* * * * * * O tu-czytam
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.

Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.

NIE KORZYSTAM Z AI.

Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com

niedziela, 7 lutego 2021

Dario Bressanini, Beatrice Mautino: Przeciw naturze

Wydawnictwo Literackie, Kraków 2021.

Przerwać strach

W dwudziestym pierwszym wieku ludzie znacznie szybciej uwierzą w fake newsy krążące w internecie i produkowane masowo przez fanów teorii spiskowych niż w rzetelne informacje zawarte w książkach. Choćby dlatego, że trzeba podjąć wysiłek i książkę przeczytać, a do tego jeszcze zrozumieć wiadomości, które tam się pojawiają (w szczególnych przypadkach poza tym dokonać weryfikacji dzieła, żeby nie uwierzyć wydawcom-efemerydom). Dario Bressanini i Beatrice Mautino postanawiają zmierzyć się z tematem-rzeką, opowiedzieć czytelnikom o tym, co oznacza żywność modyfikowana genetycznie i jak modę na jedzenie ekologiczne wykorzystuje się do zarabiania. "Przeciw naturze" to dość przewrotny tytuł - powinien przyciągnąć tych wszystkich odbiorców, którzy wierzą, że napis "bez GMO" na opakowaniu zapewni produkt bez absolutnie żadnych ingerencji człowieka w uprawy. Autorzy odwiedzają producentów żywności, rolników i badaczy, zadają pytania, które dręczą odbiorców - i których nie ma zwykle komu zadać. Pozwalają wyciągać wnioski po przedstawieniu szeregu ważnych i wartościowych informacji. Raczej unikają odnoszenia się do fake newsów, za to stawiają na podkreślanie znaczenia społecznych trendów w budowaniu fałszywych przekonań. Wybierają sobie kilka produktów, które uległy przeobrażeniom i zostały zmodyfikowane genetycznie (większość powtarzających internetowe rewelacje po prostu nie ma pojęcia, co ten termin znaczy i co ze sobą niesie), tak, żeby oswoić czytelników z tematem i żeby uzmysłowić im, że rzeczywistość nie zawsze jest zero-jedynkowa. Do tego tłumaczą, że nie ma się czego bać, bo przemiany w uprawach i dostosowywanie plonów do warunków (czy to w odniesieniu do klimatu, czy - problemu głodu na świecie) są naturalną odpowiedzią na zapotrzebowanie. Trudno o zboża, które nie byłyby modyfikowane genetycznie, już niemal każda odmiana jest efektem prac nad jakością - ale nie oznacza to, że zjedzenie produktów opartych na takim surowcu stanowi jakiekolwiek zagrożenie dla zdrowia czy życia ludzi. Intrygująca będzie też informacja o producencie i dystrybutorach czarnego ryżu - to już w ramach pogoni za żywnością ekologiczną. Autorzy pokazują czytelnikom, jak informacja na opakowaniu produktu może wpłynąć na jego popularność lub odrzucenie przez rynek konsumencki. Tłumaczą, dlaczego dzisiaj próżno by szukać na rynku niektórych odmian jabłek, pokazują też, jak GMO pomaga walczyć z chorobami i uodparniać na pasożyty.

Wszystko to toczy się w formie atrakcyjnego reportażu z utrzymywaniem kontaktu z odbiorcami. Dario Bressanini i Beatrice Mautino starają się nasycać tekst zwrotami do czytelników, tak, żeby mieć pewność, że zostaną wysłuchani. Zależy im na podtrzymywaniu uwagi, bo też i są świadomi, że temat nie należy do łatwych. Nie mogą bez przerwy popisywać się swobodą narracyjną - skoro zależy im na przekazywaniu wiadomości od badaczy. W efekcie "Przeciw naturze" jawi się jako tytuł dość trudny, wymagający uważnej lektury i zaangażowania odbiorców. To oznacza, że - niestety - nie trafi raczej do wyznawców teorii spiskowych (ze względu na zbyt trudne treści). Pomoże za to odpierać ich bezsensowne twierdzenia.

sobota, 6 lutego 2021

Mike Thomson: Biblioteka w oblężonym mieście. O wojnie w Syrii i odzyskanej nadziei

Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2020.

Pomoc

W oblężonej Darajji ludzie nie tracą nadziei. Mike Thomson dowiaduje się, co pomaga im przetrwać, a wiadomość jest co najmniej zaskakująca. Oto w piwnicy jednego ze zniszczonych domów mieszkańcy zaczynają tworzyć bibliotekę. Zbierają książki ze zbombardowanych miejsc, wyszukują ocalałe tomy na gruzach, albo przejmują od właścicieli. Starannie odnotowują adresy i nazwiska, tak, by po wojnie każdy, kto zechce, mógł odzyskać swoją własność. Z opuszczonych mieszkań zabierają też regały, stoły i fotele: chodzi o to, żeby biblioteka była jak najbardziej przyjaznym miejscem, oazą spokoju w mieście, które od dawna nie zaznało pomocy, które cierpi głód i stale zagrożone jest nalotami. To miejsce dla wtajemniczonych, każdy, kto przybywa wymienić książki albo poczytać w spokoju dba o to, by nie zdradzić sekretu miasta. I ten temat prowadzi Mike'a Thomsona do wielkiego książkowego reportażu, a także do szeregu przyjaźni z Syryjczykami.

"Biblioteka w oblężonym mieście" bazuje na silnych emocjach i ciekawości czytelników, na rzetelnej wiedzy i próbach przybliżania bohaterów, a nie samej historii. Owszem, Thomson każdy rozdział zaczyna od ogólnej wiedzy na temat działań wojennych w Syrii. Czasami pokazuje, jak było wcześniej, czasami informuje o zniszczeniach lub o cierpieniach ludności. Zajmuje się codziennymi problemami, brakiem żywności, dostępu do szkół czy samym poczuciem zagrożenia. Analizuje kolejne zmartwienia mieszkańców - po to, by na tym tle silniej wyeksponować pomysł stworzenia biblioteki oraz ambicje miejscowych. Sama biblioteka wydaje się rajem i stanowi wyjaśnienie dotyczące siły, jaką strawa duchowa zapewnia ludziom. Chociaż książki podczas wojny nikomu nie wydawałyby się artykułem pierwszej potrzeby, rozmówcy autora podkreślają znaczenie lektur dla ducha. Wyjaśniają też, że to sposób na odwrócenie uwagi od przyziemnych kłopotów, strachu i głodu. Sama biblioteka także zasługuje na uwagę przez swój kształt. Prowadzi ją czternastolatek, chłopak, który kocha książki (zresztą pasjonatów czytania pojawi się tu wielu i nie zawsze to ludzie, którzy przed wojną byli molami książkowymi). Ów bohater codziennie odkurza księgozbiór, kataloguje, prowadzi rejestr wypożyczeń i sam czyta bez opamiętania. Dzieli się tą fascynacją z Thomsonem i daje nadzieję na przyszłość.

Opowieść Mike Thomson prowadzi aż do kresu biblioteki - i pokazuje, co stało się z tym miejscem. Prezentuje również swoje obawy o losy mieszkańców, z którymi zdążył się już dobrze zaznajomić. Udaje mu się bardzo mocno zaangażować czytelników w temat syryjskiej biblioteki i pokazać, co w życiu jest naprawdę ważne - zaskakuje odkryciami, ale też może zwrócić uwagę na zagadnienie, które w zalewie medialnych tragedii mogłoby nie przetrwać. Jest ta książka napisana z wielką energią, autor zbiera informacje, ale znacznie bardziej koncentruje się na samych postawach ludzi, których poznał i którzy wprowadzili go w świat książek w oblężonym mieście. To publikacja, obok której nie da się przejść obojętnie - wypełniona obrazami sugestywnymi i zapadającymi w pamięć, będąca jednocześnie przestrogą i wyrazem nadziei. Co ważne, Thomson nie zajmuje się analizowaniem działań wojennych, nie będzie szokować odbiorców mocnymi scenami - woli zostać przy azylu, który odkrył i zajmować się przekazywaniem słów otuchy. I także inne spojrzenie na wojnę jest tym, co może przyciągnąć do książki odbiorców.

piątek, 5 lutego 2021

Beata Biały: Hazardziści. Gra o życie

W.A.B., Warszawa 2021.

Przegrane życie

O tym uzależnieniu mówi się rzadko, Beata Biały trafiła zatem na temat, który nie tylko wstrząśnie opinią społeczną, ale też uświadomi odbiorcom rozwijający się problem. Gry hazardowe nie są bowiem wyłącznie rozrywką bywalców kasyn: za sprawą internetu można przegrać majątek w kilka chwil bez wychodzenia z domu. Tymczasem w powszechnej świadomości hazardziści nie należą do osób, które zasługują na pomoc i profesjonalne wsparcie w leczeniu. Beata Biały dociera do ludzi, których historie są przerażające i przedstawia doświadczenia ich bliskich - pokazuje odbiorcom, jak łatwo zniszczyć sobie życie i odebrać szansę na normalność. Nie zastanawia się zbyt długo nad tym, jakie predyspozycje trzeba mieć, żeby popaść w uzależnienie, bardziej interesują ją efekty i koszmary codzienności. Zajmuje się przedstawianiem klimatu tworzonego przez kasyna - informuje o charakterystycznych pułapkach i chwytach, które pozwalają zatrzymać gracza jak najdłużej przy stołach lub maszynach. Mechanizmy, z których czytelnicy często nie zdają sobie sprawy zostają tu naświetlone z kilku perspektyw. Nie uchronią raczej przed katastrofą, dla osób, które w swoim otoczeniu mają kogoś uzależnionego od hazardu, znajdą się tu inne wskazówki - przede wszystkim dotyczące operowania finansami i spłaty długów: to, co rodzinie wydaje się najbardziej sensownym rozwiązaniem, staje się opcją odradzaną przed ekspertów. I o tym Beata Biały słyszy.

Książka "Hazardziści. Gra o życie" została złożona z wywiadów oraz opowieści uzależnionych. Wywiady autorka przeprowadza z psychologami, ale także z właścicielami kasyn czy z pracownikami takich przybytków. Wypytuje o emocje, które towarzyszą grze i sprawiają, że większość ludzi nie potrafi przerwać rozrywki z wygraną, a gdy przegra - stara się odegrać za wszelką cenę i dopóki nie straci wszystkiego. Odnotowuje też charakterystyczne zachowania hazardzistów, powtarzalne postawy i scenariusze przykre, ale za każdym razem powracające wraz z uzależnieniem. Dzięki temu dociera do informacji, których odbiorcy albo nie mają, albo nie chcą sobie przyswoić - nie są to bowiem wygodne kwestie i słowa pocieszenia. Z punktu widzenia pracowników kasyn zachowania hazardzistów wydają się co najmniej dziwne. Odbiorcy dowiedzą się też - między innymi - co oznacza, że kasyno zawsze wygrywa. Nie będzie wprawdzie skomplikowanych matematycznych obliczeń, ale wyjaśnienia, które do każdego powinny trafić. Z kolei wypowiedzi uzależnionych lub członków ich rodzin to relacje z domowych dramatów. Chociaż powtarza się jedna droga, każdy ma inne motywacje i inne desperackie kroki podejmuje, żeby odzyskać stracone pieniądze. Te wyznania pokazują ludzi złamanych i nieszczęśliwych, tych, którzy nie potrafią już znaleźć sposobu na wyjście z koszmaru, w który dla rozrywki i relaksu się wpakowali. Dla przełamania atmosfery (prawdopodobnie) wrzuca autorka jeszcze drobne obrazki z tymi, którzy do kasyna chodzą, ale się nie uzależniają - jednak tym akurat nie wyzwoli tak silnych reakcji jak całym tomem. Bywa, że przewidywalność trochę męczy - jednak udaje się Beacie Biały zgromadzić naprawdę dużo przydatnych wiadomości i wskazówek. Do tego przygotowuje ona odbiorców na temat skomplikowany i niebezpieczny. Oswaja z kwestią hazardu, dołączając do niej nawet gry komputerowe, które grożą uzależnieniem najmłodszych. Nie chce straszyć czytelników, ale przygotowuje na wyjątkowo trudną walkę o zdrowie psychiczne. Jest tom "Hazardziści" odkrywczą lekturą, wypełnioną ludzkimi dramatami.

czwartek, 4 lutego 2021

Kasia Bulicz-Kasprzak: Skrawek pola

Prószyński i S-ka, Warszawa 2021.

Saga

W różnych gatunkach literatury rozrywkowej próbowała swoich sił Kasia Bulicz-Kasprzak, aż w końcu zaczęła ze zwykłych obyczajówek skręcać w stronę literatury środka lub powieści quasi-założycielskich, odchodzić od mainstreamu na rzecz wyciszenia i psychologizmów w nietypowym dla nich otoczeniu. I tak prezentuje swoje możliwości w "Skrawku pola", powieści, która zapoczątkowuje nowy cykl i ma szansę zapewnić autorce miejsce wśród twórców bestsellerów. Owszem, nie przekona ta książka wszystkich - trzeba będzie mieć sporo cierpliwości, żeby czekać na rozwój fabuły (za to kiedy wreszcie odbiorcy przekonają się, po co autorka trzyma ich przy relacji, mogą poczuć się usatysfakcjonowani), a do tego ma też specyficzną tematykę - jednak radzi sobie w jej ramach autorka świetnie. W posłowiu tłumaczy czytelnikom, że część wydarzeń oparła na wspomnieniach osobistych i dotyczących bliskich czy przodków - jako bodziec do pisania szeroko rozumiane autobiograficzne motywy okazały się znakomite przede wszystkim ze względu na precyzję i czystość przekazu. Autorka przedstawia tu dramatyczne, ale też powtarzalne i bardzo ludzkie historie. Stawia na silne uczucia, niespełnione nadzieje, zawiedzione oczekiwania i - oczywiście - na motyw nieślubnych i niechcianych dzieci. Akcja toczy się na wsi przed pierwszą wojną światową (a także w jej trakcie, chociaż sama wojna funkcjonuje jako odległe tło). W tych gospodarstwach nie ma mowy o postępie, ludzie, którzy chorują, udają się do miejscowej zielarki, przeważnie jednak radzą sobie sami i nie liczą na niczyje wsparcie. Do tego bywają małostkowi i bezduszni. Nie wybaczają zbyt łatwo, kiedy dostrzegają problem - nie boją się o nim głośno powiedzieć. Potrafią w ujęciu Kasi Bulicz-Kasprzak dyskutować ze sobą dzisiejszym językiem, bywa, że wulgarnym i przemocowym. To nikogo nie odstręcza ani od opowieści, ani od bohaterów - bo jednak autorka proponuje wyostrzony folklor i wcale nie czyta się tej książki dla sprawdzenia, co kto komu powie. "Skrawek pola" to historia bardzo plastyczna. W warstwie narracyjnej narzuca się przede wszystkim zestaw przekonujących opisów. Każdy rozdział autorka zaczyna albo od ludowej piosenki, albo od wyjaśnienia jakiegoś hasła: czasami to regionalna tradycyjna potrawa, czasami - naczynie charakterystyczne dla wiejskiej kuchni. Relację z tych wstępów kontynuuje Kasia Bulicz-Kasprzak już we właściwych rozdziałach: bardzo interesuje ją cała wiejska obyczajowość, próbuje przeanalizować niemal każdy aspekt zwyczajnego życia, przygląda się zadaniom chłopów, ich rozrywkom i budowaniu więzi międzyludzkich, żyje każdym elementem wiejskiej zwyczajności. Nie ma wątpliwości, że doskonale rozumie ten klimat i chce jak najpełniej go przekazać - stąd rozrastające się bardzo opisy i wypełnienie treściami każdego akapitu. Bardzo rzadko Kasia Bulicz-Kasprzak zajmuje się faktycznie tworzeniem historii: zwykle pozwala opowieści płynąć swobodnie, rozkoszuje się każdym wrażeniem zmysłowym, detalami, na które nie zwraca się uwagi w zabieganiu. Chociaż na wsi nie ma sielanki (i to także w warstwie fabularnej książki) - autorka wręcz wymusza podziw dla przestrzeni, którą opiewa. Chce znaleźć dla siebie miejsce w wiejskich pejzażach, przekonać odbiorców, że jest się czym zachwycać. Zatrzymuje, żeby zmusić do refleksji nad kondycją człowieka, albo żeby popisać się warsztatem literackim - bo znajduje przecież odpowiednie słowa do prezentowania kolejnych odkryć. Udaje jej się pisać tak, by nie było dysonansu między czasem akcji i świadomością odbiorców - a to spory sukces.

środa, 3 lutego 2021

Bryan Walsh: Koniec świata. Krótki przewodnik po tym, co nas czeka

Czarna Owca, Warszawa 2021.

Wieszczenia

Ta książka powstała w 2019 roku, jednak na polskim rynku ukazuje się w ciekawszym momencie. Bryan Walsh zajmuje się potencjalnymi zagrożeniami dla ludzkości - i przegląda rozmaite dostępne scenariusze, od katastrof naturalnych (związanych choćby z erupcjami superwulkanów i z dalekosiężnymi konsekwencjami takich wydarzeń) po destrukcyjną (autodestrukcyjną) działalność człowieka: tu między innymi zajmuje się tematem bomb atomowych czy tworzeniem sztucznej inteligencji, która w pewnym momencie może zwrócić się przeciwko swojemu stwórcy. Znajduje także miejsce na opowieść o wirusach, przy czym jedynym tematem ze współczesności jest dla niego epidemia SARS. Dopuszcza jednak do świadomości możliwość wybuchu pandemii - zwłaszcza że historia zna wiele takich przypadków. "Koniec świata. Krótki przewodnik po tym, co nas czeka" jest zatem książką atrakcyjną nie tylko z uwagi na rzeczowe analizy (Bryan Walsh nie dopuszcza do świadomości istnienia płaskoziemców czy antyszczepionkowców, co ciekawe, uważa, że ludzkość raczej nie doprowadzi się do zniszczenia przez pogłębiające się mentalne zacofanie), ale też - na wybór tematów. Przy okazji autor trafia w czas, pewnie przy wznowieniu książki będzie musiał odrobinę dopisać - nie zmienia to jednak faktu, że profetyczny charakter lektury może przyciągać odbiorców.

Podchodzi ten autor do kolejnych tematów z dużą dozą ciekawości, ale też - z umiejętnością odsiewania faktów od fake newsów. Zbiera dane od uczonych, porównuje wyniki badań, a następnie wszystko przekazuje w przystępnej formie czytelnikom. Zajmuje się w każdym przypadku wyjątkowo widowiskowym przykładem - zagrożeniem, które najlepiej trafi do wyobraźni powszechnej. Nie po to, żeby zastraszać, a po to, by przestrzec. Jeśli jakieś zagrożenie jest efektem działań człowieka - znajduje miejsce na prezentowanie odkryć i postanowień związanych z ograniczeniem negatywnego wpływu na planetę, tak jest choćby w przypadku dziury ozonowej - jednego z problemów, który udało się niemal całkiem naprawić. Ale już z globalnym ociepleniem nie jest tak łatwo. Bryan Walsh tłumaczy między innymi, dlaczego tak trudno ludziom zrezygnować z niszczycielskich zachowań w kwestii zasobów energetycznych. Temat wirusów prowadzi go do motywu biotechnologii: pokazuje, jakim niebezpieczeństwem mogłaby być broń biologiczna, zwłaszcza przy dzisiejszym dostępie do wiedzy. Nawet możliwość odnalezienia w kosmosie pozaziemskich cywilizacji byłaby dla ludzkości poważnym zagrożeniem. Im bliżej finału, tym bardziej futurystyczny staje się "Koniec świata": motywy sztucznej inteligencji i życia w kosmosie, podróży międzyplanetarnych czy możliwości przerzucenia zasobu doświadczeń do nieśmiertelnej superinteligencji - to wszystko jest pieśnią przyszłości, jednak Bryan Walsh sygnalizuje i takie komplikacje. Próbuje przekonać czytelników do zastanowienia się nad sobą i nad przyszłością kolejnych pokoleń - zagrożenia mogą płynąć z różnych stron i czasami tylko wynikają ze źle prowadzonej polityki. Autor przypomina, że chociaż nie wszyscy mają potencjał mordercy, znajdą się i takie jednostki, które z chęcią przyczynią się do zagłady ludzkości. Przestrzega i podpowiada, na czym skupić uwagę, jeśli chce się uniknąć problemów. A jednocześnie doskonale wie, że w obliczu wielkiego kryzysu - czy to z przyczyn naturalnych, czy spowodowanego działaniami ludzi, wszyscy będą bezradni. "Koniec świata" podsuwa czytelnikom rozmaite katastroficzne scenariusze - i pozwala się zastanowić nad ludzkimi słabościami oraz możliwościami. To książka, która szczególnie teraz sprawdzi się na rynku wydawniczym.

wtorek, 2 lutego 2021

Dr Brian King: Na luzie

Marginesy, Warszawa 2021.

Pomoc

Dr Brian King to autor, który zajmuje się tematyką stresu i próbuje przekonywać czytelników, że można zrezygnować z emocji niszczących i uniemożliwiających twórcze działanie. Sam nigdy nie przejmuje się nadmiernie żadnymi życiowymi dylematami. Nie ma takiej sytuacji, która wyprowadziłaby go z równowagi, co demonstruje dzięki ekstremalnym wspomnieniom związanym choćby z ludźmi sypiającymi w jego samochodzie w czasach studenckich. Dopiero narodziny córki odrobinę zmieniły podejście do przejmowania się rzeczywistością, autor jednak własnego sposobu na życie nie modyfikuje przesadnie. "Na luzie" to książka, która jest opowieścią o tym, dlaczego nie warto nadmiernie się stresować - i jak to zrobić.

Trzeba przyznać, że Brian King stawia na argumenty, które mają szansę dotrzeć do czytelników. I od strony retorycznej, i od strony przykładów z życia - decyduje się na scenki, komentarze oraz fakty, które powtarzają się w codzienności najczęściej i z którymi stykają się czytelnicy niemal na każdym kroku. Chodzi o to, żeby stres nie był mitycznym straszakiem, a żeby odbiorcy nauczyli się go rozpoznawać, nazywać i eliminować ze swoich reakcji czy zachowań. I nie musi King przekonywać, że mniej stresu to lepsze zdrowie czy bardziej satysfakcjonujące życie i udane relacje z innymi - skupia się przede wszystkim na samopoczuciu i na doraźnych korzyściach, łatwych do zaobserwowania od razu po wcieleniu w życie porad i uwag. Jeśli nie trzeba będzie długo czekać na rezultaty działania zgodnie z wyjaśnieniami tego autora - można mu uwierzyć w dalsze wywody. Dzięki temu Brian King będzie funkcjonować jak autorytet w dziedzinie samouspokojenia. Oczywiście autor nie omawia przypadków klinicznych, sytuacji, w których niezbędna jest interwencja lekarza - zastrzega zresztą, że sam lekarzem nie jest i nie uzurpuje sobie prawa do doradzania w bardziej skomplikowanych wypadkach. Większości ludzi jednak wystarczy podążanie za prostymi wskazówkami. Z takich "Na luzie" się składa: to mechanizmy i reakcje, o których przeważnie odbiorcy wiedzą - ale też o których nie myślą w chwilach największego wzburzenia. Brian King pokazuje ich bezsensowność i uwrażliwia odbiorców na inne możliwe drogi postępowania.

Cechą charakterystyczną tej książki jest nastawienie na dowcip. Autor jest również komikiem, o czym wiele razy przypomina (odwołuje się też bardzo często do życia rodzinnego, bo traktuje to jak sukces, którym należy się pochwalić - a może próbuje też wzbudzić zaufanie do siebie dzięki prywatnym zwierzeniom). Widać to w konstrukcji tekstu: próbuje rozluźnić odbiorców dowcipami, szuka puent i absurdalnych skojarzeń, które zamienia w rodzaj wykładu-występu estradowego. Śmiech ma pomóc w zapamiętywaniu kolejnych porad. I nawet jeśli momentami to żarty dość przewidywalne na etapie konstrukcji - rzeczywiście uprzyjemniają tekst. "Na luzie" to książka przeznaczona dla ludzi, którzy nadmiernie się wszystkim przejmują i tracą zdrowie na niekończących się przesadnych reakcjach, którymi męczą siebie i najbliższe otoczenie. Napisana przystępnie i wesoło, może ułatwić codzienne funkcjonowanie.

poniedziałek, 1 lutego 2021

Robert L. Leahy: Lekarstwo na zazdrość

Rebis, Poznań 2021.

Podpowiedzi

Bardzo pragmatycznie Robert L. Leahy podchodzi do tematu zazdrości i leczenia z niej odbiorców (albo autoleczenia, bo książka "Lekarstwo na zazdrość" to poradnik do samodzielnej pracy nad sobą). Tom jest bardzo charakterystyczny, w stylu, który odbiorcy dobrze znają - i który zorientowany jest na rzeczywiste efekty. Autor zwłaszcza na początku przytacza wiele pytań i psychotestów dla odbiorców - tak, by każdy mógł się zdiagnozować. Wiadomo, że po tę publikację sięgną ci czytelnicy, którzy wiedzą, że albo sami mają problem z kontrolowaniem swoich uczuć, albo w najbliższym otoczeniu mają kogoś, kto potrzebuje pomocy w kwestii nadmiernej zazdrości. Jednak gdyby ktoś przypuszczał, że dobrze sobie radzi w relacjach z innymi, też może zastanowić się nad sobą, oceniając własne reakcje według podanego klucza. Ocenianie skali zazdrości przeżywanej na co dzień pozwala na łagodne wprowadzenie do lektury: Leahy wie, że do takich problemów mało kto chce się przyznawać, rozbiegówka przydaje mu się zatem do oswojenia odbiorców. "Lekarstwo na zazdrość" to książka, która ma służyć do przepracowywania problemów, a nie do teoretycznej lektury.

Autor zastanawia się - na użytek publiczności literackiej - czym jest zazdrość, kiedy zazdrość staje się problemem, z którym należy walczyć i co traci się, kiedy prezentuje się zazdrość wobec partnera (przeważnie - nieuzasadnioną, bo to podstawa w opracowaniu). To prowadzi do uświadamiania czytelnikom skali kłopotów. Leahy chętnie proponuje czytelnikom, żeby zastanowili się nad korzyściami, które przynosi im zazdrość. Przedstawia standardowe sytuacje w związku, powtarzalne, wzięte z życia lub wyostrzone - tak, by odbiorcy mogli znaleźć tu ślady swoich przeżyć i doświadczeń. Skupia się na zazdrości, która niszczy partnera: pokazuje sytuacje, które nie mają pokrycia w rzeczywistości, a wywołują silne uczucia. Wciąż zadaje pytania: każe odbiorcom przemyśleć sobie, czy rzeczywiście opłaca im się ujawniać swoje podejrzenia i krzywdzić drugą osobę przez brak zaufania. Komentuje sytuacje, które stanowią naturalną konsekwencję zazdrosnych zachowań: jest mu to potrzebne, by łatwiej zilustrować bezsensowność takich postaw. Tłumaczy, że uleganie emocjom i obrażanie się lub atakowanie prowadzi wyłącznie do zaostrzenia konfliktu i zaognienia problematycznych sytuacji. Unaocznia odbiorcom, co może się wydarzyć - i nie ma tu miejsca na optymistyczne scenariusze. Łatwiej jest nauczyć się poskramiać zazdrość niż mierzyć się z wywołanymi przez siebie skutkami awantur i kłótni. I tu Robert L. Leahy znajduje dla siebie miejsce: staje się mentorem, pokazuje odbiorcom, dlaczego warto odpuścić.

Nie będzie tu zbyt dużo teorii ani rozwodzenia się nad tematem zazdrości bez odwołań do codziennych wydarzeń i sytuacji znanych w związkach. Leahy bazuje na problemach znanych czytelnikom, próbuje przekonać do siebie odbiorców za sprawą przekonujących spostrzeżeń: wybiera scenki powtarzalne i charakterystyczne. To wystarcza, żeby wzbudzić zainteresowanie i zaufanie czytających.