka składa się z odrębnych części powiązanych podstawowym motywem. Na pierwszej stronie pojawiają się wyliczanki związane z odkrywaniem świata za pomocą zmysłów: rysunkowe przedmioty (i podpisy, żeby dało się wykorzystywać tomik także do nauki liter). Jest tu kolorowo i można bawić się z dzieckiem w zgadywanki. Na drugiej stronie widać już postać znaną z kreskówki i lubianą przez odbiorców – Binga lub kogoś z grona jego przyjaciół – podczas codziennych zajęć. W tej części znajduje się też miejsce na pytanie skierowane do bohatera. Odpowiedź na pytanie skrywa się pod puzzlem zamieszczonym w kartonowej kartce, w specjalnym wgłębieniu (puzzle są mocno osadzone w stronach, a wyciągnąć je można dzięki drobnym wycięciom poza kształtem: to także okazja do uczenia dzieci porządku, bo po skończonej zabawie da się odłożyć każdy kafelek na odpowiednie miejsce, co również wiązać się będzie z rodzajem układanki). Potem jeszcze pada pytanie kierowane do odbiorców a związane z innymi przedmiotami pasującymi do opisu. Oznacza to, że najmłodsi podczas lektury muszą uruchomić zmysły i przetestować otoczenie pod kątem poszukiwanych, wymaganych przedmiotów. To zadanie nie tylko pomoże w utrwaleniu zdobytych wiadomości, ale też przyczyni się do rozpromowania książek jako źródła rozrywki. Interaktywność jest zresztą bardzo pożądanym składnikiem na dzisiejszym rynku, nic więc dziwnego, że twórcy starają się wyszukać sposoby na inne niż tradycyjne wykorzystywanie książeczek.

Pięć dużych puzzli to zatem jeden z wabików na dzieci. Istotne dla ich rozwoju będą jednak również poboczne (pod względem szczątkowej fabuły) wyliczanki i pytania. Tomik jest bardzo kolorowy – co nie zdziwi nikogo przyzwyczajonego do rzeczywistości Binga – w tych bajkach kolor odgrywa ważną rolę, skoro tła nie wypełnia natłok detali. Książeczka z puzzlami może trafić do fanów cyklu albo do dzieci, które po prostu chcą się pobawić.

poniedziałek, 10 marca 2025

Hubert Klimko-Dobrzaniecki: Tu i tam

Noir sur Blanc, Warszawa 2025.

Zapiski

Impulsem do sięgania po wspomnienia, przeżycia, refleksje i doświadczenia są w wypadku „Tu i tam” cykliczne felietony do „Odry”: Hubert Klimko-Dobrzaniecki na brak tematów narzekać nie może. Odbiorcy mogliby co najwyżej narzekać na ograniczenie dotyczące liczby znaków – ale też niekoniecznie, bo krótkie formy wymuszają stosowanie wyrazistych puent. Teksty ocalone teraz w wyborze „Tu i tam” mogą przetrwać i cieszyć czytelników przez kolejne lata. Datowane (dzięki czemu można szybciej zorientować się w kontekście, ale przecież autor odwołuje się do czasów, które także jego odbiorcy kojarzą z własnych doświadczeń – tyle tylko, że przedstawia je przez pryzmat wyjątkowych skojarzeń. Raz covidowa codzienność będzie łączyć czytelników, raz – porównywanie jakości życia w Austrii czy na Islandii. Hubert Klimko-Dobrzaniecki wszędzie układa sobie egzystencję na własnych zasadach, ale nie jest zamknięty na kulturowe i społeczne odmienności. Zestawia odkrycia i komiczne czasem sceny, zmuszając czytelników do zastanowienia się nad wyborami. Od metafizycznych komentarzy ucieka w stronę przyziemności, znacznie lepiej czuje się tam, gdzie humor ściąga do na ziemię. Nie zamierza w nieskończoność rozpatrywać kwestii ważnych dla pisarzy – a jednak wprowadza elementy życia twórców – pojawia się na nieudanych spotkaniach autorskich, korzysta ze stypendiów twórczych i satyrycznie naświetla środowisko kolegów po fachu. Jest w tym dystans i brak zadęcia, dzięki czemu autor przekona do siebie szerokie grono czytelników. Nie pisze o tym, jak to jest być pisarzem – pisze o tym, jak to jest być człowiekiem, który szuka swojego miejsca na świecie. To się sprawdza. Nie musi autor felietonami reagować na bieżące sprawy, równie dobrze może zastanowić się nad własną przeszłością i przedstawić to, co odkrył we wspomnieniach – tyle że z ironicznym komentarzem. Co ciekawe: Klimko-Dobrzaniecki nie szuka tutaj wsparcia ani wspólnoty poglądów, nie interesuje go pisanie pod publiczkę: wie, że wiele razy będzie w opozycji wobec czytelników, ale nie zamierza w związku z tym cenzurować własnych opinii. Stawia na mocne komentarze i na jasny przekaz. Pisze prostymi zdaniami, zupełnie jakby odrzucał wizerunek pisarza. Rygorystyczne formy zapewniają mu precyzję myślenia i pisania – tu nie ma przypadkowych opowieści, wszystko da się skondensować. Ważne stają się same pomysły uchwycone i oprawione.

Uprawia Klimko-Dobrzaniecki czasami publicystykę, czasami – autobiografię, czasami stawia na opowiadania albo na trening wyobraźni. Nie ma znaczenia, kiedy decyduje się na prawdę, a kiedy ubarwia rzeczywistość lub ją kreuje – liczy się efekt, a ten jest olśniewający. Drobiazgi zebrane w tym tomie, ocalone przed zapomnieniem, warte są poświęconego im czasu. To miniatury trafne i wartościowe, jednocześnie zapewniające rozrywkę i refleksję. Ale co do tego każdy, kto śledzi twórczość Huberta Klimko-Dobrzanieckiego, ma pewność, zanim w ogóle przystąpi do lektury. Jest to literacka uczta, podbarwiona mocno śmiechem na wielu poziomach. Najważniejsze, że autor odmalowuje obrazy dokładnie i wie, do jakich efektów chce dojść. Jakby mało było odbiorcom wrażeń lekturowych, pojawiają się w książce jeszcze ilustracje stworzone przez autora – i tu już Klimko-Dobrzaniecki trochę irytuje, bo jednak ile talentów można mieć.

niedziela, 9 marca 2025

Anna Jankowska: Ojej, pudełko!

Nasza Księgarnia, Warszawa 2025.

Droga

Lola ma swoich pluszowych przyjaciół, między innymi kotka Czarusia, na razie towarzystwa innych dzieci tu nie widać, zresztą nie jest potrzebne, skoro to pluszaki przeżywają ważną przygodę. Ale nie o fabułę u Anny Jankowskiej chodzi, a o pomysł na nową interaktywną serię, która ma zachęcać najmłodszych do samodzielnego czytania i do zabaw z książką. Autorka przekonuje, że grzeczne słuchanie to już przeżytek: dzieci powinny się bawić, wykonywać rozmaite zadania i traktować książkę jako wyzwanie nie tylko czytelnicze, ale i ruchowe. Tak powstaje seria Aktywne czytanie Plus, czyli czytanie i działanie. Anna Jankowska jest przekonana, że dzieci same zechcą poznawać litery i – na przykład – ćwiczyć liczenie. W końcu zostaną wciągnięte w opowieść, która zdarzyć się może każdemu, nawet pluszowym kotom.

Czaruś idzie przez lasek na polanę – tą samą drogą, którą chodzi zawsze. Zna ją od podszewki i trochę się nudzi. No bo jak można cieszyć się miejscem, które zna się tak doskonale? Ale kot nie jest w stanie przewidzieć jednego: że na polanie znajdzie się pudełko. Ojej, pudełko! Nie wiadomo, co w nim jest i dla kogo to pudełko, wprawdzie jest na nim jakaś kartka ze znaczkami, ale trzeba jeszcze umieć czytać, żeby odkryć, kto jest adresatem i będzie cieszyć się ze znaleziska. Kot zabiera w to miejsce swoich przyjaciół: znowu trzeba przejść tą samą drogą. Tą samą – ale jakby inną – trochę się zmienia, a uważność pozwala dostrzec nowe ciekawe elementy. Dzięki nim droga wypada zupełnie inaczej. A samo pudełko… a samo pudełko też oddziałuje na wyobraźnię. I o to właśnie chodzi: o trening dla wyobraźni zanim jeszcze odbiorcom przyjdzie do głowy pomysł, żeby nauczyć się czytać. Książka jest zbiorem historyjek połączonych jedną zagadką – i ilustracji, czasem komiksowych. W założeniu to właśnie komiksowe dymki będą pierwszą lekturą dla najmłodszych – dzieci, które poznają litery mogą właśnie na tych krótkich frazach ćwiczyć sztukę czytania (albo chociaż rozpoznawania znaków). Czytać całość mogą rodzice. Ale na słuchaniu oczywiście nie skończy się zabawa. Co pewien czas pojawiają się polecenia dla odbiorców: czasami trzeba coś policzyć (przy założeniu, że maluchy potrafią liczyć), znaleźć jakiś element albo wymyślić coś, zapamiętać szczegóły i je powtórzyć, przejść drogę… Dzięki temu dzieci potraktują lekturę jak okazję do rozrywki (innego rodzaju niż klasyczne czytanie), a przy okazji będą mogły sprawdzać swoje umiejętności. To rodzaj przeżywania akcji – i przenoszenia jej do prawdziwego świata. Gdzieś na marginesie tomiku autorka przemyca też wiadomości o tym, jak pracować nad wyobraźnią, żeby nigdy nie czuć nudy – motyw nudy w książce zostaje przekreślony właśnie przez zadania, zagadki i niespodzianki, także dla kilkulatków. Przyjemnie się tę książkę ogląda, opowieść w pewnym momencie wciągnie – bo przecież każdy chce wiedzieć, co znajduje się we wciąż zamkniętym pudełku, da się też polubić bohaterów, zwyczajnych i swojskich (nawet jeśli pluszaki są tu ożywiane, to przecież żadnego dziecka nie zdziwi). Nie pozostaje dzieciom nic – tylko ćwiczyć samodzielne czytanie.

sobota, 8 marca 2025

Witold Wrotek: Office 365 i 2024 PL

Helion, Gliwice 2025.

Narzędzia

Wydawać by się mogło, że korzystanie z pakietu Office dzisiaj nie ma już żadnych tajemnic, ale dwie grupy w tej kwestii dotknięte są swoistym (być może też wybiórczym) rodzajem wykluczenia cyfrowego. To starsze osoby, które z komputerami zbyt wiele do czynienia nie chciały mieć, a teraz próbują nadrobić zaległości – albo młodzi, nieprzejmujący się jak na razie fachowym wykorzystaniem choćby arkuszy kalkulacyjnych (o Wordzie nie wspominając). Witold Wrotek przychodzi im z pomocą i tworzy poradnik dotyczący podstaw – „Office 365 i 2024 PL”. Wybiera aż siedem narzędzi i przygląda się ich możliwościom, ale nie w wersji mocno zaawansowanej (na przykład próżno tu szukać tematu korespondencji seryjnej, ale pojawi się formatowanie tekstu, nie będzie skomplikowanych operacji na komórkach w Excelu, ale znajdzie się miejsce na proste zadania, do których Excel najczęściej może służyć). Autor kieruje się użytecznością wskazówek – zaawansowani w temacie raczej nie szukają książkowych poradników ani wsparcia tekstowego, potrafią błyskawicznie wyszukać potrzebne informacje. Poza Wordem i Excelem autor poświęca jeszcze miejsce na Teams, To Do, OneNote, Outlooka i PowerPoint. I teraz w przypadku tego ostatniego będzie doradzać, jak tworzyć prezentacje – nie tylko od strony technicznej (to znaczy: gdzie kliknąć i którego narzędzia użyć, żeby uzyskać określony wygląd slajdu), ale też od strony przejrzystości i czytelności oraz… dopasowania prezentacji do grona odbiorców (dla dzieci slajdy powinny być znacznie bardziej interaktywne, wypełnione multimediami, dorosłych odbiorców bardziej zainteresuje forma – tego typu wskazówki są metodą na szybkie przyswojenie treści przez odbiorców i przygotowują do natychmiastowego wcielania w życie uwag. W przypadku innych narzędzi liczy się najbardziej ich przeznaczenie, konfigurowanie, pierwsze uruchamianie i ewentualne podkreślanie przeznaczenia – bo też i Witold Wrotek zdaje sobie sprawę, że część będzie tylko ciekawostką.

Ponieważ autor kieruje się do laików i do tych, którzy chcieliby lepiej, szybciej, sprawniej i wydajniej pracować na komputerze, ale nie wiedzą, od czego zacząć, stawia na informowanie także o oczywistościach i początkach. Decyduje się na wprowadzanie screenów (i to wielu) – w każdym rozdziale widnieje część z przykładami i to ta część przyniesie najwięcej korzyści odbiorcom. Dzięki rozpisaniu na poszczególne obrazki działań, początkujący bez trudu poradzą sobie z wyzwaniami, nie zniechęcą się łatwo i być może zechcą później poszukać bardziej zaawansowanych ciekawostek. Witold Wrotek niczego nie traktuje jako oczywistości – czasem nawet wyszukiwanie pliku może sprawić trudność, dlatego też będzie uczył, czym różni się „zapisz” od „zapisz jako”. I tego typu publikacje są na rynku potrzebne: tutaj nie ma mowy o komplikacjach i pytaniach bez odpowiedzi, wystarczy przetestować wskazówki i już będzie się znacznie lepiej pracowało. A jeśli ktoś czuje, że nie wykorzystuje w pełni swoich narzędzi, może przejrzeć ten poradnik i sprawdzić, czy przypadkiem autor nie podpowiada jakiejś sztuczki przyspieszającej działania.